Skocz do zawartości

psycholog Rafał Olszak

Administrator
  • Zawartość

    361
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    10

Wszystko napisane przez psycholog Rafał Olszak

  1. psycholog Rafał Olszak

    Wieczny brak relacji z kobietami

    @Kamil Szanowny Panie, istotą fobii społecznej nie jest nielubienie ludzi, ale to tak na marginesie. Tak czy owak na forum nie rozpoznamy podłoża Pana problemu i nie ustalimy skąd ta pustka w głowie w trakcie kontaktów. Możliwe, że kłopot w dużej mierze polega na braku umiejętności interpersonalnych. Pewną ich częścią są też umiejętności konwersacyjne, czyli po prostu sztuka prowadzenia konwersacji. Składa się na nie także umiejętność aktywnego słuchania i szeroko pojęta asertywność (która bynajmniej nie sprowadza się tylko do mówienia „nie”). Może Pan wygooglować takie frazy, by natknąć się na ciekawe artykuły na te tematy lub książki czy podcasty, kursy i warsztaty. Swoją drogą przypomina mi ta taką anegdotkę z mojego życia. Spotkałem kiedyś po latach pewnego znajomego. Pamiętałem go jako osobę małomówną, którą z mozołem należało ciągnąć za język, a i tak swoim stylem prowadzenia rozmowy sabotował cały proces. Jednak gdy znowu go spotkałem był zupełnie inny. Może nie określiłbym go jako człowieka, który ma gadane, no ale był bez porównania bardziej rozmowny. Zapytałem go jak to się stało, że się zmienił. Powiedział, że w jego wypadku podziałała nauka języka obcego. Zapytałem – jak to? Chodziło o to, że na lekcjach ciągle maglowali najróżniejsze scenki, tematy konwersacyjne, trenowali do upadłego małe pogawędki i dyskusje. Przy okazji więc ogarnął trochę lepsze zasady prowadzenia rozmowy, zadawania pytań otwartych, klaryfikowania, wyłapywania haczyków, ale i aktywnego słuchania oraz generalnie lepszej komunikacji. Nic dziwnego, rozmówki językowe to kopalnia tematów i inspiracji, na przykład: http://iteslj.org/questions/ https://www.conversationstarters.com/101.htm https://www.conversationstarters.com/funnystarters.htm Oczywiście nie chodzi o to, by wykuć to na pamięć, ale żeby mieć obraz tego, o czym i w jaki sposób można gadać nawiązując do okoliczności, kontekstu rozmowy czy też zagajając jakiś ciekawy temat, gdy nadarza się sposobność do bardziej abstrakcyjnej rozmowy. Zagadnień jest nieskończenie wiele. Rzecz jasna wszystko to trzeba ćwiczyć, a udział w rozmowie ma też druga strona – jeśli ona się nie zaangażuje, to każda konwersacja „zdechnie”. Niektóre dziewczyny naczytają się poradników w stylu „niczego nie ułatwiaj mężczyźnie” i potem do rozmowy nie przykładają się, albo same nie posiadają umiejętności konwersacyjnych. Nie na jednym rozmówcy spoczywa cała odpowiedzialność, warto o tym pamiętać. Na koniec uczciwie muszę zaznaczyć, że trudno mi dać wiarę, że brak umiejętności, o których tu mówimy, jest jedyną przyczyną braku relacji z kobietami na koncie w wieku 31 lat. Tak czy owak zalecałbym kontakt z jakimś dobrym psychologiem. Najlepiej z kobietą, skoro to kobiet dotyczą te trudności. Ja również pozdrawiam!
  2. psycholog Rafał Olszak

    Pragnienie maksymalistycznej miłości

    Czasami podejrzewam, że paradoksalnie najsilniej potrafią kochać ci, którzy w przeszłości byli miłości pozbawieni. To właśnie takie osoby mają ogromną potrzebę związku, w którym uczucie jest niezwykle żywe i silne. Jest to na swój sposób urzekające i szlachetne. Ktoś taki zdolny jest do akceptacji drugiego, nieidealnego przecież człowieka na niebywale głębokim poziomie. Niestety, jest pewien haczyk. W pakiecie z pragnieniem maksymalistycznej miłości jest często wyniesiona z chaotycznej przeszłości dezorientacja. W rezultacie takie osoby niekiedy powierzają swoje serce niewłaściwym ludziom, którzy na taki dar bynajmniej nie zasługują. Rezultat jest taki, że przeszłość odtwarza się w teraźniejszości – emocjonalne unieważnienie powtarza się, a czasami ponownie ma też miejsce jakiś dramat z powodu łączenia się w parę z toksycznym partnerem. Nic dziwnego, że metaforycznie o takim problemie mówi się, iż jest to „kochanie za bardzo” lub „podatność na zranienie”. Jeśli kogoś temat ten intryguje, polecam artykuł
  3. psycholog Rafał Olszak

    Potrzebuje pomocy, powoli mnie to męczy.

    @Porton Proszę udać się do lekarza psychiatry, który być może zleci jakieś badania lub skieruje do innego specjalisty, na przykład neurologa. Do lekarza psychiatry nie jest potrzebne skierowanie, więc po prostu proszę skontaktować się ze swoją przychodnią. Podczas kontaktu z lekarzem proszę szczerze i otwarcie opowiedzieć, co się z Panem dzieje, jakie myśli przychodzą do głowy. W szczególności proszę zasygnalizować pojawianie się myśli związanych z umieraniem.
  4. psycholog Rafał Olszak

    Roszczeniowa kobieta, roszczeniowy mężczyzna

    Do czego prowadzą roszczenia i skąd w ogóle się biorą? Zilustrujmy to przykładem. Jakiś czas temu podesłał mi ktoś link do poczytnego bloga pewnej samozwańczej guru od relacji. Napisała ona, że to faceci powinni bardziej starać się w związku i więcej do niego wnosić, ponieważ – cytuję – seks kobiety jest bardziej wartościowy niż seks mężczyzny. Tak, to nie chochlik drukarski, dobrze przeczytałaś lub przeczytałeś. Sądzę, że jest to pokrętne rozumowanie, bo fakt, że kobieta łatwo może się oddać, nie sprawia, iż jej „seks jest bardziej wartościowy”. Przyjmijmy jednak tą osobliwą logikę na potrzeby tego przykładu. Kobieta wchodzi więc w związek wymagając, by mężczyzna starał się bardziej od niej, bo przecież ona wnosi do relacji coś bardziej wartościowego, gdyż jej seks jest cenniejszy. Musiałbym upaść na głowę, żeby wchodzić w relację z kimś takim, i nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Niewykluczone jednak, że trafi się mężczyzna, który akceptuje roszczeniowość. Warto jednak zauważyć, że skoro ktoś coś takiego akceptuje, to dlatego, że sam też tak ma. I rzeczywiście tak jest. U mężczyzn porównywalne roszczenie wynika z przekonania, że… Męska wierność jest wartościowsza od damskiej, bo facet poświęca się bardziej, gdy rezygnuje z kontaktów seksualnych z innymi, pięknymi kobietami. I tak oto kółko się zamyka, więc wzajemnym pretensjom nie ma końca. A to przecież tylko dwa równorzędne roszczenia, zaś zwykle jest ich zdecydowanie więcej i tworzą wielopiętrową spiralę. Roszczeniowa postawa w końcu mści się na obojgu i związek nieuchronnie się sypie, a terapeuta małżeński ma nieprawdopodobnie trudne zadanie, jeśli taka para zgłasza się do niego po pomoc. I pomyśleć, że wszystko tylko dlatego, że ktoś nawkręcał sobie nielogiczne, a przez to szkodliwe przekonania i wyciągnął z nich równie wątpliwe wnioski. Obserwuj mój fanpejdż.
  5. psycholog Rafał Olszak

    Czytelnik pyta jak zagadywać do kobiety

    Zadziwiająco często otrzymuję pytania od mężczyzn odnośnie tego, czy, w jakich momentach i jak zagadywać do kobiet. Nie mam już siły ciągle odpowiadać na tego typu wiadomości, więc napiszę raz a porządnie. Zastrzegam jednak, że jestem psychologiem klinicznym a nie jednym z tych internetowych profesorów od podrywania. Mogę się więc mylić, ale moim zdaniem tego typu rozterki są produktem całkowicie niewłaściwego podejścia. Jestem zdania, że ludzie są interesujący, mają ciekawą naturę i właśnie dlatego warto być wobec nich „zaczepnym”. Reszta dzieje się przy okazji w sposób naturalny. Nie wierzę w żadne „wytrychy”, które mają zapewnić gorący romans. Ze statystycznego punktu widzenia tak zwane podrywanie (co za nieadekwatny, wędkarski żargon) nie ma żadnego sensu i jest to straszna udręka i strata czasu. Nawet ci wszyscy samozwańczy mistrzowie, reklamujący swoje akademie podrywania, robią jakieś grube dziesiątki czy setki podejść, by gromadzić na potęgę numery telefonów niczym jakiś administrator danych osobowych. Nawiązywanie kontaktów z drugim człowiekiem z tak płaskim, jednowymiarowym podejście jest moim zdaniem diabelnie nudne. Tak, uważam, że tzw. podryw jest nudny, bo to w praktyce wymaga forsowania jakichś przeszkód czy barier, zdawania dziwnych testów, mierzenia się ze stadami roszczeniowych księżniczek, które chcą się cudzą uwagą dowartościować, gdy tylko mają szansę, więc to po prostu męczy i nuży. Moim zdaniem są lepsze metody na fajne życie towarzyskie aniżeli denne do granic możliwości i powtarzalne podrywanie. Jeśli kobieta czegoś chce, to w dzisiejszych czasach najczęściej sama się odzywa albo wysyła zachęcające do działania sygnały, więc warto dawać ku temu sposobność, stwarzać okazję, a nie nacierać z determinacją frustrata. Jeśli dama jest na nie, to żadna uwodzicielska taktyka nie zagwarantuje powodzenia. Dlatego sugeruję całkowicie zmienić nastawienie. Być generalnie otwartym na kontakt z ludźmi, rozmownym, żartobliwym i mieć gotowość do inicjowania rozmów dla czystej frajdy, jaka z tego płynie. Być szczerze ciekawym innych ludzi. Jeśli wystąpią w trakcie jakieś sygnały to super, a jeśli nie, to i tak nie byłby czas stracony. Niezobowiązujące pogawędki mają swój urok i mogą wywoływać pozytywne emocje. Warto najzwyczajniej w świecie polubić ludzi i „zaczepiać ich” pod wpływem dobrego humoru, a nie pod presją umówienia się na randkę, bo to psuje cały urok interakcji z drugim człowiekiem. Nie trzeba wtedy zaprzątać sobie głowy tymi wszystkimi bezsensownymi rozterkami, czy jest się z odpowiedniej ligi, dość wysokim, wystarczająco napakowanym, w czyimś typie i tak dalej, bo to w ogóle nie jest nasze zmartwienie – niech sobie druga strona to rozstrzyga, jeśli uzna za istotne. Jeżeli podchodzi się sztywno, w wielkim napięciu do nawiązywania kontaktów z płcią przeciwną to każdy przejaw braku zainteresowania traktuje się jako porażkę czy rodzaj odrzucenia, co strasznie psuje samoocenę. A wypowiedzenie paru słów urasta nagle do rangi wielkiego dylematu i hardkorowego wyzwania. Moim zdaniem niezbyt to zabawne, delikatnie mówiąc, ale kto co lubi. Gdy chcę podrywać to idę na ryby, bo do ludzi mam zupełnie inne podejście. Obserwuj mój fanpejdż.
  6. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego ludzie zdradzają i jak temu zapobiec

    Bajki, baśnie, bajeczki… Zawsze wciskały kit, ale dzisiaj wydają się szczególnie osobliwe. Jeśli na przykład chodzi o „Śpiącą królewnę” to właściwie historia molestowania zakończona syndromem sztokholmskim, bo jak inaczej określić całowanie nieprzytomnej dziewczyny, która potem zakochuje się w oprawcy? Ktoś mógłby pewnie też dziś powiedzieć, że „Kopciuszek” to nie tyle opowieść o mezaliansie, co o kobiecie uprawiającej prostytucję małżeńską… Najgorsze jednak w baśniach są sprzedawane ludziom złudzenia. Po słowach „żyli długo i szczęśliwie” nie ma bowiem słowa o tym, że książę miał liczne nałożnice, a księżniczka lubiła sobie czasem zanucić pod nosem „żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka raz chłopaczek”. Nie oczekujmy jednak zbyt wiele od ocenzurowanych baśni, które miały pospólstwu i mieszczaństwu ukazać wyższe sfery w lepszym świetle. Na kursach przedmałżeńskich też nikt nie uprzedza, że w ciągu trzech do siedmiu lat od ślubu potrzeby różnorodności seksualnej stają się tak mocno niezaspokojone, że ryzyko zdrady wzrasta o kilkaset procent. Wspomniałem o zdradzie i właściwie o niej miał być ten wpis. Dlaczego ludzie zdradzają? Cóż, czynników jest sporo, ale skupmy się na kilku nadrzędnych. [1] Przestają wierzyć w mit monogamii. Po prostu czar pryska, frustracja przerasta mobilizację do tego, by pozostawać lojalnym. Ludzie różnią się pod względem tego, jak dużą mają potrzebę różnorodności seksualnej. Niektóre związki stają się otwarte, pozostałe eksperymentują same lub z towarzystwem, a inne po prostu robią dobrą minę do złej gry i szukają odskoczni na boku. [2] Ludzie zdradzają, bo nie chcą zostać z niczym, zostać na lodzie, więc układają sobie życie z kimś nowym nie porzucając dotychczasowego związku dopóki nie stworzą kolejnego z „lepszą opcją”. To przykre zagranie, ale najczęściej da się dostrzec pewne sygnały ostrzegawcze, które jednak bywają przez stronę „bardziej kochającą” lekceważone. Zwykle kończy się to dla niej niefajnie. [3] Niektórzy zdradzają, bo mają poczucie, że im wolno. Tłumaczą sobie to na różne sposoby, racjonalizują, a tak naprawdę wszystko sprowadza się do tego, by usprawiedliwić nielojalność. Jeśli ktoś ma się za lepszego może myśleć, że zasady zawartej z partnerem umowy można naginać i dostosowywać do swoich bieżących potrzeb. W końcu życie ma się tylko jedno, więc nie ma sensu iść na kompromisy. [4] Częstymi powodami zdrad jest też pragnienie dowartościowania się oraz chęć przeżycia czegoś ekscytującego. Gorący wakacyjny romans pozwala zrealizować oba te cele. Odbija się to na relacjach z partnerem i zachęca do dalszych podbojów, ale kto by się tym przejmował. Jak uchronić się przed zdradą? Wspólnie przyjąć, że wbrew wszelkim regulacjom istnieje takie ryzyko. Nawet wtedy, gdy trwa jeszcze silny emocjonalny haj i nie widzi się świata poza swoją „drugą połówką” (cóż za nieadekwatne określenie, sugerujące, że nie jest się kompletnym). Jeśli mówi się o tym w sposób jawny i uczciwy, otwarcie, nie robi się z tego tematu tabu, przedyskutowuje się wspólnie różne możliwości, wtedy jest szansa, że do tego nie dojdzie. Jeśli natomiast założy się klapki na oczy i będzie święcie wierzyło w bajki oraz twierdziło, iż „nas to na pewno nie spotka” – ryzyko nie maleje, a nawet wzrasta. Tak samo jak ubezpiecza się bagaże przed podróżą, tak i swoją relację należy zabezpieczać przed niebezpieczeństwami pozostając w szczerym, uczciwym kontakcie podczas którego sprawy seksualne omawia się z należytą starannością. Nie są to czasami łatwe rozmowy, niekiedy towarzyszy im dyskomfort lub zazdrość albo lęk, ale tylko dyskutując można przewietrzyć pokój mrocznych pragnień zanim zalęgną się w nim zdradzieckie demony. Obserwuj mój fanpejdż.
  7. Mówiąc metaforycznie, w związku możesz być „magnesem” lub „materią”. Jeżeli troszczysz się o swoje prawa, asertywnie wyznaczasz granice, robisz dobre wrażenia, roztaczasz pozytywną aurę, znasz swoje mocne strony i realnie masz wiele do zaoferowania, jesteś pełnoprawnym magnesem. Przyciągasz i jesteś w stanie zatrzymać przy sobie partnera, który reaguje na ciebie w sposób pełen miłości. Idealnie byłoby, gdyby twój partner to też był taki magnes – oczywiście odpowiednio do ciebie ustosunkowany, byście nie wchodzili sobie w drogę i nie odpychali się wzajemnie na przykład niepotrzebnie konkurując. Idealne sytuacje w przyrodzie występują jednak relatywnie rzadko... Bardzo często w parę łączą się magnes i materia. Relację tworzy ktoś, czyja charyzma zapewnia magnetyczne przyciąganie, z kimś, kto traci głowę i nie umie się temu oprzeć. Nierzadko to skomplikowany scenariusz. Materia bezwolnie lgnie do magnesu, co stawia ją na ryzykownej pozycji, a niekiedy w trudnym położeniu. Nawet jeśli magnes ewidentnie bawi się materią i naraża ją na korozję szkodliwie obchodząc się z nią, ona krąży po jego orbicie licząc na spotkanie. Taka relacja bywa bardzo toksyczna, bo obie strony rozwijają swoje role do karykaturalnych rozmiarów. Materia staje się coraz bardziej masochistyczna, a magnes popada w coraz silniejszy narcyzm i większą roszczeniowość. Kontrast doprowadza w końcu do rozłamu i zakończenia relacji. Czasami w roli magnesu w związku może zostać obsadzony ktoś, kto w ogóle nie pasuje do tej funkcji. Taki ktoś zauważa, że świeci światłem odbitym, więc szybko uczy się z tego korzystać. Eksploatuje zatem materię do granic możliwości. Wykorzystuje ją tak, by samemu mieć przyjemnie i pławić się w świetle, a ona jest dla niego czymś w rodzaju reflektora. Materia natomiast coraz bardziej się poświęca, dosłownie wypala się, by zadowolić magnes, co nieuchronnie pogarsza jej kondycje – w wyniku tego w końcu przestaje być dla niego atrakcyjna. Ostatecznie zostaje zastąpiona. --- Co jest typowe dla mężczyzn, którzy zostają materią, a co dla kobiet w tej roli? Jak nie zrobić z nieodpowiedniego partnera swojego magnesu? Co robić, by na początku związku nie wejść w rolę materii? Czy magnes może stworzyć satysfakcjonujący związek z materią, a jeśli tak, to na jakich zasadach? Czego powinny unikać dwa magnesy, by się nie odpychać? To tematy na osobną historię... Obserwuj mój fanpejdż.
  8. psycholog Rafał Olszak

    Potrzeba różnorodności seksualnej

    Wspomniałem kiedyś o potrzebie różnorodności seksualnej i choć publicznie raczej się do zaciekawienia tematem nie przyznajecie, to w prywatnych wiadomościach bardzo otwarcie podpytujecie o co z tym chodzi. Nie tylko panowie, ale i panie! Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest potrzeba seksualna. Potrzeba seksualna to po prostu właściwość ludzkiego organizmu polegająca na okresowym powstawaniu specyficznego napięcia psychofizycznego, możliwego do zredukowania poprzez podjęcie czynności dających satysfakcję seksualną. Uznawana jest za jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Można też mówić o czymś takim jak potrzeba różnorodności seksualnej; jest ona napięciem psychofizycznym, które można by w skrócie opisać jako pragnienie nowości. Osoby, które mają dużą potrzebę tego typu mogą nie być w stanie na dłuższą metę uzyskiwać satysfakcji seksualnej w długoterminowej, monogamicznej relacji. Takie funkcjonowanie może być dla nich wręcz mocno frustrujące. Po paru latach pożądanie może spaść niemal do zera. Skutki ignorowania tej potrzeby bywają opłakane. Panowie rekompensują sobie lata wyrzeczeń zmieniając partnerki na o wiele młodsze. Panie też rozwalają związki wdając się w romanse i gładko odchodząc do nowego mężczyzny, w dodatku często na koszt byłego męża, który staje się dłużnikiem alimentacyjnym na całe lata (cóż począć, takie „kobietocentryczne” mamy prawo, a i tak feministki nie ustają w walce o dalsze przywileje). Jak ludzie radzą sobie z potrzebą różnorodności seksualnej? Niektórzy eksperymentują, szukają urozmaicenia, próbują nowych rzeczy, ale z jednym partnerem. Inni otwierają swoje małżeństwa, uprawiają swinging, decydują się na tak zwanych oficjalnych kochanków (za wiedzą i zgodą obojga), poprzestają na przygodnych znajomościach albo wybierają poliamorię. W naszej kulturze, w której presja religijna i normy społeczne są bardzo restrykcyjne, najczęściej wszystko odbywa się w tajemnicy przed „opinią publiczną” lub wręcz w konspiracji i jest tematem tabu. Mówiąc kolokwialnie ludzie po prostu udają wiernych, ale mają kochanka czy kochankę (przy czym kochankowie zwykle wiedzą na czym stoją i nierzadko to akceptują nawet długoterminowo; sami zresztą też bywają w związkach małżeńskich). Do zdrady może dojść z wielu różnych powodów, z których omawiana tu potrzeba jest tylko jednym i wbrew pozorom nie zawsze kluczowym. Czasami jednak relacje więcej niż dwojga osób są przynajmniej częściowo jawne i odbywają się całkowicie uczciwie, za wiedzą i zgodą wszystkich zaangażowanych. Przykładem może być relacja typu ménage à trois co dosłownie oznacza „gospodarstwo domowe trojga”; jest to termin pochodzący z języka francuskiego, którym początkowo opisywano układ, w którym trójka osób utrzymywała stosunki seksualne zamieszkując w tym samym gospodarstwie domowym. Jest to rozwiązanie, które preferują zwłaszcza osoby heteroplastyczne (trochę lubiące własną płeć) lub biseksualne (lubiące obie płci), a także osoby o dużej potrzebie różnorodności seksualnej. Nie należy tego mylić z okazjonalnym trójkątem seksualnym, bo to raczej zalicza się do eksperymentu. Nie jest to też rozwiązanie dla każdego, bo niektórzy nie potrafią stworzyć w miarę zadowalającego związku z przynajmniej jedną osobą, a co dopiero z kimś więcej. Jak nietrudno się domyślić potrzeba różnorodności seksualnej może stwarzać problemy, jeśli próbuje się ją lekceważyć, udaje, że jej nie ma. Właśnie dlatego tak ważnym jest, by będąc w związku nie robić z tego tematu tabu, lecz delikatnie, ale szczerze i otwarcie rozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach, fantazjach, uczuciach z tym związanych. Można się łudzić i wmawiać sobie „to nas nie dotyczy”, ale z upływem czasu potrzeby mogą dawać o sobie znać coraz bardziej i wtedy trudno będzie wrócić do tematu, skoro na wstępie dogmatycznie zdeklarowało się jako konserwatywny monogamista.
  9. Randki online – dar czy przekleństwo dla współczesnych singli? Randki internetowe bazują na kategoriach, a nie interakcjach. Ktoś, kto bardzo dobrze wypada w kontakcie interpersonalnym i czasem nawet po wielokroć nadrabia zaległości w zakresie atrakcyjności fizycznej, w randkach internetowych może być bez szans, bo płeć przeciwna od razu zakataloguje go po zdjęciu jako kiepska partia poniżej oczekiwań. To właśnie dlatego niektórzy mawiają, że zwłaszcza na serwisach randkowych „wygląd robi całą robotę”. Poza najczęstszym katalogowaniem poprzez ocenę w skali 1-10 istnieją jeszcze inne typy kategorii, z których korzystają użytkownicy serwisów i aplikacji randkowych. Kobiety częściej szufladkują panów dzieląc ich na reprezentacyjnych, którymi można się pochwalić, oraz na „nie wyjściowych”. Panowie częściej szufladkują panie dzieląc je na takie, z którymi są skłonni rozważyć dłuższą relacje, oraz na te, z którymi chcą spędzić tylko parę chwil przyjemności. Dużym minusem jest to, iż aktywność w mediach społecznościowych, w tym w aplikacjach randkowych, niezależnie od płci, nierozerwalnie wiąże się z niezadowoleniem z ciała, wstydzeniem się ciała, monitorowaniem ciała i internalizacją (uwewnętrznieniem) społecznych oczekiwań dotyczących piękna. Często bardzo wynaturzonych oczekiwań, dodajmy. Daje także możliwość surowego porównywania własnej fizjonomii z wyglądem innych. Może to nawet prowadzić do kwestionowania własnej wartości. I rzeczywiście, przedstawiciele obu płci wpędzają się przez to w kompleksy, miewają stany przygnębienia po intensywnym użytkowaniu aplikacji i serwisów randkowych, co przekłada się na usuwanie kont i po jakimś czasie zakładanie ich ponownie po to, by wkrótce znów z żalem je usunąć. Szczególnie cierpi na tym męskie ego, ponieważ presja społeczna skłania mężczyzn do wykazywania się inicjatywą, która częstokroć w najlepszym razie zaledwie nie popłaca, a w najgorszym prowadzi do doświadczania nienaturalnie dużej ilości odrzuceń w relatywnie krótkim czasie. Znacząco ranione bywa też ego kobiet, które nie mają urody przystającej do obecnego kanonu piękna i „terroru młodego wyglądu”. Co zatem powinny robić osoby, które nie są katalogowane do ścisłej czołówki w serwisach randkowych? Zdecydowanie postarać się bardziej o to, by prowadzić bujniejsze realne życie towarzyskie i mieć lepsze kompetencje społeczne. Wtedy będą w stanie ujawnić drzemiący w nich potencjał, zamanifestować swoją osobowość podczas interakcji z innymi ludźmi w trakcie kontaktu twarzą w twarz. Szukając miłości na serwisach randkowych czy w mediach społecznościowych mogą poczuć się jak kolejny kawałek mięsa, które ocenia się wedle bezwzględnych kryteriów, a to parszywe uczucie. Jeżeli już jednak ktoś się na coś takiego zdecyduje, warto by przyjął, że jeśli ktoś go skreśla za wygląd, to tak naprawdę wystawia świadectwo samemu sobie. Obserwuj mój fanpejdż.
  10. psycholog Rafał Olszak

    Czy to nadal ma sens?

    Odpowiedzi udzieliłem ustnie:
  11. psycholog Rafał Olszak

    Czy to nerwica lękowa

    @Dana Odpowiedzi udzieliłem ustnie:
  12. psycholog Rafał Olszak

    Porady dla nieszczęśliwie zakochanych

    Dzisiaj kilka sugestii dla nieszczęśliwie zakochanych lub nieszczęśliwie zakochujących się. [1] Nie rób emocjonalnych labiryntów z prostych spraw. A jeśli już tak się zdarzy, to zamiast walić głową w mur znajdź certyfikowanego przewodnika, który cię wyprowadzi. Przed tobą w tym samym miejscu mogły być tysiące, jeśli nie miliony. Nie jesteś sam nawet wtedy, gdy nikogo nie zauważasz w pobliżu. [2] Pamiętaj, że wszystko co dzieje się w związku jest konsekwencją tego, co działo się w nim dotychczas. Nostalgia za starymi, dobrymi czasami jest więc marnym doradcą, bo te czasy najwyraźniej nie były dla związku takie dobre, jakby mogło się wydawać. [3] Serce nie jest twarde jak diament, ale nie jest też z porcelany. Zniesie więcej, niż przypuszczasz. Nie znaczy to jednak, że dobrym pomysłem jest zanurzenie go dzień po dniu w toksycznym związku. Na takie użycie producent stanowczo nie daje gwarancji. [4] Nierzadko lepszym pomysłem jest narażenie się na emocjonalny ból, niż unikanie cierpienia – zwłaszcza gdy tylko w ten sposób można wyjść z raniącego związku. Jak się wlezie w pokrzywy niemądrze jest tam trwać i tupać nogą jak małe dziecko. [5] Mówi się, że serce nie sługa. Skoro tak, niech nie usługuje też nikomu innemu! Nie do tego jest przeznaczone, by kogoś własnym kosztem zadowalać. [6] Kiedy już mając lat dwadzieścia kilka zaliczysz zakochanie w niewłaściwej, ale pięknej osobie, postaraj się nie popełniać drugi raz tego samego błędu. Nie zakochuj się oczami. A jeżeli jeszcze nie masz dwudziestu lat, wiedz, że właśnie podczas takich epizodów powstaje najwięcej samotnych rodziców. Zabezpieczaj się. [7] Jeśli raz za razem wchodzisz w krzywdzące lub jałowe relacje, przestań obwiniać płeć przeciwną. Popracuj nad poczuciem własnej wartości. Najpierw zaczniesz przepraszać siebie za popełnione błędy, a na dalszym etapie będziesz sobie dziękować za wyciągnięte wnioski. [8] Zakochuj się w człowieku, a nie w swoim wyobrażeniu o nim. Fantazje bywają bezgranicznie naiwne i złudne. To tyle na dziś. Dobrego dnia! Obserwuj mój fanpejdż.
  13. Często otrzymuję przy różnych okazjach pytania o to, jak rozumieć sprzeczne sygnały kobiety czy mężczyzny. W interpretacji tychże sygnałów niektórzy wykazują się ogromną fantazją, a podczas analiz niebywałą determinacją. Czy ma to sens? Pewni domorośli guru od relacji interpersonalnych, którzy o psychologii słyszeli tylko w „Rozmowach w toku” twierdzą, że sprzeczne sygnały zawsze oznaczają brak autentycznego zaangażowania. To chwytliwa teza, bo daje łatwe wyjaśnienie, ale tak dogmatyczne podejście nieczęsto przystaje do rzeczywistości. To ludzkie, że czasem człowiek przeżywa mieszane uczucia, ma mętlik w głowie, waha się lub jest rozdarty albo dwa kroki do przodu okupuje jednym krokiem w tył. Czy więc należy to po prostu dzielnie znosić, wyrozumiale tolerować? Sprzeczne sygnały należy traktować jak żółte światło. Być może nic się nie stanie, jeśli i tak pójdziemy dalej, ale bezpieczniej jest się zatrzymać i rozejrzeć. Pośpiech w sprawach sercowych nie jest wskazany. Czasami daną kwestię da się wyjaśnić, a innym razem dostrzeże się kolejne znaki ostrzegawcze. Zależnie od efektu rozglądania się dajemy sobie zielone światło albo szlaban na człowieka, który stawia nas w niepewnej sytuacji. Nikt nie lubi funkcjonować na ruchomych piaskach, bo lepiej jest wiedzieć, na czym się stoi. W każdym związku można niekiedy natknąć się na żółte światło - tak samo jak w trakcie praktycznie każdej podróży. Jeśli jednak powtarza się to nagminnie lub są też inne alarmujące oznaki niejasnych intencji, wtedy bezpieczniej jest rozważyć zmianę kursu. Obserwuj mój fanpejdż.
  14. psycholog Rafał Olszak

    Wrogość mężczyzn do kobiet

    Ostatnio pisałem o zakamuflowanej wrogości kobiet do mężczyzn. Pora dla równowagi napisać o podskórnej nienawiści mężczyzn do kobiet. Skąd to się bierze? Warto sobie to wyjaśnić i wbrew pozorom ta wiedza może przydać się zwłaszcza facetom, by nie mieli zszarganych nerwów i nie toczyli nieustającej wojny, gdyż „płeć przeciwna” to nie „przeciwnik”. [1] Stereotypy – nadmierne uogólnienia i uproszczony obraz kobiet jako grupy, która drastycznie różni się od mężczyzn. W stereotyp wpisane są różne negatywne oceny, które sprawiają, że panowie zaczynają pałać negatywnymi emocjami do pań albo traktują je jak gorsze od siebie. [2] Ból odrzucenia – pomimo rewolucji obyczajowej i seksualnej oraz równouprawnienia pozycja kobiet na rynku towarzyskim wciąż jeszcze jest uprzywilejowana. Wiele z nich przez całe życie nie doświadcza ani razu odrzucenia. Tymczasem w przypadku mężczyzn, na których wywierana jest silna presja społeczna, by przejawiali wobec pań zainteresowanie i inicjatywę, odrzucenie jest czymś powszechnym. Przeżywane od czasu do czasu nie musi stanowić problemu, ale dzięki „cudownym” aplikacjom i stronom randkowym statystyczny mężczyzna doświadcza wielu odrzuceń w relatywnie krótkim czasie. To skrajnie nienaturalna sytuacja, która może mocno wpłynąć na samoocenę i nastrój mężczyzny. W efekcie może on zacząć traktować płeć piękną jak kogoś, kto jego kosztem dowartościowuje się, zabawia lub zdobywa popularność i tak zwaną atencję (stąd niektóre panie nazywane są pogardliwie atencjuszkami). Złe traktowanie mężczyzn przez kobiety jeszcze wzmacnia te przeświadczenia. [3] Podwójne standardy – sporo panów zdaje sobie sprawę z tego, że pod wieloma względami są dyskryminowani ze względu na płeć. Powoduje to frustrację lub gniew, który dodatkowo jest jeszcze podsycany przez kolejne akcje na rzecz uprzywilejowania kobiet, feministyczne happeningi. [4] Zawiść – zaspokojenie potrzeb seksualnych wielu typowym mężczyznom nie przychodzi tak łatwo, jak przeciętnej kobiecie. Powoduje to poczucie niesprawiedliwości, a czasem nawet zawiść i wrogość. Niektórzy mężczyźni czują wręcz podskórnie nienawiść, że inny człowiek tylko ze względu na swoją płeć bez spełniania wyśrubowanych standardów może z łatwością zaspokoić seksualne pragnienia. [5] Niezaspokojenie – deprywacja potrzeb powoduje frustrację, a ta może prowadzić do agresji. Życie generalnie bywa niełatwe dla facetów, o czym nie będę tu się rozwodził, bo robiłem to przy innych okazjach (na przykład tutaj). Często, niestety, panowie pogarszają sytuację. Niezadowoleni z życia seksualnego nadużywają pornografii (to tak jakby głodnemu kazać patrzeć, jak inni najadają się do syta) albo nieusatysfakcjonowani pracą uciekają w hazard lub alkohol, by zagłuszyć przykre emocje. W efekcie ich położenie nie tylko się nie poprawia, ale nawet staje trudniejsze. Wściekłość w nich kipi i odbija się na innych, często najbliższych. Co z tym fantem zrobić? Zła wiadomość jest taka, że tylko w pewnym stopniu da się z tym zrobić coś w pojedynkę, bo potrzebne są bardziej strukturalne zmiany, a mężczyźni rzadko solidarnie działają na rzecz własnych praw. Dobra jest taka, że zmiana sposobu myślenia i reagowania na pewne kwestie może przynieść ulgę i pewną dozę spokoju wewnętrznego. Z zadowoleniem obserwuję, jak mężczyźni wsłuchują się w swoje emocje i potrzeby, nadają sens swojej niezgodzie na pewne fakty oraz rzeczywiście nad sobą ciężko pracują, a niektóre kobiety ich w tym wspierają. Jeśli chodzi o złość, pomocna bywa psychoterapia pod kątem tzw. zarządzania gniewem, którą prowadzi m.in. psycholog Rafał Olszak. Obserwuj mój fanpejdż.
  15. psycholog Rafał Olszak

    Mit „Nie ułatwiaj niczego mężczyźnie”

    Ostatnio podesłano mi link do serwisu dedykowanego kobietom. Łatwo było to poznać choćby po tym, że w wielu tekstach autorki cisnęły facetom. Dużo jest takich mizoandrycznych kloak w sieci (podobnie zresztą jak mizoginistycznych). Link prowadził do artykułu „Niczego nie ułatwiaj mężczyźnie!” Tekst oczywiście był w tendencyjnym tonie. Facet powinien to, powinien tamto, bo jest zdobywcą, więc doceni kobietę tylko wówczas, jeśli ona będzie łaskawie pozwalać się zdobywać. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie niektóre rozsądne komentarze pod nim. Niektóre panie zwracały uwagę, że flirt to zabawa dwuosobowa. Inne mówiły wprost, że korona im z głowy nie spadnie, jeśli to one zaproszą na kawę. W końcu mają do tego prawo i bynajmniej nie jest to współcześnie źle widziane oraz w żadnym razie nie stawia ich to w gorszym świetle ani nie oznacza, że facet ich nie doceni. Niektóre mówiły też otwarcie, że wszelkie gierki, udawanie niedostępnej, powstrzymywanie autentycznego skądinąd zainteresowania jest po prostu nudne, męczące i generalnie słabe. Twierdziły, że zwyczajnie po ludzku chcą wiedzieć na czym stoją i preferują jasne sytuacje, zamiast jakieś dziwne podchody, które wcale nie bawią. Nie potrzebują się dowartościowywać przedłużaniem czy odrzucaniem zalotów. Wspominałem o tym niejednokrotnie, więc dla stałych czytelników nie będzie to żadna nowość. Wielu współczesnych mężczyzn reaguje alergicznie na kobiece manipulacje, testy, uniki i ściemy. Poza tym jeśli od początku relacja nie jest równościowa, lecz jedno zachowuje się roszczeniowo, taki rozkład sił ciężko będzie później zmienić. Faceci raczej nie lubią być pantoflarzami i nie piszą się na nierówne układy. Który świadom swojej wartości i mający coś do zaoferowania mężczyzna będzie się płaszczył przed „księżniczką” skoro w tym samym czasie z łatwością może znaleźć kogoś, kto umie uczciwie i bez ściem komunikować swoje intencje? Czasy na szczęście się zmieniły i anachroniczne skrypty zachowań przestały być jedyną obowiązującą normą. Obie strony oszczędzają sobie dzięki temu zawiedzionych nadziei, frustracji, zupełnie bezsensownego wysiłku i czasu zmarnowanego na okazywanie zainteresowania bez wzajemności. Budowanie związków i bez tego jest dzisiaj wystarczająco trudne. Realia się zmieniły. Dzisiaj postawa „zabiegaj o mnie, a ja cię z tego rozliczę” uchodzi za przejaw narcyzmu i egocentryzm. Czasami niektórzy starają się tak dowartościowywać, ale tylko uzależniają się od atencji. W tworzeniu znajomości zdecydowanie bardziej sprawdza się uczciwe postawienie sprawy na zasadzie „poznajmy się lepiej i sprawdźmy co z tego wyniknie”. To naprawdę takie proste i żadne mizoandryczne teksty tego nie zmienią. Obserwuj mój fanpejdż.
  16. psycholog Rafał Olszak

    Wieczny brak relacji z kobietami

    @Kamil Szanowny Panie, może Pan porozmawiać z psychologiem, który postara się wykluczyć diagnozę fobii społecznej. Zapewne zaproponuje ćwiczenia komunikacji interpersonalnej albo poleci warsztaty interpersonalne lub coś w tym rodzaju. Możliwe też, że sam z Panem przeprowadzi serię różnych ćwiczeń podczas cotygodniowych konsultacji. Prawdopodobnie przyjrzy się też kwestii poczucia własnej wartości. Co do pań, cóż, zwłaszcza w Polsce żyjemy w społeczeństwie „kobietocentrycznym”, świat kręci się wokół kobiet, co niestety zaburza równowagę między wkładem pań w nawiązywanie relacji, a wysiłkiem mężczyzn. Nie ułatwia to zadania zwłaszcza mężczyznom, których istotny odsetek pozostaje samotny. Jeśli mieszka Pan na prowincji, niestety statystyka jest Pana przeciwnikiem, bo na jedną kobietę może przypadać nawet kilku mężczyzn. Wielu paniom z tego powodu woda sodowa uderza do głowy. Co do szybkich randek, czynnikiem decydującym o następnym spotkaniu jest w zasadzie wyłącznie atrakcyjność fizyczna. Więcej na ten temat: https://pl.wikipedia.org/wiki/Atrakcyjność_fizyczna Być może warto więc popracować nad swoim wizerunkiem. Kobiety nie mają tego problemu bo często panowie ustawiają się do nich w długich kolejkach, ale statystyczny mężczyzna raczej musi podejść do tematu bardziej systemowo. Poświęcać pewną ilość czasu na aktywne poszukiwanie nowych kontaktów różnymi dostępnymi kanałami – większość relacji zapoczątkowuje kontakt przez Internet, więc warto to wziąć pod uwagę. Ponadto polecam lekturę
  17. psycholog Rafał Olszak

    Beznadziejne zycie.

    @Abba Szanowna Pani, opisuje Pani szereg niepokojących objawów oraz różnego rodzaju trudne przejścia, które w pewnej mierze są od Pani niezależne, ale i takie, które mogą być konsekwencją niskiego poczucia własnej wartości. Skoro Pani pisze na forum, podejrzewam, iż zdaje sobie sprawę z tego, że potrzebuje pomocy psychologicznej. Rzeczywiście opisywane dolegliwości zdają się to potwierdzać. Jeśli chciałaby Pani skorzystać z prywatnej pomocy psychologicznej proszę skontaktować się z wybranym psychoterapeutą. Jeżeli natomiast może Pani sobie pozwolić jedynie na pomoc refundowaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia, proszę udać się do lekarza psychiatry, który prawdopodobnie da skierowanie na psychoterapie oraz sam także może zacząć leczenie farmakologiczne. Skorzystanie z pomocy specjalistycznej jest wskazane niezwłocznie nim pewne problemy się nasilą lub utrwalą, a także z uwagi na występowanie myśli samobójczych.
  18. psycholog Rafał Olszak

    Trudna relacja

    Szanowna Pani, przyznaję, że to niefajne i może być bardzo rozczarowujące, iż partner życiowy pozostaje obojętny na Pani potrzeby. Czasami nieskorego do współpracy mężczyznę trzeba w jakiś sposób orzeźwić, by ocknął się i ujrzał, że ma wiele do stracenia, jeśli nie uwzględni usprawiedliwionych oczekiwań kobiety. Trudno mi doradzić coś więcej. Trzymam kciuki za pozytywne zwieńczenie tej sprawy, jakkolwiek podejrzewam, że nie będzie łatwo, gdyż wiem, iż mężczyźni bywają bardzo uparci.
  19. psycholog Rafał Olszak

    Trudna relacja

    Szanowna Pani, można odnieść wrażenie, iż chciałaby Pani, aby partner się zmienił, a konkretnie dał wgląd i dostęp do finansów. Tymczasem umówiliście się Państwo, że wybieracie konkubinat. W tego typu relacji każde z Państwa ma odrębny majątek. Partner nie jest zobligowany do udostępniania Pani wszystkich jego składników ani informowania o swoich dochodach. Zależy to tylko od jego dobrej woli, chyba że wystąpi Pani o alimenty – wtedy sąd zbada finanse i majątek partnera. Rozumiem, że w przeszłości spotkało Panią przykre doświadczenie i dlatego jest Pani bardziej uwrażliwiona na te kwestie. Rozumiem także, że czuje się Pani nieswojo, gdyż jest faktycznie zdana ekonomicznie na partnera. Proszę jednak wziąć odpowiedzialność za swoje położenie, bo jest to najlepszy sposób na to, by zacząć je zmieniać. Pójście Pani na rękę może nie być w interesie partnera, więc może on nie mieć motywacji, żeby to zrobić. Wspominała Pani, że dzieci są chorowite. Jeśli jednak pozostanie Pani ekonomicznie uzależniona od partnera, Pani samopoczucie może nie ulec poprawie, bo ten stan wyraźnie Pani doskwiera. Nic w tym dziwnego, to częste zjawisko, że dorosła osoba zależna od kogoś finansowo źle się z tym czuje. Pani chciałaby bardziej kontrolować majątek partnera, ale to może być trudne do przeforsowania. Ktoś mógłby też zapytać, z jakiej racji miałoby tak być, a kto inny czy to byłoby w porządku? Zdecydowanie lepiej aby w miarę możliwości zaktywizowała się Pani zawodowo i zaczęła zarabiać własne pieniądze, stała się suwerenną, niezależną jednostką. Na ten moment pieniądze partnera nie są Pani pieniędzmi i warto się z tym pogodzić; nawet gdyby spełniło się Pani życzenie, by mieć wgląd i kontrolę nad zarabianymi przez partnera pieniędzmi, to i tak byłyby jego środki, więc nie ma się co łudzić. Proszę nie popadać w roszczeniowość, bo to nijak Pani nie pomoże. Wspomina Pani na przykład, że partner pracuje całymi dniami i pokrywa znaczącą część wszelkich kosztów, a z drugiej strony skarży się Pani, iż wszystko musi robić sama w domu. Człowiek to tylko człowiek, trudno by się rozdwoił. Nie znam mężczyzny, który by tak potrafił; kobiety też nie. Jeśli chciałaby Pani renegocjować podział obowiązków, trzeba by to na spokojnie z partnerem przedyskutować, żeby miało to ręce i nogi, sens. Możliwe, że taka rozmowa tak czy inaczej jest wskazana, skoro mogłaby być niezbędna do tego, aby mogła się Pani zająć bardziej zarabianiem własnych pieniędzy, własnym rozwojem zawodowym. Kobieta uzależniona ekonomicznie od mężczyzny jest zawsze na gorszej pozycji w relacji, a czasami wręcz na przegranej. Wychowywanie dzieci i praca częstokroć nie są łatwe do pogodzenia, ale czasami żłobki, przedszkola czy inne formy opieki nad dziećmi trochę w tym wszystkim pomagają. Pora już nad tym wszystkim poważnie pomyśleć, bo inaczej zrozumiałe uczucie „bycia na łasce pana”’ (jak to Pani określa) nie minie, a może nawet dalej narastać, powodując kolejne problemy. Co do innych trudności w relacji, niektóre związki decydują się na terapię małżeńską (zwaną też terapią dla par), by pewne sprawy poukładać. Oczywiście oboje partnerów musi być tym zainteresowanych i chcieć zmian.
  20. psycholog Rafał Olszak

    Trudna relacja-proszę o pomoc

    @Gabi Szanowna Pani, z przejęciem zapoznałem się z Pani postem. Wynika z niego, że partner nie liczy się z Pani zdaniem, forsuje Pani granice, a także stosował przemoc słowną. Nie wiem, czy działania te były prowokowane, ale jeżeli tak się nie działo, to warto poważnie zastanowić się, czy aby na pewno tak wyobraża Pani sobie związek.
  21. psycholog Rafał Olszak

    Trudna relacja

    Szanowna Pani, o ile nic mi nie umknęło, nie jesteście Państwo małżeństwem? A może jesteście, ale obowiązuje rozdzielność majątkowa? Czy też żyjecie w niesformalizowanym związku? Chociaż instrukcja darmowej porady wyraźnie to zaznacza, nie napisała Pani niestety w jakim jest wieku, a dla psychologa nie jest to bez znaczenia.
  22. psycholog Rafał Olszak

    Związek ze starszym mężczyzną

    @Brocc Szanowna Pani, relacjonuje Pani, że w ostatnim okresie jakość relacji wyraźnie się pogorszyła. Prosi Pani o radę, co z tym fantem zrobić. Jeśli ma Pani już za sobą prośby o szczerą rozmowę, sygnalizowanie partnerowi, że jest Pani niezadowolona z tego, jak wygląda obecnie związek, jeśli wyraziła Pani swoje uczucia z tym związane, a partner mimo to pozostaje niezainteresowany zmianą sytuacji, ciężko będzie cokolwiek zdziałać. Jak mówi piosenka „Do tanga trzeba dwojga”. Tego typu problemy, o których tu Pani mówi, można spróbować rozwiązać z pomocą terapeuty – w trakcie terapii dla par / małżeńskiej. Oczywiście to również odbywa się za zgodą i przy zaangażowaniu obu stron. Brak dobrej woli partnera proszę potraktować jako sygnał ostrzegawczy. Jeśli nie wykazuje on chęci do pracy nad związkiem na tym etapie, to co dopiero będzie w przyszłości, gdy naturalnym jest, że początkowy poziom energii, jaką wyzwala relacja, nieco maleje. Może Pani również w ciepłej, życzliwej atmosferze zasugerować partnerowi, by sam pogadał z psychologiem bądź seksuologiem, by lepiej radził sobie ze stresem oraz rozstrzygnął, czemu ma tak niski poziom libido. To dość nietypowa sytuacja, by mężczyzna ze sporo młodszą partnerką nie wykazywał zainteresowania w sferze seksualnej. Z reguły młodość i witalność partnerki działa na mężczyznę budująco, jak afrodyzjak. Dalsze trwanie w głęboko niesatysfakcjonującym związku może negatywnie wpłynąć na Pani samoocenę oraz samopoczucie. Warto więc podjąć aktywne starania, by zmienić obecny stan rzeczy. A jeśli się nie da, rozważyć zasadność kontynuowania tej relacji. Ma Pani prawo oczekiwać zaangażowania od partnera – po to przecież tworzy się związek, by wzajemnie troszczyć się o swoje potrzeby i realizować wspólne cele, a nie tylko mieć kogoś od kawy i prasowania koszul. Pani miłość, czas, młodość to dary, których najwyraźniej partner nie docenia. Zalecam także lekturę:
  23. psycholog Rafał Olszak

    Związek to emocjonalna inwestycja

    Związek to emocjonalna inwestycja, która rychło zaczyna odbijać się czkawką, jeśli ktoś nie jest w tym kontekście zbyt gospodarny. Dobrze ulokowane uczucia procentują, a poza tym nie zabija ich inflacja, pod warunkiem, że stale dokłada się coś więcej. Dlatego warto pozostawać zaangażowanym. Wielu było takich, którzy próbowali obejść system i liczyli na to, że samo będzie się dobrze działo. Niestety, w perspektywie długoterminowej to tak nie działa. Wszystko, co naprawdę ma w życiu wartość, wymaga wysiłku. Kolejna sprawa to uczciwość. Wobec partnera, by angażować się nie mniej niż on, żeby panowała pod tym względem sprawiedliwa symetria. A także wobec siebie, żeby nie łudzić się, iż wystarczająca jest troska o inwestycję raz na kilka miesięcy albo tylko wtedy, gdy nastają cięższe czasy. Zwłaszcza faceci mylą niestety badania okresowe z troską o związek. Relacji trzeba doglądać częściej, niż raz na ruski rok albo tylko wtedy, gdy coś zaczyna szwankować. Niektórzy budzą się dopiero wtedy, gdy jest już głęboki kryzys. A wtedy jest już naprawdę ciężko cokolwiek zdziałać, bo przypomina to jazdę na oparach i to bez oleju pod maską. Nietrudno o zatarcie silnika i koniec podróży. Kryzysy w związku są nieuniknione, dlatego warto budować kapitał emocjonalny, który umożliwi skuteczne ich pokonywanie. Powyższą „instrukcję obsługi związku” czy też „poradnik inwestora emocjonalnego” wiele osób zna i dobrze rozumie, bo ma odpowiednią dozę doświadczeń albo posiada dobre wzorce rodzinne (ewentualnie przepracowane złe wzorce). Istnieją jednak osoby, które tego nie ogarniają i wtedy ciężko się z nimi współpracuje. Będąc z kimś takim w relacji cały czas jest pod górkę i trzeba się wysilać za dwoje. Zdarzają się też jednostki znające temat w teorii, ale nieszczególnie zainteresowane praktycznym wdrażaniem tego w życie. Wiedza o tym, jak wykonać pompkę, nie buduje masy mięśniowej, a lektura poradników czy prasy kolorowej z rubryką „sekrety udanych relacji” nie sprawia, że jest się dobrym partnerem. Trzeba jeszcze chcieć i przykładać się do tego. Niekoniecznie w sposób ciągły, ale na pewno stały, w miarę systematyczny. Jak mówi piosenka, „do tanga trzeba dwojga”. W pojedynkę niewiele wskóramy, wiec warto mieć zmotywowanego do działania kompana lub kompankę. W przeciwnym wypadku krach na giełdzie uczuć jest praktycznie nieunikniony. Nie ma się co naiwnie łudzić, że będzie inaczej. Udane związki nie toczą się siłą rozpędu, ale są napędzane zaangażowaniem. Na tym właśnie polega prawdziwa miłość. Obserwuj oficjalny fanpejdż.
  24. psycholog Rafał Olszak

    Zerwała ze mną po 7 latach

    @Klimatyz678 Szanowny Panie, jeśli dobrze rozumiem opis sytuacji, właśnie przeżywa Pan zawód miłosny, ponieważ po stosunkowo długim byciu razem dziewczyna zadecydowała o rozstaniu. To normalne, że przychodzą Panu do głowy myśli o byłej partnerce i miewa Pan mieszane emocje oraz doświadcza przykrego nastroju. Takie wydarzenia trzeba „odchorować”, bo złamane serce raczej nie poskleja się w ekspresowym tempie. Proszę dać sobie czas na przeżycie „żałoby” po tym rozstaniu. Jeśliby Pana samopoczucie pogorszyło się tak bardzo, że nie mógłby Pan przez dłuższy czas normalnie funkcjonować, byłyby problemy ze snem, apetytem i różne mroczne myśli albo pojawiłyby się inne poważne dolegliwości, wówczas warto by skonsultować się ze specjalistą, by wykluczyć depresję. Mógłby to być lekarz psychiatra lub na przykład psycholog kliniczny bądź psychoterapeuta.
  25. psycholog Rafał Olszak

    Jąkanie, lęk i łzy

    @Ja1234 Szanowna Pani, niestety nie znam cudownego środka, który miałby wyeliminować jąkanie. Mówi Pani o tym, że ostatnia terapia nie pomogła i że nie chce kolejnej. Niestety tak już jest, że nie istnieje jedno uniwersalne rozwiązanie każdorazowo równie skuteczne u każdego człowieka, więc czasami trzeba przejść dłuższą drogę, zanim uda się znaleźć adekwatną pomoc. Wszyscy bez wyjątku przez coś takiego przechodzimy w różnych okolicznościach w obliczu jakichś problemów zdrowotnych czy trudności w funkcjonowaniu. Ma Pani prawo czuć się rozczarowana, rozgoryczona i załamywać ręce, bo to naturalna reakcja na poważny zawód, jakkolwiek gdy emocje trochę opadną proszę dalej aktywnie poszukiwać rozwiązań, specjalistów, form pomocy, na które mogłaby Pani sobie pozwolić. Tej drogi niestety nikt za człowieka nie pokona. Najlepszy sposób na to, żeby się z tym uporać, to przejść przez to.

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×