Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne wyzwania i problemy psychologiczne
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Artykuły

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Znaleziono 15 wyników

  1. Wzmacnianie motywacji

    W tym tekście porozmawiamy na temat tego, w jaki sposób wzmacniać swoją motywację. Na początek odrobina teorii, a potem część praktyczna. Kluczowe znaczenie motywującego dialogu wewnętrznego W radzeniu sobie z trudnością w rozpoczynaniu bądź podtrzymywaniu pożądanych działań zbliżających do wyznaczonych celów warto przede wszystkim przyjąć następujące założenia: [1] bezczynność NIE dzieje się sama, [2] bezczynność wynika z rozpraszającego, demotywującego dialogu wewnętrznego lub braku motywującego dialogu wewnętrznego, [3] wewnętrzny dialog motywujący sprzyja aktywności. Badania psychologiczne potwierdzają, że osoby silnie zmotywowane, aktywne, osiągające cele są w dobrym kontakcie ze sobą, tzn. potrafią w razie potrzeby kibicować sobie, wzywać do dalszego wysiłku, przekonywać do działania, życzliwie wspierać w razie kryzysu, a czynią to w znacznej mierze poprzez motywujący dialog wewnętrzny. Siła woli jest zasobem odnawialnym, ale zużywa się względnie szybko Siła woli niczym paliwo do działania zużywa się. W szczególności, gdy pracuje się na bardzo wysokich obrotach, wykonuje wiele rzeczy naraz. Koniecznym jest zatem przyjęcie jeszcze trzech ważnych założeń w kontekście radzenia sobie ze słomianym zapałem i brakiem aktywności: [4] siłą woli należy zarządzać jak zasobem, który odnawia się, gdy człowiek się regeneruje, a zużywa w trakcie podejmowania działań, [5] jakość działania w perspektywie czasu jest nie wyższa niż jakość odpoczynku, [6] nadmiar równoległych działań pochłania znaczne zasoby siły woli i zużywa je błyskawicznie, więc bardziej opłaca się robić mniejszą ilość rzeczy i bez zbędnego pośpiechu czy nadmiernego perfekcjonizmu. Warto wziąć sobie do serca te założenia, które w istocie można by przyrównać do swego rodzaju przykazań zmotywowanej osoby. Uwzględnianie ich wydaje się nieodzowne do pomyślnego radzenia sobie z oporem do działania i ze słomianym zapałem. ĆWICZENIE PRAKTYCZNE Jak wzmacniać swoją motywację? (A) W ciągu najbliższych dni proszę obserwować swój sposób myślenia w sytuacjach, gdy ogarnia Panią / Pana niechęć do podjęcia lub kontynuowania działania. Proszę sporządzić listę przynajmniej 15 myśli, które w takich sytuacjach przychodzą Pani / Panu do głowy. Mogą to być na przykład myśli takie jak „i tak nic z tego nie będzie”, „nie chce mi się tego robić”, „to bez sensu”, „na co mi to” lub raczej obrazy bądź trudniejsze do ubrania w słowa zapatrywania jak na przykład widok siebie odpuszczającego sobie zaczęte działanie, wyobrażenie siebie przegrywającego, wrażenie jakby miało się wyczerpać fizycznie, wizja porażki. (B) Proszę sobie wyobrazić, że to ktoś dla Pani / Pana bardzo bliski ma takie myśli. Proszę napisać w jaki sposób starałaby się Pani / starałby się Pan życzliwie wesprzeć tą bliską osobę, zmobilizować ją do działania, przekonać, że da radę i że podjęcie działania ma znaczenie, głęboki sens. Proszę się zastanowić, jakimi słowami można by dopingować daną osobę. Proszę to robić w sposób wiarygodny, w który sama byłaby Pani / sam byłby Pan skłonny uwierzyć. Proszę w ten sposób odnieść się do każdej z uprzednio spisanych myśli. Przykład: A - I tak nic z tego nie będzie. B - Mimo wszystko warto spróbować, żeby się przekonać, co z tego wyniknie. Może jednak coś się uda. Może przynajmniej częściowo uda się lub przez jakiś czas. Najwyżej będzie to tylko rozgrzewka, wprawka przed właściwym działaniem. Dobre i to! (C) Proszę napisać przynajmniej 10 zdań wyrażających uznanie za wykonanie dowolnego zadania. Mogą to być zdania takie jak „gratuluję, to była naprawdę dobra robota”, „jestem pełna uznania dla tego, jak uporałaś się z tym”. W razie trudności w formułowaniu takich zdań, proszę sobie wyobrazić bliską osobę lub dziecko, które zasłużyło na szczere, pełne życzliwości uczucia i uznanie dorosłego. (D) Proszę poddać głębokiej refleksji, w jakim tempie wyczerpują się zasoby Pani / Pana siły woli. Pomogą w tym poniższe pytania. Warto zastanowić się nad możliwym rozwiązaniami sytuacji. [D1] Czy moje zasoby siły woli nie zużywają się zbyt szybko z powodu heroicznych planów zakładających nadmiernie dużo działań do zrealizowania? [D2] W jaki sposób mogę ograniczyć pulę działań / wyzwań / bieżących celów, by zasoby siły woli nie zużywały się w galopującym tempie? [D3] Co mogę zrobić, by uwzględnić zasadę „jakość pracy w perspektywie czasu jest nie wyższa niż jakość odpoczynku”? To znaczy jak mogę zadbać o lepsze zaspokojenie swoich potrzeb i bardziej efektywny odpoczynek, by móc działać będąc bardziej zmotywowanym? (E) Proszę ocenić w skali od 1 (wcale do mnie nie przemawia) do 10 (bardzo do mnie przemawia) poniższe pytania, które mogłaby sobie postawić osoba, starająca się zmotywować. Wysoko punktowane odpowiedzi warto przywoływać sobie w celu wywoływania motywującego dialogu wewnętrznego. [E1] Jestem świadomy kosztów jakie niesie ze sobą podjęcie działania (np. wysiłek, zmęczenie, doświadczanie nudy), ale dla równowagi chcę też spojrzeć na drugą stronę medalu – jakie będą koszty NIE podejmowania danego działania (np. co stracisz, co cię może ominąć, jak pogorszy się twoje położenie)? [E2] Jak będzie wyglądało moje życie za 5 lat jeśli nadal nie podejmę działania (np. nauki języka, regularnych ćwiczeń fizycznych, racjonalnej diety, wychodzenia poza strefę komfortu, uwalniania się od złych nawyków lub nałogów)? [E3] Jakie opanowuje cię uczucie na myśl o tym, że nigdy nie zrealizowałeś tego planu? [E4] Czy przykrą bądź trudną czynność dałoby się jakoś uprzyjemnić lub uczynić mniej uciążliwą albo zmodyfikować w taki sposób, by jej wykonanie nie było aż tak niekomfortowe? [E5] Jaką mógłbyś wyznaczyć sobie nagrodę za wykonanie tego zadania? [E6] Skąd mógłbyś zaczerpnąć wsparcia, np. kto mógłby ci kibicować lub pomagać, byś realizował zamierzoną aktywność? [E7] Czy jest ktoś, komu dawałbyś dobry przykład swoim działaniem? [E8] Czy żywo odczuwana motywacja do działania rzeczywiście jest absolutnie niezbędna do tego, by je podjąć i dokończyć? [E9] Jak wpłynęłoby na twoje poczucie własnej wartości mierzenie się z tym wyzwaniem? [E10] Jeśli ktoś zakazałby ci wykonania tej czynności, co byś powiedział, żeby odzyskać prawo do jej wykonywania? [E11] Jaki wpływ na twoje samopoczucie będzie miał fakt wykonania zamierzonego działania (lub danego etapu)? [E12] Jaka jest najważniejsza przyczyna tego, że chcesz to wykonać? [E13] Co najgorszego może się wydarzyć, jeśli to nie będzie zrobione? [E14] W której części dnia byłoby najłatwiej wykonać to zadanie? [E15] Jaki stosunek do siebie / swojego otoczenia / własnego czasu wyraża wykonywanie tej czynności, a jaki jej lekceważenie? [E16] Jaką twoją potrzebę zaspokoi wykonanie tej czynności? [E17] W jaki sposób można tą czynność rozłożyć na możliwe i łatwe do zrealizowania etapy żeby zastosować strategię małych kroków? [E18] Co pomogłoby ci zebrać się na odwagę albo znaleźć potrzebną energię, żeby nie poddać się? [E19] Jakie podejście najszybciej doprowadzi cię do podjęcia działania? [E20] Co jest ekscytującego lub przynajmniej przyjemnego w perspektywie zrealizowania tego działania? [E21] Czy przypominasz sobie działania wywołujące większy opór, trudniejsze bądź bardziej żmudne, które udawało ci się zrealizować, co świadczy, że jesteś zdolny znowu uporać się z kolejnym wyzwaniem?
  2. Należy mi się ideał i koniec tematu!

    Kobiety mawiają, iż niektórzy faceci mają ego tak napompowane, że z trudem mieszczą się w drzwiach. Z kolei mężczyźni mówią, że dziewczyny bywają zapatrzone w siebie niczym księżniczki. Niektórzy ludzie przeszacowują swoją wartość – mają się za Bóg wie kogo, a w istocie nijak nie odstają od przeciętności. Zdarzają się też osoby, które nie docenią w pełni swojej wartości. Tak czy owak jest to problem z nieadekwatną samooceną. W dobie szalejącego egocentryzmu, czy wręcz ubóstwiania samego siebie, często zwłaszcza w mediach społecznościowych napotyka się ludzi wprost zakochanych w sobie. Żyją w przeświadczeniu, że są absolutnie wyjątkowi, totalnie niepowtarzalni. Nie dopuszczają do siebie myśli, że w rzeczywistości są zupełnie przeciętni. Efekt jest taki, że za tym całym samouwielbieniem, nachalnym lansem, mowami motywacyjnymi i robieniem z siebie gwiazdy kryje się ogromny ból emocjonalny: osamotnienie, poczucie nieadekwatności, frustracja. A także uzależnienie od aprobaty. Zrozumiałym jest, że ludziom podoba się to, co piękne, błyskotliwe, interesujące. Sam fakt, iż właśnie takie osoby i takie rzeczy trafiają w czyiś gust jeszcze nie znaczy, że ktoś ma nieadekwatną samoocenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zupełnie przeciętny ma niebywale silne, sztywne przeświadczenie, że należy mu się ktoś wspaniały i wyjątkowy, i tylko z kimś takim stworzy satysfakcjonujący związek, bo nikt „gorszy” go nie zadowoli. Wtedy robi się niewesoło. Człowiek za sprawą żywionych przekonań, których kurczowo się trzyma, skazuje się na poczucie osamotnienia i cierpienie. Ma poczucie, że świat go nie docenia, bywa zirytowany lub nawet wściekły, iż płeć przeciwna nie szaleje na jego punkcie. Pojawia się frustracja, a wraz z nią agresja. Ten emocjonalny ból sprawia, że człowiek robi się przewrażliwiony na punkcie odrzucenia, a także wrogo nastawiony, co tym bardziej utrudnia mu znalezienie odpowiedniej partnerki lub partnera. Wszyscy chyba znamy te agresywne kobiety skandujące raniące hasła na temat mężczyzn oraz równie wrogich facetów, którzy nie zmarnują żadnej okazji, by dopiec płci pięknej. Nie zawsze, ale czasami w pewnym stopniu u zarania takich postaw bywa właśnie nieadekwatna samoocena. Oczywiście da się z tym coś zrobić, ale bywa to bardzo trudne. Bo mało kto z przeszacowaną samooceną jest w stanie przyjąć do wiadomości, iż nie zasługuje na księcia z bajki albo top modelkę. Dla wielu osób jest to zbyt bolesne. Rzecz w tym, że twarde stąpanie po ziemi mogłoby ułatwić tworzenie satysfakcjonującej relacji.
  3. Uroda a dyspozycja do tworzenia trwałych związków

    Serwisy społecznościowe to scena, na której lansują się domorosłe gwiazdy. Robią wszystko, by ich zdjęcia były w centrum uwagi. I zyskują spore zainteresowanie, wzbudzają zazdrość. Niektórzy uznają, że takie kobiety mogą mieć każdego, a faceci mogą liczyć na najlepsze partie. Czy jednak w istocie jest czego zazdrościć? Pod pewnymi względami piękni rzeczywiście mają łatwiej. Działa na przykład tak zwany efekt aureoli, więc łatwiej jest im zrobić dobre pierwsze wrażenie, gdyż ładnym osobom ludzie z automatu przypisują często inne pozytywne cechy, jak poczucie humoru czy inteligencja. Urodziwi dla przykładu częściej bywają więc zapraszani narandki i mogą liczyć na to, że druga strona zechce się z nimi spotkać ponownie. Wszystko to na dłuższą metę jest jednak guzik warte i w kontekście trwałych związków niegodne pozazdroszczenia. Dlaczego? Otóż w perspektywie czasu pierwsze wrażenie i wizja danej osoby podlega weryfikacji. Podczas relacji wychodzi w praniu, jaki ktoś jest naprawdę. Rozwody wśród celebrytów są bardzo częste, a małżeństwa trwają zazwyczaj dość krótko. Przypadek? Nie sądzę! Co kryje się za atrakcyjną fasadą? Nietrudno przewidzieć, jak ogromna potrzeba aprobaty kryje się za tym gigantycznym parciem na bycie gwiazdą serwisów społecznościowych, jak wielkie kompleksy ukrywają się za epatowaniem swoim wizerunkiem dla jak największej liczby lajków i obserwatorów. Jaka niepewność kryje się za tonami makijażu i nałożonymi filtrami retuszującymi zdjęcie. Łatwo się domyślić jak poważne problemy z poczuciem własnej wartości miewają ludzie z tak wielkim ciśnieniem na bycie w centrum uwagi. Często ktoś taki nie inaczej funkcjonuje w relacji – także tam szuka uwagi, poklasku, chce być niejako w świetle reflektorów. Tymczasem zdrowy związek tak nie funkcjonuje, jest w nim symetria. Natomiast życie z narcyzem lub narcystyczną kobietą to droga przez mękę. Nic zatem dziwnego, że badania ankietowe jednoznacznie wskazują, że ludzie wolą wiązać się z osobami o przeciętnej oraz o nieoczywistej urodzie. Piękni ludzie często bywają problematyczni w relacjach – zdarza się nierzadko, że są zbyt egocentryczni, roszczeniowi, mniej się starają niż ludzie o zwyczajnej urodzie. Tymczasem związek wymaga troski i opieki obu stron. Nie wystarczy być, leżeć i pachnieć. Dorastający w świetle reflektorów raczej nie są skłonni uznać, że trzeba się wysilić. Przecież są inne opcje w zanadrzu – wokół gwiazd kręcą się zawsze tabuny zainteresowanych orbiterów i petentek, ustawiających się w długich kolejkach po ich atencję. Warto dla przyzwoitości odnotować, że wśród ponadprzeciętnie ładnych osób zachowanie polegające na gromadzeniu polubień i obserwatorów na potęgę wcale nie jest normą. Istnieją nieprawdopodobnie piękne kobiety i niezwykle przystojni mężczyźni, którzy nie epatują na lewo i prawo swoim seksapilem, bombardując zdjęciami wszelkie możliwe serwisy społecznościowe. Niektóre z tych osób całkiem często świadomie usiłują wtopić się w tłum. Robią to z analogicznych powodów jak bogaci mężczyźni nie przyjeżdżający swoimi niebotycznie drogimi samochodami na randki. Chcą budować autentyczne relacje i otrzymywać zainteresowanie za to kim są, a nie za to, jaką przyciągają uwagę tłumów i jakie ludzie mają na ich temat wyobrażenia. Nie chcą być oceniani w głównej mierze przez pryzmat jednej cechy, bo mają o wiele więcej do zaoferowania. Nie szukają też powierzchownych relacji, więc unikają płytkich ludzi. Związek z petentem lub petentką nigdy nie byłby partnerski.
  4. Jeśli w głowie osoby z niskim poczuciem własnej wartości zalęgnie się myśl „jestem niechciany” albo „jestem niechciana”, wówczas umysł zaczyna szukać dowodów potwierdzających to przekonanie. Im bardziej ktoś wierzy w tę myśl, tym częściej dostrzega argumenty, które do niej pasują, są z nią w zgodzie. W efekcie osoba ma wrażenie, że ciągle ją coś takiego spotyka i w końcu przyjmuje, że taki jest jej los. Co gorsza człowiek uwrażliwia się na wszelkie sygnały odrzucenia i dezaprobaty. Wkrótce ocenia różne reakcje ludzi na wyrost – przypisując im właśnie takie intencje, choć motywy ich zachowań mogą być inne. Na domiar złego osoba żywiąca takie przekonania zaczyna podejmować różne szkodliwe działania. Na zwykłą domówkę może ubrać się jak stróż w Boże Ciało, co sprowokuje negatywne reakcje otoczenia. Prozaiczne zdjęcie w serwisie społecznościowym wyretuszuje tak, że nawet znajomi jej nie poznają, a nowe towarzystwo będzie zszokowane tym, jak bardzo ktoś nadużywa Photoshopa. Człowiek może też unikać sytuacji, w których byłby w stanie poczuć się atrakcyjny towarzysko, bo nie wierzy, że mogłoby się to wydarzyć. Niestety zmiana głęboko zakorzenionego przekonania stanowiącego niejako jądro niskiego poczucia własnej wartości jest procesem niełatwym i czasochłonnym. Niezwykle pomocna lub wręcz nieodzowna bywa psychoterapia. Nie ma drogi na skróty. Doraźne sposoby są zwykle kompensacją, która nie zmienia bolesnego przekonania, a jedynie pozwala odwrócić od niego na chwilę uwagę.
  5. Jak zaakceptować swój wygląd

    „Jak zaakceptować swój wygląd” to jedna z często wyszukiwanych fraz... Spróbujmy rozgryźć ten temat! W dobie serwisów społecznościowych młode kobiety i młodzi mężczyźni nierzadko mierzą swoją wartość liczbą polubień ich zdjęć i profilów. Nic więc dziwnego, że kwestia wyglądu urasta do tak ogromnych rozmiarów. Zdjęcia retuszowane są na potęgę, ludzie spędzają całe godziny robiąc fotografie i wybierając najlepsze ujęcia. Cała ta kultura kultu urody przyczynia się do różnorodnych problemów. Przede wszystkim jest źródłem narastającego niezadowolenia z własnego wyglądu u coraz liczniejszej grupy ludzi. Skłania mężczyzn do morderczych treningów i brania sterydów, kobiety do nie mniej bezwzględnej walki o nienaganną sylwetkę – na siłowni czy w ramach morderczej diety. Bigoreksja, ortoreksja i inne zaburzenia odżywiania są coraz częstszymi problemami. Nierzadko ludzie popadają też w stany przygnębienia z powodów pośrednio lub bezpośrednio związanych z własnym wyglądem. Poczucie własnej wartości a wygląd Gdy mowa o akceptacji wyglądu należy zwrócić uwagę na poczucie własnej wartości. Jak sama nazwa wskazuje, jest to uczucie, pojawiające się w odpowiedzi na ocenę samego siebie, czyli po prostu samoocenę. Poczucie własnej wartości to temat rzeka. Istnieją opasłe podręczniki temu poświęcone. W tym miejscu zatrzymajmy się na dłużej przy jednej, szczególnie ważnej kwestii. Wartość. Wartość jest czymś względnym, zależy od relacji. Zilustrujmy to przykładem. Dolar amerykański zupełnie co innego znaczy w Meksyku, a co innego w, powiedzmy, Wielkiej Brytanii. A przecież nadal jest to dokładnie ten sam dolar – banknot o tym samym nominale. Nasuwa się więc istotne, choć jeszcze nie najważniejsze, pytanie: w jakiej ty jesteś relacji. Takiej, która dodaje ci skrzydeł, wspierającej, życzliwej, wyrozumiałej, motywującej, czy wprost przeciwnie, pełnej krytycyzmu, niechęci, braku uwagi, surowej albo wręcz okrutnej. Czytając te słowa być może zakładasz, że chodzi o relację z kimś innym. Nie, chociaż to też istotne. Najważniejsze pytanie brzmi jednak w jakiej relacji jesteś sam lub sama ze sobą. Twoje poczucie własnej wartości, to jak się czujesz z własnym ciałem zależy właśnie od tego, jaką masz relację ze sobą, jak ze sobą się obchodzisz. Czy aby na pewno nie jest to relacja toksyczna? Połowa sukcesu to nie pogarszać sprawy Ludzie, którzy są na etapie niechęci czy wręcz nienawiści do własnego wyglądu dodatkowo mają do siebie pretensje o to, że nie potrafią siebie zaakceptować. W tej kwestii nie ma jednak drogi na skróty, a przeskok z „nie znoszę siebie” do „w pełni siebie akceptuję” jest niezwykle trudny. Te dwa stany dzieli przepaść. W istocie zatem nie chodzi nawet o to, żeby od razu całkowicie wszystko w sobie zaakceptować. Na dobry początek warto przynajmniej przestać siebie nieakceptować, spróbować być wobec siebie neutralnym, zakwestionować myśli pełne negatywnych komentarzy pod własnym adresem, odpierać samokrytycyzm, pracować nad nowym dialogiem wewnętrznym. Dla niektórych osób to jak nauka nowego języka. Nie dlatego, że używa się zupełnie nieznanych słów. Po prostu to całkiem świeży sposób komunikowania się ze sobą samym, wyrażania miłości własnej. Czasami wręcz nieodzowna jest pomoc psychoterapeuty, innym razem psycholog przyśpiesza ten proces nie inaczej niż nauczyciel języka obcego. Bądź tak dobry i zacznij łaskawie zauważać, że nie tylko piękni bywają szczęśliwi i miewają fajne życia Osoby piękne pokazywane są w mediach, eksponowane i w ogóle, ale czy tylko takie jednostki mogą wieść udane, pełne, satysfakcjonujące życie? Pominąwszy fakt, że nierzadko są to ludzie w głębi ducha nieszczęśliwi, desperacko zabiegający o uznanie i uwagę, od których niekiedy bywają wręcz uzależnione, jest z nimi jeden zasadniczy problem. Skupianie się na nich może zacząć na ciebie niezbyt dobrze wpływać w wyniku chociażby dokonywanych porównań. Zacznij podejmować świadomy wysiłek, by zauważać ludzi zadowolonych, wiodących fajne życia, mających udane relacje, którzy jednakowoż z powodu wieku bądź genów czy innych czynników odbiegają od lansowanego kanonu piękna. Brak akceptacji wyglądu a zniekształcone myślenie Ludzie mają tendencję do przywiązywania dużej wagi do czynników, które w ich ocenie narażają ich na straty. Obawa przed tym jest nawet większa niż troska o możliwość zyskania czegoś. Taką mamy naturę. W myśleniu osób drastycznie nieakceptujących własnego wyglądu można jednak dostrzec szereg wręcz rażących usterek w rozumowaniu, zniekształceń poznawczych, co niejednokrotnie dalece przekracza zwykłą ludzką troskę o uniknięcie strat. Na przykład: przeceniają ilość tego, co ich zdaniem tracą ze względu na to, jak wyglądają, wyolbrzymiają znaczenie tego, czego w ich ocenie są pozbawione z uwagi na wygląd, nadmiernie koncentrują się na tym, co wygląd im utrudnia lub czego je pozbawia, skupiają się na tym, co w ich odczuciu naraża je na odrzucenie, izolację, porażkę matrymonialną, przypisują sobie zbyt dużą rolę w kwestii tego, jak wyglądają, oraz przeceniają rolę tego faktu w perspektywie osobistych celów, i w wyniku tego czują się winne lub wstydzą się siebie, są nadmiernie zaabsorbowane wyglądem i potencjalnymi korzyściami, które z tego w ich odczuciu płyną, więc dostrzegają wszystkie, choćby najmniejsze oznaki ważkiej roli wyglądu, przeceniają potencjalne korzyści, jakie mogłyby odnieść wyglądając inaczej. Jeśli tego typu tok myślenia utrzymuje się przez wiele miesięcy, w tym czasie rozwija się niczym rak, to ze zrozumiałych względów trudno go wykorzenić we względnie krótkim okresie, choć nie jest to też całkiem nieprawdopodobne i niekiedy się udaje. Generalnie jednak warto możliwie wcześnie interweniować w tej sprawie lub przynajmniej nie odwlekać tego w nieskończoność, ponieważ negatywna sieć myśli o sobie w perspektywie czasu rozrasta się. Bywa niestety, że ludzie hodują tego potwora całymi latami! Uwalnianie się od braku akceptacji Postaraj się stracić zainteresowanie tym, czego potencjalnie pozbawia cię twój wygląd i zacząć bardziej cieszyć tym, co mimo wszystko ci oferuje. Mężczyźnie może być trudno wieść życie pełne podbojów jeśli nie jest typem wysokiego bruneta o wyraźnych rysach twarzy i nienagannej sylwetce, z sześciopakiem. Nie znaczy to jednak, że nie może mieć wprost wybornego życia seksualnego – w stałym związku. W dodatku dającego spełnienie emocjonalne w przeciwieństwie do co najwyżej haju możliwego do zaznania podczas przygodnych kontaktów seksualnych, podbojów. Kobiecie, jeśli nie szczyci się urodą, może być trudno zdobyć uznanie popularnych koleżanek, przyciągnąć pokaźne grono obserwujących na Facebooku czy Instagramie, zwrócić na siebie uwagę przystojnego mężczyzny lub skłonić go do poważnego zaangażowania. Nie znaczy to jednak, że nie może liczyć na udane przyjaźnie i satysfakcjonujący związek z kochającym mężczyzną, który pod wpływem uczuć i tak stanie się dla niej kimś wyjątkowym. Z wzajemnością. Jak widać rozstrzygające jest to, czemu poświęca się uwagę, a czym przestaje się interesować. Doskonale podsumowuje to wypowiedź pewnego malca z domu dziecka, w którym kiedyś byłem w charakterze wolontariusza. Zapytałem go dlaczego nie chce już być łowcą smoków, bo przecież poprzednim razem mówił, że chce nim zostać w przyszłości. „Nie chcę być już łowcą smoków, bo wiem, że nim nie zostanę.” Zastrzelił mnie tym tekstem. Nie wiem jak do tego doszedł, ale było to olśniewające i pokrzepiające zarazem: od małego umiemy tracić zainteresowanie bycia tym, kim nie jesteśmy, nie będziemy. W razie potrzeby warto sobie tę umiejętność przypomnieć. Wszyscy przecież kiedyś chcieliśmy być kimś, kto potem okazywał się jednak dla nas nieinteresującą opcją. Siebie natomiast mamy niezmiennie, podobnie jak jedno źródło uczucia, które nigdy nie wysycha - miłość własną. Bywa, że człowiek gania za tym, co w istocie wcale nie jest mu potrzebne. Z takiej bieżni warto zstąpić.
  6. Kiedy do psychologa, psychoterapeuty?

    Kiedy do gabinetu, psychologa, psychoterapeuty? Częstokroć do gabinetu psychoterapii zgłaszają się ludzie chcący skonsultować się w celu uzyskania informacji jak zachowywać się w kontakcie z osobą chorą, cierpiącą, przechodzącą trudne chwile, wymagającą wsparcia. W tym sensie wizyta w gabinecie nie ma więc związku z leczeniem, a raczej jest formą psychoedukacji – poszerzania wiedzy na tematy związane ze zdrowiem psychicznym, uwzględniwszy specyfikę i kontekst konkretnego przypadku. Część osób odwiedza gabinet psychoterapii szczególnie ceniąc sobie możliwość dyskusji na każdy temat, bez tabu, bez udawania i kreowania się na kogoś innego, niż są. Terapeuta nie jest wprawdzie spowiednikiem i nie daje rozgrzeszenia, ani też kimś w rodzaju doradcy, ale prowadząc rozmowę w szczególny sposób prowadzi do przepracowania, "obgadania" pewnych kwestii w taki sposób, by klient uzyskał satysfakcjonujące rezultaty - podjął optymalne decyzje, zweryfikował swoje zapatrywania i uporał się z dręczącymi go dylematami. Osoby zgłaszające się do gabinetu uskarżają się na różnorakie dolegliwości: objawy lękowe, depresyjne, doznania bólowe, zaburzenia snu, zaburzenia jedzenia, trudności w skupieniu i trzymywaniu uwagi oraz inne. Zgłaszane problemy mogą dotyczyć pogorszonego codziennego funkcjonowania w wyniku nieustępującego zmęczenia, chronicznego uczucia wyczerpania i braku motywacji do działania, trudności w wykonywaniu obowiązków domowych lub zawodowych. Często zgłaszanymi trudnościami są problemy w życiu rodzinnym - konflikty z członkami rodziny wynikające na przykład z braku odpowiedniej troski lub ze względu na nadopiekuńczość. Bywa, że ludzie doświadczają bardzo obciążającego poczucia winy z racji krzywdy wyrządzanej rodzinie lub poczucia krzywda w związku ze złym traktowaniem przez domowników. Skargi dotyczą także niesatysfakcjonujących relacji emocjonalnych zarówno towarzyskich jak i partnerskich, małżeńskich. Problemem bywa poczucie niemożności zaufania albo wprost przeciwnie - przeświadczenie, że zanadto zawierzyło się partnerowi, który teraz to wykorzystuje. Niektórzy klienci uskarżają się na lęk w sytuacjach społecznych, poczucie bycia nieadekwatnym bądź odrzucanym, nieatrakcyjnym towarzysko. Część osób zgłasza się z problemem polegającym na nieumiejętnosći stworzenia trwałego związku uczuciowego pomimo nieradzenia sobie z samotnością. Nierzadko do gabinetu trafiają również osoby, które stoją przed jakimś trudnym dylematem, zmagają się z wątpliwościami, utrudniającymi podjęcie konkretnej decyzji. Psychoterapeuta oczywiście nie jest wszystkowiedzącym ekspertem, który mówi, jak należy postąpić. Posiada jednak umiejętności takiego kierowania rozmową, by proces podejmowania decyzji przez klienta był możliwie najbardziej efektywny i zakończył się optymalnym rozstrzygnięciem. W poradniach i gabinetach omawiane są także kwestie związane z rodzicielstwem i wzywaniami, jakie ono stawia. Bywa, że klienci zgłaszają się z trudnościami przy wychowywaniu dzieci, doświadczają nadmiernego lęku z powodu przeświadczenia o własnej niekompetencji i obaw, że nie zrealizuje się prawidłowo obowiązków rodzicielskich. Dorosłe dzieci zmagają się niekiedy z trudnościami, które wynikają z nadmiernego angażowania się rodziców w ich życie czy sposób wychowywania własnego potomstwa. Tak dorosłe dzieci jak i ich rodzice uskarżają się na trudności wynikające z niespełniania wzajemnych oczekiwań: dzieci mają żal za "złe" wychowanie, które nieprzygotowało ich do dorosłego życia, dorośli miewają pretensje do dzieci, że marnują swój potencjał i nie chcą kroczyć ścieżką, którą dla nich zaplanowali. Klientami gabinetów psychoterapii i poradni psychologicznych są także osoby, które zmagają się z trudnościami w związkach małżeńskich - z niewiernością, nieudanym współżyciem seksualnym, niedopasowaniem fizycznym bądź psychicznym. Czasami pary decydują się na pracę nad swoim małżeństwem gdy spostrzegają, że bezczynność w końcu najpewniej doprowadzi do rozwodu. Inny rodzaj problemów, z jakimi ludzie zgłaszają się do psychoterapeutów, to problemy zawodowe. Poczucie błędnego wyboru zawodu, własnych niekompetencji, trudności w używaniu swoich umiejętności, przekonanie o byciu niedocenianym i nieadekwatnie wynagradzanym, gniew z powodu braku awansó, poczucie krzywdy w związku z trudnymi warunkami pracy czy specyficznym traktowaniem przez współpracowników i pracodawcę. Kolejnym przykładem motywu wizyty w gabinecie jest chęć uzyskania fachowej pomocy w zrywaniu z nałogiem. Na przykład coraz więcej ludzi usiłuje rzucić palenie, ale mimo wytężonych starań i licznych eksperymentów wciąż prędzej czy później znowu sięgają po papierosa. Psychoterapia jest w stanie wydatnie wpłynąć na motywację do rzucenia nałogu oraz znacząco ułatwić zerwanie z paleniem. Nie inaczej jest w przypadku innych złych nawyków i uzależnień – kompulsywnego jedzenia, zakupów, hazardu. Z psychoterapeutą spotykają się także osoby przeżywające kryzys, przechodzące zawirowania życiowe, narażone na duży stres lub trudne emocjonalnie doświadczenia. Z jednej strony mają szansę uzyskać praktyczne wskazówki, w jaki sposób wydajnie radzić sobie z przeżywanymi stanami, by nie paść ich ofiarą. Z drugiej strony mogą uzyskać wsparcie, pomoc psychologiczną, co ułatwia im utrzymanie wewnętrznej równowagi, a to sprzyja sprostaniu wyzwaniom codzienności. W gabinecie pojawiają się też klienci, którzy zauważają u siebie niepokojące sygnały, więc chcą się upewnić, czy nie są to zwiastuny jakiegoś problemu. Przykładem mogą być osoby borykające się z nawracającymi dolegliwościami, które zdaniem lekarza medycyny nie wynikają z choroby organizmu, lecz prawdopodobnie mają podłoże psychiczne – być może są objawami somatycznymi (fizycznymi) nerwicy. Wsparcia szukają osoby, które samodzielnie rozpoznały u siebie trudności natury psychicznej w oparciu o informacje na przykład znalezione w Internecie. Psychoterapeuta jest w stanie na podstawie prawidłowo rozpoznanych objawów postawić fachową diagnozę oraz przedstawić jakie są możliwości leczenia. Innym motywem wizyty jest swoista forma profilaktyki zdrowia psychicznego – chęć zapobiegania trudnościom poprzez możliwie najwcześniejsze interweniowanie niejako z wyprzedzeniem. W tym wypadku chodzi o to, by w porę przyjąć odpowiednią postawę, nabyć potrzebne kompetencje, żeby w razie pojawienia się kryzysu być na niego lepiej przygotowanym, móc mu lepiej podołać. Przykładem mogą być osoby rozpatrujące rozwód bądź spodziewające się w swoim życiu fatalnego biegu wydarzeń w najbliższej przyszłości. Nierzadko na psychoterapii korzystają też osoby, które: pragną większej pewności siebie gdyż nieśmiałość nadmiernie utrudnia im normalne funkcjonowanie i spełnianie potrzeb, chcą ulepszyć swoje umiejętności komunikacyjne, asertywność, by lepiej radzić sobie w kontakcie z innymi. Tematem przewodnim psychoterapii bywają problemy w bliskich związkach, kłopoty w relacjach rodzinnych, trudności w kontaktach z ważnymi z punktu widzenia klienta osobami w jego życiu. Częstym motywem rozpoczęcia psychoterapii jest pragnienie rozprawienia się z chronicznie obniżonym nastrojem, uczuciem rezygnacji, depresją. Zaburzenie depresyjne jest jednym z najpowszechniejszych problemów psychicznych, z jakim zmagają się ludzie w każdym wieku, częściej kobiety niż mężczyźni. Co piąta matka cierpi na depresję poporodową. Poza depresją, psychoterapia generalnie sprawdza się w przypadku rozpoznawania i leczenia różnorakich zaburzeń i chorób psychicznych jak na przykład schizofrenia, zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia), lęk uogólniony, fobia społeczna, zaburzenia nerwicowe, zaburzenia osobowości. Psychoterapia jest użyteczna również w przypadku osób, które doświadczyły skrajnie trudnych przeżyć, wypadków, krytycznych zdarzeń, nadużyć bądź przemocy, albo wciąż są narażone na fatalny wpływ choćby ze strony toksycznych partnerów. Trauma, skrajnie wysoki stres to powody, z których ludzie decydują się na skorzystanie z pomocy profesjonalistów w dziedzinie psychoterapii. Psychoterapia nie jest tylko leczeniem zaburzeń, ale także sposobnością do rozwijania umiejętności niezbędnych do realizacji zamierzeń i osiągania upragnionych celów wykraczających poza bieżące możliwości jednostki. Ludzie uczą się lepiej radzić sobie ze stresem, frustracją, trudnymi emocjami... pokonują własne wewnętrzne blokady i przełamują schematy, które ich ograniczały. To tylko część powodów, dla których ludzie zgłaszają się do gabinetu psychoterapii. Jak widać część z wymienionych powyżej motywów dotyczy właściwie każdego człowieka - z niektórymi problemami jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej, a część osób po prostu uczy się z nimi żyć. Są jednak i tacy, którzy czują potrzebę rozwiązywania swoich trudności, dylematów przy wsparciu osoby, która fachowo wesprze ich w tych staraniach bazując na aktualnej wiedzy psychologicznej i bieżących wynikach badań. W gabinecie psychoterapii mogą liczyć na tego rodzaju wsparcie.
  7. Niskie poczucie własnej wartości i jego konsekwencje

    Jednym z kluczowych czynników decydujących o jakości życia człowieka jest jego poczucie własnej wartości. Rozstrzyga, na co osoba się porywa, do czego aspiruje, do jakiego szczęścia daje sobie prawo, o co zabiega, z jakimi wyzwaniami decyduje się mierzyć, jakie niepowodzenia zaryzykować, o co postanawia zabiegać i w jakie działania się angażuje... Czy widzi tylko efekty czy docenia siebie za sam fakt zmagania się... Czy raczej siebie buduje czy w dłuższej perspektywie postępuje wbrew sobie... Obdarza siebie miłością własną czy gorączkowo zabiega o poklask, aprobatę, pozorne dowody wysokiej wartości... Szuka w życiu miłości czy wygody bądź prestiżu zapewnianych przez partnera... Czy z własnymi trudnymi emocjami obchodzi się z troską czy traktuje je jak złe psy, które trzeba trzymać z dala od siebie, za ogrodzeniem. Poczucie własnej wartości - od tego wszystko sie zaczyna. Poczucie własnej wartości to stan psychiczny, pojawiający się w odpowiedzi na negatywną samoocenę. Samoocena jest to stosunek do samego siebie wyrobiony na podstawie wiedzy na swój temat. Dotyczy zarówno fizyczności jak i cech psychicznych oraz tego, jak jednostka widzi siebie na tle społeczeństwa oraz w interakcji z ludźmi. Innymi słowy fundamentem samooceny jest samowiedza. Bywa, że ludzie są – mówiąc metaforycznie – niedoinformowani w kwestii tego, jacy są, bo na przykład unikają wyzwań, rezygnują z okazji do zgłębiania własnej natury, nie poddają siebie dogłębnej refleksji lub poprzestają na monitorowaniu własnych zachowań tylko pod kątem negatywów. W efekcie poczucie własnej wartości z większym prawdopodobieństwem jest niskie. Skutki niskiego poczucia własnej wartości mogą być bardzo poważne i widoczne są w różnych obszarach życia. Celem tego tekstu jest przybliżenie, jakie mogą być konsekwencje niskiego poczucia własnej wartości. Osoba nie czuje się dobrze we własnej skórze i to niezależnie od tego, jak wygląda i jak obiektywnie wypada na tle populacji. Nie ma dobrego zdania o sobie, wprost przeciwnie, ma sobie wiele za złe, często odczuwa z tego powodu poczucie winy lub złość, frustrację. Osoba z niskim poczuciem własnej wartości nie darzy siebie sympatią, nie lubi siebie, stale ma do siebie o coś pretensje, sama sobie dokucza, rzuca kłody pod nogi, jakby była własnym przeciwnikiem. Sabotuje własne działania i cele, ma tendencję do trwania w niechcianych sytuacjach, wchodzenia w konteksty, w których jest unieważniana, jej potrzeby uchodzą za mniej ważne. Niekiedy angażuje się w ewidentnie szkodliwe konteksty, jak toksyczny związek czy uzależnienia. Osoba nie myśli o sobie jak o kimś dobrze rokującym, w kim drzemie obiecujący potencjał. Raczej skłonna jest uważać, że na nic dobrego nie zasługuje i nie ma prawa czerpać z życia tego, co naprawdę byłoby dla niej korzystne. Może wręcz lawirować między okazjami, unikać szans rozwoju czy sensownych relacji z innymi ludźmi ze względu na poczucie, iż nie jest to pisane komuś takiemu jak ona. Człowiek z niskim poczuciem własnej wartości nie traktuje siebie jak kogoś cennego. Bywa, że nie obchodzi się ze sobą, jak z podmiotem godnym dobrego traktowania. Pozbawia się troski na różnych płaszczyznach: nadmiernie się eksploatuje lekceważąc potrzebę wypoczynku, relaksu, zabawy, nie dba o racjonalną dietę, ignoruje potrzebę ruchu, zaniedbuje potrzebę snu, a czasami także higienę, zdrowie. Niskie poczucie własnej wartości może przekładać się na uniżoną, nieasertywną postawę wobec innych ludzi, uznawanych za ważniejszych, bardziej godnych uwagi, o istotniejszych potrzebach. Może charakteryzować się specyficznym nastawieniem do ludzi – uważać, że nie ma prawa na ich czas, troskę, obecność, uwagę, a w interakcji z nimi zachowywać się jakby „przepraszała, że żyje”. Osoba może przywiązywać bardzo dużą wagę do swoich wad, słabości, a nieznacznie lub niemal wcale nie uwzględniać zalet. Może być nieprzeciętnie surowa wobec siebie i nadmiernie wyrozumiała dla innych. Może być niezwykle samokrytyczna, a nawet złośliwa dla siebie lub wręcz szydzić z siebie, w skrajnych przypadkach wręcz siebie nie znosić. Człowiek z niskim poczuciem własnej wartości może odmawiać sobie tego, czego najbardziej potrzebuje: życzliwego wsparcia, zdrowej troski o siebie, swój byt, potrzeby i oczekiwania. Może wpędzać się w negatywny nastrój, jakby na lepszy nie zasługiwał. Osoba może nadmiernie odwlekać lub zaniedbywać ważne dla niej sprawy (odwlekanie może wręcz przybrać rozmiaru prokrastynacji). Preferując przebywanie w uporządkowanym otoczeniu, może otaczać się bałaganem, stale odwlekając sprzątanie mieszkania i zaniedbując rutynowe obowiązki dnia codziennego. Ceniąc kontakty towarzyskie, może się izolować w przeświadczeniu, że nie powinna zawracać innym sobą głowy. Mając świadomość, że potrzebuje środków do życia, pomimo dobrych wyników w pracy nie prosi o podwyżkę, choć inni ją dostali. Wiedząc, że potrzeba jej wypoczynku, zostaje po godzinach, nie prosi o urlop, nie wykorzystuje dni wolnych od pracy do tego, by się zregenerować. Osoba z niskim poczuciem własnej wartości może mieć tendencje do uprzykrzania sobie życia, wywoływania negatywnych nastrojów, użalania się nad sobą (zamiast współczucia sobie czy wspierania siebie), krytykowania bądź wręcz hejtowania samego siebie (zamiast konstruktywnej krytyki bądź bycia dla siebie podporą), prowokowania odrzucenia w relacjach, bo nie wierzy, by na dłuższą metę ktokolwiek mógłby z nią wytrzymać, nie wierzy, że zasługuje na udany, bezproblemowy związek, który nie byłby źródłem frustracji. Może mieć skłonność do stwarzania problemów, bo w takich sytuacjach, gdy przytrafia się jej coś złego, czuje, że przystaje do rzeczywistości, natomiast gdy jest względnie spokojnie i nic dramatycznego się nie dzieje, może odczuwać wzmożony lęk przed czymś przykrym i bolesnym, co w jej ocenie nieubłaganie nastąpi, a będzie tym gorsze, im później nadejdzie. Niskie poczucie własnej wartości może powodować desperackie, a czasem wręcz destrukcyjne strategie „nadrabiania zaległości”. Niektóre osoby mogą wydawać znaczną część dochodów na dobra luksusowe, by doraźnie się dowartościować, poradzić sobie z poczuciem, że są gorsze od innych. Inne osoby mogą desperacko zabiegać o uwagę innych i za wszelką cenę starać się być w centrum uwagi, w świetle reflektorów, oraz zabiegać o prestiż, byle tylko nie mieć poczucia, że nie są dość dobre. Niektóre osoby mogą w nadmierny, szkodliwy, wynaturzony sposób pracować nad swoim wyglądem, przyjmując sterydy lub stosując mordercze diety, bądź poddawać się licznym operacjom plastycznym. Przykładowe wypowiedzi osób z niskim poczuciem własnej wartości: Warto odnotować, że niskie poczucie własnej wartości może być objawem depresji, ale może również stanowić czynnik podatności na depresję. Niektórzy specjaliści są zdania, że próba samobójcza jest między innymi przejawem drastycznie niskiego poczucia własnej wartości, gdy osoba uważa, że wręcz nie powinna żyć, nie zasługuje by żyć lub jej życie jest tak bezwartościowe, że nie ma sensu go kontynuować. Nad poczuciem własnej wartości można pracować we współpracy z psychologiem lub psychoterapeutą.
  8. Depresja czyli fatalna relacja z samym sobą

    Depresja = fatalna relacja z samym sobą O depresji można mówić uwzględniając różne aspekty. Tym razem przyjrzyjmy się kwestii relacji z samym sobą. Niektórych Czytelników może zaskoczyć taka perspektywa, ponieważ przywykli myśleć o relacji wyłącznie w kontekście kontaktów z innymi ludźmi. Warto jednak zwrócić uwagę, że sami ze sobą także pozostajemy w kontakcie – prowadząc dialog wewnętrzny, oddziałując na siebie poprzez określone postępowanie, poddając się pewnym bodźcom (sytuacjom, ludziom, doświadczeniom), a innych unikając. Jaką mamy ze sobą relację cierpiąc na depresję? Krótko mówiąc fatalną. Można powiedzieć, że depresja jest odzwierciedleniem tego, jak źle człowiek siebie traktuje, jak ponuro o sobie myśli, jak bardzo odmawia sobie wsparcia, kibicowania, a zamiast tego atakuje siebie i wpędza w niepokój oraz przygnębienie. Depresja w pewnej mierze, choć nie tylko, bierze się ze zniekształconych myśli na własny temat – okrutnego oceniania, etykietowania, przygnębiania i straszenia siebie katastroficznymi wizjami. Jak taka postawa wobec siebie podtrzymuje lub pogłębia depresję? Podtrzymywana bywa również nieprzyjaznym postępowaniem, między innymi: - brutalnym, skrajnie obwiniającym podejściem do swoich niepowodzeń, - pozbawianiem siebie możliwości do przyjemnego spędzania czasu, - odmawianiem sobie otuchy i wsparcia, - pogrążaniem się poprzez roztrząsanie przeszłości i kreowanie negatywnych wizji o tym, co człowieka czeka, - izolowaniem się, pozbawianiem chwil radości w towarzystwie innych ludzi, - osądzaniem siebie w sposób bezwzględny i kierowaniem w stosunku do siebie dalece niekonstruktywnej krytyki, - brak troski o własne zdrowie poprzez lekceważenie lub wręcz wpędzanie się w dolegliwości wskutek nieprzestrzegania zaleceń lekarskich lub krańcowo niezdrowy tryb życia bez ruchu, odpowiedniej diety, - korzystaniem z doraźnych, a szkodliwych w dłuższej perspektywie „pomocy” jak używki, wysokokaloryczne potrawy, - reagowaniem smutkiem i przygnębieniem zamiast zdrowym gniewem na sytuację, sprzeciwem i aktywnym poszukiwaniem rozwiązań. Jak naprawić relację z samym sobą? Wiele można robić samemu, ale bardzo pomocna bywa psychoterapia. To właśnie w kontakcie z psychoterapeutą można bowiem obiektywnie ocenić, jak konkretnie i w jaki sposób należy postępować. Wspierający kontakt z terapeutą może być też, mówiąc metaforycznie, wzorem do naśladowania ilustrującym to, jak dobrze do siebie samego podejść… Jak podać sobie dłoń w trudnej chwili… Jak pokrzepić siebie… Kiedy i jak zakwestionować własne myśli, by przywrócić równowagę zamiast zatruwać swój umysł… Jak postępować względem siebie w sposób życzliwy, nie okrutny, straszący lub pozbawiający nadziei. Psychoterapia jest także źródłem wiedzy i użytecznych umiejętności dotyczących oczyszczania swojego sposobu myślenia ze zniekształconych, depresyjnych myśli. W trakcie sesji można praktykować nowe sposoby postępowania, eksperymentować z potencjalnie lepszymi wariantami siebie, by ostatecznie naprawić relację z własną osobą. Korzyścią będzie między innymi wychodzenie z depresji. Jak sobie pomóc? Skorzystaj z psychoterapii indywidualnej oraz skontaktować się z lekarzem psychiatrą.
  9. Najczęściej kobiety. Na pierwszy rzut oka czarujące, przebojowe i kipiące pozytywną energią. Zadbane i podkreślające swoją atrakcyjność fizyczną (częstokroć solidnie poprawianą w gabinetach chirurgów plastycznych). Brylujące w towarzystwie, skupiające na sobie uwagę na różnorakich serwisach społecznościowych, a także w realnym świecie. Bardzo wyraziście eksponujące własną seksualność, uwodzicielskie, często wręcz w nieodpowiednich okolicznościach. Kobiety, które „mogą mieć każdego”. Z pozoru szczęśliwe, na fali, mające mnóstwo znajomych i jeszcze większe grono fanów, mające na koncie liczne, brawurowe przygody… Internetowe celebrytki, gwiazdy każdej imprezy, „królowe lansu”. Pozory bardzo mylą Na scenie gwiazda, za kulisami samotna Atrakcyjne, podziwiane, skrycie cierpią z braku autentycznej miłości Szczęście jest jednak pozorne – ich relacje są krańcowo nietrwałe, uwaga i aprobata są dla nich jak narkotyk bez którego doświadczają dotkliwego cierpienia, nic je na dłuższą metę nie cieszy, mają skłonności do nadużywania substancji psychoaktywnych, nadrabiają przesadnie teatralnymi gestami brak autentycznego wglądu we własne emocje, stale lub okresowo doświadczają depresji, która ma swoje źródło w poczuciu pustki, nudy czy utraty bezpiecznej, autentycznej i głębokiej więzi. Najsłynniejszą bodaj osobą z histrionicznym zaburzeniem osobowości była Merlin Monroe, która w ostatecznym rozrachunku skutecznie targnęła się na własne życie ginąc śmiercią samobójczą. Dla wszystkich było to ogromnym szokiem, nikt się tego nie spodziewał, domniemywano nawet, że to było morderstwo. Na tym właśnie polega tragizm tego zaburzenia – dla osoby tak ważny jest dobry wizerunek, że nie może się przemóc i poprosić o pomoc, wyjawić, że doświadcza cierpienia, pustki lub chronicznego i dojmującego poczucia, że czegoś jej w życiu brak. Nigdy nie wychodzi z roli i w końcu brakuje jej szansy, by tworzyć autentyczne związki, traci kontakt z samą sobą i już tylko skrajnie negatywne uczucia przypominają jej, że coś jest nie tak. Czasem uczucia te bywają nie do zniesienia. Ludzie z osobowością histrioniczną rzadko zgłaszają się na psychoterapię, ponieważ mają słaby wgląd w naturę swoich problemów. W naszym społeczeństwie forma mylona jest z treścią, więc osoby dobrze wyglądające, towarzyskie i śmiałe skupiają na sobie uwagę, ale w istocie jej jakość niczym nie różni się od tego, która pojawia się w ludziach na widok pięknego, rzadkiego samochodu. To nie jest ten typ uwagi, którym ludzie obdarzają się w bliskich związkach – miłości lub w przyjaźni. Niemal wszyscy mężczyźni, z jakimi mają styczność tak emanujące seksapilem kobiety chcą je tylko zdobyć – posiąść seksualnie lub mieć u swego boku przez kilka miesięcy, by mieć się czym pochwalić na Facebooku lub w tanich mediach śledzących życie celebrytów. Kobiety z osobowością histrioniczną wpadają w pułapkę atrakcyjności i wygodnego życia na cudzy rachunek Kobieta z osobowością histrioniczną wpada w pułapkę własnej atrakcyjności – onieśmiela zdolnych do zaangażowania, ale mniej brawurowych mężczyzn, natomiast przyciąga tych najbardziej wprawionych w podbojach, którzy jednakże bynajmniej nie zamierzają tworzyć stałych relacji. Bywa także, że kobiety z osobowością histrioniczną wpadają w pułapkę związaną z drogim stylem życia – ponieważ lans kosztuje, wiążą się z zamożnymi mężczyznami, którzy jednakże zmieniają partnerki co sezon, traktując je jako podkreślenie statusu czy ozdobę, dekorację, nic więcej. Bywa, że kobiety histrioniczne w toku życia nie nabywają kompetencji niezbędnych do samodzielnego radzenia sobie – traktują mężczyzn jak źródło pieniędzy, co jest niewątpliwie wygodne, ale prowadzi to tego, że kobieta staje się uzależniona od partnera. Dostawanie wsparcia i materialnych dóbr za atrakcyjny wygląd i pełne wdzięku zachowanie działa uzależniająco. Ponieważ jednak mężczyźni utrzymujący kobiety traktują je jak dobra luksusowe, stosunkowo często zmieniają partnerki – „na lepszy model”, młodsze... albo po prostu dla urozmaicenia. Kobieta zależna od bogatego mężczyzny pozostaje więc na lodzie, gdy tylko wypadnie z obiegu – przekroczy magiczną granicę 30-tki lub 40-tki. Część kobiet z osobowością histrioniczną wybiera unieważniające i skutkujące uprzedmiotowieniem profesje - pracują w klubach ze striptizem, jako fotomodelki do magazynów dla panów, aktorki w filmach dla dorosłych. Wprawdzie są wówczas bardziej niezależne, niż kobiety żyjące na rachunek zamożnego mężczyzny i zaspokajają potrzebę aprobaty, bycia w centrum uwagi, ale takie życie skazuje je na doświadczenia, które dopiero z perspektywy czasu postrzegają jako szkodliwe. Zresztą pomimo adoracji i zachwytów ze strony otoczenia, ich kluczowe przekonania o sobie pozostają negatywne. Histrioniczne zaburzenie osobowości a depresja Kobiety z histrionicznym zaburzeniem osobowości częstokroć zmagają się z depresją, którą usilnie kamuflują, byle tylko nikt się nie dowiedział, że tak naprawdę nie mają w życiu tego, na czym im najbardziej zależy. Nie są kochane, za to kim są, ale wielbi się je za to, jak wyglądają… nie są uważane za wartościowe, a jedynie przyjemne dla oka, nie są cenione jako życiowe partnerki, lecz tylko za możliwość pokazania się z nimi, podniesienia swojej wartości przy pomocy atrakcyjnej fizycznie kobiety u boku. Wielbione i oblegane przez mężczyzn, a mimo to mające ogromną trudność by stworzyć prawdziwy związek uczuciowy i doświadczyć miłości, a nie tylko banalnego podziwu, oceniania za wygląd, męskiego pożądania Odczuwając wewnętrzną pustkę i pozorność relacji, rekompensują to sobie byciem w centrum uwagi, podziwem anonimowych tłumów, zazdrością innych kobiet. Trochę to poprawia nastrój, ale nie rozwiązuje problemu, który zawsze w końcu daje się we znaki. Część kobiet z histrionicznym zaburzeniem osobowości ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. To ono w dużej mierze sprawia, że godzą się na życie z mężczyznami, traktującymi je przedmiotowo, jak maskotki, ozdoby, wyznaczniki wysokiego statusu. Niskie poczucie własnej wartości jest również przyczyną ciągłej troski o aprobatę i sygnały uwielbienia, które doraźnie poprawiają samoocenę, ale nigdy na dłuższą metę. Świadomość, że jest się cenioną głównie za seksapil, urodę, wdzięk wpędza te kobiety w desperacką walkę o podtrzymywanie piękna. Niesłychana troska o urodę (włączając liczne zabiegi upiększające oraz chirurgię plastyczną) też jest formą doraźnego poprawienia poczucia własnej wartości. Zbyt wiele doświadczeń unieważnienia i uprzedmiotowienia wpędza te kobiety w niskie poczucie własnej wartości, by takimi powierzchownymi sposobami można było je na stałe polepszyć. Aby problem rozwiązać konieczna jest głęboka, niepowierzchowna zmiana. Osobowość histrioniczna - styl funkcjonowania Histrioniczne zaburzenie osobowości - leczenie Psychoterapia jest dla osób z histrionicznym zaburzeniem osobowości wyzwaniem. Często rezygnują z dalszej terapii gdy tylko trochę złagodnieją objawy, z którymi przyszły. Rzadko chcą przyjrzeć się sobie, pracować nad sobą, spojrzeć prawdzie w oczy, skontaktować się naprawdę z własnymi uczuciami. Mają duży problem z wglądem w naturę swoich trudności. Nierzadko traktują terapię jako jeszcze jedną okazję, by zaspokoić swoją potrzebę bycia w centrum uwagi i pozyskania troski. Kiedy orientują się, że psychoterapeuta nie da się nabrać na ich sztuki, jest odporny na ich triki, lecz oczekuje aktywnej pracy nad sobą, wówczas wypisują się z terapii i idą szukać pola do popisu, okazji do gwiazdorstwa gdzie indziej. Bardzo rzadko dochodzi do sytuacji, gdy osoba z histrionicznym zaburzeniem osobowości faktycznie decyduje się przepracować swoje problemy. Zwłaszcza, że bywa to praca czasochłonna i wymagająca uznania, że „celebrycki styl życia” to ślepa uliczka w istocie wiodąca w przeciwnym kierunku, niż rzeczywiste spełnienie, głębokie więzi i poczucie sensu życia. Bycie w centrum uwagi nie ukoi poczucia pustki, nie zagoi jątrzących się ran, a szukanie mocnych wrażeń nie uchroni przed świadomością, że człowiekowi czegoś bardzo brakuje.
  10. Jak poprawić poczucie własnej wartości

    Przezwyciężanie poczucia braku własnej wartości jest szczególnie istotne w przypadku osób przechodzących depresję, ale problem ten może dotykać także ludzi, u których nie diagnozuje się zaburzeń psychicznych. Zła relacja z sobą samym, negatywna samoocena, przykra ocena na własny temat to w praktyce okrutne sądy i opinie na własny temat. Tego typu przekonania wpływają na sposób postępowania w taki sposób, że na przykład osoba z niską samooceną może unikać pewnych zadań lub kontakt z ludźmi gdyż jest przekonania, że nie podoła, nie nadaje się lub jest nieodpowiednia mimo to, że nic obiektywnie na to nie wskazuje. W skrajnej formie osoba może mieć odczucie, że jest nic niewarta, wybrakowana, wadliwa, skrajnie niekompetentna. W rezultacie może wycofywać się z różnorakich aktywności, unikać ich albo kompensować sobie niskie poczucie własnej wartości w problematyczny sposób (kupując zbędne, ale drogie przedmioty, żyć ponad stan, na kredyt, usilnie zabiegać o uwagę aż do przesady). Uważa się, że aby podnieść poczucie własnej wartości należy: [1] Systematycznie odpierać słowa wewnętrznej krytyki. W tym celu warto poznać swojego „Okrutnego Krytyka” i pracować nad bardziej sprzyjającą mową wewnętrzną. Niezbędne jest opanowanie umiejętności wykrywania pogrążających myśli, a więc warto monitorować swój sposób myślenia, by w porę korygować myśli obarczone zniekształceniami poznawczymi lub przytłaczające. Pomocna w tym bywa metoda trzech kolumn, która pozwala weryfikować myśli i w razie potrzeby zastępować je bardziej realistycznymi zapatrywaniami. [2] Pomocna jest metoda o nazwie „Sprzężenie zwrotne”. Chodzi w niej o to, by monitorować pojawiające się negatywne myśli na swój temat. Można na przykład odnotowywać każdy taki przypadek albo zliczać je przy pomocy licznika. Pod koniec dnia warto podsumować wynik. O ile metoda ta jest używana równolegle z odpieranie Okrutnej Mowy Wewnętrznej, przynosi zadziwiające rezultaty. Nie do końca wiadomo dlaczego skuteczność jest tak wyraźna, ale faktem pozostaje, że wyłączenie automatycznego pilota i zaprzestanie przyjmowania bezkrytycznie swoich negatywnych myśli wzmaga samokontrolę – umożliwia zaprzestanie dręczenia się ponurymi myślami na swój temat. [3] Poznaj swoje mocne i słabe strony, aby mieć jasny obraz własnej osoby. Traktuj swoje atuty jak coś, co można rozwijać, zaś wady, jako coś, nad czym można pracować. Wady nie są piętnem, ciężarem nie do pokonania, lecz czymś, co można stopniowo poprawiać. Nawet jednak w określonym „stadium rozwoju” cechy nie muszą ograniczać – można działać mimo niedoskonałości. [4] Działaj zamiast pogrążać się w czarnych myślach. Sytuacje jawiące się jak wyzwanie są do przejścia – trzeba jednak wykonać ruch. Zamiast koncentrować się problemie (niedostatku jakiejś umiejętności, przeświadczeniu o braku jakiejś cechy) można próbować zrealizować swój cel starając się wynieść z takiego doświadczenia jak najwięcej dla siebie niezależnie od tego, czy akcja zostanie zwieńczona sukcesem czy nie. Potknięcia uczą łapania równowagi, upadki uczą stawania do pionu – niepowodzenia dają pewność, że można przez nie przejść, a poza tym są okazją do nauki radzenia sobie z problemami. Jeśli nawet jakiś problem raczej nie powtórzy się w przyszłości to może przynajmniej inny uda się rozwiązać przez analogię? [5] Poznawaj siebie, by mieć adekwatny obraz swojej osoby. Zdobywając samowiedzę, orientując się w swoich zasobach poczujesz się pewniej, bardziej ufnie wobec siebie. Nie dość, że poprawi to poczucie własnej wartości to jeszcze ułatwi radzenie sobie z ewentualnymi trudnościami. Na dobry początek możesz rozwiązać jakiś test mocnych stron lub zapisać się na warsztaty poświęcone takiej tematyce. [6] Daj sobie prawo do bycia niedoskonałym. Nie trzeba perfekcji, by być człowiekiem wartościowym. Brak spektakularnych osiągnięć o niczym nie świadczy. Wartość emanuje z wnętrza – jest cechą każdej osoby, bo każdy ma niezbywalne prawo do bycia własnym przyjacielem, do pozostawania z samym sobą w dobrej, wspierającej relacji. Chcij być własnym sprzymierzeńcem, bądź po swojej stronie, asertywnie odpieraj niekonstruktywną krytykę, by chronić siebie w zdrowy sposób tak, jakbyś chronił swojego przyjaciela. [7] Podejdź do tematu zadaniowo. Jeśli działając w pojedynkę robisz postępy zbyt wolno albo masz poczucie, że nie robisz ich wcale, skorzystaj z psychoterapii. Pozytywna samoocena to coś nad czym da się i warto pracować. Pamiętaj że wybór należy do Ciebie.
  11. Piękne, atrakcyjne osoby, ale samotne

    Poczucie niższości, nieśmiałość, brak pewności siebie i poczucie niemocy ze zrozumiałych względów utrudniają tworzenie bliskich związków. Nie inaczej jest w przypadku drugiej skrajności – wybujałego poczucia własnej wartości, arogancji, przeświadczenia o własnej wyższości. W jednym i w drugim wypadku zdolność wchodzenia w związki jest zachwiana, utrudniona. Osoba narcystyczna jest przekonana, że przysługują jej szczególne prawa i przywileje. Poszukuje więc kontekstów, w których te przeświadczenia znajdą odzwierciedlenie. Królewicze i Księżniczki oczekują zatem specjalnego traktowania, stawiania na piedestale, ciągłych zabiegów o ich względy, oraz nieomal wymagają, by partner uznał, iż robią mu przysługę, że z nim są. Powinien znosić gorsze traktowanie, a nawet nielojalność lub wręcz zdrady. Narcyzy oczekują, że partner będzie spełniał wyśrubowane standardy – był odpowiednio sytuowany, znany lub wyjątkowo atrakcyjny fizycznie. W ostateczność szczególnie hojny. Osoby narcystyczne bardziej zabiegają o podziw, uprzywilejowanie, wygodę niż o bliskość, autentyczną więź, szczerość, a to znacząco utrudnia im tworzenie prawdziwie satysfakcjonujących związków, w których mogłyby doświadczyć spełnienia emocjonalnego. Siłą rzeczy osoby narcystyczne są bardzo często samotne i to pomimo cech uznawanych za atrakcyjne. Trudno jest im budować autentyczne związki ze względu na swoje nierealistyczne oczekiwania względem relacji i partnerów. W rezultacie zaliczają serie powierzchownych miłostek albo w nieskończoność wyczekują na niedościgniony ideał bardzo szybko przekreślając osoby, które nie spełniają absolutnie wszystkich (a jest ich długa lista) kryteriów selekcji. Niekiedy wpadają w pułapkę wygodnego życia na bogato u boku na przykład zamożnego partnera, z którym jednakże poza seksem niewiele ich łączy. Czasem z ogromą determinacją walczą o to, by zdobyć w ich mniemaniu odpowiedniego partnera, który będzie ich godny – celebrytę, kogoś ze świata showbiznesu, ikonę telewizji, bogacza, postać wybitną, co na dłuższą metę kończy się czestokroć fatalnie, przypomina tragedię, gdyż same nie mają tyle do zaoferowania, co taki partner, więc rozstanie jest kwestią czasu. Można mówić o różnych typach osobowości narcystycznych, ale u podłoża każdej z nich leży strach. Jedne osoby odczuwają lęk przed tym, że zostaną zdemaskowane i wyjdzie na jaw, jak bardzo nisko się cenią, jakie mają kompleksy i deficyty, które usilnie kompensują wyniosłością i dążeniem do znacznych osiągnięć. Inne przeraźliwie obawiają się pospolitości, robią więc wszystko, co w ich mocy, by wybić się ponad przeciętność, dążąc do tego nierzadko za wszelką cenę, nawet kosztem własnego zdrowia czy głębszego spełnienia. Trzeci typ jest pozbawiony zasad – obawia się, że przestrzegając społecznych reguł, zakazów moralnych i przepisów prawa niczego naprawdę wartościowego w życiu nie osiągnie, albo będzie skazany na nijaką, „przeciętniacką” egzystencję. Strach przed standardowym życiem dominuje także u czwartego typu – uwodzicielskiej osobowości narcystycznej, która flirtem, wdziękiem, urokiem osacza swoje ofiary i pasożytuje na nich, by spełniać swoje hedonistyczne zachcianki i realizować egoistyczne cele bez adekwatnego wysiłku, bez samodzielnej pracy. Osoby narcystyczne „przyłapane na gorącym uczynku” albo po prostu skonfrontowane z rzeczywistością zwykle przyjmują postawę urażonej niewinności i wypierają się własnych zachowań, grając przy tym grzeczne i uprzejmie. Narcystyczni uwodziciele i uwodzicielki słyną z ekscesów seksualnych i pokrętnych kłamstw, którymi wykpiwają się z odpowiedzialności za swoje niecne postępki. Narcyzy na krytykę reagują uznając ją za przejaw zawiści ze strony gorszych zazdrośników, po czym dalej robią swoje jakby wszystko z ich postępowaniem było w najlepszym porządku. Podsumowując ogólną charakterystykę, osoby narcystyczne mają niesłychanie wyolbrzymione poczucie własnej wartości, są przeświadczone o swojej niezwykłości i wynikających z niej przywilejów; mają się za wprost unikalne i niespotykane, więc oczekują podziwu i szczególnych uprawnień; wobec ludzi są natomiast nastawione eksploratorsko, używają ich do swoich celów nie przejawiając przy tym empatii; są aroganckie, wyniosłe, zadufane w sobie, silnie zazdrosne lub przekonane, że inni im zazdroszczą. Osoby narcystyczne częstokroć poszukują ludzi spełniających najwyższe standardy, ale jednak posiadających pewne skazy. Partner jest bowiem swego rodzaju przedłużeniem ich ego, świeci zaledwie światłem odbitym – tylko narcyz ma błyszczeć. Partner powinien odczytywać pragnienia narcyza z jego oczu, a jeśli tak się nie dzieje, to ten jest zaskoczony lub wręcz reaguje rozczarowaniem. Bardzie przebiegłe osoby narcystyczne potrafią odroczyć swoją roszczeniowość – najpierw uwodząc ofiarą, a dopiero potem okazując swoje prawdziwe oblicze i zaczynając wymagać uprzywilejowania. Grają przy tym w sposób bezwzględny na uczuciach – mniej lub bardziej subtelnie grożąc cofnięciem swojego zainteresowania partnerem lub wręcz stawiając na szali cały związek. Wolą być same, niż trwać w związku równościowym, w którym nie mogą być uprzywilejowane. Jeśli chodzi o różnice płciowe, narcystyczne kobiety zwykle wykorzystują mężczyzn do celów materialnych, traktując partnera jak bankomat, który ma zagwarantować wygodne życie na odpowiednio wysokim poziomie; natomiast narcystyczni mężczyźni częściej po prostu żyją wedle własnych zasad lekceważąc przy tym wszelkie normy moralne – stale poszukują nowych partnerek seksualnych nie stroniąc przy tym od kłamstw i manipulacji, włącznie z udawaniem zakochania. Osoby narcystyczne tworzą własne legendy, rewidując fakty tak, by wyolbrzymiać rzeczywiste sukcesy i minimalizować bądź usprawiedliwiać, albo przeinaczać popełnione błędy, byle tylko ochronić swoją wrażliwą samoocenę czy wesprzeć stanowisko, które aktualnie zajmują. Zaklinają przeszłość, by spotęgować szansę na realizację fantazji w przyszłości. Osoby tak zapatrzone w siebie, z tak zniekształconym obrazem własnej osoby, tego, co je spotkało, spotyka i czeka, tak dalece roszczeniowe i przekonane o swojej wyższości oraz specjalnych przywilejach, częstokroć są zupełnie niereformowalne i niepodatne na terapię nawet jeśli w ich życiu następują kolejne poważne kryzysy. Z tego względu istnieje nikła szansa, że osoba o tak zaburzonej osobowości dokona znaczącej zmiany. Jedyną szansę na korzystne efekty psychoterapii jest bardzo silne przymierze terapeutyczne, co jednak stanowi nierzadko bardzo duże wyzwanie, ponieważ pacjenci kryją się za fasadą swoich pozorów. Celem psychoterapii najczęściej, między innymi, jest zmniejszenie wyolbrzymionego do destrukcyjnego poziomu przeświadczenia o szczególnych uprawnieniach, oraz zwiększenie zdolności do współodczuwania, empatii. Czasami osoby narcystyczne trafiają do psychoterapeutów z zupełnie innych powodów niż ich własna osobowość – uskarżają się na trudności w kontaktach z innymi (którzy nie traktują ich dostatecznie dobrze), na depresję (z powodu niemożności realizacji swoich ambitnych celów i znalezienia odpowiednio dobrego partnera).
  12. Perfekcjonizm - dar czy przekleństwo?

    Perfekcjonizm rozumiany po prostu jako skłonność dążenia do doskonałości i najwyższych standardów nie jest bynajmniej czymś złym. Może jednak przybrać wprost niezdrową postać, gdy zaczyna powodować niemożność dokończenia określonych zadań, wieczne niezadowolenie z wyników, niekończące się ulepszanie kosztem terminów, i ogólnie elastyczności w doborze przedsięwzięć z obawy przed niemożnością ich wykonania perfekcyjnie. Może prowadzić do udręki, wyczerpania, nadmiernego stresu, chronicznego nieusatysfakcjonowania, notorycznego unikania projektów skądinąd możliwych do wykonania, ale postrzeganych jako zbyt trudne do zrobienia idealnie. Innymi słowy niezdrowy perfekcjonizm może zaburzać funkcjonowanie i być raczej przekleństwem aniżeli przymiotem. Kiedy możemy mówić o „zdrowym” perfekcjonizmie a kiedy o „toksycznym”? Porównajmy… ZDROWY przekłada się na dobrą organizację, sumienność, zmotywowanie, nienaganne standardy pracy, ambicję, traktowanie niepowodzeń jako okazje do nauki, wysoką samoocenę, obieranie celów w realistycznych granicach, czerpanie przyjemności nie tylko z osiągania celu, ale i procesu dążenia do niego. TOKSYCZNY wiąże się z niepokojem w związku z obawą przed krytyką, z niepodejmowaniem nowych wyzwań z uwagi na lęk przed porażką lub niemożnością osiągnięcia ideału, postrzeganie niepowodzeń jako swoistych „dowodów” na rzecz tezy o własnej bezwartościowości, niską samooceną, chronicznym stresem ze względu na dążenie do irracjonalnych celów niemożliwych do osiągnięcia lub nieosiągalnych w określonym czasie, koncentracją tylko na celu bez czerpania satysfakcji z procesu dążenia do niego, brakiem zadowolenia z osiągniętych rezultatów, poczuciem przytłoczenia, udręki, wyczerpania. W efekcie toksyczny, negatywny, niezdrowy perfekcjonizm prowadzi do nadmiernego stresu i innych przykrych konsekwencji trwania w przeświadczeniu, że nigdy nie jest się dość dobrym. Kiedy możemy mówić o groźbie popadnięcia w niezdrowy perfekcjonizm? Z pewnością warto się zastanowić nad swoją postawą i rozważyć kontakt z psychologiem lub psychoterapeutą, gdy zgadzasz się z więcej niż połową poniższych tez: Popełniwszy jakiś błąd rozpamiętujesz go oraz obwiniasz się nie mogąc się z tym pogodzić i o tym zapomnieć. Przymierzając się do wielu zadań opracowujesz wyjątkowo dokładną listę rzeczy do wykonania. Tak naprawdę nieczęsto jesteś usatysfakcjonowany ze swoich wyników. Nierzadko bywa, że nie daje Ci spokoju myśl o tym, iż coś mogłeś zrobić lepiej. Jeśli nie byłoby konkretnego terminu na ukończenie danej pracy pewnie siedziałbyś nad nią bez końca nanosząc kolejne poprawki. Miewasz problemy z definitywnym zakończeniem zadań bo wciąż masz przeświadczenie, że coś da się zrobić jeszcze lepiej. Z góry zakładasz, że czynność wykonywana względnie szybko najpewniej jest wykonana nie dość dobrze lub wręcz jest zrobiona niechlujnie. Bywało, że inni mieli Ci za złe lub stawali się podirytowani, gdy próbowałeś wymusić na nich własne najwyższe standardy. Działają Ci na nerwy ludzie, którzy nie stawiają sobie wysokich wymagań. Nie potrafisz zwrócić się do innych po pomoc bo bierzesz za punkt honoru wykazanie się i zrobienie czegoś samemu doskonale, albo po prostu jesteś zdania, że nikt inny nie wykona roboty tak starannie jak Ty. Zwykle kilkukrotnie sprawdzasz wiadomości i zadania przed wysłaniem, by uniknąć jakichkolwiek błędów. Gdy coś idzie nie tak, obwiniasz siebie. Nawet ukończywszy jakieś zadanie przed czasem, do ostatniej chwili sprawdzasz czy nie ma błędów. Kluczowe jest dla Ciebie to, czy uda się precyzyjnie osiągnąć określony cel, a nieosiągnięcie go uznajesz za porażkę, nie bacząc na to, ile zdołałeś zrobić. Nieczęsto jesteś w pełni zadowolony ze swoich efektów. O zadaniach myślisz raczej, że „musisz” albo „należy” je wykonać, a nie że „chcesz” lub „masz ochotę”. Jesteś zdania, że tylko dzięki niebagatelnym osiągnięciom zyskasz uznanie innych ludzi. Bardzo źle znosisz krytykę. Przywiązujesz wagę do tego, jak oceniają Cię inni i co o Tobie myślą. Niejednokrotnie słyszałeś, że przywiązujesz zbyt dużą wagę do szczegółów, przesadzasz w kwestii dążenia do doskonałości. Kategorycznie odmawiasz sobie prawa do popełniania jakichkolwiek błędów. Masz skłonność do porównywania się z innymi.
  13. Wolne i wolni – mimowolnie bez pary

    Bywa, że pomimo odczuwania potrzeby związku uczuciowego, a nawet deklarowania takiej chęci i podejmowania pewnych ruchów w celu poszukiwania drugiej połówki, niektóre osoby nie są w stanie stworzyć relacji. Nie będziemy tu wnikać w to, jaka jest pierwotna geneza tego rodzaju trudności. Omijamy zatem szerokim łukiem groźnie brzmiące etykiety jak „lęk przed bliskością”, „samotność z lęku przed odrzuceniem”, „lęk przed zranieniem”, „lęk przed pochłonięciem przez partnera (utratą autonomii)” czy „nieufność potęgowana brakiem pewności siebie (swoich granic, potencjału, priorytetów) lub poczucia własnej wartości”. Skupiamy się konkretnie na problemie, a jest nim przecież nieangażowanie się w związek mimo realnych szans na stworzenie satysfakcjonującej relacji, przy czym nie jest to kwestia wyboru, a raczej wynik chronicznego niezdecydowania, unikania więzi lub dławienia miłości w zarodku. Na czym może polegać problem? Bycie samemu nie wiąże się z ryzykiem zranienia; ból samotności jest przynajmniej znany, bywa wręcz oswojony tzn. osoba już do niego przywykła, tymczasem ryzyko krzywdy (złamane serce, rozczarowanie, niespełnienie lub uwikłanie się w trudny układ) jawi się jako znaczące. Wchodzenie w związek wymaga zajęcia stanowiska w sprawach, które mogą być tematem różnych dylematów, nierozstrzygniętych konfliktów wewnętrznych. Mogą one dotyczyć wizji własnej osoby, najważniejszych oczekiwań, stosunku do wymogów społeczności, w której się żyje, przewidywań dalszego scenariusza, podejścia do kwestii jak posiadanie dzieci, ale także bardziej fundamentalnych kwestii jak niewiedza o własnej preferencji seksualnej lub ukrywanie rzeczywistych preferencji z obawy przed ostracyzmem bądź nietolerancją. Bycie samemu jest czymś, co się zna i jest względnie proste, a związek to w jakiejś mierze niewiadoma, potencjalne komplikacje. Na to nie każdy jest gotów, nie wszyscy mają po prostu czas stale angażując się w robienie kariery lub goniąc za wciąż „uciekającymi celami”. Nowy związek może być na początku wymagający, bo ludzie się docierają; wymaga to pewnej determinacji i dobrej woli, o którą nie zawsze łatwo, gdy na przykład ma się złe doświadczenia. Bycie z kimś wymaga pewnego wysiłku: zaangażowania, aktywnego słuchania, empatii, komunikowania skrywanych przemyśleń, ujawniania emocji, budowania zaufania, a to wszystko bywa niekiedy trudne lub osoba z różnych względów nie jest na to gotowa (na przykład potrzebuje szczególnie dużo okazji do wyżalenia się, wygadania i przerobienia trudnych emocji nim sama zdoła zaoferować to potencjalnemu partnerowi). Budowanie relacji wymaga pewnych kompetencji interpersonalnych i komunikacyjnych, których czasem brak, a trening, nawet „w żywiole” wydaje się ponad siły lub nadmiernie obciążający, a w każdym razie mało kuszący, bądź wręcz uciążliwy, trudny. Problemem może być bardzo duża nieśmiałość nieomal paraliżująca ilekroć pojawia się sposobność, by poznać kogoś uznawanego za interesującego. Wchodzenie w związek to perspektywa, która może wzbudzać obawy u osoby, która ma niskie poczucie własnej wartości; mogą temu w takim wypadku towarzyszyć myśli, że nie jest się tego wartym, że nie ma się dość do zaoferowania, że nie podoła się temu, że zawiedzie się partnera lub kogoś zrani, że nie wywiąże się ze swoich zobowiązań, zawiedzie, że gdy się kogoś do siebie dopuści to wyjdą na jaw wszelkie deficyty i niedoskonałości niemożliwe do zaakceptowania. Wchodzenie w związek wymaga specyficznej gotowości: chęci związania się z kimś, „miejsca” na relację (wystarczającej ilości zasobów – przede wszystkim czasu i zaangażowania), ewentualne zamknięcia za sobą spraw związanych z poprzednim związkiem, odżałowanie wcześniejszych strat i przeżycie swoistej „żałoby” po zakończonych relacjach. Dojrzałe uznanie za zamknięte poprzednich rozdziałów i zwrócenie się rzeczywiście ku teraźniejszość, by móc zacząć budować przyszłość, zamiast stale żyć przeszłością, rozpamiętywać lub liczyć na rekonstrukcję czegoś, co w istocie minęło i nie wróci. Działa narcyzm i dana osoba usiłuje kompensować swój głęboki brak poczucia własnej wartości poprzez perfekcjonizm, a konkretnie stawianie nierealnych wymagań wobec relacji. Być może chodzi o skrajnie wygórowane oczekiwania wobec partnera albo niemożliwe do zrealizowanie pragnienie stale skrajnie intensywnej namiętności typowej dla wczesnych początków związków miłosnych. Tak czy owak wizja jest dalece odrealniona i praktycznie uniemożliwia nawiązanie autentycznej relacji uczuciowej. Przedstawiona lista czynników rozpraszających, odwracających uwagę lub stojących na drodze do nowego związku jest długa, ale bynajmniej nie wyczerpuje tematu. Jedynie akcentuje możliwe warianty zdarzeń. Rozpoznanie składników problemu może być wstępnym etapem psychoterapii. Wcale niełatwej, ale jakże owocnej z perspektywy osoby, która po usunięciu blokad może nagle dojść do wniosku, że sama rzucała sobie kłody pod nogi i nie stwarzała w swoim życiu przestrzeni na relację, lub wręcz była na nią tak naprawdę zamknięta. Na koniec krótko poradnikowo... Nie mąć wody, by się zdawała głębsza – spójrz w taflę jak w lustro i uczciwie zmierz się z własnymi deficytami oraz problematycznymi działaniami, które stoją na drodze do udanego związku. Nie wykonuj ruchów pozorowanych, które niby mają wywołać zmianę – miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, zamiast ograniczać się do przebierania spośród opcji, które się napatoczą. Nie siedź z założony rękami – mijający czas może być czasem miłości, jeśli tylko naprawdę tego zechcesz i energicznie o to się postarasz. „Tyle z życia masz, ile dasz” mówi pewna piosenka, i analogicznie jest w przypadku nowych znajomości. Przemóż się, zdław opór i skontaktuj z osobą, która cię interesuje zamiast wiecznie czekać, aż ktoś wykona pierwszy ruch. Najlepszym lekarstwem na nieśmiałość jest robienie tego, co cię onieśmiela. Jeśli akurat nie masz nikogo na oku, zważ, że szukanie bądź selekcja spośród dostępnych opcji to też pewien wysiłek, który warto podjąć. Romantyczne scenariusze, miłość od pierwszego wejrzenia, zakochanie spadające nagle jak grom z jasnego nieba nie są standardem (i nie dają gwarancji, że związek będzie udany). Zwłaszcza, jeśli jesteś kobietą, nie udawaj, że zmiany obyczajowe się nie dokonały i nadal obowiązują dawne skrypty, odtwarzające romantyczny scenariusz. Ludzie znajdują się za pośrednictwem Internetu… bywa, że zakochują się po czasie, choć pracowali w jednej firmie… zdarza się, iż zauważają siebie dopiero wskutek szczególnego splotu okoliczności, chociaż mijali się na korytarzu nieomal każdego dnia… nierzadko impuls do wzajemnego poznania wychodzi ze strony kobiet, które coraz częściej wychodzą z inicjatywą, bo „poszukiwanych” mężczyzn w Polsce jest po prostu znacznie mniej niż „poszukiwanych” kobiet (w populacji ogólnie jest więcej kobiet; mniej jest mężczyzn wykształconych; więcej jest biernych zawodowo i bezrobotnych; zdecydowanie więcej mężczyzn stosuje strategie ucieczkowe unikając wyzwań poprzez różnorodne metody marnotrawienia czasu; więcej jest mężczyzn niedbających o wygląd, formę; osoby popełniające przestępstwa to w zdecydowanej większości mężczyźni; wprawdzie na depresję częściej chorują kobiety, ale to mężczyźni częściej popełniają samobójstwa).
  14. Dlaczego akurat terapia poznawczo-behawioralna?

    Dlaczego psychoterapia poznawczo-behawioralna? Fundamentalną ideą psychoterapii poznawczo-behawioralnej jest poparta licznymi badaniami psychologicznymi koncepcja mówiąca o tym, że sposób myślenia (o sobie, innych, świecie, czasie) wpływa na przeżywany nastrój i w znacznej mierze decyduje o tym, jakie człowiek podejmuje działania. Można to ująć następujące: myśli, jeśli są nieupilnowane, podążają bezwiednie za nastrojem, choć mogłyby korzystnie na niego wpływać; tymczasem działania wynikają ze sposobu, w jaki myślimy. Jeśli więc wskutek smutnego nastroju rozmyślamy o trudnych tematach, taka sytuacja kieruje naszym postępowaniem w ten sposób, że raczej decydujemy się unikać kontaktu z ludźmi i pozostać samemu, trwając w smutku, niż przebywać wśród innych, co raczej wymagałoby przecież więcej pozytywnej energii, której brak nie tylko dobitnie odczuwamy (zły nastrój), ale i potwierdzamy poprzez negatywne refleksje (ponure myśli). Oczywiście w trosce o swoje samopoczucie raczej powinniśmy szukać bardziej sprzyjających poprawie rozwiązań, ale oddając nastrojowi władzę nad umysłem i traktując myśli jak fakty, na które nic nie możemy poradzić, pogrążamy się coraz bardziej. Nawet jeśli w życiu przytrafia się coś naprawdę podłego, jedni radzą sobie z tym w bólu, ale wychodząc z tego cało, a inni niestety popadają w długotrwałe stany przygnębiania i w związku z tym podejmują niekorzystne dla nich działania. Jak widać, w tym ujęciu nieprawidłowości w funkcjonowaniu, złe samopoczucie i różnorakie trudne przeżycia wewnętrzne są zatem konsekwencją nieadekwatnej, obarczonej błędami, nadmiernie schematycznej interpretacji zdarzeń i sytuacji. Psychoterapia, polegająca w znacznym stopniu na modyfikacji niefortunnych, fałszywych i wadliwych sposobów myślenia, prowadzi do polepszenia się stanu pacjenta – poprawy samopoczucia i bardziej sprzyjających zachowań. Czynnikiem podtrzymującym taką poprawę funkcjonowania jest głębsza zmiana przekonań, które częstokroć leżą u podstaw pogrążających, niekonstruktywnych przemyśleń, wywołujących trudne stany emocjonalne. Skuteczność psychoterapii poznawczo-behawioralnej jest stale monitorowana. Jest z powodzeniem wykorzystywana w leczeniu takich trudności jak: fobia społeczna (Gelernter i In., 1991, Heimberg i In., 1990), depresja (Dobson, 1989), lęk uogólniony (Butle, Fennell, Robson, Gelder, 1991), lęk napadowy znany też jako zespół lęku panicznego (Barlow, Craske, Gerney, Klosko, 1989), zaburzenia odżywiania (Agras i In. 1992, Fairburn, Jones, 1991), nadużywanie substancji psychoaktywnych (Wody i In. 1989), problemy w intymnych związkach (Bancom, Sayers, 1990). Ponadto psychoterapia poznawczo-behawioralna stosowana jest też do leczenia zaburzeń osobowości, hipochondrii, schizofrenii, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Zgodnie z badaniami Persons, Burns i Perloff ten typ terapii może być z powodzeniem wykorzystywany w przypadku osób z różnym wykształceniem, dochodach i pochodzeniem. Ważną, i szczególnie cenioną przez pacjentów, cechą psychoterapii poznawczo-behawioralnej jest koncentracja na problemie i bieżących trudnościach, oraz generalnie orientacja na konkretny cel. Wprawdzie w trakcie leczenia zwraca się uwagę na to, jakie czynniki rozwojowe lub konkretne wydarzenia mogły się przyczynić do powstania określonego problemu, ale istotą procesu jest usuwanie obecnych trudności, by jakość życia i stan pacjenta wpierw odzyskały optymalny poziom, a potem mógł też dokonać się wzrost zgodnie z ideami psychologii pozytywnej. Dzięki takiej koncepcji procesu psychoterapii możliwe jest uzyskanie poprawy w optymalnym czasie, bez niepewnego drążenia w odległej przeszłości o ile nie jest to rzeczywiście absolutnie niezbędne. Proces ma charakter współpracy – współudział pacjenta jest znaczny i wyraża się nie tylko obecnością na sesjach i wykonywaniem prac osobistych między nimi, ale realnym wpływem na przebieg zdarzeń ze względu na to, iż jest poniekąd ekspertem we własnej sprawie, tzn. jest najbardziej kompetentny jeśli chodzi o to, czy i w jakim stopniu określone techniki na niego z korzyścią oddziałują dając najlepsze efekty. Nie jest zatem pasywnym biorcą poddającym się trudnym do zrozumienia wpływom terapeuty, lecz czynnym współuczestnikiem procesu dzięki czemu psychoterapia od strony praktycznej uwzględnia jego potrzeby, bieżące możliwości, oczekiwania, najbardziej palące problemy. Pacjent może się spodziewać sukcesu proporcjonalnego do wysiłku, który wkłada. Z tych względów psychoterapia poznawczo-behawioralna jest jedną z najczęściej wybieranych metod leczenia dolegliwości psychologicznych zaś psychoterapeuci pracujący w tym nurcie mogą realizować świadczenia opieki zdrowotnej z zakresu psychoterapii finansowane ze środków publicznych (NFZ).
  15. Okrutny Krytyk Wewnętrzny

    Bezwzględny Narrator, Bezlitosny Szyderca, Ponura Postać, Cień – to pozornie zabawne imiona nadawane przez niektórych ludzi czemuś, co opanowuje sposób myślenia o sobie i skłania do krańcowo krytycznych ocen własnej osoby i swojego życia. Stanowi źródło negatywnych komunikatów, które potrafią całkowicie zdominować dialog wewnętrzny. Swoje korzenie ma głównie w dotkliwie krytycznych bądź zawstydzających uwagach słyszanych w dzieciństwo od ważnych osób – rodziców, opiekunów, bliskich autorytetów i członków rodziny, nauczycieli. W psychoterapii zwykło się ten wewnętrzny, maksymalnie przykry głos określać jako OKW – Okrutny Krytyk Wewnętrzny (zwany też negatywną mową wewnętrzną). Wikipedia definiuje go jako: Ponieważ ten głos tak jakby rozlega się we wnętrzu człowieka, częstokroć automatycznie odbiera się go jako wiarygodne źródło i przyjmuje na wiarę to wszystko, co ma do przekazania. Uznaje się podsuwane przezeń refleksje za bardzo przekonujące, a wywołane przez nie emocje – za potwierdzenie, iż to wiarygodne źródło prawdziwych informacji. Niestety nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ Okrutny Krytyk Wewnętrzny potrafi bez końca pastwić się nad człowiekiem, wpędzając go w coraz gorsze samopoczucie i obdzierając z poczucia własnej wartości. Okrutny Krytyk Wewnętrzny nie jest oczywiście czymś namacalnym, nie jest też objawem ciężkiej choroby umysłowej – omamem słuchowym czy inną halucynacją. Jest to pewna koncepcja, uwzględniająca fakt, że psychika każdego człowieka jest niesłychanie złożona i wieloaspektowa. Uważa się, że nie posiadamy jednej, jedynej osobowości, lecz dysponujemy szeregiem subosobowości (zwanych też konfiguracjami, przypominającymi poniekąd różne postawy w zależności od odgrywanej w danym kontekście roli życiowej), które pozostają w interakcji i determinują nasze działania. Można więc powiedzieć, że Okrutny Krytyk Wewnętrzny jest takim aspektem osoby, która ma na jej własny temat drastycznie złe zdanie. Hiszpanie nazywają czasem ten ponury wymiar osobowości tecato gusano – „robalem”, który żywi się negatywnymi emocjami, niejako zżera człowieka od środka, pozbawiając wiary w siebie, nadziei, poczucia własnej wartości, wywołując poczucie ułomności i nieadekwatności, niekompletności, braku kompetencji, czy nawet poczucia, że jest niegodnym bycia kochanym. Osoby mocno „wsłuchane” w Okrutnego Krytyka Wewnętrznego mogą wręcz zacząć myśleć o sobie jak o kimś głęboko, wewnętrznie ułomnym, z jakimś strasznym piętnem, o kimś skazanym na najgorsze, niegodnym tego, co w życiu wartościowe. Działając pod wpływem informacji od Krytyka Wewnętrznego mogą unikać intymnych związków, bo są przeświadczone, że i tak nikt ich nigdy autentycznie nie pokocha z uwagi na ich wewnętrzne deficyty. Mogę też niejako kontratakować, by zagłuszyć nieznośnie podniesiony głos Krytyka i zamiast mu ulegać mogą desperacko próbować przeczyć temu, co sugeruje. W istocie także są pod jego nieustannym wpływem, z determinacją dążąc do tego, by go przekonać, iż są wartościowe, dość dobre i godne uczuć. Rzecz w tym, że Krytyk jest nieprzejednany i nigdy nie rezygnuje ze swojej ponurej wizji osoby. W ujęciu psychoterapii integracyjnej Okrutny Krytyk Wewnętrzny jawi się jako nie tylko podsuwacz negatywnych myśli i stwierdzeń, ale i przytłaczających komunikatów w formie bardziej obrazowej. Co zatem można zrobić? Nie łudźmy się, że Okrutny Krytyk Wewnętrzny zamilknie, odpuści – przeciwnie, będzie działał bezlitośnie, dlatego musimy zatroszczyć się o siebie gwarantując sobie ochronę. Powinna nią być miłość własna, delikatność i autentyczna, ciepła troska, które będą chronić przed bezwzględnymi standardami i terrorem wyśrubowanych powinności. Okrutny Krytyk Wewnętrzny zamiast dopingować i wspierać, tłamsi poczucie własnej wartości i dławi zapał, konieczny jest więc równoważący głos – mówiący językiem wzmacniającym, serdecznym, dodającym otuchy. Słowo po słowie trzeba się go nauczyć, by głos Krytyka nie był głosem jedynym, wiodącym. Na początek należy jednak „wyłączyć automatycznego pilota” i przestać w sposób bezrefleksyjny przyjmować absolutnie wszystkie wypowiedzi padające w nieustannie w nas trwającym dialogu wewnętrznym. Nie wszystkie komunikaty są sprzyjające – Okrutny Krytyk Wewnętrzny żywi się pogrążaniem i deprecjonowaniem, więc im jest silniejszy, tym brutalniej traktuje człowieka. Z lubością wykorzystuje do tego zniekształcenia poznawcze, a szczególnie etykietowanie, katastrofizowanie, ocenianie i filtr negatywny. Analizując własne myśli należy rozpatrywać, czy negatywne treści są adekwatnym opisem sytuacji i faktycznie pasują do kontekstu, czy raczej stoi za nimi Cień, który źle człowiekowi życzy i pragnie jego upodlenia. W przypadku, gdy mamy do czynienia z ewidentnym komunikatem Okrutnego Krytyka, należy go podważyć, a jeśli przekaz nie jest dobitny i dokuczliwy, więc da się go zignorować, po prostu tak zrobić. Podważanie może odbywać się poprzez rozpatrywanie za i przeciw lub bezpośrednią kontrargumentację. Jeśli mówi „jesteś beznadziejny” można na przykład pomyśleć w odpowiedzi „czasem popełniam błędy, ale mam na koncie wiele sukcesów, więc zarzut jest nietrafiony”. Gdy zaś sugeruje „jesteś słabym nałogowcem, ulegniesz pokusie prędzej czy później, nie opieraj się więc, zrób teraz to, na co masz ochotę” odpowiednią reakcją byłoby pomyślenie na przykład „wiele dni dawałem sobie radę bez nałogu i wiele razy opierałem się pokusom, więc dam radę także tym razem i kropka”. Można także notować sobie najdotkliwsze komunikaty Okrutnego Krytyka Wewnętrznego po to, by później na spokojnie poddać je wnikliwej analizie pod kątem bezzasadności, robiąc to na piśmie. To rozwiązanie jest szczególnie pomocne, bo do tak sporządzonych „rozpraw” można w dowolnym czasie wrócić, by sprawdzić, czy przypadkiem Krytyk znowu nie mąci, by odświeżyć sobie pamięć w kwestii tego, jakie stosuje sztuczki, by pogrążać. Gdy OKW podsuwa komunikaty jawiące się bardziej jak obrazy niż dotkliwe hasła tak jakby wypowiadane przez jakiś głos, należy spróbować rozpoznać, do czego te obrazy się odwołują. Do wyobrażeń, fantazji, wspomnień? Być może trzeba będzie wrócić do momentów szczególnych, w których zakotwiczyły się owe przytłaczające wizje, obrazy, ażeby doświadczyć tamtych chwil na nowo, w inny sposób, i w rezultacie „wciągnąć kotwice z powrotem na pokład”. Praca z tymi ogniskowymi obszarami (w których złośliwie zakotwiczyły się trudne do bezpośredniej zmiany wizje dotyczące własnej osoby) mogą być przedmiotem psychoterapii. Mówiąc metaforycznie, niekiedy trzeba dotrzeć do samego źródła problemu analogicznie jak ma to miejsce w sytuacji, gdy wędkarz zmuszony jest podpłynąć łódką do miejsca, gdzie zaczepił się haczyk. Czasem Okrutny Krytyk Wewnętrzny jest wyjątkowo przebiegły i dobrze kamufluje się. Trudno odróżnić go od innych myśli, które też nie zawsze są jednoznacznie budujące i konstruktywne. Warto zastanowić się nad własnym określeniem dla OKW, by móc go identyfikować i od razu przywoływać do świadomości wiedzę o tym, że jest on bardzo złym doradcą. Niektórzy ludzie określają go jako Sabotażysta, który ciągle skłania ich do autodestrukcyjnych posunięć burząc szanse na realizację planów jak zerwanie z nałogiem czy szukanie pracy. Chodzi o to, by w nazwie (imieniu) Okrutnego Krytyka zawrzeć jego najulubieńszą strategię postępowania i sferę, w której najchętniej się objawia. Jeśli wydaje się bardzo wszechstronny, można mu nadać bardziej ogólną nazwę, jak choćby wspomniany już – Cień. Nazwanie OKW to dopiero początek określania jego „profilu sprawcy”. Aby wiedzieć, kiedy i w jaki sposób działa, warto się nad tymi kwestia dobrze namyślić. To ważne, ponieważ w wyniku jego podszeptów częstokroć człowiek może pogrążać się w wyjątkowo złym nastroju, angażować się w ryzykowne bądź problematyczne sytuacje i działania, albo wręcz wyrządzać sobie w pewien sposób krzywdę. ĆWICZENIE W celu sporządzenia „profilu” Okrutnego Krytyka, by móc go dzięki temu łatwiej rozszyfrowywać, warto dokończyć poniższe zdania: Czując się świetnie po ukończeniu jakiegoś trudnego zadania mój OKW… Gdy załamuję się i czuję przegrany, mój OKW… Czasami mam wrażenie, że mój OKW mówi głosem podobnym do głosu jakiejś ważnej dla mnie osoby z przeszłości lub kilku takich osób; są to prawdopodobnie… Kiedy słyszę, że ktoś darzy mnie pozytywnym uczuciem mój OKW… Ilekroć jestem przeciążony lub przytłoczony, mój OKW… W obliczu dylematu, trudnej decyzji, mój OKW… Kiedy coś nie idzie po mojej myśli mój OKW… Kiedy nudzę się bo mam niezorganizowany czas mój OKW… Kiedy mam kontaktować się z rodzicami mój OKW… Kiedy mam coś ważnego do zrobienia i termin jest już blisko, mój OKW… Kiedy jestem pod wpływem silnego stresu mój OKW… Kiedy wdaję się w spór mój OKW… Gdy ktoś na mnie krzywo spojrzy lub zaśmieje się ze mnie mój OKW… Kiedy będąc w grupie zrobię coś niestosownego lub głupiego mój OKW… Gdy kończę związek uczuciowy lub ważną dotychczas relację mój OKW… Gdy doświadczam przemocy, złego traktowania mój OKW… Gdy jestem przemęczony mój OKW… Gdy odczuwam pokusę, by oddać się nałogowi, z którego się leczę, mój OKW… Istnieją sytuacje, w których mój OKW milknie i wycofuje się, są to sytuacje gdy… Mój OKW stosuje specyficzne strategie sabotowania moich starań; oto kilka z takich najbardziej charakterystycznych dla mojego OKW strategii… Po dokończeniu powyższych zdań można jeszcze potrenować samoobronę przed Okrutnym Krytykiem. W tym celu należy jeszcze dopisać do każdego już sporządzonego zdania słowa ...a ja na to... i określić, jak się podchodzi do danego komunikatu bądź strategii OKW. Dobrze też zadbać o system motywujący do odpierania przykazań Okrutnego Krytyka. W tym celu warto odpowiedzieć sobie na następujące pytania: Gdy udaje mi się z powodzeniem przez dobę skutecznie odpierać podszepty mojego OKW mam z tego takie korzyści, że… oraz dodatkowo nagradzam się za to poprzez… Gdy mam poczucie, że przez tydzień dawałem sobie radę w odpieraniu podszeptów mojego OKW zamiast tego dodając sobie otuchy, traktując się troskliwie i wyrozumiale, mam z tego takie korzyści, że… a co więcej nagradzam się poprzez… Rozpracowywanie Okrutnego Krytyka Wewnętrznego może być elementem psychoterapii – jest to wskazane zwłaszcza wówczas, gdy jego podszepty są wyjątkowo uporczywe, perfidne, a człowiek czuje się nimi wprost osaczony i w ich obliczu bezbronny. W takim wypadku psychoterapeuta staje się swoistym sprzymierzeńcem w równoważeniu dialogu wewnętrznego i nabywaniu przez pacjenta zdolności formułowania samouspokajających, serdecznych komunikatów, oraz umiejętności podważania myśli obarczonych zniekształceniami poznawczymi. Podsumowując, idea Okrutnego Krytyka Wewnętrznego jest tyleż prosta, co błyskotliwa... po prostu przemawia do wielu osób, ponieważ w nieskomplikowany sposób oddaje istotę problematycznego dialogu wewnętrznego, który powinien zostać poddany korekcie. Tym niemniej warto odnotować również, że bardziej sceptyczne osoby mogą uznawać koncepcję OKW za raczej naiwną. Jeśli jednak tylko będą w stanie przemóc się i spróbować przyjąć jej założenia, poeksperymentować z intencjonalnym wsłuchiwaniem się w krytyczne komunikaty i wolitywnym traktowaniem ich jako niepomocne, pogrążające treści, które należy podważyć, może i tak przynieść to dobre efekty (wiara nie jest potrzebna, wystarczy sprawdzić). Koncept OKW jest także atrakcyjny i użyteczny z uwagi na to, iż wszelkie podszepty i negatywne zapatrywania, które podsuwa, są niejako odrębne od osoby, która je „w sobie słyszy”. A skoro tak, nie wywołują one takiego wstydu – są czymś w pewnym sensie oddzielonym od człowieka, mogą być więc obiektywnie oceniane, a nie maskowane bądź ukrywane choćby przed sobą. Cień nie jest przekleństwem o tyle, o ile nie pozwalamy mu się piętnować.

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

×