Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'swobodne refleksje' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne wyzwania i problemy psychologiczne
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Artykuły

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Znaleziono 9 wyników

  1. Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Co niszczy współczesnego mężczyznę i sprawia, że w życiu ma on pod górkę? Niniejszy tekst jest odpowiedzią na to pytanie. Artykuł napisałem na podstawie własnych obserwacji poczynionych w trakcie pracy jako psycholog, psychoterapeuta, oraz w oparciu o zapatrywania innych specjalistów, zawarte w publikacjach ich autorstwa takich jak na przykład książka „Gdzie ci mężczyźni” Philipa Zimbardo. System edukacji przystosowany dla kobiet Chłopcy rozwijają się inaczej, niż dziewczynki – zwykle są bardziej żywiołowi i chętniej uczą się przez działanie, a nie bierne siedzenie w ławce godzinami i wysłuchiwanie kazań. Kazań, które na domiar złego wygłaszają kobiety, bo zawód nauczyciela jest bardzo mocno sfeminizowany. W systemie edukacji dziewczynki są faworyzowane pod wieloma względami, co chłopców stawia na gorszej pozycji. Jak zwracają uwagę autorzy książki „Sposób na Kaina. Jak chronić życie emocjonalne chłopców”, nauczycielki najczęściej w ogóle nie rozumieją wewnętrznego świata podopiecznych płci męskiej. Nie pojmują ich potrzeb – zamiast tego upatrują w innych, niż dziewczęce, zachowaniach problem i przesadnie często podejrzewają dolegliwości takie jak ADD czy ADHD. W rezultacie już na starcie chłopcy mają trudniej, bo ich potrzeby są mniej ważne lub wręcz traktowane jak zaburzenie i coś niepożądanego. Wychowywanie na samowystarczalnych twardzieli Chłopcy od dziecka wychowywani są na samowystarczalnych twardzieli, którzy mają własnym kosztem otaczać opieką wymagające ich troski dziewczynki, kobiety. Efekt jest niestety taki, że mężczyźni w dorosłym życiu zaniedbują własne potrzeby. Na przykład doświadczając problemów psychicznych zwlekają z udaniem się do specjalisty grube miesiące lub nawet lata, bo nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie. W tym czasie dolegliwości te często co najmniej utrwalają się, a zwykle pogłębiają i mają miejsce powikłania. Dziewczynki zachęcane od małego do korzystania ze wsparcia, relatywnie szybko go poszukują i dzięki temu częściej są w stanie zapobiec poważnym dolegliwościom. Mężczyźni nauczeni, że prośba o pomoc jest oznaką słabością, idą w zaparte i niejednokrotnie pogarszają w ten sposób swoje położenie. Sami dla siebie są też zdecydowanie mniej życzliwi i wspierający, natomiast ich cierpienie przez społeczeństwo jest niejednokrotnie uznawane za mniej ważne. Nic więc dziwnego, że popełniają samobójstwa kilkukrotnie częściej, niż kobiety. Niewłaściwy stosunek do kobiet Chłopcy, niezwykle często wychowujący się bez ojców, a nawet negatywnie do nich nastawiani przez matki, wchodzą w dorosłość z głęboko nieadekwatnym wyobrażeniem na temat relacji z kobietami. Mają swoiste poczucie misji, by je otaczać opieką, wykazywać się rycerskością, a poza tym są przesiąknięci dalece odbiegającą od rzeczywistości wizją kobiety romantycznej. Przeżywają więc zderzenie ze ścianą realiów, gdy okazuje się, że są kompletnie nieprzygotowani na przemoc psychiczną, szantaże emocjonalne, manipulacje czy hipergamię kobiet. Nierzadko dopiero podczas małżeństwa lub już na etapie rozwodzenia się albo wręcz po rozstaniu uczą się w stosunku do kobiet asertywności, wyznaczania granic, mówienia o potrzebach i emocjach, zarządzania relacją. Bardzo często płacą wysoką cenę za swój naiwny idealizm zaszczepiony im za młodu. Zmuszeni są też w galopującym tempie nadrabiać zaległości w zakresie miękkich kompetencji, o których nikt im nie powiedział, że będą niezbędne. Przechodzą również w bólach i nierzadko z ogromnymi oporami długą drogę od pantoflarzy płaszczących się przed rzekomo romantycznymi kobietami do mocno cynicznych pragmatyków lub pozbawionych złudzeń realistów. W trakcie tej osobliwej podróży marnują swój potencjał, a także zasoby takie jak czas i pieniądze, na uganianie się za kobietami – psując im przy okazji charakter i wzmagając w nich narcystyczne cechy. Dopiero na szarym końcu tej eskapady zdają sobie w końcu sprawę, że startując z poziomu uniżoności nie mają szans na stworzenie partnerskiej relacji z kobietą, bo co najwyżej mogą stać się w ten sposób jej marionetką, ewentualnie „bankomatem” bądź „emocjonalną poduszką bezpieczeństwa”. Nie mogą też liczyć na wartościowe relacje z kobietami, gdy są wobec nich uprzedzeni, ponieważ wtedy wchodzą nieprzypadkowo w związki potwierdzające ich ponure przekonania, a swoim nastawieniem wywołują wszystko to, czego najbardziej nie znoszą u pań (działa efekt samospełniającego się proroctwa). Niepewność własnej męskości Chociaż dziecko przychodzi na świat mając określoną płeć, kultura w jakiej żyjemy zdaje się to kwestionować w przypadku mężczyzn. Co gorsza oni sami kupują tę wizję. Zamiast zadawać sobie pytanie, jaka jest ich męskość i jak się manifestuje, zastanawiają się jak stać się mężczyzną. W rezultacie narzucają sobie kuriozalne rytuały przejścia, rywalizują z innymi mężczyznami o miano prawdziwego faceta. Skutki tego wszystkiego bywają opłakane. Ani libacje alkoholowe, ani zdobywanie dziesiątek czy wręcz setek kobiet, ani karkołomna jazda motocyklem na jednym kole w centrum miasta bądź brawurowe prowadzenie auta, ani forsowanie się na siłowni na sterydach, ani nawet eksploatowanie się na potęgę, by zapewnić rodzinie jak najlepszy byt nie czynią mężczyzny bardziej męskim. Mężczyzna rodzi się nim i naprawdę niczego nikomu nie musi udowadniać. Nie da się stać mężczyzną – po prostu zgłębia się i bada własną przyrodzoną męskość. Najgorszym, a zarazem powszechnie uznawanym źródłem informacji o tym, co to znaczy być „prawdziwym mężczyzną”, są kobiety, które przecież ze zrozumiałych względów obiektywnie kompletnie nic o tym nie wiedzą. Dysfunkcyjne małżeństwo Kiedy dochodzi do wypadku na drodze, zwykle to nie auto jest jego przyczyną, lecz sprawcą zdarzenia jest kierowca. Tak samo jest z małżeństwem, które może zakończyć się tragicznym finałem zwłaszcza dla mężczyzny, jeśli od początku nie będzie „prowadzone” we właściwy sposób. Biorąc pod uwagę fakt, że – w zależności od źródła danych – rozpada się od 30% do 50% małżeństw, jest to bardzo duże zagrożenie dla mężczyzn. Kobieta po rozwodzie przynajmniej ma dzieci i regularne zastrzyki gotówki. Natomiast mężczyzna jest pozbawiony rodziny, bo w najlepszym razie ma ograniczony kontakt z dziećmi, a ponadto zwykle zostaje ograbiony z majątku i na całe lata sprowadzony do roli bankomatu. Nie mając przy tym absolutnie żadnej pewności, czy alimenty rzeczywiście przeznaczane są głównie na dzieci. Biorąc dodatkowo pod uwagę późniejszy wiek emerytalny i dłuższy od kobiet średni staż pracy, wychodzi na to, że znaczny odsetek mężczyzn przez większość życia utrzymuje innych ludzi, którzy są wobec nich obojętni lub nawet wrodzy. Mając na względzie, że statystyczna kobieta jest hipergamiczna, czyli najchętniej wiąże się z mężczyzną o wyższym statusie, od początku małżeństwo jest dla mężczyzny niekorzystne. Mimo to większość mężczyzn nie ustanawia rozdzielności majątkowej i wobec tego nijak nie zabezpiecza się na okoliczność rozpadu związku. Mocno wątpliwe bywają kryteria doboru partnerki, które niejednokrotnie skazują całe przedsięwzięcie na niepowodzenie. Równie ryzykowne są główne powody, z których mężczyźni zawierają małżeństwo: zakochanie, uroda dziewczyny, bo rodzice partnerki nalegają, bo tak wypada, bo tradycja tak nakazuje… Tymczasem jedynym naprawdę godnym rozpatrzenia powodem wydaje się współcześnie chęć założenia rodziny. Niestety, jak wspomniano, rodzina ta nigdy tak naprawdę nie będzie rodziną mężczyzny, bo od razu ją straci w razie odejścia kobiety. Mężczyźni często twierdzą, iż dla sądów rodzinnych ojciec jest rodzicem drugiej kategorii. Brak kompetencji w zakresie regulacji emocji Z wielu różnych przyczyn, na których omawianie nie ma tu miejsca, mężczyźni nie posiadają umiejętności niezbędnych do radzenia sobie z emocjami. Nie wiedząc jak sobie radzić z przytłaczającymi odczuciami są zdecydowanie bardziej narażeni na nałogi, zaburzenia nawyków, szkodliwe fiksacje i negatywne następstwa poważnych zaburzeń nastroju. Rezultat jest taki, że masowo uciekają w pornografię, gry komputerowe, alkohol, narkotyki, hazard, nowinki techniczne czy pasje praktykowane bez umiaru i stanowiące przez to niezdrowy eskapizm. Coraz większym problemem jest też zespół intensywności społecznej, czyli zamykanie się przez mężczyzn we własnych hermetycznych kręgach i izolowanie w ten sposób od reszty społeczeństwa. Te towarzystwa wzajemnej adoracji czy zamknięte grupy to na przykład ekipy przyjmujących sterydy lub cierpiących na bigoreksję facetów z siłowni, odcięte od świata grona fanów wojennych gier komputerowych online, szowinistyczne lub wręcz mizoginistyczne fora dyskusyjne czy też bojówki kibicowskie albo gangi. W grupach tych panuje wypaczony obraz męskości i żywione są negatywne stereotypy o kobietach, przed którymi mężczyźni z tych kręgów czują silny, aczkolwiek mocno kamuflowany lęk. Izolacja od społeczeństwa jest formą unikania potencjalnych niebezpieczeństw, ale w perspektywie długoterminowej wzmaga lęk i w ten sposób błędne koło zamyka się, a niegroźna z pozoru emocja powoduje poważne problemy. Brak życzliwej solidarności Jak wspomniano we wcześniejszym akapicie mężczyźni potrafią się organizować i tworzyć „zaklęte kręgi”. Rzecz w tym, że nawet w nich zwykle ze sobą bardzo mocno rywalizują. Wypadają więc pod tym względem zdecydowanie gorzej niż kobiety. Panie skrzykują się, zakładają fundacje, stowarzyszenia, tworzą różne ugrupowania i walczą o kolejne przywileje, forsują korzystne dla nich rozwiązania. Tymczasem panowie pozostają daleko w tyle – rzadko kiedy powołują do życia instytucje zrzeszające znaczące ilości osób. Mężczyźni wychowywani są w duchu samowystarczalności, mają silne przekonanie, że mogą polegać tylko na sobie. W efekcie jako grupa społeczna sukcesywnie przegrywają z płcią przeciwną, która na dzień dzisiejszy walczy o przywileje, które mogą być realizowane tylko kosztem mężczyzn, a ci na to po prostu pozwalają. Nic więc dziwnego, że pozycja współczesnego mężczyzny pogarsza się, a w różnych aspektach życia społecznego bywa nawet znacznie słabsza od kobiecej. Fałszywe równouprawnienie Wątpliwym jest, by ktokolwiek jeszcze wierzył, że gdy kobieta mówi o równouprawnieniu, ma na myśli równe prawa dla obu płci, a nie własne przywileje. W efekcie zjawisko dyskryminacji mężczyzn przybiera na sile. Większość kampanii prozdrowotnych jest na rzecz kobiet. Za takie same długi alimentacyjne mężczyźni w USA otrzymują wyroki więzienia znacznie dłuższe od kobiet. Kiedy wolność kraju jest zagrożona, ginąć w jej obronie mają mężczyźni. Choć Polacy żyją średnio 8 lat krócej od Polek, mają późniejszy wiek emerytalny. Prawie zawsze prawo opieki nad dziećmi otrzymują matki. Wbrew temu, co mówią feministki głoszące hasła takie jak „przemoc ma płeć” (w domyśle męską), panowie nie rzadziej padają ofiarą przemocy ze strony kobiet, a chłopcy molestowani są praktycznie tak samo często przez matki, jak dziewczynki przez ojców. To oczywiście tylko wybrane przykłady pokazujące, że współczesny mężczyzna w społeczeństwie nierzadko traktowany jest jako osobnik gorszej kategorii, którego życie jest mniej warte od kobiecego. Powyższe zestawienie z pewnością nie wyczerpuje tematu. Czynników, które niszczą współczesnego mężczyznę jest więcej, ale tych osiem w mojej ocenie jest szczególnie destrukcyjnych.
  2. Samotność po trzydziestce, fazy osamotnienia

    Fazy osamotnienia w wyniku niemożności znalezienia partnera lub partnerki bądź zbudowania związku moim zdaniem nie różnią się szczególnie od faz żałoby czy ciężkiej choroby. Człowiek też traci pewną wizję, która stopniowo umiera – wizję udanej relacji uczuciowej. Fazy osamotnienia Zwykle najpierw człowiek trwa w zaprzeczeniu. Nie przyjmuje do wiadomości, że czuje się osamotniony. Wmawia sobie, że to tylko kwestia czasu, a wspaniały związek czeka tuż za rogiem. Przecież jest tak fajny lub fajna, że na pewno zaraz ktoś się znajdzie. W końcu mija trzydziestka i zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. W pewnym momencie pojawia się gniew. Kobiety złorzeczą na facetów rozładowując frustrację. Racjonalizują sobie własne niepowodzenia i swoją bierność, wściekając się na mężczyzn oraz jak mantrę powtarzając, że jest kryzys męskości. Są oburzone, że nie mogą znaleźć partnera takiego jak ich ideał z komedii romantycznej czy dobrego romansu. Mężczyźni ocierają się o mizoginię, ostro wkurzają się na kobiety, że ich nie doceniają. Na tym etapie są wnerwieni, że nie mogą mieć tych zręcznych w sypialni piękności, o których zawsze marzyli i które oglądają w filmach erotycznych. Złość podsycają epatujące szczęśliwością zdjęcia publikowane na serwisach społecznościowych przez znajomych i znajome. W końcu gniew mija. Pojawia się targowanie. „Gdybym tylko miał lepszy samochód”… „Gdybym tylko mieszkał w lepszej dzielnicy”… „Gdybym tylko był bardziej napakowany”… Ewentualnie „Gdybym tylko była szczuplejsza”… „Gdybym tylko miała większy biust”… „Gdybym tylko wyglądała młodziej”… Zaczyna się wyścig z czasem. Kobiety trafiają pod skalpel, a mężczyźni zaczynają częściej bywać na siłowni albo snuć marzenia o fortunie. Trwa gonitwa za tym wszystkim, co uznawane jest aktualnie za atrybuty atrakcyjności. W końcu jednak okazuje się, że i to wszystko nie pomaga. Następuje kryzys, utrata wiary w zasadność wysiłków. Coraz częściej człowiek czuje się przygnębiony lub zobojętniały, ewentualnie ciągle jest rozdrażniony i często wybucha. Niektórzy na tym etapie doświadczają stanów nawet bardziej negatywnych niż chandra czy przygnębienie i zasadny staje się kontakt z psychoterapeutą. Bywa, iż zrezygnowane osoby przestają starać się o związek, bo czują w kościach, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc poprzestają na podbojach i przygodnym seksie, co – zwłaszcza wielu mężczyznom – też wcale nie przychodzi lekko i stanowi kolejne źródło frustracji, niezadowolenia. W kolejnej fazie następuje uznanie dotychczasowego stanu rzeczy za normę. Ludzie godzą się ze swoją samotnością i przestają podejmować jakiekolwiek działania dające realną szansę na zmianę położenia. Kobiety oddają się fantazjom, wmawiając sobie, że jak miłość ma je spotkać, to w końcu się sama wydarzy. Mężczyźni popadają w rezygnację – uciekają w używki lub hobby. Ludzie zdają się na los, byle tylko przestać myśleć w sposób, który ich wpędza w negatywny nastrój. Niektórzy natomiast nie tylko autentycznie akceptują samotność, ale wręcz ją aprobują… Zamożni mężczyźni po złych doświadczeniach z materialistkami dochodzą do wniosku, że lubią swoje życie i nie muszą go zmieniać, by znowu oddawać na kogoś swoje ciężko zarobione pieniądze. Natomiast rezolutne kobiety, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego, decydują się na rozwój osobisty i poświęcenie życia swoim pasjom, zamiast usilnie szukać partnera do założenia rodziny. Warto zauważyć, że poszczególne fazy mogą występować w różnej kolejności i mieszać się. Niektóre z nich mogą zostać pominięte, wcale nie wystąpić. Niby jest prościej, ale wcale nie łatwiej Chociaż dzięki Internetowi możliwości poznania kogoś nowego i umówienia się na randkę są znacznie większe, to jednak znalezienie odpowiedniej osoby nadal stanowi wyzwanie. Diabelnie ciężko trafić na osobę, która spodoba się z wyglądu (zwłaszcza, że ludzie mają dziś częstokroć sztywne i wyśrubowane standardy), będzie miała podobny temperament seksualny, a poza tym okaże się „kompatybilna” pod względem osobowości i wobec tego odpowiednia do stałego związku. Najczęściej okazuje się, że potrzebny jest konkretny plan zaradczy i jego systematyczne wdrażanie, rozwój kompetencji społecznych, ponowna analiza kryteriów doboru partnera. Niekiedy potrzebne bywają także pewne zmiany życiowe. A przede wszystkim ogromna ilość cierpliwości, bo szukanie kogoś dla siebie, zwłaszcza po trzydziestce, to wymagający, czasochłonny proces.
  3. 7 prozaicznych przyczyn rozstania

    Czasami z pozoru błahe kwestie urastają do rangi prawdziwego dramatu. Ludzie kłócą się i odsuwają od siebie z wielu z różnych powodów. Oto kilka prozaicznych przyczyn (kolejność przypadkowa). [1] Pieniądze Nierzadko okazuje się, że to właśnie one stanowią problem. I to nie tylko w relacjach opartych na pieniądzach, choć w takich związkach w szczególności. Bywa, że ludzie wiążą się z kimś przede wszystkim motywowani perspektywą wygodnego, dostatniego życia i bezpieczeństwa finansowego. Jeśli z jakiegoś powodu ten stan rzeczy nagle drastycznie się zmienia, niejedna osoba mająca wspomnianą motywację pakuje walizki i wyprowadza się. Zdarza się, iż warunki ekonomiczne są tak trudne, a odpowiedzialny za ten stan rzeczy partner tak źle radzi sobie z tą sytuacją, że wszystko zaczyna być na głowie drugiej osoby. A jej cierpliwość i wytrzymałość po pewnym czasie po prostu się kończy. Co ciekawe, niekiedy problemem bywa też nadmiar pieniędzy. Niektórzy nagle bogacący się ludzie zaczynają prowadzić życie w zupełnie innym stylu i dochodzą do wniosku, że dotychczasowa partnerka lub dotychczasowy partner nie pasują do tej sielanki. Niektóre szybko wzbogacające się osoby dochodzą do wniosku, że stać je na kogoś lepszego, kogoś z półki wyższej niż obecny partner czy partnerka. Pieniądze uderzają do głowy i zaczyna się poszukiwanie „lepszego modelu”. [2] Związek z rozsądku, a nie z miłości Niektórzy specjaliści szacują, że rozpada się połowa małżeństw, które zostały zawarte z rozsądku, na przykład pod presją po tym, jak okazało się, iż kobieta jest w ciąży. Takie relacje, w których pojawia się jakiś rodzaj przymusu, presji ze strony partnerki lub nacisków rodziców są raczej kruche. Trwanie w związku wbrew sobie jest bardzo frustrującym doświadczeniem. Życie z kimś na co dzień, znoszenie jego wad przez miesiące czy lata bez darzenia tej osoby miłością to duże wyzwanie. [3] Bałagan Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale brak porządku w domu może zapoczątkować lawinę problemów. Czasami bałagan w salonie może doprowadzić do bałaganu w związku. Dzieje się tak, gdy jedno zdecydowanie preferuje czystość oraz schludność, a drugie jest w stanie tolerować stojące w zlewie całymi dniami sterty brudnych naczyń i walające się po mieszkaniu przepocone ubrania. W końcu strona preferująca porządek zaczyna domagać się zmian i jest w tym konsekwentna, na co druga strona reaguje oporem, bierną agresją albo strajkiem w sypialni. Wszystko to razem wzięte doprowadza do kryzysu. [4] Poglądy polityczne Umiarkowane różnice w tym zakresie nie muszą stanowić większego problemu. Poważne stresy, konflikty i trudności mogą wystąpić, gdy partnerzy zaczynają być wyznawcami skrajnie odmiennych opcji politycznych. Coraz więcej rozmów schodzi na ten temat i coraz częściej pojawiają się konflikty na tym tle. To wszystko stopniowo zaczyna rzucać cień na jakość relacji. [5] Religia Jak wiemy z lekcji historii i bieżących wydarzeń religie mają niebywały potencjał w zakresie poróżniania ludzi. Wprawdzie zwykle nie jest aż tak źle, że małżonkowie próbują się wzajemnie spalić na stosie, ale straszliwe wojenki na tle poglądów religijnych potrafią bardzo skutecznie psuć relacje. Nie tylko zresztą małżeńskie. Religia może poróżnić nawet pary w fazie zakochania. „Skoro i tak nie jesteś wierzący, to co to za problem żebyś wziął ze mną ślub kościelny?” – pyta ona zaczynając w ten sposób ostrą jazdę bez trzymanki… [6] Wtrącający się rodzice Wszyscy słyszeliśmy żarty o teściowej. Czasem problemy sprawia teść. Niekiedy to nie oni są bezpośrednimi sprawcami problemów, lecz stanowią one konsekwencję braku asertywności w kontakcie z nimi. Zdarza się, że mąż lub partner za bardzo ulega własnej mamie, ewentualnie żona lub partnerka swojej rodzicielce. Innym razem problem polega na tym, że matka lub teściowa wtrąca się w wychowywanie dzieci. Tak czy inaczej nierzadko wybuchają na tym tle konflikty nie tylko z tymi osobami, ale również między dwojgiem partnerów. „Nie stanąłeś w mojej obronie kiedy twoja mama zaczęła się mnie czepiać!”; „To przecież moja matka, co miałem jej powiedzieć?!” [7] Sztywne przekonania „Żona powinna przygotowywać trzydaniowy obiad każdego dnia.” „Mąż powinien gwarantować płynność finansową rodziny.” „Mężczyzna powinien zabiegać o kobietę i to on musi inicjować zbliżenia.” „Kobieta musi być zawsze zgodna ze swoim mężczyzną.” „Żona musi to…” „Mąż musi tamto…” Przekonania sobie, a życie sobie. Wprawdzie można by spróbować zmienić swoje poglądy na temat ról w małżeństwie czy w ogóle kobiety i mężczyzny w związku, ale sporo par nawet tego nie próbuje. Kurczowo trzymają się sowich przekonań, skupiają na problemie zamiast na rozwiązaniu, co nieuchronnie prowadzi do konfliktów i rozstań.
  4. Czy faktycznie przemoc ma płeć

    Jako psycholog pisuję różne teksty. Choć ludzie są sami odpowiedzialni za własne emocje, to jednak nie jest mi to całkiem obojętne, jak reagują na moje artykuły. Wiadomo mi, że niektóre bulwersują kobiety, a inne – mężczyzn, choć rzecz jasna nie są pisane po to, by kogokolwiek wytrącać z równowagi. Mają zwrócić uwagę na pewne zjawiska, nad którymi warto pracować, by je ograniczać. Rozmowa o przemocy może wywołać gorące emocje, ale warto mieć na względzie, że celem poniższego artykułu jest omówienie tego zagadnienia po to, by ograniczać przemoc, która rujnuje relacje. W tym wypadku stosowaną wobec mężczyzn przez kobiety. Jeśli jesteś kobietą, a chcesz przeczytać niniejszy artykuł nie biorąc go nadmiernie do siebie, wyobraź sobie, że te rzeczy miałyby spotkać twojego syna. Prawdopodobnie pozwoli to podejść do tematu bardziej empatycznie. Mężczyzna w naszej kulturze od dziecka wychowywany jest na człowieka, który nie donosi, swoje sprawy załatwia samemu, szerokim łukiem omija rolę ofiary w ostateczności dzielnie znosząc ciosy bez robienia wokół tego szumu, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie znaczy to bynajmniej, że nie bywa ofiarą przemocy ze strony płci przeciwnej. Nie ma po prostu wewnętrznej zgody ani społecznego przyzwolenia na afiszowanie się z tym. Kobiecie mogłoby przynieść to pewien pożytek, i często jest kartą przetargową w walce o różne przywileje. Mężczyźnie o ile w ogóle dałoby to jakiekolwiek korzyści, to wiązałoby się z większymi stratami. Feministki twierdzą, że przemoc ma płeć, oczywiście męską, na poparcie tej tezy przywołując statystyki przemocy fizycznej wobec kobiet. Na podstawie tych statystyk nie można niestety wysnuć logicznego wniosku, jakoby mężczyźni rzadziej bywali ofiarami przemocy fizycznej, a jedynie taki, że bez wątpienia rzadziej to zgłaszają. Co więcej, należy również podkreślić, że przemoc fizyczna nie jest jedynym istniejącym rodzajem nadużycia. Nie mniej raniące są inne formy przemocy, na które przynajmniej w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego i w anonimowych relacjach zwracają uwagę jej ofiary, w tym równie często mężczyźni. Przyjrzyjmy się niektórym rodzajom kobiecej przemocy wobec mężczyzn. Przemoc słowna oraz tzw. werbalne kastrowanie – „mężczyzna zaczyna się od 190 cm”, „gdybyś był prawdziwym mężczyzną nie miałbyś problemu ze znalezieniem pracy”, „co to za facet bez samochodu”, „co z ciebie za chłop skoro masz depresję”, „jak mogę traktować cię jak mężczyznę, głowę rodziny, skoro mniej zarabiasz ode mnie”, „jesteś gorszy niż twój ojciec”, „do niczego się nie nadajesz”, „jesteś najlepszym dowodem, że kryzys męskości to fakt”, „co to za man bez kaloryfera”, „gdybyś zarabiał tyle, ile powinien prawdziwy facet, nie mielibyśmy takich trudności”, „mój były mógł robić to kilka razy przez całą noc, więc ciesz się, że z tobą jestem” – oto przykłady przemocy słownej oraz tzw. werbalnego kastrowania, którym często towarzyszą obelgi. Generalnie kobieca przemoc słowna najczęściej wymierzona jest w poczucie godności, honor, dobre imię, męskość. Czasami ogranicza się do okresu, gdy związek trwa, ale nierzadko nasila się dopiero po jego zakończeniu, by zniszczyć reputację mężczyzny. Bywa, że przyjmuje formę pieniactwa – w sądzie mężczyzna jest oskarżany o najgorsze rzeczy (nawet molestowanie własnych dzieci, przemoc wobec małżonki bądź wręcz o gwałt), szkalowany pod pozorem respektowania prawa. Stosunek sądów do tych kwestii – nie licząc dobrych wyjątków, gdy kobieta naprawdę zostaje ukarana za fałszywe oskarżenia i pomówienia – jest niestety bardzo pobłażliwy. Bierna agresja – istotą biernej agresji jest celowe, ale dobrze zakamuflowane wyrażanie złości. Bierno-agresywna osoba na przykład specjalnie ociąga się w realizacji wspólnych planów choć deklarowała ich poparcie, obraża się i milczy by tak dokuczyć partnerowi, demonstracyjnie okazuje chłód emocjonalny, niby przypadkiem zapomina o ważnych dla partnera kwestiach, ewentualnie perfidnie sabotuje działania mężczyzny żeby mu dopiec, uprzykrzyć życie. Czasami bierna agresja przyjmuje wręcz formę instytucjonalną, gdy na przykład kobieta wykorzystuje swoją uprzywilejowaną w polskim prawie pozycje i, choć systematycznie otrzymuje alimenty, mimo to i tak zgłasza sprawę do komornika, by narazić mężczyznę na większe koszty i niedogodności, wstyd. Bierna agresja nierzadko przybiera formę gry mającej na celu wytrącenie partnera z równowagi, by kobieta mogła z czystym sumieniem otwarcie wybuchnąć niejako odpowiadając na atak, co czyni taką odpowiedź usprawiedliwioną. Na przykład bierna agresja może być celowo nadmierną reakcją na dostrzeżenie u partnera gniewu. Typowy przykład to użycie słów „Nie unoś się, czego się wściekasz” w sytuacji, gdy uzasadniona złość partnera jeszcze jest całkowicie pod kontrolą, a jedynie widać, że jest zdenerwowany. Takie komunikaty mają charakter prowokacji, unieważniają uczucia mężczyzny, co oczywiście w końcu może prowadzić do wybuchu. Wtedy kobieta w końcu osiąga swój cel i mogąc o to obwinić stronę, która pierwsza otwarcie okazała gniew, odpowiada ogniem i wreszcie wygarnia to, o co jej tak naprawdę chodziło, dumna, że nie zaatakowała otwarcie pierwsza. W razie czego może wtedy o wszystko obwiniać partnera. Hejt płci – częstym zjawiskiem, zwłaszcza w Internecie, choć bynajmniej nie tylko, jest atakowanie męskości jako takiej werbalnie lub postawą, z domieszką stereotypizacji... „mężczyzna powinien móc zawsze”, „wszyscy faceci są tacy sami”, „facet to świnia”, „każdy facet zdradza”, „oj jacy mężczyźni są biedni, rozczulające, do roboty by się wzięli, żeby przynajmniej płacić alimenty, tylko do tego się nadają”, „mężczyźni to duże dzieci”, „gdzie ci mężczyźni?!”, „prawdziwych facetów już nie ma!”, „wszystko na barkach kobiet, na facetów nie ma co liczyć”, „faceci myślą tylko o jednym”, „wszyscy macie horyzonty ograniczone do szerokości rozporka” to komunikaty lub podejście do mężczyzn, które oczywiście może dotykać, bulwersować, ranić. Przemoc ekonomiczna – presja, by mężczyzna ponosił wszystkie koszty spotkań, atrakcji, randek, czy czerpanie profitów poprzez perfidne wykorzystanie obowiązku alimentacyjnego poprzez żądanie wsparcia wyższego, niż rzeczywiście niezbędne, to formy nadużyć wobec mężczyzn, jakich dopuszczają się czasami niektóre kobiety dla korzyści majątkowych. Mężczyzna bywa bezwzględnie sprowadzany do roli bankomatu pod groźbą etykietowania jako niemęski, nie dość dobry, gorszy, rodzic drugiej kategorii. Problematyczne bywają również podwójne standardy w kontekście pieniędzy: jeśli mężczyzna jest tymczasowo bez pracy lub zarabia mniej niż kobieta, ona źle na niego patrzy lub wręcz daje mu do zrozumienia, że jest nieudacznikiem, a kiedy to jej się zawodowo nie powodzi, surowo oczekuje opieki. Zatrważająca jest zuchwałość niektórych pań w zakresie stosowania tej strategii. Na pewnym zgrupowaniu kobiet jedna z prelegentek powiedziała „Drogie panie, pamiętajmy, pieniądze kobiety są kobiety, a pieniądze męża są nasze” i otrzymała owacje na stojąco. To jest właśnie wypaczony, seksistowski sposób, w jaki wiele współczesnych kobiet pojmuje równouprawnienie, co oczywiście prowadzi je do stosowania przemocy ekonomicznej względem mężczyzn. Manipulacja – na przykład w wielu miejscach w Internecie można znaleźć krótkie i bardziej obszerne dyskusje bądź artykuły na temat tego „jak złapać faceta na dziecko”; na serwisach aukcyjnych można kupić pozytywne testy ciążowe czy zdjęcia płodu, które mają ułatwić oszukanie mężczyzny. Szacuje się również, że około 10-12% ojców w Polsce wychowuje nie swoje dzieci nie mając o tym bladego pojęcia, bo ich partnerki to celowo zatajają. Systemowo podwójne standardy – przyjęło się, że mężczyzna jest też pozbawiony prawa głosu w pewnych sprawach, w których ma decydować kobieta. Na przykład gdy partnerka zachodzi w ciążę – o konsekwencjach ma decydować wyłącznie ona. Może urodzić lub przeprowadzić aborcję, a mężczyzna nie ma nic do powiedzenia i jest zdany na jej łaskę lub niełaskę. Kobieta może zrezygnować z konsekwencji macierzyństwa, a mężczyzna nie – jeśli kobieta tak zdecyduje, ma zostać jej wierzycielem na lata i koniec dyskusji. Trudno się dziwić, że ktoś potraktowany jak śmieć bez prawa głosu potem sabotuje spłatę alimentów... Szantaż emocjonalny – różne rodzaje przemocy wobec mężczyzny od stawiania ultimatum („Jeśli spróbujesz się ze mną rozwieść, to nigdy już nie zobaczysz dzieci!”, „alimenty cię wykończą”, „jak wyjdziesz do kolegów to zapomnij o miłej atmosferze”), poprzez groźby („jeśli odejdziesz, załamię się”), cierpiętnictwo (na pytanie co kobiecie dolega mężczyzna słyszy „nic”, a potem robi się chłodna i nieprzyjazna), a skończywszy na manipulacjach związanych z gratyfikacjami („między nami będzie jak dawniej pod warunkiem, że...”). Pieniactwo – mężczyźni w trakcie rozwodów bywają bezzasadnie oskarżani przez byłe partnerki o przeróżne czyny od przemocy fizycznej, poprzez zarzuty ukrywania dochodów, próby uprowadzenia własnych dzieci, a na ich rzekomym molestowaniu kończąc. Wszystko po to, by dokuczyć, narazić na jak największy stres, oczernić mężczyznę, ugrać jak największe alimenty lub odizolować od dzieci. Nastawianie dzieci przeciwko ojcu bądź utrudnianie ojcu kontaktu ze swoim potomstwem – to problem, który dotyka wielu mężczyzn w trakcie rozwodów lub po nich. Przemoc emocjonalna – ma na celu wywoływanie trudnych stanów psychicznych i napięcia, zwykle ma służyć podporządkowaniu, wywarciu presji, spowodowaniu takim chwytem pożądanej zmiany zachowania. Przejawia się na przykład poprzez oskarżanie mężczyzny przez kobietę o jej własne gwałtowne zachowania lub wręcz twierdzenie, że mężczyzna na takie traktowanie zasługuje. Często polega na umniejszaniu, podkopywaniu poczucia własnej wartości, wywoływaniu poczucia winy lub złości (co czynione systemowo, tydzień po tygodniu, razem z innymi oddziaływaniami, nieuchronnie prowadzi do zmęczenia materiału, sprowokowanego wybuchu, który jest triumfem kobiety, bo daje jej kolejne argumenty możliwe do wykorzystania podczas konfliktów na całe tygodnie, a nawet miesiące). Przemoc seksualna (w tym kontrola seksu, szantaż seksualny, deprywacja seksualna) – polega na tym, że niektóre kobiety traktują seks jak kartę przetargową, stosują pewien rodzaj szantażu, bezwzględnie wywierają presję na mężczyznę, świadomie deprywując jego seksualne potrzeby, by realizować własne cele w małżeństwie (rano uwodzicielsko „jeśli to zrobisz, popieszczę cię tak, jak lubisz”, wieczorem ewidentnie fałszywie i z uczuciem triumfu na twarzy: „nie mam dzisiaj jednak ochoty, bo źle się czuję”; „dla kobiety gra wstępna trwa cały dzień, kotku...”). Zdarza się również dotykająca mężczyzn przemoc seksualna w formie niewłaściwych zachowań kobiet w miejscu pracy, prowokacji seksualnych, wykorzystywania pozycji w hierarchii firmy. Formą przemocy seksualnej bywa epatowanie seksapilem w niewłaściwych okolicznościach, a potem odwracanie kota ogonem i oskarżanie mężczyzny o brudne myśli, które zostały oczywiście wywołane z premedytacją. Rażąco nieasertywna komunikacja – ma miejsce gdy kobieta na przykład nie mówi o swoich potrzebach, a potem okazuje niezadowolenie, że mężczyzna ich nie zaspokoił, albo zamiast powiedzieć wprost, że czegoś nie akceptuje, mści się przy najbliższej okazji, ewentualnie zamiast powiedzieć, w czym tkwi problem, nie odbiera telefonu, by dokuczyć mężczyźnie, wywołać w nim przykre odczucia. Seksizm – nawet kobietom z wykształceniem psychologicznym zdarzają się niestety komentarze w stylu „mężczyzna też człowiek”, a znanym dziennikarkom „kobiety są ciekawsze, ładniejsze i bardziej barwne niż mężczyźni”. Są to delikatne przykłady seksistowskich tekstów. Wystarczy udać się w weekend do dowolnego baru, gdzie grupki młodych kobiet opowiadają sobie nawzajem z dosłownie wszystkimi szczegółami o mężczyznach, na których się natknęły w minionym tygodniu. „Ciachem” nazwany zostanie przystojny, ale już mężczyzna, który ośmielił się nie opłacić rachunku w całości, może liczyć na najgorsze obelgi. Pewną formą seksizmu są zachowania kobiet towarzyszące narzucaniu ich wymogów mężczyznom na zasadzie „facet powinien...”, a jeśli tych kryteriów nie spełnia, otrzymuje werbalny lub niewerbalny komunikat, że coś z nim nie tak. Kobieta traktuje mężczyznę jak przedmiot, który ma działać zgodnie z jej instrukcją – jeśli tak się nie dzieje, to... Najwyraźniej ten pan jest kolejnym dowodem, że trwa kryzys męskości! Przemoc fizyczna – wbrew pozorom kobiety również bywają sprawcami przemocy tego rodzaju, jakkolwiek mężczyznom, o ile w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę, jest niezwykle trudno przemóc się, by sprawę tą zgłosić, ponieważ w naszym społeczeństwie to piętnujące i stanowi tabu. Zarzuty źle adresowane – kobiety miewają pretensje do mężczyzn za sytuacje, na które same się zdecydowały, obwiniają mężczyzn za role, które samodzielnie przyjmują, okazują gniew na mężczyzn za to, na co same przystały. Okazują rozczarowanie, kiedy partner po pracy potrzebuje odpoczynku, a jednocześnie same nie zamierzają iść do pracy, by tak wzmocnić budżet domowy i by partner nie był tym w całości obarczony w pojedynkę i w efekcie wyczerpany. Często kobiety w nadmiernym stopniu obwiniają także mężczyzn za swoje własne emocje, które pojawiły się głównie w odpowiedzi na sposób myślenia kobiety, a nie postępowanie partnera. Coraz powszechniejszym i bardziej dającym się mężczyznom we znaki jest też zjawisko dyskryminacji mężczyzn, o którym więcej informacji można znaleźć w artykule Co niszczy współczesnego mężczyznę. Na zakończenie warto również zasygnalizować, iż teza, jakoby przemoc miała płeć (męską) wydaje się bezzasadna również w świetle rozlicznych badań na ten temat. Na przykład badania przeprowadzone w USA dostarczają wiedzy, że kobiety dwa razy częściej stosują przemoc wobec dzieci. Więcej informacji o przemocy w rodzinie można znaleźć tutaj: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4961-mezczyzna-ofiara-przemocy Podsumowując, feministyczne twierdzenie, że przemoc ma płeć jest niebezpiecznym stereotypem - to bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe stwierdzenie, przez co właściwie samo w sobie stanowi najlepszy dowód na to, iż jest fałszywe. Niezależnie od tego, kogo dotyczy przemoc, jest to zjawisko, przed którym należy się bronić. Wprawdzie mężczyźni rzadziej w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę przemocy, ale jeśli już ktoś rzeczywiście jest w ten sposób traktowany, warto by niezwłocznie podjął kroki na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku.
  5. Kreatywne cytaty motywacyjne

    Brakuje motywacji do działania? Być może któryś z poniższych cytatów to zmieni...
  6. Piękne, atrakcyjne osoby, ale samotne

    Poczucie niższości, nieśmiałość, brak pewności siebie i poczucie niemocy ze zrozumiałych względów utrudniają tworzenie bliskich związków. Nie inaczej jest w przypadku drugiej skrajności – wybujałego poczucia własnej wartości, arogancji, przeświadczenia o własnej wyższości. W jednym i w drugim wypadku zdolność wchodzenia w związki jest zachwiana, utrudniona. Osoba narcystyczna jest przekonana, że przysługują jej szczególne prawa i przywileje. Poszukuje więc kontekstów, w których te przeświadczenia znajdą odzwierciedlenie. Królewicze i Księżniczki oczekują zatem specjalnego traktowania, stawiania na piedestale, ciągłych zabiegów o ich względy, oraz nieomal wymagają, by partner uznał, iż robią mu przysługę, że z nim są. Powinien znosić gorsze traktowanie, a nawet nielojalność lub wręcz zdrady. Narcyzy oczekują, że partner będzie spełniał wyśrubowane standardy – był odpowiednio sytuowany, znany lub wyjątkowo atrakcyjny fizycznie. W ostateczność szczególnie hojny. Osoby narcystyczne bardziej zabiegają o podziw, uprzywilejowanie, wygodę niż o bliskość, autentyczną więź, szczerość, a to znacząco utrudnia im tworzenie prawdziwie satysfakcjonujących związków, w których mogłyby doświadczyć spełnienia emocjonalnego. Siłą rzeczy osoby narcystyczne są bardzo często samotne i to pomimo cech uznawanych za atrakcyjne. Trudno jest im budować autentyczne związki ze względu na swoje nierealistyczne oczekiwania względem relacji i partnerów. W rezultacie zaliczają serie powierzchownych miłostek albo w nieskończoność wyczekują na niedościgniony ideał bardzo szybko przekreślając osoby, które nie spełniają absolutnie wszystkich (a jest ich długa lista) kryteriów selekcji. Niekiedy wpadają w pułapkę wygodnego życia na bogato u boku na przykład zamożnego partnera, z którym jednakże poza seksem niewiele ich łączy. Czasem z ogromą determinacją walczą o to, by zdobyć w ich mniemaniu odpowiedniego partnera, który będzie ich godny – celebrytę, kogoś ze świata showbiznesu, ikonę telewizji, bogacza, postać wybitną, co na dłuższą metę kończy się czestokroć fatalnie, przypomina tragedię, gdyż same nie mają tyle do zaoferowania, co taki partner, więc rozstanie jest kwestią czasu. Można mówić o różnych typach osobowości narcystycznych, ale u podłoża każdej z nich leży strach. Jedne osoby odczuwają lęk przed tym, że zostaną zdemaskowane i wyjdzie na jaw, jak bardzo nisko się cenią, jakie mają kompleksy i deficyty, które usilnie kompensują wyniosłością i dążeniem do znacznych osiągnięć. Inne przeraźliwie obawiają się pospolitości, robią więc wszystko, co w ich mocy, by wybić się ponad przeciętność, dążąc do tego nierzadko za wszelką cenę, nawet kosztem własnego zdrowia czy głębszego spełnienia. Trzeci typ jest pozbawiony zasad – obawia się, że przestrzegając społecznych reguł, zakazów moralnych i przepisów prawa niczego naprawdę wartościowego w życiu nie osiągnie, albo będzie skazany na nijaką, „przeciętniacką” egzystencję. Strach przed standardowym życiem dominuje także u czwartego typu – uwodzicielskiej osobowości narcystycznej, która flirtem, wdziękiem, urokiem osacza swoje ofiary i pasożytuje na nich, by spełniać swoje hedonistyczne zachcianki i realizować egoistyczne cele bez adekwatnego wysiłku, bez samodzielnej pracy. Osoby narcystyczne „przyłapane na gorącym uczynku” albo po prostu skonfrontowane z rzeczywistością zwykle przyjmują postawę urażonej niewinności i wypierają się własnych zachowań, grając przy tym grzeczne i uprzejmie. Narcystyczni uwodziciele i uwodzicielki słyną z ekscesów seksualnych i pokrętnych kłamstw, którymi wykpiwają się z odpowiedzialności za swoje niecne postępki. Narcyzy na krytykę reagują uznając ją za przejaw zawiści ze strony gorszych zazdrośników, po czym dalej robią swoje jakby wszystko z ich postępowaniem było w najlepszym porządku. Podsumowując ogólną charakterystykę, osoby narcystyczne mają niesłychanie wyolbrzymione poczucie własnej wartości, są przeświadczone o swojej niezwykłości i wynikających z niej przywilejów; mają się za wprost unikalne i niespotykane, więc oczekują podziwu i szczególnych uprawnień; wobec ludzi są natomiast nastawione eksploratorsko, używają ich do swoich celów nie przejawiając przy tym empatii; są aroganckie, wyniosłe, zadufane w sobie, silnie zazdrosne lub przekonane, że inni im zazdroszczą. Osoby narcystyczne częstokroć poszukują ludzi spełniających najwyższe standardy, ale jednak posiadających pewne skazy. Partner jest bowiem swego rodzaju przedłużeniem ich ego, świeci zaledwie światłem odbitym – tylko narcyz ma błyszczeć. Partner powinien odczytywać pragnienia narcyza z jego oczu, a jeśli tak się nie dzieje, to ten jest zaskoczony lub wręcz reaguje rozczarowaniem. Bardzie przebiegłe osoby narcystyczne potrafią odroczyć swoją roszczeniowość – najpierw uwodząc ofiarą, a dopiero potem okazując swoje prawdziwe oblicze i zaczynając wymagać uprzywilejowania. Grają przy tym w sposób bezwzględny na uczuciach – mniej lub bardziej subtelnie grożąc cofnięciem swojego zainteresowania partnerem lub wręcz stawiając na szali cały związek. Wolą być same, niż trwać w związku równościowym, w którym nie mogą być uprzywilejowane. Jeśli chodzi o różnice płciowe, narcystyczne kobiety zwykle wykorzystują mężczyzn do celów materialnych, traktując partnera jak bankomat, który ma zagwarantować wygodne życie na odpowiednio wysokim poziomie; natomiast narcystyczni mężczyźni częściej po prostu żyją wedle własnych zasad lekceważąc przy tym wszelkie normy moralne – stale poszukują nowych partnerek seksualnych nie stroniąc przy tym od kłamstw i manipulacji, włącznie z udawaniem zakochania. Osoby narcystyczne tworzą własne legendy, rewidując fakty tak, by wyolbrzymiać rzeczywiste sukcesy i minimalizować bądź usprawiedliwiać, albo przeinaczać popełnione błędy, byle tylko ochronić swoją wrażliwą samoocenę czy wesprzeć stanowisko, które aktualnie zajmują. Zaklinają przeszłość, by spotęgować szansę na realizację fantazji w przyszłości. Osoby tak zapatrzone w siebie, z tak zniekształconym obrazem własnej osoby, tego, co je spotkało, spotyka i czeka, tak dalece roszczeniowe i przekonane o swojej wyższości oraz specjalnych przywilejach, częstokroć są zupełnie niereformowalne i niepodatne na terapię nawet jeśli w ich życiu następują kolejne poważne kryzysy. Z tego względu istnieje nikła szansa, że osoba o tak zaburzonej osobowości dokona znaczącej zmiany. Jedyną szansę na korzystne efekty psychoterapii jest bardzo silne przymierze terapeutyczne, co jednak stanowi nierzadko bardzo duże wyzwanie, ponieważ pacjenci kryją się za fasadą swoich pozorów. Celem psychoterapii najczęściej, między innymi, jest zmniejszenie wyolbrzymionego do destrukcyjnego poziomu przeświadczenia o szczególnych uprawnieniach, oraz zwiększenie zdolności do współodczuwania, empatii. Czasami osoby narcystyczne trafiają do psychoterapeutów z zupełnie innych powodów niż ich własna osobowość – uskarżają się na trudności w kontaktach z innymi (którzy nie traktują ich dostatecznie dobrze), na depresję (z powodu niemożności realizacji swoich ambitnych celów i znalezienia odpowiednio dobrego partnera).
  7. Co sprawia, że człowiek się zmienia

    Terapia, jakkolwiek by jej nie pojmować, służy zmianie, jest formą wypracowywania lepszej wersji siebie i to stanowi jej motyw centralny. Przyjrzyjmy się czynnikom prowadzącym do zmiany, by mieć świadomość, co nas czeka w trakcie psychoterapii… Przekonajmy się, co się z nami dzieje, kiedy przeżywamy zmianę. Poszerzenie świadomości to czynnik kluczowy. Następuje wgląd w siebie, rozeznanie, dokąd warto byłoby się wybrać i w jakim celu. Co mamy, a czego nam brak, jacy jesteśmy, a jacy chcielibyśmy być, co nami kieruje, a jakie motywacje byłyby lepsze, jakie mamy zdanie o sobie i jak chcielibyśmy weryfikować na ile jest trafne. Ten etap podróży to przygotowania – uzmysłowienie sobie swojego potencjału i ewentualnych blokad, uświadomienie sobie przeszkód na drodze do pomyślnego rozwoju. By móc iść dalej konieczna jest świadomość tego, z czym należy się uporać. Jest to też moment, kiedy konfrontujemy się ze swoimi uczuciami i wsłuchujemy w to, co mają nam do przekazania. Odbieramy sygnały z wnętrza siebie, by mieć pewność, co dla nas ważne. Stajemy twarzą w twarz z lękiem wstrzymującym nas przed podróżą, z obawami, że nie podołamy, ze strachem, że trud nas przerośnie i przytłoczy. Po uporaniu się z tym wszystkim w końcu zaczynam przymierzać się do pierwszego kroku… Krok ten zapoczątkowuje zmianę oceny samego siebie. Zmieniwszy perspektywę mamy inny ogląd sytuacji. Spostrzegamy inne niż dotychczas przyczyny swoich problemów. Inaczej widzimy ewentualne rozstrzygnięcia. Patrząc na wszystko pod innym kątem inaczej widzimy możliwe rozwiązania, ale też dysponujemy pełniejszym obrazem przeszkód. Zmiana widoku przyczynia się do zmiany zapatrywań na istotę wyzwania, jakie nas czeka. Nowym ocenom towarzyszą alternatywne wnioski i refleksje. Zdajemy sobie pełniej sprawę, że sytuacja do której próbowaliśmy się zaadaptować powinna ulec zmianie, a jest to możliwe poprzez modyfikację jej kluczowego elementu – nas samych. Jesteśmy częścią sytuacji – zmieniwszy siebie, możemy zmienić i ją. Znając swoje położenie dysponujemy dobrym punktem odniesienia, więc na nowo oceniamy całe otoczenie, wszelkie czynniki zewnętrzne. Rozpatrujemy wszystkie zależności, w które jesteśmy uwikłani i wreszcie dociera do nas, że nie jesteśmy tylko pod ich wpływem, ale sami też mamy swój wydatny i ważny udział w tym, co się dzieje. Czynniki zewnętrzne napotykają nasze reakcje i coraz bardziej uzmysławiamy sobie dwukierunkowość tej interakcji, więc zaczynamy dawać coraz bardziej świadome i trafne odpowiedzi. Zmiany zależności są w naszym zasięgu, a zatem przymierzamy się do konkretnych działań, by to wykorzystać na swoją korzyść, a potem wdrażamy te plany w życie. Wzmaga się w nas poczucie, że wiele jest do zrobienia, konieczne są jednak dobre decyzje. Dokonywanie dobrych wyborów stopniowo staje się łatwiejsze, ponieważ lepiej orientujemy się w sytuacji i mamy lepszy wgląd w siebie, zdołaliśmy nieco zweryfikować pierwotną wizję naszej osoby. Nie jesteśmy bezradni i nie jesteśmy skazani na bierność – możemy uwolnić się od dawnego siebie i przyjąć nowe postawy, bardziej aktywnie podchodząc do wyzwań. Nie tylko dokonujemy wyborów, ale i kreatywnie tworzymy nowe rozwiązania. Pamiętając o swoich potrzebach i wartościach z większą swobodą podejmujemy trafne decyzje, które przybliżają nas do celu. Bywa, że to trudne, nie zawsze reagujemy perfekcyjnie i zdarza się, że czujemy coś w rodzaju lekkiego zawrotu głowy, tak wiele nowego się dzieje, ale i tak po przerwie lub paru krokach wstecz mimo wszystko wracamy do wędrówki naprzód. Jest nam lżej, bo jesteśmy uwolnieni od lęków, nieadekwatnych emocji i destrukcyjnych działań, które wcześniej nas hamowały. W coraz większym stopniu stajemy się suwerenni, swobodni w podejmowaniu ważkich decyzji życiowych bez ulegania negatywnym wpływom otoczenia lub tego, co toksycznie na nas oddziaływało, podsuwając destrukcyjne strategie pogarszające sprawę. Zaczynamy reagować inaczej na czynniki, które dotychczas wzbudzały w nas chęć do destrukcyjnych lub przyjmowania toksycznych postaw i podejmowania niesprzyjających zachowań. Trenując alternatywne reakcje stopniowo oduczamy się popełniania błędów, które powtarzaliśmy w przeszłości. Godzimy się z faktem, że niektóre czynniki mimo wszystko są od nas silniejsze, więc najlepszym rozwiązaniem jest ich unikanie zamiast podejmowanie ryzyka. Na przykład zmagając się z nałogiem unikamy okoliczności, które jednoznacznie nam się z nim kojarzą lub stanowią pokusę nie do pokonania. Uczymy się nagradzać za słuszne decyzje i odmawiać sobie nagród lub nawet karać się za błędne wybory. Wszystko po to, by mieć wpływ na to, w jakim kierunku zmierzamy. Akceptujemy odpowiedzialnie fakt, że wspierające nas osoby także będą wyciągać konsekwencje za błędy, jakie popełnimy, nawet jeśli to będą najbliżsi lub terapeuta. Nowa hierarchia tego, co korzystne i tego, co niedozwolone, będzie dla nas jasnym, klarownym drogowskazem, którędy podążać, jak postępować, a jakich dróg i działań stanowczo unikać. Przyjmujemy do wiadomości, że są częścią zmiany, i nie unikamy sytuacji, w których mamy krańcowo silny kontakt z własnymi emocjami – doświadczamy katharsis podczas psychoterapii, przeżywamy, tolerujemy silny niepokój w związku z odczuwaniem pokusy, by wrócić do starych zachowań, i nie ulegamy mu, dosięga nas poczucie winy z racji uzmysłowienia sobie skutków dawnych działań lub doświadczamy strachu przed tym, czy wytrwamy przy stosowaniu nowej strategii. Hartujemy się w przeżywaniu niekomfortowych emocji stopniowo przekonując się, że są do zniesienia i nie mają nad nami władzy. Istotnym czynnikiem jest także szczególny kontakt z osobą, która stanowi przewodnika, prowadzącego przez proces zmiany. Tak zwana relacja psychoterapeutyczna, pełna zrozumienia, zdrowej akceptacji i szczerości jest stałym źródłem wsparcia, które ułatwia pracę nad sobą i nadaje jej konkretny, możliwie najbardziej skuteczny kształt. Przyczyną ograniczonej skuteczności psychoterapii może być natomiast nieprzestrzeganie warunków udanej terapii.
  8. Jak pracować w domu i nie wypalić się

    Przede wszystkim przygotuj się jak do normalnej pracy wśród ludzi. Trudno będzie ci się zmobilizować jeśli zasiądziesz do komputera w piżamie, nie ścieląc łóżka, pominąwszy wybudzający prysznic i ogółem poranny rytuał budzenia się do życia. Zatroszcz się o porządek w miejscu pracy. Bałagan po prostu rozprasza, nie sprzyja koncentracji, a czasem prowadzi do irytacji, gdy nie można znaleźć czegoś, co jest akurat potrzebne – to zaś wytrąca z rytmu. Nadto mamy skłonność do zabierania się za porządkowanie rzeczy właśnie w takich chwilach, gdy jest ważna, acz żmudna praca do wykonania. Kiedy coś nas męczy lub nurzy, szukamy wymówek, by zająć się czymś innym – nieład bywa jedną z nich, niestety. Podkreślmy dodatkowo: unikaj rozpraszaczy. Ustal kiedy masz przerwę i wówczas zajmij się przez określony czas relaksem. W trakcie pracy nie wykonuj czynności, które odwlekają realizację – jeśli coś ci się przypomni, na przykład, że musisz sprawdzić pocztę e-mail, zapisz to na kartce jako zadanie do wykonania w odpowiednim czasie. Póki pracujesz, trzymaj się tego, co robisz. Rzuć nałóg bezsensownego szperania w Internecie, bo to zamiast odprężać, zwiększa napięcie, gdyż pracy bynajmniej nie ubywa, a czasu owszem. Warto także mierzyć siły na zamiary – jeżeli nie podołasz wyzwaniu w formie bezustannej, wytężonej pracy przez kilka godzin, zaplanuj częstsze, ale krótsze pauzy. Zadbaj o warunki do pracy. Jeśli musisz się skoncentrować, wygospodaruj miejsce, w którym nikt ci nie będzie przeszkadzał. Jeśli nie jest to możliwe, zrób wszystko by zbliżyć się do ideału pod względem warunków. Na przykład kup w aptece stopery do uszu jeśli potrzebujesz ciszy, zaplanuj pracę w czasie, gdy w mieszkaniu jest najmniej domowników. Odrębną kwestią jest atmosfera – jeżeli na przykład w chwilach odpoczynku preferujesz słuchanie skeczy kabaretowych, zastanów się, czy robienie tego w czasie pracy nie rozleniwia cię i nie wyluzowuje nadmiernie, w oczywisty sposób utrudniając sprężenie się i zmniejszając wydajność. Czasem taki „demotywujący zapalnik” może być zupełnie błachy – może to być naprawdę cokolwiek, co jest typowe dla chwil wolnych od pracy, więc gdy występuje w trakcie wykonywania obowiązków poniekąd zakłóca ten proces niejako z ukrycia. Zwróć uwagę na aspekt odpowiedniego oświetlenia i napowietrzenia miejsca pracy – „kisząc się” w słabo oświetlonym pomieszeniu bez odpowiedniej wentylacji stosunkowo szybko staniesz się zmęczony i senny. Kolejną kwestią jest przerwa na rozruszanie – warto raz na godzinę lub dwie wstać od biurka i po prostu trochę się porozciągać, lekko pogimnastykować, zrobić kilkanaście przysiadów. Korzystnie wpłynie to na krążenie i twoje samopoczucie oraz koncentrację, a dzięki temu praca będzie przebiegać sprawniej. Podejdź do pracy w sposób zadaniowy. Realistycznie zaplanuj swoje cele do wykonania na określony dzień, by konkretnie wiedzieć, co jest do zrobienia i móc się po dniu pracy z tego rozliczyć. Brak planu i celów może poskutkować marnotrawieniem czasu na różnorakie „ruchy pozorowane”, dreptanie w miejscu, zbędne wydłużanie czynności mniej istotnych kosztem tych naprawdę ważnych. Jeśli natomiast będziesz wiedział, co konkretnie jest do zrobienia i jakie są priorytety na dany dzień, będzie możliwe takie rozłożenie zaangażowania w określone czynności, by podołać wyzwaniu bez konieczności specjalnego motywowania się do działania właśnie wtedy, gdy jest się już myślami z dala od obowiązków. Nie eksploatuj się za wszelką cenę chcąc wykonać totalne maksimum swoich możliwości. Da się to zrobić nawet kilka razy z rzędu, ale w dłuższej perspektywie to nieefektywna strategia. Po pierwsze z powodu zmęczenia, stresu, przeciążenia nabierzesz negatywnego stosunku do pracy. Po drugie nadmierne eksploatowanie się poprzez wysiłek ponad normę może w końcu doprowadzić do wypalenia. Nadto mylne przeświadczenie, że lenistwo da się po jakimś czasie nadrobić poprzez ekstremalną pracę działa generalnie demotywująco – wizja, jakoby dało się „bezkarnie” odpracować zmarnotrawiony czas, jest tylko iluzją. Maratony wypalają, są formą przymusu i rygoru, wyższej konieczności gdy gonią terminy, a takie podejście do pracy obrzydza ją i w sensie ogólnym negatywnie wpływa na motywację, naraża na chroniczny stres. Pracuj w określonych porach, przez zaplanowany czas. To bardzo ważne by przestrzegać elementarnej higieny pracy – wykonywać swoje zadania w zorganizowanych okresach czasu. Jeśli nie przestrzega się tej zasady nagle praca zaczyna dominować – myśli się o niej ilekroć zasiada do komputera, ma się wyrzuty sumienia, gdy odpoczywa lub robi co innego zamiast wykonywać zadania (co obrzydza chwile relaksu). Perspektywa końca dnia pracy jest też mobilizująca w tym sensie, że istnieje wyznaczony czas do którego mamy wykonać zaplanowane działania. Wiemy zatem, jakie jest potrzebne tempo i jaki jest konieczny wysiłek – dzięki temu nie stresujemy się abstrakcyjnymi, niewyznaczonymi terminami i towarzyszącymi im wyobrażonymi poślizgami, opóźnieniami. Jeśli masz trudności w organizacji sobie pracy, zainteresuj się tematem „małych kroków”, dzieleniem dużych zadań na mniejsze, zdobądź konieczne kompetencje w tym zakresie poprzez lekturę odpowiednich treści w Internecie, książek bądź udział w warsztatach z tym związanych. Jeśli dostrzegasz u siebie problem związany z chronicznym odwlekaniem ważnych zadań na później, zważ, że może to być zjawisko o nazwie prokrastynacja. W takim wypadku warto skonsultować się z psychoterapeutą.
  9. Gotowość do zmiany

    Gotowość do zmiany, motywacja do psychoterapii, wola pracy nad sobą... Jednym z ważnych czynników wydatnie sprzyjających poprawie stanu pacjenta jest jego gotowość do pozytywnej zmiany. Niektórzy klienci podchodzą sceptycznie do tego aspektu już od początku albo nabierają wątpliwości w trakcie, gdy pojawiają się pierwsze trudności, opory, ważkie konflikty do rozstrzygnięcia, wymagające wysiłku lub przepracowania niełatwych emocji. Warto by osoba wybierająca się na terapię znała specyfikę procesu zmiany. Chodzi o to, by nie wyciągała zbyt poważnych wniosków z różnych wewnętrznych rozterek, które w istocie nie tylko mogą, ale niemal zawsze pojawiają się, gdyż są stałymi elementami procesu. Zwróćmy zatem uwagę, że: realne, ważne zmiany są z reguły trudne, a więc towarzyszą im mieszane uczucia, pewien dyskomfort, sprzeczne myśli, przeżywanie przeciwstawnych emocji, zmaganie się z wątpliwościami; to zupełnie naturalne, że trud związany z wprowadzaniem zmian i modyfikowaniem swojego sposobu myślenia oraz zachowań wywołuje trudne emocje – świadczy to o trwającej przemianie, a zatem jest świadectwem, że praca nie idzie na marne; zmiany z reguły nie następują w sposób idealnie ciągły, po linii prostej; zdarzają się gorsze momenty, powroty do wcześniejszych zachowań i sposobów myślenia, mniejsze i większe kryzysy spowalniające lub cofające proces; nie ma w tym nic nadzwyczajnego, w żadnym razie nie oznacza to braku potencjału do zmiany – jest wpisane w istotę tego procesu; ważne by nie rezygnować, nie załamywać się, w miarę możliwości i najlepiej jak się potrafi w danym czasie kontynuować pracę nad sobą od punktu, na którym się znalazło, nie stresując się jego położeniem bliżej lub dalej finału, co jest przecież kwestią niezwykle subiektywną; gotowość do zmiany, motywacja nie jest czymś stałym; wola pracy nad sobą ulega modyfikacjom, waha się w czasie – raz łatwiej raz trudniej zebrać się do działania; to zupełnie naturalne, że niekiedy nachodzi człowieka ochota sabotowania, przerwania pracy, byle tylko odetchnąć, przestać odczuwać zmęczenie wysiłkiem, trud i niełatwe emocje; istotne, by nie ulec pokusie pójścia na łatwiznę i odstąpienia od pracy… a jeśli to mimo wszystko z jakichś względów nastąpi, ważne by mieć świadomość, iż nie przekreśla powrotu do pracy nad sobą; różnorakie potknięcia zdarzają się wszystkim wędrowcom – mimo to warto iść naprzód. Podsumowując, wybierając się na terapię warto mieć świadomość, że w jej trakcie zmiany będą następować w sposób nieciągły, zaś poziom gotowości również będzie się wahał. Nie przesądza to o wyniku, pod warunkiem, że mimo wszystko kontynuuje się proces. Praca nad sobą bywa momentami trudna, ale długotrwałe korzyści są tego warte.

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

×