Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazuje wyniki dla 'kobiety kochające' w artykułów.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 41 wyników

  1. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego przyciągasz zaburzonych facetów?

    Bardzo często słyszę o problemie, który polega na tym, że pewne kobiety mają wrażenie, iż przyciągają same toksyczne, problematyczne, zaburzone jednostki. To skomplikowane zagadnienie i powodów tego stanu rzeczy może być sporo, ale poniżej przedstawiam 10 potencjalnych przyczyn, które warto wziąć pod uwagę, by zmienić tę sytuację. [1] Jesteś niekonwencjonalna, więc lgną do ciebie niesztampowi ludzie – niektórzy z nich są na bakier ze standardami, które są w porządku. Na przykład chcą żyć niejako na marginesie, lekceważą pewne normy, wolą żyć jak odszczepieńcy, nie zamierzają rozwiązywać problemów lub leczyć swoich nałogów czy zaburzeń. [2] Jesteś bardzo hojna w poświęcaniu innym swojego czasu, więc przyciągasz osoby, które desperacko potrzebują uwagi. Mogą to być ludzie z problemami, nieskorzy lub niezdolni do budowania sensownych relacji, więc skłonni nadużywać hojności i dobroci, którą otrzymają niskim kosztem. [3] Jesteś osobą, która ponadprzeciętnie dobrze umie słuchać. W dzisiejszym świecie mało kto to potrafi, bo w dobie Internetu (i smartfonów wręcz przyklejonych do dłoni) relacje są spłycone a komunikacja zdawkowa. Osoby, które rozpaczliwie pragną wysłuchania będą usiłowały skorzystać z okazji, by się wygadać. Jeśli zachowujesz się jak chusteczka do ocierania łez, ludzie będą cię tak traktować, a potem wracać do swoich spraw obojętni na to, jak się z tym czujesz. [4] Lubisz wchodzić w rolę ratownika, bo czujesz, że to cię uszlachetnia lub czyni moralnie lepszym człowiekiem. Siłą rzeczy przyciągasz więc ludzi, którzy potrzebują pomocy oraz pragną, by ich ktoś wyręczył, ewentualnie zaakceptował z problemami, bo nie chce im się nad tymi trudnościami samemu dostatecznie mocno pracować. [5] Na pierwszy rzut oka widać, że masz problemy – życiowe, emocjonalne lub inne. Ludzie lgną do podobnych osób, bo uważają, że nie będą osądzani. Podobieństwa się przyciągają. Jeśli styl bycia, miejsca, w których bywasz, twój wizerunek, a także treści, którymi się otwarcie interesujesz skłaniają do refleksji, iż możesz mieć z samym sobą jakieś trudności, podobne osoby będą na twojej orbicie cały czas. [6] Trudne przejścia mocno cię zahartowały, więc masz dużą tolerancję na niewygodne sytuacje. Słabe, mające problemy osoby mogą do ciebie lgnąć, chcąc uzyskać ratunek i wsparcie, bo wydajesz im się twarda, a przez to silna. Nawet jeśli w istocie jesteś bardzo delikatna i niewiele potrzeba do tego, żeby cię zranić. [7] Masz problem z poczuciem własnej wartości, więc nie cenisz adekwatnie swojej obecności, zaangażowania czy czasu. Zarówno koleżeństwem, przyjaźnią jak i związkami w pewnej mierze rządzą „prawa rynku”. Ludzie wchodzą w relacje z tymi, na których mogą „sobie pozwolić”, a nie z tymi, którzy są „za drodzy”. Jeśli zachowujesz się jak osoba z nieadekwatną, obniżoną samooceną, przyciągasz osoby, które też źle się ze sobą obchodzą i w efekcie mają „niską wartość” na „rynku”. [8] Jesteś przyzwyczajona do złej jakości relacji z problematycznymi osobami, bo tak funkcjonowała twoja rodzina, gdy byłaś dzieckiem. W efekcie brakuje ci odpowiednich wzorców i godzisz się na niefajne traktowanie, bo uważasz, iż to norma. Może nawet nie próbujesz nawiązywać kontaktów z osobami niezaburzonymi, na poziomie, bo uznajesz, że to nie twoja półka albo mocno obawiasz się, iż odrzucenie potwierdziłoby twoje negatywne przekonania o sobie. Być może poprzestajesz wyłącznie na tym, co się napatoczy, zamiast podjąć świadomy wysiłek, ażeby wyrwać się z błędnego koła niezadowalających relacji. [9] Jesteś osobą skrajnie nieasertywną. W efekcie najchętniej zadają się z tobą osoby, które przeczuwają, że mogą ci wejść na głowę, mogą cię zmanipulować, zdominować, wykorzystać, nadużyć twojego zaufania albo wmanewrować w wygodne dla nich, a przykre dla ciebie sytuacje. [10] Imponują ci cechy, nad którymi samemu nie chce ci się pracować lub nie wiesz jak to zrobić. Na przykład odwaga i śmiałość problematycznych osób równoważy twoje zahamowania, niestabilność emocjonalna stymuluje tłumione przez ciebie emocje, albo uzależnienie od dramatyzmu kłopotliwych przyjaciół lub partnerów sprawia, że czujesz się ważniejsza i poprawia się twoja zaniżona samoocena. Jeśli rozpoznajesz u siebie któreś z wymienionych problemów, spróbuj je rozwiązać. W razie potrzeby porozmawiaj o tym z psychologiem. Obserwuj stronę na Facebook.
  2. psycholog Rafał Olszak

    Cielesne zaburzenie dysmorficzne (dysmorfofobia)

    Cielesne zaburzenie dysmorficzne (dysmorfofobia; ang. Body Dysmorphic Disorder, BDD) to dolegliwość psychiczna, która sprawia, że człowiek jest nadmiernie skoncentrowany na jednym lub większej ilości wyobrażonych defektów lub wad wyglądu zewnętrznego, których inni nie zauważają lub uznają za błahe. W pewnym momencie chory przesadnie skupia się na czynnościach związanych z monitorowaniem swojego wyglądu – na przykład ciągle zerka w lustro lub płaszczyzny, w których może się przejrzeć. Jest nadmiernie pochłonięty troską o należyty, estetyczny wizerunek i straszliwie obawia, że ktoś mógłby negatywnie go ocenić. Dana osoba tak bardzo jest zaabsorbowana własnym wyglądem i jego domniemanymi defektami, że powoduje to u niej ogromne cierpienie oraz utrudnia jej normalne funkcjonowanie w sferze społeczne czy zawodowej. Mężczyźni cierpiący na cielesne zaburzenie dysmorficzne częściej niż kobiety skupiają się na przemyśleniach o tym, że ich ciało ma zbyt słabą budowę ciała i niewystarczającą muskulaturę. Panowie cierpiący na BDD są szczególnie skłonni sięgać po sterydy, suplementy i ekstremalne diety, by poprawiać wygląd za wszelką cenę. Kobiety starają się ratować zabiegami chirurgii plastycznej, ale zwykle po operacji zaczynają koncentrować się bardziej na innych częściach ciała. Można metaforycznie powiedzieć, że chorobowe myślenie zaczyna dotyczyć innych elementów fizjonomii. Ani kuracje sterydowe, hormonalne, ani operacje plastyczne nie przynoszą ukojenia. W badaniach przeprowadzonych pod kierownictwem dr Katharine Philips z udziałem ponad 500 chorych ustalono, na jakich częściach ciała koncentruje się ich uwaga. Są to: skóra (73%), włosy (56%), nos (37%), waga (22%), brzuch (22%), piersi/brodawki (21%), oczy (20%), uda (20%), zęby (20%), nogi (ogólnie) (18%), budowa ciała/struktura kości (16%), twarz (14%), rozmiar/kształt twarzy (12%), wargi (12%), pośladki (12%), podbródek (11%), brwi (11%), biodra (11%), uszy (9%). Większość cierpiących na BDD zwraca uwagę na kilka części ciała jednocześnie – z reguły pięć lub sześć. O dysmorfofobii można mówić, gdy obecność wspomnianych objawów nie wynika z Zaburzeń odżywiania ani innych problemów psychologicznych. Leczenie dysmorfofobii polega przede wszystkim na psychoterapii, ale niekiedy łączy się ją z kuracją farmakologiczną pod opieką lekarza psychiatry.
  3. psycholog Rafał Olszak

    Uzależnienie od pornografii – fakt czy mit?

    Swobodny dostęp do treści dla dorosłych ma swoich zwolenników i wrogów. W ostatnim czasie trwa dyskusja o zakazie pornografii. Nie zawsze, niestety, jest ona merytoryczna. Warto przyjrzeć się temu zagadnieniu uważniej, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii tzw. uzależnienia od pornografii. Ilu ludzi konsumuje treści pornograficzne? Według badań Gert Martina Halda i współpracowników z The APA Handbook of Sexuality and Psychology w różnych badaniach międzynarodowych odsetek konsumpcji porno wynosił od 50% do 99% wśród mężczyzn i od 30% do 86% wśród kobiet. Liczba osób oglądających materiały dla dorosłych jest więc bardzo wysoka. Jak słusznie zauważa dr Erick Janssen – „Jest wielu ludzi używających dużo porno, którzy nie mają z tym żadnego problemu”. Czy oznacza to jednak, że uzależnienie od pornografii to mit? Specjaliści wciąż dyskutują na ten temat i póki co, w klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych nie figuruje taka pozycja. To nie przejęzyczenie. Chociaż w mediach głównie politycy w ostatnim czasie bardzo dużo mówią na ten temat w kontekście ewentualnego zakazu pornografii, aktualnie nie ma mowy o takiej chorobie ani w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego ani w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Obecny stan wiedzy naukowej na to nie pozwala. „Pornografia jest praktycznie wszechobecna” – mówi Ana Bridges, psycholog z University of Arkansas. Uważa się, że istotny wpływ na ten stan rzeczy ma dostępność, przystępność oraz anonimowość w sieci. Czynniki te sprawiają, że materiały dla dorosłych są niezwykle łatwo osiągalne i chętnie konsumowane. Ludzie tym bardziej sięgają po coś, co jest łatwo przyswajalne, na wyciągnięcie ręki i za darmo. Jakie są konsekwencje oglądania pornografii? Czy konsumpcja pornografii jest jednoznacznie negatywnym zjawiskiem? Oglądanie treści dla dorosłych może mieć negatywne konsekwencje, ale nie dzieje się tak w przypadku każdej osoby. Ludzie różnie reagują na kontakt z treściami pornograficznymi. W badaniu przeprowadzonym w 2002 r. przez Instytut Kinseya na Uniwersytecie w Indianie, 86% respondentów twierdziło, że pornografia może edukować ludzi, a 72% utrzymywało, że zapewnia ona nieszkodliwe ujście dla fantazji. Wśród osób, które zgłosiły, że używają pornografii, 80% stwierdziło, że czuje się z tym dobrze. Jednocześnie badanie przeprowadzone przez Kinsey Institute wykazało też, iż 9% oglądających pornografię twierdziło, że bezskutecznie próbowali przestać. Oznacza to, że choć dla wielu osób konsumujących treści pornograficzne nie stanowi to problemu, dla innych może być źródłem poważnych kłopotów. Przyglądano się różnym aspektom korzystania z pornografii w kontekście funkcjonowania związków. Dr Destin Stewart i dr Dawn Szymański z University of Tennessee w Knoxville w 2012 roku badali studentki i odkryli, że osoby, które postrzegają wykorzystywanie pornografii swoich chłopaków jako problematyczne, doświadczyły niższej samooceny, gorszej jakości relacji i niższego zadowolenia z życia seksualnego. W badaniu z 2013 r. badacze z Brigham Young University i University of Missouri przeprowadzili ankietę wśród par heteroseksualnych, które pobrały się lub mieszkały razem. Wykazało ono, że używanie pornografii przez mężczyzn wiązało się z niższą oceną jakości życia seksualnego w opinii zarówno mężczyzn, jak i w opinii ich partnerek. Z drugiej strony kontakt kobiet z treściami pornograficznych wiązał się natomiast z lepszą oceną jakości życia seksualnego. Wydaje się zatem, że nie tyle sama pornografia ma wpływ na jakość życia seksualnego (i w efekcie również na jakość romantycznych relacji), co rozdźwięk między stosunkiem do pornografii kobiet i mężczyzn oraz różnice w zakresie sposobu jej konsumpcji. Odrębną kwestią jest kontakt z pornografią osób, które nie powinny oglądać tego rodzaju treści ze względu na swój młody wiek. Istnieje szereg badań mówiących o tym, że wczesna styczność z treściami dla dorosłych wpływa na późniejsze postawy mężczyzn wobec kobiet. Jak wskazało badanie Alyssa Bischmann, doktorantki na Uniwersytecie w Nebrasce w Lincoln, im wcześniejszy jest kontakt z pornografią tym większe prawdopodobieństwo, że mężczyzna będzie szukał w relacji władzy nad kobietami (nawiasem mówiąc istnieją przesłanki do tego, by przypuszczać, że u kobiet jest odwrotnie, to znaczy mogą wchodzić w relacje z dominującymi mężczyznami). Z kolei im starszy był mężczyzna, kiedy po raz pierwszy oglądał pornografię, tym bardziej prawdopodobne jest, że będzie chciał zaangażować się w „zachowania playboya”. Obie te kwestie są o tyle istotne, że mężczyźni silnie przestrzegający tego rodzaju tzw. męskich norm są wyraźnie bardziej narażeni na problemy emocjonalne i społeczne. Jakie prawdopodobnie będą konsekwencje całkowitego zakazu pornografii? Prawdopodobnie następstwa zakazu pornografii będą podobne do konsekwencji ograniczenia dostępu do alkoholu w latach 1920–1933 w USA. Okres obowiązywania prohibicji był typowym przykładem zasady niezamierzonych skutków. W rezultacie można było pić alkohol częściej, w gorszych warunkach, gorsze gatunki i po wyższych cenach. Bardzo rozwinęła się też wówczas przestępczość (mafia). Trudno sobie wyobrazić, by tak duża ilość osób, która obecnie korzysta z pornografii, nagle przestała tworzyć i konsumować treści dla dorosłych tylko dlatego, że Rząd wprowadzi takie regulacje. Trzeba pamiętać, że dzisiaj istotna cześć materiałów pornograficznych to tzw. pornografia społecznościowa, tworzona przez zwykłych ludzi, a nie firmy. Należy raczej spodziewać się negatywnych następstw zakazu i podziału w społeczeństwie, którego przejawy widać już teraz, na etapie rozmów o zakazie. Pornografia a przestępstwa na tle seksualnym Niektórzy politycy utrzymują, że zakaz pornografii spowoduje spadek liczby przestępstw popełnianych na tle seksualnym. Nie jest to niestety przesądzone, a poza tym chociażby historia Danii może sugerować coś przeciwnego. W Danii pornografia została zalegalizowana dopiero w 1969 roku i od tamtej pory ilość przestępstw na tle seksualnym zmalała. Wyjaśnieniem tego stanu rzeczy może być fakt, że ludzie bezpiecznie rozładowują swoje napięcie w kontakcie z treściami dla dorosłych zamiast robić to w zagrażający, ryzykowny, nieodpowiedni sposób. Prowadzono badania, które miały sprawdzić, czy istnieje związek między oglądaniem pornografii, a przemocą domową, przestępstwami na tle seksualnym. Ilość i zakres tych badań jest z pewnością niewystarczający, ale dotychczasowe wyniki sugerowały, że dostęp do pornografii przekłada się na obniżenie liczby tego rodzaju problemów. Cześć wyników nie dawała jednoznacznej odpowiedzi albo wskazywała, że między konsumpcją pornografii, a wspomnianymi problemami nie ma związku. Niebagatelny wpływ na ryzyko wystąpienia zachowań o charakterze przestępstwa na tle seksualnym ma natomiast to, czy dana osoba doświadczyła w dzieciństwie tego typu nadużycia. Czy w przyszłości w klasyfikacjach chorób pojawi się uzależnienie od pornografii? Fraza „uzależnienie” jest używana w mowie potocznej, ale w nazewnictwie psychologicznym i psychiatrycznym ma bardzo wąskie znaczenie. Odnosi się do problemu, który jest ściśle związany z substancjami zażywanymi przez człowieka, takimi jak alkohol czy narkotyki. W związku z tym już od jakiegoś czasu badacze próbują ustalić, czy mózgi osób uzależnionych od alkoholu mają podobną aktywność jak mózgi ludzi zgłaszających trudności z zaprzestaniem oglądania treści pornograficznych. Dotychczasowe badania dają sprzeczne wyniki. Dr Valerie Voon z University of Cambridge skanując mózgi kompulsywnych użytkowników pornografii za pomocą MRI (badanie rezonansem magnetycznym) zauważyła, że podczas gdy oglądają obrazy erotyczne, wykazują wzorce aktywności mózgu podobne do osób nadużywających substancji, które oglądają butelki z piwem lub akcesoria związane z narkotykami. Z drugiej strony dr Nicole Prause, badaczka z wydziału psychiatrii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles wraz ze współpracownikami badała przy pomocy EEG (elektroencefalografia) reakcje mózgu u osób, które mają problem z regulowaniem konsumpcji pornografii i nie zaobserwowała podobieństw do reakcji mózgów ludzi uzależnionych od substancji. Istnieje także badanie z 2013 roku przeprowadzone przez naukowców z University of Leicester w Wielkiej Brytanii, które sugeruje, że ze względu na pewne cechy osobowości pewne osoby są bardziej podatne na kompulsywne zachowania. Badacze ci twierdzą, że raczej należałoby mówić o poczuciu przymusu niż o uzależnieniu. Naukowcy starają się ustalić, jak to jest, ale nie jest to łatwe. Na badania związane z seksualnością nie ma odpowiednich środków, chyba że dotyczą chorób przenoszonych drogą płciową. Temat seksualności jest też mocno upolityczniony, delikatny i z powodów religijnych nierzadko traktowany jak tabu. Wszystko to utrudnia prowadzenie wystarczających badań nad tym zagadnieniem. Co z ludźmi, którzy zgłaszają się do psychologa twierdząc, że są uzależnieni od pornografii? Jak już wspomniano, „uzależnienie od pornografii” nie figuruje w klasyfikacjach chorób i zaburzeń psychicznych. Mimo to niektóre placówki oferują pomoc w tym zakresie. Najwięcej takich ośrodków jest na terenie USA. Pomimo braku jednoznacznych kryteriów diagnostycznych i precyzyjnych, odpowiednio sprawdzonych protokółów leczenia placówki te wspierają kobiety i mężczyzn w uwalnianiu się od pornografii. Dzieje się tak, bo nie można kwestionować faktu, że rzeczywiście do specjalistów zgłaszają się osoby deklarujące problemy w zakresie zaprzestania korzystania z pornografii. Pozostaje dla nich kwestią drugorzędną, czy zostanie to nazwane „uzależnienie od pornografii”, bo tak naprawdę po prostu chcą przestać. Poprawa umiejętności w zakresie regulacji emocji oraz kontroli swoich zachowań nierzadko daje zadowalające rezultaty. Przerywaniu szkodliwych wzorców postępowania sprzyjają także inne znane psychologom i psychoterapeutom metody. Specjaliści (psycholodzy kliniczni, psychoterapeuci) starają się nieść pomoc w sposób, który danej osobie na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc. Siłą rzeczy zakres wsparcia jest więc ograniczony, ale nierzadko bywa wystarczający. Cierpienie, które towarzyszy problemowi przymusu oglądania pornografii, bez względu na to, czy nazwiemy go uzależnieniem czy przymusem, jest jak najbardziej realne. Nic więc dziwnego, że ludzie starają się sobie pomóc. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj. AKTUALIZACJA: W 2018 roku Światowa Organizacja Zdrowia podjęła decyzję o wpisaniu uzależnienia od seksu na listę chorób. Nie jest wprawdzie przesądzone, że ostatecznie uzależnienie to trafi do podręczników diagnostycznych, ale stało się to zdecydowanie bardziej prawdopodobne, niż było dotychczas. Jednym z objawów uzależnienia od seksu jest przymus zachowań seksualnych (takich jak zbliżenia, ale również oglądanie pornografii i masturbacja).
  4. psycholog Rafał Olszak

    Kobieca potrzeba miłości

    W pracy często mam styczność ze zranionymi kobietami, które zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Część z nich w wyniku tych bolesnych doświadczeń staje się chłodna i nieprzychylna wobec przedstawicieli płci męskiej. Nawet jednak u tych kobiet udaje się, patrząc umiejętnie, dostrzec skrywane głęboko pragnienie intymnej, czułej, ufnej miłości. Poczucie krzywdy utrudnia im kontakt z tą potrzebą, ale ona tam jest i promienieje z ukrycia. Czasem odbierają rzeczywistość przez pryzmat zawodu miłosnego i gubią się wówczas, ponieważ tracą kontakt ze swoim kobiecym, wewnętrznym kompasem. Prędzej czy później odzyskują w końcu równowagę. Jako psycholog kliniczny opisując rzeczywistość posługuję się pewnymi uogólnieniami na podstawie badań z udziałem wielu ludzi. Nie będzie jednak raczej zbyt dużą generalizacją, jeśli stwierdzę, że w centrum kobiecego wszechświata znajduje się miłość – pragnienie jej przeżywania, obdarzania nią, doświadczania na różne sposoby, organizowania czasu tak, by móc się nią napawać, relacjonowania swoich uczuć, rozmawiania na jej temat, planowania jej, myślenia w kategoriach miłości, a także życia w sposób, który ją podsyca. To na tyle istotna część jej osobistej hierarchii, że jeżeli w życiu zawodowym kobiety wszystko się wspaniale danego dnia układało, ale w związku pojawił się jakiś problem, położy się spać w złym nastroju. I nie ma tu znaczenia, czy jest to kobieta wzruszająca się na romantycznych komediach, czy wprost ich nie znosząca, bo woli wulgarne, polskie kino akcji. Czy jest to delikatna, wrażliwa pasjonatka poezji śpiewanej, czy potrzebująca mocnych wrażeń fanka „50 twarzy Greya”. Czy zahukana dziewczyna z prowincji czy rezolutna i przebojowa fotomodelka onieśmielająca mężczyzn albo bizneswoman robiąca zawrotną karierę w międzynarodowej korporacji. Czy błyskotliwa intelektualistka uwielbiająca brazylijskie kino niezależne czy twarda, wytatuowana od stóp do głów performerka i połykaczka ognia. Miłość, niezależnie od definicji, odgrywa w ich życiu niebagatelną rolę i jest przeżywana inaczej, aniżeli przeżywają ją mężczyźni. Niektóre kobiety uznają swoją szczodrość emocjonalną, otwartość serca za wadę. Chciałyby być mniej zdolne do kochania i wszystkiego, co się z tym wiąże. Traktują to jako defekt czy problem. Bywa, że dają sobie to wmówić partnerom, którzy tak naprawdę chcieliby, żeby one funkcjonowały jak mężczyźni. Tymczasem stawianie miłości na pierwszym miejscu to nie słabość i nie błąd, lecz wyrażanie kobiecej natury i dar. Dar, z którym mężczyźni nierzadko nie wiedzą co zrobić albo go nie doceniają. Uważają kobiety za neurotyczki i wariatki, które ciągle mają wymagania i próbują ich kontrolować. Panowie mają nieuzasadnione pretensje – naskakują na partnerki, choć one najzwyczajniej w świecie zachowują się jak kobiety – pragną łączności, bycia na bieżąco, wymownych gestów, czułości, troski, pielęgnowania uczucia, kreowania takiej rzeczywistości, która jest dla niej doskonałym miejscem do wzrastania i rozwoju. Pragną planów na miłość i rozmów o wspólnym ich urzeczywistnianiu. Dla niektórych panów kobieca miłość to niepotrzebne zawracanie głowy, nadmiar nieracjonalnego kontaktu i denerwujący brak logiki… Takie podejście wynika z niezrozumienia kobiecej natury i z nierealistycznych oczekiwań, że panie będą funkcjonowały analogicznie jak panowie. Cóż, z kobietami można zasadniczo postępować na trzy sposoby. Narzekać na nie, osądzać je i odrzucać, ewentualnie przyjąć takimi, jakie są i zaakceptować fakt, że miłość jest dla nich czymś szczególnie istotnym. I że przeżywają ją inaczej niż mężczyźni, co nie znaczy, że gorzej, bardziej roszczeniowo, narcystycznie lub wyrachowanie. Po prostu trzeba mieć świadomość istnienia potrzeby miłości oraz różnic w jej przeżywaniu. I wspólnymi siłami starać się te fakty uwzględniać. Można wówczas liczyć na to samo w drugą stronę. Inaczej wywołuje się w paniach reakcje i zachowania, które nie bez powodu uchodzą za nieznośne. Więcej o kobiecym przeżywaniu miłości i o potrzebach, które są z tym związane, można przeczytać tutaj. Natomiast o męskich oczekiwaniach względem miłosnej relacji można poczytać w tym miejscu.
  5. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: męska depresja, depresja mężczyzny

    Depresja mężczyzny to poważny temat. Choćby dlatego, że rocznie kilka tysięcy Polaków podejmuje próby samobójcze zwieńczone tragicznym finałem. Również z tego powodu, że przytłaczająca większość mężczyzn nigdy nie udaje się po pomoc psychologa – m.in. nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie, chcą podtrzymać wizję samowystarczalności albo po prostu nie wierzą w skuteczność terapii i żadne wyniki badań ich nie przekonują. Geneza depresji czyli skąd wziął się na dysku „depresyjny program” Mówiąc o męskiej depresji warto moim zdaniem nade wszystko odwołać się do perspektywy ewolucyjnej. Zgodnie z tą teorią depresja nie jest bezsensowną przypadłością, która jak wysypka nęka człowieka, by złośliwie uprzykrzać mu życie. Psychologowie ewolucyjni utrzymują, że depresyjny nastrój w przeszłości skłaniał do powstrzymania się przed aktywnościami, które w danym okresie mogły nie być korzystne. Jeśli przychodziły chude lata albo wyjątkowo ciężkie czasy, człowiek „zwalniał obroty”, wycofywał się i dzięki temu nie marnował energii, zasobów, nie ogałacał spiżarni w okresie, kiedy zdecydowanie nie należało biesiadować ani nadwerężać budżetu, a o kobietach można było co najwyżej pomarzyć. Trzeba było oszczędzać siebie i zasoby, więc człowiek miał obniżony nastrój, mniejszą motywację do działania, niższy poziom libido, chował się w jaskini i przeczekiwał trudny czas. Nie był to stan przyjemny, ale zdawało to egzamin. Właśnie dlatego uważam, że mężczyzną w depresji powinna zaopiekować się psychoterapeutka – psycholog kobieta. Już sam fakt kontaktu z kobietą jest wyłamaniem się ze schematu, w którym często tkwią mężczyźni w depresji pozbawieni satysfakcjonujących relacji z płcią piękną. Oczywiście nie może to być pierwsza z brzegu magister psychologii. Ma to być taka kobieta psycholog, która ma zdrowy stosunek do czasu – nie spogląda ukradkiem na zegarek myśląc „byle do końca”, ale sensownie organizuje spotkania, by było jasne, co jest do zrobienia i mieściło się to w zaplanowanych 50-ciu minutach. Taka, która daje narzędzia do radzenia sobie z depresją, a nie tylko kiwa głową jak maskotka stawiana w starych autach na desce rozdzielczej. Taka, która umie wykorzystać swój kobiecy pierwiastek w sposób, który inspiruje mężczyznę do działania, a nie zawstydza go lub dodatkowo dołuje, gdy depresyjny smutek jednak nie pozwolił zrealizować pewnych celów. Stan ten dzisiaj określa się jako zaburzenie nastroju, zaburzenie depresyjne, epizod depresji i uznaje za chorobowy. Oczywiście istnieją inne teorie na temat genezy depresji, ale na potrzeby tego artykułu pozostańmy przy tej perspektywie. Przyjmijmy, że jest to dawno temu wgrany nam przez ewolucję do mózgu program, który aktywuje się pod wpływem określonych czynników – obecnie bardzo często całkiem nie w porę. Przyczyny depresji czyli co u mężczyzn uruchamia „depresyjny program” Jeśli by się dobrze przyjrzeć, dzisiejsze społeczeństwo i jego funkcjonowanie na wiele różnych sposobów stwarza warunki, które aktywują wspomniany „depresyjny program”. Wysoki poziom stresu, wszechobecna presja, nieadekwatne sprzeczne wymagania, niesprawiedliwy rozkład sił, nieustająca walka, nadmierne korzystanie lub wręcz uzależnienie od używek dla złagodzenia emocjonalnego bólu – to tylko niektóre czynniki. Na domiar złego mężczyźni od zarania dziejów, ale zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy wszystko toczy się w galopującym tempie na ekstremalnie wysokich obrotach, mają tendencję do skupiania się na hierarchii zamiast na życiu i własnych potrzebach. Wojna na drabinie społecznej wykańcza nawet najlepszych – ofiar stanowczo nie brakuje na każdym szczeblu, bo depresja nie oszczędza nikogo. Statystyczny mężczyzna trafia do pracy, w której za beznadziejne pieniądze jest eksploatowany do granic możliwości. Dużą część zarobionych pieniędzy oddaje w formie podatków, które są głównie dystrybuowane między innych ludzi – wobec niego obojętnych lub nawet wrogich. Grzęźnie w nie dającym satysfakcji małżeństwie lub monogamicznej relacji innego typu, na domiar złego zwykle po paru latach doświadczając dojmującego spadku pożądania do widywanej codziennie, nieskorej do intymnych urozmaiceń partnerki, która wiecznie czegoś od niego chce – często przy tym oferując niewiele w zamian. W akcie desperacji sięga po alkohol lub inne używki, które stanowią swoisty wentyl bezpieczeństwa, którym uchodzi gromadzone napięcie. Doświadcza poczucia niższej wartości stale będąc zestawianym i porównywanym przy różnych okazjach do lepiej zarabiających, o lepszym statusie społecznym. Ewentualnie sam się porównuje codziennie stojąc w korkach w swoim 15-letnim samochodzie, mijając kolejne bilbordy z twarzami wymuskanych celebrytów zarabiających miesięcznie za bieganie za piłką lub robienie z siebie wariata na wizji tyle, co on przez rok lub dwa. Czuje się jak w pułapce bez wyjścia, nie dostrzega perspektyw (które realnie rzecz biorąc nierzadko bywają bardzo trudne). Jeśli na dodatek za młodu był na tyle naiwny, by ożenić się i spłodzić dzieci, jest w potrzasku, ponieważ odchodząc lub będąc rzuconym przez roszczeniową małżonkę i tak będzie musiał na nią i odebrane mu potomstwo łożyć przez długie lata. Kobieta wychodząc z małżeństwa ma dzieci i systematyczne zastrzyki pieniędzy – mężczyzna jedynie długi i poczucie zawodu. A jeśli ośmieli się nie być trybikiem w tej machinie, czeka go więzienie. Zaś świat chce od niego coraz więcej i więcej, choć i tak już Polacy żyją około 7 lat krócej od Polek, natomiast zdecydowana większość dochodu państwa wytwarzana jest przez mężczyzn, zaś spożytkowywana przez płeć piękną. Biorąc to wszystko pod uwagę można powiedzieć, że to doprawdy jakiś cud, że depresję rozpoznaje się „tylko” u około 10% populacji, a polska Policja odnotowuje „jedynie” około 10 tys. prób samobójczych rocznie (z czego przytłaczającą większość podejmują mężczyźni). Jak widać, istnieje całe mnóstwo czynników, które mogą uruchomić „depresyjny program” i nierzadko robią to skutecznie (więcej o tym, co niszczy współczesnego mężczyznę, pisałem tutaj). W rezultacie mężczyźni wycofują się społecznie, przestają się rozwijać, załamują ręce bo nie mają już chęci uczestniczyć w wyścigu szczurów. Albo przestają widzieć sens w odgrywaniu roli trybiku bądź tracą siłę by dalej walić głową w mur. Ewentualnie by zaspokajać mające nieadekwatne oczekiwania kobiety tylko po to, by potem utknąć w monogamicznej pułapce drenującej ich portfele i zasoby energii życiowej w imię realizowania społecznych ideałów. Z małżonką przypominającą sobie o współżyciu jedynie wtedy, gdy przyjdzie jej do głowy spłodzenie kolejnego potomka. Nic dziwnego, że mężczyźni czują się oszukani przez „system”, mówią o funkcjonowaniu w „Matrix” i mają poczucie, że zostali zdradzeni przez społeczeństwo. Naprawdę niewiele potrzeba, by w takiej sytuacji uruchomił się „program”. Zwłaszcza, że w mediach ciągle słyszy się o kolejnych przywilejach dla kobiet, a na temat dyskryminacji mężczyzn i o kampaniach na ich rzecz prawie wcale, choć doświadczają nie mniejszych problemów. Mężczyzna chorujący na depresję NIE jest kimś, kto ma słaby charakter Wprost przeciwnie, może to być bardzo twardy facet, który jest w stanie wiele znieść, a przy tym ma oczy szeroko otwarte, jest świadom tego, jak źle się dzieje wokół, co może być dołujące, gdy analizuje się zbyt głęboko i długo. Być może to nawet nieuniknione, by przejść etap przygnębienia po uprzytomnieniu sobie pewnych spraw, ale na szczęście nie zawsze przybiera on postać aż kliniczną. Niestety, część mężczyzny uważa, że depresja to słabość charakteru lub jakiś rodzaj wydumanego wymysłu bądź wręcz zakamuflowana forma lenistwa. Abstrahując już od medycznej nomenklatury, która określa ten problem jako choroba, warto poważnie potraktować ten temat i gdy dostrzeże się sygnały działania „depresyjnego programu”, postarać się go wyłączyć lub przynajmniej ograniczyć do znośnych rozmiarów. Często trzeba „zaktualizować system”, zmienić pewne przekonania, pracować nad wykrywaniem tzw. automatycznych myśli i kwestionowaniem ich lub podjąć określone działania. Ma to miejsce podczas samodzielnej pracy nad sobą oraz w trakcie psychoterapii indywidualnej. Nierzadko warto mieć też wsparcie farmakologiczne, by łatwiej było zebrać siły na dezaktywację „programu”. Z tego względu należy skonsultować się z lekarzem psychiatrą oraz psychoterapeutą po dostrzeżeniu objawów depresji takich jak stany przygnębienia, rozdrażnienie, spadek motywacji, trudność w doświadczaniu radości i utrata zainteresowań, trudność w podejmowaniu decyzji, tendencje do izolowanie się od ludzi, nietypowo częste rozklejanie się, bezsenność, spadek apetytu lub zajadanie chandry, myśli o śmierci lub samobójstwie. Nie ma co się czaić, migać od wizyty u lekarza czy psychologa, bo to żadna ujma, że ma się uruchomiony „depresyjny program”, który po prostu trzeba wyłączyć stosując odpowiednie metody. Analogiczne jak w przypadku wirusa komputerowego, który usuwa się przy pomocy specjalnej aplikacji po to, by móc bezproblemowo działać. Mężczyzna w depresji – jak wybrać psycholog, psychoterapeutkę Niektóre psycholożki są zbyt zasadnicze, ę, ą, bątą, wchodząc w rolę eksperta w oprawkach za 3000 zł i garsonce o podobnej wartości, w dodatku kupionej przez nadzianego męża. Zdają się prowadzić terapię, aby się dowartościować, wywyższyć i nie siedzieć w domu. To nic, że gabinet opłaca im tatuś lub partner. Inne nie mają pomysłu na terapię, więc sesje z nimi są przegadane, niekonkretne (to tzw. dryf terapeutyczny). Zdarzają się też „mamuśki”, które z ogromną, przesadną empatią starają się zaopiekować klientem, co jest aż trudne do zniesienia, bo dorosły człowiek może poczuć się niezręcznie, gdy jest traktowany jak dziecko. Zdarzają się jednak na szczęście całkiem ogarnięte babki, które nie tylko mają dyplom, ale i odpowiednie podejście. Warto pamiętać, że stosunkowo rzadko zdarza się, że od razu trafi się na właściwą osobę, ewentualnie na człowieka, który pomoże we wszystkim – czasem trzeba po jakimś okresie zastąpić jednego specjalistę innym. Tak to wygląda w praktyce, bo poszczególni terapeuci mają swoje poglądy, preferują określone metody i podejścia teoretyczne, mają opanowane różne techniki lub są szczególnie dobrze rozeznani w zakresie leczenia wybranych dolegliwości i mają ukończone odpowiednie kursy na ten temat. Jeśli chodzi o leczenie depresji równie skuteczne są pomoc psychologiczna stacjonarnie, udzielana podczas sesji terapeutycznych w gabinecie oraz wsparcie psychologa online, w trakcie psychoterapii przez Skype. Choć istnieją poradnie, w których także z psychiatrą można porozmawiać przez Internet, warto w miarę możliwości udać się do lekarza osobiście. Niewykluczone zresztą, że zleci jakieś badania i tak czy owak trzeba będzie pofatygować się do placówki zdrowia. Mężczyznom cierpiącym na depresję przydaje się nierzadko również kontakt z doradcą zawodowym, by mogli lepiej planować karierę, dobrym (naprawdę sensownym) life i zawodowym coachem, by zwiększać jakość życia i optymalizować wydajność. Niektórzy mężczyźni chwalą sobie również kontakt z duchownymi, zwrócenie się do siły wyższej i odwołanie do wartości religijnych. Jeśli zaś chodzi o niesatysfakcjonujące relacje, czasami pomocna okazuje się terapia małżeńska, terapia dla par.
  6. Chopinhauer

    Dlaczego kobieta nie może znaleźć kandydata na męża

    Mój post miał zabarwienie humorystyczne, co nie znaczy, że miał mówić nieprawdę. Oczywiście, zgadzam się z Panem, że psycholog nie jest osobnikiem z innej planety, o ile nie jest kobietą. Ale wtedy taka pani nie musi być nawet psychologiem Więc tak, zgadzam się z tym w pełni. A może bym tak napisał coś w temacie artykułu? Mój komentarz na ww temat jest niestety taki, że społeczeństwo jako ogół niewieścieje, a to nie jest dobre tak dla kobiet, jak i mężczyzn. Myślę, że mało ludzi zdaje sobie z tego zjawiska sprawę. Mam wrażenie, że jest to spowodowane wysoko rozwiniętą technologią i ogólnym dobrobytem w krajach wysokorozwiniętych, gdzie "niewieścienie" postępuje najszybciej. Kobiety są sfrustrowane i nieszczęśliwe z mężczyznami, których wybrały (ponieważ był ładny i modnie ubrany), nie wiedząc nawet dlaczego czują te emocje, a mężczyźni są zdezorientowani i próbują "naprawić swoje winy", pogarszając tylko swoją sytuację. Oczywiście, mówię to na podstawie własnych obserwacji, mógłbym wręcz powiedzieć, że sobie to wymyśliłem, bo żaden ze mnie ekspert. W każdym razie, ja tak uważam i jestem ciekaw Pańskiego komentarza na ten temat. (Może nawet mały artykuł, plis!) A tak w ogóle, to mi trochę wstyd za ten post Z pozdrowieniami Tomek
  7. psycholog Rafał Olszak

    Szkodliwe przekonania o relacji

    Istnieje szereg różnego rodzaju przekonań, które mogą powodować problemy w relacjach uczuciowych. Wziąwszy pod uwagę, że człowiek reaguje szczególnie intensywnie emocjonalnie, gdy sprawa dotyczy bliskich związków, przekonania te mogą okazać się szkodliwe w sposób wyjątkowo mocny. Warto je sobie przeanalizować, poddać je głębokiej refleksji i porozmawiać o nich ze swoim psychoterapeutą, jeśli ma się trudności w relacjach. Jako że osoby, z którymi ja pracuję nad trudnościami w relacjach to zazwyczaj kobiety, w tym także DDA i tzw. kobiety kochające za bardzo, poniższe zestawienie stylistycznie napisane jest właśnie pod kątem pań. Nie znaczy to oczywiście, że mężczyźni nie posiadają analogicznych i specyficznych dla nich szkodliwych przekonań. Mężczyznom nie można ufać. Najlepszym sposobem na zmienienie zachowania partnera jest manipulowanie nim albo emocjonalny szantaż. Lepiej jest cierpliwie znosić trudne sytuacje niż wywlekać brudy na światło dzienne i maglować trudne tematy w związku. Konflikty w relacji zawsze prowadzą do rozstania. Partner powinien w pierwszej kolejności dbać o moje potrzeby. Partner jest odpowiedzialny za moje uczucia. Jeśli nie będę zawsze mocno starać się o miłość partnera, to on ode mnie odejdzie. Żeby drobne problemy się nie powtarzały trzeba je wyolbrzymiać, bo inaczej partner nie uzna ich za naprawdę ważne. Jako kobieta, po prostu ze względu na swoją płeć mam pewne przywileje, których pozbawiony jest mój partner. Szczęśliwy związek to taki, w którym zawsze jest przyjemnie. Mężczyźni są słabi w budowaniu związków, więc to na mnie spoczywa cała odpowiedzialność za jakość relacji. Najlepszy sposób żeby zbudować zaufanie do partnera to sprawdzanie, inwigilowanie go. Jeśli partner się ze mną nie zgadza to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli powiem wprost partnerowi, że czuję na niego złość, to pomyśli, iż go nie kocham. Jeśli partner jest na mnie zezłoszczony, to na pewno oznacza, że tak naprawdę mnie nie kocha. Jeśli coś w związku nie przebiega po mojej myśli, to zawsze oznacza, że się nadmiernie poświęcam. Skoro jesteśmy w bliskim związku, partner powinien domyślać się, czego potrzebuję w danej chwili. Partner powinien rozumieć mnie bez słów. Tolerowanie ciężkich nałogów partnera pokazuje jak bardzo moja miłość jest prawdziwa i mocna. W związku nie należy robić nic, co mogłoby się partnerowi nie spodobać. Jeżeli partner nie pamięta szczegółów jakiejś rozmowy, to znaczy, że po prostu mnie nie słuchał. Gdy partner krytykuje jakieś moje zachowanie, to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli związek nie jest idealny, to znaczy, że jest do niczego. Skoro partner związał się ze mną, to musi też kochać moją rodzinę. Muszę dokładać wszelkich starań, aby ulepszać swojego partnera. Nie powinnam nigdy wprawiać partnera w negatywny nastrój. Jeżeli nie będę pilnować swojego partnera, to na pewno mnie zdradzi. Zazdrość jest dobra, bo ochrania związek. W związku trzeba ciągle coraz więcej wymagać, bo inaczej partner się rozleniwi albo znudzi i odejdzie. Mszcząc się za niewłaściwe zachowanie partnera można najlepiej pokazać mu, że coś nas zraniło. Jeśli zrobię coś dla partnera, on musi mi się odwdzięczyć. Powinnam pamiętać jak najwięcej błędów partnera, żeby móc mu je przypomnieć podczas kłótni. Jeśli mój partner poczuje się naprawdę kochany, to będzie w stanie zerwać ze swoim nałogiem (na przykład alkoholem, narkotykami, hazardem). Kontrolując swojego mężczyznę mogą sobie zagwarantować, że nie zostanę oszukana. Spędzanie czasu osobno jest szkodliwe, bo zawsze sprawia, że ja i partner oddalamy się od siebie. Nie ma udanego związku bez poświęcenia. O tym co mi się nie podoba w zachowaniu partnera mogę mówić tylko raz na jakiś czas, żeby nie myślał, że ciągle gderam i wiecznie marudzę. Kiedy partner mi mówi „rozchmurz się”, „uspokój się” albo „odpręż się”, to na pewno oznacza, że lekceważy moje uczucia. Gdy partner mówi, że nie chce o czymś rozmawiać, to na pewno ma coś do ukrycia albo odsuwa się ode mnie. Kiedy partner mówi, że chciałby już zakończyć trudną rozmowę, to na pewno chce zamieść problem pod dywan. Jeśli partner nie zaspokaja wszystkich moich potrzeb, to wolno mi go zdradzać. Mówienie o swoich potrzebach to zły pomysł, bo jeśli partner ich nie zaspokoi, poczuję się okropnie. Proszenie jest upokarzające. Jeśli otrzymuję coś, bo prosiłam, to nie ma to wartości. Związek może się poprawić tylko wtedy, jeśli partner się zmieni. Zawsze gdy jakiś mój związek się kończy, źle to o mnie świadczy. Jeśli zdarzy mi się przyłapać na myśleniu o mężczyźnie innym, niż partner, to znaczy, że mój związek nie jest udany. Rozstania oznaczają, że nie nadaję się do związków. Miłość to cierpienie, które uszlachetnia. Znoszenie upokorzeń jest w porządku, o ile to ocali związek. Upokarzanie jest dozwolone, jeśli to może zmienić partnera w oczekiwany przeze mnie sposób. Naprawdę dobry związek to taki, nad którym nie trzeba pracować. Żeby związek był naprawdę dobry, nigdy nic w nim nie może być nieidealne. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  8. psycholog Rafał Olszak

    Po co nam emocje czyli jakie pełnią funkcje

    Emocje odgrywają w ludzkim życiu istotną rolę. Pełnią naprawdę bardzo istotne funkcje, bez których byłoby nam zdecydowanie ciężej. Przyjrzyjmy się tej kwestii dokładniej... Emocje motywują do działania i przygotowują do niego organizm. Na przykład osoba czująca strach jest zmotywowana do tego, by nie zbliżać się do obiektu swoich obaw lub w szczególnie ostrożny sposób z nim postępować. Natomiast gniew mobilizuje wszystkie siły, by człowiek mógł sprawniej bronić siebie i swoich bliskich w razie ataku, albo stać na straży ważnych wartości, gdy są zagrożone. Emocje pozwalają nam lepiej orientować się w sytuacji. Wiemy, czy coś się nam podoba, jeśli towarzyszą temu pozytywne emocje lub w perspektywie mogą się pojawić. Reakcje emocjonalne mówią również nam coś o poziomie zaspokojenia naszych potrzeb. Stajemy się bardziej podatni na lęk i niepokój, jeśli pewne nasze potrzeby nie są zaspokajane regularnie, w odpowiedni sposób. Możemy też być rozdrażnieni, gdy coś działa nam na nerwy albo znudzeni, gdy brakuje nam odpowiedniej stymulacji. Dzięki temu szybko orientujemy się, że należy podjąć działania, aby zmienić dany stan rzeczy na lepszy. Emocje pełnią także funkcję komunikacyjną. Uśmiech na naszej twarzy sygnalizuje innym, że jesteśmy radośni i cieszy nas, iż kogoś spotkaliśmy. Smutek sygnalizuje, że możemy potrzebować troski, wsparcia czy uwagi albo że zostaliśmy czegoś pozbawieni. Emocje komunikują coś nie tylko innym ludziom, ale także nam samym. Na myśl o utracie związku możemy poczuć przygnębienie lub strach, co sygnalizuje, że dana relacja najwyraźniej jest dla nas ważna. Emocje przeżywamy tylko w chwili, kiedy je odczuwamy, ale sama perspektywa doświadczenia danej emocji także na nas wpływa. Na przykład świadomość tego, jak bardzo będziemy się wstydzić, jeśli się skompromitujemy, sprawia, że staramy się wykonywać swoje obowiązki z należytą starannością i żyć w zgodzie z normami uznanymi w danym środowisku. Ponadto poszczególne emocje mają specyficzne dla siebie funkcje. Oto kilka przykładów. Ciekawością reagujemy w sytuacji braku pewnych informacji, które wydają się nam potrzebne lub wartościowe, ważne i godne posiadania. Skłania nas do zgłębiania pewnych spraw, uczenia się, poddawania refleksji oraz analizom niektórych aspektów naszego funkcjonowania i postępowania innych. Gabriela poczuła ciekawość, kiedy pewna znajoma nie odpowiedziała no to, iż powiedziała do niej „cześć”, gdy mijały się na ulicy. Postanowiła przy najbliższej okazji zapytać ją, dlaczego tak postąpiła. Robert poczuł ciekawość, gdy podczas pieszej wędrówki dostrzegł jakąś budowlę na horyzoncie, więc postanowił tam podejść, żeby to sprawdzić. Dominika poczuła ciekawość, gdy natknęła się na mężczyznę, który wydał jej się interesujący. Postanowiła go lepiej poznać. Dziecko poczuło ciekawość, widząc duży prezent. Postanowiło niezwłocznie go otworzyć, aby dowiedzieć się, co jest w środku! Gniewem reagujemy, kiedy coś utrudnia nam osiąganie ważnych celów, przeszkadza w realizacji planów albo zagraża w sposób wymagający sprawnej samoobrony, kategorycznej odpowiedzi, kontroli. Wojtek poczuł gniew, kiedy jakiś nieznajomy nieuprzejmie potraktował jego partnerkę. Od razu postanowił asertywnie mu oznajmić, że wolałby, aby traktował ją z należytym szacunkiem. Kasia poczuła gniew, gdy koleżanka zarzuciła jej kłamstwo. Natychmiast postanowiła bronić swojej prawdomówności, przytaczając konkretne fakty i dowody. Krzysiek poczuł narastający w nim gniew, gdy ktoś zaczął z niego drwić podczas imprezy, więc zdecydował się na ciętą ripostę. Ewa poczuła gniew w stosunku do partnera po tym, gdy ją uderzył podczas kłótni. Postanowiła zapobiegać temu w przyszłości i oznajmić, że jeśli sytuacja się powtórzy, ona odejdzie i zgłosi sprawę odpowiednim służbom. Miłością reagujemy w perspektywie możliwości tworzenia więzi z osobami, podmiotami, które mogą pozwolić nam na realizację ewolucyjnych celów, przetrwanie, bezpieczeństwo, dobrostan. Skłania nas do bliskości, przywiązania i wzajemnej troski. Paulina poczuła miłość do partnera, kiedy elegancko ubrany obdarował ją kwiatami z okazji urodzin, więc poczuła chęć, by spędzać z nim jak najwięcej czasu i być dla niego wspaniałą partnerką. Michał poczuł miłość, gdy jego synek próbował chodzić w jego butach, więc zapragnął być dla malca jak najlepszym ojcem i spędzać z nim dużo czasu. Norbert poczuł miłość, kiedy jego partnerka zdecydowała się go wspierać w trudnej sytuacji, zamiast uciec przed problemami odchodząc do innego mężczyzny. Anastazja czuła miłość, ilekroć jej ukochane zwierzątko domowe radośnie witało ją w drzwiach. Nadzieja pojawia się, gdy potrzebujemy zmiany niekorzystnej sytuacji, w której się znaleźliśmy. Skłania nas do tego, by się nie poddawać, lecz podejmować wysiłki w celu zmienienia swojego położenia na lepsze. Natalia poczuła nadzieję, gdy dowiedziała się, że trwają prace nad nowymi sposobami leczenia przykrej dolegliwości, z którą zmaga się od lat. Postanowiła śledzić wiadomości na ten temat, żeby być na bieżąco. Karolina poczuła nadzieję, gdy usłyszała od terapeutki, że istnieją odznaczające się sporą skutecznością procedury leczenia jej dolegliwości psychicznych. Postanowiła jak najbardziej przykładać się do pracy nad sobą w trakcie psychoterapii. Bezrobotny Wojtek poczuł nadzieję, gdy został zaproszony na rozmowę w sprawie pracy. Postanowił poczytać o danej firmie i jak najlepiej przygotować się do tego spotkania. Anna poczuła nadzieję, gdy pomyślała, że pomimo choroby i tak może doświadczyć jeszcze wiele różnych satysfakcjonujących oraz dających radość sytuacji. Postanowiła być na nie otwarta i aktywnie ich poszukiwać. Nostalgią reagujemy wspominając z sentymentem przeszłość. Jest raczej przyjemną emocją, choć jest w niej również odrobina goryczy. W końcu dotyczy czegoś, co już bezpowrotnie minęło. Sprawia, że dostrzegamy w życiu głębszy sens, robi ciepło na sercu oraz poprawia humor, a przez to przynosi ulgę w cięższych chwilach. Inaczej patrząc na pewne aspekty dotychczasowego życia skłonni jesteśmy bardziej optymistycznie rozpatrywać teraźniejszość i spoglądać w przyszłość. Widzimy te odcinki czasu jako potencjalne źródła doświadczeń, które po latach można z przyjemnością wspominać i to jest pokrzepiające. Barbara poczuła nostalgię wspominając dzieciństwo, które było wprawdzie naznaczone życiem w rodzinie z problemem alkoholowym, ale mimo wszystko obfitowało również w przyjemne chwile i dobre doświadczenia. Dzięki temu zaczęła dostrzegać więcej pozytywów także w obecnej niełatwej sytuacji. Chociaż w ostatnich tygodniach Adam często bywał przygnębiony, bo znalazł się w bardzo trudnym położeniu, doświadczanie nostalgii na myśl o tym, jakie atrakcyjne momenty w życiu zdarzało mu się miewać, poprawiało mu humor. Będąc w podeszłym wieku Agnieszka poczuła nostalgię na myśl o dawnych czasach, co skłoniło ją do pokrzepiającej refleksji, że nie zmarnowała życia. Odrazą reagujemy, kiedy coś wywołuje obrzydzenie, niechęć. Wzbudzają ją rzeczy i okoliczności, które nas odrzucają i z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego. Aneta poczuła odrazę na widok brudnej wody w basenie i postanowiła darować sobie kąpiel. Widząc obrzydliwie wyglądające jedzenie Paweł poczuł odrazę i postanowił zjeść coś, co wyglądało na świeższe. Joanna uznała zachowanie chłopaka za bardzo niestosowne i poczuła odrazę, więc postanowiła szybko zakończyć randkę. Poczucie szczęścia pojawia się, kiedy mamy wrażenie, że dobrze spożytkowujemy dany nam w życiu czas, funkcjonując optymalnie jak na swoje możliwości. Skłania nas do kontynuowania działań, które pozwalają na doświadczanie tej tyleż przyjemnej, co ulotnej emocji. Krzysztof poczuł się szczęśliwy, gdy udało mu się znakomicie zagrać pewien utwór na fortepianie, więc postanowił częściej ćwiczyć tę umiejętność. Zosia poczuła się szczęśliwa, że udało jej się dostać awans, więc postanowiła dalej przykładać się do pracy, żeby wspinać się po szczeblach kariery. Spotkanie z przyjaciółkami sprawiło, że Katarzyna poczuła się szczęśliwa, więc poczuła potrzebę częstszego widywania się z nimi, i mobilizację, żeby wziąć na siebie trud organizacji tych wydarzeń. Pracujący jako wolontariusz Wiktor poczuł się szczęśliwy, że może komuś zaoferować swoją pomoc i sprawić komuś radość. Gabriela poczuła się szczęśliwa pod wpływem refleksji, że ma udane małżeństwo i dwie wspaniałe pociechy. Poczuciem winy reagujemy, kiedy w konkretny sposób spowodowaliśmy jakieś negatywne konsekwencje. Odczuwając tę emocję mamy wolę przerywania szkodliwych działań oraz w miarę możliwości naprawiania spowodowanych szkód. Monika podczas kłótni powiedziała partnerowi coś bardzo przykrego, co po namyśle sama uznała za niesprawiedliwie i nieuzasadnione, więc poczuła się winna i postanowiła go przeprosić. Paweł zrealizował zamówienie niezgodnie z instrukcjami klienta, więc doznał poczucia winy i postanowił naprawić błąd oraz w ramach rekompensaty zaproponować coś gratis. Ewelina doznała poczucia winy, gdy uzmysłowiła sobie, że zapomniała zrobić to, do czego się zobowiązała. Postanowiła przeprosić i niezwłocznie nadrobić zaległości odkładając inne sprawy na później. Marlena poczuła się winna po zjedzeniu niezdrowego posiłku będąc na diecie. Zmotywowało ją to do lepszej troski o to, by nie doprowadzać się do stanu, gdy jest bardzo głodna, bo właśnie wtedy me tendencje do wracania do niezdrowego odżywiania. Smutkiem reagujemy po utracie ważnych dla nas osób, wartości bądź rzeczy. Pojawia się także wtedy, kiedy coś udaremnia nasze cele lub gdy okazuje się, że prawdopodobnie nie zdołamy zrealizować planów bez czyjejś pomocy. Czasami właśnie dzięki smutkowi uzyskujemy wsparcie. Piotrek posmutniał po tym, gdy dowiedział się, że nie zdał praktycznego egzaminu na prawo jazdy. Postanowił poprosić instruktora o dodatkowe lekcje, żeby lepiej się przygotować. Dagmara wyraźnie posmutniała, kiedy koleżanka zapytała ją o to, czy ma ochotę wybrać się do kina. Dowiedziawszy się, że Dagmara miała nieplanowane wydatki i nie może sobie pozwolić na zakup biletu, przejęta koleżanka postanowiła ją zaprosić na kawę, żeby omówić te sprawy. Paweł poczuł smutek, gdy dowiedział się, że jego kolega miał wypadek. Postanowił go odwiedzić w szpitalu, żeby sprawdzić, jak się miewa. Grażynie było smutno po zerwaniu z chłopakiem, więc postanowiła w przyszłości bardziej roztropnie wybrać partnera i nie za szybko otwierać się uczuciowa na nową znajomość, dopóki lepiej nie pozna danego mężczyzny. Strachem reagujemy, kiedy pojawia się perspektywa utracenia zdrowia, życia, dobrego samopoczucia czy innych ważnych dla nas wartości bądź dóbr. Pod wpływem strachu jesteśmy bardziej skłonni podejmować roztropne działania mające temu zapobiec. Piotrek przestraszył się na myśl o tym, że ktoś może go okraść podczas urlopu, więc postanowił kupić specjalny portfel turystyczny. Monika poczuła strach, kiedy jej partner prowadząc samochód bardzo mocno przyśpieszył, więc poprosiła go, żeby zwolnił. Marta poczuła strach na myśl o egzaminie, więc postanowiła bardzo przyłożyć się do nauki przed nim. Widząc, że latarnia nie działa, Bożena postanowiła dojść do celu inną trasą, ponieważ przestraszyła ją perspektywa przechodzenia ciemną uliczką. Wdzięczność czujemy, gdy ktoś nas w czymś wyręcza, niesie nam wsparcie i pomoc, jest dla nas oparciem lub powoduje pozytywne zmiany w naszym nastroju lub życiu. Nasza wdzięczność sygnalizuje innym, że doceniamy ich wysiłki. Nam samym ta emocja komunikuje, że ktoś robi dla nas coś wartościowego, oraz to, iż sensownie byłoby kiedyś temu komuś jakoś się odwdzięczyć. Tomek poczuł wdzięczność, gdy kolega wyświadczył mu dużą przysługę. Postanowił mu się w miarę możliwości odwdzięczyć przy najbliższej okazji. Gdy wróciła późno z pracy, Adrianna doświadczyła wdzięczności wobec partnera za to, że wysprzątał mieszkanie i przygotował dla niej wspaniałą kolację. Poczuła potrzebę, aby wyrazić, że to bardzo docenia. Aleksandra poczuła wdzięczność, gdy otrzymała pomoc od teściowej przy opiece nad dzieckiem. Dzięki temu było jej łatwiej spojrzeć na wady tej kobiety bardziej przychylnym okiem. Justyna praktykowała rytuał wdzięczności – z powodzeniem wzbudzała w sobie tę emocję, starając się doceniać to, jakie wartościowe rzeczy robili dla niej ludzie każdego dnia. Wstydem reagujemy na sytuacje, które rozumiemy jako odsłaniające nas w stopniu, na jaki w danym momencie nie jesteśmy gotowi. Pojawia się także w okolicznościach, które stawiają nas w złym świetle, kiedy nasze zachowania uchodzą za niewłaściwe, hańbiące, godne potępienia, lub są w jakiś sposób karane w danej grupie społecznej. Doświadczamy wstydu także wtedy, gdy nam się tylko wydaje, że te zachowania na to zasługują. Pod wpływem tej emocji jesteśmy skłonni zatajać pewne sprawy i bardziej starać się o to, by łagodniej przedstawiać własne błędy bądź niewłaściwe postępowanie. Oskar poczuł wstyd, gdy został przyłapany na podglądaniu koleżanek, które kąpały się nago w jeziorze. Postanowił w przyszłości lepiej się ukrywać. Wiktor poczuł wstyd, gdy wydało się, że nie jest tym, za kogo się podawał. Zaczął próbować załagodzić sytuację, tłumacząc innym swoje dobre intencje. Weronika poczuła wstyd, gdy przyjaciółka wyjawiła innym osobom jej sekret. Postanowiła w przyszłości staranniej dobierać przyjaciół i więcej rzeczy zachowywać dla siebie. Filip poczuł wstyd w pracy, gdy podczas omawiania projektu zaproponował wadliwe rozwiązanie, ponieważ wyszło wówczas na jaw, że nie zna się na danym temacie. Skłoniło go to do ponownej oceny własnych kompetencji i zabierania głosu w sprawach, na których naprawdę się zna. Barbara poczuła wstyd, gdy podczas spotkania towarzyskiego zsunęło jej się ramiączko i odsłonił się fragment piersi. Postanowiła zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości, bo uznała, że nie lubi przyciągać ciekawskich spojrzeń płci przeciwnej. Zawiścią reagujemy w sytuacji, gdy ktoś zdobywa lub posiada obiekty, których nie mamy, a które w naszej ocenie są nam potrzebne lub przez nas upragnione. Skłania nas do wytężonych starań, żeby wyrównać te różnice w stanie posiadania poprzez zdobycie tego samego, co ma ktoś, lub pozbawienie go tego, czego nam brakuje. Paweł doświadczył zawiści, gdy zobaczył, że jego kolega kupił nowy samochód, a potem poczuł przypływ motywacji, by samemu takiego się dorobić. Po tym jak dowiedział się, że sąsiad kupił nowy, duży telewizor, Adam poczuł zawiść i pomyślał „oby mu się popsuł”. Basia poczuła zawiść, gdy zobaczyła, że jej koleżanka ma lepiej zbudowanego partnera, więc postanowiła namówić swojego chłopaka, żeby zaczął chodzić na siłownię. Elżbieta poczuła zawiść widząc na serwisie społecznościowym zdjęcia koleżanki z egzotycznych wakacji, i od razu poczuła przypływ motywacji, by zacząć planować wspaniały urlop. Zazdrość przeżywamy wtedy, gdy odnosimy wrażenie, że ktoś może pozbawić nas czegoś, co jest dla nas ważne. Emocja pojawia się na przykład wówczas, kiedy obawiamy się, że utracimy ważną relację lub cenne przedmioty, bo ktoś nam to odbierze. Mobilizuje nas do podjęcia świadomego wysiłku wkładanego w działania zaradcze. Kasia poczuła zazdrość, gdy zobaczyła, że jej chłopaka kokietuje inna kobieta, wiec od razu zapragnęła podejść do nich i to przerwać. Tomek poczuł zazdrość, gdy zobaczył, że jego dziewczyna polubiła kilka zdjęć pewnego mężczyzny na serwisie społecznościowym, więc postanowił porozmawiać z partnerką jak ocenia jakość ich związku. Wojtek doświadczył zazdrości na myśl o tym, że jego przyjaciel częściej spotyka się z innym kolegą, więc postanowił wyciągnąć go na kręgle i do baru. Kamila była zazdrosna, bo siostra, na której jej bardzo zależało, ostatnio spędzała więcej czasu ze swoją przyjaciółką, niż z nią. Postanowiła więc postarać się zaplanować wspólne wyjście, żeby być bliżej z krewną. Piotrek poczuł zazdrość, kiedy zobaczył, że jego znajoma miło spędza czas z jakimś kolegą, który wyraźnie jest nią oczarowany. Dzięki temu Piotr uzmysłowił sobie, że ta kobieta nie jest mu obojętna, oraz postanowił zaprosić ją na kawę i do kina. Ludzie czasami mylą zazdrość i zawiść, ponieważ zdarza się, iż emocje te wzajemnie się przeplatają, choć nie jest to regułą. Nie są tym samym, więc warto je dodatkowo tutaj omówić dla lepszego ich zrozumienia. Fizjologiczne przejawy zazdrości to duszność, przyśpieszone bicie serca, uczucie dławienia się, ściśnięte gardło, napięte mięśnie, skurcze, zaciśnięte zęby. Towarzyszą im poczucie urażonej dumy i wzmożona podejrzliwość, zwiększona potrzeba kontroli, chęć chwycenia lub zabrania tego, co dla nas ważne i odepchnięcia lub wyeliminowania kogoś, kto może nas tego pozbawić. Pod wpływem zazdrości człowiek skupia uwagę na tym, co w partnerze lub jego zachowaniu wydaje się podejrzane, nadmiernie koncentruje się na wszystkim, co uznaje za zagrożenie dla istotnej relacji. Dzieje się to w atmosferze nieufności. Zazdrość czasem skłania do izolowania siebie, a także swojego partnera od innych, a czasami do wycofywania się, by ograniczyć ryzyko, że ktoś nas pozbawi kogoś, kto dla nas jest ważny. Niekiedy zazdrość czujemy w kontakcie z kimś bardziej atrakcyjnym, otwartym, pewnym siebie od nas, ale nie dlatego, że po prostu ma te cechy lepiej rozwinięte, lecz przewidując, że dzięki nim może nas czegoś pozbawić, na przykład partnera, przyjaciela, koleżanki, odpowiedniej dozy kontaktów z kimś, kogo lubimy. Natomiast zawiść przejawia się fizjologicznie w taki sposób, że pojawia się napięcie mięśni, uczucie zesztywnienia ciała, zaciśnięte usta, a czasami także wypieki na twarzy. Typowy przykład zdarzeń, w trakcie których człowiek doświadcza zawiści, to sytuacje, gdy ktoś zyskuje uznanie za coś, co my zrobiliśmy, ktoś, z kim rywalizujemy więcej od nas osiąga lub ktoś, z kim mamy styczność, zdobywa to, czego sami pragniemy. Zawiści towarzyszą myśli o tym, że zasługujemy na to, co mają inni, że niesprawiedliwym jest, iż inni mają więcej od nas. Pojawiają się refleksje, że los nas źle potraktował, oraz że wiedzie nam się gorzej w życiu niż innym, co jest w naszym mniemaniu nie fair. Współwystępują z tym porównania z innymi, którzy mają więcej od nas, ewentualnie posiadają pożądane przez nas cechy. Mroczną stroną zawiści bywa atakowanie innych, żeby się na nich odegrać, krytykowanie ich, dążenie do zepsucia ich reputacji, pogorszenia ich sytuacji, by była nie lepsza od naszej. Konstruktywną cechą zawiści jest to, że na szczęście czasami motywuje nas do cięższej pracy, rozwoju i wytężonych starań, by zyskać pozycję nie gorszą od osób, wobec których doświadczyliśmy tej emocji. Nie jest wtedy niszczycielska, lecz skłania do ambitnego działania. Jak widać, emocje odgrywają niebagatelną rolę. Są czymś wartościowym, choć mogą również jawić się jako coś problematycznego, gdy ktoś ma trudność z ich regulacją. Emocje to fascynujący temat, więc jeszcze niejednokrotnie wrócimy do tego zagadnienia.
  9. Kobieta

    Czy faktycznie przemoc ma płeć

    Zgadzam się, z podpunktem przemoc słowna. Rzeczywiście istnieje coś takiego jak przemoc słowna. Jest to subtelny rodzaj przemocy. Z przymróżeniem oka biore argument jak to mężczyźni są w sądach dyskryminowani. Z kilku powodow. Po pierwsze mało ojców chce wziąć dzieci do siebie. Po drugie to nie wina złych feministek, że jak juz jakis ojciec faktycznie tego chce to I tak matka dostanie opieke, tylko kultury, w ktorej żyjemy. Tak sie zwyklo uwazac, ze matka jest od zajmowania sie dzieckiem. Dawniej gdy kobiety nie mialy nic do gadania było jeszcze bardziej bylo to widoczne, gdy ojcowie jeszcze mniej angazowali sie w wychowywanie dzieci. Także jestem skłonna zaryzykowac twierdzenie, ze mężczyzni wyrazają pelna zgode na te "dyskryminacje" bo jest on im zwyczajnie na rece. A ta rzekoma dyskryminacja ma druga strone medalu. Bo ja moge powiedziec, ze to wkręcz przywilej męski, gdyż cały trud związany z wychowywaniem dziecka spadnie na kobiete a facet zaplaci pieniadze, odwiedzi dziecko raz w tygodniu I jest super tatusiem. Hejt plci to nie jest żaden argumet bo w internecie mozna znaleźć bardzo duzo komentarzy obrazajace kobiety. Czy tez podpunkt seksizm nie jest argumentem bo takie komentarze kobiety od mezczyzn rownie slysza bardzo czesto + to że "kobiety sie tylko do seksu nadają". To sie ociera o smiesznosc, że mężczyźni obrażają kobiety a potem płączą, że ich obrażają. Piszę pan, że od mężczyzn się oczekuje, że beda za wszystko placić oraz, że traktuje sie ich jak nieudacznikow gdy zarabiaja mniej. Ale czy tylko kobiety tak ich traktuja? Bo wydaje mi sie, ze mezczyzni też. W takiej kulturze żyjemy, że tak definiuje rolę meżczyzn, więc to nie jest przemoc tylko ze strony kobiet. Nie na temat to w ogole. Seksizmem natomiast jest to, ze od mężczyz wymaga siê, żeby jak najwięcej zaliczali, bycie prawiczkiem uchodzi za wstyd. Ale to rownież przemoc nie tylko ze strony kobiet.
  10. psycholog Rafał Olszak

    Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Co niszczy współczesnego mężczyznę i sprawia, że w życiu ma on pod górkę? Niniejszy tekst jest odpowiedzią na to pytanie. Artykuł napisałem na podstawie własnych obserwacji poczynionych w trakcie pracy jako psycholog, psychoterapeuta, oraz w oparciu o zapatrywania innych specjalistów, zawarte w publikacjach ich autorstwa takich jak na przykład książka „Gdzie ci mężczyźni” Philipa Zimbardo. System edukacji przystosowany dla kobiet Chłopcy rozwijają się inaczej, niż dziewczynki – zwykle są bardziej żywiołowi i chętniej uczą się przez działanie, a nie bierne siedzenie w ławce godzinami i wysłuchiwanie kazań. Kazań, które na domiar złego wygłaszają kobiety, bo zawód nauczyciela jest bardzo mocno sfeminizowany. W systemie edukacji dziewczynki są faworyzowane pod wieloma względami, co chłopców stawia na gorszej pozycji. Jak zwracają uwagę autorzy książki „Sposób na Kaina. Jak chronić życie emocjonalne chłopców”, nauczycielki najczęściej w ogóle nie rozumieją wewnętrznego świata podopiecznych płci męskiej. Nie pojmują ich potrzeb – zamiast tego upatrują w innych, niż dziewczęce, zachowaniach problem i przesadnie często podejrzewają dolegliwości takie jak ADD czy ADHD. W rezultacie już na starcie chłopcy mają trudniej, bo ich potrzeby są mniej ważne lub wręcz traktowane jak zaburzenie i coś niepożądanego. Wychowywanie na samowystarczalnych twardzieli Chłopcy od dziecka wychowywani są na samowystarczalnych twardzieli, którzy mają własnym kosztem otaczać opieką wymagające ich troski dziewczynki, kobiety. Efekt jest niestety taki, że mężczyźni w dorosłym życiu zaniedbują własne potrzeby. Na przykład doświadczając problemów psychicznych zwlekają z udaniem się do specjalisty grube miesiące lub nawet lata, bo nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie. W tym czasie dolegliwości te często co najmniej utrwalają się, a zwykle pogłębiają i mają miejsce powikłania. Dziewczynki zachęcane od małego do korzystania ze wsparcia, relatywnie szybko go poszukują i dzięki temu częściej są w stanie zapobiec poważnym dolegliwościom. Mężczyźni nauczeni, że prośba o pomoc jest oznaką słabością, idą w zaparte i niejednokrotnie pogarszają w ten sposób swoje położenie. Sami dla siebie są też zdecydowanie mniej życzliwi i wspierający, natomiast ich cierpienie przez społeczeństwo jest niejednokrotnie uznawane za mniej ważne. Nic więc dziwnego, że popełniają samobójstwa kilkukrotnie częściej, niż kobiety. Niewłaściwy stosunek do kobiet Chłopcy, niezwykle często wychowujący się bez ojców, a nawet negatywnie do nich nastawiani przez matki, wchodzą w dorosłość z głęboko nieadekwatnym wyobrażeniem na temat relacji z kobietami. Mają swoiste poczucie misji, by je otaczać opieką, wykazywać się rycerskością, a poza tym są przesiąknięci dalece odbiegającą od rzeczywistości wizją kobiety romantycznej. Przeżywają więc zderzenie ze ścianą realiów, gdy okazuje się, że są kompletnie nieprzygotowani na przemoc psychiczną, szantaże emocjonalne, manipulacje czy hipergamię kobiet. Panowie nierzadko dopiero podczas małżeństwa lub już na etapie rozwodzenia się albo wręcz po rozstaniu uczą się w stosunku do kobiet asertywności, wyznaczania granic, mówienia o potrzebach i emocjach, zarządzania relacją. Bardzo często płacą wysoką cenę za swój naiwny idealizm zaszczepiony im za młodu. Zmuszeni są też w galopującym tempie nadrabiać zaległości w zakresie miękkich kompetencji, o których nikt im nie powiedział, że będą niezbędne. Przechodzą również w bólach i nierzadko z ogromnymi oporami długą drogę od pantoflarzy płaszczących się przed rzekomo romantycznymi kobietami do mocno cynicznych pragmatyków lub pozbawionych złudzeń realistów. W trakcie tej osobliwej podróży marnują swój potencjał, a także zasoby takie jak czas i pieniądze, na uganianie się za kobietami – psując im przy okazji charakter i wzmagając w nich narcystyczne cechy. Dopiero na szarym końcu tej eskapady zdają sobie w końcu sprawę, że startując z poziomu uniżoności nie mają szans na stworzenie partnerskiej relacji z kobietą, bo co najwyżej mogą stać się w ten sposób jej marionetką, ewentualnie „bankomatem” bądź „emocjonalną poduszką bezpieczeństwa”. Nie mogą też liczyć na wartościowe relacje z kobietami, gdy są wobec nich uprzedzeni, ponieważ wtedy wchodzą nieprzypadkowo w związki potwierdzające ich ponure przekonania, a swoim nastawieniem wywołują wszystko to, czego najbardziej nie znoszą u pań (działa efekt samospełniającego się proroctwa). Niepewność własnej męskości Chociaż dziecko przychodzi na świat mając określoną płeć, kultura w jakiej żyjemy zdaje się to kwestionować w przypadku mężczyzn. Co gorsza oni sami kupują tę wizję. Zamiast zadawać sobie pytanie, jaka jest ich męskość i jak się manifestuje, zastanawiają się jak stać się mężczyzną. W rezultacie narzucają sobie kuriozalne rytuały przejścia, rywalizują z innymi mężczyznami o miano prawdziwego faceta. Skutki tego wszystkiego bywają opłakane. Ani libacje alkoholowe, ani zdobywanie dziesiątek czy wręcz setek kobiet, ani karkołomna jazda motocyklem na jednym kole w centrum miasta bądź brawurowe prowadzenie auta, ani forsowanie się na siłowni na sterydach, ani nawet eksploatowanie się na potęgę, by zapewnić rodzinie jak najlepszy byt nie czynią mężczyzny bardziej męskim. Mężczyzna rodzi się nim i naprawdę niczego nikomu nie musi udowadniać. Nie da się stać mężczyzną – po prostu zgłębia się i bada własną przyrodzoną męskość. Najgorszym, a zarazem powszechnie uznawanym źródłem informacji o tym, co to znaczy być „prawdziwym mężczyzną”, są kobiety, które przecież ze zrozumiałych względów obiektywnie kompletnie nic o tym nie wiedzą. Dysfunkcyjne małżeństwo Kiedy dochodzi do wypadku na drodze, zwykle to nie auto jest jego przyczyną, lecz sprawcą zdarzenia jest kierowca. Tak samo jest z małżeństwem, które może zakończyć się tragicznym finałem zwłaszcza dla mężczyzny, jeśli od początku nie będzie „prowadzone” we właściwy sposób. Biorąc pod uwagę fakt, że – w zależności od źródła danych – rozpada się od 30% do 50% małżeństw, jest to bardzo duże zagrożenie dla mężczyzn. Kobieta po rozwodzie przynajmniej ma dzieci i regularne zastrzyki gotówki. Natomiast mężczyzna jest pozbawiony rodziny, bo w najlepszym razie ma ograniczony kontakt z dziećmi, a ponadto zwykle zostaje ograbiony z majątku i na całe lata sprowadzony do roli bankomatu. Nie mając przy tym absolutnie żadnej pewności, czy alimenty rzeczywiście przeznaczane są głównie na dzieci. Biorąc dodatkowo pod uwagę późniejszy wiek emerytalny i dłuższy od kobiet średni staż pracy oraz wynikające z tego podatki (w tym kierowane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), wychodzi na to, że znaczny odsetek Polaków przez większość życia utrzymuje innych ludzi, którzy są wobec nich obojętni lub nawet wrodzy. Między innymi żyjące średnio o 8 lat dłużej Polki, które wobec tego w głównej mierze są beneficjentami między innymi świadczeń emerytalnych. Nie dziwi zatem, że niejeden mężczyzna żali się, iż czuje się jak wół pociągowy, który wypruwając sobie żyły przede wszystkim zaspokaja potrzeby innych. Mając na względzie, że statystyczna kobieta jest hipergamiczna, czyli najchętniej wiąże się z mężczyzną o wyższym statusie, od początku małżeństwo jest dla mężczyzny niekorzystne. Mimo to większość mężczyzn nie ustanawia rozdzielności majątkowej i wobec tego nijak nie zabezpiecza się na okoliczność rozpadu związku. Mocno wątpliwe bywają kryteria doboru partnerki, które niejednokrotnie skazują całe przedsięwzięcie na niepowodzenie. Równie ryzykowne są główne powody, z których mężczyźni zawierają małżeństwo: zakochanie, uroda dziewczyny, bo rodzice partnerki nalegają, bo tak wypada, bo tradycja tak nakazuje… Tymczasem jedynym naprawdę godnym rozpatrzenia powodem wydaje się współcześnie chęć założenia rodziny. Niestety, jak wspomniano, rodzina ta nigdy tak naprawdę nie będzie rodziną mężczyzny, bo od razu ją straci w razie odejścia kobiety. Mężczyźni często twierdzą, iż dla sądów rodzinnych ojciec jest rodzicem drugiej kategorii. Brak kompetencji w zakresie regulacji emocji Z wielu różnych przyczyn, na których omawianie nie ma tu miejsca, mężczyźni częstokroć nie posiadają umiejętności niezbędnych do radzenia sobie z emocjami. Nie wiedząc jak sobie radzić z przytłaczającymi reakcjami emocjonalnymi są zdecydowanie bardziej narażeni na nałogi, zaburzenia nawyków, szkodliwe fiksacje i negatywne następstwa poważnych zaburzeń nastroju. Rezultat jest taki, że masowo uciekają w pornografię, gry komputerowe, alkohol, narkotyki, hazard, nowinki techniczne czy pasje praktykowane bez umiaru i stanowiące przez to niezdrowy eskapizm. Coraz większym problemem jest też zespół intensywności społecznej, czyli zamykanie się przez mężczyzn we własnych hermetycznych kręgach i izolowanie w ten sposób od reszty społeczeństwa. Te towarzystwa wzajemnej adoracji czy zamknięte grupy to na przykład ekipy przyjmujących sterydy lub cierpiących na bigoreksję facetów z siłowni, odcięte od świata grona fanów wojennych gier komputerowych online, szowinistyczne lub wręcz mizoginistyczne fora dyskusyjne czy też bojówki kibicowskie albo gangi. W grupach tych panuje wypaczony obraz męskości i żywione są negatywne stereotypy o kobietach, przed którymi mężczyźni z tych kręgów czują silny, aczkolwiek mocno kamuflowany lęk. Izolacja od społeczeństwa jest formą unikania potencjalnych niebezpieczeństw, ale w perspektywie długoterminowej wzmaga lęk i w ten sposób błędne koło zamyka się, a niegroźna z pozoru emocja powoduje poważne problemy. Brak życzliwej solidarności Jak wspomniano we wcześniejszym akapicie mężczyźni potrafią się organizować i tworzyć „zaklęte kręgi”. Rzecz w tym, że nawet w nich zwykle ze sobą bardzo mocno rywalizują. Wypadają więc pod tym względem zdecydowanie gorzej niż kobiety. Panie skrzykują się, zakładają fundacje, stowarzyszenia, tworzą różne ugrupowania i walczą o kolejne przywileje, forsują korzystne dla nich rozwiązania. Tymczasem panowie pozostają daleko w tyle – rzadko kiedy powołują do życia instytucje w obronie męskich praw, zrzeszające znaczące ilości osób. Mężczyźni wychowywani są w duchu samowystarczalności, mają silne przekonanie, że mogą polegać tylko na sobie. W efekcie jako grupa społeczna sukcesywnie przegrywają z płcią przeciwną, która na dzień dzisiejszy walczy o przywileje, które mogą być realizowane tylko kosztem mężczyzn, a ci na to po prostu pozwalają. Nic więc dziwnego, że pozycja współczesnego mężczyzny pogarsza się, a w różnych aspektach życia społecznego bywa nawet znacznie słabsza od kobiecej. Fałszywe równouprawnienie Wielu ludzi wątpi, że gdy kobieta mówi o równouprawnieniu, ma na myśli równe prawa dla obu płci, a nie własne przywileje. Zjawisko dyskryminacji mężczyzn przybiera na sile. Większość kampanii prozdrowotnych jest na rzecz kobiet. Za takie same długi alimentacyjne kobiety w USA trafiają do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni. Jak wskazuje Sonja B. Starr, w USA za te same przewinienia mężczyźni otrzymują wyższe wyroki niż kobiety (w skrajnych przypadkach nawet o 63%). Kiedy wolność kraju jest zagrożona, ginąć w jej obronie mają głównie mężczyźni. Choć Polacy żyją średnio 8 lat krócej od Polek, mają późniejszy wiek emerytalny. Prawie zawsze prawo opieki nad dziećmi otrzymują matki. Wbrew temu, co mówią feministki głoszące hasła takie jak „przemoc ma płeć” (w domyśle męską), panowie nie rzadziej padają ofiarą przemocy ze strony kobiet, a wśród osób zmagających się z erotomanią osoby płci męskiej molestowane w dzieciństwie były niemal tak samo często przez matki, jak osoby płci żeńskiej przez ojców. Swego czasu profesor Lew-Starowicz odniósł się do kwestii zachowań pedofilskich, przecząc, że zagadnienie to dotyczy tylko mężczyzn choć to ich głównie o takie zachowania się posądza i za nie oskarża. To oczywiście tylko wybrane przykłady pokazujące, że współczesny mężczyzna w społeczeństwie nierzadko traktowany jest jako osobnik gorszej kategorii, którego życie jest mniej warte od kobiecego. Powyższe zestawienie z pewnością nie wyczerpuje tematu. Czynników, które niszczą współczesnego mężczyznę jest więcej, ale tych osiem w mojej ocenie jest szczególnie destrukcyjnych. Inne popularne artykuły: Kobiety podatne na zranienie, „kochające za bardzo” Kojenie poczucia krzywdy u Dorosłych Dzieci Alkoholików i nie tylko Wymagania kobiet w związku, czego pragną panie Psycholog on-line radzi jak zmniejszyć stres
  11. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: DDA a uciekanie w świat fantazji

    Wartościowe źródła wiedzy na temat osób dotkniętych tzw. „Syndromem DDA” to już dość leciwe publikacje. Tymczasem młodsze pokolenia Dorosłych Dzieci Alkoholików i Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych różnią się nieco pod względem wiodących tendencji. „Ekranizacja życia” czyli ucieczka w nierealistyczne wizje Nie jest to oczywiście specjalistyczny termin, a tylko pewna metafora. Ponieważ w rodzinach z problemem alkoholowym często jest tak, że dziecko nie mogąc zaradzić sytuacji ani podołać emocjonalnemu ciężarowi, jaki z niej wynika, wykształca sposoby pozwalające odwrócić od tego uwagę, niejako uciec przed tym – „uciec w coś”. Praktykując ten osobliwy eskapizm nierzadko ucieka w media – telewizję, gry komputerowe, internet, telefon komórkowy. To z tych mediów raczej aniżeli z domu czerpie wzorce i informacje o tym, jak rzekomo wygląda zwyczajne życie. Oczywiście obraz ten jest niekompletny i nierealistyczny. Przede wszystkim jednak akcja zwykle rozgrywa się tam niemal bez udziału widza, bo nawet w grach komputerowych scenariusz na ogół bywa z góry przesądzony. Dziecko alkoholika tak długo wpatruje się w ekran i robi to tak intensywnie, by uciec przed przytłaczającą, ponurą rzeczywistością dorastania w dysfunkcyjnym środowisku, że w końcu zostaje przez ten nieszczęsny prostokąt oczarowane. Urok trwa nawet lata po tym wszystkim, kiedy dana osoba już dorosła, a otoczenie diametralnie się zmieniło. W dorosłości niemożność ułożenia sobie życia w sposób podpatrzony w odgrywających tak ważną rolę mediach może wywoływać frustrację, a nawet stany depresyjne. Czynione porównania własnej prozaicznej egzystencji z tym, co widziało się na ekranie, bywa źródłem silnych negatywnych emocji. Uczucia te są tak silne, że tylko dodatkowo skłaniają do ponownej ucieczki w świat fikcji, by zaznać ulgi, zająć czas, odwrócić uwagę od szarości dnia codziennego (czyli powtórzyć schemat z przeszłości). W rezultacie dzisiejsi dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie DDA miewają tendencje nadmiernego korzystania z komputera (konsoli), telewizora czy internetu, co pochłania zbyt wiele czasu i uwagi. Część DDA odczuwa dziwny przypływ rodzinnej atmosfery oglądając filmy czy obcując z grami, ponieważ to one zastępowały im kontakt z rodzicami i autentyczne relacje z bliskimi. Pewne osoby, wśród których większość stanowią kobiety, pogrążają się natomiast w fantazjach o idealnym związku, życiu towarzyskim, macierzyństwie i podejmują gorączkowe starania, by sprostać tym standardom częstokroć kosztem własnych potrzeb. Osoby te często miewają trudność z konstruktywną organizacją sobie wolnego czasu, z motywacją do podejmowania czynności innych niż pasywna rozrywka jak oglądanie filmów czy seriali. Niektórzy przedstawiciele młodego pokolenia DDA mówią wręcz o takim odczuciu, że życie rozgrywa się jakby bez ich udziału – obserwowane niejako przez szybę. Inne mówią o tym, że czują się jakby zjeżdżały ze stoku narciarskiego bez możliwości zatrzymania się i wszystko, co dobre, je omija. Skarżą się na poczucie bezradności i brak wiedzy o tym, w jaki sposób wpływać na swój los. Jednocześnie bardzo pragną zmian i frustruje lub dołuje je, że nie wiedzą jak je wprowadzić lub podtrzymać bez wracania do starych schematów. Osoby, u których tendencja do „ekranizacji życia” jest nasilona, często bujają w obłokach, wierzą, że ich los samoczynnie i nagle odmieni się jak podczas nieoczekiwanego zwrotu akcji w filmie, w głębi duszy mają poczucie, że czeka je coś niezwykłego i muszą uzbroić się w cierpliwość, przetrwać, aż to się w ich egzystencji pojawi. Łudzą się, że partner się zmieni, towarzystwo w pracy przestanie być toksyczne, rodzice zaczną wreszcie dawać troskę, której się od nich oczekuje... Tymczasem jak na złość oczekiwane zmiany nie nadchodzą, lata lecą. Ludzie grzęzną w swoich schematach przez co coraz trudniej im się z nich wyrwać. DDA kierują się raczej nieuzasadnioną wiarą w samoczynną zmianę niż realistycznym podejściem polegającym na systematycznej pracy na rzecz modyfikacji życia w pożądany sposób. Okres oczekiwania bywa wyczekiwaniem na gotowość – gotowość do małżeństwa, gotowość do rodzicielstwa, do zmiany pracy, zmiany partnera, zmiany złych nawyków lub niesatysfakcjonujących realiów życia. A przecież żadna z tych kwestii nie wymaga biegłości w sztuce przetrwania, lecz zakasania rękawów i konkretnego przepracowania wedle mądrego planu. Z organizacją nie jest łatwo, skoro dorastało się w atmosferze dramatu i chaosu, na który miało się zerowy lub dalece ograniczony wpływ. DDA często bardzo mocno doświadczają tak zwanej wyuczonej bezradności. Niektóre osoby nie tylko jakby obserwują własne życie przez szybę, ale niejako dryfują bez konkretnego celu jakby czas stał w miejscu. Niestety, pewne sprawy mają określony termin ważności. Kiedy jest już za późno, rozgoryczenie narasta. Niekiedy gromadzi się całymi latami, choć przecież nie musi. Wszak obraz zmieni się najbardziej nie po przełączeniu kanału pilotem telewizora, lecz po wstaniu z fotela, by zacząć działać... Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  12. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: dlaczego mężczyźni kłamią?

    Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na te tematy. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić potencjalnie zagrożoną samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Studentka zapytana o brak pracy domowej może zacząć opowiadać, że musiała się opiekować chorą matką, choć tak naprawdę nie umiała wykonać zadania lub jej się nie chciało do niego przysiąść. Panie i panowie oszukują, by wzmocnić swoją samoocenę, dowartościować się. Przykładowo dziewczyna wspomina w profilu randkowym, że jest sapioseksualna (czuje pociąg do męskiej inteligencji), choć tak naprawdę umawia się wyłącznie z modelami, ale dzięki tej wzmiance czuje się inteligentniejsza. Chłopak może mówić o wymyślaniu błyskotliwych rozwiązań w pracy żeby przypodobać się ceniącej zaradność dziewczynie, choć w rzeczywistości jest bardzo przeciętnym stażystą. Czasami ludzie kłamią, żeby się lepiej poczuć we własnej skórze. Sprawca potrącenia kogoś na przystanku na przykład może opowiedzieć, że wjechał na chodnik, by ratować własne dziecko siedzące na miejscu pasażera, które byłoby szczególnie narażone podczas zderzenia z autobusem. Ktoś wiodący nudne życie może opowiadać o tym, jak interesujące rzeczy zdarza mu się robić. Stara panna z bagażem życiowym może opowiadać, jak wielu mężczyzn o nią zabiega, choć nikt jej nie zaprasza na randki. Niekiedy oszustwo ma ułatwić realizację pewnych celów. Kobieta samotnie wychowująca dziecko może z rozmysłem nie wspominać o potomstwie, by nie zniechęcać potencjalnego kandydata na partnera. Mężczyzna rozważający odejście od żony może szukać na boku nowej dziewczyny, kłamiąc przy tym, iż jest już w trakcie rozwodu. Osoba z pasmem licznych, burzliwych związków może kłamać, że ma za sobą tylko dwie relacje, które po prostu się na dłuższą metę nie sprawdziły, ale ich finał był dyplomatyczny. Czasami ludzie kłamią z dość nieprzemyślanych powodów. Kobieta umieszcza silikonowe wkładki w staniku, gdyż przeczytała w jakimś kolorowym magazynie, że ambitni mężczyźni preferują kobiety z dużym biustem. Mężczyzna zakłada złoty łańcuch, by podkreślić swój status, choć nigdy nie miał pracy dłużej niż przez miesiąc, ale uwierzył w przesłanie piosenki „Ona czuje we mnie piniądz”. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych i randkowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty i osiągnięcie swoich celów. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to w ich mniemaniu optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że na dłuższą metę utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  13. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego kobieta nie może znaleźć kandydata na męża

    Przyczyny tego stanu rzeczy zależą od osoby, ale istnieje też lista dość powszechnych błędów i czynników, które utrudniają znalezienie dziewczynie, kobiecie partnera na stałe. Najbardziej prozaicznym problemem jest statystyka. Na przykład w Warszawie w przedziale wiekowym 25-34 na 100 mężczyzn przypada 113 kobiet, natomiast w przedziale 35-39 na 100 facetów przypada 111 pań (źródło). Te statystyki są jeszcze bardziej pesymistyczne biorąc pod uwagę, że tylko co 3, 4 mężczyzna w ogóle deklaruje potrzebę związku małżeńskiego. Być może częściowo wpływ na to ma obecnie obowiązujący system prawny, który raczej zniechęca mężczyzn do zawierania małżeństw, ponieważ chroni głównie interesy kobiet, ale to odrębny temat. Problemem innego rodzaju jest specyficzne podejście do kandydatów. Nie dla każdego to całkiem jasne, ale rozpoczynając chodzenie na randki warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy robi się to żeby się dowartościować, dla lansu czy aby znaleźć partnera z krwi i kości. Jeśli próbuje się to połączyć efekty są opłakane: kobieta jest odbierana jak roszczeniowa selekcjonerka, która szuka księcia z bajki i traktuje facetów z góry, niczym petentów, a randki jak zło konieczne. Nie kokietuje, nie angażuje się we flirt lub chociażby rozmowę w podobnym zakresie jak mężczyzna, a zamiast tego prowadzi bezwzględną selekcję. W ten sposób od razu traci w oczach sensownych facetów, którzy nie zamierzają brać udziału w tego typu castingu. Flirt to zabawa dwuosobowa. Nie wystarczy łaskawie dać komuś „serduszko” na Tinderze. Znalezienie partnera na stałe utrudnia również tropienie go na siłę. Wartościowi kandydaci zwykle reagują alergicznie na desperatki. Co gorsza desperacja przyciąga kobieciarzy, którzy zamierzają delikwentkę wykorzystać i porzucić. Tak czy inaczej scenariusz jest dość pesymistyczny. Nierzadko zdarza się, że dziewczyna kończy jako samotna matka, co jeszcze bardziej komplikuje jej sytuację. Sprawę utrudnia też słuchanie niektórych „złotych rad” koleżanek i prasy kobiecej. „Udawaj niedostępną” – to jedna z takich sugestii. Manipulacja nie jest tym, co sprawia, że mężczyźni patrzą na kobietę przychylnym okiem. Jeśli kobieta próbuje manipulować mężczyznami to prędzej czy później gorzko tego pożałuje, bo w końcu trafi na cwańszego od niej, który da jej ostro popalić. Szczerzy, uczciwi faceci natomiast od razu sobie odpuszczą kontakt z kimś, kto stosuje gierki. Granie niedostępnej sprawia, że od kobiety odbijają się ci wszyscy z dobrymi intencjami, a zostają tylko najwytrwalsi podrywacze, najbardziej wyćwiczeni w tym fachu. A tacy faceci oczywiście posiedli te umiejętności w trakcie licznych podbojów, bo nie szukali partnerki na stałe. Błędem często popełnianym przez kobiety (być może z powodu sporego rozgoryczenia swoją sytuacją) jest nadmiernie krytyczny stosunek do płci przeciwnej. Aroganckie odzywki, narzekanie, nieustająca krytyka i powtarzanie jak mantrę słów „trwa kryzys męskości” bynajmniej nie sprawiają, że kobieta przyciąga do siebie wartościowych kandydatów. Jeśli ktoś ma uraz, szufladkuje innych, ma za sobą pasmo nieudanych relacji to… Prawdopodobnie sam ma jakiś problem. Zdrowi ludzie tworzą zdrowe związki i zdrowo, pokojowo je kończą, jeśli zachodzi taka potrzeba; zaburzone osoby tworzą poplątane znajomości z burzliwym finałem. Ludzie pozbawieni takiego balastu omijają szerokim łukiem osoby z urazem. Jeśli kobieta nie lubi mężczyzn to oni to wyczuwają. I albo dają jej za to popalić albo trzymają się od niej z daleka – zależy na kogo trafi. Wartościowych kandydatów odrzuca, gdy kobieta przypisuje relacji i partnerowi nadmiernie duże znaczenie. Niektóre dziewczyny podchodzą do związku jak do czegoś, co ma odmienić ich los, w końcu zapewnić im szczęście i spełnienie, zagwarantować rozrywkę. To niezdrowe podejście powoduje ogromną presję, która wywołuje niepotrzebny stres. Mężczyzna rozglądający się za kobietą na stałe poszukuje kandydatki, która ma swoje pasje, zainteresowania, cieszy się swoim życiem i umie spędzać fajnie czas sama lub w gronie znajomych. Nie szuka kogoś zaborczego, kto będzie od niego oczekiwał ciągłego zabawiania, organizowania mu czasu, poświęcania nieprzerwanie uwagi. Taki związek byłby bardzo wypalający dla osoby, która miałaby sprostać tym wszystkim oczekiwaniom i spełniać potrzeby, które w normalnej sytuacji byłyby częściowo zaspokajane w inny sposób. Mężczyźni skłonni są wiązać się z kobietami, które mają pozytywne usposobienie. Nie wiążą się natomiast z dziewczynami, które ciągle narzekają, marudzą, są wiecznie niezadowolone, zrzędzą lub, o zgrozo, robią wykłady na temat tego, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną (obiektywnie nie mają przecież o tym bladego pojęcia, bo po prostu przyszły na świat jako kobiety). Nie są poszukiwane kobiety, które stale rywalizują z facetami i przenoszą to też na różne płaszczyzny związku. Bycie parą może okazjonalnie, w ograniczonym zakresie zawierać pewne elementy konkurencji, ale ostatecznie chodzi o to, żeby się wzajemnie wspierać, a nie ciągle udowadniać, kto jest górą. Kobiety nierzadko zaniedbują kwestie związane z karierą zawodową albo wprost przeciwnie, popadają w pracoholizm. Tak czy inaczej nie jest dobrze. Kiedy kobieta nie ma perspektyw zawodowych, mężczyzna od razu widzi oczami wyobraźni, że będzie musiał ją utrzymywać. W dobie równouprawnienia nie jest to zbyt pokrzepiająca perspektywa. Współcześnie mężczyzna raczej szuka kogoś, z kim razem będzie się rozwijać, a nie kogo będzie musiał ciągle prowadzić za rączkę lub ciągnąć do góry własnym kosztem. A jeżeli kobieta nadmiernie poświęca się pracy, istnieje uzasadnione ryzyko, że będzie zaniedbywać związek. Mężczyźni, którzy szukają partnerki do stałego związku, zwracają uwagę na: wygląd (zwłaszcza rysy twarzy plus walor ciała do którego dany facet ma jakąś słabość) oraz cechy takie jak wrażliwość i empatia, opiekuńczość i zaradność życiowa, optymizm oraz lojalność i to, czy kobieta jest godna zaufania, odpowiedzialna.
  14. Czasami można odnieść wrażenie, że dziewczyny i faceci mówią w innych językach. Wynikają z tego różne sytuacje. Niekiedy śmieszne, a innym razem raczej smutne. Nie będę zagłębiał się tutaj przesadnie w przyczyny tego stanu rzeczy. Można by napisać całą książkę o tym, jak chociażby czynniki wychowawcze i kulturowe kształtują inne postawy i nawyki komunikacyjne u mężczyzn i u kobiet. Skupię się na sprawach czysto praktycznych. Jak zwykle ilustrując ten temat zaledwie kilkoma przykładami, choć dałoby się ich zapewne przytoczyć więcej. Sporo kobiet ma tendencje do łagodnego przedstawiania spraw, które uznają za trudne, delikatne. Mężczyźni czasem nie chwytają tak zawoalowanych przekazów Być może panie czynią tak dlatego, że od maleńkości wychowywane są na miłe, uprzejme i grzeczne? W każdym razie efekt jest taki, że ich słowa, o ile w ogóle zostają jasno wypowiedziane, mężczyźni odbierają nierzadko jako mniej alarmujące, niż są w rzeczywistości. Można metaforycznie powiedzieć, że facet nie dość uważnie słucha, a kobieta niewystarczająco dosadnie przedstawia swoje racje. To niczyja wina, oboje inaczej podchodzą od komunikacji, bo inaczej zostali ułożeni za młodu. Rzecz w tym, że w tej sytuacji niektóre kobiety starają się mówić dosadniej, ale całkiem sporo pań zaczyna się wycofywać, okazywać niezadowolenie. Tymczasem wielu facetów jest na tyle gruboskórnych lub nieogarniętych w sprawach związanych z emocjami, że w ogóle nie kuma o co partnerce tak naprawdę chodzi. Dociera to do nich dopiero wtedy, kiedy ona przestaje z nimi uprawiać seks, zaczyna stosować bierną agresję albo deklaruje, że odchodzi do innego. Jaki z tego morał? Będąc mężczyzną warto brać pod uwagę, że część kobiet przynajmniej w pewnych kontekstach ma tendencję do minimalizowania tego, co je realnie martwi. Będąc kobietą dobrze jest pamiętać, że jeśli delikatna wersja komunikatu nie zadziała, to do faceta należy starać się dotrzeć mówiąc konkretniej i na tyle jasno, by absolutnie nie można było zarzucić, że to tak zwane owijanie w bawełnę. Gwarancji nie ma, że to zadziała, ale przynajmniej jest szansa! Kobieta ma nawyk „głośnego myślenia”, relacjonuje cały ten proces, a mężczyzna przedstawia tylko „produkt finalny” swojego główkowania Typowy scenariusz ilustrujący ten problem jest następujący. Kobieta siedzi obok partnera i opowiada mu o tym, co czuje i co sądzi na dany temat, a on milczy. W końcu ona zaczyna czuć frustrację i formułuje zarzut: „Czemu nic nie mówisz! Jak zwykle jesteś nieobecny! Masz to wszystko gdzieś!”. On na to odpowiada „O co ci znowu chodzi, przecież cię słucham!”. I konflikt gotowy. Tymczasem nic zaskakującego albo szczególnie dziwnego się tutaj nie działo. On przetwarzał sprawę w głowie na swój często u facetów spotykany sposób, a ona w niejednokrotnie spotykanym u kobiet stylu przemyśliwała temat na głos. Rozwiązaniem może być próba spotkania się w połowie drogi. Robienie pauz i pytanie mężczyznę o zdanie (bez wchodzenia mu w słowo, gdy już zacznie się otwierać, co wbrew pozorom może być dla niego bardzo trudne, a w każdym razie trudniejsze niż wtarganie po schodach czterodrzwiowej szafy). Natomiast facet mógłby częściej podejmować świadomy wysiłek, aby od czasu do czasu być mniej skrytym i dzielić się z partnerką wstępnymi przemyśleniami jeszcze przed opracowaniem produktu finalnego. Mógłby starać się rozkładać te swoje główkowanie niejako na raty. Kobiety często przepracowują pewne sprawy i radzą sobie z emocjami poprzez rozmowę, a mężczyźni podczas rozmów bez wyraźnego, namacalnego celu frustrują się, bo doświadczają nieskuteczności lub czują bezradni Zdarza się, że w pary łączą się ludzie funkcjonujący zupełnie inaczej. Podczas gdy kobieta przerabia jakiś temat rozmawiając o tym, mężczyzna może w ogóle nie rozumieć celu czy sensu takiej nie zmierzającej do niczego konkretnego rozmowy. Nie ma tu złej woli po żadnej ze stron. Po prostu każde inaczej przeżywa sytuację i funkcjonuje w niej, a te odmienności mimochodem potrafią daną parę poróżnić. Nie bez znaczenia jest też kwestia gotowości do podjęcia ważnych rozmów. Jeśli niektóre kwestie poruszane są znienacka, mężczyzna może czuć się całkowicie zbity z tropu. „Jak to się ma do kontekstu? Czemu akurat teraz ona poruszyła ten temat? Czyżby próbowała mi dopiec? Znów chce się kłócić? Co ją znowu ugryzło? Czy ona musi właśnie teraz o tym truć?” – tego typu pytania pojawiają się w głowie mężczyzny, który szuka logicznego sensu w tym, co mówi partnerka, podczas gdy ona bez zdefiniowanego zawczasu celu poczuła wewnętrzną potrzebę, by o czymś pogadać. Może chciała doświadczyć łączności z partnerem albo dowiedzieć się czegoś na jego temat, okazując w ten sposób zainteresowanie… Tymczasem on może to odbierać inaczej. W miarę możliwości warto badać grunt przed podjęciem pewnych tematów, bo nie każdy w dowolnym momencie jest gotów na to, by przerabiać absolutnie dowolną kwestię. Zwłaszcza, gdy miał pewne wyobrażenie o przebiegu spotkania, rozmowy czy o formie spędzania czasu. Dla kobiet często bywa to frustrujące; zakładają niekiedy pochopnie, że to źle świadczy o relacji, jeśli trzeba wyczuć moment. Nie ma co od razu tak negatywnie nastawiać się do tego zagadnienia. To asertywność, gdy inicjuje się dyskusje na określane tematy z rozmówcą, który deklaruję na to gotowość, a nie wbrew jemu lub niezależnie od jego potrzeb. Ponadto warto brać poprawkę na to, że nierzadko mężczyźni i kobiety funkcjonują inaczej. Jeśli ma się tego świadomość, to łatwiej będzie zareagować w inny sposób niż niezadowoleniem czy złością albo frustracją. Będąc mężczyzną warto natomiast pamiętać, że dla części kobiet mowa jest narzędziem do rozładowania napięcie lub zaspokojenia pewnych emocjonalnych potrzeb, a nie tylko formą komunikacji. Kontakt w związku jest jak słuchanie radia. W danym przedziale czasu jedno może raczej słuchać go dla przyjemności, drugie zaś, by być na bieżąco. Na szczęście daje się to pogodzić. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  15. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego facet się nie oświadcza?

    Takie pytanie ma niemal 2 miliony wyników w google. Najwyraźniej kobiety zadają je całkiem często. Spróbuję na nie odpowiedzieć. W tym artykule poruszone zostaną delikatne tematy, a niektóre treści mogą wydać się kontrowersyjne. Postaram się przedstawić pewne postawy i stanowiska prawdziwie, bez owijania w bawełnę, ale i nie przejaskrawiając. Te treści mogą niektórych zezłościć, więc jeśli ktoś nie ma ochoty się stresować, to lepiej niech sobie odpuści ten tekst. Naga prawda o tym, dlaczego on się nie oświadcza Tylko około 27% mężczyzn deklaruje, że jest ono dla nich ważne. Część mężczyzn nie uważa, by małżeństwo miało znaczenie. Są zdania, że właściwie wszystkie potrzeby są w stanie zaspokoić bez małżeństwa, i uważają, że taki związek niczego nie gwarantuje. „Nie trzeba być właścicielem sklepu spożywczego, żeby mieć codziennie świeże bułeczki” – stwierdził w jednym z wywiadów pewien celebryta. Spora część mężczyzn uważa, że małżeństwo to dla nich kiepski interes. Mają przeświadczenie, że w razie rozwodu znajdą się na przegranej pozycji. Zostaną zmuszeni do utrzymywania przez całe lata kobiety i dziecka, z którym będą mieli ograniczony kontakt. Niektórzy widzą to tak, że zostaną zobligowani do utrzymywania rodziny, która de facto nie jest już ich rodziną, bo zostali od niej odsunięci, odcięci. Zdarza się, że mężczyźni nawet zmuszani są do płacenia alimentów kobietom, z którymi nie mieli dzieci, tylko dlatego, że w toku małżeństwa jednak zdecydowali się żyć z inną partnerką pogarszając przez to poziom życia tej pierwszej. Perspektywa tych czarnych scenariuszy działa na panów zniechęcająco. Wielu mężczyzn jest zdania, że w dzisiejszych czasach w wyniku między innymi uprzywilejowania kobiet małżeństwo stało się odpowiednikiem związku na warunkach pań. Na domiar złego relacją, która mężczyznę naraża na poważne negatywne konsekwencję podczas gdy kobietom zapewnia ochronę. Ten brak równowagi bywa odbierany jako rażąca niesprawiedliwość. Żeniący się mężczyźni to najczęściej niedoświadczeni jeszcze w relacjach z kobietami stosunkowo młodzi ludzie, którzy po rozwodzie nigdy więcej na małżeństwo się nie piszą. Obszerne informacje na temat stanowiska omawianego w tym akapicie można znaleźć między innymi w artykule „Mizoandryczna bańka spekulacyjna” (uwaga, zawarte tam treści mogą wydać się bardzo bulwersujące zwłaszcza dla zdeklarowanych feministek). Panowie znają statystyki i dość poważnie do nich podchodzą. W Polsce rozpada się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich jakieś 50%, nic więc dziwnego, że facet myśli o tym, co będzie, gdy dojdzie do rozwodu. Bywa, że panowie podchodzą do kwestii małżeństwa wręcz z niechęcią, piszą poradniki dla rozwodników i ostrzegają innych przed tą instytucją przedstawiając małżeństwo w bardzo negatywny sposób. „Pamiętaj, o warunkach rozwodu będzie decydowała kolejna kobieta, tyle że w todze!” Sporo facetów z różnych względów woli beztroskie życie, więc nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Dla części panów instytucja małżeństwa kojarzy się z przymusem i robieniem czegoś na pokaz „Bo ona mówi, że jeśli chcę z nią być to muszę się jej oświadczyć”. Naciski rodziny, presja partnerki – to rzeczy, które zniechęcają jeszcze bardziej. Nie inaczej jest z perspektywą kosmicznego kredytu na wesele, żeby spełnić dziewczęce marzenie partnerki. Mężczyźni obawiają się, że po ślubie przestaną mieć atrakcyjny seks. Niestety potwierdzają to badania ankietowe prowadzone wśród panów. Wskazują one, że statystycznie mężowie mają więcej seksu niż samotni mężczyźni, ale wyraźnie mniej niż kawalerowie żyjący w związkach partnerskich. Niektórzy mężczyźni traktują określone związki jak swoisty etap przejściowy dopóki nie poznają kogoś bardziej atrakcyjnego, bardziej w ich typie. Część facetów, zwłaszcza przystojnych, zamożnych i umiejących owijać sobie kobiety wokół palca, przyznaje, że są w związkach dopóki partnerki są młode, a potem kończą relację i wiążą się z kolejną młodą dziewczyną nie widząc w tym nic dziwnego. Niektórzy mężczyźni mają świadomość, że dzięki statusowi uzyskanemu dzięki karierze osiągną szczyt swoich możliwości na rynku matrymonialnym w okolicach 30-35 roku życia. Dopiero wtedy chcą znaleźć jak najlepszą partnerkę, na którą w ich odczuciu nie mogliby sobie pozwolić będąc na dorobku. Część facetów nie oświadcza się, bo uważa, że jest na to za wcześnie. Małżeństwa zawierane są generalnie coraz później. Czasami faceci nie oświadczają się, ponieważ jakość związku nie jest wystarczająco dobra, istnieją jakieś nierozwiązane problemy, nie czują się właściwie traktowani albo nadal obserwują partnerkę pod kątem tego, czy nadaje się na żonę. Część panów preferuje związki partnerskie, woli mieszkać osobno, nie chce zakładać rodziny, nie ma instynktu rodzicielskiego. Wiele par żyje w nieformalnych związkach. Jest to wręcz zjawiskiem powszechnym. Skoro tak, całkiem sporo panów, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, przyjmuje to za normę. Co z tym fantem zrobić? Jak widać powody braku oświadczyn mogą być różne. Warto w miarę możliwości szczerze porozmawiać ze swoim partnerem na ten temat, spróbować ustalić rozsądny termin decyzji w tej sprawie. A jeśli oczekiwania i wartości całkiem się rozmijają, rozważyć rozstanie. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  16. psycholog Rafał Olszak

    Należy mi się ideał i koniec tematu!

    Kobiety mawiają, iż niektórzy faceci mają ego tak napompowane, że z trudem mieszczą się w drzwiach. Z kolei mężczyźni mówią, że dziewczyny bywają zapatrzone w siebie niczym księżniczki. Niektórzy ludzie przeszacowują swoją wartość – mają się za Bóg wie kogo, a w istocie nijak nie odstają od przeciętności. Zdarzają się też osoby, które nie docenią w pełni swojej wartości. Tak czy owak jest to problem z nieadekwatną samooceną. W dobie szalejącego egocentryzmu, czy wręcz ubóstwiania samego siebie, często zwłaszcza w mediach społecznościowych napotyka się ludzi wprost zakochanych w sobie. Żyją w przeświadczeniu, że są absolutnie wyjątkowi, totalnie niepowtarzalni. Nie dopuszczają do siebie myśli, że w rzeczywistości są zupełnie przeciętni. Efekt jest taki, że za tym całym samouwielbieniem, nachalnym lansem, mowami motywacyjnymi i robieniem z siebie gwiazdy kryje się ogromny ból emocjonalny: osamotnienie, poczucie nieadekwatności, frustracja. A także uzależnienie od aprobaty. Zrozumiałym jest, że ludziom podoba się to, co piękne, błyskotliwe, interesujące. Sam fakt, iż właśnie takie osoby i takie rzeczy trafiają w czyiś gust jeszcze nie znaczy, że ktoś ma nieadekwatną samoocenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zupełnie przeciętny ma niebywale silne, sztywne przeświadczenie, że należy mu się ktoś wspaniały i wyjątkowy, i tylko z kimś takim stworzy satysfakcjonujący związek, bo nikt „gorszy” go nie zadowoli. Wtedy robi się niewesoło. Człowiek za sprawą żywionych przekonań, których kurczowo się trzyma, skazuje się na poczucie osamotnienia i cierpienie. Ma poczucie, że świat go nie docenia, bywa zirytowany lub nawet wściekły, iż płeć przeciwna nie szaleje na jego punkcie. Pojawia się frustracja, a wraz z nią agresja. Ten emocjonalny ból sprawia, że człowiek robi się przewrażliwiony na punkcie odrzucenia, a także wrogo nastawiony, co tym bardziej utrudnia mu znalezienie odpowiedniej partnerki lub partnera. Wszyscy chyba znamy te agresywne kobiety skandujące raniące hasła na temat mężczyzn oraz równie wrogich facetów, którzy nie zmarnują żadnej okazji, by dopiec płci pięknej. Nie zawsze, ale czasami w pewnym stopniu u zarania takich postaw bywa właśnie nieadekwatna samoocena. Oczywiście da się z tym coś zrobić, ale bywa to bardzo trudne. Bo mało kto z przeszacowaną samooceną jest w stanie przyjąć do wiadomości, iż nie zasługuje na księcia z bajki albo top modelkę. Dla wielu osób jest to zbyt bolesne. Rzecz w tym, że twarde stąpanie po ziemi mogłoby ułatwić tworzenie satysfakcjonującej relacji.
  17. psycholog Rafał Olszak

    Samotność po trzydziestce, fazy osamotnienia

    Fazy osamotnienia w wyniku niemożności znalezienia partnera lub partnerki bądź zbudowania związku moim zdaniem nie różnią się szczególnie od faz żałoby czy ciężkiej choroby. Człowiek też traci pewną wizję, która stopniowo umiera – wizję udanej relacji uczuciowej. Fazy osamotnienia Zwykle najpierw człowiek trwa w zaprzeczeniu. Nie przyjmuje do wiadomości, że czuje się osamotniony. Wmawia sobie, że to tylko kwestia czasu, a wspaniały związek czeka tuż za rogiem. Przecież jest tak fajny lub fajna, że na pewno zaraz ktoś się znajdzie. W końcu mija trzydziestka i zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. W pewnym momencie pojawia się gniew. Kobiety złorzeczą na facetów rozładowując frustrację. Racjonalizują sobie własne niepowodzenia i swoją bierność, wściekając się na mężczyzn oraz jak mantrę powtarzając, że jest kryzys męskości. Są oburzone, że nie mogą znaleźć partnera takiego jak ich ideał z komedii romantycznej czy dobrego romansu. Mężczyźni ocierają się o mizoginię, ostro wkurzają się na kobiety, że ich nie doceniają. Na tym etapie są wnerwieni, że nie mogą mieć tych zręcznych w sypialni piękności, o których zawsze marzyli i które oglądają w filmach erotycznych. Złość podsycają epatujące szczęśliwością zdjęcia publikowane na serwisach społecznościowych przez znajomych i znajome. W końcu gniew mija. Pojawia się targowanie. „Gdybym tylko miał lepszy samochód”… „Gdybym tylko mieszkał w lepszej dzielnicy”… „Gdybym tylko był bardziej napakowany”… Ewentualnie „Gdybym tylko była szczuplejsza”… „Gdybym tylko miała większy biust”… „Gdybym tylko wyglądała młodziej”… Zaczyna się wyścig z czasem. Kobiety trafiają pod skalpel, a mężczyźni zaczynają częściej bywać na siłowni albo snuć marzenia o fortunie. Trwa gonitwa za tym wszystkim, co uznawane jest aktualnie za atrybuty atrakcyjności. W końcu jednak okazuje się, że i to wszystko nie pomaga. Następuje kryzys, utrata wiary w zasadność wysiłków. Coraz częściej człowiek czuje się przygnębiony lub zobojętniały, ewentualnie ciągle jest rozdrażniony i często wybucha. Niektórzy na tym etapie doświadczają stanów nawet bardziej negatywnych niż chandra czy przygnębienie i zasadny staje się kontakt z psychoterapeutą. Bywa, iż zrezygnowane osoby przestają starać się o związek, bo czują w kościach, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc poprzestają na podbojach i przygodnym seksie, co – zwłaszcza wielu mężczyznom – też wcale nie przychodzi lekko i stanowi kolejne źródło frustracji, niezadowolenia. W kolejnej fazie następuje uznanie dotychczasowego stanu rzeczy za normę. Ludzie godzą się ze swoją samotnością i przestają podejmować jakiekolwiek działania dające realną szansę na zmianę położenia. Kobiety oddają się fantazjom, wmawiając sobie, że jak miłość ma je spotkać, to w końcu się sama wydarzy. Mężczyźni popadają w rezygnację – uciekają w używki lub hobby. Ludzie zdają się na los, byle tylko przestać myśleć w sposób, który ich wpędza w negatywny nastrój. Niektórzy natomiast nie tylko autentycznie akceptują samotność, ale wręcz ją aprobują… Zamożni mężczyźni po złych doświadczeniach z materialistkami dochodzą do wniosku, że lubią swoje życie i nie muszą go zmieniać, by znowu oddawać na kogoś swoje ciężko zarobione pieniądze. Natomiast rezolutne kobiety, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego, decydują się na rozwój osobisty i poświęcenie życia swoim pasjom, zamiast usilnie szukać partnera do założenia rodziny. Warto zauważyć, że poszczególne fazy mogą występować w różnej kolejności i mieszać się. Niektóre z nich mogą zostać pominięte, wcale nie wystąpić. Niby jest prościej, ale wcale nie łatwiej Chociaż dzięki Internetowi możliwości poznania kogoś nowego i umówienia się na randkę są znacznie większe, to jednak znalezienie odpowiedniej osoby nadal stanowi wyzwanie. Diabelnie ciężko trafić na osobę, która spodoba się z wyglądu (zwłaszcza, że ludzie mają dziś częstokroć sztywne i wyśrubowane standardy), będzie miała podobny temperament seksualny, a poza tym okaże się „kompatybilna” pod względem osobowości i wobec tego odpowiednia do stałego związku. Najczęściej okazuje się, że potrzebny jest konkretny plan zaradczy i jego systematyczne wdrażanie, rozwój kompetencji społecznych, ponowna analiza kryteriów doboru partnera. Niekiedy potrzebne bywają także pewne zmiany życiowe. A przede wszystkim ogromna ilość cierpliwości, bo szukanie kogoś dla siebie, zwłaszcza po trzydziestce, to wymagający, czasochłonny proces. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  18. psycholog Rafał Olszak

    Uroda a dyspozycja do tworzenia trwałych związków

    Serwisy społecznościowe to scena, na której lansują się domorosłe gwiazdy. Robią wszystko, by ich zdjęcia były w centrum uwagi. I zyskują spore zainteresowanie, wzbudzają zazdrość. Niektórzy uznają, że takie kobiety mogą mieć każdego, a faceci mogą liczyć na najlepsze partie. Czy jednak w istocie jest czego zazdrościć? Pod pewnymi względami piękni rzeczywiście mają łatwiej. Działa na przykład tak zwany efekt aureoli, więc łatwiej jest im zrobić dobre pierwsze wrażenie, gdyż ładnym osobom ludzie z automatu przypisują często inne pozytywne cechy, jak poczucie humoru czy inteligencja. Urodziwi dla przykładu częściej bywają więc zapraszani narandki i mogą liczyć na to, że druga strona zechce się z nimi spotkać ponownie. Wszystko to na dłuższą metę jest jednak guzik warte i w kontekście trwałych związków niegodne pozazdroszczenia. Dlaczego? Otóż w perspektywie czasu pierwsze wrażenie i wizja danej osoby podlega weryfikacji. Podczas relacji wychodzi w praniu, jaki ktoś jest naprawdę. Rozwody wśród celebrytów są bardzo częste, a małżeństwa trwają zazwyczaj dość krótko. Przypadek? Nie sądzę! Co kryje się za atrakcyjną fasadą? Nietrudno przewidzieć, jak ogromna potrzeba aprobaty kryje się za tym gigantycznym parciem na bycie gwiazdą serwisów społecznościowych, jak wielkie kompleksy ukrywają się za epatowaniem swoim wizerunkiem dla jak największej liczby lajków i obserwatorów. Jaka niepewność kryje się za tonami makijażu i nałożonymi filtrami retuszującymi zdjęcie. Łatwo się domyślić jak poważne problemy z poczuciem własnej wartości miewają ludzie z tak wielkim ciśnieniem na bycie w centrum uwagi. Często ktoś taki nie inaczej funkcjonuje w relacji – także tam szuka uwagi, poklasku, chce być niejako w świetle reflektorów. Tymczasem zdrowy związek tak nie funkcjonuje, jest w nim symetria. Natomiast życie z narcyzem lub narcystyczną kobietą to droga przez mękę. Nic zatem dziwnego, że badania ankietowe jednoznacznie wskazują, że ludzie wolą wiązać się z osobami o przeciętnej oraz o nieoczywistej urodzie. Piękni ludzie często bywają problematyczni w relacjach – zdarza się nierzadko, że są zbyt egocentryczni, roszczeniowi, mniej się starają niż ludzie o zwyczajnej urodzie. Tymczasem związek wymaga troski i opieki obu stron. Nie wystarczy być, leżeć i pachnieć. Dorastający w świetle reflektorów raczej nie są skłonni uznać, że trzeba się wysilić. Przecież są inne opcje w zanadrzu – wokół gwiazd kręcą się zawsze tabuny zainteresowanych orbiterów i petentek, ustawiających się w długich kolejkach po ich atencję. Warto dla przyzwoitości odnotować, że wśród ponadprzeciętnie ładnych osób zachowanie polegające na gromadzeniu polubień i obserwatorów na potęgę wcale nie jest normą. Istnieją nieprawdopodobnie piękne kobiety i niezwykle przystojni mężczyźni, którzy nie epatują na lewo i prawo swoim seksapilem, bombardując zdjęciami wszelkie możliwe serwisy społecznościowe. Niektóre z tych osób całkiem często świadomie usiłują wtopić się w tłum. Robią to z analogicznych powodów jak bogaci mężczyźni nie przyjeżdżający swoimi niebotycznie drogimi samochodami na randki. Chcą budować autentyczne relacje i otrzymywać zainteresowanie za to kim są, a nie za to, jaką przyciągają uwagę tłumów i jakie ludzie mają na ich temat wyobrażenia. Nie chcą być oceniani w głównej mierze przez pryzmat jednej cechy, bo mają o wiele więcej do zaoferowania. Nie szukają też powierzchownych relacji, więc unikają płytkich ludzi. Związek z petentem lub petentką nigdy nie byłby partnerski.
  19. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: toksyczny partner, toksyczny związek

    Częstym powodem wizyt w gabinecie psychoterapeuty są skomplikowane relacje z partnerami. Osoba przychodzi i prosi o radę, jak dotrzeć do partnera, żeby „naprawić” związek. Nierzadko w trakcie rozmowy wychodzą na jaw niepokojące fakty na temat zachowania partnera. Czasami psychoterapeuta nie ma innego wyjścia, jak tylko zasygnalizować, że warto poddać głębokiej refleksji zasadność kontynuowania danej relacji, jeśli jego zdaniem jest po prostu przemocowa, raniąca, toksyczna. Często tymi zgłaszającymi się do gabinetu osobami są kobiety. Nierzadko tzw. kobiety podatne na zranienie. Jeśli jesteś kobietą, która obawia się, że utknęła w toksycznym związku, zapoznaj się z poniższym artykułem. OCEŃ OBIEKTYWNIE JAKOŚĆ RELACJI. Twoja opinia na ten temat jest kluczowa, jakkolwiek warto, byś skonfrontowała ją także ze zdaniem innych. Zapytaj przyjaciół, bliskich, zaufaną osobę duchowną albo psychoterapeutę, co sądzi na temat tego, co rozgrywa się w twojej relacji. Jeśli żyjesz w iluzji, zaprzeczasz problemowi lub go umniejszasz, opinie innych mogą być bardzo pomocne, by dostrzec, iż coś jest nie tak. Nie bój się tego, by spojrzeć na związek krytycznie. Jeśli jest w porządku, bezproblemowo zniesie krytykę. UŻYJ SKALI TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU, ŻEBY OCENIĆ PROBLEMATYCZNĄ RELACJĘ. Ośmiostopniowa Skala Toksycznego Związku pomoże ci ustalić, jak się sprawy mają. Oto cechy toksycznej relacji. [1] Jesteś negatywnie wartościowana. Partner zamiast dawać ci wsparcie, podnosić na duchu, starać się ciebie zrozumieć, nieustannie podcina ci skrzydła, poddaje surowej ocenie, krytykuje, minimalizuje twoje sukcesy i wyolbrzymia błędy. Być może partner upokarza cię w obecności innych, krytykuje za to jaką jesteś osobą zamiast wskazywać, jak coś mogłabyś zrobić lepiej. Krytyka absolutnie nie jest konstruktywna, wprost przeciwnie, fatalnie się po niej czujesz, natomiast partner wydaje się jakby dumny z siebie, że wytknął ci błąd i wykazał własną ważność, wyższą pozycję, rzekomo lepsze kompetencje. Twoje poczucie własnej wartości w relacji z toksycznym partnerem pogarsza się, czujesz się gorsza, słabsza do tego stopnia, że czasami naprawdę zaczynasz wierzyć, że jesteś „gorszej kategorii” i że on robi ci łaskę, że z tobą jest. Związek zamiast dodawać ci skrzydeł, podcina je, sprawia, że tracisz wiarę w siebie i gorzej się oceniasz. [2] Jesteś unieważniana. Partner stale zarzuca ci, że twoje reakcje są nieadekwatne, przesadzone, bezzasadne. Lekceważy twoje uczucia, nie liczy się z twoimi przemyśleniami, twoją opinią. Krytykuje twoje reakcje albo twierdzi, że przesadzasz. Tak jakby lepiej wiedział, jak należy się czuć i osądzał, czy twoje reakcje emocjonalne są prawidłowe, poprawne. Przypomina to trochę cenzurę. Na przykład, w sytuacji, gdy się martwisz o los związku, partner zamiast okazać ci zrozumienie, uprawomocnić twoje uczucia i wesprzeć cię, powiedzieć, że warto się zastanowić, co można by zrobić, żeby poprawić sytuację, reaguje krytyką, stwierdza, że nie ma się czym przejmować, że przesadzasz, „znowu dramatyzujesz”, po czym wraca do oglądania telewizji albo gry na komputerze jakby nigdy nic. [3] Jesteś obarczana winą. Toksyczny partner nigdy nie bierze na siebie adekwatnej porcji odpowiedzialności za to, co dzieje się w relacji. Obwinia całkowicie lub w przeważającej większości ciebie. Jeśli dochodzi do konfliktu, to dlatego, że ty nie umiesz rozmawiać, jesteś z takiej a takiej rodziny, masz takie a takie poglądy. Gdy w relacji źle się dzieje, zdaniem partnera to twoja wina. W skrajnych przypadkach nawet fakt, że partner wyszedł się upić i potem następnego dnia nie poszedł do pracy może być powodem, by obwiniać ciebie: „To przez to, że mnie zdenerwowałaś”. Partner odwraca kota ogonem, wchodzi w rolę ofiary, przerzuca na ciebie winę. W rezultacie czujesz się podle, wciąż ciąży ci poczucie winy, a jeśli taka sytuacja trwa naprawdę długo zaczynasz wierzyć, że faktycznie to z tobą jest coś nie tak. Partner może wręcz oczekiwać wdzięczności za to, że z tobą jest, jakby to było dla niego wielkim poświęceniem, że to wszystko znosi. Nie dawaj wiary takiej wizji świata! [4] Jesteś pozbawiana praw. Toksyczny partner będzie – mówiąc metaforycznie – dążył do ubezwłasnowolnienia cię. Będzie cię izolował od twoich znajomych, rodziny, a może nawet pracy, aby uzależnić cię od siebie (także ekonomicznie), byś nie mogła się sprzeciwić, zakwestionować jego zdania. Kariera zawodowa to dla ciebie przywilej, tak samo jak wyjście ze znajomymi czy spędzanie czasu przy swoim hobby. Partner krytykuje twoich znajomych, rodzinę, twoje wybory zawodowe i edukacyjne. Będzie dążył tak jakby do „pochłonięcia” twoje osoby. Towarzyszy temu uczucie przytłoczenia, uwięzienia w pułapce, braku przestrzeni dla siebie, braku głosu w ważkich kwestiach. Relacja nie jest partnerska. [5] Jesteś kontrolowana. Partner organizuje ci czas, mówi co masz robić, ciągle cię poprawia, wymusza określone zachowania, oczekuje byś prosiła o zgodę i tylko za jego wiedzą robiła to, co chcesz. Jeśli nie postępujesz wedle tych zasad, za karę zarzuca ci się nielojalność, niewierność, lekceważenie rodziny, albo, co gorsza, jesteś ofiarą przemocy słownej lub fizycznej. [6] Jesteś odrzucana. Pomimo gorączkowych prób ratowania relacji (np. ze względu na rodzinę, dziecko czy z powodu wspomnień dobrych chwil razem, z powodu miłości, dla ocalenia małżeństwa), partner stale wykorzystuje odrzucenie, by na ciebie wpływać. Oddala się emocjonalnie, izoluje, wydaje się nieobecny lub trzyma cię na dystans, surowo dawkuje bliskość, oddaje się innym kontaktom ciebie mocno ignorując, albo wręcz otwarcie grozi odejściem bądź prowokuje ciebie, byś odeszła na zasadzie „jak ci nie pasuje, to sobie zmień”, „won z mojego życia, będzie mi lżej”. [7] Jesteś okłamywana. Partner dopuszcza się nielojalności, kręci za twoimi plecami, ma dziwne tajemnica i wyjątkowo starannie dba o swoją prywatność. Jeśli pragniesz wiedzieć, co robi, gdzie był, dlaczego nie wrócił na noc, zarzuca, że masz problem z zaufaniem, zazdrością lub nadmierną potrzebą kontroli. Jeżeli uda ci się dowiedzieć o kłamstwach partnera, odwraca kota ogonem. [8] Jesteś ofiarą przemocy. Toksyczny partner stosuje wobec ciebie pewien rodzaj przemocy – przemoc słowną, fizyczną lub innego rodzaju, np. ekonomiczna. WAŻNE: Oceniając swój związek pod kątem tego, czy nie jest z toksycznym partnerem, należy oczywiście zwrócić uwagę na intensywność, proporcje i stałość tych problematycznych zachowań. Ludzie popełniają błędy, czasem mówią coś nieprzemyślanego, nie zawsze biorą tyle odpowiedzialności, ile powinni i tak już jest. Jeśli jednak partner zachowuje się w ten sposób często lub prawie cały czas, rażąco, a w dodatku takie zachowania wyraźnie dominują na tle zachowań pozytywnych, wtedy związek można z większą dozą pewnością uznać za toksyczny. W takiej sytuacji pamiętaj: NIE OBWINIAJ SIEBIE. Być może twoje kryteria doboru partnera zawiodły, ale nie znaczy to, że to przez ciebie sytuacja jest taka, jaka jest. Twój udział mógł być całkowicie niewystarczający, by uniknąć zawiłej relacji z toksyczną osobą. Osoby takie mają niezwykły talent do przyciągania i wplątywania ludzi w skomplikowaną sieć myśli i uczuć. To nie twoja wina, że wpadłaś w taką „pajęczynę”, pułapkę. DAJ SOBIE WOLNE OD PARTNERA. Jeśli czujesz, że związek z danym partnerem jest toksyczny, ale mimo wszystko nie chcesz go od razu kończyć, daj sobie czas – sprawdź, jak będziesz się czuła bez partnera w ramach separacji. Zamieszkaj osobno, ogranicz kontakty, by nabrać dystansu do relacji. Nie bój się tego – dobry związek przetrwa taką próbę bezproblemowo. Nie bój się stawiania warunków – na przykład możesz oczekiwać, że partner naprawdę zechce pracować nad sobą i relacją, weźmie udział w terapii małżeńskiej / dla par, weźmie udział w psychoterapii lub warsztatach dotyczących zarządzania gniewem itp. NIE ANALIZUJ MOTYWÓW PARTNERA. Lepiej skup się na rozwiązaniu, na wyplątaniu się z relacji zamiast analizować motywy partnera, rozważać, jak mogłabyś go zmienić albo jak „uleczyć” relację. To by tylko pogarszało sprawę. Po stwierdzeniu, że partner jest toksyczny, należy niezwłocznie, choć w sposób przemyślany, ewakuować się z takiej relacji. W przeciwnym wypadku sprawy będą się pogarszać, choć czasem trudno w to uwierzyć. NIE WCHODŹ W ROLĘ OFIARY. Jeśli partner źle cię traktuje, nie usprawiedliwiaj go, nie uznawaj jego problemów psychicznych lub życia w stresie za alibi. Przemocowego traktowania nic nie usprawiedliwia. Masz prawo do szacunku, godnego traktowania, wsparcia i zrozumienia w związku. Masz prawo do nie bycia okłamywaną, manipulowaną, do nie znoszenia złego obchodzenia się z tobą. Nie lekceważ sygnałów ostrzegawczych, jeśli zachowanie partnera na przestrzeni czasu pogarsza się. Nie wstydź się i nie bój szukać pomocy, wsparcia. MIEJ PLAN I WSPARCIE. Jeśli zdecydujesz się uwolnić od toksycznego partnera, zdobądź wsparcie rodziny, w razie potrzeby skonsultuj się z prawnikiem, a jeśli potrzebujesz wsparcia psychologicznego, nawiąż współpracę z psychoterapeutą, który pomoże ci przejść przez proces rozstania bez szwanku dla twojego zdrowia psychicznego. Jeśli potrzebujesz wsparcia pilnie, skorzystaj z informacji na stronie Szybka Pomoc. „Miej plan” - łatwo powiedzieć. Zła wiadomość jest taka, że każdorazowo plan musi być szyty na miarę, dostosowany do indywidualnej sytuacji każdej osoby. Dobra wiadomość jest taka, że na szczęście są pewne „stałe punkty programu”. Są to: jak najdalej idące dystansowanie się od toksycznego partnera (czasami możliwe jest całkowite zerwanie kontaktu, a czasami, gdy na przykład macie wspólne dzieci, konieczne jest maksymalne go ograniczenie, w każdym razie zasada „zero kontaktu” jest absolutnie niezbędna do wdrożenia w jak największym stopniu); trening asertywności pod kątem mówienia „nie”, ale także umiejętności takiego komunikowania swojego stanowiska i potrzeb, by nikt nie przeszkodził ci w uwalnianiu się od toksycznego partnera i abyś więcej nie weszła w tego typu relację; praca nad poczuciem własnej wartości, które najprawdopodobniej zostało zszargane podczas trwania w relacji, a możliwe że było niskie już na etapie wchodzenia w nią; poniekąd w ramach pracy nad poczuciem własnej wartości powinna dokonać się poprawa twojej relacji z samą sobą, byś była własnym przyjacielem, wsparciem i zdrowa miłość własna gościła w twoim życiu na co dzień; identyfikowanie i kwestionowanie obwiniających myśli, w których sama się obwiniasz i bierzesz zbyt dużą odpowiedzialność za to co rozegrało się i generalnie rozgrywa w twoich związkach; spostrzeganie i zatrzymywanie potoku myśli na temat motywów działań partnera, ponieważ roztrząsanie tego wszystkiego tylko podtrzymuje twoje emocjonalne uzależnienie od jego osoby; przeżycie „żałoby” po rozstaniu (wyrażanie żalu, smutku, złości, strachu, by móc stopniowo wrócić do siebie); w dalszej kolejności analiza własnych cech pod kątem tego, jak to się stało, że weszłaś w taki związek i nie wychodziłaś z niego w porę (przy okazji zaznaczmy, że nie chodzi o analizę jak to się stało, że nie wytrzymałaś w tym bagnie, lecz dlaczego w ogóle w nie weszłaś). Bywa, że - jak już wspomniano - pomocna lub niezbędna pod tym względem okazuje się psychoterapia indywidualna. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  20. psycholog Rafał Olszak

    Wymagania mężczyzn w związku, czego pragną panowie

    Jakiś czas temu na łamach strony pojawił się artykuł o kobiecych wymaganiach w związku. Pora dla równowagi poznać oczekiwania mężczyzn. Czego pragną mężczyźni w związku. Da się wyróżnić kilkanaście takich rzeczy… Oto one. Szacunek i docenienie Bynajmniej nie mają w tym zakresie niebotycznie wysokich wymagań. Jeśli jednak potrzeby te są zaspokajane w marginalnym stopniu lub przez dłuższy czas wcale nie są, wywołuje to znaczące rozczarowanie, frustrację. Podziękowanie za radę, docenienie podsuwanych rozwiązań, zauważenie wysiłku, dostrzeżenie starań – niby tak mało, a wiele dla mężczyzn to znaczy. Czasem wystarczy poklepanie po ramieniu i powiedzenie „Brawo stary, jesteś ekstra”. Panowie niezbyt dobrze reagują natomiast na uznawanie przez niektóre kobiety, że pewne wysiłki partnerów to oczywistość. „Jesteś mężczyzną, więc musisz po mnie przyjechać / musisz za mnie zapłacić” – to przekaz, który manifestuje brak jakiejkolwiek wdzięczności czy docenienia. Przecież to takie oczywiste, że jaśnie panią, księżniczkę trzeba obsłużyć. Do głowy by jej nie przyszło, że mogłaby się dorzucić, sama pofatygować na miejsce spotkania lub czasem do partnera. Prędzej czy później taka postawa mści się na kobiecie, ale o tym pojawi się parę słów przy innej okazji. Akceptacja Mężczyźni cenią akceptację ze strony swoich kobiet. Bez wątpienia różnią się od płci pięknej nie tylko aparycją, ale i konstrukcją psychiczną. Nie zamierzają za to przepraszać. Są jednak skłonni przyjmować krytykę, o ile jest konstruktywna, logiczna i merytoryczna. Natomiast z trudem potrafią na dłuższą metę wytrzymać z partnerką, która stale ma do nich pretensje o to, że funkcjonują inaczej, ewentualnie w najmniej spodziewanych momentach narzeka, wypomina historie sprzed dłuższego czasu, wyrzuca z siebie ni stąd ni zowąd rozmaite żale bez żadnej zapowiedzi, bez wyczucia czasu i bez gotowości partnera, by właśnie teraz omawiać pewne sprawy. Krytykowanie publicznie panowie niekiedy znoszą wyjątkowo źle, ponieważ mają poczucie, że próbuje się ich ośmieszyć, popsuć ich dobre imię. Lojalność Panowie cenią swoją reputację. To istotna przyczyna tego, że lojalność kobiety jest dla nich ważna. Mężczyźni nie chcą mięć przyprawionych rogów ani doświadczać sytuacji, gdy kobieta nie jest wobec nich fair. Czasami są na tym punkcie wrażliwi i nawet publiczne kwestionowanie opinii partnera niektórzy mężczyźni mogą odebrać jako pewien rodzaj nielojalności. Wspólny budżet Mężczyźni mają nadzieję, że partnerka będzie w porównywalnym stopniu dokładała się do budżetu domowego. Nie chcą czuć się wykorzystywani, eksploatowani finansowo, traktowani jak bankomat. Są skłonni wspierać i pomagać w razie trudności zawodowych swoje partnerki, sami także pragną, by kobieta nie odwracała się od nich w tego typu okolicznościach. Nawet najlepszym nie zawsze przecież wiedzie się w interesach. Każdy chce czuć się potrzebny za coś więcej, niż tylko płacenie rachunków. Asertywność Mężczyźni często podkreślają, że chcieliby, aby kobiety były bardziej asertywne – mówiły czego chcą w sposób jasny, wprost, a nie okrężną drogą. Niedomówienia, niezdecydowanie, sprzeczne sygnały, oczekiwania, że mężczyzna się domyśli bywają bardzo frustrujące. Między innymi mężczyźni chcą, by kobiety w konkretny sposób mówiły jakiego wsparcia w danej chwili oczekują. Na przykład aby partnerka wyraźnie dała do zrozumienia, gdy nie chodzi jej o podsuwanie rozwiązań, a jedynie wysłuchanie, przytulenie i emocjonalne wsparcie. Dzięki temu reakcje mężczyzny mogłyby być bardziej adekwatne z korzyścią dla obojga. Jednoznaczna komunikacja Panowie bardzo źle znoszą, gdy kobiety stosują gierki lub testującą komunikację. Jeśli na przykład kobieta mówi po randce „Ja zapłacę za siebie”, a potem, gdy partner na to przystaje, ma do niego pretensje, że nie nalegał, by sam pokrył rachunek, to mężczyzna może mieć wrażenie, że ma do czynienia z osobą niezrównoważoną. Z człowiekiem, który nie wie czego chce i zachowuje się jakby w ogóle nie brał odpowiedzialności za swoje słowa. Zainteresowanie Mężczyźni mają dużą świadomość, jak kobiety potrafią kokietować, kiedy im zależy, jak są w stanie być zmysłowe, jeśli tak postanowią. Z reguły nie oczekują, by stale było jak na początku, ale chcą czuć, że działają na swoje partnerki, że one wciąż jeszcze starają się im podobać, angażują się w nie mniejszym stopniu w życie intymne, uwzględniają ich preferencje, potrzeby. Mężczyźni nienawidzą prosić się o seks, co odbierają jako uwłaczające, poniżej godności. Negatywnie odbierają wszelkie próby manipulowania seksem, dozowania go w zamian za coś, ponieważ takie postępowanie stoi w sprzeczności z tym, na czym mężczyznom szczególnie zależy w tej materii – na autentycznym pożądaniu ze strony kobiety i prawdziwej bliskości. Namiętność Mężczyźni pragną kobiet, które są biegłe w sztuce ars amandi bądź przynajmniej są zainteresowane rozwojem w tym zakresie. Zdecydowanie nie poszukują natomiast partnerek, które w sypialni są pasywne, bierne, z egoistyczną postawą w stylu „Dostąpiłeś zaszczytu, jestem twoja, teraz mnie obsłuż, wykaż się chłopcze”. Panowie często skarżą się, że ich partnerki „leżą jak kłody” i nie angażują się w zbliżenie. Za bardziej problematyczne uznają również partnerki, które nie znają swojego ciała, nie są zdolne od osiągania orgazmu, a na hasło „film erotyczny” czy „masturbacja” reagują straszliwym zgorszeniem. Podsycanie żaru Niektórzy seksuolodzy mawiają, skądinąd beznamiętnie, że pożądanie w długim związku to towar deficytowy. Tym bardziej ważnym jest, by mieć na względzie wartość wzajemnego okazywania sobie tęsknoty oraz należytej troski o swój wygląd. Tak samo jak kobiety pragną zadbanych mężczyzn, tak i oni chcą by ich partnerki o siebie dbały. Ludzie w długich związkach mogą podsycać żar na wiele różnych sposobów. Mężczyźni chcieliby, aby robiły to także kobiety. Jego granice Nie zawsze jest to dla kobiet zrozumiałe, ale mężczyźni mają dużą potrzebę samodzielności. W związku z tym nierzadko preferują rozwiązania, które kobiecie mogą wydawać się nie dość szybkie lub niewystarczająco skuteczne. Panowie oczekują, by kobiety szanowały ich potrzebę wykonywania pewnych rzeczy po swojemu. Czerpią z tego satysfakcję i inne pozytywne emocje. Brak zaborczości Faceci źle znoszą zaborczość. Nie ma nic złego w odrobinie zazdrości, która może dodawać pikantności relacji, ale przesadne próby kontrolowania czy osaczenia niejako pozbawiają tchu i odbierają swobodę ruchów. Pozbawiają też mężczyznę okazji do wykazania się. Ponadto stwarzają atmosferę nieufności, odbierają niezbędną każdemu przestrzeń dla siebie jako jednostki. Bliskość – tak, totalna symbioza, osaczenie – nie. Symetria Coraz częściej mężczyźni zwracają uwagę na potrzebę rzeczywistego równouprawnienia tzn. sytuacji, w której kobieta nie tylko domaga się nowych praw, przywilejów, ale bierze na siebie również nie mniejszą dozę obowiązków, wysiłku. Asymetryczny rozkład odpowiedzialności jest przez mężczyzn coraz rzadziej akceptowany. Obecnie faceci mają większą świadomość tego, jak wygląda rzeczywiście partnerski związek, więc są w relacjach z kobietami bardziej asertywni i mają także lepiej sprecyzowane oczekiwania. Intelekt Dla kobiet bardzo istotne są emocje. Mężczyźni szczególnie doceniają intelektualne połączenie. Pragną być rozumiani przez swoje wybranki. Chcą akceptacji ich poglądów zamiast nieustających prób forsowania ich stanowiska lub narzucania im własnego punktu widzenia. Takie coś mają na co dzień stykając się z innymi mężczyznami. Od własnej kobiety oczekują, że będzie stała po ich stronie lub przynajmniej nie będzie nachalnie atakowała ich światopoglądu. Podsumowując, potrzeby mężczyzn i kobiet bywają w wielu punktach bardzo podobne, ale niektóre mogą wydawać się nieco różne. Generalnie kluczowa wydaje się komunikacja. Dopóki ludzie okazują wzajemnie zainteresowanie własnym potrzebom, skupiając się przy tym na rozwiązaniach, a nie na problemach, dopóty relacja ma szansę dawać obustronną satysfakcję. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  21. psycholog Rafał Olszak

    Wymagania kobiet w związku, czego pragną panie

    Mężczyźni zwykle rozumieją, że wartościowe rzeczy wymagają uwagi. Na przykład pieczołowicie dbają o swoje samochody, sprawdzają poziom oleju, wymieniają zużywające się podzespoły, pilnują terminów przeglądów. Mogłoby się więc wydawać, że troskę o to, co dla niego cenne, mężczyzna ma we krwi. Czy jednak rzeczywiście? Specjalnie użyłem motoryzacyjnej metafory, by może trochę stereotypowo, ale przemówić do wyobraźni mężczyzn, którzy czytają ten artykuł. Warto wyraźnie sobie uzmysłowić, że ze związkiem jest w pewnym sensie podobnie. Także należy podejmować świadomy wysiłek na rzecz tego, by dobrze funkcjonował. Jeśli się tego nie robi, może nastąpić pogorszenie jakości więzi. Najlepszą motywacją do troski o relację są wynikające z tego namacalne korzyści Świadom tego, że ważna jest motywacja do działania, omówię tę kwestię. Nie wystarczy sama świadomość, że coś trzeba zrobić. Zwróćmy więc w tym miejscu uwagę na oczywiste korzyści płynące z troszczenia się o związek, o dobry kontakt z partnerką i o jej potrzeby. Jeśli związek prosperuje, ma się poczucie sukcesu, jak w wypadku dobrze wykonanej misji. Jest mniej stresu i pretensji ze strony partnerki, rzadziej dochodzi do nieporozumień, a zatem można liczyć na więcej świętego spokoju, harmonii. W dobrze działającej relacji oboje wzajemnie mobilizują się do troski o swoje potrzeby. Działa zasada: im lepiej, tym bardziej. W takiej sytuacji większa może być również namiętność, bo ogólny klimat temu sprzyja. Jeśli na bieżąco przywiązuje się wagę do pielęgnacji związku właściwie nie ma się tego denerwującego poczucia, że ciągle jest coś do zrobienia, jakiś problem do rozwiązania, co czasem ma miejsce w relacjach, w których trudne sprawy są zamiatane pod dywan, cięższe tematy pozostają nieomówione. Wreszcie troska o związek to dobry pomysł także z tego powodu, że ma się satysfakcję z dawania szczęścia ukochanej osobie, realizowania się jako partner, mężczyzna. Można więc liczyć na więcej uznania, mniej krytyki. Krótko mówiąc pielęgnacja związku zwyczajnie opłaca się. Na co zwracać szczególną uwagę No dobrze, ale jakie sprawy wymagają konkretnie uwagi? Przecież sporo kobiet z powodu czynników wychowawczych i kulturowych ma opór przed otwartym mówieniem o swoich potrzebach. Niektórzy mężczyźni narzekają, że muszą się domyślać i że taka sytuacja bywa dla nich frustrująca. Tymczasem rozwiązanie tego kłopotu wcale nie jest takie trudne. Zdecydowanie warto zachęcać partnerki, by mówiły, czego potrzebują, komunikowały wprost swoje oczekiwania. Mężczyzna powinien starać się tworzyć przestrzeń, by jego kobieta mogła zająć stanowisko, wyrazić swoje potrzeby, pragnienia, oczekiwania. Z drugiej strony dobrze mieć także świadomość spraw fundamentalnych i nie oczekiwać w ich zakresie instrukcji obsługi od kobiety. W trakcie terapii dla par i indywidualnych sesji terapeutycznych często powraca określony repertuar potrzeb, oczekiwań, preferencji kobiet. Przyjrzyjmy się mu. Czego pragną kobiety w związku Miłość. Dla kobiet bardzo ważna jest miłość, a to oznacza, że są skłonne poświęcać dużo energii i czasu na pielęgnację uczucia. Wiele kobiet stawia miłość, związek na pierwszym miejscu, czyniąc z tego sprawę najwyższej wagi, coś priorytetowego. Nie są więc – wbrew temu, co wielu mężczyzn im zarzuca – nieznośnie wymagające. Przecież to zrozumiałe, że jeśli coś jest dla człowieka niezwykle ważne, przywiązuje dużą wagę do szczegółów i pragnie, by spełniało wysokie standardy. Kobiety pod tym względem bywają bardzo konsekwentne. Co więcej, w ich odczuciu stanowczo nie wystarczy postarać się raz – to, co cenne, zasługuje na nie mniejszą niż na początku troskę na bieżąco. Łączność. Kobiety pragną poczucia łączności z partnerem, chcą w miarę możliwości wiedzieć, co dzieje się w sercu i umyśle mężczyzny. Chcą czuć się wtajemniczone w jego życie wewnętrzne. Nie robią tego po to, by pilnować faceta, kontrolować go, ograniczać jego swobodę. To naprawdę nie jest forma zakamuflowanej inwigilacji. Ta łączność daje poczucie, że między dwojgiem istnieje silna więź. Daje szansę, że czasami mogą rozumieć się bez słów. Kobiety pragną więc, żeby partner mówił, co mu w duszy gra, by nie zamykał się w sobie na siedem spustów, by dzielił się tym, co go trapi, cieszy, porusza. Chcą żyć razem z partnerem, a nie obok niego. Nie zrozumcie mnie źle… Nie ma się co łudzić, że skryty mężczyzna stanie się nagle wylewny. Nikt tego nie oczekuje. Na pewno mógłby natomiast trochę częściej niż zwykle, na swój własny, męski sposób ujawniać to, co dzieje się z jego emocjami i w jego głowie. Tyle może w zupełności wystarczyć. Łączność to niejako droga dwukierunkowa. Ważne jest więc, by partner był zainteresowany tym, co kobieta ma do powiedzenia, by aktywnie słuchał. Dziewczyny doceniają sytuacje, w których mężczyzna okazuje gotowość do wysłuchania swojej drugiej połówki. Czasami kobiecie trudno jest się otworzyć bez odpowiedniego klucza, którym jest właściwie okazane zainteresowanie mężczyzny. Jeśli natomiast partner nie przejawia gotowości do słuchania, nie pokazuje zainteresowania bieżącymi potrzebami kobiety, nie inicjuje rozmów i nie podejmuje określonych tematów, to w takim wypadku mimochodem stwarza dystans, oddala się od niej, a skoro tak, łączność między nimi pogarsza się. Okazje do przeżywania bliskości. Kiedy kobieta planuje jakieś przedsięwzięcia, nie znaczy to, że chodzi jej o kontrolowanie mężczyzny, jego przestrzeni, życia. Kobiety są z natury kreatorkami – stwarzają sytuacje, w których mogą doświadczać bliskości. Kreują rzeczywistość, dzięki której czują się lepiej i w analogiczny sposób angażują się w troskę o związek. Planowanie ma głęboki sens, jest etapem tworzenia. Warto odbierać to jako zaangażowanie, a nie próbę osaczenia czy przejęcia steru. Dobrze, gdy mężczyzna próbuje włączać się w ten proces zamiast go na przykład lekceważyć lub – co gorsza – sabotować. Urok czasu. Kobiety mają uświęcony stosunek do czasu, co ma swoje przyczyny między innymi w ich fizjologii (kobiety w sensie dosłownym, nie w przenośni, odczuwają upływ czasu odmiennie niż mężczyźni, a dzieje się tak chociażby z uwagi na cykl hormonalny). Tak to już jest, że kobiety spostrzegają czas inaczej niż mężczyźni, dla których jest to z reguły zaledwie ciąg minut, godzin i dni. One miewają emocjonalny stosunek do czwartego wymiaru. Właśnie z tego powodu przeżywają to, jak długo mężczyzna zwleka z odpowiedzią lub z telefonem, jak bardzo spóźnia się z realizacją pewnych planów, jak bardzo ociąga się z podejmowaniem ważnych dla związku decyzji, kiedy ostatnio wychodzili gdzieś razem, tego, czy mądrze zarządza czasem, który spędza z partnerką. Kobiety często razi obojętne podejście mężczyzny do tego zagadnienia. Jeśli mężczyzna ma lekceważący stosunek do dzielonego z partnerką czasu, kobietę może to wręcz ranić. Nie metaforycznie. Może powodować rzeczywisty emocjonalny dyskomfort, a nawet cierpienie. Poczucie bezpieczeństwa. Nie mniej ważną kwestią jest dla kobiet poczucie bezpieczeństwa. I wbrew pozorom nie chodzi tylko o to, by mężczyzna był postawny, przystojny, bo wtedy unikną krytyki koleżanek, nieprzychylnych spojrzeń bądź fizycznego zagrożenia. Nie chodzi także wyłącznie o zasobność portfela, choć zaradność jest przez kobiety doceniana (a nie ceniona – między tymi słowami jest subtelna, lecz ważka różnica). Chodzi nade wszystko o to, by kobieta mogła polegać na swoim partnerze, by był słowny, dawał poczucie pewności, iż można na niego liczyć, wywiązywał się z obietnic, konsekwentnie realizował postanowienia, stawał po jej stronie. Oczywiście niezbędna do tego jest wiedza, czego się chce. Jeśli mężczyzna jest stale niezdecydowany, przesadnie często zmienia zdanie – kontakt z nim nie daje poczucia bezpieczeństwa, gdyż kobieta ma wrażenie, że znajduje się na ruchomych piaskach. Pewny grunt jest niezbędny, by związek mógł się rozwijać. Docenienie. Płeć piękna jest bombardowana komplementami, więc tak naprawdę nie jest najważniejsze, by partner ciągle zachwalał urodę kobiety, choć czynienie tego przesadnie rzadko bądź wyraźnie rzadziej niż krytykowanie, także mogłoby stanowić problem. Kobiety pragną aby je doceniano i chcą czuć, że ich obecność w życiu partnera jest ważna, wnosi coś do świata mężczyzny i że on jest tego świadom. Branie obecności kobiety u swojego boku za pewnik może prowadzić do braku zachowań dających jej wyraźnie do zrozumienia, że odgrywa istotną rolę. Słowa nie są pozbawione znaczenia, choć lepiej je ważyć niż liczyć, ale przede wszystkim istotne są czyny. Jeśli zachowaniem okazuje się w kulminacyjnych momentach kobiecie, że jest najważniejsza, wówczas czuje się doceniana. Zainteresowanie jej życiem, myślami, uczuciami, pytanie o jej potrzeby, okazywanie, że ceni się jej zdanie i rady, okazywanie, że nie uważa się jej obecności za jakąś oczywistość – to oczekiwania wyrażane przez kobiety. Spójność. Kobiety oczekują też, że słowa i czyny mężczyzny będą spójne. Jeśli swoim postępowaniem rozmija się z tym, co deklaruje, kobieta może poczuć się zmanipulowana, mieć wrażenie, że partner ją okłamuje albo nie liczy się z nią. Oparcie. Mężczyźni są coraz mniej skorzy by iść na taki układ, bo honor jest dla nich ważny i nie chcą łatki bankomatu, nie chcą też czuć się niesprawiedliwie eksploatowani, toteż kobiety częściej muszą brać większą dozę tego celu na siebie, wciąż jednak zdarza się, że oczekują, by partner gwarantował związkowi, rodzinie stabilizację finansową. Asertywność. Kobiety pragną, by mężczyzna był asertywny. Potrafił w razie potrzeby wyraźnie zasygnalizować swoje stanowisko, wstawić się za związkiem, kiedy jego interes jest zagrożony. Chcą też, by asertywnie, bez agresji, wyrażał swoje potrzeby, emocje. Na przykład męski gniew nie jest dla kobiet jakąś ocenzurowaną emocją gorszej kategorii o ile oczywiście mężczyzna wyraża go panując nad sobą, robi to bez agresji oraz bez wywoływania poczucia zagrożenia u osób w otoczeniu. Spełnienie. Kobiety pragną, by ich seksualne potrzeby nie były lekceważone. Chcą mieć możliwość ekspresji seksualnej w zgodzie z wartościami ważnymi dla związku. Współczesne kobiety skłonne są niekiedy przejmować inicjatywę, ale nie chcą, aby całokształt tych starań spoczywał na ich barkach. Źle znoszą, kiedy mężczyzna staje się w tym zakresie zbyt bierny i opieszały. Wrażenie częściej niż od święta. Kobiety mają swoje oczekiwania względem wyglądu mężczyzny. Dla mężczyzny z reguły jasnym jest, że należy okazać należyty szacunek pracodawcy, współpracownikom, klientom poprzez adekwatny strój w miejscu pracy. Jasnym jest, że wybierając się na uroczystość, do kościoła czy do teatru należy się właściwie ubrać. Dlaczego więc miałoby być inaczej w związku? Jeśli stanowi to swoistą normę, chodzenie w dresie po domu może nie stanowić problemu o ile ta formuła nie jest nadużywana i zdarzają się od niej dobre odstępstwa. Tym niemniej warto mieć na względzie, że kobiety traktują partnera trochę jak swoistą wizytówkę własnego dobrego gustu, zaś jego wygląd w pewnym sensie jak miernik tego, czy mężczyźnie wciąż jeszcze zależy. Niektórym kobietom bardzo trudno mieć wrażenie, że dla partnera relacja jest ważna, jeśli nie dba on o siebie, nie podejmuje świadomych wysiłków na rzecz wzbudzania w drugiej osobie pozytywnych odczuć, nie okazuje partnerce szacunku należytą troską o swój wygląd, którym komunikuje się przecież stosunek do samego siebie oraz do otoczenia. Podsumowując, jeśli mężczyzna chce, by jego związek z kobietą dobrze działał, sprawdzał się, warto by troszczył się o niego systematycznie, a nie tylko od święta. A czego mężczyźni oczekują od kobiet i jak wyglądałaby instrukcja obsługi faceta? To temat na odrębny artykuł. Natomiast przemyślenia o tym, jakie błędy w relacjach popełniają zwłaszcza faceci, można znaleźć tutaj. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  22. psycholog Rafał Olszak

    Jakie błędy w związkach popełniają mężczyźni?

    W szkołach nie uczą jak mieć dobre związki. Z domów też ludzie dość często tej mądrości niestety nie wynoszą. Nic więc dziwnego, że błędy niejednokrotnie się zdarzają. Wiedza o istnieniu pewnych pomyłek może ułatwić zapobieganie im, więc w tym tekście kilka słów o gafach popełnianych zwłaszcza przez facetów w związkach. AKAPIT DLA FACETÓW: Jeśli ten blog czyta mężczyzna, to dla pewności zaznaczę, że nie są tu bynajmniej lansowane jakieś pantoflarskie, czy jak to ostatnio się pogardliwie nazywa białorycerskie ideały. Nie chodzi o uniżoność i płaszczenie się przed kobietą. Znajomość pewnych mechanizmów i dostosowanie do nich swojego zachowania po prostu się opłaca – ma się przyjemniejszą i lepiej funkcjonującą relację z kobietą. Ten tekst nie powstał też facetom na złość. Sam w końcu jestem jednym z nich. Napisałem go żeby po przyjacielsku zwrócić uwagę na parę rzeczy i tyle. Lekceważenie uczuć partnerki Przykład: dziewczyna wraca po ciężkim dniu, który zaczął się od spóźnienia do pracy i nagany od rygorystycznego szefa, zaczyna zwierzać się swojemu facetowi ze swoich emocji, a on odpowiada na to pytaniem „to po co się spóźniłaś?”. To kwintesencja niewłaściwego obchodzenia się z uczuciami innych osób. W slangu psychologicznym nazywa się to unieważnieniem. Na pocieszenie dla kobiet zwrócę uwagę, że wielu facetów tak po prostu ma i reaguje w ten sposób także w kontakcie z mężczyznami. Na przykład któregoś razu słyszałem jak zdołowany gość zwierzał się kumplowi, że tuż przed zaplanowanym wyjazdem nawalił mu samochód i przez to legły w gruzach jego plany urlopowe. Ten drugi po wysłuchaniu tego wszystkiego stwierdził z jakąś taką niezrozumiałą dumą coś w stylu „no widzisz, a moja Honda nigdy takiego numeru nie wywinęła, jest praktycznie bezawaryjna”. Natomiast bardziej drastyczne przykłady w relacjach z kobietami to doprowadzające panie do białej gorączki wygłaszane podczas trudniejszych rozmów teksty w stylu „nie przesadzaj”, „odpręż się”, „wpadasz w histerię”, „masz syndrom napięcia przedmiesiączkowego”, „i znowu się zaczyna”, „czego ty znów ode mnie chcesz”, „znowu gadałaś ze swoimi przyjaciółkami”, „skoro jestem taki zły to dlaczego ze mną jesteś”, „tak wiem, że ja się mylę, a ty masz rację”, „wiem, wiem to wszystko moja wina”. Można metaforycznie powiedzieć, że podczas gdy dziewczęta grają w emocjonalny badminton, mężczyźni raczej grają w zbijaka jakby w ogóle nie kumali, że nie chodzi o dowalenie rywalowi. Alternatywą dla unieważnienia jest tak zwane uprawomocnienie – coś w stylu „masz prawo tak czuć biorąc pod uwagę to, co cię spotkało i jak to rozumiesz”. Często wystarczy wysłuchanie, obecność, emocjonalne wsparcie. Po tym nierzadko okazuje się, że dawanie rad wcale nie będzie potrzebne, bo kobieta sama wyciągnie wnioski na przyszłość. Facetom trudno to czasem zrozumieć, ponieważ podchodzą do tematu dość zadaniowo – od razu szukają rozwiązań podczas gdy nikt ich wcale w danym momencie o to nie prosił. AKAPIT DLA FACETÓW: Czy byłbyś zadowolony gdybyś po zamówieniu pizzy Hawajskiej otrzymał z knajpy pizzę Margerita? No właśnie, dziewczyny też czują się niefajnie, gdy po zamówieniu emocjonalnego wsparcia otrzymują litanię zarzutów i listę rozwiązań. Bądź łaskaw w miarę możliwości oferować partnerce to, czego potrzebuje, a nie to, co twoim zdaniem byłoby dla ciebie w podobnej sytuacji najlepsze. Dawanie niekonkretnych odpowiedzi Łagodny przykład: dziewczyna pyta, czy zgodnie z ustaleniami partner zaplanował coś na długi weekend majowy. On odpowiada „przecież mówiłem, że się tym zajmę” albo „nie potrafię myśleć z takim wyprzedzeniem”. Bardziej drastyczny przykład: mijają dwa, trzy, cztery lata i chociaż dziewczyna sygnalizowała parokrotnie, że małżeństwo jest dla niej ważne, on wcale nie porusza tego tematu. Nie jest w stanie nawet powiedzieć, kiedy podejmie w tej sprawie decyzję. Trzyma partnerkę w niepewności, a w niej narasta napięcie i niezadowolenie. Prawdę mówiąc, cały ten problem ma złożoną naturę. Wynika poniekąd z tego, że kobiety i mężczyźni z różnych powodów mają odmienny stosunek do czasu. Dla wielu facetów jest on czymś dość abstrakcyjnym, natomiast sporo kobiet lubi wiedzieć na czym stoi, mieć pewien plan. Bez tego trudno o ogarnięcie na przykład życia rodzinnego. Różnice te wychodzą jaskrawo na jaw podczas nawet codziennych, prozaicznych rozmów. Ona pyta: „Czy zrobiłeś już to i to”. On odpowiada: „Jeszcze nie”. Ona: „A kiedy to zrobisz”. On: „Zrobię wtedy kiedy zrobię”. W ten oto sposób kobieta jest w kropce, czuje frustrację, bo nie jest w stanie zaplanować pewnych rzeczy z tego względu, że nie może w tak błahej sprawie uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. I pomyśleć, że wystarczyłoby udzielać bardziej konkretnych, rzeczowych informacji, by uniknąć tak wielu niepotrzebnych spięć z wnerwioną, zagotowaną jak woda w czajniku kobietą… AKAPIT DLA FACETÓW: Znasz to uczucie, gdy po zobaczeniu małej gwiazdki na końcu sloganu reklamowego próbujesz znaleźć tekst pisany małym drukiem, ale go nie znajdujesz? Albo ten stan, gdy starasz się dowiedzieć jakie są ukryte koszty kredytu, ale doradca odpowiada wymijająco? Nie dziw się więc, że partnerka reaguje podobnie, kiedy ty nie jesteś konkretny i nie wyrażasz się jasno, przejrzyście lub wręcz mącisz wodę by się zdawała głębsza. Stawanie po stronie innych zamiast po stronie własnej partnerki Przykład: teściowa zaczyna instruować kobietę, jak należy gospodarować pieniędzmi albo wychowywać dziecko. Mąż tej dziewczyny w żaden sposób nie interweniuje lub co gorsza staje po stronie swojej mamusi. Oczywiście ta historia z teściową to dość jaskrawy przykład, ale na analogicznej zasadzie brak wstawienia się za swoją kobietą może odbywać się w bardzo wielu różnych okolicznościach. Ostatnio byłem świadkiem tego typu sytuacji stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Para wykładała wspólnie towar z wózka. Nagle dziewczynie wyślizgnęło się z rąk mleko, upadło i jakimś nieszczęśliwym zrządzeniem losu rozlało się ochlapując ją i oczywiście brudząc podłogę. Kasjerka podniosła się z krzesła i oburzonym głosem powiedziała coś w rodzaju „No nie, co też pani narobiła, teraz trzeba będzie posprzątać”. Facet zamiast trochę przytemperować sprzedawczynię, poparł ją mówiąc do partnerki zniecierpliwionym tonem „No właśnie, naprawdę mogłabyś trochę bardziej uważać”. Nietrudno się domyślić, jak poczuła się ta dziewczyna. Facet ze zrozumiałych względów dostał natomiast punkty karne, a przecież wystarczyło być asertywnym i kulturalnie poskromić kasjerkę, stając w obronie własnej partnerki. AKAPIT DLA FACETÓW: Znasz to uczucie, kiedy ktoś okazuje się nielojalny albo jedno mówi ci w oczy, a co innego osobom postronnym? Tak właśnie czuje się kobieta, która po twoich obietnicach wierności widzi w codziennych sytuacjach, że raczej będziesz przeciwko niej niż z nią. Bądź sprzymierzeńcem partnerki na co dzień – tak daje się poczucie bezpieczeństwa i buduje zaufanie. Nie wystarczy nie zdradzać. Powyższa lista nie wyczerpuje tematu, ale sądzę, że te trzy błędy są szczególnie destrukcyjne dla relacji z kobietą. Jeśli znacie barwne przykłady tych pomyłek lub chcecie zwrócić uwagę na jeszcze inne potknięcia facetów w związkach – piszcie o tym w komentarzach. AKAPIT DLA FACETÓW: Zanim zareagujesz defensywnie mówiąc coś w stylu „kobiety też popełniają błędy” albo „to działa w obie strony” zauważ, że nie jesteś atakowany, więc nie ma się przed czym bronić. Akurat ten konkretny tekst opowiada o gafach zwłaszcza facetów, co nie znaczy, że tylko oni je popełniają.
  23. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog o Tinder, czemu Tinder rozczarowuje, zawodzi

    Jak to się dzieje, że aplikacja tak często nie sprawdza się? Nie można powiedzieć, że nie działa wcale, ale z pewnością wiele osób rozczarowuje, a nawet mocno zawodzi. Czemu tak jest? Bo woda sodowa uderza do głowy Jak już jakiś czas temu zauważył noblista Daniel Kahneman, gdy człowiek ma zbyt wiele opcji, drastycznie zawyża wymagania. Efekt jest taki, że ludzie ustawiają się w długich kolejkach do osób najbardziej urodziwych, a robią tak nawet jednostki o zupełnie przeciętnej urodzie. Ci przystojniacy i te piękności o których i które zabiegają tłumy uderzają natomiast oczywiście do co najmniej równie atrakcyjnych, a najchętniej celebrytów, aktorów, bogaczy. „Szóstki” podbijają do „dziewiątek” i „dziesiątek”, a to powoduje rozczarowanie, bo ci „z wyższej półki” skłonni są przeciętniaków co najwyżej wykorzystywać. Promują więc własne Instagramy, blogi, vlogi i wykorzystują aplikację do promocji swojej osoby w mediach społecznościowych albo oczekują zabawiania bądź szybkiego zaspokojenia ściśle określonych potrzeb. Na ich warunkach, oczywiście! Bo to mało prawdopodobne, by Tinder zadziałał Jak pokazują różne badania, duża część użytkowników, zwłaszcza kobiet, korzysta z aplikacji żeby się dowartościować, dla atencji, by połechtać swoje ego. Spora część osób robi to wyłącznie dla rozrywki, aby poczatować i pooglądać profile. Dużo ludzi, zwłaszcza mężczyzn, szuka tam jedynie przygodnych znajomości. Statystyki też nie stoją po stronie osoby, która liczy na poznanie tam kogoś do sensownej relacji. Dane z 2015 pokazują, że tylko 54% użytkowników to single. Niemal połowa przesunięć w prawo idzie więc od razu na marne. Bo nadmiar utrudnia lub udaremnia wybór Wspomniany noblista wykazał też, że przy nadmiarze opcji do wyboru człowiek po prostu traci głowę, ma ogromny problem z podjęciem decyzji. W rezultacie najczęściej nie wybiera nic. Bo powodzenie psuje motywację Osoby, o które zabiega wielu innych użytkowników nie mają motywacji do angażowania się w poszukiwanie partnera. Stają się egocentryczne i roszczeniowe – skoro czują, że mają takie wzięcie, zaczynają wymagać specjalnego traktowania, mają się za lepsze. Czasem wyciąga to z nich tendencje narcystyczne. W wyniku otrzymywania tak dużej atencji od otoczenia mocno podwyższają wymagania wobec innych przy jednoczesnym ograniczeniu własnych wysiłków. A przecież flirt to zabawa dwuosobowa, zaś do tanga trzeba dwojga. Inaczej to nie zadziała. Do budowania relacji od początku potrzebne jest partnerskie podejście. Książęta i księżniczki na starcie uniemożliwiają więc sobie tworzenie sensownych związków. Bo nie jest to w interesie producenta Gdyby aplikacja była skuteczna, firma by splajtowała, bo malałaby liczba klientów. Perfidne algorytmy i strategiczne podtrzymywanie złudzeń jest natomiast w interesie aplikacji. Klient ma być kuszony piękną perspektywą i jednocześnie odpowiednio, na granicy wytrzymałości frustrowany – wtedy jest najbardziej zmotywowany do zakupu specjalnych funkcji, bo wzmaga się w nim determinacja. Potrzeba posiadania tych funkcji jest wykreowana przez twórców aplikacji, która przecież mogłaby działać inaczej, przychylnie dla użytkownika. Tylko że wtedy zyski byłyby niższe. Najlepiej więc, by użytkownik nie wiedział na czym stoi, nie miał rzetelnych informacji, a od pewnego czasu nie mógł nawet sprawdzić, kiedy rozmówca był online (funkcję tę usunięto). Za łatwo byłby wtedy w stanie zorientować się, że nie jest przez niego poważnie traktowany. Lepiej by był trzymany w niepewności, łudził się, że druga strona może nie jest online i wkrótce odpowie. Wydłuża to czas korzystania z aplikacji, co zwiększa prawdopodobieństwo zakupu specjalnych funkcji. To bezwzględna gra o $$$. Bo ludzie są zblazowani i zrobienie wrażenia graniczy z cudem W zamierzchłych czasach przed Internetem ludzie mogli zaimponować innym nieco łatwiej niż ma to miejsce dzisiaj, gdy każdy wszystko już widział i widuje wciąż na co dzień. Bywamy przesyceni różnorodnymi bodźcami, znudzeni tym, wręcz zblazowani. Wszystko już jest opatrzone, a normalność nie dorasta do pięt temu, co nam imponuje, jest teraz na topie. Mężczyźni rozczarowują kobiety, bo nie są tacy, jak faceci z seriali, filmów, sztuk teatralnych, serwisów plotkarskich, nie podjeżdżają takimi furami i nie noszą nienagannie wyprasowanych białych koszul do drogich garniturów, nie wygłaszają spontanicznie takich tekstów jak bohaterowie popkultury zaprojektowani przez sztab specjalistów. Nie mają wszyscy po 190 cm i kaloryferów na brzuchu. Natomiast kobiety denerwują facetów roszczeniami oraz pasywnością, nie mają wszystkie talii osy i biustu Pameli Anderson, ale przede wszystkim rozczarowują mężczyzn w sypialni, bo już kilkunastoletni chłopcy widzieli w sieci praktycznie wszystko, co da się w niej zrobić i znają na wylot każdy rodzaj kobiecej urody. W rezultacie im nawet nie chce się o to jakoś specjalnie zabiegać, tak samo jak dziewczętom nie chce się kokietować. Niejednej osobie wydaje się, że jej się należy; mało komu przychodzi do głowy, że realnie trzeba coś dać od siebie. Bo ludzie wzajemnie się okłamują Nie jest to wyłącznie przypadłością Tindera, bo w ogóle użytkownicy serwisów randkowych kłamią. Kobiety odejmują sobie parę lat, wstawiają zdjęcia z okresu młodości oraz fotografie niekiedy tak bardzo wyretuszowane lub zrobione z tak korzystnej perspektywy, że ciężko potem poznać na ulicy przedstawione na nich panie. Mężczyźni natomiast też wrzucają zdjęcia sprzed jakiegoś czasu i używają filtrów retuszujących zdjęcia, ale również dodają sobie średnio parę centymetrów wzrostu i oszukują w kwestii formy zatrudnienia. Obie strony kłamią na temat statusu i sytuacji życiowej żeby podwyższyć swoją atrakcyjność. Problem polega na tym, że wszystkie te manipulacje i kłamstwa w końcu wychodzą na jaw. Tinder, pułapka na czas i portfele samotnych serc Podsumowując, jest naprawdę sporo poważnych przyczyn, z powodu których aplikacje randkowe, w tym także Tinder, nie sprawdzają się. Wbrew pozorom nie tylko w przypadku przeciętnie wyglądających osób, ale również tych wszystkich zagubionych „dziewiątek” i „dziesiątek”. Moim zdaniem Tinder to skok na kasę samotnych serc.
  24. psycholog Rafał Olszak

    Mężczyźni a pornografia i inne używki

    Większość ludzi oglądających pornografię robi to, bo po prostu erotyczne bodźce sprawiają im przyjemność. Nie jest im to niezbędne. W ich wypadku nie ma co doszukiwać się drugiego dna w aktywności polegającej na oglądaniu zgodnych z prawem takich czy innych treści dla dorosłych. Czasami ludzie robią to w pojedynkę, innym razem w gronie znajomych albo z partnerem bądź partnerką. Niekiedy używają pornografii trochę jak źródła inspiracji, podniety, afrodyzjaku bądź swoistego filmu instruktażowego. Spore zainteresowanie treściami erotycznymi pojawia się zwłaszcza u osób młodych, którym świat seksu wydaje się szczególnie pociągający, bo to coś jeszcze tajemniczego, nowego, a poza tym w pewnym okresie dorastania hormony buzują. Ich wielkie zaciekawienie bynajmniej zatem nie dziwi. Tym niemniej okazuje się, że pornografią niezwykle żywo interesują się również takie osoby dorosłe, którym właściwie nie wydaje się to tak naprawdę jakoś szczególnie przydatne czy potrzebne. W wyniku tego zafascynowania szybko dochodzą do etapu, kiedy właściwie z każdej perspektywy widziały już wszystko wykonane na wszelkie możliwe sposoby. W wyniku tego niektórzy robią się zblazowani, zaczynają mieć skrajnie przedmiotowy stosunek do partnera, tracą radość z seksu z żywą osobą albo przywiązują do tej aktywności niebywale dużą wagę. Istnieje pewien odsetek osób, które sięgają po pornografię impulsywnie, niemal lub dosłownie nałogowo. Robią to po to, żeby lepiej się poczuć, co bez tego typu wrażeń jest dla nich trudne do osiągnięcia lub nawet niemożliwe. Pragną tego jak łyku świeżego powietrza po długiej podróży w dusznym, zatłoczonym środku transportu albo jak palacz pragnie papierosa po dłuższej przerwie od nikotyny. Potrzebują bodźców pornograficznych żeby radzić sobie z frustracją, dużym stresem, ciężkimi chandrami lub wręcz depresją, a ilekroć korzystają z tej strategii zaniedbują trening innych umiejętności radzenia sobie z tymi problemami. Doraźnie, na krótką chwilę ten sposób działa – przynosi krótkotrwałą ulgę. Po niej nieuchronnie stany przygnębienia względnie szybko powracają. Czasem nawet są bardziej dotkliwe, bo wzmożone przez poczucie winy, wstyd czy żal do siebie o nieumiejętność powstrzymania się przed sięgnięciem po pornografię. Część tych osób nie zdaje sobie sprawy, że próby „samoleczenia” swoich przewlekle negatywnych nastrojów używkami w perspektywie czasu pogarszają sprawę. Te próby czynią człowieka jeszcze bardziej podatnym na emocjonalny ból towarzyszący stresowi, smutkowi czy frustracji, a poza tym pozbawiają okazji do trenowania innych, zdrowych sposobów radzenia sobie. Używki są jak triki, które chwilową odwracają uwagę od problemów nijak ich nie rozwiązując, a często mnożąc kolejne lub pogłębiając już istniejące. Faceci często tego nie rozumieją. Strategie radzenia sobie bazujące na używkach czasami całkiem solidnie maskują problem – stopniowo to używki stają się widocznym na pierwszy rzut oka kłopotem, a nie frustracja czy przewlekle zły humor albo niemal codzienne rozdrażnienie. Kiedy do gabinetu psychologicznego przychodzi ktoś mówiąc, że ma problem z pornografią, z reguły to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią kryje się znacznie więcej – nierzadko są to problemy małżeńskie, seksualne, a także depresja, inne uzależnienia, poważne a nierozwiązywane latami trudności osobiste bądź psychologiczne. Żyjemy w czasach, w których dla wielu mężczyzny jawi się jako katastrofa kontakt z kobietą, która nie zna pornografii. Z drugiej strony dla kobiety katastrofą bywa czasami nie tyle samo oglądanie pornografii przez mężczyznę, co fakt, że zna on ten świat na wylot. Ich poziom znajomości tego tematu i stopień zainteresowania tym zagadnieniem nierzadko tak dalece od siebie odbiegają, że zaczyna to prowadzić do poważnego rozłamu w relacji. Warto dobrze się zastanowić, czy przypadkiem przyczyny tego stanu rzeczy nie stanowi tak zwane uzależnienie od pornografii, które jest dolegliwością możliwą do pokonania w trakcie psychoterapii. Trzeba jednak pamiętać, że rozpoczęcie tego procesu często prowadzi do odsłonięcia wszystkiego, co kryje się pod spodem, i co dotyczy zwykle nie tylko jednej osoby, ale pary. Niezwykle rzadko jest tak, że do przepracowania w trakcie kryzysu relacji ma coś tylko jedna strona…
  25. psycholog Rafał Olszak

    Czy spadek namiętności oznacza koniec związku?

    Średnio po 2-4 latach relacji namiętność maleje. Nierzadko doprowadza to do rozstania. Bez dużej namiętności niektórym ludziom trudno jest funkcjonować w związku. Jeśli dla kogoś na danym etapie życia ten aspekt jest priorytetem, relacja prawdopodobnie nie przetrwa dłużej niż kilka lat. Taka osoba będzie bowiem stale doświadczać rozczarowania i frustracji, że namiętność przestała być tak intensywna, jak na początku. Wbrew pozorom w grupie takich osób nie znajdują się jedynie ludzie młodzi, bo do jakości życia seksualnego ogromną wagę przywiązują mężczyźni i kobiety w różnym wieku. Spadek namiętności jest nieuchronny, ale nie musi być drastyczny i stanowić tragedii. Lepiej pod tym względem radzą sobie pary szczególnie dobrze dobrane (kiedy kobieta jest rzeczywiście w typie mężczyzny i odwrotnie, choć w przypadku panów to istotniejsze). Łatwiej sobie z tym radzą również pary o silnie sprecyzowanych preferencjach seksualnych lub wręcz fetyszach. Tego typu skłonności to swoisty samograj, który pobudza i jest źródłem przyjemności nawet wtedy, gdy namiętność nie jest taka, jak na początku związku. Lepiej są w stanie podołać tej sytuacji również takie pary, które dokładają starań, by namiętność całkiem nie wygasła, nie odpuszczają, nie rozleniwiają się. Znaczenie ma też to, czy inne składniki miłości są mocne. Jeśli brakuje życzliwości, ciepła, zaufania, przyjaźni oraz perspektyw na wspólną fajną przyszłość wtenczas spadek namiętności może być dla związku wręcz niszczycielski, prowadzić do rozpadu relacji lub zdrad. Kiedy ogień przygasa, trzeba dorzucić do paleniska, ale nie każdy ma powód i nie każdemu się chce. Zwłaszcza, gdy ogrzewa się już przy innym ognisku. Źle ze zmniejszeniem namiętności radzą sobie osoby, które w wyniku tego stanu rzeczy tracą też motywację do dbałości o siebie. Gdy trochę maleje wena do igraszek, niektórzy przestają przywiązywać wagę do atrakcyjnego wyglądu, co z kolei jeszcze bardziej pogarsza sprawę, bo tym mniej podobają się sami sobie oraz partnerowi czy partnerce. Zdarza się też, że niektórzy do tego tematu podchodzą wręcz cynicznie i starają się uzyskać jak największe korzyści dopóki trwa namiętność, a potem na jak najbardziej dogodnych warunkach rozstać się. Ze zrozumiałych względów nie jest w ich interesie podtrzymywanie znajomości, gdy ten jej aspekt przestaje działać jak niegdyś. Niektórym ludziom po pewnym czasie odechciewa się obcować seksualnie wciąż z tą samą osobą, którą znają na wylot i z którą kontakt nijak już ich nie ekscytuje. Jeśli proces ten bardzo się pogłębi, żaden powiew świeżości może nie być w stanie oczyścić tej atmosfery, dlatego warto reagować możliwie wcześnie – zanim rutyna całkowicie zdominuje zbliżenia. W perspektywie lat starzejemy się i brzydniemy. Nie każdy jest w stanie się z tym pogodzić i godnie to przyjąć. Niektórzy z ogromną determinacją poszukują wówczas potwierdzenia swojej atrakcyjności i dlatego wynoszą sferę seksu na piedestał. Pozostałe aspekty funkcjonowania związku przestają mieć istotne znaczenie i wobec tego tracą swoją moc w zakresie scalania relacji. Czasem z powodu zobowiązań taki związek staje się pusty i trwa, a para wegetuje, innym razem więź ulega rozpadowi. Czasami namiętność drastycznie maleje zwłaszcza po jednej ze stron z powodu jakichś problemów zdrowotnych czy psychologicznych. Rozwiązanie ich może znacząco poprawić sytuację, więc w razie potrzeby warto skorzystać z konsultacji ze specjalistą. Jeśli chodzi o seksuologa, to najlepiej by był to lekarz medycyny. Rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą przydaje się natomiast zwłaszcza wtedy, gdy namiętność mocno zmalała w wyniku poważnych trudności w związku, a nie z powodu jakichś schorzeń organizmu u któregoś z partnerów. Podsumowując, wiedząc, że zmniejszanie się namiętności jest nieuchronne w każdej relacji, warto mieć do tego odpowiedni stosunek, nie robić z tego faktu dramatu, a ponadto na tyle, na ile to możliwe przeciwdziałać temu zjawisku nie pogarszając mimochodem sprawy. Jeśli natomiast ktoś jest świadom, że w danym okresie życia elektryzujący, bujny seks to dla niego absolutny priorytet, warto by był szczery ze sobą i z innymi. W przeciwnym wypadku prawdopodobnie skrzywdzi samego siebie i drugą osobę, która może się zaangażować niepotrzebnie licząc na poważny związek w sytuacji, gdy w perspektywie mogłaby tak naprawdę liczyć na co najwyżej kilkanaście miesięcy bądź kilka lat znajomości. Tylko kogo dzisiaj stać na taką szczerość?

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.