Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'współuzależnienie' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne wyzwania i problemy psychologiczne
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Artykuły

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Znaleziono 6 wyników

  1. DDA a uciekanie w świat fantazji

    Wartościowe źródła wiedzy na temat osób dotkniętych tzw. „Syndromem DDA” to już dość leciwe publikacje. Tymczasem młodsze pokolenia Dorosłych Dzieci Alkoholików i Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych różnią się nieco pod względem wiodących tendencji. „Ekranizacja życia” czyli ucieczka w nierealistyczne wizje Nie jest to oczywiście specjalistyczny termin, a tylko pewna metafora. Ponieważ w rodzinach z problemem alkoholowym często jest tak, że dziecko nie mogąc zaradzić sytuacji ani podołać emocjonalnemu ciężarowi, jaki z niej wynika, wykształca sposoby pozwalające odwrócić od tego uwagę, niejako uciec przed tym – „uciec w coś”. Praktykując ten osobliwy eskapizm nierzadko ucieka w media – telewizję, gry komputerowe, internet, telefon komórkowy. To z tych mediów raczej aniżeli z domu czerpie wzorce i informacje o tym, jak rzekomo wygląda zwyczajne życie. Oczywiście obraz ten jest niekompletny i nierealistyczny. Przede wszystkim jednak akcja zwykle rozgrywa się tam niemal bez udziału widza, bo nawet w grach komputerowych scenariusz na ogół bywa z góry przesądzony. Dziecko alkoholika tak długo wpatruje się w ekran i robi to tak intensywnie, by uciec przed przytłaczającą, ponurą rzeczywistością dorastania w dysfunkcyjnym środowisku, że w końcu zostaje przez ten nieszczęsny prostokąt oczarowane. Urok trwa nawet lata po tym wszystkim, kiedy dana osoba już dorosła, a otoczenie diametralnie się zmieniło. W dorosłości niemożność ułożenia sobie życia w sposób podpatrzony w odgrywających tak ważną rolę mediach może wywoływać frustrację, a nawet stany depresyjne. Czynione porównania własnej prozaicznej egzystencji z tym, co widziało się na ekranie, bywa źródłem silnych negatywnych emocji. Uczucia te są tak silne, że tylko dodatkowo skłaniają do ponownej ucieczki w świat fikcji, by zaznać ulgi, zająć czas, odwrócić uwagę od szarości dnia codziennego (czyli powtórzyć schemat z przeszłości). W rezultacie dzisiejsi dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie DDA miewają tendencje nadmiernego korzystania z komputera (konsoli), telewizora czy internetu, co pochłania zbyt wiele czasu i uwagi. Część DDA odczuwa dziwny przypływ rodzinnej atmosfery oglądając filmy czy obcując z grami, ponieważ to one zastępowały im kontakt z rodzicami i autentyczne relacje z bliskimi. Pewne osoby, wśród których większość stanowią kobiety, pogrążają się natomiast w fantazjach o idealnym związku, życiu towarzyskim, macierzyństwie i podejmują gorączkowe starania, by sprostać tym standardom częstokroć kosztem własnych potrzeb. Osoby te często miewają trudność z konstruktywną organizacją sobie wolnego czasu, z motywacją do podejmowania czynności innych niż pasywna rozrywka jak oglądanie filmów czy seriali. Niektórzy przedstawiciele młodego pokolenia DDA mówią wręcz o takim odczuciu, że życie rozgrywa się jakby bez ich udziału – obserwowane niejako przez szybę. Inne mówią o tym, że czują się jakby zjeżdżały ze stoku narciarskiego bez możliwości zatrzymania się i wszystko, co dobre, je omija. Skarżą się na poczucie bezradności i brak wiedzy o tym, w jaki sposób wpływać na swój los. Jednocześnie bardzo pragną zmian i frustruje lub dołuje je, że nie wiedzą jak je wprowadzić lub podtrzymać bez wracania do starych schematów. Osoby, u których tendencja do „ekranizacji życia” jest nasilona, często bujają w obłokach, wierzą, że ich los samoczynnie i nagle odmieni się jak podczas nieoczekiwanego zwrotu akcji w filmie, w głębi duszy mają poczucie, że czeka je coś niezwykłego i muszą uzbroić się w cierpliwość, przetrwać, aż to się w ich egzystencji pojawi. Łudzą się, że partner się zmieni, towarzystwo w pracy przestanie być toksyczne, rodzice zaczną wreszcie dawać troskę, której się od nich oczekuje... Tymczasem jak na złość oczekiwane zmiany nie nadchodzą, lata lecą. Ludzie grzęzną w swoich schematach przez co coraz trudniej im się z nich wyrwać. DDA kierują się raczej nieuzasadnioną wiarą w samoczynną zmianę niż realistycznym podejściem polegającym na systematycznej pracy na rzecz modyfikacji życia w pożądany sposób. Okres oczekiwania bywa wyczekiwaniem na gotowość – gotowość do małżeństwa, gotowość do rodzicielstwa, do zmiany pracy, zmiany partnera, zmiany złych nawyków lub niesatysfakcjonujących realiów życia. A przecież żadna z tych kwestii nie wymaga biegłości w sztuce przetrwania, lecz zakasania rękawów i konkretnego przepracowania wedle mądrego planu. Z organizacją nie jest łatwo, skoro dorastało się w atmosferze dramatu i chaosu, na który miało się zerowy lub dalece ograniczony wpływ. DDA często bardzo mocno doświadczają tak zwanej wyuczonej bezradności. Niektóre osoby nie tylko jakby obserwują własne życie przez szybę, ale niejako dryfują bez konkretnego celu jakby czas stał w miejscu. Niestety, pewne sprawy mają określony termin ważności. Kiedy jest już za późno, rozgoryczenie narasta. Niekiedy gromadzi się całymi latami, choć przecież nie musi. Wszak obraz zmieni się najbardziej nie po przełączeniu kanału pilotem telewizora, lecz po wstaniu z fotela, by zacząć działać...
  2. Mężczyźni a pornografia i inne używki

    Większość ludzi oglądających pornografię robi to, bo po prostu erotyczne bodźce sprawiają im przyjemność. Nie jest im to niezbędne. W ich wypadku nie ma co doszukiwać się drugiego dna w aktywności polegającej na oglądaniu zgodnych z prawem takich czy innych treści dla dorosłych. Czasami ludzie robią to w pojedynkę, innym razem w gronie znajomych albo z partnerem bądź partnerką. Niekiedy używają pornografii trochę jak źródła inspiracji, podniety, afrodyzjaku bądź swoistego filmu instruktażowego. Spore zainteresowanie treściami erotycznymi pojawia się zwłaszcza u osób młodych, którym świat seksu wydaje się szczególnie pociągający, bo to coś jeszcze tajemniczego, nowego, a poza tym w pewnym okresie dorastania hormony buzują. Ich wielkie zaciekawienie bynajmniej zatem nie dziwi. Tym niemniej okazuje się, że pornografią niezwykle żywo interesują się również takie osoby dorosłe, którym właściwie nie wydaje się to tak naprawdę jakoś szczególnie przydatne czy potrzebne. W wyniku tego zafascynowania szybko dochodzą do etapu, kiedy właściwie z każdej perspektywy widziały już wszystko wykonane na wszelkie możliwe sposoby. W wyniku tego niektórzy robią się zblazowani, zaczynają mieć skrajnie przedmiotowy stosunek do partnera, tracą radość z seksu z żywą osobą albo przywiązują do tej aktywności niebywale dużą wagę. Istnieje pewien odsetek osób, które sięgają po pornografię impulsywnie, niemal lub dosłownie nałogowo. Robią to po to, żeby lepiej się poczuć, co bez tego typu wrażeń jest dla nich trudne do osiągnięcia lub nawet niemożliwe. Pragną tego jak łyku świeżego powietrza po długiej podróży w dusznym, zatłoczonym środku transportu albo jak palacz pragnie papierosa po dłuższej przerwie od nikotyny. Potrzebują bodźców pornograficznych żeby radzić sobie z frustracją, dużym stresem, ciężkimi chandrami lub wręcz depresją, a ilekroć korzystają z tej strategii zaniedbują trening innych umiejętności radzenia sobie z tymi problemami. Doraźnie, na krótką chwilę ten sposób działa – przynosi krótkotrwałą ulgę. Po niej nieuchronnie stany przygnębienia względnie szybko powracają. Czasem nawet są bardziej dotkliwe, bo wzmożone przez poczucie winy, wstyd czy żal do siebie o nieumiejętność powstrzymania się przed sięgnięciem po pornografię. Część tych osób nie zdaje sobie sprawy, że próby „samoleczenia” swoich przewlekle negatywnych nastrojów używkami w perspektywie czasu pogarszają sprawę. Te próby czynią człowieka jeszcze bardziej podatnym na emocjonalny ból towarzyszący stresowi, smutkowi czy frustracji, a poza tym pozbawiają okazji do trenowania innych, zdrowych sposobów radzenia sobie. Używki są jak triki, które chwilową odwracają uwagę od problemów nijak ich nie rozwiązując, a często mnożąc kolejne lub pogłębiając już istniejące. Faceci często tego nie rozumieją. Strategie radzenia sobie bazujące na używkach czasami całkiem solidnie maskują problem – stopniowo to używki stają się widocznym na pierwszy rzut oka kłopotem, a nie frustracja czy przewlekle zły humor albo niemal codzienne rozdrażnienie. Kiedy do gabinetu psychologicznego przychodzi ktoś mówiąc, że ma problem z pornografią, z reguły to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią kryje się znacznie więcej – nierzadko są to problemy małżeńskie, seksualne, a także depresja, inne uzależnienia, poważne a nierozwiązywane latami trudności osobiste bądź psychologiczne. Żyjemy w czasach, w których dla wielu mężczyzny jawi się jako katastrofa kontakt z kobietą, która nie zna pornografii. Z drugiej strony dla kobiety katastrofą bywa czasami nie tyle samo oglądanie pornografii przez mężczyznę, co fakt, że zna on ten świat na wylot. Ich poziom znajomości tego tematu i stopień zainteresowania tym zagadnieniem nierzadko tak dalece od siebie odbiegają, że zaczyna to prowadzić do poważnego rozłamu w relacji. Warto dobrze się zastanowić, czy przypadkiem przyczyny tego stanu rzeczy nie stanowi tak zwane uzależnienie od pornografii, które jest dolegliwością możliwą do pokonania w trakcie psychoterapii. Trzeba jednak pamiętać, że rozpoczęcie tego procesu często prowadzi do odsłonięcia wszystkiego, co kryje się pod spodem, i co dotyczy zwykle nie tylko jednej osoby, ale pary. Niezwykle rzadko jest tak, że do przepracowania w trakcie kryzysu relacji ma coś tylko jedna strona…
  3. Uzależnienie od hazardu, nałóg hazardowy

    Jak wygrać na automatach do gry? Jak przechytrzyć videosloty? Jak wygrać w salonie gry z automatami? Jak wygrać na slotach? Tego typu frazy cieszą się w wyszukiwarkach bardzo dużą popularnością. Przyjrzyjmy się tej kwestii dokładnie... Szanse na wygraną Zacznijmy od tego, jakie w ogóle są szanse. Ze zrozumiałych względów nie jest to zbyt proste – kasyna chcą zarabiać. Szacuje się, że automat zwraca graczom w formie różnych wygranych między 70% a 97% wpłaconych środków (resztę bierze kasyno). Oczywiście te procenty dotyczą skali długoterminowej, co oznacza, że maszyna może przede wszystkim przyjmować znaczne kwoty całymi miesiącami zanim w ostatecznym rozrachunku zwróci większą ilość środków. Co więcej, w procent ten wliczane są także tak zwane fałszywe wygrane (o których więcej informacji znajduje się w dalszej części tekstu). W praktyce zatem rzeczywiste, namacalne wypłacane pieniądze to zdecydowanie niższe kwoty, niż procenty, o których tu mowa. Wprawdzie każdy automat ma z góry ustawiony procent wygranych, ale informacja ta nie jest jawna – kasyna czerpią korzyści z faktu, że ludzie nie mają pojęcia czy zasiadają przy maszynie przynajmniej potencjalnie lepiej płacącej czy grają na urządzeniu, które zwraca (oczywiście w punktach) graczom zdecydowanie mnie wpłat. To nieuczciwe, ale takie są fakty. Skoro już mowa o nieuczciwości, warto w ogóle odnotować, że procent wygranych jest z góry ustalony i kontrolowany przez oprogramowanie komputerowe wewnątrz automatu. Oznacza to, że da facto gra nie jest całkowicie losowa – wszystkim steruje program monitorujący poczynania graczy. Tempo gry W przeciwieństwie do wielu innych gier hazardowych, automaty do gry narzucają galopujące tempo. W ciągu godziny rozgrywa się na jednym urządzeniu maksymalnie od 600 do 1200 gier! Pieniądze można więc stracić znacznie szybciej niż gdzie indziej. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że zwykle opłaca się więcej niż jedną linię (układ na którym odpowiednie ustawienie symboli skutkuje wygraną), nawet grając na automacie przyjmującym zakłady w podstawowej wysokości 1-ego grosza, można tak naprawdę grać za znacznie wyższe kwoty (10 linii po „zaledwie” 10 groszy = 1 zł, czyli ryzyko stracenia od 600 do 1200 zł w godzinę). Przegrywa się więc nie tylko znacznie szybciej, ale i częstokroć niemało. Nawet granie na stosunkowo niskich stawkach może opróżnić portfel w ciągu godziny lub dwóch. Czynniki (pozornie) niezwiązane z hazardem Nie bez powodu salony gry i kasyna przykładają dużą wagę do czynników w zasadzie nie mających związku z samą rozgrywką. Przyjemne, klimatyzowane otoczenie, bezpłatne drinki, poczęstunki, piękne i same nawiązujące kontakt hostessy, atrakcyjna oprawa audiowizualna rozgrywki, dźwięki i obrazy wprost bombardujące gościa informacjami o wygranych, brak okien i zegarów, by nie czuć mijającego czasu (im dłużej się gra, tym większe ryzyko poważnych strat), rozmaite konkursy i atrakcje dla gości, by kojarzyć miejsce z czymś przyjemnym. Wszystkie te działania służą otumanieniu gracza i są formą starannie przemyślanej strategii wpędzania go w szpony nałogu. Ważone, niesymetryczne bębny Karty nie mogą być znaczone, ważone kości są zabronione, ruletka musi spełniać wyśrubowane standardy… Tymczasem videosloty to zupełnie inna historia. Są zaprojektowane specjalnie tak, by szansa wysokiej wygranej została krańcowo zminimalizowana, ale jednocześnie ażeby gra dawała złudzenie jakoby do sukcesu prawie dochodziło. Bębny są również asymetryczne, więc w jednej z kolumn wydatnie brakuje określonych symboli, umożliwiających wysokie wygrane. Gracze nie mają tego świadomości, a podejrzewając cokolwiek i tak nie mogą tego sprawdzić – rzeczywisty wygląd poszczególnych kołowrotów jest niejawny. Sztandarowym przykładem konsekwencji takiej charakterystyki bębnów są mocno działające na wyobraźnię graczy premie i bonusy, wygrywane, gdy na ekranie pojawia się określona ilość symbolizujących je znaków. Rzecz w tym, że na pierwszych bębnach / kołowrotach / kolumnach symbole te pokazują się częściej, wpadają więc na przykład 2 symbole z trzech oczekiwanych, potem gra odtwarza przejmującą i trzymającą w napięciu muzykę, po czym prezentowana jest animacja ukazująca na moment oczekiwany symbol, ale ostatecznie nie trafia on we właściwe miejsce. Chodzi o to, by wywołać złudzenie, że „prawie się udało” i iluzję, że „w końcu to złoży”, bo „było już o włos”. Innym przykładem są gry zawierające całe kolumny symboli zamienników (tzw. „wildów” lub „jockerów”), zastępujących dowolne inne. Automat płaci na liniach od lewej do prawej, tymczasem pierwszy bęben jest niemal pozbawiony tych symboli i w rezultacie maszyna pokazuje układy, na których pojawia się całe mnóstwo „jockerów”, ale i tak wygrane są niskie lub nawet w ogóle nie dochodzi do jakiegokolwiek sukcesu. Gracz ma poczucie, że „jockery” dobrze się układają lub często występują toteż wysoka wygrana może nastąpić lada chwila, co nie ma żadnego związku z rzeczywistością. Automat jest tak zaprogramowany, by prowadzić bezwzględną, perfidną, psychologiczną rozgrywkę z graczem – karmiąc złudzeniami i wciągając w iluzoryczny świat wysokich wygranych, które już prawie następują. Nie ma to związku ze specyfiką gry, lecz ze specyfiką urządzenia zaprogramowanego do takich właśnie funkcji. Tak zwane fałszywe wygrane O tak zwanym fałszywym zwycięstwie mówi się, gdy gracz stawia jakąś kwotę na dany zakład (np. 5 zł), a maszyna generuje układ symboli dający wygraną w wysokości niższej (np. 2 zł). Oznacza to, że w zasadzie gracz przegrywa (w tym wypadku 3 zł), ale maszyna i tak odtwarza dźwięk zwycięstwa, na ekranie pojawia się sugerująca wygraną animacja i człowiek ma poczucie, że coś się dzieje. Automat do gry jest jak kieszonkowiec, kradnie tak, by ofiara tego nie zauważała. Łatwiej jest utrzymać zaangażowanie gracza, gdy na ekranie dzieje się cokolwiek związanego z wygrywaniem, niż gdyby przegrywał całość przy każdym zakładzie. To także dobrze wykalkulowane oddziaływanie na psychikę gracza wprowadzone do gry tylko po to, by bardziej go wciągnąć w rozgrywkę i na dłużej utrzymać przy automacie. Czas trwania rozgrywki, nawet jeśli automat w poszczególnych zakładach zabiera mniej pieniędzy, jest dla kasyna czasem wygranym. Człowiek pozostaje bowiem pod wpływem miejsca, efektów audiowizualnych, słyszy charakterystyczne dźwięki układów wygrywających na innych automatach, przechodzi więc swego rodzaju warunkowanie. Czasem też bywa w centrum uwagi, przeżywa dreszcz emocji, czuje, że inni mu kibicują lub zazdroszczą, co tylko pogarsza sprawę, ponieważ daje fałszywe poczucie bycia wyjątkowym, na chwilę bardzo zwiększa poczucie własnej wartości. Stali gracze uwrażliwiają się na określone dźwięki i efekty wizualne – w rezultacie nawet z dala od kasyna słysząc specyficzne dźwięki lub widząc migoczące światła zaczynają automatycznie myśleć o graniu. Osoby uzależnione częstokroć przez takie błahe z pozoru czynniki potrafią się „uruchomić” i zacząć uprawiać hazard mimo zobowiązań, że do tego nie wrócą. Osoby w szponach nałogu nie mogą w ogóle grać w cokolwiek, ponieważ wszystko (włącznie z grami komputerowymi czy planszowymi) uaktywnia w nich pewien specyficzny schemat myślenia nieuchronnie prowadzący do ponownego uprawiania hazardu. Co do zasady o fałszywych wygranych mówi się, gdy automat w danym losowaniu daje kwotę niższą niż stawka, ale warto też zauważyć, że nawet wyższe nagrody można uznać za niejako fałszywe. Dlaczego? Wygrane bywają wyższe niż postawiony zakład, ale są na tyle rzadkie i na tyle niewysokie, by gracz nie miał sposobności osiągnąć satysfakcjonującego pułapu wygranej i wyjść z kasyna. Gracz ma większą motywację do zakończenia rozgrywki, gdy dużo wygra, niż gdy wygra stosunkowo niewielką kwotę – w tym drugim wypadku ma raczej motywację, by grać dalej. Wygrane są przyznawane w punktach, więc na dobrą sprawę gotówka wypłacana jest jeszcze znacznie rzadziej, bo człowiek na ogół pozostaje w grze (aż traci niewielką ilość wygranych oraz wkład własny). Iluzja losowości Maszyna tak steruje rozgrywką, by dopasować poziom wygranych do stawki. Osoby grające za wyjątkowo niskie kwoty będą dostawać względnie więcej darmowych losowań o wygranych stanowiących większą krotność stawki. Na ekranie będą się też pojawiać bardziej spektakularne układy symboli. Dzieje się tak po to, by z jednej strony wzbudzić w człowieku poczucie winy, że grał na zbyt małej stawce, bo gdyby tylko grał na wyższej uzyskałby naprawdę wysoką wygraną (może nawet stałby się zamożny). Z drugiej strony efektowne układy działają na wyobraźnię. Maszyna w ten sposób prowokuje i kusi do gry za większe pieniądze. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej kiedy faktycznie osoba zaczyna grać na wyższych stawkach, wtedy strategia maszyny zmienia się diametralnie – premie są rzadziej, krotność stawki w wygranych wyraźnie niższa. Znamienne jest także, że maszyna generuje wyjątkowo atrakcyjne darmowe/premiowe gry zaraz po tym, gdy spłukany już gracz zostaje zmuszony do drastycznego obniżenia stawki. Człowiek żałuje wówczas, że zmienił strategię i nie włożył kolejnego banknotu lecz zaczął grać na niższych stawkach. W istocie oprogramowanie nie wygenerowałoby wcale lub wygenerowałoby mniej atrakcyjne bonusowe losowania, gdyby gracz kontynuował rozgrywkę na wyższej stawce. Te sytuacje bynajmniej nie są przypadkowe – to starannie opracowane psychologiczne oddziaływanie na gracza, by wpadł w pułapkę hazardu i oddał kasynu jak najwięcej pieniędzy. W rezultacie gracz niedoszacowuje ryzyko i przeszacowuje szansę wygranych. Tymczasem głównym argumentem kasyna za losowością jest to, że żaden układ symboli nie jest niemożliwy. Rzekome szanse / pseudo-sukcesy Odrębną kategorią oddziałujących na psychikę gracza aspektów funkcjonowania automatów do gry jest generowanie takich animacji, które sugerują, że nieomal doszło do wielkiej wygranej. Człowiek czuje wówczas, że był „tak blisko” i ma ogromną motywację, żeby próbować raz jeszcze. W rzeczywistości układ symboli był nieprzypadkowy i nie miał nic wspólnego z wygraną – automat zaprezentował go tylko po to, by zwiększyć motywację gracza, sprowokować go do zwiększenia stawki lub zachęcić do kolejnych „prób”. Jeden symbol o jedno pole za nisko lub za wysoko względem wygrywającej linii, brak jednego obiektu na ekranie, ale pojawienie się go bezpośrednio w kolejnym losowaniu – to nie tyle element rozgrywki, co manipulacji emocjami gracza, która ma na celu skłonienie go do dalszej i możliwie jak najbardziej ryzykownej gry. Człowiek, który „prawie” wygrał w rzeczywistości w ogóle nie był bliski zwycięstwa – to tylko iluzja specjalnie wzmagana przez program sterujący urządzeniem. Warto podkreślić, że wynik gry jest już urządzeniu znany zaraz po naciśnięciu przycisku rozpoczynającego. To, co dzieje się na ekranie ma wyłącznie wpływać na gracza. Nie ma też żadnego znaczenia, czy gracz użyje przycisku stopującego losowanie. Przyśpiesza to prezentację ostatecznego wyniku, ale nijak nie wpływa na efekt. Gracz dzięki temu przyciskowi doświadcza poczucia kontroli, panowania nad sytuacją, ale w istocie jest ono całkowicie sztuczne (przeświadczenie o możliwości zatrzymania, „złapania” oczekiwanych symboli przesuwających się na ekranie to wyłącznie złudzenie, wynik był przesądzony zaraz po naciśnięciu klawisza START). Ten mechanizm omówiono na filmie: Złudzenie ciągłości Maszyny niejednokrotnie generują nieprzypadkowy ciąg losowań. Następujące zaraz po sobie specyficzne układy wzbudzają w graczu poczucie, że bębny układają się w określony sposób i że w końcu doprowadzi to do oczekiwanego rozstrzygnięcia. Symbole w poszczególnych grach zdają się mijać o włos – tak jakby zaraz miały wspólnie pojawić się na ekranie. Inny trik polega na tym, że gdy gracz decyduje się obstawiać linie od 1 do 5, niespodziewanie często wygrywające układy pojawiają się akurat na liniach 6 do 9. Te nieuczciwe zagrania mają zmobilizować do gry na wyższych stawkach albo rozniecić myślenie życzeniowe i magiczne – badania jednoznacznie wskazują, że opisywane sytuacje, osobliwe zbiegi okoliczności na videoslotach zdarzają się statystycznie zbyt często, by można je uznać za przypadkowe. Innymi słowy to musi być dzieło perfidnego programu. Podobnie jak inne opisywane tu okoliczności, także to nie wynika ze specyfiki gry, lecz ze specyfiki funkcjonowania automatów do gier / videoslotów i jest formą wpływu na psychikę gracza oraz manipulowania jego emocjami. Kredyty zamiast waluty Kiedy człowiek wkłada banknot do automatu na ekranie pojawiają się punkty na grę. Taka „wirtualna waluta” (często przeliczona tak, by dodatkowo odrealnić swoją wartość lub wywołać dysonans poznawczy) jest mniej namacalna, a przez to człowiek jest bardziej skłonny do jej wydatkowania. Nieco inaczej sytuacja wyglądałaby gdyby trzeba było za każdym razem konkretne, namacalne, realne pieniądze przekazywać na następujące po sobie zakłady. Gra trwałaby jednak zbyt długo, a poza tym człowiek miałby pełniejszą świadomość, ile przeznacza na grę, więc jego motywacja do rozgrywki byłaby zdecydowanie mniejsza. Fakt „zmiany” pieniędzy na punkty / kredyty sprawia także, że człowiek ma do pewnego stopnia poczucie wirtualności rozgrywki, jakby brał udział w jakiejś nierealistycznej grze. Będąc w takim stanie jest skłonny podejmować większe ryzyko, jakby jedną nogą był w grze komputerowej i mógł w dowolnym momencie ją wyłączyć lub wczytać wcześniejszy stan rozgrywki, by powtórzyć wyzwanie. Pieniądze jednak znikają bezpowrotnie, a apetyt maszyny nigdy nie zostaje zaspokojony i nie da się z nią wygrać. Zawsze jest gotowa, by przyjąć więcej i oferować rozgrywkę. Nigdy nie odmawia. Wzbudzanie emocji Gry losowe nie byłyby tak pociągające, gdyby nie wzbudzały emocji. W zasadzie sama rozgrywka często jest bardzo nudna. Żeby się o tym przekonać wystarczy wziąć kilka kostek do gry i rzucać nimi z nadzieją na uzyskanie takiej samej liczby oczek na wszystkich. Stosunkowo szybko przychodzi znużenie i człowiekowi odechciewa się dalszych prób. Z dopasowywaniem symboli na automatach do gry byłoby całkiem podobnie. Dlatego właśnie maszyny te są stworzone i zaprogramowane w taki sposób, by ekscytować, wzniecać nadzieję, stymulować i rozbudzać emocje. Stąd różnorakie bonusy, niby przypadkowe ciągi specyficznych układów, fantastyczna oprawa audiowizualna. „Najlepszy gracz to gracz na haju” – maszyny robią wszystko, co mogą, by taki stan wywołać. Gracz goniący galopem za zwycięstwem spostrzeganym jako „już prawie” osiągnięte jest skłonny do podejmowania wysokiego ryzyka przez długi czas, a kasyno w takich przypadkach zarabia najwięcej. Podsumowanie Zdrowiejący hazardziści mawiają, że przegrywanie jest złe, ale wygrywanie jest jeszcze gorsze (bo bardziej wciąga w granie, a w ostatecznym rozrachunku i tak w końcu wszystko się przegrywa, nawet jeśli mowa o naprawdę wysokich wygranych, tzw. Jackpot’ach). Automaty do gier i videosloty dostępne przez Internet w kasynach online są źródłem gigantycznych dochodów dla ich właścicieli. Funkcje slotów są zaprojektowane tak, by manipulować graczem, wywierając specyficzny wpływ na jego psychikę, wzbudzając emocje i powodując pozbawiający rozsądku i trzeźwej oceny sposób myślenia (myślenie życzeniowe i magiczne). Nierzadkim zjawiskiem są nieczyste zagrywki pozostające w granicach przepisów prawa, ale ewidentnie nieuczciwe. Wracając do pytania postawionego na wstępie... Jak wygrać na automatach do gry? Odpowiedź brzmi: nie grać. To jedyny sposób. Videosloty są losowe tylko w tym sensie, że nigdy nie wiadomo, kto kiedy przegra. Wiadomo natomiast ponad wszelką wątpliwość, kto w ostatecznym rozrachunku wygra. Zawsze będzie to kasyno. Nawet jeśli gracz w jakimś momencie wypłaca gotówkę. Kasyno przegrywa tylko i wyłącznie wtedy, gdy się w nim nie gra. Podziękowanie Podziękowania dla Kevina Harrigan, PhD, z University of Waterloo. Niniejszy artykuł został w dużej mierze oparty na wynikach jego badań gier losowych, automatów, gier. Jego zespół wyprodukował także filmy zaprezentowane w tym tekście. Ważna informacja Osoby mające problem z hazardem (nadużywające hazardu lub uzależnione) mogą skorzystać z pomocy o charakterze psychoterapii.
  4. Uzależnienie od pornografii - objawy, leczenie

    W żadnej z klasyfikacji diagnostycznych nie jest w sposób dosłowny określony problem funkcjonujący potocznie jako „uzależnienie od pornografii”. Z punktu widzenia diagnozy stanowi to w pewnej mierze problem, gdyż nie ma jasnych kryteriów, które umożliwiłyby jednoznaczne stwierdzenie zmagania się właśnie z tą trudnością. Niektórzy fachowcy mówią o tym jak o odrębnym temacie, inni jako jednym z elementów czegoś większego bądź o pewnej formie uzależnienia od seksu. Bez wątpienia można jednak mówić o tym problemie jak o odrębnym zjawisku, z tego typu trudnością zmagają się liczni pacjenci, a co za tym idzie, stanowi on przedmiot zainteresowania psychologów i niosących pomoc specjalistów zajmujących się zdrowiem psychicznym. Przyjrzyjmy się temu dokładniej. Często nałogowe korzystanie z pornografii / nadmierne używanie pornografii / nadużywanie pornografii określane jest jako uzależnienie behawioralne (czynnościowe). Istotą tego problemu jest silnie utrwalony, wielokrotnie powtarzany schemat postępowania, zachowanie zapoczątkowywane przez trudny lub wręcz niemożliwy do opanowania impuls, podtrzymywane przez towarzyszące mu uczucie haju oraz pragnienie rozładowania napięcia, potrzebę nieomal mechanicznego uzyskania określonych stanów emocjonalnych, w tym ulgi, uczucia zaspokojenia; wykonywanie czynności wiąże się ze swoistymi skutkami ubocznymi bądź wręcz szkodami. Cechą tego problemu jest także przymus, niemożność przerwania postępowania i to mimo usilnych prób. Okresy względnego spokoju, gdy dana osoba idzie w zaparte, by dowieść samemu sobie, że kontroluje sytuację, przeplatają się z ciągami, gdy zostaje całkowicie pochłonięta nałogiem i krańcowo eksploatuje problematyczne zachowanie niejako „nadrabiając zaległości”. W przypadku uzależnienia od pornografii negatywne konsekwencje to między innymi: Najbardziej katastrofalnym skutkiem uzależnienia od pornografii jest prawdopodobnie sukces w zakresie tego, do czego w przypadku nałogowego używania jest stosowana... Doraźnie daje ukojenie i pozwala uciec przed ponurą rzeczywistością oraz negatywnymi emocjami. Skutecznie uciekając przed życiem człowiek po prostu pozbawia się okazji do zwiększania swoich kompetencji w zakresie radzenia sobie z wyzwaniami codzienności, a ponadto zmniejsza własną tolerancję na przykre stany emocjonalne i pozbawia się szans na trening radzenia sobie z nimi. W perspektywie czasu taka strategie sieje spustoszenie w życiu człowieka - negatywne emocje wydają się coraz bardziej dotkliwe, problemy wydają się nie do rozwiązania, a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze poczucie straconego czasu. Nałóg pochłania mnóstwo czasu i energii - nie tylko w trakcie praktykowania, ale zwłaszcza po, gdy człowiek dochodzi do siebie, regeneruje się, stara się wrócić do życia. Dramat nadużywania pornografii polega na tym, że bodaj największy problem, jaki wywołuje, jest często najmniej uświadamiany przez osoby uzależnione. Pornografia dostarcza przyjemnych, podniecających bodźców, których tym bardziej się pragnie im więcej się ich doświadcza, co najczęściej stoi w coraz większej opozycji do możliwości w realnym życiu. Wychodzi się ze świata pornografii i wraca do rzeczywistości, coraz bardziej jawiącej się jako przytłaczająca, nudna, nieatrakcyjna, i wtedy doświadcza się totalnie innej wersji siebie niż oglądając porno: nie działa się tak na kobiety, nie przyciąga ich jak magnes, kobiety nie są na każde skinienie, nie ma ich tak wiele, nie mają takiej urody, nie mają takiej weny na robienie tych wszystkich rzeczy widzianych w filmie. W rezultacie ma się coraz większą ochotę częściej wracać do świata pornografii, doświadczać tam specyficznej omnipotencji, wolności od prozy życia i tych wszystkich roszczeń, które mają kobiety z krwi i kości. Błędne koło się zamyka. Im więcej zażywa się pornografii, tym bardziej się jej potrzebuje i mimochodem hoduje się coraz większe pretensje do siebie i innych ludzi, w szczególności płci przeciwnej. Innymi słowy druzgocący dla męskiego mniemania o sobie jest ten drastyczny kontrast między ja doświadczanym podczas oglądania porno a ja doświadczanym w realnym życiu, przy czym to drugie wypada po prostu banalnie, blado lub wręcz bardzo źle. Człowiek dosłownie staje się umęczony widokiem tych wszystkich kobiet i aktywności, które są poza jego zasięgiem, a głód zamiast być zaspokajany, narasta. Perspektywa kobieca jest inna. Im bardziej kobieta jest pochłonięta przez uzależnienie od pornografii tym mniej zdolna jest doświadczać tego, czego najbardziej w gruncie rzeczy potrzebuje: spełnienia seksualnego, któremu towarzyszy spełnienie emocjonalne. W rezultacie potrzeba coraz większych dawek, by poczuć cokolwiek. Jako że kobiecie łatwiej w realnym życiu o seks niż statystycznemu mężczyźnie, pornografia nierzadko przenoszona jest do codzienności, co bynajmniej nie rozwiązuje problemu, a wręcz go pogłębia. Przypadkowe kontakty seksualne oczywiście nie mogą dać spełnienia emocjonalnego i w rezultacie kobieta w coraz mniejszym stopniu wierzy, że to w ogóle możliwe, a skoro tak, pornografia jawi się jako optymalne rozwiązanie bez ryzyka chorób wenerycznych, złej reputacji. Błędne koło się zamyka. Inne konsekwencje to między innymi: uzależnienie wydobywa z człowieka to, co najgorsze (zwiększa tendencje do innych nałogowych czynności, wzmaga drażliwość, uwydatnia negatywne cechy charakteru, sprawia że osoba ma gorszy stosunek nie tylko do otoczenia, ale i do siebie), „kac moralny” po, ciążące, dokuczliwe poczucie niepanowania nad sobą, utraty kontroli, przewlekle dający się we znaki dyskomfort wynikający z zastępczego realizowania potrzeb seksualnych, życia niejako w alternatywnej rzeczywistości nieziszczalnych lecz przytłaczających fantazji nie dających spokoju, poczucie derealizacji, jakby nie przystawało się do rzeczywistości, pragnęło czegoś innego, niż oferuje normalna egzystencja i takie relacje z płcią przeciwną, jakie występują w realnym życiu... w następstwie tego stanu rzeczy przewlekle doświadczana frustracja, niezadowolenie, niechęć do codziennych spraw, które przecież nie prowadzą do spełnienia, jakiego by się oczekiwało, poczucie winy ze względu na niemożność zapanowania nad sobą i zerwania z uzależnieniowym zachowaniem... poczucie winy, że nie ma się dość siły, by wyrwać się ze szponów nałogu... stany przygnębienia wynikające z konfrontacji pornografii z rzeczywistością (nadmierne oglądanie pornografii ma nieomal masochistyczny charakter - do pewnego stopnia jest spojrzeniem na innych, by się zainspirować i wzbogacić własne życie seksualne, jest więc patrzeniem jak inni uprawiają seks, ale od pewnego momentu jest patrzeniem jakiego seksu samemu się nie uprawia, co może być dla danej osoby przygnębiające, jeśli oceniając jakość własnego życia seksualnego przyjmie standardy z tego rodzaju filmów), wstyd, że postępuje się w sposób, z którego nic konstruktywnego nie wynika, a wręcz przeciwnie, w tym brak umiejętności do nawiązywania normalnych, udanych, satysfakcjonujących relacji... wstyd rodzący się z porównywania siebie z osobami na ekranie, które są tak sprawne, brawurowe, śmiałe, wyglądają w określony sposób i w domniemaniu mają tak atrakcyjne życie seksualne, obfitujące w spektakularne kontakty z niezwykłymi partnerami, partnerkami... problemy z motywacją lub wręcz duża niechęć do podejmowania jakichkolwiek działań, ciągła walka ze sobą żeby cokolwiek robić, poczucie utraty panowania nad swoim życie, poczucie bezradności rozlane na różne sfery funkcjonowania, spadek poczucia własnej wartości między innymi z powodu doświadczania negatywnych stanów emocjonalnych opisanych powyżej, jak również z uwagi na poczucie, że nie panuje się nad sobą, że pornografia staje się niezbędnym elementem codzienności bez którego trudno funkcjonować, poczucie wiecznego niezaspokojenia, bycia niespełnionym nawet po intensywnych stymulacjach, po paru masturbacjach z rzędu, ponieważ nie zaspokaja to potrzeb emocjonalnych, które są wręcz frustrowane, obniżony nastrój, trudność cieszenia się czymś innym niż kontakt z treściami pornograficznymi, czasami wręcz depresja, pogorszenie stanu zdrowia psychicznego, chroniczne poczucie zmęczenia, osłabienie organizmu, niechęci do działania, senność, trudności w codziennym życiu wynikające z poświęcania coraz większej ilości czasu na pornografię, częstokroć w coraz mniej odpowiednich momentach lub w sytuacjach w ogóle do tego niestosownych, nadmierne zaabsorbowanie pornografią (jej poszukiwaniem i oglądaniem), nadmierne zaabsorbowanie „pornograficznym fantazjowaniem”, syndrom życia od dawki do dawki, odczuwanie dyskomfortu w okresach, gdy kontakt z pornografią nie jest możliwy, problemy seksualne zwłaszcza w kontakcie z partnerem / partnerką, ponieważ tego typu interakcja nie daje równie intensywnej stymulacji jak masturbacja w trakcie oglądania pornografii dostarczającej krańcowo zróżnicowanych bodźców we wprost nierealistycznym tempie, czasami duży spadek lub wręcz zanik zainteresowania stosunkami z partnerem / partnerką, negatywne skutki finansowe (w efekcie kupowania dostępu do materiałów erotycznych, korzystania z usług jak erotyczne kamerki internetowe, wydatków na sprzęt w technologii 3D bądź różnorakie wymyślne gadżety, a w przypadku rozwinięcia się nałogu również w rezultacie wydawania środków na urzeczywistnianie coraz bardziej nierealistycznych fantazji), u mężczyzn wynikający z trudności natury seksualnej lęk towarzyszący najpierw intymnym kontaktom z kobietami, a potem kontaktom z kobietami w ogóle; u kobiet przygodny seks mający dostarczyć intensywnych bodźców ale i zniwelować złe samopoczucie oraz poczucie niskiej własnej wartości, u obu płci tendencje do pochłaniającego bez reszty romansowania przez media elektroniczne, negatywne skutki prawne w przypadku przekroczenia granic związanych z pozysykiwaniem, gromadzeniem, oglądaniem treści nielegalnych, rozwój pokrewnych zaburzeń jak seksoholizm czy parafilie, albo podtrzymywanie zaburzeń, gdy uzależnienie od pornografii jest tylko częścią składową / objawem / następstwem, rozwój pokrewnych problematycznych i ryzykownych zachowań jak przygodne kontakty seksualne, korzystanie z usług prostytutek, seksualizacja kontaktów z płcią przeciwną, która zostaje uprzedmiotowiona i w zasadzie sprowadzona do roli obiektu seksualnego, a nawet żywego obiektu do masturbacji, bo relacja zostaje pozbawiona innych wymiarów intymności i bliskości, obciążające poczucie przytłoczenia seksem z uwagi na wszechobecne bodźce seksualne, chociażby w reklamach... „przeciążenie seksualnością”, poczucie, że jest się wręcz przez nią atakowanym... dostrzeganie podtekstów nawet tam, gdzie ich nie ma... żywiona złość a czasem wręcz nienawiść wobec kobiet za to, że niejako są „posiadaczkami narkotyku i tak perfidnie, z wyrachowaniem go dawkują”... różnego rodzaju trudności interpersonalne, wśród których wielu mężczyzn wskazuje brak realnych interakcji z kobietami, natomiast kobiety wskazują trudność w budowaniu trwałych relacji, w których nie są wykorzystywane, problemy w trwających związkach lub rozpady związków, trudności w nawiązywaniu trwałych relacji bazujących na wartościach wykraczających poza sam seks, konflikty w związkach, gdy partnerki / partnerzy nie chcą dać się nakłonić do zachowań zaczerpniętych ze świata porno, krótkoterminowe podejście do związków (zaangażowanie w relację tylko dopóki trwa największe seksualne zauroczenie), wstrzymywanie się przed wykonywaniem nałogowych czynności wywołuje objawy abstynencyjne (jak zawroty i bóle głowy, bezsenność, nadmierna potliwość, drżenie rąk, rozdrażnienie, przykre stany emocjonalne). W przypadku mężczyzn na skutek uzależnienia od pornografii, któremu towarzyszy zwykle masturbacja w trakcie oglądania, mogą pojawić się problemy z erekcją. Silny uścisk dłoni w trakcie masturbowania się podczas kontaktu z niezwykle intensywnymi materiałami erotycznymi może w ostatecznym rozrachunku doprowadzić do tego, że normalny stosunek z partnerką „z krwi i kości” zacznie się wydawać nie dość podniecający i stymulujący. Erekcja może ustępować przedwcześnie lub nie być wystarczająco silna, by w ogóle móc rozpocząć stosunek. Wskutek długiego masturbowania się podczas oglądania treści pornograficznych do wytrysków może zacząć dochodzić przy niepełnym wzwodzie. Mówiąc metaforycznie, ciało konsekwentnie, raz po raz przyzwyczajane do takiej sytuacji może w końcu przestać reagować pełnym podnieceniem (pełną erekcją) w sytuacjach intymnych, co zacznie uniemożliwiać odbywanie stosunku lub wydatnie zmniejszy satysfakcję z „normalnego” seksu. W przypadku kobiet może dojść do osłabienia nawilżania pochwy z uwagi na mniejsze podniecenie niż przy styczności z treściami pornograficznymi. Intensywna masturbacja przy pomocy wymyślnych gadżetów erotycznych może doprowadzić do swoistego znieczulenia okolic intymnych, które po prostu przyzwyczaiwszy się do intensywnych doznań przestaną reagować na mniej stymulujące, „zwykłe” pieszczoty. Spadek zadowolenia, mniejsza satysfakcja z „normalnego” seksu to kolejne przykre konsekwencje konsekwentnego „przestymulowywania się” pornografią. Tak u mężczyzn, jak i u kobiet może dojść do zaabsorbowania tematyką sadomasochistyczną i pragnienia urzeczywistniania tego typu fantazji, przy czym mężczyźni zwykle wchodzą w rolę sadystów, a kobiety przyjmują role masochistyczne. Uzależnienie jest problemem postępującym. Nałóg stale się wzmaga, jest coraz mniej kontrolowalny, przynosi większe straty, jest coraz bardziej wyniszczający. Osoba zmagająca się z nałogowym oglądaniem pornografii stopniowo staje się bardziej pochłonięta wyszukiwaniem i gromadzeniem treści, które z kolei są coraz intensywniejsze, „twarde”. Wynika to z faktu, że potrzeba większych i mocniejszych dawek „narkotyku”. Niektóre osoby przekraczają wszelkie granice i sięgają nawet po treści zakazane prawem, ponieważ materiały używane wcześniej przestają odpowiednio stymulować. Uzależnienie od pornografii – leczenie Samo wstrzymywanie się przed praktykowaniem nałogowych zachowań jest niewystarczające i częstokroć przypomina walkę z samym sobą. Człowiek „idzie w zaparte”, by dowieść własnej siły i wzmocnić iluzję samokontroli, która jednakże zwykle okazuje się właśnie tylko ułudą, bo problematyczne zachowanie prędzej czy później powraca. Odstawieniu towarzyszyć musi intensywna praca nad sobą – należy rozgryźć mechanizmy uzależnienia, zmodyfikować nałogowe wzorce myślenia, odczuwania, opanować bardziej adaptacyjne sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami. Tylko wówczas odstawienie ma rzeczywiście szansę się powieść. Ważne, by nauczyć się reagować w porę, jeszcze przed zintensyfikowaniem się impulsu sięgnięcia po pornografię, oraz konieczne jest nauczenie się unikania sytuacji, które taki impuls wywołują bądź wzmagają (często chodzi o nie wchodzenia na czaty, nie używanie serwisów randkowych, nie przesiadywanie w Internecie bez celu, gospodarowanie nudy inaczej niż przeglądanie stopniowo „nakręcających” treści). Szczególnie istotne jest również, by znaleźć coś, czym będzie można wypełnić lukę, która pojawi się po zerwaniu z nałogiem. Wolny czas i energia muszą zostać konstruktywnie zagospodarowane, w przeciwnym wypadku trudno będzie utrzymać trzeźwość, a może nawet pojawić się jakiś „nałóg zastępczy” – coś, co zrekompensuje danej osobie brak kontaktu z pornografią, ale może być nie mniej szkodliwe. Proces leczenia każdorazowo musi uwzględniać indywidualne cechy danej osoby i specyficzną konstelacje jego problematycznych zachowań. Zalecana jest zatem psychoterapia indywidualna, z czasem również udział w grupach wsparcia i samopomocy. Farmakoterapia stosowana jest w zasadzie tylko wtedy, gdy dolegliwości towarzyszące odstawieniu uniemożliwiają pacjentowi pracę nad sobą. Bywa też używana do leczenia dolegliwości współwystępujących (jak np. depresja). Osoby, które widzą u siebie objawy uzależnienia od pornografii, ale nie potrafią same przed sobą przyznać się do tego problemu, tzn. działa u nich mechanizm iluzji i zaprzeczenia, mogą spróbować pokonać ten mechanizm odpowiadając na tzw. pytania zaradcze, które zostały postawione w tym tekście: uzależnienie od pornografii - pytania zaradcze. Ponieważ wszelkie formy uzależnień związanych z seksualnością należą do wstydliwych, wiele osób długo zwleka z udaniem się do specjalisty, nawet do gabinetów oferujących anonimowość. W dobie Internetu możliwy jest anonimowy kontakt – psychoterapia z wykorzystaniem komunikacji tekstowej lub głosowej. Osoby zainteresowane psychoterapią związaną z leczeniem uzależnienia od pornografii mogą skorzystać na przykład z oferty naszego gabinetu, w którym pomagamy klientom wyeliminować uzależnienie / problematyczne zachowania ze swojego życia. Część osób ocenia moment przyznania, że są uzależnione, jako punkt zwrotny, etap, gdy uzmysławiają sobie spektrum swoich trudności i wreszcie rozpoczynają zmianę na lepsze, konfrontują się ze swoją ciemną stroną i zaczynają się z niej wydobywać, kształtując zdrową wersję swojej osoby. Kryzys bywa początkiem wzrostu, korzystnej przemiany. Jeśli więc pojawił się w twoim życiu i uzmysławiasz go sobie, to znaczy, że wypieranie problemu, chowanie głowy w piasek jest już za tobą i możesz poczynić kolejne kroki w drodze ku lepszemu wariantowi siebie. Psychoterapia indywidualna tzw. uzależnienia od pornografii Gabinet Ocal Siebie oferuje terapię pod kątem leczenia tego problemu w łagodnej i umiarkowanej postaci oraz przy założeniu, że nie doszło do poważnych powikłań, pacjent nie cierpi na inne ciężkie uzależnienia lub problemy psychologiczne. Aby to ustalić konieczna jest konsultacja diagnostyczna.
  5. Kobiety podatne na zranienie

    Postanowiłem zgłębiać temat „kochania za bardzo”, które nazywa się też podatnością na zranienie, ponieważ niemal każdego dnia pracy jako psycholog jestem świadkiem tego, jakie ten problem wywołuje u kobiet cierpienie. Ponadto, jako że posiadam cztery siostry – na los kobiet jestem szczególnie uwrażliwiony. Nie bez znaczenia jest również to, że – wychowywany jako mężczyzna i wśród mężczyzn, oraz pracując z mężczyznami jako psychoterapeuta – jestem w stanie zwracać kobietom uwagę na pewne niezrozumiałe dla nich mechanizmy i wyjaśniać męskie zachowania. Z relacji klientek wynika, że zdarza mi się robić to lepiej od – z pewnością nie gorzej wykwalifikowanych – koleżanek po fachu, psychoterapeutek. Na podstawie obserwacji klinicznych oraz analizy literatury o „kochaniu za bardzo” i relacyjnym zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym dochodzę do wniosku, że jedną z cech podatności na zranienie jest u niektórych kobiet wyraźna dyspozycja do odczuwania pewnych przejawów zakochania niejako przedwcześnie i bez adekwatnych przesłanek, albo poniewczasie, to jest po faktycznym zakończeniu związku. W pierwszym wypadku zakłócony zostaje proces tworzenia więzi, a w drugim utrudnione jest przeżywanie „żałoby” po rozstaniu i pogodzenie z tym, iż relacja przeszła do historii. Jestem zdania, że odpowiada za to między innymi fakt posiadania ogromnej konstelacji rozległych przemyśleń na temat własnych relacji z mężczyznami i dysponowania niebywałą ilością wyobrażeń o idealnym związku, które powstały między innymi z powodu braku dobrych wzorców w rodzinie pochodzenia. Gdy pojawia się potencjalnie spełniający pewne kryteria kandydat kobieta odczuwa wobec niego magnetyczne przyciąganie, bo uruchamia się w niej proces fantazjowania. Im bardziej jest on niedostępny, im mniej szczodry emocjonalnie, tym większe pole do popisu dla wyobraźni. Fantazjowanie powoduje, że kobieta „ścina zakręty” i wybiega naprzód obsadzając partnera w pewnych rolach do końca jeszcze nie wiedząc, czy on się do nich tak naprawdę nadaje, a nawet czy ich chce. Kobieta, mówiąc metaforycznie, zadurza się we własnych wyobrażeniach, a w skrajnym wypadku jej nastrój staje się ich zakładnikiem. Fantazjowanie powoduje też, że kandydat niedostępny nadal może jawić się jako odpowiedni, choć de facto nie jest zainteresowany zaangażowaniem, bo nie jest na to jeszcze gotowy albo nawet już odszedł lub wręcz nigdy nie okazywał otwartości na związek. Czasami obecny skądinąd partner czuje się nieswojo, ma wrażenie, że nie jest darzony autentycznym uczuciem, gdyż kobieta kocha raczej własne o nim wyobrażenie, i w efekcie mężczyzna ten zaczyna się wycofywać, co ostatecznie może prowadzić do rozpadu relacji. Niekiedy to kobieta odczuwa wzmożony lęk przed bliskością, czyli niezrozumiały niepokój, który skłania ją do sabotowania relacji, gdyż po bliższym poznaniu okazuje się, iż partner naprawdę daleko odbiega od wciąż żywych wyobrażeń o idealnym związku. Niektóre kobiety podatne na zranienie przeżywają pasmo nieudanych związków, inne tkwią latami w toksycznej relacji, ale są i takie, które kurczowo trzymając się własnych wyobrażeń żyją w samotności, bo rzeczywistość nie jest w stanie sprostać wynikającym z tych wizji oczekiwaniom. Kobiety podatne na zranienie częstokroć mają za sobą niełatwe przejścia w dzieciństwie i wczesnej dorosłości albo specyficzną relację z rodzicami, zwłaszcza mamą. Doświadczenia te niejako zmuszały do odcinania się od własnych negatywnych stanów emocjonalnych, które były wówczas trudne do zniesienia, bo młody człowiek bez właściwego wsparcia nie jest w stanie tak dobrze sobie radzić, jak osoba dorosła posiadająca odpowiednie umiejętności. Treningu tych umiejętności też nierzadko brakowało, bo rodzice swoją postawą raczej dawali złe lekcje na temat emocji. W następstwie tego stanu rzeczy kobieta podatna na zranienie ma zwiększoną tolerancję na trudne sytuacje – znosi więcej, lekceważy sygnały ostrzegawcze lub nie czerpie informacji ze swoich negatywnych emocji trzymając je na dystans, traktując jako niepożądane, zbędne. Traci przez to bezcenne źródło informacji o sobie, własnych potrzebach i związkach z innymi ludźmi. Problemy składające się na „kochanie za bardzo” zwykle współwystępują z innymi czynnikami utrudniającymi prawidłowe funkcjonowanie w związku, jak na przykład nie wymienione wyżej następstwa wynikające z dysfunkcji w rodzinie pochodzenia, lękowy styl przywiązania czy niskie poczucie własnej wartości. Co to znaczy kobieta podatna na zranienie Łatwo przyjąć interpretację jakoby źródłem wszelkiego cierpienia był ktoś z zewnątrz. Liczne poradniki dla kobiet poświęcone są rozległym opisom tego, na jakich mężczyzn należy uważać, jakie ci faceci stosują chwyty. Jeśli jednak kobieta raz za razem wchodzi w związki, które w ostatecznym rozrachunku ją ranią, to czy rzeczywiście wina leży wyłącznie po stronie partnerów? Czyżby był to fatalny zbieg okoliczności? Absolutnie nie wybielając mężczyzn, którzy naprawdę bywają bezwzględni w dążeniu do osiągania własnych celów w kontaktach z kobietami, mimo wszystko zauważyć należy, iż raczej mało prawdopodobnym jest, żeby powtarzająca się historia była powodowana tylko przez nich. Możliwe, że to kwestia podatności na zranienie czyli skłonności do angażowania się w raniące związki z nieodpowiednimi partnerami i nie wyplątywanie się z takich znajomości, gdy pojawiają się istotne ku temu przesłanki. Podatność na zranienie nie jest kwestią niefortunnego zrządzenia losu, lecz specyficznych mechanizmów, które sterując kobietą, skłaniają ją do wchodzenia w źle rokujące relacje, lekceważenia sygnałów ostrzegawczych i nie wychodzenia z takich związków w porę - niekiedy nawet wtedy, gdy staną się już ewidentnie toksyczne. W większości wypadków nie jest to na szczęście kwestia masochistycznego czy zależnego zaburzenia osobowości. To raczej zbiór tendencji, które mają swoje korzenie we wczesnych doświadczeniach z dzieciństwa i w okresie dorastania (relacje z rodzicami, a zwłaszcza więź z mamą, deprywacja emocjonalna, wychowywanie się w rodzinie alkoholowej bądź dysfunkcyjnej czyli bycie DDA albo DDD). Zazwyczaj nie jest to dla kobiet łatwe, a czasami okazuje się niezwykle trudne i bolesne, ale jeśli sytuacja ma ulec pozytywnej, nieprzypadkowej, trwałej zmianie, to konieczne jest krytyczne i szczere przyjrzenie się własnemu wkładowi w historię raniących związków. Relacje nie tworzą się same – każde z partnerów ma w nich swój udział. Bynajmniej nie chodzi o to, by brać na siebie całą winę lub dla przykładu odpowiedzialność za przemoc albo nielojalność partnera, lecz o to, by w najwyższym stopniu ograniczyć możliwość powtórzenia się raniącego scenariusza w przyszłości. Tendencje te, składające się na schemat osobisty, najprawdopodobniej zostały dodatkowo wzmocnione przez inne czynniki w życiu dorosłym. Na przykład wielu psychologów jest zgodnych, że nie jest bez winy romantyczna wizja związków, którą nasiąkają zwłaszcza kobiety. W popularnych baśniach, filmach, utworach muzycznych miłość prezentowana jest jako siła, która pozwala wszystko przetrwać, znieść, ze wszystkim uporać się. Siła, mająca wręcz moc uzdrawiania, a raczej naprawiania partnera, odczarowywania żaby z powrotem w księcia. Tymczasem realnie w związkach niezbędne są granice, asertywność, zdrowa dawka miłości własnej i troski o siebie, pewna symetria, co ze zrozumiałych względów stoi w sprzeczności z wizją ogromnego poświęcania się w imię miłości - dla dobra związku, dzieci lub innych ideałów stawianych wyżej, niż własny dobrostan. Inne czynniki kulturowe także odgrywają pewną rolę. W dobie kultu samochwalstwa, epoce narcyzmu, lansu na serwisach społecznościowych posiadanie czegoś, czym można się pochwalić bywa ważniejsze, niż zaplecze, to czego nie widać gołym okiem. W wyniku tego młode pokolenia kobiet unieważniają się poprzez wchodzenie w relacje bez przyszłości, ale dające inne profity, udając, że nie widzą, iż czeka ja zranienie, lub wręcz akceptujące je jako tak czy inaczej nieuchronne. Jedno z badań dotyczących zjawiska przemocy wykazało, że wysoki odsetek kobiet, które doświadczyły agresji lub nielojalności partnera, na wczesnym etapie związku wyraźnie widziały sygnały ostrzegawcze, lekceważyły je jednak w nadziei na to, że uda im się utrzymać relację z partnerem postrzeganym jako szczególnie atrakcyjny, reprezentacyjny. Zranienie jednak nie zawsze następuje z powodu postępowania partnera - czasami jest oczywistym następstwem wyborów, jakich dokonuje kobieta, na przykład świadomie angażując się w relację skazaną na bolesny finał. Podatność na zranienie to coś, z czym kobiety na różne sposoby starają się walczyć. Wdawanie się ze sobą w walkę przynosi jednak nierzadko opłakane skutki. Nie jest rozwiązaniem optymalnym, a czasami nawet pogarsza sprawę. Często dzieje się tak, że w wyniku szczególnie trudnych przejść w relacjach, o które dodatkowo kobieta ma do siebie pretensje, pojawia się poważny uraz. W rezultacie kobieta zamyka się i nikogo do siebie nie dopuszcza. Warto zauważyć, że niestety efekt jest ten sam, co w przypadku zranienia - potrzeby emocjonalne są zaniedbywane. Dlatego tak ważnym jest, aby rozpoznać w czym rzecz i przepracować osobisty schemat, a nie tylko go tłumić bądź unikać. Trzy typy podatności na zranienie Typ chroniczny obserwujemy u kobiet, które są w stanie latami trwać w wypalających je relacjach, tolerować naganne postępowanie partnerów, a nawet same przykładają się do pogarszania jakości związku (o ile mężczyźni wiodą prym w przemocy fizycznej, o tyle kobiety w przemocy emocjonalnej). Bywa, że kobiety, które cechuje podatność na zranienie o typie chronicznym, stają się osobami współuzależnionymi – trwają u boku cierpiących na chorobę alkoholową mężów. Inne po prostu żyją w niesatysfakcjonujących, pustych związkach łudząc się, że jeszcze coś z tego będzie, chociaż partner pomimo obietnic nijak nie przykłada się do poprawy sytuacji. Niektóre kobiety czekają w nieskończoność na oświadczyny, jako małżonki w milczeniu znoszą zdrady, albo same dolewają oliwy do ognia i swoim postępowaniem prowokują odtrącenie, sabotują związek, ni stąd ni zowąd przeżywają dramaty, a żadna poważna rozmowa nie może obejść się bez ich płaczu i pretensji, gdyż permanentny kryzys jest dla nich kontekstem, w którym czują się swojsko, więc po krótkich okresach ciszy nieuchronnie następuje czas burz. Typ seryjny charakteryzuje kobiety podatne na zranienie nie pozwalające sobie na trwanie w toksycznym związku, ale o takich kryteriach doboru partnera i skłonnościach, które skazują je na przeżywanie kolejnych rozczarowań. Mówi się, że historia lubi się powtarzać... Znajduje to odzwierciedlenie szczególnie w przypadku podatności na zranienie o typie seryjnym – każda kolejna relacja przynosi problemy z tego samego repertuaru, a wszelkie starania mające to zmienić okazują się niepomocne lub wręcz destrukcyjne. Typ seryjny różni się od chronicznego liczbą partnerów kobiety, jakkolwiek w sensie emocjonalnym zranienie właściwie również trwa przez cały czas. Ranić mogą nie tylko konkretne zachowania partnera, ale ruminacje (niekończące się przemyślenia) na temat utraconych związków, fantazje o partnerach, którzy odtrącili (i przez niedostępność zdają się szczególnie atrakcyjni), wymarzone, a niedoścignione wizje idealnych relacji. Nawet będąc w udanym związku kobieta może cierpieć z powodu doświadczania odbieranych jako narzucające się wizji bycia z kimś innym (co może nawet przekształcić się w Relacyjne zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne), ciągle żywić przekonanie, że to nie jest najlepszy wybór jakby nie dawała wiary tej trwającej miłości, bo bycie kochanym wydaje się jej wprost czymś niewiarygodnym albo miłość jawi się jako coś jeszcze lepszego niż obecne uczucie. Typ pełen złudzeń to podatność na zranienie, która polega w głównej mierze na pozbawianiu się szansy na realną bliskość i dobrze rokujący związek poprzez dobór niedostępnych partnerów lub życie w czymś raczej o charakterze układu, niż intymnej relacji. Typ pełen złudzeń jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Czas, który kobieta mogłaby na przykład poświęcić na budowanie stabilnej więzi z prawdziwego zdarzenia ze szczodrym emocjonalnie, zaangażowanym partnerem, zagospodarowuje ona w sposób nie dający cienia szansy na wartościowy związek. Niektóre kobiety angażują się na długo w związki z mężczyznami żonatymi, niedostępnymi emocjonalnie, pochłoniętymi przez nałogi lub po prostu takimi, którzy od początku im nie odpowiadają. Inne żyją przelotnymi romansami z mężczyznami o wysokim statusie, które tylko pozornie dowartościowują, a na dłuższą metę są źródłem unieważnienia. Inne mają układy ze sponsorami lub wiążą się tylko z przyczyn ekonomicznych, ewentualnie wybierają partnerów, którzy poza ponadprzeciętną urodą nie oferuję nic więcej. Bywa, że łudzą się, iż miłość jest zbędna, nie ma znaczenia ani wartości, że potrzebę bycia z kimś blisko i pragnienie więzi można zastąpić zimną kalkulacją, że cynizm to najlepsza strategia w dobie brutalnego kapitalizmu, gdy liczy się to, czym można się pochwalić w serwisach społecznościowych. Łudzą się, że nie są wykorzystywane oraz że nie wykorzystują innych, nie nazywają rzeczy po imieniu, żyją w iluzji, a to dalece ogranicza możliwość stworzenia autentycznej więzi. Nie wszystkie kobiety charakteryzujące się podatnością na zranienie o typie pełnym złudzeń są cyniczne, wyrachowane. Czasami złudzenia to nic innego, jak nadmiernie rozwinięte fantazjowanie, które przybiera wręcz postać zaklinania rzeczywistości, zaprzeczania faktom lub problemom. Tego typu skłonności charakteryzują zwłaszcza niektóre Dorosłe Dzieci Alkoholików. Wyróżnienie tych trzech typów jest oczywiście pewnym uproszczenie. W istocie są to odcienie tego samego zjawiska, więc czasami w praktyce trudno jednoznacznie je odróżnić – częściowo pokrywają się, mieszają. Bywa i tak, że sekwencyjnie dana kobieta na przestrzeni czasu raczej charakteryzuje się podatnością na zranienie o typie na przykład seryjnym, a w innym okresie o typie pełnym złudzeń. Podatność na zranienie nie jest chorobą Podatność na zranienie nie jest jednostką chorobową, nie znajdziemy jej opisu w kryteriach diagnostycznych na temat zaburzeń psychicznych. To raczej pewna forma szkodliwych dla jednostki skłonności, które pojawiają się w odpowiedzi na specyficzne grupy doświadczeń. Stanowi coś w rodzaju schematu - powtarzającej się procedury działania, która eksploatuje ślady emocjonalne po dawnych deprywujących doświadczeniach (np. nieobecności, niedostępności rodzica lub rywalizacji z jego strony). Koryto rzeki, którym płynie życie kobiety, naznaczone jest tymi śladami, nadającymi mu bieg. Przeszłość odbija się w teraźniejszości, emocjonalne rany jątrzą się zamiast goić, sytuacje powtarzają się. Kwestionariusz podatności na zranienie Dedykowany kobietom kwestionariusz podatności na zranienie może zostać wykorzystany, jeśli ktoś podejrzewa u siebie ten rodzaj problemu. Każdemu z poniższych czternastu twierdzeń należy przyznać od 0 do 2 punktów. 0 – nie pasuje do mnie to stwierdzenie 1 – trochę pasuje do mnie to stwierdzenie 2 – całkowicie pasuje do mnie to stwierdzenie. Warto zauważyć, że niektóre pozycje kwestionariusza zawierają różne opcje – jeśli przynajmniej jedno ze stwierdzeń pasuje, należy pozycji przyznać 1 lub 2 punkty. [1] Bywało, że trwałam za długo w relacji bez perspektyw nie umiejąc z niej wyjść w porę [2] Z takich samych lub podobnych powodów doznałam rozczarowania w ostatnich kilku związkach [3] Czuję magnetyczne przyciąganie do niedostępnych mężczyzn [4] Fantazjując o idealnym partnerze lub idealnym związku czuję przykre napięcie lub cierpienie [5] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję była niedostępna emocjonalnie i/lub rywalizowała ze mną i/lub wyręczała się mną w kontakcie z ojcem [6] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję nie stawała w mojej obronie i/lub nie służyła mi radą i/lub nie koiła moich trudnych stanów emocjonalnych [7] Raczej nie mówię o swoich potrzebach w relacji, a później czuję się rozczarowana, że nie zostają zaspokojone i/lub mówiąc o swoich potrzebach w relacji jestem zbywana deklaracjami bez pokrycia a mimo to długo takiego związku nie przerywam [8] Często zdarza się, że w relacji nie mówię jak się czuję, a potem jestem zawiedziona, że nie jestem rozumiana [9] W związku daję więcej niż otrzymuję [10] Im mniej partner jest dostępny tym większy czuję do niego pociąg [11] Decyduję się na interakcje z mężczyznami dla korzyści materialnych i/lub sama wybieram mężczyzn, których mogłabym otoczyć taką opieką [12] Wierzę, że związek z mężczyzną do przetrwania wymaga mojego poświęcenia [13] Mam silne przeświadczenie i przyjaciele zgadzają się w tej kwestii ze mną, że źle dobieram sobie partnerów, bo raz za razem spotyka mnie w relacjach coś złego (zostaję zraniona, wykorzystana, jestem ofiarą przemocy) i/lub obserwuję, że po pewnym czasie sama staję się w związku nie do zniesienia, sabotuję go, zapoczątkowuję okres burz [14] Jeśli w związku jest spokój, prowokuję spięcia Minimalna ilość możliwych do uzyskania punktów to 0, a maksymalna 28. Przy uzyskaniu wyniku 10-20 punktów można u siebie podejrzewać funkcjonowanie mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie. Uzyskawszy 21 lub więcej punktów można podejrzewać, że mechanizmy podatności na zranienie działają ze znacznym natężeniem. Zmniejszanie podatności na zranienie Trudnym bywa przepracowanie mechanizmów podatności na zranienie w pojedynkę dlatego zalecana jest psychoterapia, jakkolwiek we własnym zakresie również można podjąć kroki zaradcze. Przede wszystkim należy dogłębnie przeanalizować i zrozumieć grupy doświadczeń z dzieciństwa i to, jakie lekcje na temat relacji, bliskości, emocji, związków wyniosło się z tamtego okresu. Należy zweryfikować, czy były to lekcje udane, czy wprost przeciwnie. Należy poddać głębokiej refleksji swoją relację z mamą lub osobą, która pełniła jej funkcję (jeśli w ogóle ktoś taki był) ze szczególnym uwzględnieniem deprywacji emocji, empatii, opieki. Koniecznym jest przeanalizowanie swoich dotychczasowych relacji ze szczególnym uwzględnieniem podobieństw, w poszukiwaniu jakiegoś schematu, powtórzeń. Istotną kwestią jest rozpoznanie u siebie jaki rodzaj podatności na zranienie daje się najbardziej we znaki i zaplanowanie działań zaradczych. Ważną kwestią jest zweryfikowanie swoich kryteriów doboru partnera pod kątem tego, co wynika z kluczowych potrzeb, a co wprost przeciwnie lub wręcz je unieważnia. Często zasadniczą kwestią jest rzeczywista (nie pozorna ani doraźna) poprawa poczucia własnej wartości. Najlepiej mieć w tym wszystkim wsparcie psychoterapeuty, co bynajmniej nie wyklucza znacznego nakładu pracy własnej, ale nawet w tym zakresie dobry specjalista okaże się pomocny, gdyż na przykład zwróci uwagę na szczególnie godne uwagi lektury i wskaże możliwe do sprawdzenia sposoby postępowania alternatywne względem dotychczasowych. Rozeznany w temacie psycholog, badając temat niejako stojąc z boku, a więc będąc bardziej obiektywnym, z większą łatwością dostrzeże pewne mechanizmy, zwróci na nie uwagę i ułatwi wzięcie ich na warsztat. Jako właściciel Gabinetu Ocal Siebie osobiście oferuję psychoterapię indywidualną w zakresie radzenia sobie z podatnością na zranienie, a także z równolegle niekiedy występującymi trudnościami jak na przykład współuzależnienie czy depresja. W przyszłości programu terapeutycznego zamierzam nauczać także innych specjalistów, więc także oni będą mogli proponować tego typu pomoc.
  6. Kobiety kochające za bardzo

    Co to jest „kochanie za bardzo”? Co to znaczy „kochać za bardzo”? Kim są „kobiety, które kochają za bardzo”? Czy miłość może być nałogiem, czy wolno nam mówić o uzależnieniu od miłości w sytuacji, gdy obdarzanie kogoś uwagą i uczuciem jest tak naprawdę nieprawomocne, raniące, wiążę się z naszą własną krzywdą... Zasadność sformułowania „uzależnienie od miłości” jest kwestionowana przez niektóre kręgi psychoterapeutyczne, a przez inne popierana. Popularne kryteria diagnostyczne (ICD, DSM) nie wyróżniają takiego specyficznego problemu, więc oczywiście nie zawierają też informacji o tym, jak go rozpoznawać. Jedno jest jednak pewne – stanowczo nie brakuje osób, zwłaszcza kobiet, które doznały „kochania za bardzo” i uważają mówienie o tym problemia w kategoriach nałogu za całkiem trafne, zbieżne z ich indywidualnym doświadczeniem. Uzależnienie jest czymś destrukcyjnym, szkodliwym, eksploatującym, niezdrowym. Istotą „kochania za bardzo” jako negatywnego zjawiska jest uporczywe, wypalające trwanie w toksycznym związku mimo jednoznacznych sygnałów, że należałoby się z niego „wyplątać”, pozostawanie w tego typu relacji bez względu na realne szkody, jakie on wywołuje, kochanie częstokroć bez wzajemności lub w sposób rażąco asymetryczny (z ogromnym zaangażowaniem przy marginalnym zaangażowaniu toksycznego partnera). „Kochanie za bardzo” jest doświadczeniem niezwykle trudnym, wyczerpującym fizycznie i emocjonalnie, oraz co typowe dla nałogu, pogrążającym coraz bardziej. Prawomocność porównania „kochania za bardzo” do uzależnienia można także potwierdzić poprzez zestawienie typowych dla tego problemu okoliczności chociażby z typowymi przejawami nałogu alkoholowego. Alkoholizm <> „Uzależnienie od miłości” Opętanie alkoholem <> Opętanie związkiem uczuciowym Nie wyobrażanie sobie życia bez alkoholu <> Nie wyobrażanie sobie życia bez danego partnera i jego miłości Zaprzeczenia skali problemu <> Zaprzeczanie skali problemu Unikanie ludzi, by ukryć problem z piciem <> Unikanie ludzi, by nie wydało się, jak toksycznie postępuje partner, by nie musieć się im tłumaczyć, by nie wysłuchiwać jak niedorzeczne jest „trwanie w nałogu” Kłamstwa odnośnie nie picia <> Kłamstwa odnośnie np. ustępstw wobec partnera bądź pobłażania jego występkom Bezowocne próby odzyskania kontroli <> Bezowocne próby zerwania z partnerem Siłowanie się z nałogiem, próby pójścia w zaparte i nie picia zakończone porażką <> Kończące się niepowodzeniem próby zerwania kontaktu z danym partnerem Nawracające bądź chroniczne poczucie bezsilności <> Poczucie, że nie ma się mocy, by zerwać z partnerem Samookłamywanie siebie <> Samousprawiedliwianie się, bronienie partnera i relacji, nadmierne nieuzasadnione idealizowanie związku Trudne zmaganie się z konsekwencjami picia, usprawiedliwianie siebie przed innymi, intrygi i maskarada <> Narastające wysiłki podczas usprawiedliwiania partnera, branie na siebie odpowiedzialności za jego problemy, tworzenie alternatywnej, fantastycznej wersji zdarzeń Poczucie krzywdy <> Poczucie zranienia Wybuchy gniewu <> Frustracja, wybuchy złości Problemy zdrowotne w związku z piciem <> Fizyczne wyczerpanie powodowane psychicznym przeciążeniem, stresem Różnorakie tarapaty <> Ciągłe trudności, konflikty, problemy lub konieczność ratowania partnera i zmagania się z problemami w jakie on chronicznie sam wpada Coraz większe konsekwencje picia <> Coraz większe wysiłki i poświęcenie by uzyskiwać miłość partnera Stale pogarszający się stan umysłu <> Zmieniające się nastroje, narastający lęk, niewytłumaczalna drażliwość, napięcie, znerwicowanie Utrata wiary, poczucia sensu, poddawanie się <> Poczucie beznadziejności, krańcowego wyczerpania Brak szacunku do siebie lub wręcz nienawiść samego siebie <> Odraza wobec siebie za nadmierne ustępstwa i trwanie w ewidentnie toksycznej relacji Jak widać w powyższym zestawieniu, podobieństwa są wyraźne. Pociecha z tego tylko taka, że leczenie problemu alkoholowego jest przedmiotem zainteresowania terapeutów już od jakiegoś czasu. Można zatem dostrzec pewne analogie także na etapie leczenia, co pozwala lepiej przygotować pacjenta do trudności, które mogą temu towarzyszyć, są szczególnie dotkliwe zwłaszcza na początku. Tym jednak nie będziemy zajmować się w niniejszym tekście, ponieważ teraz spróbujmy bardziej konkretnie rozstrzygnąć, kiedy można podejrzewać „uzależnienie od miłości”. W tym celu przyjrzyjmy się różnorakim objawom tego problemu z perspektywy osoby, która go doświadcza. Przeświadczenie, że utrata danego partnera byłaby katastrofą życiową, nie wyobrażanie sobie życia bez niego. Przekonanie, że miarą miłość jest to, jak bardzo poświęca się dla partnera. Podchodzenie do potrzeb partnera jak do własnego obowiązku, z którego trzeba się wywiązać poprzez bezwarunkowe zaspokojenie ich. Wiara, że miłość jest wartością nadrzędną i ten, kto naprawdę, prawdziwie kocha wszystko zniesie, wszystko wybaczy, bo w imię miłości trzeba cierpieć. Przekonanie, że w idealnym związku partnerzy mają tylko wspólne pasje, wspólnych znajomych, a odrębne hobby lub pasje, albo oddzielne grupy przyjaciół w ogóle nie wchodzą w grę. Wiara, że partner mimo rażąco niewłaściwych, a nawet raniących zachowań kocha, lecz po prostu nie umie tego wyrazić. Skłonność do usprawiedliwiania występków partnera, do ratowania go z opresji i tarapatów, w które sam notorycznie się pakuje na przykład z powodu nadmiarowego picia alkoholu. Znoszenie niewłaściwych zachowań partnera, włącznie z agresją słowną lub fizyczną, byle tylko związek ocalał. Nieuzasadnione lub wręcz sprzeczne z doświadczeniem życiowym i logiką przekonanie, że rażąco niewłaściwie postępujący partner zmieni się na lepsze lub da się „naprawić” przy pomocy miłości. Rozpatrywanie większości kłótni i konfliktów w taki sposób, że przede wszystkim szuka się własnych błędów, samemu czuje się winnym, oczyszczając poniekąd partnera z wszelkich zarzutów. Ocena relacji przez filtr różnorakich historii miłosnych prezentowanych w literaturze, muzyce, sztuce. Szukanie pocieszenia w poezji o trudnej miłości; poszukiwanie wytchnienia lub siły do dalszej walki o związek w tekstach piosenek miłosnych oraz treściach romantycznych ukazujących uczucie jako nadrzędną wartość mimo cierpienia. Osoby „kochające za bardzo”, „uzależnione od miłości” to często ludzie, którzy: - Wychowali się w trudnych, skonfliktowanych rodzinach, w których brakowało wystarczającego emocjonalnego wsparcia dzieci. W rodzinach z problemami, w których na przykład któreś z rodziców było alkoholikiem, hazardzistą, narkomanem. Chcący za wszelką cenę podarować partnerowi taką miłość, jakiej sami nie zaznali, by w ten sposób stać się tym, kim nie byli, choć powinni, znaczący dla nich bliscy (np. rodzice). Obawiający się samotności, czujący się źle będąc bez związku uczuciowego, cierpiący nawet na myśl o życiu w pojedynkę bez ukochanej osoby. Przedkładający szczęście partnera nad własne. Myślący o życiu bez miłości jako o jałowym, podłym, smutnym, bez celu. Myślący o życiu bez partnera jak o pustym, bezsensownym, bez wartości. Skłonni do ogromnych poświęceń gdy chodzi o miłość partnera, i oceniający własną wartość przez pryzmat tego, ile zdołają z siebie dać w związku. Pragnący bezwarunkowo, zawsze „być pomocni” dla partnera, chociaż tak naprawdę raczej chodzi o to, by mieć kontrolę nad związkiem i czuć się dzięki temu pewnie, bezpiecznie gdyż życie bez relacji stanowi wizję nie do zniesienia. Dokładający wszelkich starań, by spełnić wszelkie oczekiwania i zaspokoić potrzeby partnera, którego docenienie i aprobata są niezbędne, żeby poczuły się wartościowi. Mający skłonności do uzależnień, obsesji, „uciekania” w destrukcyjne działania, które tylko doraźnie poprawiają samopoczucie. Mający skłonność do wchodzenia w sytuacje wywołujące trudne emocje, co poniekąd zapobiega źle tolerowanemu marazmowi, wprowadza na swój sposób wprost oczekiwany dramatyzm. Widzący coś intrygujące, interesującego w skomplikowanych, powikłanych, trudnych sytuacjach i złożonych, niełatwych w pożyciu, ale za to stymulujących ludziach. Mający tendencje do wdawania się w skomplikowane związki, „afery miłosne” tylko w nich dostrzegając odpowiednią dawkę pobudzenia, „pożywki”. Mający skłonność do popadania w depresję, przygnębienie, stany wydatnie zmniejszające możliwość doświadczania przyjemności. Mający mniej standardowe pragnienia seksualne. Mający pewną skłonność do kierowania się bardziej swoimi wyobrażeniami, odczuciami, intuicją, niż faktami na temat tego, jak się sprawy mają rzeczywiście. Mający z różnych względów pewną skłonność do łatwego zapominania o sytuacjach, okolicznościach, faktach nieprzystających do wiodącego opisu sytuacji. Mający pewne tendencje masochistyczne. Przywykłe do braku wzajemności, angażowania się mimo braku równie otwartej postawy u partnera. Trwanie w toksycznej relacji wiąże się z nadmiernym poświęceniem, ratowaniem partnera ewidentnie własnym kosztem, permanentnym narażaniem się na zranienie, narastającym lekceważeniem własnych potrzeb oraz granic, nawracającym cierpieniem, bolesnymi wyrzeczeniami w imię miłości, rosnącą izolacją, pogrążaniem się w, szukaniem ratunku w destrukcyjnych lecz doraźnie kojących działaniach. Przede wszystkim łączy się jednak ze stale pogarszającym się samopoczuciem, z falami psychicznego a często także fizycznego cierpienia, bolesnym doświadczeniem marnowania swojego życia, nawracającymi myślami na temat „tracenia prawdziwego siebie” i przygnębiających refleksji o braku szans na realizację marzeń, celów życiowych, zaspokojenie fundamentalnych potrzeb. Na koniec tych rozważań trzeba wyraźnie podkreślić, że wychodzenie z „nałogu kochania za bardzo” polega na pracy nad sobą (a nie nad zmianą partnera). Charakterystyczne, że partnerzy osób „kochających za bardzo” często w ogóle nie chcą sobie pomóc, nie przejawiają żadnej woli do pracy nad sobą, żadnej gotowości do realnej zmiany. Kwestią fundamentalną jest zatem częstokroć wyplątanie się z toksycznej relacji, usamodzielnienie się, odbudowanie własnych granic i poczucia elementarnej kontroli nad swoim losem. Ta faza poprzedzona jest uznaniem własnej bezsilności, uzmysłowieniem sobie natury problemu, szukaniem wsparcia i realnej pomocy, poszukiwaniem informacji na temat leczenia i rozwiązań. Kolejne etapy to wytężona praca nad sobą, pozwalająca dobrze funkcjonować jako autonomiczna, samodzielna jednostka, a w przyszłości – budować zdrowe relacje.

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

×