Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne wyzwania i problemy psychologiczne
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Artykuły

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Znaleziono 28 wyników

  1. Szkodliwe, destrukcyjne przekonania na temat związków

    Istnieje szereg różnego rodzaju przekonań, które mogą powodować problemy w relacjach uczuciowych. Wziąwszy pod uwagę, że człowiek reaguje szczególnie intensywnie emocjonalnie, gdy sprawa dotyczy bliskich związków, przekonania te mogą okazać się szkodliwe w sposób wyjątkowo mocny. Warto je sobie przeanalizować, poddać je głębokiej refleksji i porozmawiać o nich ze swoim psychoterapeutą, jeśli ma się trudności w relacjach. Jako że osoby, z którymi ja pracuję nad trudnościami w relacjach to zazwyczaj kobiety, w tym także DDA i tzw. kobiety kochające za bardzo, poniższe zestawienie stylistycznie napisane jest właśnie pod kątem pań. Nie znaczy to oczywiście, że mężczyźni nie posiadają analogicznych i specyficznych dla nich szkodliwych przekonań. Mężczyznom nie można ufać. Najlepszym sposobem na zmienienie zachowania partnera jest manipulowanie nim albo emocjonalny szantaż. Lepiej jest cierpliwie znosić trudne sytuacje niż wywlekać brudy na światło dzienne i maglować trudne tematy w związku. Konflikty w relacji zawsze prowadzą do rozstania. Partner powinien w pierwszej kolejności dbać o moje potrzeby. Partner jest odpowiedzialny za moje uczucia. Jeśli nie będę zawsze mocno starać się o miłość partnera, to on ode mnie odejdzie. Żeby drobne problemy się nie powtarzały trzeba je wyolbrzymiać, bo inaczej partner nie uzna ich za naprawdę ważne. Jako kobieta, po prostu ze względu na swoją płeć mam pewne przywileje, których pozbawiony jest mój partner. Szczęśliwy związek to taki, w którym zawsze jest przyjemnie. Mężczyźni są słabi w budowaniu związków, więc to na mnie spoczywa cała odpowiedzialność za jakość relacji. Najlepszy sposób żeby zbudować zaufanie do partnera to sprawdzanie, inwigilowanie go. Jeśli partner się ze mną nie zgadza to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli powiem wprost partnerowi, że czuję na niego złość, to pomyśli, iż go nie kocham. Jeśli partner jest na mnie zezłoszczony, to na pewno oznacza, że tak naprawdę mnie nie kocha. Jeśli coś w związku nie przebiega po mojej myśli, to zawsze oznacza, że się nadmiernie poświęcam. Skoro jesteśmy w bliskim związku, partner powinien domyślać się, czego potrzebuję w danej chwili. Partner powinien rozumieć mnie bez słów. Tolerowanie ciężkich nałogów partnera pokazuje jak bardzo moja miłość jest prawdziwa i mocna. W związku nie należy robić nic, co mogłoby się partnerowi nie spodobać. Jeżeli partner nie pamięta szczegółów jakiejś rozmowy, to znaczy, że po prostu mnie nie słuchał. Gdy partner krytykuje jakieś moje zachowanie, to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli związek nie jest idealny, to znaczy, że jest do niczego. Skoro partner związał się ze mną, to musi też kochać moją rodzinę. Muszę dokładać wszelkich starań, aby ulepszać swojego partnera. Nie powinnam nigdy wprawiać partnera w negatywny nastrój. Jeżeli nie będę pilnować swojego partnera, to na pewno mnie zdradzi. Zazdrość jest dobra, bo ochrania związek. W związku trzeba ciągle coraz więcej wymagać, bo inaczej partner się rozleniwi albo znudzi i odejdzie. Mszcząc się za niewłaściwe zachowanie partnera można najlepiej pokazać mu, że coś nas zraniło. Jeśli zrobię coś dla partnera, on musi mi się odwdzięczyć. Powinnam pamiętać jak najwięcej błędów partnera, żeby móc mu je przypomnieć podczas kłótni. Jeśli mój partner poczuje się naprawdę kochany, to będzie w stanie zerwać ze swoim nałogiem (na przykład alkoholem, narkotykami, hazardem). Kontrolując swojego mężczyznę mogą sobie zagwarantować, że nie zostanę oszukana. Spędzanie czasu osobno jest szkodliwe, bo zawsze sprawia, że ja i partner oddalamy się od siebie. Nie ma udanego związku bez poświęcenia. O tym co mi się nie podoba w zachowaniu partnera mogę mówić tylko raz na jakiś czas, żeby nie myślał, że ciągle gderam i wiecznie marudzę. Kiedy partner mi mówi „rozchmurz się”, „uspokój się” albo „odpręż się”, to na pewno oznacza, że lekceważy moje uczucia. Gdy partner mówi, że nie chce o czymś rozmawiać, to na pewno ma coś do ukrycia albo odsuwa się ode mnie. Kiedy partner mówi, że chciałby już zakończyć trudną rozmowę, to na pewno chce zamieść problem pod dywan. Jeśli partner nie zaspokaja wszystkich moich potrzeb, to wolno mi go zdradzać. Mówienie o swoich potrzebach to zły pomysł, bo jeśli partner ich nie zaspokoi, poczuję się okropnie. Proszenie jest upokarzające. Jeśli otrzymuję coś, bo prosiłam, to nie ma to wartości. Związek może się poprawić tylko wtedy, jeśli partner się zmieni. Zawsze gdy jakiś mój związek się kończy, źle to o mnie świadczy. Jeśli zdarzy mi się przyłapać na myśleniu o mężczyźnie innym, niż partner, to znaczy, że mój związek nie jest udany. Rozstania oznaczają, że nie nadaję się do związków. Miłość to cierpienie, które uszlachetnia. Znoszenie upokorzeń jest w porządku, o ile to ocali związek. Upokarzanie jest dozwolone, jeśli to może zmienić partnera w oczekiwany przeze mnie sposób.
  2. Dlaczego mężczyźni kłamią?

    Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na ten temat. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to dla nich optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  3. Dlaczego kobieta nie może znaleźć kandydata na męża

    Przyczyny tego stanu rzeczy zależą od osoby, ale istnieje też lista dość powszechnych błędów i czynników, które utrudniają znalezienie dziewczynie, kobiecie partnera na stałe. Najbardziej prozaicznym problemem jest statystyka. Na przykład w Warszawie w przedziale wiekowym 25-34 na 100 mężczyzn przypada 113 kobiet, natomiast w przedziale 35-39 na 100 facetów przypada 111 pań (źródło). Te statystyki są jeszcze bardziej pesymistyczne biorąc pod uwagę, że tylko co 3, 4 mężczyzna w ogóle deklaruje potrzebę związku małżeńskiego. Być może częściowo wpływ na to ma obecnie obowiązujący system prawny, który raczej zniechęca mężczyzn do zawierania małżeństw, ponieważ chroni głównie interesy kobiet, ale to odrębny temat. Problemem innego rodzaju jest specyficzne podejście do kandydatów. Nie dla każdego to całkiem jasne, ale rozpoczynając chodzenie na randki warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy robi się to żeby się dowartościować, dla lansu czy aby znaleźć partnera z krwi i kości. Jeśli próbuje się to połączyć efekty są opłakane: kobieta jest odbierana jak roszczeniowa selekcjonerka, która szuka księcia z bajki i traktuje facetów z góry, niczym petentów, a randki jak zło konieczne. Nie kokietuje, nie angażuje się we flirt lub chociażby rozmowę w podobnym zakresie jak mężczyzna, a zamiast tego prowadzi bezwzględną selekcję. W ten sposób od razu traci w oczach sensownych facetów, którzy nie zamierzają brać udziału w tego typu castingu. Flirt to zabawa dwuosobowa. Nie wystarczy łaskawie dać komuś „serduszko” na Tinderze. Znalezienie partnera na stałe utrudnia również tropienie go na siłę. Wartościowi kandydaci zwykle reagują alergicznie na desperatki. Co gorsza desperacja przyciąga kobieciarzy, którzy zamierzają delikwentkę wykorzystać i porzucić. Tak czy inaczej scenariusz jest dość pesymistyczny. Nierzadko zdarza się, że dziewczyna kończy jako samotna matka, co jeszcze bardziej komplikuje jej sytuację. Sprawę utrudnia też słuchanie niektórych „złotych rad” koleżanek i prasy kobiecej. „Udawaj niedostępną” – to jedna z takich sugestii. Manipulacja nie jest tym, co sprawia, że mężczyźni patrzą na kobietę przychylnym okiem. Jeśli kobieta próbuje manipulować mężczyznami to prędzej czy później gorzko tego pożałuje, bo w końcu trafi na cwańszego od niej, który da jej ostro popalić. Szczerzy, uczciwi faceci natomiast od razu sobie odpuszczą kontakt z kimś, kto stosuje gierki. Granie niedostępnej sprawia, że od kobiety odbijają się ci wszyscy z dobrymi intencjami, a zostają tylko najwytrwalsi podrywacze, najbardziej wyćwiczeni w tym fachu. A tacy faceci oczywiście posiedli te umiejętności w trakcie licznych podbojów, bo nie szukali partnerki na stałe. Błędem często popełnianym przez kobiety (być może z powodu sporego rozgoryczenia swoją sytuacją) jest nadmiernie krytyczny stosunek do płci przeciwnej. Aroganckie odzywki, narzekanie, nieustająca krytyka i powtarzanie jak mantrę słów „trwa kryzys męskości” bynajmniej nie sprawiają, że kobieta przyciąga do siebie wartościowych kandydatów. Jeśli ktoś ma uraz, szufladkuje innych, ma za sobą pasmo nieudanych relacji to… Prawdopodobnie sam ma jakiś problem. Zdrowi ludzie tworzą zdrowe związki i zdrowo, pokojowo je kończą, jeśli zachodzi taka potrzeba; zaburzone osoby tworzą poplątane znajomości z burzliwym finałem. Ludzie pozbawieni takiego balastu omijają szerokim łukiem osoby z urazem. Jeśli kobieta nie lubi mężczyzn to oni to wyczuwają. I albo dają jej za to popalić albo trzymają się od niej z daleka – zależy na kogo trafi. Wartościowych kandydatów odrzuca, gdy kobieta przypisuje relacji i partnerowi nadmiernie duże znaczenie. Niektóre dziewczyny podchodzą do związku jak do czegoś, co ma odmienić ich los, w końcu zapewnić im szczęście i spełnienie, zagwarantować rozrywkę. To niezdrowe podejście powoduje ogromną presję, która wywołuje niepotrzebny stres. Mężczyzna rozglądający się za kobietą na stałe poszukuje kandydatki, która ma swoje pasje, zainteresowania, cieszy się swoim życiem i umie spędzać fajnie czas sama lub w gronie znajomych. Nie szuka kogoś zaborczego, kto będzie od niego oczekiwał ciągłego zabawiania, organizowania mu czasu, poświęcania nieprzerwanie uwagi. Taki związek byłby bardzo wypalający dla osoby, która miałaby sprostać tym wszystkim oczekiwaniom i spełniać potrzeby, które w normalnej sytuacji byłyby częściowo zaspokajane w inny sposób. Mężczyźni skłonni są wiązać się z kobietami, które mają pozytywne usposobienie. Nie wiążą się natomiast z dziewczynami, które ciągle narzekają, marudzą, są wiecznie niezadowolone, zrzędzą lub, o zgrozo, robią wykłady na temat tego, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną (obiektywnie nie mają przecież o tym bladego pojęcia, bo po prostu przyszły na świat jako kobiety). Nie są poszukiwane kobiety, które stale rywalizują z facetami i przenoszą to też na różne płaszczyzny związku. Bycie parą może okazjonalnie, w ograniczonym zakresie zawierać pewne elementy konkurencji, ale ostatecznie chodzi o to, żeby się wzajemnie wspierać, a nie ciągle udowadniać, kto jest górą. Kobiety nierzadko zaniedbują kwestie związane z karierą zawodową albo wprost przeciwnie, popadają w pracoholizm. Tak czy inaczej nie jest dobrze. Kiedy kobieta nie ma perspektyw zawodowych, mężczyzna od razu widzi oczami wyobraźni, że będzie musiał ją utrzymywać. W dobie równouprawnienia nie jest to zbyt pokrzepiająca perspektywa. Współcześnie mężczyzna raczej szuka kogoś, z kim razem będzie się rozwijać, a nie kogo będzie musiał ciągle prowadzić za rączkę lub ciągnąć do góry własnym kosztem. A jeżeli kobieta nadmiernie poświęca się pracy, istnieje uzasadnione ryzyko, że będzie zaniedbywać związek. Mężczyźni, którzy szukają partnerki do stałego związku, zwracają uwagę na: wygląd (zwłaszcza rysy twarzy plus walor ciała do którego dany facet ma jakąś słabość) oraz cechy takie jak wrażliwość i empatia, opiekuńczość i zaradność życiowa, optymizm oraz lojalność i to, czy kobieta jest godna zaufania, odpowiedzialna.
  4. Czasami można odnieść wrażenie, że dziewczyny i faceci mówią w innych językach. Wynikają z tego różne sytuacje. Niekiedy śmieszne, a innym razem raczej smutne. Nie będę zagłębiał się tutaj przesadnie w przyczyny tego stanu rzeczy. Można by napisać całą książkę o tym, jak chociażby czynniki wychowawcze i kulturowe kształtują inne postawy i nawyki komunikacyjne u mężczyzn i u kobiet. Skupię się na sprawach czysto praktycznych. Jak zwykle ilustrując ten temat zaledwie kilkoma przykładami, choć dałoby się ich zapewne przytoczyć więcej. Sporo kobiet ma tendencje do łagodnego przedstawiania spraw, które uznają za trudne, delikatne. Mężczyźni czasem nie chwytają tak zawoalowanych przekazów Być może panie czynią tak dlatego, że od maleńkości wychowywane są na miłe, uprzejme i grzeczne? W każdym razie efekt jest taki, że ich słowa, o ile w ogóle zostają jasno wypowiedziane, mężczyźni odbierają nierzadko jako mniej alarmujące, niż są w rzeczywistości. Można metaforycznie powiedzieć, że facet nie dość uważnie słucha, a kobieta niewystarczająco dosadnie przedstawia swoje racje. To niczyja wina, oboje inaczej podchodzą od komunikacji, bo inaczej zostali ułożeni za młodu. Rzecz w tym, że w tej sytuacji niektóre kobiety starają się mówić dosadniej, ale całkiem sporo pań zaczyna się wycofywać, okazywać niezadowolenie. Tymczasem wielu facetów jest na tyle gruboskórnych lub nieogarniętych w sprawach związanych z emocjami, że w ogóle nie kuma o co partnerce tak naprawdę chodzi. Dociera to do nich dopiero wtedy, kiedy ona przestaje z nimi uprawiać seks, zaczyna stosować bierną agresję albo deklaruje, że odchodzi do innego. Jaki z tego morał? Będąc mężczyzną warto brać pod uwagę, że część kobiet przynajmniej w pewnych kontekstach ma tendencję do minimalizowania tego, co je realnie martwi. Będąc kobietą dobrze jest pamiętać, że jeśli delikatna wersja komunikatu nie zadziała, to do faceta należy starać się dotrzeć mówiąc konkretniej i na tyle jasno, by absolutnie nie można było zarzucić, że to tak zwane owijanie w bawełnę. Gwarancji nie ma, że to zadziała, ale przynajmniej jest szansa! Kobieta ma nawyk „głośnego myślenia”, relacjonuje cały ten proces, a mężczyzna przedstawia tylko „produkt finalny” swojego główkowania Typowy scenariusz ilustrujący ten problem jest następujący. Kobieta siedzi obok partnera i opowiada mu o tym, co czuje i co sądzi na dany temat, a on milczy. W końcu ona zaczyna czuć frustrację i formułuje zarzut: „Czemu nic nie mówisz! Jak zwykle jesteś nieobecny! Masz to wszystko gdzieś!”. On na to odpowiada „O co ci znowu chodzi, przecież cię słucham!”. I konflikt gotowy. Tymczasem nic zaskakującego albo szczególnie dziwnego się tutaj nie działo. On przetwarzał sprawę w głowie na swój często u facetów spotykany sposób, a ona w niejednokrotnie spotykanym u kobiet stylu przemyśliwała temat na głos. Rozwiązaniem może być próba spotkania się w połowie drogi. Robienie pauz i pytanie mężczyznę o zdanie (bez wchodzenia mu w słowo, gdy już zacznie się otwierać, co wbrew pozorom może być dla niego bardzo trudne, a w każdym razie trudniejsze niż wtarganie po schodach czterodrzwiowej szafy). Natomiast facet mógłby częściej podejmować świadomy wysiłek, aby od czasu do czasu być mniej skrytym i dzielić się z partnerką wstępnymi przemyśleniami jeszcze przed opracowaniem produktu finalnego. Mógłby starać się rozkładać te swoje główkowanie niejako na raty. Kobiety często przepracowują pewne sprawy i radzą sobie z emocjami poprzez rozmowę, a mężczyźni podczas rozmów bez wyraźnego, namacalnego celu frustrują się, bo doświadczają nieskuteczności lub czują bezradni Zdarza się, że w pary łączą się ludzie funkcjonujący zupełnie inaczej. Podczas gdy kobieta przerabia jakiś temat rozmawiając o tym, mężczyzna może w ogóle nie rozumieć celu czy sensu takiej nie zmierzającej do niczego konkretnego rozmowy. Nie ma tu złej woli po żadnej ze stron. Po prostu każde inaczej przeżywa sytuację i funkcjonuje w niej, a te odmienności mimochodem potrafią daną parę poróżnić. Nie bez znaczenia jest też kwestia gotowości do podjęcia ważnych rozmów. Jeśli niektóre kwestie poruszane są znienacka, mężczyzna może czuć się całkowicie zbity z tropu. „Jak to się ma do kontekstu? Czemu akurat teraz ona poruszyła ten temat? Czyżby próbowała mi dopiec? Znów chce się kłócić? Co ją znowu ugryzło? Czy ona musi właśnie teraz o tym truć?” – tego typu pytania pojawiają się w głowie mężczyzny, który szuka logicznego sensu w tym, co mówi partnerka, podczas gdy ona bez zdefiniowanego zawczasu celu poczuła wewnętrzną potrzebę, by o czymś pogadać. Może chciała doświadczyć łączności z partnerem albo dowiedzieć się czegoś na jego temat, okazując w ten sposób zainteresowanie… Tymczasem on może to odbierać inaczej. W miarę możliwości warto badać grunt przed podjęciem pewnych tematów, bo nie każdy w dowolnym momencie jest gotów na to, by przerabiać absolutnie dowolną kwestię. Zwłaszcza, gdy miał pewne wyobrażenie o przebiegu spotkania, rozmowy czy o formie spędzania czasu. Dla kobiet często bywa to frustrujące; zakładają niekiedy pochopnie, że to źle świadczy o relacji, jeśli trzeba wyczuć moment. Nie ma co od razu tak negatywnie nastawiać się do tego zagadnienia. To asertywność, gdy inicjuje się dyskusje na określane tematy z rozmówcą, który deklaruję na to gotowość, a nie wbrew jemu lub niezależnie od jego potrzeb. Ponadto warto brać poprawkę na to, że nierzadko mężczyźni i kobiety funkcjonują inaczej. Jeśli ma się tego świadomość, to łatwiej będzie zareagować w inny sposób niż niezadowoleniem czy złością albo frustracją. Będąc mężczyzną warto natomiast pamiętać, że dla części kobiet mowa jest narzędziem do rozładowania napięcie lub zaspokojenia pewnych emocjonalnych potrzeb, a nie tylko formą komunikacji. Kontakt w związku jest jak słuchanie radia. W danym przedziale czasu jedno może raczej słuchać go dla przyjemności, drugie zaś, by być na bieżąco. Na szczęście daje się to pogodzić.
  5. Dlaczego facet się nie oświadcza?

    Takie pytanie ma niemal 2 miliony wyników w google. Najwyraźniej kobiety zadają je całkiem często. Spróbuję na nie odpowiedzieć. W tym artykule poruszone zostaną delikatne tematy, a niektóre treści mogą wydać się kontrowersyjne. Postaram się przedstawić pewne postawy i stanowiska prawdziwie, bez owijania w bawełnę, ale i nie przejaskrawiając. Te treści mogą niektórych zezłościć, więc jeśli ktoś nie ma ochoty się stresować, to lepiej niech sobie odpuści ten tekst. Naga prawda o tym, dlaczego on się nie oświadcza Tylko około 27% mężczyzn deklaruje, że jest ono dla nich ważne. Część mężczyzn nie uważa, by małżeństwo miało znaczenie. Są zdania, że właściwie wszystkie potrzeby są w stanie zaspokoić bez małżeństwa, i uważają, że taki związek niczego nie gwarantuje. „Nie trzeba być właścicielem sklepu spożywczego, żeby mieć codziennie świeże bułeczki” – stwierdził w jednym z wywiadów pewien celebryta. Spora część mężczyzn uważa, że małżeństwo to dla nich kiepski interes. Mają przeświadczenie, że w razie rozwodu znajdą się na przegranej pozycji. Zostaną zmuszeni do utrzymywania przez całe lata kobiety i dziecka, z którym będą mieli ograniczony kontakt. Niektórzy widzą to tak, że zostaną zobligowani do utrzymywania rodziny, która de facto nie jest już ich rodziną, bo zostali od niej odsunięci, odcięci. Zdarza się, że mężczyźni nawet zmuszani są do płacenia alimentów kobietom, z którymi nie mieli dzieci, tylko dlatego, że w toku małżeństwa jednak zdecydowali się żyć z inną partnerką pogarszając przez to poziom życia tej pierwszej. Perspektywa tych czarnych scenariuszy działa na panów zniechęcająco. Wielu mężczyzn jest zdania, że w dzisiejszych czasach w wyniku między innymi uprzywilejowania kobiet małżeństwo stało się odpowiednikiem związku na warunkach pań. Na domiar złego relacją, która mężczyznę naraża na poważne negatywne konsekwencję podczas gdy kobietom zapewnia ochronę. Ten brak równowagi bywa odbierany jako rażąca niesprawiedliwość. Żeniący się mężczyźni to najczęściej niedoświadczeni jeszcze w relacjach z kobietami stosunkowo młodzi ludzie, którzy po rozwodzie nigdy więcej na małżeństwo się nie piszą. Obszerne informacje na temat stanowiska omawianego w tym akapicie można znaleźć między innymi w artykule „Mizoandryczna bańka spekulacyjna” (uwaga, zawarte tam treści mogą wydać się bardzo bulwersujące zwłaszcza dla zdeklarowanych feministek). Panowie znają statystyki i dość poważnie do nich podchodzą. W Polsce rozpada się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich jakieś 50%, nic więc dziwnego, że facet myśli o tym, co będzie, gdy dojdzie do rozwodu. Bywa, że panowie podchodzą do kwestii małżeństwa wręcz z niechęcią, piszą poradniki dla rozwodników i ostrzegają innych przed tą instytucją przedstawiając małżeństwo w bardzo negatywny sposób. „Pamiętaj, o warunkach rozwodu będzie decydowała kolejna kobieta, tyle że w todze!” Sporo facetów z różnych względów woli beztroskie życie, więc nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Dla części panów instytucja małżeństwa kojarzy się z przymusem i robieniem czegoś na pokaz „Bo ona mówi, że jeśli chcę z nią być to muszę się jej oświadczyć”. Naciski rodziny, presja partnerki – to rzeczy, które zniechęcają jeszcze bardziej. Nie inaczej jest z perspektywą kosmicznego kredytu na wesele, żeby spełnić dziewczęce marzenie partnerki. Mężczyźni obawiają się, że po ślubie przestaną mieć atrakcyjny seks. Niestety potwierdzają to badania ankietowe prowadzone wśród panów. Wskazują one, że statystycznie mężowie mają więcej seksu niż samotni mężczyźni, ale wyraźnie mniej niż kawalerowie żyjący w związkach partnerskich. Niektórzy mężczyźni traktują określone związki jak swoisty etap przejściowy dopóki nie poznają kogoś bardziej atrakcyjnego, bardziej w ich typie. Część facetów, zwłaszcza przystojnych, zamożnych i umiejących owijać sobie kobiety wokół palca, przyznaje, że są w związkach dopóki partnerki są młode, a potem kończą relację i wiążą się z kolejną młodą dziewczyną nie widząc w tym nic dziwnego. Niektórzy mężczyźni mają świadomość, że dzięki statusowi uzyskanemu dzięki karierze osiągną szczyt swoich możliwości na rynku matrymonialnym w okolicach 30-35 roku życia. Dopiero wtedy chcą znaleźć jak najlepszą partnerkę, na którą w ich odczuciu nie mogliby sobie pozwolić będąc na dorobku. Część facetów nie oświadcza się, bo uważa, że jest na to za wcześnie. Małżeństwa zawierane są generalnie coraz później. Czasami faceci nie oświadczają się, ponieważ jakość związku nie jest wystarczająco dobra, istnieją jakieś nierozwiązane problemy, nie czują się właściwie traktowani albo nadal obserwują partnerkę pod kątem tego, czy nadaje się na żonę. Część panów preferuje związki partnerskie, woli mieszkać osobno, nie chce zakładać rodziny, nie ma instynktu rodzicielskiego. Wiele par żyje w nieformalnych związkach. Jest to wręcz zjawiskiem powszechnym. Skoro tak, całkiem sporo panów, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, przyjmuje to za normę. Co z tym fantem zrobić? Jak widać powody braku oświadczyn mogą być różne. Warto w miarę możliwości szczerze porozmawiać ze swoim partnerem na ten temat, spróbować ustalić rozsądny termin decyzji w tej sprawie. A jeśli oczekiwania i wartości całkiem się rozmijają, rozważyć rozstanie.
  6. Należy mi się ideał i koniec tematu!

    Kobiety mawiają, iż niektórzy faceci mają ego tak napompowane, że z trudem mieszczą się w drzwiach. Z kolei mężczyźni mówią, że dziewczyny bywają zapatrzone w siebie niczym księżniczki. Niektórzy ludzie przeszacowują swoją wartość – mają się za Bóg wie kogo, a w istocie nijak nie odstają od przeciętności. Zdarzają się też osoby, które nie docenią w pełni swojej wartości. Tak czy owak jest to problem z nieadekwatną samooceną. W dobie szalejącego egocentryzmu, czy wręcz ubóstwiania samego siebie, często zwłaszcza w mediach społecznościowych napotyka się ludzi wprost zakochanych w sobie. Żyją w przeświadczeniu, że są absolutnie wyjątkowi, totalnie niepowtarzalni. Nie dopuszczają do siebie myśli, że w rzeczywistości są zupełnie przeciętni. Efekt jest taki, że za tym całym samouwielbieniem, nachalnym lansem, mowami motywacyjnymi i robieniem z siebie gwiazdy kryje się ogromny ból emocjonalny: osamotnienie, poczucie nieadekwatności, frustracja. A także uzależnienie od aprobaty. Zrozumiałym jest, że ludziom podoba się to, co piękne, błyskotliwe, interesujące. Sam fakt, iż właśnie takie osoby i takie rzeczy trafiają w czyiś gust jeszcze nie znaczy, że ktoś ma nieadekwatną samoocenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zupełnie przeciętny ma niebywale silne, sztywne przeświadczenie, że należy mu się ktoś wspaniały i wyjątkowy, i tylko z kimś takim stworzy satysfakcjonujący związek, bo nikt „gorszy” go nie zadowoli. Wtedy robi się niewesoło. Człowiek za sprawą żywionych przekonań, których kurczowo się trzyma, skazuje się na poczucie osamotnienia i cierpienie. Ma poczucie, że świat go nie docenia, bywa zirytowany lub nawet wściekły, iż płeć przeciwna nie szaleje na jego punkcie. Pojawia się frustracja, a wraz z nią agresja. Ten emocjonalny ból sprawia, że człowiek robi się przewrażliwiony na punkcie odrzucenia, a także wrogo nastawiony, co tym bardziej utrudnia mu znalezienie odpowiedniej partnerki lub partnera. Wszyscy chyba znamy te agresywne kobiety skandujące raniące hasła na temat mężczyzn oraz równie wrogich facetów, którzy nie zmarnują żadnej okazji, by dopiec płci pięknej. Nie zawsze, ale czasami w pewnym stopniu u zarania takich postaw bywa właśnie nieadekwatna samoocena. Oczywiście da się z tym coś zrobić, ale bywa to bardzo trudne. Bo mało kto z przeszacowaną samooceną jest w stanie przyjąć do wiadomości, iż nie zasługuje na księcia z bajki albo top modelkę. Dla wielu osób jest to zbyt bolesne. Rzecz w tym, że twarde stąpanie po ziemi mogłoby ułatwić tworzenie satysfakcjonującej relacji.
  7. Samotność po trzydziestce, fazy osamotnienia

    Fazy osamotnienia w wyniku niemożności znalezienia partnera lub partnerki bądź zbudowania związku moim zdaniem nie różnią się szczególnie od faz żałoby czy ciężkiej choroby. Człowiek też traci pewną wizję, która stopniowo umiera – wizję udanej relacji uczuciowej. Fazy osamotnienia Zwykle najpierw człowiek trwa w zaprzeczeniu. Nie przyjmuje do wiadomości, że czuje się osamotniony. Wmawia sobie, że to tylko kwestia czasu, a wspaniały związek czeka tuż za rogiem. Przecież jest tak fajny lub fajna, że na pewno zaraz ktoś się znajdzie. W końcu mija trzydziestka i zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. W pewnym momencie pojawia się gniew. Kobiety złorzeczą na facetów rozładowując frustrację. Racjonalizują sobie własne niepowodzenia i swoją bierność, wściekając się na mężczyzn oraz jak mantrę powtarzając, że jest kryzys męskości. Są oburzone, że nie mogą znaleźć partnera takiego jak ich ideał z komedii romantycznej czy dobrego romansu. Mężczyźni ocierają się o mizoginię, ostro wkurzają się na kobiety, że ich nie doceniają. Na tym etapie są wnerwieni, że nie mogą mieć tych zręcznych w sypialni piękności, o których zawsze marzyli i które oglądają w filmach erotycznych. Złość podsycają epatujące szczęśliwością zdjęcia publikowane na serwisach społecznościowych przez znajomych i znajome. W końcu gniew mija. Pojawia się targowanie. „Gdybym tylko miał lepszy samochód”… „Gdybym tylko mieszkał w lepszej dzielnicy”… „Gdybym tylko był bardziej napakowany”… Ewentualnie „Gdybym tylko była szczuplejsza”… „Gdybym tylko miała większy biust”… „Gdybym tylko wyglądała młodziej”… Zaczyna się wyścig z czasem. Kobiety trafiają pod skalpel, a mężczyźni zaczynają częściej bywać na siłowni albo snuć marzenia o fortunie. Trwa gonitwa za tym wszystkim, co uznawane jest aktualnie za atrybuty atrakcyjności. W końcu jednak okazuje się, że i to wszystko nie pomaga. Następuje kryzys, utrata wiary w zasadność wysiłków. Coraz częściej człowiek czuje się przygnębiony lub zobojętniały, ewentualnie ciągle jest rozdrażniony i często wybucha. Niektórzy na tym etapie doświadczają stanów nawet bardziej negatywnych niż chandra czy przygnębienie i zasadny staje się kontakt z psychoterapeutą. Bywa, iż zrezygnowane osoby przestają starać się o związek, bo czują w kościach, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc poprzestają na podbojach i przygodnym seksie, co – zwłaszcza wielu mężczyznom – też wcale nie przychodzi lekko i stanowi kolejne źródło frustracji, niezadowolenia. W kolejnej fazie następuje uznanie dotychczasowego stanu rzeczy za normę. Ludzie godzą się ze swoją samotnością i przestają podejmować jakiekolwiek działania dające realną szansę na zmianę położenia. Kobiety oddają się fantazjom, wmawiając sobie, że jak miłość ma je spotkać, to w końcu się sama wydarzy. Mężczyźni popadają w rezygnację – uciekają w używki lub hobby. Ludzie zdają się na los, byle tylko przestać myśleć w sposób, który ich wpędza w negatywny nastrój. Niektórzy natomiast nie tylko autentycznie akceptują samotność, ale wręcz ją aprobują… Zamożni mężczyźni po złych doświadczeniach z materialistkami dochodzą do wniosku, że lubią swoje życie i nie muszą go zmieniać, by znowu oddawać na kogoś swoje ciężko zarobione pieniądze. Natomiast rezolutne kobiety, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego, decydują się na rozwój osobisty i poświęcenie życia swoim pasjom, zamiast usilnie szukać partnera do założenia rodziny. Warto zauważyć, że poszczególne fazy mogą występować w różnej kolejności i mieszać się. Niektóre z nich mogą zostać pominięte, wcale nie wystąpić. Niby jest prościej, ale wcale nie łatwiej Chociaż dzięki Internetowi możliwości poznania kogoś nowego i umówienia się na randkę są znacznie większe, to jednak znalezienie odpowiedniej osoby nadal stanowi wyzwanie. Diabelnie ciężko trafić na osobę, która spodoba się z wyglądu (zwłaszcza, że ludzie mają dziś częstokroć sztywne i wyśrubowane standardy), będzie miała podobny temperament seksualny, a poza tym okaże się „kompatybilna” pod względem osobowości i wobec tego odpowiednia do stałego związku. Najczęściej okazuje się, że potrzebny jest konkretny plan zaradczy i jego systematyczne wdrażanie, rozwój kompetencji społecznych, ponowna analiza kryteriów doboru partnera. Niekiedy potrzebne bywają także pewne zmiany życiowe. A przede wszystkim ogromna ilość cierpliwości, bo szukanie kogoś dla siebie, zwłaszcza po trzydziestce, to wymagający, czasochłonny proces.
  8. Uroda a dyspozycja do tworzenia trwałych związków

    Serwisy społecznościowe to scena, na której lansują się domorosłe gwiazdy. Robią wszystko, by ich zdjęcia były w centrum uwagi. I zyskują spore zainteresowanie, wzbudzają zazdrość. Niektórzy uznają, że takie kobiety mogą mieć każdego, a faceci mogą liczyć na najlepsze partie. Czy jednak w istocie jest czego zazdrościć? Pod pewnymi względami piękni rzeczywiście mają łatwiej. Działa na przykład tak zwany efekt aureoli, więc łatwiej jest im zrobić dobre pierwsze wrażenie, gdyż ładnym osobom ludzie z automatu przypisują często inne pozytywne cechy, jak poczucie humoru czy inteligencja. Urodziwi dla przykładu częściej bywają więc zapraszani narandki i mogą liczyć na to, że druga strona zechce się z nimi spotkać ponownie. Wszystko to na dłuższą metę jest jednak guzik warte i w kontekście trwałych związków niegodne pozazdroszczenia. Dlaczego? Otóż w perspektywie czasu pierwsze wrażenie i wizja danej osoby podlega weryfikacji. Podczas relacji wychodzi w praniu, jaki ktoś jest naprawdę. Rozwody wśród celebrytów są bardzo częste, a małżeństwa trwają zazwyczaj dość krótko. Przypadek? Nie sądzę! Co kryje się za atrakcyjną fasadą? Nietrudno przewidzieć, jak ogromna potrzeba aprobaty kryje się za tym gigantycznym parciem na bycie gwiazdą serwisów społecznościowych, jak wielkie kompleksy ukrywają się za epatowaniem swoim wizerunkiem dla jak największej liczby lajków i obserwatorów. Jaka niepewność kryje się za tonami makijażu i nałożonymi filtrami retuszującymi zdjęcie. Łatwo się domyślić jak poważne problemy z poczuciem własnej wartości miewają ludzie z tak wielkim ciśnieniem na bycie w centrum uwagi. Często ktoś taki nie inaczej funkcjonuje w relacji – także tam szuka uwagi, poklasku, chce być niejako w świetle reflektorów. Tymczasem zdrowy związek tak nie funkcjonuje, jest w nim symetria. Natomiast życie z narcyzem lub narcystyczną kobietą to droga przez mękę. Nic zatem dziwnego, że badania ankietowe jednoznacznie wskazują, że ludzie wolą wiązać się z osobami o przeciętnej oraz o nieoczywistej urodzie. Piękni ludzie często bywają problematyczni w relacjach – zdarza się nierzadko, że są zbyt egocentryczni, roszczeniowi, mniej się starają niż ludzie o zwyczajnej urodzie. Tymczasem związek wymaga troski i opieki obu stron. Nie wystarczy być, leżeć i pachnieć. Dorastający w świetle reflektorów raczej nie są skłonni uznać, że trzeba się wysilić. Przecież są inne opcje w zanadrzu – wokół gwiazd kręcą się zawsze tabuny zainteresowanych orbiterów i petentek, ustawiających się w długich kolejkach po ich atencję. Warto dla przyzwoitości odnotować, że wśród ponadprzeciętnie ładnych osób zachowanie polegające na gromadzeniu polubień i obserwatorów na potęgę wcale nie jest normą. Istnieją nieprawdopodobnie piękne kobiety i niezwykle przystojni mężczyźni, którzy nie epatują na lewo i prawo swoim seksapilem, bombardując zdjęciami wszelkie możliwe serwisy społecznościowe. Niektóre z tych osób całkiem często świadomie usiłują wtopić się w tłum. Robią to z analogicznych powodów jak bogaci mężczyźni nie przyjeżdżający swoimi niebotycznie drogimi samochodami na randki. Chcą budować autentyczne relacje i otrzymywać zainteresowanie za to kim są, a nie za to, jaką przyciągają uwagę tłumów i jakie ludzie mają na ich temat wyobrażenia. Nie chcą być oceniani w głównej mierze przez pryzmat jednej cechy, bo mają o wiele więcej do zaoferowania. Nie szukają też powierzchownych relacji, więc unikają płytkich ludzi. Związek z petentem lub petentką nigdy nie byłby partnerski.
  9. Toksyczny partner, toksyczny związek

    Częstym powodem wizyt w gabinecie psychoterapeuty są skomplikowane relacje z partnerami. Osoba przychodzi i prosi o radę, jak dotrzeć do partnera, żeby „naprawić” związek. Nierzadko w trakcie rozmowy wychodzą na jaw niepokojące fakty na temat zachowania partnera. Czasami psychoterapeuta nie ma innego wyjścia, jak tylko zasygnalizować, że warto poddać głębokiej refleksji zasadność kontynuowania danej relacji, jeśli jego zdaniem jest po prostu przemocowa, toksyczna. Zwykle tymi zgłaszającymi się do gabinetu osobami są kobiety. Jeśli jesteś kobietą, która obawia się, że utknęła w toksycznym związku, zapoznaj się z poniższym artykułem. OCEŃ OBIEKTYWNIE JAKOŚĆ RELACJI. Twoja opinia na ten temat jest kluczowa, jakkolwiek warto, byś skonfrontowała ją także ze zdaniem innych. Zapytaj przyjaciół, bliskich, zaufaną osobę duchowną albo psychoterapeutę, co sądzi na temat tego, co rozgrywa się w twojej relacji. Jeśli żyjesz w iluzji, zaprzeczasz problemowi lub go umniejszasz, opinie innych mogą być bardzo pomocne, by dostrzec, iż coś jest nie tak. Nie bój się tego, by spojrzeć na związek krytycznie. Jeśli jest w porządku, bezproblemowo zniesie krytykę. UŻYJ SKALI TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU, ŻEBY OCENIĆ PROBLEMATYCZNĄ RELACJĘ. Ośmiostopniowa Skala Toksycznego Związku pomoże ci ustalić, jak się sprawy mają. Oto cechy toksycznej relacji. [1] Jesteś negatywnie wartościowana. Partner zamiast dawać ci wsparcie, podnosić na duchu, starać się ciebie zrozumieć, nieustannie podcina ci skrzydła, poddaje surowej ocenie, krytykuje, minimalizuje twoje sukcesy i wyolbrzymia błędy. Być może partner upokarza cię w obecności innych, krytykuje za to jaką jesteś osobą zamiast wskazywać, jak coś mogłabyś zrobić lepiej. Krytyka absolutnie nie jest konstruktywna, wprost przeciwnie, fatalnie się po niej czujesz, natomiast partner wydaje się jakby dumny z siebie, że wytknął ci błąd i wykazał własną ważność, wyższą pozycję, rzekomo lepsze kompetencje. Twoje poczucie własnej wartości w relacji z toksycznym partnerem pogarsza się, czujesz się gorsza, słabsza do tego stopnia, że czasami naprawdę zaczynasz wierzyć, że jesteś „gorszej kategorii” i że on robi ci łaskę, że z tobą jest. Związek zamiast dodawać ci skrzydeł, podcina je, sprawia, że tracisz wiarę w siebie i gorzej się oceniasz. [2] Jesteś unieważniana. Partner stale zarzuca ci, że twoje reakcje są nieadekwatne, przesadzone, bezzasadne. Lekceważy twoje uczucia, nie liczy się z twoimi przemyśleniami, twoją opinią. Krytykuje twoje reakcje albo twierdzi, że przesadzasz. Tak jakby lepiej wiedział, jak należy się czuć i osądzał, czy twoje reakcje emocjonalne są prawidłowe, poprawne. Przypomina to trochę cenzurę. Na przykład, w sytuacji, gdy się martwisz o los związku, partner zamiast okazać ci zrozumienie, uprawomocnić twoje uczucia i wesprzeć cię, powiedzieć, że warto się zastanowić, co można by zrobić, żeby poprawić sytuację, reaguje krytyką, stwierdza, że nie ma się czym przejmować, że przesadzasz, „znowu dramatyzujesz”, po czym wraca do oglądania telewizji albo gry na komputerze jakby nigdy nic. [3] Jesteś obarczana winą. Toksyczny partner nigdy nie bierze na siebie adekwatnej porcji odpowiedzialności za to, co dzieje się w relacji. Obwinia całkowicie lub w przeważającej większości ciebie. Jeśli dochodzi do konfliktu, to dlatego, że ty nie umiesz rozmawiać, jesteś z takiej a takiej rodziny, masz takie a takie poglądy. Gdy w relacji źle się dzieje, zdaniem partnera to twoja wina. W skrajnych przypadkach nawet fakt, że partner wyszedł się upić i potem następnego dnia nie poszedł do pracy może być powodem, by obwiniać ciebie: „To przez to, że mnie zdenerwowałaś”. Partner odwraca kota ogonem, wchodzi w rolę ofiary, przerzuca na ciebie winę. W rezultacie czujesz się podle, wciąż ciąży ci poczucie winy, a jeśli taka sytuacja trwa naprawdę długo zaczynasz wierzyć, że faktycznie to z tobą jest coś nie tak. Partner może wręcz oczekiwać wdzięczności za to, że z tobą jest, jakby to było dla niego wielkim poświęceniem, że to wszystko znosi. Nie dawaj wiary takiej wizji świata! [4] Jesteś pozbawiana praw. Toksyczny partner będzie – mówiąc metaforycznie – dążył do ubezwłasnowolnienia cię. Będzie cię izolował od twoich znajomych, rodziny, a może nawet pracy, aby uzależnić cię od siebie (także ekonomicznie), byś nie mogła się sprzeciwić, zakwestionować jego zdania. Kariera zawodowa to dla ciebie przywilej, tak samo jak wyjście ze znajomymi czy spędzanie czasu przy swoim hobby. Partner krytykuje twoich znajomych, rodzinę, twoje wybory zawodowe i edukacyjne. Będzie dążył tak jakby do „pochłonięcia” twoje osoby. Towarzyszy temu uczucie przytłoczenia, uwięzienia w pułapce, braku przestrzeni dla siebie, braku głosu w ważkich kwestiach. Relacja nie jest partnerska. [5] Jesteś kontrolowana. Partner organizuje ci czas, mówi co masz robić, ciągle cię poprawia, wymusza określone zachowania, oczekuje byś prosiła o zgodę i tylko za jego wiedzą robiła to, co chcesz. Jeśli nie postępujesz wedle tych zasad, za karę zarzuca ci się nielojalność, niewierność, lekceważenie rodziny, albo, co gorsza, jesteś ofiarą przemocy słownej lub fizycznej. [6] Jesteś odrzucana. Pomimo gorączkowych prób ratowania relacji (np. ze względu na rodzinę, dziecko czy z powodu wspomnień dobrych chwil razem, z powodu miłości, dla ocalenia małżeństwa), partner stale wykorzystuje odrzucenie, by na ciebie wpływać. Oddala się emocjonalnie, izoluje, wydaje się nieobecny lub trzyma cię na dystans, surowo dawkuje bliskość, oddaje się innym kontaktom ciebie mocno ignorując, albo wręcz otwarcie grozi odejściem bądź prowokuje ciebie, byś odeszła na zasadzie „jak ci nie pasuje, to sobie zmień”, „won z mojego życia, będzie mi lżej”. [7] Jesteś okłamywana. Partner dopuszcza się nielojalności, kręci za twoimi plecami, ma dziwne tajemnica i wyjątkowo starannie dba o swoją prywatność. Jeśli pragniesz wiedzieć, co robi, gdzie był, dlaczego nie wrócił na noc, zarzuca, że masz problem z zaufaniem, zazdrością lub nadmierną potrzebą kontroli. Jeżeli uda ci się dowiedzieć o kłamstwach partnera, odwraca kota ogonem. [8] Jesteś ofiarą przemocy. Toksyczny partner stosuje wobec ciebie pewien rodzaj przemocy – przemoc słowną, fizyczną lub innego rodzaju, np. ekonomiczna. WAŻNE: Oceniając swój związek pod kątem tego, czy nie jest z toksycznym partnerem, należy oczywiście zwrócić uwagę na intensywność, proporcje i stałość tych problematycznych zachowań. Ludzie popełniają błędy, czasem mówią coś nieprzemyślanego, nie zawsze biorą tyle odpowiedzialności, ile powinni i tak już jest. Jeśli jednak partner zachowuje się w ten sposób często lub prawie cały czas, rażąco, a w dodatku takie zachowania wyraźnie dominują na tle zachowań pozytywnych, wtedy związek można z większą dozą pewnością uznać za toksyczny. W takiej sytuacji pamiętaj: NIE OBWINIAJ SIEBIE. Być może twoje kryteria doboru partnera zawiodły, ale nie znaczy to, że to przez ciebie sytuacja jest taka, jaka jest. Twój udział mógł być całkowicie niewystarczający, by uniknąć zawiłej relacji z toksyczną osobą. Osoby takie mają niezwykły talent do przyciągania i wplątywania ludzi w skomplikowaną sieć myśli i uczuć. To nie twoja wina, że wpadłaś w taką „pajęczynę”, pułapkę. DAJ SOBIE WOLNE OD PARTNERA. Jeśli czujesz, że związek z danym partnerem jest toksyczny, ale mimo wszystko nie chcesz go od razu kończyć, daj sobie czas – sprawdź, jak będziesz się czuła bez partnera w ramach separacji. Zamieszkaj osobno, ogranicz kontakty, by nabrać dystansu do relacji. Nie bój się tego – dobry związek przetrwa taką próbę bezproblemowo. Nie bój się stawiania warunków – na przykład możesz oczekiwać, że partner naprawdę zechce pracować nad sobą i relacją, weźmie udział w terapii małżeńskiej / dla par, weźmie udział w psychoterapii lub warsztatach dotyczących zarządzania gniewem itp. NIE ANALIZUJ MOTYWÓW PARTNERA. Lepiej skup się na rozwiązaniu, na wyplątaniu się z relacji zamiast analizować motywy partnera, rozważać, jak mogłabyś go zmienić albo jak „uleczyć” relację. To by tylko pogarszało sprawę. Po stwierdzeniu, że partner jest toksyczny, należy niezwłocznie, choć w sposób przemyślany, ewakuować się z takiej relacji. W przeciwnym wypadku sprawy będą się pogarszać, choć czasem trudno w to uwierzyć. NIE WCHODŹ W ROLĘ OFIARY. Jeśli partner źle cię traktuje, nie usprawiedliwiaj go, nie uznawaj jego problemów psychicznych lub życia w stresie za alibi. Przemocowego traktowania nic nie usprawiedliwia. Masz prawo do szacunku, godnego traktowania, wsparcia i zrozumienia w związku. Masz prawo do nie bycia okłamywaną, manipulowaną, do nie znoszenia złego obchodzenia się z tobą. Nie lekceważ sygnałów ostrzegawczych, jeśli zachowanie partnera na przestrzeni czasu pogarsza się. Nie wstydź się i nie bój szukać pomocy, wsparcia. MIEJ PLAN I WSPARCIE. Jeśli zdecydujesz się uwolnić od toksycznego partnera, zdobądź wsparcie rodziny, w razie potrzeby skonsultuj się z prawnikiem, a jeśli potrzebujesz wsparcia psychologicznego, nawiąż współpracę z psychoterapeutą, który pomoże ci przejść przez proces rozstania bez szwanku dla twojego zdrowia psychicznego. Jeśli potrzebujesz wsparcia pilnie, skorzystaj z informacji na stronie Szybka Pomoc. „Miej plan” - łatwo powiedzieć. Zła wiadomość jest taka, że każdorazowo plan musi być szyty na miarę, dostosowany do indywidualnej sytuacji każdej osoby. Dobra wiadomość jest taka, że na szczęście są pewne „stałe punkty programu”. Są to: jak najdalej idące dystansowanie się od toksycznego partnera (czasami możliwe jest całkowite zerwanie kontaktu, a czasami, gdy na przykład macie wspólne dzieci, konieczne jest maksymalne go ograniczenie, w każdym razie zasada „zero kontaktu” jest absolutnie niezbędna do wdrożenia w jak największym stopniu); trening asertywności pod kątem mówienia „nie”, ale także umiejętności takiego komunikowania swojego stanowiska i potrzeb, by nikt nie przeszkodził ci w uwalnianiu się od toksycznego partnera i abyś więcej nie weszła w tego typu relację; praca nad poczuciem własnej wartości, które najprawdopodobniej zostało zszargane podczas trwania w relacji, a możliwe że było niskie już na etapie wchodzenia w nią; poniekąd w ramach pracy nad poczuciem własnej wartości powinna dokonać się poprawa twojej relacji z samą sobą, byś była własnym przyjacielem, wsparciem i zdrowa miłość własna gościła w twoim życiu na co dzień; identyfikowanie i kwestionowanie obwiniających myśli, w których sama się obwiniasz i bierzesz zbyt dużą odpowiedzialność za to co rozegrało się i generalnie rozgrywa w twoich związkach; spostrzeganie i zatrzymywanie potoku myśli na temat motywów działań partnera, ponieważ roztrząsanie tego wszystkiego tylko podtrzymuje twoje emocjonalne uzależnienie od jego osoby; przeżycie „żałoby” po rozstaniu (wyrażanie żalu, smutku, złości, strachu, by móc stopniowo wrócić do siebie); w dalszej kolejności analiza własnych cech pod kątem tego, jak to się stało, że weszłaś w taki związek i nie wychodziłaś z niego w porę (przy okazji zaznaczmy, że nie chodzi o analizę jak to się stało, że nie wytrzymałaś w tym bagnie, lecz dlaczego w ogóle w nie weszłaś). Bywa, że - jak już wspomniano - pomocna lub niezbędna pod tym względem okazuje się psychoterapia indywidualna.
  10. Wymagania mężczyzn w związku, czego pragną panowie

    Jakiś czas temu na łamach strony pojawił się artykuł o kobiecych wymaganiach w związku. Pora dla równowagi poznać oczekiwania mężczyzn. Czego pragną mężczyźni w związku. Da się wyróżnić kilkanaście takich rzeczy… Oto one. Szacunek i docenienie Bynajmniej nie mają w tym zakresie niebotycznie wysokich wymagań. Jeśli jednak potrzeby te są zaspokajane w marginalnym stopniu lub przez dłuższy czas wcale nie są, wywołuje to znaczące rozczarowanie, frustrację. Podziękowanie za radę, docenienie podsuwanych rozwiązań, zauważenie wysiłku, dostrzeżenie starań – niby tak mało, a wiele dla mężczyzn to znaczy. Czasem wystarczy poklepanie po ramieniu i powiedzenie „Brawo stary, jesteś ekstra”. Panowie niezbyt dobrze reagują natomiast na uznawanie przez niektóre kobiety, że pewne wysiłki partnerów to oczywistość. „Jesteś mężczyzną, więc musisz po mnie przyjechać / musisz za mnie zapłacić” – to przekaz, który manifestuje brak jakiejkolwiek wdzięczności czy docenienia. Przecież to takie oczywiste, że jaśnie panią, księżniczkę trzeba obsłużyć. Do głowy by jej nie przyszło, że mogłaby się dorzucić, sama pofatygować na miejsce spotkania lub czasem do partnera. Prędzej czy później taka postawa mści się na kobiecie, ale o tym pojawi się parę słów przy innej okazji. Akceptacja Mężczyźni cenią akceptację ze strony swoich kobiet. Bez wątpienia różnią się od płci pięknej nie tylko aparycją, ale i konstrukcją psychiczną. Nie zamierzają za to przepraszać. Są jednak skłonni przyjmować krytykę, o ile jest konstruktywna, logiczna i merytoryczna. Natomiast z trudem potrafią na dłuższą metę wytrzymać z partnerką, która stale ma do nich pretensje o to, że funkcjonują inaczej, ewentualnie w najmniej spodziewanych momentach narzeka, wypomina historie sprzed dłuższego czasu, wyrzuca z siebie ni stąd ni zowąd rozmaite pretensje bez żadnej zapowiedzi, bez wyczucia czasu i bez gotowości partnera, by właśnie teraz omawiać pewne sprawy. Krytykowanie publicznie panowie niekiedy znoszą wyjątkowo źle, ponieważ mają poczucie, że próbuje się ich ośmieszyć, popsuć ich dobre imię. Lojalność Panowie cenią swoją reputację. To istotna przyczyna tego, że lojalność kobiety jest dla nich ważna. Mężczyźni nie chcą mięć przyprawionych rogów ani doświadczać sytuacji, gdy kobieta nie jest wobec nich fair. Czasami są na tym punkcie wrażliwi i nawet publiczne kwestionowanie opinii partnera niektórzy mężczyźni mogą odebrać jako pewien rodzaj nielojalności. Wspólny budżet Mężczyźni mają nadzieję, że partnerka będzie w porównywalnym stopniu dokładała się do budżetu domowego. Nie chcą czuć się wykorzystywani, eksploatowani finansowo, traktowani jak bankomat. Są skłonni wspierać i pomagać w razie trudności zawodowych swoje partnerki, sami także pragną, by kobieta nie odwracała się od nich w tego typu okolicznościach. Nawet najlepszym nie zawsze przecież wiedzie się w interesach. Każdy chce czuć się potrzebny za coś więcej, niż tylko płacenie rachunków. Asertywność Mężczyźni często podkreślają, że chcieliby, aby kobiety były bardziej asertywne – mówiły czego chcą w sposób jasny, wprost, a nie okrężną drogą. Niedomówienia, niezdecydowanie, sprzeczne sygnały, oczekiwania, że mężczyzna się domyśli bywają bardzo frustrujące. Między innymi mężczyźni chcą, by kobiety w konkretny sposób mówiły jakiego wsparcia w danej chwili oczekują. Na przykład aby wyraźnie dała do zrozumienia, gdy nie chodzi jej o podsuwanie rozwiązań, a jedynie wysłuchanie, przytulenie i emocjonalne wsparcie. Dzięki temu reakcje mężczyzny mogłyby być bardziej adekwatne z korzyścią dla obojga. Jednoznaczna komunikacja Panowie bardzo źle znoszą, gdy kobiety stosują gierki lub testującą komunikację. Jeśli na przykład kobieta mówi po randce „Ja zapłacę za siebie, a potem, gdy partner na to przystaje, ma do niego pretensje, że nie nalegał, by sam pokrył rachunek, bo przecież to obowiązek faceta” to mężczyzna może mieć wrażenie, że ma do czynienia z osobą chorą psychicznie. Z osobą, która nie wie czego chce i zachowuje się jakby w ogóle nie brała odpowiedzialności za swoje słowa. Zainteresowanie Mężczyźni mają dużą świadomość, jak kobiety potrafią kokietować, kiedy im zależy, jak są w stanie być zmysłowe, jeśli tak postanowią. Z reguły nie oczekują, by stale było jak na początku, ale chcą czuć, że działają na swoje partnerki, że one wciąż jeszcze starają się im podobać, angażują się w nie mniejszym stopniu w życie intymne, uwzględniają ich preferencje, potrzeby. Mężczyźni nienawidzą prosić się o seks, co odbierają jako uwłaczające, poniżej godności. Negatywnie odbierają wszelkie próby manipulowania seksem, dozowania go w zamian za coś, ponieważ takie postępowanie stoi w sprzeczności z tym, na czym mężczyznom szczególnie zależy w tej materii – na autentycznym pożądaniu ze strony kobiety i prawdziwej bliskości. Namiętność Mężczyźni pragną kobiet, które są biegłe w sztuce ars amandi bądź przynajmniej są zainteresowane rozwojem w tym zakresie. Zdecydowanie nie poszukują natomiast partnerek, które w sypialni są pasywne, bierne, z egoistyczną postawą w stylu „Dostąpiłeś zaszczytu, jestem twoja, teraz mnie obsłuż, wykaż się chłopcze”. Za bardziej problematyczne uznają również partnerki, które nie znają swojego ciała, nie są zdolne od osiągania orgazmu, a na hasło „film erotyczny” czy „masturbacja” reagują straszliwym zgorszeniem. Podsycanie żaru Niektórzy seksuolodzy mawiają, skądinąd beznamiętnie, że pożądanie w długim związku to towar deficytowy. Tym bardziej ważnym jest, by mieć na względzie wartość wzajemnego okazywania sobie tęsknoty oraz należytej troski o swój wygląd. Tak samo jak kobiety pragną zadbanych mężczyzn, tak i oni chcą by ich partnerki o siebie dbały. Ludzie w długich związkach mogą podsycać żar na wiele różnych sposobów. Mężczyźni chcieliby, aby robiły to także kobiety. Jego granice Nie zawsze jest to dla kobiet zrozumiałe, ale mężczyźni mają dużą potrzebę samodzielności. W związku z tym nierzadko preferują rozwiązania, które kobiecie mogą wydawać się nie dość szybkie lub niewystarczająco skuteczne. Panowie oczekują, by kobiety szanowały ich potrzebę wykonywania pewnych rzeczy po swojemu. Czerpią z tego satysfakcję i inne pozytywne emocje. Brak zaborczości Faceci źle znoszą zaborczość. Nie ma nic złego w odrobinie zazdrości, która może dodawać pikantności relacji, ale przesadne próby kontrolowania czy osaczenia niejako pozbawiają tchu i odbierają swobodę ruchów. Pozbawiają też mężczyznę okazji do wykazania się. Ponadto stwarzają atmosferę nieufności, odbierają niezbędną każdemu przestrzeń dla siebie jako jednostki. Bliskość – tak, totalna symbioza, osaczenie – nie. Symetria Coraz częściej mężczyźni zwracają uwagę na potrzebę rzeczywistego równouprawnienia tzn. sytuacji, w której kobieta nie tylko domaga się nowych praw, przywilejów, ale bierze na siebie również nie mniejszą dozę obowiązków, wysiłku. Asymetryczny rozkład odpowiedzialności jest przez mężczyzn coraz rzadziej akceptowany. Obecnie faceci mają większą świadomość tego, jak wygląda rzeczywiście partnerski związek, więc są w relacjach z kobietami bardziej asertywni i mają także lepiej sprecyzowane oczekiwania. Podsumowując, potrzeby mężczyzn i kobiet bywają w wielu punktach bardzo podobne, ale niektóre mogą wydawać się nieco różne. Generalnie kluczowa wydaje się komunikacja. Dopóki ludzie okazują wzajemnie zainteresowanie własnym potrzebom, skupiając się przy tym na rozwiązaniach, a nie na problemach, dopóty relacja ma szansę dawać obustronną satysfakcję.
  11. Wymagania kobiet w związku, czego pragną panie

    Mężczyźni zwykle rozumieją, że wartościowe rzeczy wymagają uwagi. Na przykład pieczołowicie dbają o swoje samochody, sprawdzają poziom oleju, wymieniają zużywające się podzespoły, pilnują terminów przeglądów. Mogłoby się więc wydawać, że troskę o to, co dla niego cenne, mężczyzna ma we krwi. Czy jednak rzeczywiście? Specjalnie użyłem motoryzacyjnej metafory, by może trochę stereotypowo, ale przemówić do wyobraźni mężczyzn, którzy czytają ten artykuł. Warto wyraźnie sobie uzmysłowić, że ze związkiem jest w pewnym sensie podobnie. Także należy podejmować świadomy wysiłek na rzecz tego, by dobrze funkcjonował. Jeśli się tego nie robi, może nastąpić pogorszenie jakości więzi. Najlepszą motywacją do troski o relację są wynikające z tego namacalne korzyści Świadom tego, że ważna jest motywacja do działania, omówię tę kwestię. Nie wystarczy sama świadomość, że coś trzeba zrobić. Zwróćmy więc w tym miejscu uwagę na oczywiste korzyści płynące z troszczenia się o związek, o dobry kontakt z partnerką i o jej potrzeby. Jeśli związek prosperuje, ma się poczucie sukcesu, jak w wypadku dobrze wykonanej misji. Jest mniej stresu i pretensji ze strony partnerki, rzadziej dochodzi do nieporozumień, a zatem można liczyć na więcej świętego spokoju, harmonii. W dobrze działającej relacji oboje wzajemnie mobilizują się do troski o swoje potrzeby. Działa zasada: im lepiej, tym bardziej. Bez wątpienia w takiej sytuacji lepszy jest również seks, stosunki są częstsze, bardziej namiętne, bo partnerka jest skora do zbliżeń, gdy czuje się ważna, kochana, ma wsparcie. Jeśli na bieżąco przywiązuje się wagę do pielęgnacji związku właściwie nie ma się tego denerwującego poczucia, że ciągle jest coś do zrobienia, jakiś problem do rozwiązania, co czasem ma miejsce w relacjach, w których trudne sprawy są zamiatane pod dywan, cięższe tematy pozostają nieomówione. Wreszcie troska o związek to dobry pomysł także z tego powodu, że ma się satysfakcję z dawania szczęścia ukochanej osobie, realizowania się jako partner, mężczyzna. Można więc liczyć na więcej uznania, mniej krytyki. Krótko mówiąc pielęgnacja związku zwyczajnie opłaca się. Na co zwracać szczególną uwagę No dobrze, ale jakie sprawy wymagają konkretnie uwagi? Przecież sporo kobiet z powodu czynników wychowawczych i kulturowych ma opór przed otwartym mówieniem o swoich potrzebach. Niektórzy mężczyźni narzekają, że muszą się domyślać i że taka sytuacja bywa dla nich frustrująca. Tymczasem rozwiązanie tego kłopotu wcale nie jest takie trudne. Zdecydowanie warto zachęcać partnerki, by mówiły, czego potrzebują, komunikowały wprost swoje oczekiwania. Mężczyzna powinien starać się tworzyć przestrzeń, by jego kobieta mogła zająć stanowisko, wyrazić swoje potrzeby, pragnienia, oczekiwania. Z drugiej strony dobrze mieć także świadomość spraw fundamentalnych i nie oczekiwać w ich zakresie instrukcji obsługi od kobiety. W trakcie terapii dla par i indywidualnych sesji terapeutycznych często powraca określony repertuar potrzeb, oczekiwań, preferencji kobiet. Przyjrzyjmy się mu. Czego pragną kobiety w związku Miłość. Dla kobiet bardzo ważna jest miłość, a to oznacza, że są skłonne poświęcać dużo energii i czasu na pielęgnację uczucia. Wiele kobiet stawia miłość, związek na pierwszym miejscu, czyniąc z tego sprawę najwyższej wagi, coś priorytetowego. Nie są więc – wbrew temu, co wielu mężczyzn im zarzuca – nieznośnie wymagające. Przecież to zrozumiałe, że jeśli coś jest dla człowieka niezwykle ważne, przywiązuje dużą wagę do szczegółów i pragnie, by spełniało wysokie standardy. Kobiety pod tym względem bywają bardzo konsekwentne. Co więcej, w ich odczuciu stanowczo nie wystarczy postarać się raz – to, co cenne, zasługuje na nie mniejszą niż na początku troskę na bieżąco. Łączność. Kobiety pragną poczucia łączności z partnerem, chcą w miarę możliwości wiedzieć, co dzieje się w sercu i umyśle mężczyzny. Chcą czuć się wtajemniczone w jego życie wewnętrzne. Nie robią tego po to, by pilnować faceta, kontrolować go, ograniczać jego swobodę. To naprawdę nie jest forma zakamuflowanej inwigilacji. Ta łączność daje poczucie, że między dwojgiem istnieje silna więź. Daje szansę, że czasami mogą rozumieć się bez słów. Kobiety pragną więc, żeby partner mówił, co mu w duszy gra, by nie zamykał się w sobie na siedem spustów, by dzielił się tym, co go trapi, cieszy, porusza. Chcą żyć razem z partnerem, a nie obok niego. Nie zrozumcie mnie źle… Nie ma się co łudzić, że skryty mężczyzna stanie się nagle wylewny. Nikt tego nie oczekuje. Na pewno mógłby natomiast trochę częściej niż zwykle, na swój własny, męski sposób ujawniać to, co dzieje się z jego emocjami i w jego głowie. Tyle może w zupełności wystarczyć. Łączność to niejako droga dwukierunkowa. Ważne jest więc, by partner był zainteresowany tym, co kobieta ma do powiedzenia, by aktywnie słuchał. Dziewczyny doceniają sytuacje, w których mężczyzna okazuje gotowość do wysłuchania swojej drugiej połówki. Czasami kobiecie trudno jest się otworzyć bez odpowiedniego klucza, którym jest właściwie okazane zainteresowanie mężczyzny. Jeśli natomiast partner nie przejawia gotowości do słuchania, nie pokazuje zainteresowania bieżącymi potrzebami kobiety, nie inicjuje rozmów i nie podejmuje określonych tematów, to w takim wypadku mimochodem stwarza dystans, oddala się od niej, a skoro tak, łączność między nimi pogarsza się. Okazje do przeżywania bliskości. Kiedy kobieta planuje jakieś przedsięwzięcia, nie znaczy to, że chodzi jej o kontrolowanie mężczyzny, jego przestrzeni, życia. Kobiety są z natury kreatorkami – stwarzają sytuacje, w których mogą doświadczać bliskości. Kreują rzeczywistość, dzięki której czują się lepiej i w analogiczny sposób angażują się w troskę o związek. Planowanie ma głęboki sens, jest etapem tworzenia. Warto odbierać to jako zaangażowanie, a nie próbę osaczenia czy przejęcia steru. Dobrze, gdy mężczyzna próbuje włączać się w ten proces zamiast go na przykład lekceważyć lub – co gorsza – sabotować. Urok czasu. Kobiety mają uświęcony stosunek do czasu, co ma swoje przyczyny między innymi w ich fizjologii (kobiety w sensie dosłownym, nie w przenośni, odczuwają upływ czasu odmiennie niż mężczyźni, a dzieje się tak chociażby z uwagi na cykl hormonalny). Tak to już jest, że kobiety spostrzegają czas inaczej niż mężczyźni, dla których jest to z reguły zaledwie ciąg minut, godzin i dni. One miewają emocjonalny stosunek do czwartego wymiaru. Właśnie z tego powodu przeżywają to, jak długo mężczyzna zwleka z odpowiedzią lub z telefonem, jak bardzo spóźnia się z realizacją pewnych planów, jak bardzo ociąga się z podejmowaniem ważnych dla związku decyzji, kiedy ostatnio wychodzili gdzieś razem, tego, czy mądrze zarządza czasem, który spędza z partnerką. Kobiety często razi obojętne podejście mężczyzny do tego zagadnienia. Jeśli mężczyzna ma lekceważący stosunek do dzielonego z partnerką czasu, kobietę może to wręcz ranić. Nie metaforycznie. Może powodować rzeczywisty emocjonalny dyskomfort, a nawet cierpienie. Poczucie bezpieczeństwa. Nie mniej ważną kwestią jest dla kobiet poczucie bezpieczeństwa. I wbrew pozorom nie chodzi tylko o to, by mężczyzna był postawny, przystojny, bo wtedy unikną krytyki koleżanek, nieprzychylnych spojrzeń bądź fizycznego zagrożenia. Nie chodzi także wyłącznie o zasobność portfela, choć zaradność jest przez kobiety doceniana (a nie ceniona – między tymi słowami jest subtelna, lecz ważka różnica). Chodzi nade wszystko o to, by kobieta mogła polegać na swoim partnerze, by był słowny, dawał poczucie pewności, iż można na niego liczyć, wywiązywał się z obietnic, konsekwentnie realizował postanowienia, stawał po jej stronie. Oczywiście niezbędna do tego jest wiedza, czego się chce. Jeśli mężczyzna jest stale niezdecydowany, przesadnie często zmienia zdanie – kontakt z nim nie daje poczucia bezpieczeństwa, gdyż kobieta ma wrażenie, że znajduje się na ruchomych piaskach. Pewny grunt jest niezbędny, by związek mógł się rozwijać. Docenienie. Płeć piękna jest bombardowana komplementami, więc tak naprawdę nie jest najważniejsze, by partner ciągle zachwalał urodę kobiety, choć czynienie tego przesadnie rzadko bądź wyraźnie rzadziej niż krytykowanie, także mogłoby stanowić problem. Kobiety pragną aby je doceniano i chcą czuć, że ich obecność w życiu partnera jest ważna, wnosi coś do świata mężczyzny i że on jest tego świadom. Branie obecności kobiety u swojego boku za pewnik może prowadzić do braku zachowań dających jej wyraźnie do zrozumienia, że odgrywa istotną rolę. Słowa nie są pozbawione znaczenia, choć lepiej je ważyć niż liczyć, ale przede wszystkim istotne są czyny. Jeśli zachowaniem okazuje się w kulminacyjnych momentach kobiecie, że jest najważniejsza, wówczas czuje się doceniana. Zainteresowanie jej życiem, myślami, uczuciami, pytanie o jej potrzeby, okazywanie, że ceni się jej zdanie i rady, okazywanie, że nie uważa się jej obecności za jakąś oczywistość – to oczekiwania wyrażane przez kobiety. Spójność. Kobiety oczekują też, że słowa i czyny mężczyzny będą spójne. Jeśli swoim postępowaniem rozmija się z tym, co deklaruje, kobieta może poczuć się zmanipulowana, mieć wrażenie, że partner ją okłamuje albo nie liczy się z nią. Oparcie. Mężczyźni są coraz mniej skorzy by iść na taki układ, bo honor jest dla nich ważny i nie chcą łatki bankomatu, nie chcą też czuć się niesprawiedliwie eksploatowani, toteż kobiety częściej muszą brać większą dozę tego celu na siebie, wciąż jednak zdarza się, że oczekują, by partner gwarantował związkowi, rodzinie stabilizację finansową. Asertywność. Kobiety pragną, by mężczyzna był asertywny. Potrafił w razie potrzeby wyraźnie zasygnalizować swoje stanowisko, wstawić się za związkiem, kiedy jego interes jest zagrożony. Chcą też, by asertywnie, bez agresji, wyrażał swoje potrzeby, emocje. Na przykład męski gniew nie jest dla kobiet jakąś ocenzurowaną emocją gorszej kategorii o ile oczywiście mężczyzna wyraża go panując nad sobą, robi to bez agresji oraz bez wywoływania poczucia zagrożenia u osób w otoczeniu. Spełnienie. Kobiety pragną, by ich seksualne potrzeby nie były lekceważone. Chcą mieć możliwość ekspresji seksualnej w zgodzie z wartościami ważnymi dla związku. Współczesne kobiety skłonne są niekiedy przejmować inicjatywę, ale nie chcą, aby całokształt tych starań spoczywał na ich barkach. Źle znoszą, kiedy mężczyzna staje się w tym zakresie zbyt bierny i opieszały. Wrażenie częściej niż od święta. Kobiety mają swoje oczekiwania względem wyglądu mężczyzny. Dla mężczyzny z reguły jasnym jest, że należy okazać należyty szacunek pracodawcy, współpracownikom, klientom poprzez adekwatny strój w miejscu pracy. Jasnym jest, że wybierając się na uroczystość, do kościoła czy do teatru należy się właściwie ubrać. Dlaczego więc miałoby być inaczej w związku? Jeśli stanowi to swoistą normę, chodzenie w dresie po domu może nie stanowić problemu o ile ta formuła nie jest nadużywana i zdarzają się od niej dobre odstępstwa. Tym niemniej warto mieć na względzie, że kobiety traktują partnera trochę jak swoistą wizytówkę własnego dobrego gustu, zaś jego wygląd w pewnym sensie jak miernik tego, czy mężczyźnie wciąż jeszcze zależy. Niektórym kobietom bardzo trudno mieć wrażenie, że dla partnera relacja jest ważna, jeśli nie dba on o siebie, nie podejmuje świadomych wysiłków na rzecz wzbudzania w drugiej osobie pozytywnych odczuć, nie okazuje partnerce szacunku należytą troską o swój wygląd, którym komunikuje się przecież stosunek do samego siebie oraz do otoczenia. Podsumowując, jeśli mężczyzna chce, by jego związek z kobietą dobrze działał, sprawdzał się, warto by troszczył się o niego systematycznie, a nie tylko od święta. A czego mężczyźni oczekują od kobiet i jak wyglądałaby instrukcja obsługi faceta? To temat na odrębny artykuł… Natomiast przemyślenia o tym, jakie błędy w relacjach popełniają zwłaszcza faceci, można znaleźć tutaj.
  12. Jakie błędy w związkach popełniają mężczyźni?

    W szkołach nie uczą jak mieć dobre związki. Z domów też ludzie dość często tej mądrości niestety nie wynoszą. Nic więc dziwnego, że błędy niejednokrotnie się zdarzają. Wiedza o istnieniu pewnych pomyłek może ułatwić zapobieganie im, więc w tym tekście kilka słów o gafach popełnianych zwłaszcza przez facetów w związkach. AKAPIT DLA FACETÓW: Jeśli ten blog czyta mężczyzna, to dla pewności zaznaczę, że nie są tu bynajmniej lansowane jakieś pantoflarskie, czy jak to ostatnio się pogardliwie nazywa białorycerskie ideały. Nie chodzi o uniżoność i płaszczenie się przed kobietą. Znajomość pewnych mechanizmów i dostosowanie do nich swojego zachowania po prostu się opłaca – ma się przyjemniejszą i lepiej funkcjonującą relację z kobietą. Ten tekst nie powstał też facetom na złość. Sam w końcu jestem jednym z nich. Napisałem go żeby po przyjacielsku zwrócić uwagę na parę rzeczy i tyle. Lekceważenie uczuć partnerki Przykład: dziewczyna wraca po ciężkim dniu, który zaczął się od spóźnienia do pracy i nagany od rygorystycznego szefa, zaczyna zwierzać się swojemu facetowi ze swoich emocji, a on odpowiada na to pytaniem „to po co się spóźniłaś?”. To kwintesencja niewłaściwego obchodzenia się z uczuciami innych osób. W slangu psychologicznym nazywa się to unieważnieniem. Na pocieszenie dla kobiet zwrócę uwagę, że wielu facetów tak po prostu ma i reaguje w ten sposób także w kontakcie z mężczyznami. Na przykład któregoś razu słyszałem jak zdołowany gość zwierzał się kumplowi, że tuż przed zaplanowanym wyjazdem nawalił mu samochód i przez to legły w gruzach jego plany urlopowe. Ten drugi po wysłuchaniu tego wszystkiego stwierdził z jakąś taką niezrozumiałą dumą coś w stylu „no widzisz, a moja Honda nigdy takiego numeru nie wywinęła, jest praktycznie bezawaryjna”. Natomiast bardziej drastyczne przykłady w relacjach z kobietami to doprowadzające panie do białej gorączki wygłaszane podczas trudniejszych rozmów teksty w stylu „nie przesadzaj”, „odpręż się”, „wpadasz w histerię”, „masz syndrom napięcia przedmiesiączkowego”, „i znowu się zaczyna”, „czego ty znów ode mnie chcesz”, „znowu gadałaś ze swoimi przyjaciółkami”, „skoro jestem taki zły to dlaczego ze mną jesteś”, „tak wiem, że ja się mylę, a ty masz rację”, „wiem, wiem to wszystko moja wina”. Można metaforycznie powiedzieć, że podczas gdy dziewczęta grają w emocjonalny badminton, mężczyźni raczej grają w zbijaka jakby w ogóle nie kumali, że nie chodzi o dowalenie rywalowi. Alternatywą dla unieważnienia jest tak zwane uprawomocnienie – coś w stylu „masz prawo tak czuć biorąc pod uwagę to, co cię spotkało i jak to rozumiesz”. Często wystarczy wysłuchanie, obecność, emocjonalne wsparcie. Po tym nierzadko okazuje się, że dawanie rad wcale nie będzie potrzebne, bo kobieta sama wyciągnie wnioski na przyszłość. Facetom trudno to czasem zrozumieć, ponieważ podchodzą do tematu dość zadaniowo – od razu szukają rozwiązań podczas gdy nikt ich wcale w danym momencie o to nie prosił. AKAPIT DLA FACETÓW: Czy byłbyś zadowolony gdybyś po zamówieniu pizzy Hawajskiej otrzymał z knajpy pizzę Margerita? No właśnie, dziewczyny też czują się niefajnie, gdy po zamówieniu emocjonalnego wsparcia otrzymują litanię zarzutów i listę rozwiązań. Bądź łaskaw w miarę możliwości oferować partnerce to, czego potrzebuje, a nie to, co twoim zdaniem byłoby dla ciebie w podobnej sytuacji najlepsze. Dawanie niekonkretnych odpowiedzi Łagodny przykład: dziewczyna pyta, czy zgodnie z ustaleniami partner zaplanował coś na długi weekend majowy. On odpowiada „przecież mówiłem, że się tym zajmę” albo „nie potrafię myśleć z takim wyprzedzeniem”. Bardziej drastyczny przykład: mijają dwa, trzy, cztery lata i chociaż dziewczyna sygnalizowała parokrotnie, że małżeństwo jest dla niej ważne, on wcale nie porusza tego tematu. Nie jest w stanie nawet powiedzieć, kiedy podejmie w tej sprawie decyzję. Trzyma partnerkę w niepewności, a w niej narasta napięcie i niezadowolenie. Prawdę mówiąc, cały ten problem ma złożoną naturę. Wynika poniekąd z tego, że kobiety i mężczyźni z różnych powodów mają odmienny stosunek do czasu. Dla wielu facetów jest on czymś dość abstrakcyjnym, natomiast sporo kobiet lubi wiedzieć na czym stoi, mieć pewien plan. Bez tego trudno o ogarnięcie na przykład życia rodzinnego. Różnice te wychodzą jaskrawo na jaw podczas nawet codziennych, prozaicznych rozmów. Ona pyta: „Czy zrobiłeś już to i to”. On odpowiada: „Jeszcze nie”. Ona: „A kiedy to zrobisz”. On: „Zrobię wtedy kiedy zrobię”. W ten oto sposób kobieta jest w kropce, czuje frustrację, bo nie jest w stanie zaplanować pewnych rzeczy z tego względu, że nie może w tak błahej sprawie uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. I pomyśleć, że wystarczyłoby udzielać bardziej konkretnych, rzeczowych informacji, by uniknąć tak wielu niepotrzebnych spięć z wnerwioną, zagotowaną jak woda w czajniku kobietą… AKAPIT DLA FACETÓW: Znasz to uczucie, gdy po zobaczeniu małej gwiazdki na końcu sloganu reklamowego próbujesz znaleźć tekst pisany małym drukiem, ale go nie znajdujesz? Albo ten stan, gdy starasz się dowiedzieć jakie są ukryte koszty kredytu, ale doradca odpowiada wymijająco? Nie dziw się więc, że partnerka reaguje podobnie, kiedy ty nie jesteś konkretny i nie wyrażasz się jasno, przejrzyście lub wręcz mącisz wodę by się zdawała głębsza. Stawanie po stronie innych zamiast po stronie własnej partnerki Przykład: teściowa zaczyna instruować kobietę, jak należy gospodarować pieniędzmi albo wychowywać dziecko. Mąż tej dziewczyny w żaden sposób nie interweniuje lub co gorsza staje po stronie swojej mamusi. Oczywiście ta historia z teściową to dość jaskrawy przykład, ale na analogicznej zasadzie brak wstawienia się za swoją kobietą może odbywać się w bardzo wielu różnych okolicznościach. Ostatnio byłem świadkiem tego typu sytuacji stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Para wykładała wspólnie towar z wózka. Nagle dziewczynie wyślizgnęło się z rąk mleko, upadło i jakimś nieszczęśliwym zrządzeniem losu rozlało się ochlapując ją i oczywiście brudząc podłogę. Kasjerka podniosła się z krzesła i oburzonym głosem powiedziała coś w rodzaju „No nie, co też pani narobiła, teraz trzeba będzie posprzątać”. Facet zamiast trochę przytemperować sprzedawczynię, poparł ją mówiąc do partnerki zniecierpliwionym tonem „No właśnie, naprawdę mogłabyś trochę bardziej uważać”. Nietrudno się domyślić, jak poczuła się ta dziewczyna. Facet ze zrozumiałych względów dostał natomiast punkty karne, a przecież wystarczyło być asertywnym i kulturalnie poskromić kasjerkę, stając w obronie własnej partnerki. AKAPIT DLA FACETÓW: Znasz to uczucie, kiedy ktoś okazuje się nielojalny albo jedno mówi ci w oczy, a co innego osobom postronnym? Tak właśnie czuje się kobieta, która po twoich obietnicach wierności widzi w codziennych sytuacjach, że raczej będziesz przeciwko niej niż z nią. Bądź sprzymierzeńcem partnerki na co dzień – tak daje się poczucie bezpieczeństwa i buduje zaufanie. Nie wystarczy nie zdradzać. Powyższa lista nie wyczerpuje tematu, ale sądzę, że te trzy błędy są szczególnie destrukcyjne dla relacji z kobietą. Jeśli znacie barwne przykłady tych pomyłek lub chcecie zwrócić uwagę na jeszcze inne potknięcia facetów w związkach – piszcie o tym w komentarzach. AKAPIT DLA FACETÓW: Zanim zareagujesz defensywnie mówiąc coś w stylu „kobiety też popełniają błędy” albo „to działa w obie strony” zauważ, że nie jesteś atakowany, więc nie ma się przed czym bronić. Akurat ten konkretny tekst opowiada o gafach zwłaszcza facetów, co nie znaczy, że tylko oni je popełniają.
  13. Psycholog o Tinder, czemu Tinder rozczarowuje, zawodzi

    Jak to się dzieje, że aplikacja tak często nie sprawdza się? Nie można powiedzieć, że nie działa wcale, ale z pewnością wiele osób rozczarowuje, a nawet mocno zawodzi. Czemu tak jest? Bo woda sodowa uderza do głowy Jak już jakiś czas temu zauważył noblista Daniel Kahneman, gdy człowiek ma zbyt wiele opcji, drastycznie zawyża wymagania. Efekt jest taki, że ludzie ustawiają się w długich kolejkach do osób najbardziej urodziwych, a robią tak nawet jednostki o zupełnie przeciętnej urodzie. Ci przystojniacy i te piękności o których i które zabiegają tłumy uderzają natomiast oczywiście do co najmniej równie atrakcyjnych, a najchętniej celebrytów, aktorów, bogaczy. „Szóstki” podbijają do „dziewiątek” i „dziesiątek”, a to powoduje rozczarowanie, bo ci „z wyższej półki” skłonni są przeciętniaków co najwyżej wykorzystywać. Promują więc własne Instagramy, blogi, vlogi i wykorzystują aplikację do promocji swojej osoby w mediach społecznościowych albo oczekują zabawiania bądź szybkiego zaspokojenia ściśle określonych potrzeb. Na ich warunkach, oczywiście! Bo to mało prawdopodobne, by Tinder zadziałał Jak pokazują różne badania, duża część użytkowników, zwłaszcza kobiet, korzysta z aplikacji żeby się dowartościować, dla atencji, by połechtać swoje ego. Spora część osób robi to wyłącznie dla rozrywki, aby poczatować i pooglądać profile. Dużo ludzi, zwłaszcza mężczyzn, szuka tam jedynie przygodnych znajomości. Statystyki też nie stoją po stronie osoby, która liczy na poznanie tam kogoś do sensownej relacji. Dane z 2015 pokazują, że tylko 54% użytkowników to single. Niemal połowa przesunięć w prawo idzie więc od razu na marne. Bo nadmiar utrudnia lub udaremnia wybór Wspomniany noblista wykazał też, że przy nadmiarze opcji do wyboru człowiek po prostu traci głowę, ma ogromny problem z podjęciem decyzji. W rezultacie najczęściej nie wybiera nic. Bo powodzenie psuje motywację Osoby, o które zabiega wielu innych użytkowników nie mają motywacji do angażowania się w poszukiwanie partnera. Stają się egocentryczne i roszczeniowe – skoro czują, że mają takie wzięcie, zaczynają wymagać specjalnego traktowania, mają się za lepsze. Czasem wyciąga to z nich tendencje narcystyczne. W wyniku otrzymywania tak dużej atencji od otoczenia mocno podwyższają wymagania wobec innych przy jednoczesnym ograniczeniu własnych wysiłków. A przecież flirt to zabawa dwuosobowa, zaś do tanga trzeba dwojga. Inaczej to nie zadziała. Do budowania relacji od początku potrzebne jest partnerskie podejście. Książęta i księżniczki na starcie uniemożliwiają więc sobie tworzenie sensownych związków. Bo nie jest to w interesie producenta Gdyby aplikacja była skuteczna, firma by splajtowała, bo malałaby liczba klientów. Perfidne algorytmy i strategiczne podtrzymywanie złudzeń jest natomiast w interesie aplikacji. Klient ma być kuszony piękną perspektywą i jednocześnie odpowiednio, na granicy wytrzymałości frustrowany – wtedy jest najbardziej zmotywowany do zakupu specjalnych funkcji, bo wzmaga się w nim determinacja. Potrzeba posiadania tych funkcji jest wykreowana przez twórców aplikacji, która przecież mogłaby działać inaczej, przychylnie dla użytkownika. Tylko że wtedy zyski byłyby niższe. Najlepiej więc, by użytkownik nie wiedział na czym stoi, nie miał rzetelnych informacji, a od pewnego czasu nie mógł nawet sprawdzić, kiedy rozmówca był online (funkcję tę usunięto). Za łatwo byłby wtedy w stanie zorientować się, że nie jest przez niego poważnie traktowany. Lepiej by był trzymany w niepewności, łudził się, że druga strona może nie jest online i wkrótce odpowie. Wydłuża to czas korzystania z aplikacji, co zwiększa prawdopodobieństwo zakupu specjalnych funkcji. To bezwzględna gra o $$$. Bo ludzie są zblazowani i zrobienie wrażenia graniczy z cudem W zamierzchłych czasach przed Internetem ludzie mogli zaimponować innym nieco łatwiej niż ma to miejsce dzisiaj, gdy każdy wszystko już widział i widuje wciąż na co dzień. Bywamy przesyceni różnorodnymi bodźcami, znudzeni tym, wręcz zblazowani. Wszystko już jest opatrzone, a normalność nie dorasta do pięt temu, co nam imponuje, jest teraz na topie. Mężczyźni rozczarowują kobiety, bo nie są tacy, jak faceci z seriali, filmów, sztuk teatralnych, serwisów plotkarskich, nie podjeżdżają takimi furami i nie noszą nienagannie wyprasowanych białych koszul do drogich garniturów, nie wygłaszają spontanicznie takich tekstów jak bohaterowie popkultury zaprojektowani przez sztab specjalistów. Nie mają wszyscy po 190 cm i kaloryferów na brzuchu. Natomiast kobiety denerwują facetów roszczeniami oraz pasywnością, nie mają wszystkie talii osy i biustu Pameli Anderson, ale przede wszystkim rozczarowują mężczyzn w sypialni, bo już kilkunastoletni chłopcy widzieli w sieci praktycznie wszystko, co da się w niej zrobić i znają na wylot każdy rodzaj kobiecej urody. W rezultacie im nawet nie chce się o to jakoś specjalnie zabiegać, tak samo jak dziewczętom nie chce się kokietować. Niejednej osobie wydaje się, że jej się należy; mało komu przychodzi do głowy, że realnie trzeba coś dać od siebie. Bo ludzie wzajemnie się okłamują Nie jest to wyłącznie przypadłością Tindera, bo w ogóle użytkownicy serwisów randkowych kłamią. Kobiety odejmują sobie parę lat, wstawiają zdjęcia z okresu młodości oraz fotografie niekiedy tak bardzo wyretuszowane lub zrobione z tak korzystnej perspektywy, że ciężko potem poznać na ulicy przedstawione na nich panie. Mężczyźni natomiast też wrzucają zdjęcia sprzed jakiegoś czasu i używają filtrów retuszujących zdjęcia, ale również dodają sobie średnio parę centymetrów wzrostu i oszukują w kwestii formy zatrudnienia. Obie strony kłamią na temat statusu i sytuacji życiowej żeby podwyższyć swoją atrakcyjność. Problem polega na tym, że wszystkie te manipulacje i kłamstwa w końcu wychodzą na jaw. Tinder, pułapka na czas i portfele samotnych serc Podsumowując, jest naprawdę sporo poważnych przyczyn, z powodu których aplikacje randkowe, w tym także Tinder, nie sprawdzają się. Wbrew pozorom nie tylko w przypadku przeciętnie wyglądających osób, ale również tych wszystkich zagubionych „dziewiątek” i „dziesiątek”. Tinder to skok na kasę samotnych serc.
  14. Czy spadek namiętności oznacza koniec związku?

    Średnio po 2-4 latach relacji namiętność maleje. Nierzadko doprowadza to do rozstania. Bez dużej namiętności niektórym ludziom trudno jest funkcjonować w związku. Jeśli dla kogoś na danym etapie życia ten aspekt jest priorytetem, relacja prawdopodobnie nie przetrwa dłużej niż kilka lat. Taka osoba będzie bowiem stale doświadczać rozczarowania i frustracji, że namiętność przestała być tak intensywna, jak na początku. Wbrew pozorom w grupie takich osób nie znajdują się jedynie ludzie młodzi, bo do jakości życia seksualnego ogromną wagę przywiązują mężczyźni i kobiety w różnym wieku. Spadek namiętności jest nieuchronny, ale nie musi być drastyczny i stanowić tragedii. Lepiej pod tym względem radzą sobie pary szczególnie dobrze dobrane (kiedy kobieta jest rzeczywiście w typie mężczyzny i odwrotnie, choć w przypadku panów to istotniejsze). Łatwiej sobie z tym radzą również pary o silnie sprecyzowanych preferencjach seksualnych lub wręcz fetyszach. Tego typu skłonności to swoisty samograj, który pobudza i jest źródłem przyjemności nawet wtedy, gdy namiętność nie jest taka, jak na początku związku. Lepiej są w stanie podołać tej sytuacji również takie pary, które dokładają starań, by namiętność całkiem nie wygasła, nie odpuszczają, nie rozleniwiają się. Znaczenie ma też to, czy inne składniki miłości są mocne. Jeśli brakuje życzliwości, ciepła, zaufania, przyjaźni oraz perspektyw na wspólną fajną przyszłość wtenczas spadek namiętności może być dla związku wręcz niszczycielski, prowadzić do rozpadu relacji lub zdrad. Kiedy ogień przygasa, trzeba dorzucić do paleniska, ale nie każdy ma powód i nie każdemu się chce. Zwłaszcza, gdy ogrzewa się już przy innym ognisku. Źle ze zmniejszeniem namiętności radzą sobie osoby, które w wyniku tego stanu rzeczy tracą też motywację do dbałości o siebie. Gdy trochę maleje wena do igraszek, niektórzy przestają przywiązywać wagę do atrakcyjnego wyglądu, co z kolei jeszcze bardziej pogarsza sprawę, bo tym mniej podobają się sami sobie oraz partnerowi czy partnerce. Zdarza się też, że niektórzy do tego tematu podchodzą wręcz cynicznie i starają się uzyskać jak największe korzyści dopóki trwa namiętność, a potem na jak najbardziej dogodnych warunkach rozstać się. Ze zrozumiałych względów nie jest w ich interesie podtrzymywanie znajomości, gdy ten jej aspekt przestaje działać jak niegdyś. Niektórym ludziom po pewnym czasie odechciewa się obcować seksualnie wciąż z tą samą osobą, którą znają na wylot i z którą kontakt nijak już ich nie ekscytuje. Jeśli proces ten bardzo się pogłębi, żaden powiew świeżości może nie być w stanie oczyścić tej atmosfery, dlatego warto reagować możliwie wcześnie – zanim rutyna całkowicie zdominuje zbliżenia. W perspektywie lat starzejemy się i brzydniemy. Nie każdy jest w stanie się z tym pogodzić i godnie to przyjąć. Niektórzy z ogromną determinacją poszukują wówczas potwierdzenia swojej atrakcyjności i dlatego wynoszą sferę seksu na piedestał. Pozostałe aspekty funkcjonowania związku przestają mieć istotne znaczenie i wobec tego tracą swoją moc w zakresie scalania relacji. Czasem z powodu zobowiązań taki związek staje się pusty i trwa, a para wegetuje, innym razem więź ulega rozpadowi. Czasami namiętność drastycznie maleje zwłaszcza po jednej ze stron z powodu jakichś problemów zdrowotnych czy psychologicznych. Rozwiązanie ich może znacząco poprawić sytuację, więc w razie potrzeby warto skorzystać z konsultacji ze specjalistą. Jeśli chodzi o seksuologa, to najlepiej by był to lekarz medycyny. Rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą przydaje się natomiast zwłaszcza wtedy, gdy namiętność mocno zmalała w wyniku poważnych trudności w związku, a nie z powodu jakichś schorzeń organizmu u któregoś z partnerów. Podsumowując, wiedząc, że zmniejszanie się namiętności jest nieuchronne w każdej relacji, warto mieć do tego odpowiedni stosunek, nie robić z tego faktu dramatu, a ponadto na tyle, na ile to możliwe przeciwdziałać temu zjawisku nie pogarszając mimochodem sprawy. Jeśli natomiast ktoś jest świadom, że w danym okresie życia elektryzujący, bujny seks to dla niego absolutny priorytet, warto by był szczery ze sobą i z innymi. W przeciwnym wypadku prawdopodobnie skrzywdzi samego siebie i drugą osobę, która może się zaangażować niepotrzebnie licząc na poważny związek w sytuacji, gdy w perspektywie mogłaby tak naprawdę liczyć na co najwyżej kilkanaście miesięcy bądź kilka lat znajomości. Tylko kogo dzisiaj stać na taką szczerość?
  15. 7 prozaicznych przyczyn rozstania

    Czasami z pozoru błahe kwestie urastają do rangi prawdziwego dramatu. Ludzie kłócą się i odsuwają od siebie z wielu z różnych powodów. Oto kilka prozaicznych przyczyn (kolejność przypadkowa). [1] Pieniądze Nierzadko okazuje się, że to właśnie one stanowią problem. I to nie tylko w relacjach opartych na pieniądzach, choć w takich związkach w szczególności. Bywa, że ludzie wiążą się z kimś przede wszystkim motywowani perspektywą wygodnego, dostatniego życia i bezpieczeństwa finansowego. Jeśli z jakiegoś powodu ten stan rzeczy nagle drastycznie się zmienia, niejedna osoba mająca wspomnianą motywację pakuje walizki i wyprowadza się. Zdarza się, iż warunki ekonomiczne są tak trudne, a odpowiedzialny za ten stan rzeczy partner tak źle radzi sobie z tą sytuacją, że wszystko zaczyna być na głowie drugiej osoby. A jej cierpliwość i wytrzymałość po pewnym czasie po prostu się kończy. Co ciekawe, niekiedy problemem bywa też nadmiar pieniędzy. Niektórzy nagle bogacący się ludzie zaczynają prowadzić życie w zupełnie innym stylu i dochodzą do wniosku, że dotychczasowa partnerka lub dotychczasowy partner nie pasują do tej sielanki. Niektóre szybko wzbogacające się osoby dochodzą do wniosku, że stać je na kogoś lepszego, kogoś z półki wyższej niż obecny partner czy partnerka. Pieniądze uderzają do głowy i zaczyna się poszukiwanie „lepszego modelu”. [2] Związek z rozsądku, a nie z miłości Niektórzy specjaliści szacują, że rozpada się połowa małżeństw, które zostały zawarte z rozsądku, na przykład pod presją po tym, jak okazało się, iż kobieta jest w ciąży. Takie relacje, w których pojawia się jakiś rodzaj przymusu, presji ze strony partnerki lub nacisków rodziców są raczej kruche. Trwanie w związku wbrew sobie jest bardzo frustrującym doświadczeniem. Życie z kimś na co dzień, znoszenie jego wad przez miesiące czy lata bez darzenia tej osoby miłością to duże wyzwanie. [3] Bałagan Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale brak porządku w domu może zapoczątkować lawinę problemów. Czasami bałagan w salonie może doprowadzić do bałaganu w związku. Dzieje się tak, gdy jedno zdecydowanie preferuje czystość oraz schludność, a drugie jest w stanie tolerować stojące w zlewie całymi dniami sterty brudnych naczyń i walające się po mieszkaniu przepocone ubrania. W końcu strona preferująca porządek zaczyna domagać się zmian i jest w tym konsekwentna, na co druga strona reaguje oporem, bierną agresją albo strajkiem w sypialni. Wszystko to razem wzięte doprowadza do kryzysu. [4] Poglądy polityczne Umiarkowane różnice w tym zakresie nie muszą stanowić większego problemu. Poważne stresy, konflikty i trudności mogą wystąpić, gdy partnerzy zaczynają być wyznawcami skrajnie odmiennych opcji politycznych. Coraz więcej rozmów schodzi na ten temat i coraz częściej pojawiają się konflikty na tym tle. To wszystko stopniowo zaczyna rzucać cień na jakość relacji. [5] Religia Jak wiemy z lekcji historii i bieżących wydarzeń religie mają niebywały potencjał w zakresie poróżniania ludzi. Wprawdzie zwykle nie jest aż tak źle, że małżonkowie próbują się wzajemnie spalić na stosie, ale straszliwe wojenki na tle poglądów religijnych potrafią bardzo skutecznie psuć relacje. Nie tylko zresztą małżeńskie. Religia może poróżnić nawet pary w fazie zakochania. „Skoro i tak nie jesteś wierzący, to co to za problem żebyś wziął ze mną ślub kościelny?” – pyta ona zaczynając w ten sposób ostrą jazdę bez trzymanki… [6] Wtrącający się rodzice Wszyscy słyszeliśmy żarty o teściowej. Czasem problemy sprawia teść. Niekiedy to nie oni są bezpośrednimi sprawcami problemów, lecz stanowią one konsekwencję braku asertywności w kontakcie z nimi. Zdarza się, że mąż lub partner za bardzo ulega własnej mamie, ewentualnie żona lub partnerka swojej rodzicielce. Innym razem problem polega na tym, że matka lub teściowa wtrąca się w wychowywanie dzieci. Tak czy inaczej nierzadko wybuchają na tym tle konflikty nie tylko z tymi osobami, ale również między dwojgiem partnerów. „Nie stanąłeś w mojej obronie kiedy twoja mama zaczęła się mnie czepiać!”; „To przecież moja matka, co miałem jej powiedzieć?!” [7] Sztywne przekonania „Żona powinna przygotowywać trzydaniowy obiad każdego dnia.” „Mąż powinien gwarantować płynność finansową rodziny.” „Mężczyzna powinien zabiegać o kobietę i to on musi inicjować zbliżenia.” „Kobieta musi być zawsze zgodna ze swoim mężczyzną.” „Żona musi to…” „Mąż musi tamto…” Przekonania sobie, a życie sobie. Wprawdzie można by spróbować zmienić swoje poglądy na temat ról w małżeństwie czy w ogóle kobiety i mężczyzny w związku, ale sporo par nawet tego nie próbuje. Kurczowo trzymają się sowich przekonań, skupiają na problemie zamiast na rozwiązaniu, co nieuchronnie prowadzi do konfliktów i rozstań.
  16. Samotność, osamotnienie kobiet i mężczyzn

    Samotność bierze się, w szczególności w przypadku kobiet z nieadekwatnej samooceny, która nasila postawę roszczeniową, nierealistyczne oczekiwania, ale też z braku asertywności, natomiast zwłaszcza w wypadku mężczyzn z braku kompetencji społecznych wskutek izolowania się, nadmiernego używania gier komputerowych, komputera i urządzeń pokrewnych, pornografii, zamykania się w męskich kręgach. Istotnym czynnikiem predysponującym osobę do samotności jest współcześnie, w dobie kultu ciała, odbieganie od bieżącego kanonu piękna fizycznego, brak wysportowanej sylwetki, u mężczyzn wzrost niższy niż 170 cm, u kobiet duża nadwaga bądź nieproporcjonalnie mały biust. Mężczyzn dodatkowo naraża na samotność brak prestiżowego zawodu, wyższego wykształcenia, zarobków większych od zarobków potencjalnej partnerki, natomiast ryzyko samotności kobiety wzrasta drastycznie po 30 roku życia, a także rośnie gdy kobieta wykazuje się biernością i niekompetencją w ars amandi, ma postawę konsumpcyjną względem wypracowywanych przez mężczyznę zasobów, samotnie wychowuje dzieci. Udawanie, że problemu nie ma, powiększa go By nie mieć poczucia przegranej ludzie mają tendencje do tłumaczenia sobie porażki matrymonialnej w kategoriach wyboru bycia singlem, bądź tokiem myślenia w stylu „lepiej być samemu niż z byle kim” - tego typu strategia unikania, udawania, że problemu nie ma, doraźnie zmniejsza przykre odczucia, ale jest przeciwskuteczna, bo nie powoduje zmiany postępowania, a wręcz niekiedy wpędza w bierność. Ze zrozumiałych względów zmniejsza to szanse powodzenia. Nie inaczej jest z racjonalizacją polegającą na zrzucaniu odpowiedzialności na innych („kryzys męskości, nie ma normalnych facetów”, „baby są jakieś inne”). Poczucie własnej wartości może skomplikować sprawę Czynnikiem, który może pojawić się w odpowiedzi na przedłużającą się samotność i zwrotnie jeszcze podtrzymywać ten stan, jest niskie poczucie własnej wartości. Czasami prowadzi ono do rezygnacji z prób stworzenia związku. Niekiedy kompensowane jest nadmierną, nieadekwatną pewnością siebie, wielkimi oczekiwaniami, których samemu się nie spełnia, np. oczekuje się podczas flirtu czy randki atrakcyjnej konwersacji, do której samemu się nie przykłada. Pycha to czynnik, który w ogromnym stopniu zakłóca relacje inteprersonalne, często je wręcz udaremnia. Media wyolbrzymiają różnice między płciami Media wydają się pogarszać sprawę promując na potęgę nierealistyczne wizje idealnych partnerów i partnerek lub nastawiając do siebie wrogo wzajemnie kobiety i mężczyzn. Trudno o porozumienie w atmosferze nieufności, wzajemnych pretensji, a nawet strachu. Bynajmniej nie ułatwia to nawiązywania nowych znajomości. Wprost przeciwnie: generuje rozliczne przekonania oddalające od siebie ludzi, stawiające ich w opozycji do siebie. Od przybytku, głowa nie boli, ale... Uważa się, że współcześnie czynnikiem, który w pewien sposób wzmaga narastający stale problem samotności, jest skutek uboczny zbyt dużego wyboru (lub domniemanego wyboru). W obliczu wielu opcji przeżywa się zagubienie i w rezultacie z dużą dozą prawdopodobieństwa następuje sytuacja, w której nie wybiera się niczego. Zjawisko to dotyka zwłaszcza kobiet, których profile w serwisach i aplikacjach randkowych bywają dosłownie oblegane przez mężczyzn, bombardowane niezliczonymi wiadomościami, zauroczeniami itp. Trudno jest wybrać spośród wielu opcji, których pula w dodatku stale się powiększa o nowe, potencjalnie jeszcze atrakcyjniejsze, a jest tak w dobie internetowego poznawania potencjalnych partnerów. Jeszcze trudniej jest ludziom rozstać się z łechcącą ego możliwością przebierania spośród wielu nadchodzących propozycji... Pozbawianie się wyboru bywa bowiem czymś bardzo niekomfortowym. Atrakcyjne osoby wpadają w tą pułapkę najczęściej, trwają w stanie zawieszenia najdłużej. Wyśrubowane standardy pozbawiają wyboru Odrębną kwestią jest poziom oczekiwań, który w przypadku wielu opcji (lub domniemanych opcji) staje się niebotycznie wysoki, znacznie wyższy od poziomu oferowanego osobiście. Widząc rozliczne oferty dochodzi się do przeświadczenia, że należy drastycznie podwyższyć poprzeczkę i prowadzić jeszcze ostrzejszą selekcję, wymagania stają się niezwykle precyzyjne i wyśrubowane. W rezultacie często dochodzi do zblazowania, a ostatecznie pozostaje się z niczym, bo wszystkie osoby nie spełniające restrykcyjnych kryteriów są błyskawicznie skreślane, choć niektóre zapewne mogłyby stanowić dobry wybór. Zbyt wiele (opcji) do stracenia, by z kimś być Stale przybywa nowych okazji do poznawania ludzi. Jest coraz więcej portali społecznościowych i towarzyskich, serwisów i aplikacji randkowych, imprez dla singli, przedsięwzięć w stylu szybkie randki. Wielość tych rozwiązań i liczba potencjalnych kandydatów bynajmniej nie poprawia sytuacji, a można by wręcz domniemywać, że wprost przeciwnie, pogarsza sprawę. Częstym zjawiskiem jest obecność na serwisach randkowych całymi miesiącami, a nawet latami, lub odchodzenie w fazie kryzysu i wracanie z nową nadzieją, gdy rozczarowanie nieco słabnie. Z takim samym podejściem skazującym na powtórkę. Im dłużej samemu, tym trudniej z kimś być Przedłużająca się samotność może powodować, że osoba bardzo przywiązuje się do osobistego porządku dnia i stylu życia, do swoich specyficznych nawyków, żyjąc w izolacji dziwaczeje, nie ma kompetencji budowania i podtrzymywania dobrego kontaktu, relacji. Pozbawiona okazji do rozwoju tych umiejętności może mieć bardzo dużą trudność w budowaniu satysfakcjonującego związku. Problem ten często dotyka osoby, które całe lata poświęciły karierze zawodowej, pochłaniającej je bez reszty, osoby fizycznie bardzo atrakcyjne, a także ludzi nadmiernie skoncentrowanych na seksie, oraz osoby zmagające się długotrwale z różnymi trudnościami osobistymi, i w nie mniejszym stopniu osoby żyjące w środowisku z dalece ograniczoną pulą potencjalnych partnerów. Epidemia samotności trwa i zbiera żniwa Coraz więcej osób doświadcza nawet stanów depresyjnych w obliczu przedłużającego się osamotnienia. Poniekąd ku pokrzepieniu można by skonstatować, że na szczęście samotność nie musi wiązać się z bolesnym, dojmującym uczuciem osamotnienia. Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” pisze „Człowiekowi zabrać można wszystko z wyjątkiem ostatniej z ludzkich wolności: możliwości wyboru działania w danych okolicznościach, możliwości wyboru własnej drogi. Nie możemy zmienić sytuacji? Jeśli nie możesz zmienić czegoś, co sprawia ci ból, zawsze możesz wybrać sposób, w jaki stawiasz czoło cierpieniu.” Nic nie stoi na przeszkodzie, by cieszyć się życiem pozostając w danym okresie życia bez pary.
  17. Terapia małżeńska, psychoterapia dla par

    Skąd czerpać motywację do terapii dla par / małżeńskiej? Na przykład z powodu troski o własne dobro – by mieć lepiej funkcjonujący związek, który pełniej zaspokaja potrzeby. Innym źródłem motywacji może być świadomość tego, jak problemy w relacji mogą odbijać się negatywnie na dzieciach, które otrzymują przecież od swoich rodziców obraz tego, jak wygląda związek intymny dwojga ludzi. W przyszłości będzie to rzutować na ich własne relacje. Kolejnym źródłem motywacji może być powodowana uczuciem do partnera troska o to, by nie wyrządzać mu krzywdy, nie ranić go w żaden sposób, gdyż jest to osoba, którą darzy się miłością. Terapia małżeńska - co ją utrudnia? Co może stanowić przeszkodę w terapii? Czasami jest to niewiara w możliwość pozytywnej zmiany, lęk przed czymś nowym, blokada przed ujawnianiem swoich problemów komuś spoza rodziny, terapeucie. Niekiedy problemem jest silne przeświadczenie, że z absolutnie wszystkim należy radzić sobie samemu, bez żadnego wsparcia. Warto w tym miejscu na marginesie zaznaczyć, że co do zasady psycholog nie wyręcza klienta w zakresie wprowadzania zmian – bazując na wiedzy psychologicznej podsuwa możliwe rozwiązania, które mają szansę zadziałać lub naucza pewnych umiejętności ułatwiających wprowadzanie korzystnych zmian. Poważną przeszkodą w terapii bywa zwlekanie z jej rozpoczęciem do momentu, aż kryzys w relacji urasta do ogromnych, bardzo poważnych rozmiarów. To, że nigdy nie jest za późno na poprawę sytuacji to mit. W istocie lepiej nie odkładać pracy nad związkiem w nieskończoność – warto w miarę możliwości wcześnie zgłosić się po pomoc po tym, gdy uzna się, że samemu nie bardzo udaje się rozwiązać problemy. Kłopotem bywają też indywidualne trudności poszczególnych partnerów, które mogą wymagać psychoterapii sam na sam z terapeutą, a nie we troje podczas terapii par. Można tu wymienić na przykład zaburzenia osobowości, niskie poczucie własnej wartości, problematyczny gniew, uzależnienia czy też zaburzenia depresyjne, czyli takie zagadnienia, które wymagają przede wszystkim terapii indywidualnej. Czasami terapia dla pojedynczej osoby może odbywać się równolegle do terapii małżeńskiej, innym razem wskazane jest, by ją poprzedzała. Psychoterapia dla par - jakie są przyczyny problemów w związku? Psychoterapia małżeńska znana również jako psychoterapia dla par jest wybierana z różnych powodów. Czasami są to częste kłótnie, brak porozumienia w zakresie tego jak wychowywać dzieci, trudności w zakresie komunikacji, problemy seksualne (zwłaszcza po okresie paru lat, gdy namiętność ulega zmianie), oddalenie się od siebie. Niekiedy zdarza się, że po okresie pierwszych kilku upojnych lat i okresie względnie pokojowego docierania się pary następują poważniejsze zgrzyty, gdy różnice charakterów dają o sobie znać w bardziej dosadny sposób. Bywa, że problemy wynikają z różnego rodzaju założeń i przekonań wyniesionych z domu rodzinnego, które są sprzeczne u każdego z partnerów. Bywa, że dopóki ludzie rzeczywiście nie zaczynają żyć ze sobą, być „pełnoetatową parą” nie ujawniają się w całości przekonania na temat ról kobiety i mężczyzny w związku. Niektóre z tych idei da się zweryfikować lub zmienić, zastąpić bardziej korzystnymi, a w każdym razie lepszymi w tym sensie, że pozytywnie wpływają na jakość relacji zamiast ją utrudniać. Czasami psychoterapia dla par wybierana jest wtedy, gdy partnerzy czują, że dzieje się coś złego, związek słabnie, a chcą temu zapobiec, skutecznie przeciwdziałać zanim sytuacja dobitnie pogorszy się. Niejednokrotnie zdarza się również, że na terapię małżeńską umawiają się pary, w których pojawiła się jakiegoś rodzaju nielojalność, kłamstwo lub zdrada seksualna, romans. Crane pisząc o wskazaniach do terapii zwraca uwagę, że terapia jest możliwa w następujących sytuacjach: Psychoterapia małżeńska - nie sztuką jest nie mieć problemów, bo to niemożliwe, sztuką jest umieć je rozwiązywać Psychoterapia dla par oferowania w gabinecie ocalsiebie.pl koncentruje się na poszukiwaniu konkretnych, namacalnych rozwiązań. Czerpie również w pewnym stopniu z protokołu terapii poznawczo-behawioralnej w szczególności w kontekście pracy nad przekonaniami, sposobami myślenia o tym, co ma miejsce w związku. Zazwyczaj nie przekracza liczby 10-15 sesji. Psychoterapia małżeńska z Gabinetem Ocal Siebie może odbywać się online, przez Skype, co stanowi bardzo wygodne rozwiązanie. Nie trzeba dojeżdżać do gabinetu, można mieć psychologa z dala od miejsca zamieszkania, mieć psychologa, psychoterapeutę mówiącego po polsku podczas gdy mieszka się poza granicami Polski. Terapia online pozwala także po prostu oszczędzić czas, bo nie trzeba wychodzić z domu. Psychoterapia przez internet jest równie skuteczna jak terapia stacjonarna - przebiega analogicznie, bo różnica polega w zasadzie tylko na tym, że psychologa widzi się na ekranie monitora, a nie na fotelu w gabinecie. Jak już wspomniano, lepiej spróbować późno niż wcale, ale zdecydowanie korzystniej jest nie traktować terapii małżeńskiej jak ostatnia deska ratunku, lecz stosowane w porę rozwiązanie mające pomóc poprawić jakość relacji.
  18. Czy faktycznie przemoc ma płeć

    Jako psycholog pisuję różne teksty. Choć ludzie są sami odpowiedzialni za własne emocje, to jednak nie jest mi to całkiem obojętne, jak reagują na moje artykuły. Wiadomo mi, że niektóre bulwersują kobiety, a inne – mężczyzn, choć rzecz jasna nie są pisane po to, by kogokolwiek wytrącać z równowagi. Mają zwrócić uwagę na pewne zjawiska, nad którymi warto pracować, by je ograniczać. Rozmowa o przemocy może wywołać gorące emocje, ale warto mieć na względzie, że celem poniższego artykułu jest omówienie tego zagadnienia po to, by ograniczać przemoc, która rujnuje relacje. W tym wypadku stosowaną wobec mężczyzn przez kobiety. Jeśli jesteś kobietą, a chcesz przeczytać niniejszy artykuł nie biorąc go nadmiernie do siebie, wyobraź sobie, że te rzeczy miałyby spotkać twojego syna. Prawdopodobnie pozwoli to podejść do tematu bardziej empatycznie. Mężczyzna w naszej kulturze od dziecka wychowywany jest na człowieka, który nie donosi, swoje sprawy załatwia samemu, szerokim łukiem omija rolę ofiary w ostateczności dzielnie znosząc ciosy bez robienia wokół tego szumu, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie znaczy to bynajmniej, że nie bywa ofiarą przemocy ze strony płci przeciwnej. Nie ma po prostu wewnętrznej zgody ani społecznego przyzwolenia na afiszowanie się z tym. Kobiecie mogłoby przynieść to pewien pożytek, i często jest kartą przetargową w walce o różne przywileje. Mężczyźnie o ile w ogóle dałoby to jakiekolwiek korzyści, to wiązałoby się z większymi stratami. Feministki twierdzą, że przemoc ma płeć, oczywiście męską, na poparcie tej tezy przywołując statystyki przemocy fizycznej wobec kobiet. Na podstawie tych statystyk nie można niestety wysnuć logicznego wniosku, jakoby mężczyźni rzadziej bywali ofiarami przemocy fizycznej, a jedynie taki, że bez wątpienia rzadziej to zgłaszają. Co więcej, należy również podkreślić, że przemoc fizyczna nie jest jedynym istniejącym rodzajem nadużycia. Nie mniej raniące są inne formy przemocy, na które przynajmniej w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego i w anonimowych relacjach zwracają uwagę jej ofiary, w tym równie często mężczyźni. Przyjrzyjmy się niektórym rodzajom kobiecej przemocy wobec mężczyzn. Przemoc słowna oraz tzw. werbalne kastrowanie – „mężczyzna zaczyna się od 190 cm”, „gdybyś był prawdziwym mężczyzną nie miałbyś problemu ze znalezieniem pracy”, „co to za facet bez samochodu”, „co z ciebie za chłop skoro masz depresję”, „jak mogę traktować cię jak mężczyznę, głowę rodziny, skoro mniej zarabiasz ode mnie”, „jesteś gorszy niż twój ojciec”, „do niczego się nie nadajesz”, „jesteś najlepszym dowodem, że kryzys męskości to fakt”, „co to za man bez kaloryfera”, „gdybyś zarabiał tyle, ile powinien prawdziwy facet, nie mielibyśmy takich trudności”, „mój były mógł robić to kilka razy przez całą noc, więc ciesz się, że z tobą jestem” – oto przykłady przemocy słownej oraz tzw. werbalnego kastrowania, którym często towarzyszą obelgi. Generalnie kobieca przemoc słowna najczęściej wymierzona jest w poczucie godności, honor, dobre imię, męskość. Czasami ogranicza się do okresu, gdy związek trwa, ale nierzadko nasila się dopiero po jego zakończeniu, by zniszczyć reputację mężczyzny. Bywa, że przyjmuje formę pieniactwa – w sądzie mężczyzna jest oskarżany o najgorsze rzeczy (nawet molestowanie własnych dzieci, przemoc wobec małżonki bądź wręcz o gwałt), szkalowany pod pozorem respektowania prawa. Stosunek sądów do tych kwestii – nie licząc dobrych wyjątków, gdy kobieta naprawdę zostaje ukarana za fałszywe oskarżenia i pomówienia – jest niestety bardzo pobłażliwy. Bierna agresja – istotą biernej agresji jest celowe, ale dobrze zakamuflowane wyrażanie złości. Bierno-agresywna osoba na przykład specjalnie ociąga się w realizacji wspólnych planów choć deklarowała ich poparcie, obraża się i milczy by tak dokuczyć partnerowi, demonstracyjnie okazuje chłód emocjonalny, niby przypadkiem zapomina o ważnych dla partnera kwestiach, ewentualnie perfidnie sabotuje działania mężczyzny żeby mu dopiec, uprzykrzyć życie. Czasami bierna agresja przyjmuje wręcz formę instytucjonalną, gdy na przykład kobieta wykorzystuje swoją uprzywilejowaną w polskim prawie pozycje i, choć systematycznie otrzymuje alimenty, mimo to i tak zgłasza sprawę do komornika, by narazić mężczyznę na większe koszty i niedogodności, wstyd. Bierna agresja nierzadko przybiera formę gry mającej na celu wytrącenie partnera z równowagi, by kobieta mogła z czystym sumieniem otwarcie wybuchnąć niejako odpowiadając na atak, co czyni taką odpowiedź usprawiedliwioną. Na przykład bierna agresja może być celowo nadmierną reakcją na dostrzeżenie u partnera gniewu. Typowy przykład to użycie słów „Nie unoś się, czego się wściekasz” w sytuacji, gdy uzasadniona złość partnera jeszcze jest całkowicie pod kontrolą, a jedynie widać, że jest zdenerwowany. Takie komunikaty mają charakter prowokacji, unieważniają uczucia mężczyzny, co oczywiście w końcu może prowadzić do wybuchu. Wtedy kobieta w końcu osiąga swój cel i mogąc o to obwinić stronę, która pierwsza otwarcie okazała gniew, odpowiada ogniem i wreszcie wygarnia to, o co jej tak naprawdę chodziło, dumna, że nie zaatakowała otwarcie pierwsza. W razie czego może wtedy o wszystko obwiniać partnera. Hejt płci – częstym zjawiskiem, zwłaszcza w Internecie, choć bynajmniej nie tylko, jest atakowanie męskości jako takiej werbalnie lub postawą, z domieszką stereotypizacji... „mężczyzna powinien móc zawsze”, „wszyscy faceci są tacy sami”, „facet to świnia”, „każdy facet zdradza”, „oj jacy mężczyźni są biedni, rozczulające, do roboty by się wzięli, żeby przynajmniej płacić alimenty, tylko do tego się nadają”, „mężczyźni to duże dzieci”, „gdzie ci mężczyźni?!”, „prawdziwych facetów już nie ma!”, „wszystko na barkach kobiet, na facetów nie ma co liczyć”, „faceci myślą tylko o jednym”, „wszyscy macie horyzonty ograniczone do szerokości rozporka” to komunikaty lub podejście do mężczyzn, które oczywiście może dotykać, bulwersować, ranić. Przemoc ekonomiczna – presja, by mężczyzna ponosił wszystkie koszty spotkań, atrakcji, randek, czy czerpanie profitów poprzez perfidne wykorzystanie obowiązku alimentacyjnego poprzez żądanie wsparcia wyższego, niż rzeczywiście niezbędne, to formy nadużyć wobec mężczyzn, jakich dopuszczają się czasami niektóre kobiety dla korzyści majątkowych. Mężczyzna bywa bezwzględnie sprowadzany do roli bankomatu pod groźbą etykietowania jako niemęski, nie dość dobry, gorszy, rodzic drugiej kategorii. Problematyczne bywają również podwójne standardy w kontekście pieniędzy: jeśli mężczyzna jest tymczasowo bez pracy lub zarabia mniej niż kobieta, ona źle na niego patrzy lub wręcz daje mu do zrozumienia, że jest nieudacznikiem, a kiedy to jej się zawodowo nie powodzi, surowo oczekuje opieki. Zatrważająca jest zuchwałość niektórych pań w zakresie stosowania tej strategii. Na pewnym zgrupowaniu kobiet jedna z prelegentek powiedziała „Drogie panie, pamiętajmy, pieniądze kobiety są kobiety, a pieniądze męża są nasze” i otrzymała owacje na stojąco. To jest właśnie wypaczony, seksistowski sposób, w jaki wiele współczesnych kobiet pojmuje równouprawnienie, co oczywiście prowadzi je do stosowania przemocy ekonomicznej względem mężczyzn. Manipulacja – na przykład w wielu miejscach w Internecie można znaleźć krótkie i bardziej obszerne dyskusje bądź artykuły na temat tego „jak złapać faceta na dziecko”; na serwisach aukcyjnych można kupić pozytywne testy ciążowe czy zdjęcia płodu, które mają ułatwić oszukanie mężczyzny. Szacuje się również, że około 10-12% ojców w Polsce wychowuje nie swoje dzieci nie mając o tym bladego pojęcia, bo ich partnerki to celowo zatajają. Systemowo podwójne standardy – przyjęło się, że mężczyzna jest też pozbawiony prawa głosu w pewnych sprawach, w których ma decydować kobieta. Na przykład gdy partnerka zachodzi w ciążę – o konsekwencjach ma decydować wyłącznie ona. Może urodzić lub przeprowadzić aborcję, a mężczyzna nie ma nic do powiedzenia i jest zdany na jej łaskę lub niełaskę. Kobieta może zrezygnować z konsekwencji macierzyństwa, a mężczyzna nie – jeśli kobieta tak zdecyduje, ma zostać jej wierzycielem na lata i koniec dyskusji. Trudno się dziwić, że ktoś potraktowany jak śmieć bez prawa głosu potem sabotuje spłatę alimentów... Szantaż emocjonalny – różne rodzaje przemocy wobec mężczyzny od stawiania ultimatum („Jeśli spróbujesz się ze mną rozwieść, to nigdy już nie zobaczysz dzieci!”, „alimenty cię wykończą”, „jak wyjdziesz do kolegów to zapomnij o miłej atmosferze”), poprzez groźby („jeśli odejdziesz, załamię się”), cierpiętnictwo (na pytanie co kobiecie dolega mężczyzna słyszy „nic”, a potem robi się chłodna i nieprzyjazna), a skończywszy na manipulacjach związanych z gratyfikacjami („między nami będzie jak dawniej pod warunkiem, że...”). Pieniactwo – mężczyźni w trakcie rozwodów bywają bezzasadnie oskarżani przez byłe partnerki o przeróżne czyny od przemocy fizycznej, poprzez zarzuty ukrywania dochodów, próby uprowadzenia własnych dzieci, a na ich rzekomym molestowaniu kończąc. Wszystko po to, by dokuczyć, narazić na jak największy stres, oczernić mężczyznę, ugrać jak największe alimenty lub odizolować od dzieci. Nastawianie dzieci przeciwko ojcu bądź utrudnianie ojcu kontaktu ze swoim potomstwem – to problem, który dotyka wielu mężczyzn w trakcie rozwodów lub po nich. Przemoc emocjonalna – ma na celu wywoływanie trudnych stanów psychicznych i napięcia, zwykle ma służyć podporządkowaniu, wywarciu presji, spowodowaniu takim chwytem pożądanej zmiany zachowania. Przejawia się na przykład poprzez oskarżanie mężczyzny przez kobietę o jej własne gwałtowne zachowania lub wręcz twierdzenie, że mężczyzna na takie traktowanie zasługuje. Często polega na umniejszaniu, podkopywaniu poczucia własnej wartości, wywoływaniu poczucia winy lub złości (co czynione systemowo, tydzień po tygodniu, razem z innymi oddziaływaniami, nieuchronnie prowadzi do zmęczenia materiału, sprowokowanego wybuchu, który jest triumfem kobiety, bo daje jej kolejne argumenty możliwe do wykorzystania podczas konfliktów na całe tygodnie, a nawet miesiące). Przemoc seksualna (w tym kontrola seksu, szantaż seksualny, deprywacja seksualna) – polega na tym, że niektóre kobiety traktują seks jak kartę przetargową, stosują pewien rodzaj szantażu, bezwzględnie wywierają presję na mężczyznę, świadomie deprywując jego seksualne potrzeby, by realizować własne cele w małżeństwie (rano uwodzicielsko „jeśli to zrobisz, popieszczę cię tak, jak lubisz”, wieczorem ewidentnie fałszywie i z uczuciem triumfu na twarzy: „nie mam dzisiaj jednak ochoty, bo źle się czuję”; „dla kobiety gra wstępna trwa cały dzień, kotku...”). Zdarza się również dotykająca mężczyzn przemoc seksualna w formie niewłaściwych zachowań kobiet w miejscu pracy, prowokacji seksualnych, wykorzystywania pozycji w hierarchii firmy. Formą przemocy seksualnej bywa epatowanie seksapilem w niewłaściwych okolicznościach, a potem odwracanie kota ogonem i oskarżanie mężczyzny o brudne myśli, które zostały oczywiście wywołane z premedytacją. Rażąco nieasertywna komunikacja – ma miejsce gdy kobieta na przykład nie mówi o swoich potrzebach, a potem okazuje niezadowolenie, że mężczyzna ich nie zaspokoił, albo zamiast powiedzieć wprost, że czegoś nie akceptuje, mści się przy najbliższej okazji, ewentualnie zamiast powiedzieć, w czym tkwi problem, nie odbiera telefonu, by dokuczyć mężczyźnie, wywołać w nim przykre odczucia. Seksizm – nawet kobietom z wykształceniem psychologicznym zdarzają się niestety komentarze w stylu „mężczyzna też człowiek”, a znanym dziennikarkom „kobiety są ciekawsze, ładniejsze i bardziej barwne niż mężczyźni”. Są to delikatne przykłady seksistowskich tekstów. Wystarczy udać się w weekend do dowolnego baru, gdzie grupki młodych kobiet opowiadają sobie nawzajem z dosłownie wszystkimi szczegółami o mężczyznach, na których się natknęły w minionym tygodniu. „Ciachem” nazwany zostanie przystojny, ale już mężczyzna, który ośmielił się nie opłacić rachunku w całości, może liczyć na najgorsze obelgi. Pewną formą seksizmu są zachowania kobiet towarzyszące narzucaniu ich wymogów mężczyznom na zasadzie „facet powinien...”, a jeśli tych kryteriów nie spełnia, otrzymuje werbalny lub niewerbalny komunikat, że coś z nim nie tak. Kobieta traktuje mężczyznę jak przedmiot, który ma działać zgodnie z jej instrukcją – jeśli tak się nie dzieje, to... Najwyraźniej ten pan jest kolejnym dowodem, że trwa kryzys męskości! Przemoc fizyczna – wbrew pozorom kobiety również bywają sprawcami przemocy tego rodzaju, jakkolwiek mężczyznom, o ile w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę, jest niezwykle trudno przemóc się, by sprawę tą zgłosić, ponieważ w naszym społeczeństwie to piętnujące i stanowi tabu. Zarzuty źle adresowane – kobiety miewają pretensje do mężczyzn za sytuacje, na które same się zdecydowały, obwiniają mężczyzn za role, które samodzielnie przyjmują, okazują gniew na mężczyzn za to, na co same przystały. Okazują rozczarowanie, kiedy partner po pracy potrzebuje odpoczynku, a jednocześnie same nie zamierzają iść do pracy, by tak wzmocnić budżet domowy i by partner nie był tym w całości obarczony w pojedynkę i w efekcie wyczerpany. Często kobiety w nadmiernym stopniu obwiniają także mężczyzn za swoje własne emocje, które pojawiły się głównie w odpowiedzi na sposób myślenia kobiety, a nie postępowanie partnera. Coraz powszechniejszym i bardziej dającym się mężczyznom we znaki jest też zjawisko dyskryminacji mężczyzn, o którym więcej informacji można znaleźć w artykule Co niszczy współczesnego mężczyznę. Na zakończenie warto również zasygnalizować, iż teza, jakoby przemoc miała płeć (męską) wydaje się bezzasadna również w świetle rozlicznych badań na ten temat. Na przykład badania przeprowadzone w USA dostarczają wiedzy, że kobiety dwa razy częściej stosują przemoc wobec dzieci. Więcej informacji o przemocy w rodzinie można znaleźć tutaj: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4961-mezczyzna-ofiara-przemocy Podsumowując, feministyczne twierdzenie, że przemoc ma płeć jest niebezpiecznym stereotypem - to bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe stwierdzenie, przez co właściwie samo w sobie stanowi najlepszy dowód na to, iż jest fałszywe. Niezależnie od tego, kogo dotyczy przemoc, jest to zjawisko, przed którym należy się bronić. Wprawdzie mężczyźni rzadziej w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę przemocy, ale jeśli już ktoś rzeczywiście jest w ten sposób traktowany, warto by niezwłocznie podjął kroki na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku.
  19. Bywa, że w gabinecie psychoterapeutycznym klientki zwierzają się z niezadowolenia w związku z niemożnością znalezienia partnera do założenia rodziny. Przyczynę takiego stanu rzeczy między innymi upatrują w niechęci współczesnych mężczyzn do małżeństwa. Potwierdzają to badania. W porównaniu do 1997 roku, gdy 28% kobiet mówiło, iż małżeństwo jest dla nich ważne, twierdzi tak obecnie o 9% więcej kobiet. W przypadku mężczyzn jest odwrotnie. Wtedy deklarowało tak 35% mężczyzn, obecnie mniej, bo tylko 29%. Nawiasem mówiąc niepokrzepiające są również statystyki jeśli chodzi o związki tego typu. Rozpada się około 30% małżeństw w Polsce i 50% małżeństw w krajach świeckich. Mężczyźni relacjonują swoje podejście do tego tematu w sposób, który kobietom niekiedy trudno zaakceptować. Nie bez znaczenia są konsekwencje rewolucji seksualnej. Statystyczny mężczyzna obecnie nie musi wchodzić w związek małżeński, by być w intymnej relacji z kobietą, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyglądało zdecydowanie inaczej. Pewien znany, polski sportowiec wyraził to słowami „Nie trzeba od razu prowadzić sklepu spożywczego, by codziennie rano mieć świeże pieczywo”. Rezultaty badań potwierdzają efektywność tej stategii w kontekście atrakcyjności życia seksualnego. Wprawdzie mężczyźni w małżeństwie wyraźnie częściej cieszą się seksem niż mężczyźni samotni, ale bez porównania, zwłaszcza w perspektywie czasu, rzadziej, niż mężczyźni żyjący w związkach innych niż małżeńskie. Ponadto zaszły zmiany w zakresie kryteriów doboru partnera, partnerki. Bez wątpienia kobiety współcześnie mają zdecydowanie większe wymagania jeśli chodzi o wygląd mężczyzny – jego atrakcyjność fizyczna stała się jednym z kluczowych kryteriów. Różnicę widać też w zakresie wyrażania takiej potrzeby. Jeszcze kilkanaście lat temu kobiety wyrażały to częściej w zakamuflowany sposób, mówiąc, że partner powinien mieć „to coś”, a dziś bezpardonowo domagają się określonego wzrostu, gabarytów, czy wysportowanego brzucha. W przeszłości to raczej mężczyźni głównie szukali partnerki pięknej fizycznie. Zmiany zaszły nie tylko po stronie kobiet. W nie mniejszym stopniu wzrosły oczekiwania mężczyzn względem potencjalnych kandydatek na żonę. Kolejną kwestią są zmiany w zakresie statusu i stanu materialnego. Zjawisko posagu ma wprawdzie długą historię, ale jednak do niedawna nie przesądzało to o doborze partnerki do małżeństwa. Współcześni mężczyźni wychowani w duchu równouprawnienia poszukują kobiet nie mniej niż oni zaradnych życiowo (wykształconych, robiących karierę), co dotychczas w zasadzie było uznawane raczej za kryterium, jakim kierowały się kobiety przy doborze mężczyzny, który miał być żywicielem rodziny, oparciem, zabezpieczeniem, gdy będzie opiekowała się malutkim dzieckiem. Mężczyznom zarzuca się, że nie myślą długoterminowo, nie są odpowiedzialni, tymczasem w ich ocenie jest wprost przeciwnie, przezornie nie chcą inwestować finansowo w relacje małżeńską, podczas gdy racjonalnie rzecz biorąc jest wysokie ryzyko (30-50%), iż się rozpadnie. Wielu mężczyzn uważa, że małżeństwo właściwie niczego im współcześnie nie gwarantuje, do niczego nie jest potrzebne, w razie rozstania tylko pogarsza sprawę, bo w sfeminizowanych sądach w trakcie rozwodu są na przegranej pozycji w kwestii kontaktów z dziećmi czy alimentów. Sprawę pogarszają bulwersujące historie odartych z godności, dorobku życia, praw rodzicielskich mężczyzn praktycznie zniszczonych w trakcie spraw rozwodowych. Sytuacje takie są powszechnie znane, gdyż nierzadko dotyczyły gwiazd, celebrytów, znanych postaci ze świata biznesu. Amerykańskie analizy pokazują, że prawo nie traktuje mężczyzn i kobiety równo w kontekście obowiązku alimentacyjnego. W USA kobiety, które nie płaciły wszystkich zobowiązań alimentacyjnych trafiały do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni za podobne naruszenia. Rażąca nierowność panuje również w kwestii opieki nad dziećmi, jak podaje ABC News sądy rodzinne zdecydowanie częściej przyznają prawo do opieki matkom. W Polsce te statystyki są jeszcze bardziej przytłaczające. Nic więc dziwnego, że mężczyźni miewają negatywny stosunek do zakładania rodziny, skoro ona w świetle prawa prawie nigdy nie jest tak naprawdę ich rodziną. Zjawisko to mianem blokady przed budowaniem relacji z kobietami określa Barbara Sadzyńska, właścicielka biura matrymonialnego: Nie bez znaczenia są również względy kulturowe. Kobiety od maleńkości kształtowane są w sposób przygotowujący do roli rodzica, ukazujący to jako coś atrakcyjnego, dającego radość, przyjemność, satysfakcję. Chłopcy raczej nie chodzą z wózkiem, nie bawią się w dom lalkami. Trudno się więc dziwić, że jako dorośli, mężczyźni nie palą się do tego, by zostać tatą, założyć rodzinę. Właściwie od dziecka uczeni byli, że nie ma w tym dla nich nic atrakcyjnego, dlaczego więc mieliby nagle dostrzec w tym coś dla siebie? Podsumowując, wzajemne wymagania obu stron wzrosły tak bardzo, stały się na tyle wyśrubowane i bezkompromisowe, że po prostu trudno jest się kobietom i mężczyznom spotkać w połowie drogi. Mężczyźni odczuwają na własnej skórze, że są bezwzględnie selekcjonowani przez kobiety, więc nijak pod tym względem im nie ustępują. Do związku skłonni są zaakceptować normalną kobietę z krwi i kości, ale na żonę poszukują kobiety atrakcyjnej fizycznie (monogamia jest subiektywnie dla mężczyzny dużym wyrzeczeniem, więc partnerka musi być naprawdę w jego typie, by w ogóle istniała realna szansa na podtrzymanie żaru namiętności, a poza tym skoro ma być jedyną, to siłą rzeczy ilość i charakter wymagań rośnie niebotycznie). Na tym nie koniec. Ma być też kobietą, która będzie wspierała budżet domowy, miała wykształcenie i robiła karierę, a nie jedynie obciążała budżet i pozostawała daleko w tyle. Kobiety natomiast oczekują mężczyzny zaradnego, przedsiębiorczego i z wykształceniem, bo wspieranie go finansowo nie wchodzi w grę, a ponadto kawaler musi spełniać wysokie standardy atrakcyjności fizycznej. Mówiąc w skrócie, kobietom już nie wystarcza status mężczyzny, a mężczyznom atrakcyjny wygląd kobiety. O ile więc nie uczynią swoich wymagań adekwatnymi, w bardzo trudnym położeniu są osoby o wyglądzie odbiegającym od współczesnego kanonu piękna lub bez wyraźnych sukcesów w sferze edukacyjnej i finansowej. Zwyżkujące wymagania wpędzają ludzi w samotność i prowadzą do zawodu, a mimo to poprzeczka stale jest podwyższana. Tymczasem we dwójkę mogłoby być po prostu raźniej, łatwiej uporać się z wyzwaniami życia, które wciąż bywają przecież wspólne. Czy obrączka jest do tego niezbędna? Zdania są podzielone.
  20. Problemy w związku uczuciowym

    Mnóstwo osób skarży się na to, że nie może znaleźć partnera do stałego związku. W pewnym momencie frustracja osiąga taki poziom, że człowiek przestaje trzeźwo oceniać sytuację i obwinia nawet całą płeć przeciwną. „Wszyscy faceci są do niczego”, „kobiety są beznadziejne”, „kobiety nie szukają partnera, tylko sposobu żeby się ustawić”, „mężczyźni są niedojrzali emocjonalnie, zmieniają kobiety jak tylko po paru latach zmniejsza się w związku pożądanie” – takie stwierdzenia dowodzą, że rozczarowanie osiągnęło duże rozmiary. Problem polega na tym, że częstokroć owe rozczarowanie powodujemy samemu. Przyjrzyjmy się częstym powodom niemożności stworzenia relacji. Odreagowywanie frustracji i gniewu na płci przeciwnej Niepowodzenia, zranienia, cierpienie – to część ludzkiego życia. Nie wszyscy radzą sobie z tym w sposób dla nich korzystny; niektóre osoby biorą odwet na płci przeciwnej za wcześniej doznane krzywdy „z rąk” eks lub niedoszłych partnerów. Zrażeni, zgryźliwi podchodzą do drugiej płci w sposób w zasadzie uniemożliwiający nawiązanie zdrowej relacji, bo nikt „normalny” nie zaakceptuje takiego traktowania. Próba łatania poczucia własnej wartości atrakcyjnym partnerem Niektóre osoby szukają potwierdzenia własnej wartości w związku z atrakcyjnym partnerem albo przyjmując roszczeniową postawę na etapie nawiązywania znajomości („zabiegaj o mnie!”). Utopijność pierwszej strategii polega na tym, że „dziura” w poczuciu własnej wartości zostaje zasklepiona jedynie na jakiś czas, a potem, gdy widzi się, że partner jest jednak człowiekiem z krwi i kości, ma swoje wady i niedostatki, zaczyna się potrzebować kogoś innego, kto byłby ich pozbawiony. Dostrzega się też inne, uznawane za atrakcyjniejsze osoby. Nie jest się w związku z daną osobą, lecz w dziwnej relacji z luką we własnym poczuciu własnej wartości. Luką, która ciągle domaga się zasklepienia, więc wciąż szuka się „lepszego modelu”, coraz częściej zmienia, goni i tak bez końca, a pustka powraca. Problem z drugim podejściem polega na tym, że w pewnym momencie trzeba szukać kogoś nowego, kto zapewni świeżą, nową dawkę podziwu i uwagi. Nieadekwatna samoocena Niektórzy bardzo krytycznie oceniają inne osoby, stawiają wyśrubowane oczekiwania względem kandydatów na partnera, prowadzą bezwzględną selekcję i rekrutację, choć ich własna osoba pod różnymi względami pozostawia wiele do życzenia. Warto stanąć przed lustrem, zrobić rachunek sumienia, obiektywnie ocenić siebie i uczciwie zastanowić się nad adekwatnością swoich oczekiwań do własnych możliwości. Szukanie nie przez pryzmat ludzkich potrzeb, ale wygórowanych oczekiwań bazujących na tym, co się posiada lub osiągnęło Bywa, że osiągnowszy lub zdobywszy pewne atuty niektórzy nabierają złudnego poczucia, że należy im się ktoś ponadprzeciętny i z wyższej półki. Czują, że będą szczęśliwi wyłącznie z osobami, spełniającymi najwyższe kryteria pod względem urody, sukcesu, inteligencji... Tymczasem chodzi przecież o ciepło, życzliwość, dobry kontakt i troskę, uczucie, a nie posiadanie partnera na pokaz ze wszystkimi oznakami sukcesu i certyfikatami wysokiej jakości. Dzięki temu można sobie zaoszczędzić mnóstwo frustracji i jednocześnie zoptymalizować swoje poszukiwania, a co za tym idzie - zwiększyć szansę na znalezienie partnera. Próba „leczenia” nieudanego, nudnego, niesatysfakcjonującego życia partnerem Niektórzy ludzie traktują związek jak coś, co wreszcie uczyni ich życie atrakcyjnym. Tymczasem po okresie fascynacji proza życia daje się we znaki. Życie znowu wydaje się szare, więc pojawia się myśl, że to ze związkiem jest coś nie w porządku i znowu szuka się nowego partnera – nowego sposobu na ubarwienie własnego życia. Czy nie lepiej żeby partner był truskawką na torcie? Próba nadania sensu swojemu życiu poprzez relację z określonym partnerem Część osób sensu własnej egzystencji szuka w związku. W efekcie każdy kryzys w relacji jest dramatem, podczas którego człowiek dotkliwie odczuwa jałowość egzystencji. Różne mogą być konsekwencje takiego stanu rzeczy, ale nierzadko przekłada się to na toksyczne sytuacje w związku: nadmierną zależność, wyjątkową wrażliwość na odrzucenie, zaborczość, zazdrość, godzenie się na zbyt wiele… Oczekiwanie czegoś, czego nie oferuje się samemu Kobiety narzekają, że mężczyźni ich nie rozumieją… same przy tym niezwykle rzadko próbując zrozumieć mężczyzn i względnie rzadko starając się o to, by można je było zrozumieć. „Czy mówi Pani w sposób umożliwiający zrozumienie tego, co ma do przekazania?” „Jak to?! To już jego problem żeby mnie zrozumieć!” – efekty takiej niepraktycznej, roszczeniowej postawy są nader łatwe do przewidzenia. Mężczyźni zniechęcają się do prób zrozumienia kobiet, ponieważ te zamiast komunikować swoje potrzeby i oczekiwania wprost, robią to w zakamuflowany sposób nieuwzględniający języka, w jakim porozumiewa się adresat komunikatów. „O co Ci chodzi”, „mogłeś się domyślić” – taka komunikacja musi prowadzić do zgrzytów i to już od samego początku. Jest jeszcze inne oblicze tego problemu. Oczekiwania, których samuemu się nie spełnia. Mężczyzna, którego ona szuka, powinien być zaradny, mieć wysoki status i dobrze zarabiać… ale czy ona będzie dla niego partnerką, czy szybko doprowadzi do tego, że on poczuje się jak jej bankomat? Ona, ta której on szuka, ma być piękna i działać jak viagra… ale czy on dba o siebie, czy szybko doprowadzi do tego, że ona straci zainteresowanie seksem z nim, bo się zapuścił? Oferowanie czegoś, czego potrzebuje się samemu, ale czego nie potrzebuje druga strona Błędem bywa także sytuacja, w której usilnie próbuje się dać partnerowi coś, co samemu chciałoby się otrzymać zamiast tego, na czym partnerowi zależy. Fakt, że ona chce, aby on przeczesywał jej włosy i tulił w ramionach nie znaczy, że on ma taką potrzebę każdego wieczoru, albo że sam chciałby być głaskany po głowie. To, że on pragnie być pomocny i skutecznie rozwiązywać problemy nie znaczy, że jej na tych rozwiązaniach zależy, bo wolałaby wsparcie emocjonalne. Bez dobrej komunikacji (pytania o potrzeby i komunikowanie jasno własnych potrzeb) relacja nie może się udać.
  21. W czym pomaga terapia poznawczo-behawioralna

    Badania wskazują, że terapia poznawczo-behawioralna (Cognitive behavioral therapy - CBT) jest skuteczna przy leczeniu wielu różnych dolegliwości. Oto niepełna lista zaburzeń, w który terapia poznawczo-behawioralna okazała się pomocna. Oczywiście zawsze o skuteczności terapii decyduje nie tylko metoda, ale i zaangażowanie i czynny udział klienta, bez czego znaczące postępy w nie są możliwe. Zaburzenia psychiczne: Duża depresja Depresja w wieku podeszłym Zaburzenie lękowe uogólnione Zaburzenie lękowe w wieku podeszłym Zaburzenie lękowe z napadami paniki Agorafobia Fobia społeczna Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne Zaburzenie zachowania Nadużywacie substancji psychoaktywnych ADHD Hipochondria Dysmorfofobia (lęk zw. z uznawaniem swojego ciała za brzydkie) Zaburzenia odżywiania się Zaburzenia osobowości Problemy sprawców przestępstw seksualnych Zaburzenie nawyków i popędów Choroba afektywna dwubiegunowa (w połączeniu z leczeniem farmakologicznym) Schizofrenia (w połączeniu z leczeniem farmakologicznym) Inne problemy psychiczne: Problemy w związku Problemy w rodzinie Patologiczny hazard Powikłana żałoba Cierpienie psychiczne u opiekunów Gniew i wrogość Problemy somatyczne z komponentami psychicznymi: Przewlekły ból pleców Ból w anemii sierpowatej Migrenowe bóle głowy Szum w uszach Ból w chorobach nowotworowych Zaburzenia pod postacią somatyczną Zespół jelita drażliwego Fibromialgia (uogólniony ból w układzie ruchu) Ból reumatyczny Zaburzenie wzwodu Bezsenność Otyłość Wulwodynia (chroniczny ból w genitaliach żeńskich przy braku infekcji) Nadciśnienie Syndrom Zatoki Perskiej Bibliografia: Terapia poznawczo-behawioralna - podstawy i zagadnienia szczegółowe, Judith Beck.
  22. Kobiety podatne na zranienie

    Postanowiłem zgłębiać temat „kochania za bardzo”, które nazywa się też podatnością na zranienie, ponieważ niemal każdego dnia pracy jako psycholog jestem świadkiem tego, jakie ten problem wywołuje u kobiet cierpienie. Ponadto, jako że posiadam cztery siostry – na los kobiet jestem szczególnie uwrażliwiony. Nie bez znaczenia jest również to, że – wychowywany jako mężczyzna i wśród mężczyzn, oraz pracując z mężczyznami jako psychoterapeuta – jestem w stanie zwracać kobietom uwagę na pewne niezrozumiałe dla nich mechanizmy i wyjaśniać męskie zachowania. Z relacji klientek wynika, że zdarza mi się robić to lepiej od – z pewnością nie gorzej wykwalifikowanych – koleżanek po fachu, psychoterapeutek. Na podstawie obserwacji klinicznych oraz analizy literatury o „kochaniu za bardzo” i relacyjnym zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym dochodzę do wniosku, że jedną z cech podatności na zranienie jest u niektórych kobiet wyraźna dyspozycja do odczuwania pewnych przejawów zakochania niejako przedwcześnie i bez adekwatnych przesłanek, albo poniewczasie, to jest po faktycznym zakończeniu związku. W pierwszym wypadku zakłócony zostaje proces tworzenia więzi, a w drugim utrudnione jest przeżywanie „żałoby” po rozstaniu i pogodzenie z tym, iż relacja przeszła do historii. Jestem zdania, że odpowiada za to między innymi fakt posiadania ogromnej konstelacji rozległych przemyśleń na temat własnych relacji z mężczyznami i dysponowania niebywałą ilością wyobrażeń o idealnym związku, które powstały między innymi z powodu braku dobrych wzorców w rodzinie pochodzenia. Gdy pojawia się potencjalnie spełniający pewne kryteria kandydat kobieta odczuwa wobec niego magnetyczne przyciąganie, bo uruchamia się w niej proces fantazjowania. Im bardziej jest on niedostępny, im mniej szczodry emocjonalnie, tym większe pole do popisu dla wyobraźni. Fantazjowanie powoduje, że kobieta „ścina zakręty” i wybiega naprzód obsadzając partnera w pewnych rolach do końca jeszcze nie wiedząc, czy on się do nich tak naprawdę nadaje, a nawet czy ich chce. Kobieta, mówiąc metaforycznie, zadurza się we własnych wyobrażeniach, a w skrajnym wypadku jej nastrój staje się ich zakładnikiem. Fantazjowanie powoduje też, że kandydat niedostępny nadal może jawić się jako odpowiedni, choć de facto nie jest zainteresowany zaangażowaniem, bo nie jest na to jeszcze gotowy albo nawet już odszedł lub wręcz nigdy nie okazywał otwartości na związek. Czasami obecny skądinąd partner czuje się nieswojo, ma wrażenie, że nie jest darzony autentycznym uczuciem, gdyż kobieta kocha raczej własne o nim wyobrażenie, i w efekcie mężczyzna ten zaczyna się wycofywać, co ostatecznie może prowadzić do rozpadu relacji. Niekiedy to kobieta odczuwa wzmożony lęk przed bliskością, czyli niezrozumiały niepokój, który skłania ją do sabotowania relacji, gdyż po bliższym poznaniu okazuje się, iż partner naprawdę daleko odbiega od wciąż żywych wyobrażeń o idealnym związku. Niektóre kobiety podatne na zranienie przeżywają pasmo nieudanych związków, inne tkwią latami w toksycznej relacji, ale są i takie, które kurczowo trzymając się własnych wyobrażeń żyją w samotności, bo rzeczywistość nie jest w stanie sprostać wynikającym z tych wizji oczekiwaniom. Kobiety podatne na zranienie częstokroć mają za sobą niełatwe przejścia w dzieciństwie i wczesnej dorosłości albo specyficzną relację z rodzicami, zwłaszcza mamą. Doświadczenia te niejako zmuszały do odcinania się od własnych negatywnych stanów emocjonalnych, które były wówczas trudne do zniesienia, bo młody człowiek bez właściwego wsparcia nie jest w stanie tak dobrze sobie radzić, jak osoba dorosła posiadająca odpowiednie umiejętności. Treningu tych umiejętności też nierzadko brakowało, bo rodzice swoją postawą raczej dawali złe lekcje na temat emocji. W następstwie tego stanu rzeczy kobieta podatna na zranienie ma zwiększoną tolerancję na trudne sytuacje – znosi więcej, lekceważy sygnały ostrzegawcze lub nie czerpie informacji ze swoich negatywnych emocji trzymając je na dystans, traktując jako niepożądane, zbędne. Traci przez to bezcenne źródło informacji o sobie, własnych potrzebach i związkach z innymi ludźmi. Problemy składające się na „kochanie za bardzo” zwykle współwystępują z innymi czynnikami utrudniającymi prawidłowe funkcjonowanie w związku, jak na przykład nie wymienione wyżej następstwa wynikające z dysfunkcji w rodzinie pochodzenia, lękowy styl przywiązania czy niskie poczucie własnej wartości. Co to znaczy kobieta podatna na zranienie Łatwo przyjąć interpretację jakoby źródłem wszelkiego cierpienia był ktoś z zewnątrz. Liczne poradniki dla kobiet poświęcone są rozległym opisom tego, na jakich mężczyzn należy uważać, jakie ci faceci stosują chwyty. Jeśli jednak kobieta raz za razem wchodzi w związki, które w ostatecznym rozrachunku ją ranią, to czy rzeczywiście wina leży wyłącznie po stronie partnerów? Czyżby był to fatalny zbieg okoliczności? Absolutnie nie wybielając mężczyzn, którzy naprawdę bywają bezwzględni w dążeniu do osiągania własnych celów w kontaktach z kobietami, mimo wszystko zauważyć należy, iż raczej mało prawdopodobnym jest, żeby powtarzająca się historia była powodowana tylko przez nich. Możliwe, że to kwestia podatności na zranienie czyli skłonności do angażowania się w raniące związki z nieodpowiednimi partnerami i nie wyplątywanie się z takich znajomości, gdy pojawiają się istotne ku temu przesłanki. Podatność na zranienie nie jest kwestią niefortunnego zrządzenia losu, lecz specyficznych mechanizmów, które sterując kobietą, skłaniają ją do wchodzenia w źle rokujące relacje, lekceważenia sygnałów ostrzegawczych i nie wychodzenia z takich związków w porę - niekiedy nawet wtedy, gdy staną się już ewidentnie toksyczne. W większości wypadków nie jest to na szczęście kwestia masochistycznego czy zależnego zaburzenia osobowości. To raczej zbiór tendencji, które mają swoje korzenie we wczesnych doświadczeniach z dzieciństwa i w okresie dorastania (relacje z rodzicami, a zwłaszcza więź z mamą, deprywacja emocjonalna, wychowywanie się w rodzinie alkoholowej bądź dysfunkcyjnej czyli bycie DDA albo DDD). Zazwyczaj nie jest to dla kobiet łatwe, a czasami okazuje się niezwykle trudne i bolesne, ale jeśli sytuacja ma ulec pozytywnej, nieprzypadkowej, trwałej zmianie, to konieczne jest krytyczne i szczere przyjrzenie się własnemu wkładowi w historię raniących związków. Relacje nie tworzą się same – każde z partnerów ma w nich swój udział. Bynajmniej nie chodzi o to, by brać na siebie całą winę lub dla przykładu odpowiedzialność za przemoc albo nielojalność partnera, lecz o to, by w najwyższym stopniu ograniczyć możliwość powtórzenia się raniącego scenariusza w przyszłości. Tendencje te, składające się na schemat osobisty, najprawdopodobniej zostały dodatkowo wzmocnione przez inne czynniki w życiu dorosłym. Na przykład wielu psychologów jest zgodnych, że nie jest bez winy romantyczna wizja związków, którą nasiąkają zwłaszcza kobiety. W popularnych baśniach, filmach, utworach muzycznych miłość prezentowana jest jako siła, która pozwala wszystko przetrwać, znieść, ze wszystkim uporać się. Siła, mająca wręcz moc uzdrawiania, a raczej naprawiania partnera, odczarowywania żaby z powrotem w księcia. Tymczasem realnie w związkach niezbędne są granice, asertywność, zdrowa dawka miłości własnej i troski o siebie, pewna symetria, co ze zrozumiałych względów stoi w sprzeczności z wizją ogromnego poświęcania się w imię miłości - dla dobra związku, dzieci lub innych ideałów stawianych wyżej, niż własny dobrostan. Inne czynniki kulturowe także odgrywają pewną rolę. W dobie kultu samochwalstwa, epoce narcyzmu, lansu na serwisach społecznościowych posiadanie czegoś, czym można się pochwalić bywa ważniejsze, niż zaplecze, to czego nie widać gołym okiem. W wyniku tego młode pokolenia kobiet unieważniają się poprzez wchodzenie w relacje bez przyszłości, ale dające inne profity, udając, że nie widzą, iż czeka ja zranienie, lub wręcz akceptujące je jako tak czy inaczej nieuchronne. Jedno z badań dotyczących zjawiska przemocy wykazało, że wysoki odsetek kobiet, które doświadczyły agresji lub nielojalności partnera, na wczesnym etapie związku wyraźnie widziały sygnały ostrzegawcze, lekceważyły je jednak w nadziei na to, że uda im się utrzymać relację z partnerem postrzeganym jako szczególnie atrakcyjny, reprezentacyjny. Zranienie jednak nie zawsze następuje z powodu postępowania partnera - czasami jest oczywistym następstwem wyborów, jakich dokonuje kobieta, na przykład świadomie angażując się w relację skazaną na bolesny finał. Podatność na zranienie to coś, z czym kobiety na różne sposoby starają się walczyć. Wdawanie się ze sobą w walkę przynosi jednak nierzadko opłakane skutki. Nie jest rozwiązaniem optymalnym, a czasami nawet pogarsza sprawę. Często dzieje się tak, że w wyniku szczególnie trudnych przejść w relacjach, o które dodatkowo kobieta ma do siebie pretensje, pojawia się poważny uraz. W rezultacie kobieta zamyka się i nikogo do siebie nie dopuszcza. Warto zauważyć, że niestety efekt jest ten sam, co w przypadku zranienia - potrzeby emocjonalne są zaniedbywane. Dlatego tak ważnym jest, aby rozpoznać w czym rzecz i przepracować osobisty schemat, a nie tylko go tłumić bądź unikać. Trzy typy podatności na zranienie Typ chroniczny obserwujemy u kobiet, które są w stanie latami trwać w wypalających je relacjach, tolerować naganne postępowanie partnerów, a nawet same przykładają się do pogarszania jakości związku (o ile mężczyźni wiodą prym w przemocy fizycznej, o tyle kobiety w przemocy emocjonalnej). Bywa, że kobiety, które cechuje podatność na zranienie o typie chronicznym, stają się osobami współuzależnionymi – trwają u boku cierpiących na chorobę alkoholową mężów. Inne po prostu żyją w niesatysfakcjonujących, pustych związkach łudząc się, że jeszcze coś z tego będzie, chociaż partner pomimo obietnic nijak nie przykłada się do poprawy sytuacji. Niektóre kobiety czekają w nieskończoność na oświadczyny, jako małżonki w milczeniu znoszą zdrady, albo same dolewają oliwy do ognia i swoim postępowaniem prowokują odtrącenie, sabotują związek, ni stąd ni zowąd przeżywają dramaty, a żadna poważna rozmowa nie może obejść się bez ich płaczu i pretensji, gdyż permanentny kryzys jest dla nich kontekstem, w którym czują się swojsko, więc po krótkich okresach ciszy nieuchronnie następuje czas burz. Typ seryjny charakteryzuje kobiety podatne na zranienie nie pozwalające sobie na trwanie w toksycznym związku, ale o takich kryteriach doboru partnera i skłonnościach, które skazują je na przeżywanie kolejnych rozczarowań. Mówi się, że historia lubi się powtarzać... Znajduje to odzwierciedlenie szczególnie w przypadku podatności na zranienie o typie seryjnym – każda kolejna relacja przynosi problemy z tego samego repertuaru, a wszelkie starania mające to zmienić okazują się niepomocne lub wręcz destrukcyjne. Typ seryjny różni się od chronicznego liczbą partnerów kobiety, jakkolwiek w sensie emocjonalnym zranienie właściwie również trwa przez cały czas. Ranić mogą nie tylko konkretne zachowania partnera, ale ruminacje (niekończące się przemyślenia) na temat utraconych związków, fantazje o partnerach, którzy odtrącili (i przez niedostępność zdają się szczególnie atrakcyjni), wymarzone, a niedoścignione wizje idealnych relacji. Nawet będąc w udanym związku kobieta może cierpieć z powodu doświadczania odbieranych jako narzucające się wizji bycia z kimś innym (co może nawet przekształcić się w Relacyjne zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne), ciągle żywić przekonanie, że to nie jest najlepszy wybór jakby nie dawała wiary tej trwającej miłości, bo bycie kochanym wydaje się jej wprost czymś niewiarygodnym albo miłość jawi się jako coś jeszcze lepszego niż obecne uczucie. Typ pełen złudzeń to podatność na zranienie, która polega w głównej mierze na pozbawianiu się szansy na realną bliskość i dobrze rokujący związek poprzez dobór niedostępnych partnerów lub życie w czymś raczej o charakterze układu, niż intymnej relacji. Typ pełen złudzeń jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Czas, który kobieta mogłaby na przykład poświęcić na budowanie stabilnej więzi z prawdziwego zdarzenia ze szczodrym emocjonalnie, zaangażowanym partnerem, zagospodarowuje ona w sposób nie dający cienia szansy na wartościowy związek. Niektóre kobiety angażują się na długo w związki z mężczyznami żonatymi, niedostępnymi emocjonalnie, pochłoniętymi przez nałogi lub po prostu takimi, którzy od początku im nie odpowiadają. Inne żyją przelotnymi romansami z mężczyznami o wysokim statusie, które tylko pozornie dowartościowują, a na dłuższą metę są źródłem unieważnienia. Inne mają układy ze sponsorami lub wiążą się tylko z przyczyn ekonomicznych, ewentualnie wybierają partnerów, którzy poza ponadprzeciętną urodą nie oferuję nic więcej. Bywa, że łudzą się, iż miłość jest zbędna, nie ma znaczenia ani wartości, że potrzebę bycia z kimś blisko i pragnienie więzi można zastąpić zimną kalkulacją, że cynizm to najlepsza strategia w dobie brutalnego kapitalizmu, gdy liczy się to, czym można się pochwalić w serwisach społecznościowych. Łudzą się, że nie są wykorzystywane oraz że nie wykorzystują innych, nie nazywają rzeczy po imieniu, żyją w iluzji, a to dalece ogranicza możliwość stworzenia autentycznej więzi. Nie wszystkie kobiety charakteryzujące się podatnością na zranienie o typie pełnym złudzeń są cyniczne, wyrachowane. Czasami złudzenia to nic innego, jak nadmiernie rozwinięte fantazjowanie, które przybiera wręcz postać zaklinania rzeczywistości, zaprzeczania faktom lub problemom. Tego typu skłonności charakteryzują zwłaszcza niektóre Dorosłe Dzieci Alkoholików. Wyróżnienie tych trzech typów jest oczywiście pewnym uproszczenie. W istocie są to odcienie tego samego zjawiska, więc czasami w praktyce trudno jednoznacznie je odróżnić – częściowo pokrywają się, mieszają. Bywa i tak, że sekwencyjnie dana kobieta na przestrzeni czasu raczej charakteryzuje się podatnością na zranienie o typie na przykład seryjnym, a w innym okresie o typie pełnym złudzeń. Podatność na zranienie nie jest chorobą Podatność na zranienie nie jest jednostką chorobową, nie znajdziemy jej opisu w kryteriach diagnostycznych na temat zaburzeń psychicznych. To raczej pewna forma szkodliwych dla jednostki skłonności, które pojawiają się w odpowiedzi na specyficzne grupy doświadczeń. Stanowi coś w rodzaju schematu - powtarzającej się procedury działania, która eksploatuje ślady emocjonalne po dawnych deprywujących doświadczeniach (np. nieobecności, niedostępności rodzica lub rywalizacji z jego strony). Koryto rzeki, którym płynie życie kobiety, naznaczone jest tymi śladami, nadającymi mu bieg. Przeszłość odbija się w teraźniejszości, emocjonalne rany jątrzą się zamiast goić, sytuacje powtarzają się. Kwestionariusz podatności na zranienie Dedykowany kobietom kwestionariusz podatności na zranienie może zostać wykorzystany, jeśli ktoś podejrzewa u siebie ten rodzaj problemu. Każdemu z poniższych czternastu twierdzeń należy przyznać od 0 do 2 punktów. 0 – nie pasuje do mnie to stwierdzenie 1 – trochę pasuje do mnie to stwierdzenie 2 – całkowicie pasuje do mnie to stwierdzenie. Warto zauważyć, że niektóre pozycje kwestionariusza zawierają różne opcje – jeśli przynajmniej jedno ze stwierdzeń pasuje, należy pozycji przyznać 1 lub 2 punkty. [1] Bywało, że trwałam za długo w relacji bez perspektyw nie umiejąc z niej wyjść w porę [2] Z takich samych lub podobnych powodów doznałam rozczarowania w ostatnich kilku związkach [3] Czuję magnetyczne przyciąganie do niedostępnych mężczyzn [4] Fantazjując o idealnym partnerze lub idealnym związku czuję przykre napięcie lub cierpienie [5] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję była niedostępna emocjonalnie i/lub rywalizowała ze mną i/lub wyręczała się mną w kontakcie z ojcem [6] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję nie stawała w mojej obronie i/lub nie służyła mi radą i/lub nie koiła moich trudnych stanów emocjonalnych [7] Raczej nie mówię o swoich potrzebach w relacji, a później czuję się rozczarowana, że nie zostają zaspokojone i/lub mówiąc o swoich potrzebach w relacji jestem zbywana deklaracjami bez pokrycia a mimo to długo takiego związku nie przerywam [8] Często zdarza się, że w relacji nie mówię jak się czuję, a potem jestem zawiedziona, że nie jestem rozumiana [9] W związku daję więcej niż otrzymuję [10] Im mniej partner jest dostępny tym większy czuję do niego pociąg [11] Decyduję się na interakcje z mężczyznami dla korzyści materialnych i/lub sama wybieram mężczyzn, których mogłabym otoczyć taką opieką [12] Wierzę, że związek z mężczyzną do przetrwania wymaga mojego poświęcenia [13] Mam silne przeświadczenie i przyjaciele zgadzają się w tej kwestii ze mną, że źle dobieram sobie partnerów, bo raz za razem spotyka mnie w relacjach coś złego (zostaję zraniona, wykorzystana, jestem ofiarą przemocy) i/lub obserwuję, że po pewnym czasie sama staję się w związku nie do zniesienia, sabotuję go, zapoczątkowuję okres burz [14] Jeśli w związku jest spokój, prowokuję spięcia Minimalna ilość możliwych do uzyskania punktów to 0, a maksymalna 28. Przy uzyskaniu wyniku 10-20 punktów można u siebie podejrzewać funkcjonowanie mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie. Uzyskawszy 21 lub więcej punktów można podejrzewać, że mechanizmy podatności na zranienie działają ze znacznym natężeniem. Zmniejszanie podatności na zranienie Trudnym bywa przepracowanie mechanizmów podatności na zranienie w pojedynkę dlatego zalecana jest psychoterapia, jakkolwiek we własnym zakresie również można podjąć kroki zaradcze. Przede wszystkim należy dogłębnie przeanalizować i zrozumieć grupy doświadczeń z dzieciństwa i to, jakie lekcje na temat relacji, bliskości, emocji, związków wyniosło się z tamtego okresu. Należy zweryfikować, czy były to lekcje udane, czy wprost przeciwnie. Należy poddać głębokiej refleksji swoją relację z mamą lub osobą, która pełniła jej funkcję (jeśli w ogóle ktoś taki był) ze szczególnym uwzględnieniem deprywacji emocji, empatii, opieki. Koniecznym jest przeanalizowanie swoich dotychczasowych relacji ze szczególnym uwzględnieniem podobieństw, w poszukiwaniu jakiegoś schematu, powtórzeń. Istotną kwestią jest rozpoznanie u siebie jaki rodzaj podatności na zranienie daje się najbardziej we znaki i zaplanowanie działań zaradczych. Ważną kwestią jest zweryfikowanie swoich kryteriów doboru partnera pod kątem tego, co wynika z kluczowych potrzeb, a co wprost przeciwnie lub wręcz je unieważnia. Często zasadniczą kwestią jest rzeczywista (nie pozorna ani doraźna) poprawa poczucia własnej wartości. Najlepiej mieć w tym wszystkim wsparcie psychoterapeuty, co bynajmniej nie wyklucza znacznego nakładu pracy własnej, ale nawet w tym zakresie dobry specjalista okaże się pomocny, gdyż na przykład zwróci uwagę na szczególnie godne uwagi lektury i wskaże możliwe do sprawdzenia sposoby postępowania alternatywne względem dotychczasowych. Rozeznany w temacie psycholog, badając temat niejako stojąc z boku, a więc będąc bardziej obiektywnym, z większą łatwością dostrzeże pewne mechanizmy, zwróci na nie uwagę i ułatwi wzięcie ich na warsztat. Jako właściciel Gabinetu Ocal Siebie osobiście oferuję psychoterapię indywidualną w zakresie radzenia sobie z podatnością na zranienie, a także z równolegle niekiedy występującymi trudnościami jak na przykład współuzależnienie czy depresja. W przyszłości programu terapeutycznego zamierzam nauczać także innych specjalistów, więc także oni będą mogli proponować tego typu pomoc.
  23. Kobiety kochające za bardzo

    Co to jest „kochanie za bardzo”? Co to znaczy „kochać za bardzo”? Kim są „kobiety, które kochają za bardzo”? Czy miłość może być nałogiem, czy wolno nam mówić o uzależnieniu od miłości w sytuacji, gdy obdarzanie kogoś uwagą i uczuciem jest tak naprawdę nieprawomocne, raniące, wiążę się z naszą własną krzywdą... Zasadność sformułowania „uzależnienie od miłości” jest kwestionowana przez niektóre kręgi psychoterapeutyczne, a przez inne popierana. Popularne kryteria diagnostyczne (ICD, DSM) nie wyróżniają takiego specyficznego problemu, więc oczywiście nie zawierają też informacji o tym, jak go rozpoznawać. Jedno jest jednak pewne – stanowczo nie brakuje osób, zwłaszcza kobiet, które doznały „kochania za bardzo” i uważają mówienie o tym problemia w kategoriach nałogu za całkiem trafne, zbieżne z ich indywidualnym doświadczeniem. Uzależnienie jest czymś destrukcyjnym, szkodliwym, eksploatującym, niezdrowym. Istotą „kochania za bardzo” jako negatywnego zjawiska jest uporczywe, wypalające trwanie w toksycznym związku mimo jednoznacznych sygnałów, że należałoby się z niego „wyplątać”, pozostawanie w tego typu relacji bez względu na realne szkody, jakie on wywołuje, kochanie częstokroć bez wzajemności lub w sposób rażąco asymetryczny (z ogromnym zaangażowaniem przy marginalnym zaangażowaniu toksycznego partnera). „Kochanie za bardzo” jest doświadczeniem niezwykle trudnym, wyczerpującym fizycznie i emocjonalnie, oraz co typowe dla nałogu, pogrążającym coraz bardziej. Prawomocność porównania „kochania za bardzo” do uzależnienia można także potwierdzić poprzez zestawienie typowych dla tego problemu okoliczności chociażby z typowymi przejawami nałogu alkoholowego. Alkoholizm <> „Uzależnienie od miłości” Opętanie alkoholem <> Opętanie związkiem uczuciowym Nie wyobrażanie sobie życia bez alkoholu <> Nie wyobrażanie sobie życia bez danego partnera i jego miłości Zaprzeczenia skali problemu <> Zaprzeczanie skali problemu Unikanie ludzi, by ukryć problem z piciem <> Unikanie ludzi, by nie wydało się, jak toksycznie postępuje partner, by nie musieć się im tłumaczyć, by nie wysłuchiwać jak niedorzeczne jest „trwanie w nałogu” Kłamstwa odnośnie nie picia <> Kłamstwa odnośnie np. ustępstw wobec partnera bądź pobłażania jego występkom Bezowocne próby odzyskania kontroli <> Bezowocne próby zerwania z partnerem Siłowanie się z nałogiem, próby pójścia w zaparte i nie picia zakończone porażką <> Kończące się niepowodzeniem próby zerwania kontaktu z danym partnerem Nawracające bądź chroniczne poczucie bezsilności <> Poczucie, że nie ma się mocy, by zerwać z partnerem Samookłamywanie siebie <> Samousprawiedliwianie się, bronienie partnera i relacji, nadmierne nieuzasadnione idealizowanie związku Trudne zmaganie się z konsekwencjami picia, usprawiedliwianie siebie przed innymi, intrygi i maskarada <> Narastające wysiłki podczas usprawiedliwiania partnera, branie na siebie odpowiedzialności za jego problemy, tworzenie alternatywnej, fantastycznej wersji zdarzeń Poczucie krzywdy <> Poczucie zranienia Wybuchy gniewu <> Frustracja, wybuchy złości Problemy zdrowotne w związku z piciem <> Fizyczne wyczerpanie powodowane psychicznym przeciążeniem, stresem Różnorakie tarapaty <> Ciągłe trudności, konflikty, problemy lub konieczność ratowania partnera i zmagania się z problemami w jakie on chronicznie sam wpada Coraz większe konsekwencje picia <> Coraz większe wysiłki i poświęcenie by uzyskiwać miłość partnera Stale pogarszający się stan umysłu <> Zmieniające się nastroje, narastający lęk, niewytłumaczalna drażliwość, napięcie, znerwicowanie Utrata wiary, poczucia sensu, poddawanie się <> Poczucie beznadziejności, krańcowego wyczerpania Brak szacunku do siebie lub wręcz nienawiść samego siebie <> Odraza wobec siebie za nadmierne ustępstwa i trwanie w ewidentnie toksycznej relacji Jak widać w powyższym zestawieniu, podobieństwa są wyraźne. Pociecha z tego tylko taka, że leczenie problemu alkoholowego jest przedmiotem zainteresowania terapeutów już od jakiegoś czasu. Można zatem dostrzec pewne analogie także na etapie leczenia, co pozwala lepiej przygotować pacjenta do trudności, które mogą temu towarzyszyć, są szczególnie dotkliwe zwłaszcza na początku. Tym jednak nie będziemy zajmować się w niniejszym tekście, ponieważ teraz spróbujmy bardziej konkretnie rozstrzygnąć, kiedy można podejrzewać „uzależnienie od miłości”. W tym celu przyjrzyjmy się różnorakim objawom tego problemu z perspektywy osoby, która go doświadcza. Przeświadczenie, że utrata danego partnera byłaby katastrofą życiową, nie wyobrażanie sobie życia bez niego. Przekonanie, że miarą miłość jest to, jak bardzo poświęca się dla partnera. Podchodzenie do potrzeb partnera jak do własnego obowiązku, z którego trzeba się wywiązać poprzez bezwarunkowe zaspokojenie ich. Wiara, że miłość jest wartością nadrzędną i ten, kto naprawdę, prawdziwie kocha wszystko zniesie, wszystko wybaczy, bo w imię miłości trzeba cierpieć. Przekonanie, że w idealnym związku partnerzy mają tylko wspólne pasje, wspólnych znajomych, a odrębne hobby lub pasje, albo oddzielne grupy przyjaciół w ogóle nie wchodzą w grę. Wiara, że partner mimo rażąco niewłaściwych, a nawet raniących zachowań kocha, lecz po prostu nie umie tego wyrazić. Skłonność do usprawiedliwiania występków partnera, do ratowania go z opresji i tarapatów, w które sam notorycznie się pakuje na przykład z powodu nadmiarowego picia alkoholu. Znoszenie niewłaściwych zachowań partnera, włącznie z agresją słowną lub fizyczną, byle tylko związek ocalał. Nieuzasadnione lub wręcz sprzeczne z doświadczeniem życiowym i logiką przekonanie, że rażąco niewłaściwie postępujący partner zmieni się na lepsze lub da się „naprawić” przy pomocy miłości. Rozpatrywanie większości kłótni i konfliktów w taki sposób, że przede wszystkim szuka się własnych błędów, samemu czuje się winnym, oczyszczając poniekąd partnera z wszelkich zarzutów. Ocena relacji przez filtr różnorakich historii miłosnych prezentowanych w literaturze, muzyce, sztuce. Szukanie pocieszenia w poezji o trudnej miłości; poszukiwanie wytchnienia lub siły do dalszej walki o związek w tekstach piosenek miłosnych oraz treściach romantycznych ukazujących uczucie jako nadrzędną wartość mimo cierpienia. Osoby „kochające za bardzo”, „uzależnione od miłości” to często ludzie, którzy: - Wychowali się w trudnych, skonfliktowanych rodzinach, w których brakowało wystarczającego emocjonalnego wsparcia dzieci. W rodzinach z problemami, w których na przykład któreś z rodziców było alkoholikiem, hazardzistą, narkomanem. Chcący za wszelką cenę podarować partnerowi taką miłość, jakiej sami nie zaznali, by w ten sposób stać się tym, kim nie byli, choć powinni, znaczący dla nich bliscy (np. rodzice). Obawiający się samotności, czujący się źle będąc bez związku uczuciowego, cierpiący nawet na myśl o życiu w pojedynkę bez ukochanej osoby. Przedkładający szczęście partnera nad własne. Myślący o życiu bez miłości jako o jałowym, podłym, smutnym, bez celu. Myślący o życiu bez partnera jak o pustym, bezsensownym, bez wartości. Skłonni do ogromnych poświęceń gdy chodzi o miłość partnera, i oceniający własną wartość przez pryzmat tego, ile zdołają z siebie dać w związku. Pragnący bezwarunkowo, zawsze „być pomocni” dla partnera, chociaż tak naprawdę raczej chodzi o to, by mieć kontrolę nad związkiem i czuć się dzięki temu pewnie, bezpiecznie gdyż życie bez relacji stanowi wizję nie do zniesienia. Dokładający wszelkich starań, by spełnić wszelkie oczekiwania i zaspokoić potrzeby partnera, którego docenienie i aprobata są niezbędne, żeby poczuły się wartościowi. Mający skłonności do uzależnień, obsesji, „uciekania” w destrukcyjne działania, które tylko doraźnie poprawiają samopoczucie. Mający skłonność do wchodzenia w sytuacje wywołujące trudne emocje, co poniekąd zapobiega źle tolerowanemu marazmowi, wprowadza na swój sposób wprost oczekiwany dramatyzm. Widzący coś intrygujące, interesującego w skomplikowanych, powikłanych, trudnych sytuacjach i złożonych, niełatwych w pożyciu, ale za to stymulujących ludziach. Mający tendencje do wdawania się w skomplikowane związki, „afery miłosne” tylko w nich dostrzegając odpowiednią dawkę pobudzenia, „pożywki”. Mający skłonność do popadania w depresję, przygnębienie, stany wydatnie zmniejszające możliwość doświadczania przyjemności. Mający mniej standardowe pragnienia seksualne. Mający pewną skłonność do kierowania się bardziej swoimi wyobrażeniami, odczuciami, intuicją, niż faktami na temat tego, jak się sprawy mają rzeczywiście. Mający z różnych względów pewną skłonność do łatwego zapominania o sytuacjach, okolicznościach, faktach nieprzystających do wiodącego opisu sytuacji. Mający pewne tendencje masochistyczne. Przywykłe do braku wzajemności, angażowania się mimo braku równie otwartej postawy u partnera. Trwanie w toksycznej relacji wiąże się z nadmiernym poświęceniem, ratowaniem partnera ewidentnie własnym kosztem, permanentnym narażaniem się na zranienie, narastającym lekceważeniem własnych potrzeb oraz granic, nawracającym cierpieniem, bolesnymi wyrzeczeniami w imię miłości, rosnącą izolacją, pogrążaniem się w, szukaniem ratunku w destrukcyjnych lecz doraźnie kojących działaniach. Przede wszystkim łączy się jednak ze stale pogarszającym się samopoczuciem, z falami psychicznego a często także fizycznego cierpienia, bolesnym doświadczeniem marnowania swojego życia, nawracającymi myślami na temat „tracenia prawdziwego siebie” i przygnębiających refleksji o braku szans na realizację marzeń, celów życiowych, zaspokojenie fundamentalnych potrzeb. Na koniec tych rozważań trzeba wyraźnie podkreślić, że wychodzenie z „nałogu kochania za bardzo” polega na pracy nad sobą (a nie nad zmianą partnera). Charakterystyczne, że partnerzy osób „kochających za bardzo” często w ogóle nie chcą sobie pomóc, nie przejawiają żadnej woli do pracy nad sobą, żadnej gotowości do realnej zmiany. Kwestią fundamentalną jest zatem częstokroć wyplątanie się z toksycznej relacji, usamodzielnienie się, odbudowanie własnych granic i poczucia elementarnej kontroli nad swoim losem. Ta faza poprzedzona jest uznaniem własnej bezsilności, uzmysłowieniem sobie natury problemu, szukaniem wsparcia i realnej pomocy, poszukiwaniem informacji na temat leczenia i rozwiązań. Kolejne etapy to wytężona praca nad sobą, pozwalająca dobrze funkcjonować jako autonomiczna, samodzielna jednostka, a w przyszłości – budować zdrowe relacje.
  24. Wolne i wolni – mimowolnie bez pary

    Bywa, że pomimo odczuwania potrzeby związku uczuciowego, a nawet deklarowania takiej chęci i podejmowania pewnych ruchów w celu poszukiwania drugiej połówki, niektóre osoby nie są w stanie stworzyć relacji. Nie będziemy tu wnikać w to, jaka jest pierwotna geneza tego rodzaju trudności. Omijamy zatem szerokim łukiem groźnie brzmiące etykiety jak „lęk przed bliskością”, „samotność z lęku przed odrzuceniem”, „lęk przed zranieniem”, „lęk przed pochłonięciem przez partnera (utratą autonomii)” czy „nieufność potęgowana brakiem pewności siebie (swoich granic, potencjału, priorytetów) lub poczucia własnej wartości”. Skupiamy się konkretnie na problemie, a jest nim przecież nieangażowanie się w związek mimo realnych szans na stworzenie satysfakcjonującej relacji, przy czym nie jest to kwestia wyboru, a raczej wynik chronicznego niezdecydowania, unikania więzi lub dławienia miłości w zarodku. Na czym może polegać problem? Bycie samemu nie wiąże się z ryzykiem zranienia; ból samotności jest przynajmniej znany, bywa wręcz oswojony tzn. osoba już do niego przywykła, tymczasem ryzyko krzywdy (złamane serce, rozczarowanie, niespełnienie lub uwikłanie się w trudny układ) jawi się jako znaczące. Wchodzenie w związek wymaga zajęcia stanowiska w sprawach, które mogą być tematem różnych dylematów, nierozstrzygniętych konfliktów wewnętrznych. Mogą one dotyczyć wizji własnej osoby, najważniejszych oczekiwań, stosunku do wymogów społeczności, w której się żyje, przewidywań dalszego scenariusza, podejścia do kwestii jak posiadanie dzieci, ale także bardziej fundamentalnych kwestii jak niewiedza o własnej preferencji seksualnej lub ukrywanie rzeczywistych preferencji z obawy przed ostracyzmem bądź nietolerancją. Bycie samemu jest czymś, co się zna i jest względnie proste, a związek to w jakiejś mierze niewiadoma, potencjalne komplikacje. Na to nie każdy jest gotów, nie wszyscy mają po prostu czas stale angażując się w robienie kariery lub goniąc za wciąż „uciekającymi celami”. Nowy związek może być na początku wymagający, bo ludzie się docierają; wymaga to pewnej determinacji i dobrej woli, o którą nie zawsze łatwo, gdy na przykład ma się złe doświadczenia. Bycie z kimś wymaga pewnego wysiłku: zaangażowania, aktywnego słuchania, empatii, komunikowania skrywanych przemyśleń, ujawniania emocji, budowania zaufania, a to wszystko bywa niekiedy trudne lub osoba z różnych względów nie jest na to gotowa (na przykład potrzebuje szczególnie dużo okazji do wyżalenia się, wygadania i przerobienia trudnych emocji nim sama zdoła zaoferować to potencjalnemu partnerowi). Budowanie relacji wymaga pewnych kompetencji interpersonalnych i komunikacyjnych, których czasem brak, a trening, nawet „w żywiole” wydaje się ponad siły lub nadmiernie obciążający, a w każdym razie mało kuszący, bądź wręcz uciążliwy, trudny. Problemem może być bardzo duża nieśmiałość nieomal paraliżująca ilekroć pojawia się sposobność, by poznać kogoś uznawanego za interesującego. Wchodzenie w związek to perspektywa, która może wzbudzać obawy u osoby, która ma niskie poczucie własnej wartości; mogą temu w takim wypadku towarzyszyć myśli, że nie jest się tego wartym, że nie ma się dość do zaoferowania, że nie podoła się temu, że zawiedzie się partnera lub kogoś zrani, że nie wywiąże się ze swoich zobowiązań, zawiedzie, że gdy się kogoś do siebie dopuści to wyjdą na jaw wszelkie deficyty i niedoskonałości niemożliwe do zaakceptowania. Wchodzenie w związek wymaga specyficznej gotowości: chęci związania się z kimś, „miejsca” na relację (wystarczającej ilości zasobów – przede wszystkim czasu i zaangażowania), ewentualne zamknięcia za sobą spraw związanych z poprzednim związkiem, odżałowanie wcześniejszych strat i przeżycie swoistej „żałoby” po zakończonych relacjach. Dojrzałe uznanie za zamknięte poprzednich rozdziałów i zwrócenie się rzeczywiście ku teraźniejszość, by móc zacząć budować przyszłość, zamiast stale żyć przeszłością, rozpamiętywać lub liczyć na rekonstrukcję czegoś, co w istocie minęło i nie wróci. Działa narcyzm i dana osoba usiłuje kompensować swój głęboki brak poczucia własnej wartości poprzez perfekcjonizm, a konkretnie stawianie nierealnych wymagań wobec relacji. Być może chodzi o skrajnie wygórowane oczekiwania wobec partnera albo niemożliwe do zrealizowanie pragnienie stale skrajnie intensywnej namiętności typowej dla wczesnych początków związków miłosnych. Tak czy owak wizja jest dalece odrealniona i praktycznie uniemożliwia nawiązanie autentycznej relacji uczuciowej. Przedstawiona lista czynników rozpraszających, odwracających uwagę lub stojących na drodze do nowego związku jest długa, ale bynajmniej nie wyczerpuje tematu. Jedynie akcentuje możliwe warianty zdarzeń. Rozpoznanie składników problemu może być wstępnym etapem psychoterapii. Wcale niełatwej, ale jakże owocnej z perspektywy osoby, która po usunięciu blokad może nagle dojść do wniosku, że sama rzucała sobie kłody pod nogi i nie stwarzała w swoim życiu przestrzeni na relację, lub wręcz była na nią tak naprawdę zamknięta. Na koniec krótko poradnikowo... Nie mąć wody, by się zdawała głębsza – spójrz w taflę jak w lustro i uczciwie zmierz się z własnymi deficytami oraz problematycznymi działaniami, które stoją na drodze do udanego związku. Nie wykonuj ruchów pozorowanych, które niby mają wywołać zmianę – miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, zamiast ograniczać się do przebierania spośród opcji, które się napatoczą. Nie siedź z założony rękami – mijający czas może być czasem miłości, jeśli tylko naprawdę tego zechcesz i energicznie o to się postarasz. „Tyle z życia masz, ile dasz” mówi pewna piosenka, i analogicznie jest w przypadku nowych znajomości. Przemóż się, zdław opór i skontaktuj z osobą, która cię interesuje zamiast wiecznie czekać, aż ktoś wykona pierwszy ruch. Najlepszym lekarstwem na nieśmiałość jest robienie tego, co cię onieśmiela. Jeśli akurat nie masz nikogo na oku, zważ, że szukanie bądź selekcja spośród dostępnych opcji to też pewien wysiłek, który warto podjąć. Romantyczne scenariusze, miłość od pierwszego wejrzenia, zakochanie spadające nagle jak grom z jasnego nieba nie są standardem (i nie dają gwarancji, że związek będzie udany). Zwłaszcza, jeśli jesteś kobietą, nie udawaj, że zmiany obyczajowe się nie dokonały i nadal obowiązują dawne skrypty, odtwarzające romantyczny scenariusz. Ludzie znajdują się za pośrednictwem Internetu… bywa, że zakochują się po czasie, choć pracowali w jednej firmie… zdarza się, iż zauważają siebie dopiero wskutek szczególnego splotu okoliczności, chociaż mijali się na korytarzu nieomal każdego dnia… nierzadko impuls do wzajemnego poznania wychodzi ze strony kobiet, które coraz częściej wychodzą z inicjatywą, bo „poszukiwanych” mężczyzn w Polsce jest po prostu znacznie mniej niż „poszukiwanych” kobiet (w populacji ogólnie jest więcej kobiet; mniej jest mężczyzn wykształconych; więcej jest biernych zawodowo i bezrobotnych; zdecydowanie więcej mężczyzn stosuje strategie ucieczkowe unikając wyzwań poprzez różnorodne metody marnotrawienia czasu; więcej jest mężczyzn niedbających o wygląd, formę; osoby popełniające przestępstwa to w zdecydowanej większości mężczyźni; wprawdzie na depresję częściej chorują kobiety, ale to mężczyźni częściej popełniają samobójstwa).
  25. Miłość online czyli uczucia w Internecie

    Być może niektórym wydaje się, że w cyberprzestrzeni nie ma mowy o prawdziwych uczuciach. Takie przekonanie wynika z faktu, że tak naprawdę obcuje się z tekstem, ikonami, co najwyżej fotografiami osób, które są po drugiej stronie łącza. Chociaż komunikacja faktycznie odbywa się przy pomocy czysto wirtualnych elementów, nie oznacza to bynajmniej, że w organizmie człowieka nie pojawiają się jak najbardziej realne reakcje emocjonalne. Oczywiście jesteśmy znacznie bardziej podatni na bodźce w kontakcie bezpośrednim - uśmiech na twarzy działa mocniej aniżeli nawet najbardziej estetyczny emotikon. Jednak w tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na bardzo ważny czynnik, który wpływa na to, że ludzie nawet przez Internet, czyli na dystans, bez bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem, potrafią się głęboko zaangażować w związek emocjonalny. Kluczową rolę odgrywa bowiem wyobraźnia, która znosi ograniczenia rzeczywistości. Dzięki wyobraźni tworzy się obraz partnera oraz własny. Co więcej, zwykle ma miejsce idealizowanie, co generalnie potęguję atrakcyjność kontaktu. W przeciwieństwie do rzeczywistości, w której cudze wady zazwyczaj są lepiej widoczne, w wyobraźni można o nich nawet zupełnie zapomnieć. Człowiek jest zupełnie nieprzygotowany na swoisty "sabotaż poznawczy" w postaci działania własnej wyobraźni, dlatego niejednokrotnie związki tworzone głównie za pośrednictwem Internetu mogą okazać się mocno uzależniające od tego medium, a próby ich przeniesienia do "reala" mogą być trudne, bolesne, rozczarowujące. O ile bowiem swoim imaginacjom można łatwo zaprzeczyć, o tyle w praktyce znacznie trudniej jest zanegować własne uczucia, które przecież przeżywało się autentycznie i realnie. Zanim jednak dochodzi do nawiązania relacji za pośrednictwem Internetu, dwoje ludzi musi się w ogóle na taką możliwość zdecydować. Zdaniem naukowców czynnikami, które decydują o tym, że ludzie postanawiają szukać uczuć w Internecie, jest właśnie wpływ wyobraźni, interaktywność, ogólna swoboda jaką daje sieć, a także anonimowość. Główną barierą nawiązywania długotrwałych i intymnych relacji z innymi ludźmi jest, z grubsza rzecz ujmując, trudność w zaakceptowaniu różnic. Tymczasem w Internecie problem ten nie występuje. Dzięki wyobraźni poznawani wirtualni partnerzy są do nas podobni, lepiej nas rozumieją w takim stopniu jak sobie tego życzymy. Nie inaczej jest w przypadku różnic - one również uzależnione są od naszych oczekiwań, wyobrażeń na temat partnera. Nie ma możliwości bezpośredniej weryfikacji. Wyobraźnia pozwala przeżywać ekscytujące kontakty z wyidealizowanymi osobami. Bardzo istotna jest także interaktywność, która pozwala na wchodzenie w interakcję z prawdziwą osobą, która jednocześnie jest obiektem wyobrażeń. Odgrywa także ważną rolę w ocenie zaangażowania partnera - znaczenie mają tempo odpisywania na komunikaty, długość wypowiedzi, ogólna szybkość pisania na przykład podczas rozmowy na czacie, częstotliwość używania emotikonów, obrazków itp. Otrzymywanie odpowiedzi wywołuje poczucie wzajemności. Jeżeli my piszemy dużo i chętnie, okazujemy w ten sposób zaangażowanie w kontakt z drugą osobą. Gdy natomiast zamiast częstych, równie obfitych informacji zwrotnych, otrzymujemy zaledwie krótkie notki, odnosimy wrażenie braku wzajemności. W rzeczywistości tempo odpisywania na listy i ilość wypowiedzi wcale nie musi przekładać się na realne zaangażowanie partnera i faktycznie niewiele mówi o prawdziwej wzajemności - choćby dlatego, że szybko piszące osoby, mogą kontaktować się z wieloma ludźmi jednocześnie, tudzież po prostu mieć w zwyczaju pisać obfite listy. Internet kusi także olbrzymią dostępnością, daje łatwość odnalezienia i dotarcia do poszukiwanych osób, bez ponoszenia większych kosztów w sensie emocjonalnym i społecznym, ale także materialnym. Łatwiej jest szukać w cyberprzestrzeni, zamiast wysilać się by przełamywać nieśmiałość, szukać sprzyjających okazji, bywać w miejscach, w których pożądane osoby można spotkać. Jednocześnie także w tym przypadku swoją rolę odgrywa wyobraźnia - tak jak człowiek wierzy, że wygra na loterii, tak potrafi się łudzić, że trafi w sieci na swoją drugą połówkę, atrakcyjnego partnera. Ceniona jest także możliwość równoległych kontaktów z wieloma osobami, próby nawiązania znajomości z licznymi partnerami jednocześnie, co zwiększa w sensie statystycznym szansę powodzenia. Nie bez znaczenia jest także anonimowość, która oczywiście daje poczucie bezpieczeństwa. W prawdziwym życiu zerwanie relacji z drugim człowiekiem wymaga pewnego wysiłku, a bywa też skomplikowane. Natomiast w Internecie odbywa się to poprzez zakończenie odpowiadania na komunikaty partnera, czy też blokadę w panelu komunikatora, ewentualnie zamknięcie okna rozmowy. Innymi słowy, zakończenie sieciowego kontaktu to przeważnie kwestia kilku kliknięć myszką. Używając psychologicznego żargonu anonimowość zmiękcza normy społeczne, łagodzi ryzyko, minimalizuje strach, ułatwia otwarcie się, a także pozwala na zachowania inne aniżeli repertuar zachowań "w realu". Z anonimowością wiąże się jednak pewien paradoks - z jednej strony można bowiem swobodnie wyrażać siebie, nie oglądając się na reakcje innych, z drugiej zaś strony kusi do kreowania swojej wirtualnej osoby, zachowywania się inaczej niż zwykle. Problem ten nie dotyczy oczywiście tylko Internetu - dopóki jesteśmy anonimowi także "w realu" możemy pozować, grać kogoś kim nie jesteśmy, tyle że w sieci nie kosztuje to tyle wysiłku i znacznie mniejsze jest ryzyko, że zostaniemy zdemaskowani. Z trzeciej jeszcze strony, człowiek będąc anonimowym, jest bardziej otwarty, skory do uzewnętrzniania się, zwierzania ze swoich myśli i uczuć (nawiasem mówiąc jak dowodzą eksperymenty nawet dwoje ludzi pozostawionych w ciemności jest bardziej otwartych wobec siebie; otwartość potęgowana jest także przez dystans fizyczny - mając "swobodę" i swoją przestrzeń, nie odczuwając nacisku, chętniej się uzewnętrzniamy - anonimowość jest właśnie swoistym odpowiednikiem ciemności i dystansu w sieci). Pociąga to za sobą taką sytuację, że można we względnie krótkim czasie nawiązać intymną relację, odkrywając przed wirtualnym partnerem fakty ze swojego życia, o których normalnie człowiek zdecydowałby się powiedzieć po długim, głębokim związku, o ile w ogóle. Anonimowi ludzie mogą powiedzieć o sobie absolutnie wszystko bez większego ryzyka (w najgorszym razie zamkną okienko i zakończą rozmowę). Zjawisko to określić można "wirtualną spowiedzią", bo człowiek bez hamulców zwierza się obcej osobie. Taka możliwość także bywa pokusą, zwłaszcza dla osób, które czują potrzebę rozmawiania o swoich głębokich problemach, ale "w realu" nie są w stanie się przełamać by o tym dyskutować lub po prostu brakuje im odpowiednio bliskiej osoby. Wśród zagrożeń jakie niesie ze sobą specyfika Internetowych kontaktów na wymienienie zasługuje zapewne nieadekwatne zaangażowanie w związek przesadnie oparty na imaginacjach, niewłaściwe wykorzystanie anonimowości, a co za tym idzie bycie ofiarą oszustwa lub też oszukiwanie samego siebie i innych. Warto zatem zauważyć, że zbyt długie zwlekanie z przeniesieniem relacji do rzeczywistości, może poważnie skomplikować sytuację, a nawet być przyczyną późniejszego silnego rozczarowania, kiedy wyobrażenia zostaną zweryfikowane. Swoistym zagrożeniem jest fakt, że w sieci dąży się do skrajnego streszczenia, skrócenia wypowiedzi w celu przyśpieszenia procesu komunikacji. Powoduje to spłycenie form komunikacji, a nawet całkowite wyeliminowanie niektórych zachowań. Internet to nie tylko możliwość poznawania nowych ludzi, ale także podtrzymywania już istniejących związków. Wydaje się jednak, że o ile na przykład internetowy flirt z ukochanym, który akurat wyjechał w delegacji, jest zupełnie niegroźny, o tyle wypieranie realnych kontaktów poprzez przesiadywanie przed monitorem z włączonym komunikatorem stanowi już pewien problem. Na pewno wygodnie jest mieć wszystkich znajomych na wyciągnięcie ręki, ale trzeba pamiętać, że nic nie zastąpi autentycznego kontaktu. Poza tym komunikatory stwarzają poważny problem lekceważenia - większość popularnych programów tego typu, pozwala na bycie on-line, będąc "niewidocznym" dla innych użytkowników. Korzystanie z tej opcji stało się bardzo popularne, bo łatwiej jest udawać nieobecność, aniżeli szczerze przyznać, że aktualnie poświęca się czas na rozmowę z kimś innym. Aktualnie komunikatory są pełne duchów, wiecznie "niewidocznych" użytkowników, co jest równoznaczne z negacją wzajemności kontaktu i niewykluczone, że ostatecznie niekorzystnie wpłynie na los tego rodzaju oprogramowania (jeśli bowiem kontakt z kimś wygląda tak, jakby trzeba było do tej osoby telefonować i czekać, aż ona łaskawie odbierze, a nie tak, że ludzie "spotykają się we wspólnej cyberprzestrzeni", to właściwie komunikatory przestają być potrzebne - nigdy nie wiadomo czy ktoś jest, a uwłaczające jest pisanie "w pustkę", czyli zwyczajnie okazywanie zainteresowania bez wzajemności). Podsumowując, gdyby ktoś postawił pytanie, czy możliwa jest miłość w Internecie, należałoby je uznać za nieadekwatne. Nigdy nie pytano o miłość w listach, oczywiste było bowiem, że ludzie zawierają w nich swoje myśli i uczucia. Nie inaczej jest w przypadku sieci, gdzie także za pośrednictwem różnych elementów ludzie komunikują się i wywołują w sobie nawzajem jak najbardziej prawdziwe emocje, które z czasem mogą się przeobrazić w uczucia przyjaźni, a nawet miłości. Środki wyrazu są zaledwie wirtualne, ale przeżywane stany emocjonalne są autentyczne.

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

×