Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 125 wyników

  1. Witam. Jestem 29 letnia kobieta. Skonczylam studia, ale obecnie nie pracuje. W wieku 19 lat wyszlam za maz..po trzech latach sie rozwiodlam. Zawsze mialam zle zdanie na swoj temat- ogolnie mowiac nie jestem zbyt atrakcyjna, zwlaszcza teraz gdy obzerajac sie dotarlam do wagi 120kg. Juz od dluzszego czasu mam zle samopoczucie. Tzn kilka dni mam normalnych, nawet chce mi sie zyc, posprzatam ..ale przychodzi ten czas i trwa coraz dluzej..ze nic mi sie nie chce..nawet umyc..ze dwa dni nawet gloduje bo nie mam sily nawet zrobic sobie nic do jedzenia..oczywiscie na trzeci dzien nadrobie..jestem arogancka, nie towarzyska. .prawda jest taka ze malo kto mnie lubi..a ja jak na zlosc jestem podla dla innych, ranie slowami..nie moge zniesc ze ktos jest usmiechniety i szczesliwy. Moj chlopak jest chyba ze mna jeszcze tylko dlatego ze pracuje za granica i wpada moze raz na miesiac do domu. On mnie utrzymuje. Pomaga mi znalezieniu pracy..itp ja nawet nie jestem w stanie sie z nim przespac..nie mam na to nastroju..on zreszta tez nie nalega. ..z poczatku odczowalam z tego powodu frustracje..ale teraz mi nie zalezy. Jestem wiecznie nieszczesliwa..nawet jak wszystko mi sie wmiare uklada to i tak nazekam. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Sypiam przy swietle bo mam leki, ciagle placze, nie wychodze z domu..moja mama mnie zmusza..ale ja nie mam na to sily..do tej pory udawalo mi sie utrzymywac swoj stan we wzglednej tajemnicy..bo bylam okropna dla innych ale na spotkania z ludzmi jestem odmyta, umalowana itp nikt nie wie jak cierpie w srodku. Nazywaja mnie egoistka ,pewnie nia jestem. Moglabym w tym smutku nawet zyc gdyby nie to ze od ostatniego czasu juz coraz gorzej nad soba panuje..przygnebienie przyslania mi racjonalne postrzeganie, coraz czesciej mysle o smierci. I tego sie boje. Mam wybuchy agresji. Zle oceniam sytulacje. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Dzis opiekowalam sie dzieckiem siostry..widze ze nawet ono ma do mnie gorszy stosunek..jakby pogarde. Zreszta nikt sie ze mna nie liczy. Siostry maja poukladane i fajne zycie, dla nich jestem zalosna. Zreszta mlodsza siostra nawet nie ukrywa swojego stosunku do mnie..nie lubi mnie. Starsza nawet ok. Dzis postanowilam ze chyba musze sie leczyc. Ale zanim wybiore sie do jakiego kolwiek specjalisty..mam troche wstret do ludzi. Zapedzilam sama siebie w pułapkę i chyba nie ogarne juz swojego zycia.
  2. Witam, mam pewien problem związany z moją "partnerką". Byliśmy razem ponad rok, często się kłóciliśmy ale też zawsze sobie wybaczaliśmy. Nie powiem, takie stresujące sytuacje trochę wpłynęły i na moją i na jej psychikę. Ostatnimi czasy jednak się to pogorszyło. Częstsze kłótnie, więcej problemów, brak zrozumienia i nie mogliśmy się dogadać. Postanowiłem więc z nią zerwać, czułem że już nie wrócimy na właściwe tory, że nie dogadamy się już nigdy.. i ogólnie moje uczucie do niej wygasło do takiego stopnia że byłem w stanie zakończyć nasz związek. Przez ponad tydzień byłem sam, z jednej strony smutny ale z drugiej strony czułem się.. wolny? Czułem, że na więcej mi wolno, nie miałem takich ograniczeń. Po tygodniu znów zaczęła do mnie pisać i wydzwaniać, prosiła mnie o to abym do niej wrócił. Zawsze ulegałem jak o coś mnie prosiła ale teraz byłem stanowczy i za każdym razem odmawiałem. Zaczęła mi wówczas grozić, że sobie coś zrobi, że popełni samobójstwo i takie złe rzeczy.. Czuję się temu wszystkiemu winien. Nie chcę z nią być, ale też oczywiście nie chcę jej krzywdy.. Co mam zrobić? Proszę o jakiekolwiek rady, cokolwiek
  3. Mam 21 lat, studiuję, jestem z moim chłopakiem rok. "On" ma 33 lata, może to dlatego tak się dzieje... Ostatnim dużo się kłócimy. Nie będę się zaglebiac o co i z czyjej winy ale nie radzę sobie z tym. Cały czas płaczę, denerwuje się, krzyczę, zrywam z nim, jak już mam dość miewam źle myśli, nie chce sobie nic zrobić ale tak jakby zwrócić jego uwagę na siebie. Aby się zamartwil. Boję się że pewnego razu nie dam rady, naprawdę nalykam się tabletek.. Nigdy tsk się nie czułam, ostatni miesiąc jest straszny, cały czas płaczę. A jednak nie potrafię go zostawić, sama myśl mnie załamuje.. Uzależnilam się od niego pomimo tego co ostatnio mi robi czy jak?
  4. Nanami-chan

    Depresja ciężka

    Ostatnio podejrzewam u siebie to najgorsze stadium depresji. Z tego co czytałam na Internecie i z testów dotyczących depresji wychodzi mi cały czas że mam najgorsze stadium depresji. Wszystkie objawy dotyczące tego są w moim przypadku trafione. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, a czuje że nie wytrzymam zbyt długo w tym stanie. Jest ze mną tak od 10 lat. Chciała bym się leczyć, ale nie chcę by ktoś z rodziny o tym wiedział lub było to w pobliżu miejsca mojego zamieszkania.
  5. psycholog Aleksandra Pastor

    "Mały dorosły" – czy to jest zdrowe?

    Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne. Rodzice, cóż… albo piją, albo są „nieobecni”, albo niezaradni i niedojrzali, albo agresywni, a często wszystko naraz. Dziecko, które przedkłada potrzeby innych ponad swoje własne, może wzbudzać wiele pozytywnych uczuć. Troszcząc się o innych, biorąc na siebie cudze obowiązki, często jest nagradzane dobrym słowem, stawiane za wzór godny naśladowania. Bezinteresowna, altruistyczna postawa wydaje się jednoznacznie godna uznania. Taki syn czy córka napawa dumą: „Mam takie pomocne, zgodne dziecko, co w tym złego? To chyba dobrze, że nauczyłem je myśleć o innych? Że nie jest egoistą?”. Często stoi jednak za tym ogromne cierpienie tego dziecka. Gloryfikuje się osoby skupione na potrzebach innych. Nikt jednak nie pyta, jaką cenę płacą za tę postawę. Schemat samopoświęcenia tworzy się zwykle, gdy któryś z opiekunów jest ciężko chory, cierpi na depresję, jest nieszczęśliwy lub uzależniony, samotnie wychowuje dziecko. Aby przeżyć, dziecko jak powietrza potrzebuje zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych: opieki, troski, wsparcia, uwagi, ciepła, bliskości, bezpiecznego przywiązania. Jest to warunkiem absolutnie koniecznym, aby mogło się prawidłowo rozwijać i zachować zdrowie psychiczne. Tymczasem widzi słabego, bezradnego rodzica, niedostępnego emocjonalnie. Zrozpaczone, stara się mu pomóc najlepiej jak potrafi, ponieważ jest całkowicie zależne od opiekuna. Może się przymilać do niego, być uległe, podporządkowane, poświęcać się – monitorować jego potrzeby i starać się je zaspokoić. Dziecko czuje, że od zadowolonego rodzica ma szansę dostać uwagę, bliskość, miłość; od rodzica pogrążonego w rozpaczy, uzależnionego, bezradnego – niewiele. W rodzinie, w której rodzice nie radzą sobie ze swoimi problemami, u dziecka może wytworzyć się odpowiedzialność także za młodsze rodzeństwo („Kto zajmie się nim, jeśli matka cały czas leży w łóżku, a ojca ciągle nie ma?”). W obliczu niestabilnego emocjonalnie rodzica i potrzebującego opieki młodszego brata lub siostry, wejdzie w rolę opiekuna rodziny. Parentyfikacja jest formą zaniedbania dziecka, mającą znamiona przemocy emocjonalnej i ma poważne konsekwencje dla jego dalszego rozwoju. Nancy D. Chase, terapeutka i badaczka zajmująca się tym zjawiskiem, definiuje parentyfikację jako sytuację, w której dziecko poświęca własne potrzeby – uwagi, bezpieczeństwa i uzyskiwania wsparcia w rozwoju – po to, by dostosować się do instrumentalnych lub emocjonalnych potrzeb rodzica i troszczyć się o nie. Obciążenie, które dźwiga, przekracza jego możliwości radzenia sobie. To wyjątkowo duże wyzwanie dla dziecięcej psychiki. Prawdziwym źródłem poczucia własnej wartości dziecka jest miłość rodzica, który rozumie jego podstawowe emocjonalne potrzeby i adekwatnie je zaspokaja. Tylko to da ostatecznie dziecku głębokie przekonanie, że jest kochane i ma swoją wartość przez sam fakt, że istnieje. Bez warunków. Podporządkowanie dziecka potrzebom innych w dalszej perspektywie znacząco obniży jego poczucie własnej wartości: „Skoro nie dostaję uwagi, wsparcia, przewodnictwa, zainteresowania, troski, miłości, oznacza to, że mało znaczę. Jestem nieistotny”. Dziecko, gdy zdarzy się mu czasem – jak każdemu – odstępstwo od reguły, uzna, że zawiodło. W sytuacji gdy siebie postawi na pierwszym miejscu, gdy będzie przeżywało złość, kiedy będzie domagać się swoich praw – poczuje się winne. Doświadczanie tych emocji jest bolesne, a samopoświęcenie pozwala do pewnego stopnia ich unikać. W ten sposób schemat się wzmacnia. Coraz silniejsze staje się przekonanie: „Nie mogę przysparzać bliskim żadnych trosk, muszę troszczyć się o harmonię w rodzinie. Nie mogę sobie pozwalać na słabość”. W dzieciństwie schemat samopoświęcenia pełni rolę adaptacyjną. Dziecko, które doświadcza zaniedbania ze strony rodziców, pochłoniętych własnymi problemami, którym nie starcza sił, by poświęcać mu uwagę i okazywać uczucia, jest starającą się przetrwać ofiarą. Zdecydowanie więcej nadziei zachowa w sytuacji, gdy uwierzy, że to ono powinno się bardziej postarać: być dzielne, silne, dające wsparcie, niż gdyby uznało, że to rodzic jest wadliwy, zimny, nieczuły, brak mu empatii i ciepła. Potrzebuje rodziców, więc za wszelką cenę usiłuje utrzymać ich pozytywny obraz. Woli wybrać stłumienie gniewu, sprzeciwu, eliminację własnych potrzeb. Zresztą trudno rozzłościć się na rodzica, który jest chory, nieszczęśliwy, zrozpaczony, nieradzący sobie, przepracowany. Człowiek z zahamowaną agresją jest bezbronny na przemoc z zewnątrz, ale też na przemoc, która dzieje się w jego wnętrzu. W psychice dziecka sukcesywnie buduje się reprezentacja rodziców jako potrzebujących, a jego samego jako wspierającego. Oznacza to, że dziecko odczuwa wewnętrzną presję, nakaz, by zawsze służyć potrzebom innych kosztem własnych. W konsekwencji nie pozostaje z rodzicem w autentycznej relacji, a w dorosłym życiu także z innymi ludźmi. Prezentuje swoje fałszywe Ja, zgodne z oczekiwaniami innych. Słysząc słowa uznania dla takiej postawy, w naturalny sposób będzie ją wzmacniać. Ten rodzaj dowartościowania wcale mu jednak nie służy – jest bowiem pochwałą skierowaną nie w jego stronę, ale wobec schematu samopoświęcenia. W oczach rodzica uznanie dostaje fałszywe Ja, które zinternalizowało potrzeby rodzica i uczyniło je nadrzędnymi. Parentyfikacja utrudnia psychiczne oddzielnie od rodzica, które jest warunkiem prawidłowego rozwoju. Może wytworzyć u dziecka schemat uwikłania emocjonalnego, którego przejawem jest niemalże stopienie z rodzicem, kosztem kształtowania własnej tożsamości. Dziecko doświadcza zjednoczenia z rodzicem przy jednoczesnym uczuciu zdławienia, przytłoczenia tą więzią. A każda próba postawienia granicy, okupiona jest gigantycznym poczuciem winy. Rozpaczliwe wysiłki dziecka, by odpowiedzieć na oczekiwania, nigdy nie są wystarczające. Pomimo starań nie udaje się „uleczyć” rodzica, uszczęśliwić go trwale, zaspokoić na tyle, by mniej cierpiał, radził sobie albo stał się bardziej dostępny emocjonalnie. Ten tragiczny scenariusz często odtwarza się potem w dorosłym życiu. Nadaremna nadzieja na odwzajemnienie starań i dostrzeżenie potrzeb przez innych, podobnie jak wcześniej przez rodziców. Dziecko, które rozwinęło styl funkcjonowania związany ze schematem samopoświęcenia, w dorosłym życiu najczęściej będzie wchodziło w związki z potrzebującymi, nieradzącymi sobie osobami, przejmując za nie odpowiedzialność, nie oczekując zaspokojenia jego potrzeb przez innych. Może także za partnera nieświadomie wybrać osobę agresywną – reprezentującą tę część Ja, która została stłumiona. Jeśli nagromadzona latami wściekłość zostanie jednak odblokowana, może zaowocować przyjęciem postawy roszczeniowej, nadmiernie asertywnej, agresywnie domagającej się od innych zaspokojenia sfrustrowanych latami ważnych potrzeb. Najczęściej będzie jednak z uporem skupiać uwagę na innych, nadmiernie się o nich troszcząc, podporządkowując się ich oczekiwaniom, lekceważąc własne potrzeby i preferencje. I może się zdarzyć, że taka osoba nigdy nie zazna sytuacji, kiedy poczuje się ważna i kiedy zaspokojone zostaną jej własne potrzeby. Potrzeby miłości, bycia ważnym, znaczenia własnej osoby będą zawsze. I warto się zastanowić, w jaki sposób my, dorośli je zaspokajamy. Czy w sposób konstruktywny dla nas, dla naszych najbliższych, czy raczej skłaniamy się w stronę autodestrukcyjnych zachowań i nałogów, bo nie potrafimy inaczej... Aleksandra Pastor-Statkiewicz
  6. Dzień dobry. Mam 27 lat, jestem zanezna, pracuje w korporacji. Od okolo 2 lat, a na pewno od roku bardzo intensywnie zauwazam zmiany w moim zachowaniu, odczuciach. Objawia się to tym, ze przez okres np. Miesiaca mam swietny nastroj, jestem dusza towarzystwa, niczym się nie przejmuje, blyskotliwosc na najwyzszym piziomie, naprawde moge gory przynosic i nagle zupelnie inna rzeczywistosc. Totalnt brak pewnosci siebie, mam nawet problem ze stworzeniem normalnego zdania, ciagle napuecie czy ludzie mnie akceptuja , co powiedziec, czuje się jakbym była zla osoba. Nawet kontakt z przyjaciółmi mnie stresuje. Zawsze kiedy mam swietny okres, to zyje zyje w leku, ze zaraz nadejdzie totalny spadek formy . prosze o wskazowke, czy to może oznaczac jakies większe zaburzenia emicjonalne i konieczna jest konsultacja psychologa? Pozdrawiam serdecznie
  7. psycholog Aleksandra Pastor

    Pozytywne skutki traumy!

    Mili Państwo, okazuje się, że trauma, inaczej uraz psychiczny nie zawsze skutkuje trudną do zwalczenia depresją, bólem i długotrwałym cierpieniem. Badania wskazują, że spory procent osób doznających bardzo trudnych sytuacji życiowych wychodzi z nich z nie tylko z podniesioną głową, ale z bardziej przemyślanymi poglądami i nową hierarchią wartości, która pozwala na cieszenie się życiem , docenianie rzeczywistości, teraźniejszości i międzyludzkich więzi. Potraumatyczny rozwój to wszelkie pozytywne zmiany jakie dokonują się w człowieku, który podejmuje próby poradzenia sobie z następstwami skrajnie traumatycznych wydarzeń życiowych. Współczesna literatura oraz badania podają wiele rodzajów traumatycznych wydarzeń, które mogą okazać się swego rodzaju wyzwalaczami dla potraumatycznego rozwoju. Może to być między innymi: bolesna strata bliskiej osoby, pożar domu, wykorzystywanie seksualne, wypadki komunikacyjne, problemy zdrowotne dzieci, ale także konkretne rodzaje chorób medycznych: rak, zakażenie wirusem HIV, atak serca, reumatoidalne zapalenie stawów czy inne schorzenie, związane z przewlekłym bólem. Nie będę podawać Państwu w tym momencie wielu nazwisk czy przytaczać całych fragmentów książek, badań, ale skupię się na konkretach, dlatego, jeśli zainteresuje Was ten temat, odsyłam do bibliografii. Do pozytywnych zmian potraumatycznych należą między innymi poczucie bycia lepszą osobą, wzrost poczucia wartości, własnej siły ( na zasadzie jeśli przeszedłem coś tak trudnego, to dam sobie radę z większością innych życiowych wyzwań), zwiększenie otwartości i wrażliwości na potrzeby innych ludzi. Takie osoby przeżywają życie bardziej świadomie, dojrzale i bardziej satysfakcjonująco. Co zatem sprawia, że jedni sobie radzą po tak ekstremalnych przejściach, a inni nie? Można wymienić sporo takich czynników, np. optymizm i religijność, zaangażowanie osób poszkodowanych w terapię, leczenie, czyli w proces zdrowienia, nadzieja, poczucie humoru, a także znaczenie, jakie jednostka przypisuje krytycznym zdarzeniom. Porównajmy dwa przykłady postaw w obliczu tragedii. Osoba nr 1 będzie użalać się nad sobą i tkwić w poczuciu krzywdy przez lata, tracąc radość życia i energię, bo powiedzmy zachorowała na reumatoidalne zapalenie stawów i poddała się bólowi. A osoba nr 2 przepracuje trudną zmianę, nada jej osobiste znaczenie i znajdzie w końcu sposób, żeby nauczyć się z tym bólem żyć i jeszcze podzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą z innymi ludźmi, którzy zmagają się z podobnym problemem... Podobno zawsze mamy wybór. Wybór ten nie zawsze związany jest z usunięciem choroby, skutków traumy, na które nie mamy wpływu. Możemy jednak zdecydować, jaką postawę przyjmiemy wobec dalszego życia, już po traumatycznym zdarzeniu. Na koniec artykułu życzę Państwu samych dobrych, zdrowych i owocnych życiowych wyborów. Ola Pastor Bibliografia: Ogińska-Bulik, N. Juczyński, Z. (2010). Rozwój potraumatyczny - charakterystyka i pomiar. Psychiatria, 7(4), 129-142. Ryff, R.C., Singer, B.H., Selzer, M.M. (2002). Pathways through challenge: Implications for well being and health. W: A. Caspi, L. Pulkkinen (red.), Pathways to successful development: Personality in life course (s. 302-328). New York: Cambridge University Press. Calhoun, L. G., Tedeschi, R. G. (1996). The posttraumatic Growth Inventory: Measuring Positive Legacy of Trauma. Journal of Traumatic Stress, 9(3), 455-471. Calhoun, L. G., Tedeschi, R.G. (2007). Podejście kliniczne do wzrostu po doświadczeniach traumatycznych. W: S. Joseph, P.A. Linley (red.), Psychologia pozytywna w praktyce (s. 230-248). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  8. Witam mam na imie Anna mam 19 lat piszę ponieważ no nie jestem w stanie stwierdzić co się tak naprawdę dzieje ze mna .Chodzi o to ,że cały czas mam poczucie beznadziejności ,mimo ze mam rodzine ,chłopaka i paru znajomych czuje się samotna , wogole samej siebie nie potrafie akceptowac ciagle mysle ze wszyscy sa lepsi ode mnie we wszystkim a ja to takie chodzace nieszczescie czy cos w tym stylu , ciagle siebie sama krytykuje i nie potrafię się cieszyć tym co kiedyś mnie cieszyło. Ogolnie od kąd mialam 5 lat spiewałam a od jakiegoś czasu nie mam nawet ochoty na to. Najgorsze jest to ,że cały czas płacze i chodze smutna bez powodu raz rano się obudziłam i nagle zaczęłam płakać no i mam myśli takie ,ze beze mnie każdemu byłoby lepiej ,ze wszystko co robie to źle robie , ze jestem do niczego,że każdemu tylko przeszkadzam oraz myśli samobójcze przez co nie raz się pocięłam . Te myśli tak same przychodzą przez jakas chwile jest ok a za 5 min mam tak ,że no nie wytrzymuje bo meczy mnie to najczęściej dusze wszystko w sobie a gdy chce powiedzieć komus co czuje to nawet nie wiem jak mam tej osobie opisac to w jakim stanie jestem w danym momencie a zas tez boje sie mowic o tym mamie badź tacie czy innym bo wiem ,ze mnie nie zrozumieja niestety .. . Ogolnie mam tez tak ,że no chłopak po prosi mnie bym poszła zaplacic na stacje benzynowa to od razu mam taki dziwny strach i się boje isc zrobic prrosta czynność zaplacic czy pogadać przez tel z znajomym ,ciężko mi na czym kolwiek się skupić ktoś cos do mnie mowi a ja nie jestem w stanie odpowiedzieć na to co do mnie mowil bo zapominam od razu co dana osoba do mnie mowila , ostatnio nawet spac nie umiem udało mi się zasnąć tylko 2 h a potym od 5 :00 już nie spalam .Do tego o wszystko się obwiniam np tata zwroci mi tylko uwagę a ja od razu czuje się jakby kkazdy miał o wszystko do mnie problem oraz ze zrobiłam cos źle od razu przychodzą te inne myśli które wymieniłam i tak w kolko to się dzieje nawet raz z chlopakiem uczyl mnie prowadzic samochod i coś źle mi sie zrobilo i sie troszke wkurzyl na mnie i powiedzial mi ,że nie myslę i to slowo sprawilo ,że ja zaczełam płakać a toprzeciez wcale nie bylo jakies urazajace ktoś na mnie nakrzyczy chce mi się płakać a gorzej jak sama jestem nie spotkam się z chłopakiem to mam takie dni ,że nie wiem wtedy co zrobić mam sama z sobą staram sie wtedy zajać czyms posprzatac dom czy cos ale no to nic nie daje a zas by z kims wyjsc na spacer to tez nie mam z kim bo tak jak wczesniej mialam sporo znajomych tak teraz ciagle siedze w domu i nigdzie nie wychodze bo nawet nie mam z kim
  9. Dzień dobry postaram się jak najlepiej wyjaśnić swój problem. Co miesiąc (głównie 1-2 tyg przed okresem) zaczynam się tak jakby inaczej zachowywac niż zwykle. Bez powodu płacze, kloce się, wybucham, jestem agresywna a ostatnio to nawet bez powodu nekalam pewna osobę sms-ami, meilami, telefonami (co skończyło się na zgłoszeniu sprawy na policję) a nigdy wcześniej tak się nie zachowywałam.Co mam z tym zrobić gdzie szukać pomocy. Jestem zapisana do pani psycholog ale boję się jej o tym wszystkim
  10. Witam, jestem tu nowa. Piszę bo nie wiem jak mam już sobie radzić ze sobą. Jestem 35-io letnią matką trzech synow (10l,6l i 10mies). Choruję na CHAD i DDA. Od tzech lat jestem w nowym związku, mieszkam z partnerem i moimi dwoma synami. Chłopcy są bardzo rozpuszczeni przez tatę, głośni i rozbrykani. Mó (obecnie już) mąż jest typem poukładanego sportowca. Dzieci w czasie tych 3 lat zdążyły się juz zmienić sdość mocno jednak wciąż są bardzo nniegrzeczni. Mimo to pracują nad soba, tzn. ja staram się żeby nad sobą pracowali. Oni w miarę możliwości wiekowych próbują bo zależy im na poprawnych relacjach z moim mężem. Mąż mó, jest bardzo zazdrosny o każdą minute jaką spędzam z dziećmi. Ostatni wyjazd na wakacje, gdzie spośród 200 dzieci skargi były codziennie tylko na moich pokazał, że nie ma chyba szans na zgodę. Mąż ręcz stwierdził, że ich nienawidzi. Powiedział im to w oczy. Przejęli się dość mocno i widać, że zaczęli pracować nad sobą (zobaczymy jak długo to potrwa). Jest jeszcze trzeci synek to dziecko moje i obecnego męża w którym on jest absolutnie zakochany. Wszystko to widzę, ze ma okropny wpływ na moje starsze dzieci a to boli mnie okropnie. Kocham wszystkich czterech całą sobą, bardzo staram się żeby żadnegu nie brakowało niczego w tym mnie tyko już nie mam siły na walkę ymiędy młotem a kowadłem. POMÓZCIE bo mam ochtę uciec lub zniknac ;(
  11. Dorotas

    Pomocy napad lęku

    Witam.Choruje na fobie społeczną ale z tym juz jest psychistra zapisał mi lek pregabaline odbylam 13 wizyt terapi przeczytalam książkę o lękach ale od 5 dni jest tragedia nic nie jem nie wstaje z łóżka mam poczucie ze nie chce mi sie zyc chociaż nie myślę o zrobieniu sobie krzywdy mam mysli lekowe boje sie o wszystko wszystko mnie przeraża.Jestem wykonczona psychicznie i fizycznie juz nie wiem co mam robic i jak dlugo to wytrzymam.Dzwonilam do swojej terapeutki ale ona mowi ze musze sie uspokoić i ze noc mi nie zagraza. Dawniej tez mialam napady paniki ktore trwaly przez pare godzin a teraz to już 5 dzien od rana tragedia w glowie mętlik.Jestem zapisana do psychologa ma poniedzilek ale nie do mojego bo jest na urlopie.Czy mam sie zgłosić do psychiatryka?prosze o pomoc.
  12. Witam nazywam się Michał, nie dawno ukończyłem 18 lat, wszystko było o mnie bardzo fajnie, lecz do pewnego momentu gdy pomyślałem, teraz żyje a co będzie w wieku np. 80 lat lub gdy umrę, co się stanie że mną, z moja dusza czy pójdę do nieba, czy znowu powrócę na ziemię jako forma reinkarnacji i nic nie będzie pamiętam, czyli nowe życie, lecz nic nie będę pamiętał z tego życia, czy tak pstryk i mnie nie ma, prosiłbym o naprawdę szczera i dobra odpowiedź. Odkąd pomyślałem że skoro się narodzilem to i trzeba będzie odejść z tego świata, to zabrało mi to chęć do życia jak to naprawić?
  13. ewala

    brak sił

    witam, jestem 38 letnia pracującą mezatka z nastoletnimi dziecmi. Mam dwie wersje kiedy pojawily sie u mnie problemy: pierwsza to gdy przekonalam obecnego meza do powrotu do mnie po zdradzie w wieku 19 lat (jestesmy od 1 klasy liceum wlasciwie razem czyli gdy mialam 16lat) a druga wersja to 3lata temu.. gdy calkowicie odsunelismy sie od siebie. Wtedy odkrylam filmiki porno na laptopie - wtedy pojawily sie sformulowania wobec mnie " stara jestes" wtedy odkrylam ze pali papierosy (co bylo zawsze niedopuszczalne w naszym zwiazku, nawet twierdzil ze jak kogos w domu przylapie na paleniu to wyzuci z domu. moj problem to brak diagnozy co mi jest - brak pomocy (maz nie rozumie co mi sie dzieje, na rodzine czy znajomych nie moge liczyc) szukalam pomocy u psychiatry - nie pomogło, bralam leki antydepresanty - nic nie wniosły; nie widze sensu zycia, fiksuje, dramatyzuje, panikuje, awanturuje sie, zwracam na siebie uwage ale bezkustecznie, wyolbrzymiam, roztrząsam przeszlosc, analizuje bieżace zwroty meza wobec mnie, chce kontrolowac go; nie ufam; nie mam wogole poczucia wartosci wlasnej; gdy cos nie tak jest w domu - nie jestem w stanie pracowac i funkcjonowac; potrzebuje ciaglej bliskosci i czulosci meza. NIe dam rady tak zyc, wiem ze musze cos zrobic ale nie moge znalezc osoby ktora mi pomoze (internet, wizyty u psychiatry, porady psychologiczne przez email - na razie nic nie wyszło), rozmawiam z mezem a raczej wybucham gdy juz nie wytrzymiuje, probuje tłumaczyc moje odczucia, zachowanie. Obecnie totalnie ulegam zeby tylko byl ze mna. Caly czas chce mu podobac sie; reaguje na kazdy jego zwrot: " popatrz jakie ma fajne ..." (kupuje bielizne, cwicze zeby mu sie podobac). Potrzebuje kogos kto mi powie ze pomoze - ze podniose sie z tego i moge jeszcze zyc
  14. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: męska depresja, depresja mężczyzny

    Depresja mężczyzny to poważny temat. Choćby dlatego, że rocznie kilka tysięcy Polaków podejmuje próby samobójcze zwieńczone tragicznym finałem. Również z tego powodu, że przytłaczająca większość mężczyzn nigdy nie udaje się po pomoc psychologa – m.in. nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie, chcą podtrzymać wizję samowystarczalności albo po prostu nie wierzą w skuteczność terapii i żadne wyniki badań ich nie przekonują. Geneza depresji czyli skąd wziął się na dysku „depresyjny program” Mówiąc o męskiej depresji warto moim zdaniem nade wszystko odwołać się do perspektywy ewolucyjnej. Zgodnie z tą teorią depresja nie jest bezsensowną przypadłością, która jak wysypka nęka człowieka, by złośliwie uprzykrzać mu życie. Psychologowie ewolucyjni utrzymują, że depresyjny nastrój w przeszłości skłaniał do powstrzymania się przed aktywnościami, które w danym okresie mogły nie być korzystne. Jeśli przychodziły chude lata albo wyjątkowo ciężkie czasy, człowiek „zwalniał obroty”, wycofywał się i dzięki temu nie marnował energii, zasobów, nie ogałacał spiżarni w okresie, kiedy zdecydowanie nie należało biesiadować ani nadwerężać budżetu, a o kobietach można było co najwyżej pomarzyć. Trzeba było oszczędzać siebie i zasoby, więc człowiek miał obniżony nastrój, mniejszą motywację do działania, niższy poziom libido, chował się w jaskini i przeczekiwał trudny czas. Nie był to stan przyjemny, ale zdawało to egzamin. Właśnie dlatego uważam, że mężczyzną w depresji powinna zaopiekować się psychoterapeutka – psycholog kobieta. Już sam fakt kontaktu z kobietą jest wyłamaniem się ze schematu, w którym często tkwią mężczyźni w depresji pozbawieni satysfakcjonujących relacji z płcią piękną. Oczywiście nie może to być pierwsza z brzegu magister psychologii. Ma to być taka kobieta psycholog, która ma zdrowy stosunek do czasu – nie spogląda ukradkiem na zegarek myśląc „byle do końca”, ale sensownie organizuje spotkania, by było jasne, co jest do zrobienia i mieściło się to w zaplanowanych 50-ciu minutach. Taka, która daje narzędzia do radzenia sobie z depresją, a nie tylko kiwa głową jak maskotka stawiana w starych autach na desce rozdzielczej. Taka, która umie wykorzystać swój kobiecy pierwiastek w sposób, który inspiruje mężczyznę do działania, a nie zawstydza go lub dodatkowo dołuje, gdy depresyjny smutek jednak nie pozwolił zrealizować pewnych celów. Stan ten dzisiaj określa się jako zaburzenie nastroju, zaburzenie depresyjne, epizod depresji i uznaje za chorobowy. Oczywiście istnieją inne teorie na temat genezy depresji, ale na potrzeby tego artykułu pozostańmy przy tej perspektywie. Przyjmijmy, że jest to dawno temu wgrany nam przez ewolucję do mózgu program, który aktywuje się pod wpływem określonych czynników – obecnie bardzo często całkiem nie w porę. Przyczyny depresji czyli co u mężczyzn uruchamia „depresyjny program” Jeśli by się dobrze przyjrzeć, dzisiejsze społeczeństwo i jego funkcjonowanie na wiele różnych sposobów stwarza warunki, które aktywują wspomniany „depresyjny program”. Wysoki poziom stresu, wszechobecna presja, nieadekwatne sprzeczne wymagania, niesprawiedliwy rozkład sił, nieustająca walka, nadmierne korzystanie lub wręcz uzależnienie od używek dla złagodzenia emocjonalnego bólu – to tylko niektóre czynniki. Na domiar złego mężczyźni od zarania dziejów, ale zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy wszystko toczy się w galopującym tempie na ekstremalnie wysokich obrotach, mają tendencję do skupiania się na hierarchii zamiast na życiu i własnych potrzebach. Wojna na drabinie społecznej wykańcza nawet najlepszych – ofiar stanowczo nie brakuje na każdym szczeblu, bo depresja nie oszczędza nikogo. Statystyczny mężczyzna trafia do pracy, w której za beznadziejne pieniądze jest eksploatowany do granic możliwości. Dużą część zarobionych pieniędzy oddaje w formie podatków, które są głównie dystrybuowane między innych ludzi – wobec niego obojętnych lub nawet wrogich. Grzęźnie w nie dającym satysfakcji małżeństwie lub monogamicznej relacji innego typu, na domiar złego zwykle po paru latach doświadczając dojmującego spadku pożądania do widywanej codziennie, nieskorej do intymnych urozmaiceń partnerki, która wiecznie czegoś od niego chce – często przy tym oferując niewiele w zamian. W akcie desperacji sięga po alkohol lub inne używki, które stanowią swoisty wentyl bezpieczeństwa, którym uchodzi gromadzone napięcie. Doświadcza poczucia niższej wartości stale będąc zestawianym i porównywanym przy różnych okazjach do lepiej zarabiających, o lepszym statusie społecznym. Ewentualnie sam się porównuje codziennie stojąc w korkach w swoim 15-letnim samochodzie, mijając kolejne bilbordy z twarzami wymuskanych celebrytów zarabiających miesięcznie za bieganie za piłką lub robienie z siebie wariata na wizji tyle, co on przez rok lub dwa. Czuje się jak w pułapce bez wyjścia, nie dostrzega perspektyw (które realnie rzecz biorąc nierzadko bywają bardzo trudne). Jeśli na dodatek za młodu był na tyle naiwny, by ożenić się i spłodzić dzieci, jest w potrzasku, ponieważ odchodząc lub będąc rzuconym przez roszczeniową małżonkę i tak będzie musiał na nią i odebrane mu potomstwo łożyć przez długie lata. Kobieta wychodząc z małżeństwa ma dzieci i systematyczne zastrzyki pieniędzy – mężczyzna jedynie długi i poczucie zawodu. A jeśli ośmieli się nie być trybikiem w tej machinie, czeka go więzienie. Zaś świat chce od niego coraz więcej i więcej, choć i tak już Polacy żyją około 7 lat krócej od Polek, natomiast zdecydowana większość dochodu państwa wytwarzana jest przez mężczyzn, zaś spożytkowywana przez płeć piękną. Biorąc to wszystko pod uwagę można powiedzieć, że to doprawdy jakiś cud, że depresję rozpoznaje się „tylko” u około 10% populacji, a polska Policja odnotowuje „jedynie” około 10 tys. prób samobójczych rocznie (z czego przytłaczającą większość podejmują mężczyźni). Jak widać, istnieje całe mnóstwo czynników, które mogą uruchomić „depresyjny program” i nierzadko robią to skutecznie (więcej o tym, co niszczy współczesnego mężczyznę, pisałem tutaj). W rezultacie mężczyźni wycofują się społecznie, przestają się rozwijać, załamują ręce bo nie mają już chęci uczestniczyć w wyścigu szczurów. Albo przestają widzieć sens w odgrywaniu roli trybiku bądź tracą siłę by dalej walić głową w mur. Ewentualnie by zaspokajać mające nieadekwatne oczekiwania kobiety tylko po to, by potem utknąć w monogamicznej pułapce drenującej ich portfele i zasoby energii życiowej w imię realizowania społecznych ideałów. Z małżonką przypominającą sobie o współżyciu jedynie wtedy, gdy przyjdzie jej do głowy spłodzenie kolejnego potomka. Nic dziwnego, że mężczyźni czują się oszukani przez „system”, mówią o funkcjonowaniu w „Matrix” i mają poczucie, że zostali zdradzeni przez społeczeństwo. Naprawdę niewiele potrzeba, by w takiej sytuacji uruchomił się „program”. Zwłaszcza, że w mediach ciągle słyszy się o kolejnych przywilejach dla kobiet, a na temat dyskryminacji mężczyzn i o kampaniach na ich rzecz prawie wcale, choć doświadczają nie mniejszych problemów. Mężczyzna chorujący na depresję NIE jest kimś, kto ma słaby charakter Wprost przeciwnie, może to być bardzo twardy facet, który jest w stanie wiele znieść, a przy tym ma oczy szeroko otwarte, jest świadom tego, jak źle się dzieje wokół, co może być dołujące, gdy analizuje się zbyt głęboko i długo. Być może to nawet nieuniknione, by przejść etap przygnębienia po uprzytomnieniu sobie pewnych spraw, ale na szczęście nie zawsze przybiera on postać aż kliniczną. Niestety, część mężczyzny uważa, że depresja to słabość charakteru lub jakiś rodzaj wydumanego wymysłu bądź wręcz zakamuflowana forma lenistwa. Abstrahując już od medycznej nomenklatury, która określa ten problem jako choroba, warto poważnie potraktować ten temat i gdy dostrzeże się sygnały działania „depresyjnego programu”, postarać się go wyłączyć lub przynajmniej ograniczyć do znośnych rozmiarów. Często trzeba „zaktualizować system”, zmienić pewne przekonania, pracować nad wykrywaniem tzw. automatycznych myśli i kwestionowaniem ich lub podjąć określone działania. Ma to miejsce podczas samodzielnej pracy nad sobą oraz w trakcie psychoterapii indywidualnej. Nierzadko warto mieć też wsparcie farmakologiczne, by łatwiej było zebrać siły na dezaktywację „programu”. Z tego względu należy skonsultować się z lekarzem psychiatrą oraz psychoterapeutą po dostrzeżeniu objawów depresji takich jak stany przygnębienia, rozdrażnienie, spadek motywacji, trudność w doświadczaniu radości i utrata zainteresowań, trudność w podejmowaniu decyzji, tendencje do izolowanie się od ludzi, nietypowo częste rozklejanie się, bezsenność, spadek apetytu lub zajadanie chandry, myśli o śmierci lub samobójstwie. Nie ma co się czaić, migać od wizyty u lekarza czy psychologa, bo to żadna ujma, że ma się uruchomiony „depresyjny program”, który po prostu trzeba wyłączyć stosując odpowiednie metody. Analogiczne jak w przypadku wirusa komputerowego, który usuwa się przy pomocy specjalnej aplikacji po to, by móc bezproblemowo działać. Mężczyzna w depresji – jak wybrać psycholog, psychoterapeutkę Niektóre psycholożki są zbyt zasadnicze, ę, ą, bątą, wchodząc w rolę eksperta w oprawkach za 3000 zł i garsonce o podobnej wartości, w dodatku kupionej przez nadzianego męża. Zdają się prowadzić terapię, aby się dowartościować, wywyższyć i nie siedzieć w domu. To nic, że gabinet opłaca im tatuś lub partner. Inne nie mają pomysłu na terapię, więc sesje z nimi są przegadane, niekonkretne (to tzw. dryf terapeutyczny). Zdarzają się też „mamuśki”, które z ogromną, przesadną empatią starają się zaopiekować klientem, co jest aż trudne do zniesienia, bo dorosły człowiek może poczuć się niezręcznie, gdy jest traktowany jak dziecko. Zdarzają się jednak na szczęście całkiem ogarnięte babki, które nie tylko mają dyplom, ale i odpowiednie podejście. Warto pamiętać, że stosunkowo rzadko zdarza się, że od razu trafi się na właściwą osobę, ewentualnie na człowieka, który pomoże we wszystkim – czasem trzeba po jakimś okresie zastąpić jednego specjalistę innym. Tak to wygląda w praktyce, bo poszczególni terapeuci mają swoje poglądy, preferują określone metody i podejścia teoretyczne, mają opanowane różne techniki lub są szczególnie dobrze rozeznani w zakresie leczenia wybranych dolegliwości i mają ukończone odpowiednie kursy na ten temat. Jeśli chodzi o leczenie depresji równie skuteczne są pomoc psychologiczna stacjonarnie, udzielana podczas sesji terapeutycznych w gabinecie oraz wsparcie psychologa online, w trakcie psychoterapii przez Skype. Choć istnieją poradnie, w których także z psychiatrą można porozmawiać przez Internet, warto w miarę możliwości udać się do lekarza osobiście. Niewykluczone zresztą, że zleci jakieś badania i tak czy owak trzeba będzie pofatygować się do placówki zdrowia. Mężczyznom cierpiącym na depresję przydaje się nierzadko również kontakt z doradcą zawodowym, by mogli lepiej planować karierę, dobrym (naprawdę sensownym) life i zawodowym coachem, by zwiększać jakość życia i optymalizować wydajność. Niektórzy mężczyźni chwalą sobie również kontakt z duchownymi, zwrócenie się do siły wyższej i odwołanie do wartości religijnych. Jeśli zaś chodzi o niesatysfakcjonujące relacje, czasami pomocna okazuje się terapia małżeńska, terapia dla par.
  15. House

    Depresja ?

    Witam , jestem mężczyzną 26 lat , kawaler. Od kilku lat kiedy wkroczyłem w dorosłe zycie przedewszystkim zawodowe mam problem gdyż mam Zespól genetyczny tzw Zespól Gilberta , problem w tym , że nie radzę sobie sam ze sobą pracowałem na kilku stanowiskach ale zawsze zwalniałem sie Sam w trakcie doła psychicznego mimo tego , że Szefostwo nalegało na pozostanie . Jakis rok temu stosowałem na własna ręke przez około rok Xanax i Prozac ale po roku czasu ostro przedawkowalem i wylądowałem na SOR w stanie ciezkiego zatrucia. Obecnie po zwolnieniu na własny wniosek nie mogę sie zabrać za życie ani zawodowe ani wogóle ... cały problem w tym , że ZG tak działa na moja psychikę , że juz poprostu nawet z domu nie wychodzę nie mowiąc już o jakimkolwiek życiu zawodowym czy towarzyskim najchętniej to wolałybym umrzeć niż z tym żyć... Nie wiem jak nazwać ten problem? Czy leki znowu nie doprowadzą prawie do śmierci? , i wogóle czy można jakoś sensownie sobie z tym poradzić ?
  16. Kobita 29l ,mężatka,matka dwójki dzieci, mieszkam za granicą Wszystko w teorii jest perfekcyjne i idealne, dom rodzina, ogród , pies i w toku rozwój osobisty. Moje problemy towarzyszą mi od bardzo dawna większość spowodowana utratą bliskich osób w i wieczną walką z samooceną. Bywa ,że jest lepiej myślę że sobie z tym radzę ale od od dłuższego czasu coś we mnie pękło. Przyjazd za granice dał mi popalić , budowanie życia, trudny dla mnie związek, pojawienie się dzieci na świat i brak oparcia. Czuje się osamotniona, mam grono znajomych ale wśród tych ludzi nie czuje ,że jestem czegos warta. Stałam się osobą zamknięta w sobie w dużej mierze jest to spowodowane moim mężem. Nigdy nie kochał mnie taka jaką jestem od samego początku sterował mną i próbował na siłę ulepszać. Chciałam odejść ale pojawiło się dziecko i nie chciałam się poddać bo było już o co walczyć. Stworzyliśmy rodzinę w której wszystkie sprawy domowe i opieka nad dziećmi spoczywa na moich rękach. Pomaga mi bardzo mało, nie mam chwili dla siebie , nie mam komu powierzyć dzieci żeby złapać zdrowego dystansu do codzienności. Do niego nie dociera nic , nie słucha i nie zauważa, doskonale wie jak za każdą rzecz obarczyć mnie i wmontować we mnie poczucie winy. Nasze życie łóżkowe mogło by dla mnie nie istnieć, bywa że przymuszam się z "obowiązku żony". Nie mam ochoty z nim rozmawiać a nawet nie widzę sensu bo większość rzeczy nie słyszy bo prawie całe dnie spędza z nosem w tel. Dzieci czasami drażnią mnie samym faktem ,że są non stop blisko mnie. Moje pokłady cierpliwości się skończyły i zaczynam nawalać w kwestiach wychowawczych często krzycząc. Mam wrażenie ,że nad niczym nie panuje co mnie okropnie złości. Mam żal do siebie,że nie potrafię być silna i walczyć o siebie.Za to ,że swoja frustrację przelewam na innych zwłaszcza moje dzieci. Mam żal do moich rodziców ,ze wychowali mnie na osobę "gorszą" od innych. I wścieka mnie fakt,że mam piękne życie i powinnam się z niego cieszyć a nie potrafię.
  17. Zaraz po studiach, w wieku 21 lat wyjechałam z chłopakiem do Anglii. Od tego czasu wszystko zaczęło się sypać. Dopadła mnie dorosłość, która rozczarowuje? Zaczelo się od problemów seksualnych. Osoba która kocham jest przeze mnie odrzucana już od 3 lat. Nie mam ochoty na żadne zbliżenie, a na jakakolwiek próbę reaguje alergia. Jest mi bardzo ciężko, bo wiem jak druga strona zabiega. Wiem tez, ze 3 lata praktycznie bez żadnego zbliżenia w końcu spowodują to, ze zostanę sama. Probuje znaleźć odpowiedz na pytanie jak do tego doszło? Dlaczego mając tylko 25 lat czuje się jakbym miała 60? Moj przeciętny dzien opiera się na chodzeniu do pracy, zjedzeniu obiadu i dopilnowania ze wokół mnie jest czysto. Potem obowiązkowo muszę się wyspać. Wszystko według planu, bez żadnych odstępstw. Gdzie podziało się moje szaleństwo? Moja spontaniczność? Dlaczego idąc na imprezę nie potrafię się dobrze bawić bo myśle o tym, ze się nie wyspie, ze zmarnuje wieczór? Czuje, ze to zaczyna zabierać mi cała radość z życia. Ja, osoba która 3 lata temu dałabym się zabić za imprezę ze znajomymi, za dawkę adrenaliny stałam się nudna stara baba, która musi mieć wokół siebie spokój i porzadek. Jak przywrócić w sobie młoda, spontaniczna osobę? Jak rozbudzić iskrę w związku?
  18. Witam. Mam 21 lat. Pracuje, studiuje zaocznie. Mam siostre - 12 lat. Mam problem i nie wiem juz co mam robić, nie radze sobie.. Mama jest w trakcie rozwodu z ojcem alkoholikiem. Nigdy nie pracowała, była całkiem zależna od niego. 3 lata temu dowiedziała się , ze ma zapalenie wątroby typu C na tle mieszanym. Duzo razy lezala w szpitalu od tamtego czasu. Ojciec pod wpływem alkoholu potrafił ja uderzyć, wyzywał ja od najgorszych, wmawial, ze jest nikim. Mama w końcu wzięła się w garść, zgłosiła wszystko na policje, wyprowadziła się. Jednak nie może sobie sama poradzić, wyciąga wszystkie zle wspomnienia z ojcem, płacze z samotności, nie może sobie poradzić z nerwami (nie je, wymiotuje, płacze co chwile, zamyka się, nie odbiera telefonów). Siostra nie potrafi zrozumieć problemu, ojciec ja przekupuje na swoją stronę , mamę stawia w najgorszym świetle przez co siostra nie chce mieszkać z mama. Ja juz się wyprowadzilam z narzeczonym. Mama przez płacz mówi, ze nie czuje potrzeby jedzenia, wychodzenia z łóżka.. Niekiedy w rozmowie zachowuje się jak 10 letnie dziecko... Od paru dni zauwazylam ze próbuje szukać pocieszenia w alkoholu (lampka wina) czego kategorycznie jej nie wolno przy chorobie... Nie wiem co mam robić. Prosilam ja by chodziła do psychologa jednak nadal to nie daje skutku.. Nie wiem jak z nią rozmawiać.. Blagam o pomoc
  19. Witam, Zbierałam się już od ponad dwóch lat aby ujawnić moje problemy, ponieważ bardzo przeszkadzają mi w normalnym funkcjonowaniu. Mam 22 lata, mieszkam za granicą z rodziną i narzeczonym - pracuję na pełen etat. Moje problemy zaczęły się w szkole średniej. Zamknęłam się na otoczenie, każda nowa sytuacja wywoływała i nadal wywołuje stres. Chodzę ciągle zmęczona, codziennie w dzień śpię, nie widzę sensu mojego bytu, nie chce nic robić- gdy tylko znajduję się po pracy w domu to leżę i albo płaczę albo właśnie śpię. Niejednokrotnie zdarza mi się przeleżeć cały weekend w łóżku, patrzeć w ścianę, płakać i nic nie mówić. Czasem już nie płaczę tylko zapadam w hibernację i patrzę pusto, nie odzywając się. Ciągle jestem smutna, nie wiem co ze sobą zrobić i przeradza się to w złości, w niemiłe odzywanie się do bliskich. Chcę żeby każdy zostawił mnie w spokoju. Najbardziej przeszkadza mi to ze nic mnie nie cieszy. Wszystko widzę negatywnie, nie próbuje nic zmienić w swoim życiu, ponieważ się boję a wiem że tych zmian potrzebuję. Pracuję jako sprzątaczka, umniejszyło to mojej wartości, ponieważ zawsze uważałam że jestem coś warta dla społeczeństwa z moim dobrym sercem- jestem BARDZO WRAŻLIWA- NIKOMU NIE ODMÓWIĘ POMOCY. A teraz się czuję jak kolejny numerek oby tylko zrobił normę. Problemy z jakimi się mierzę to np takie sytuacje jak: - boję się kierować samochodem bo wydaje mnie się że źle jeżdżę, że ktoś mnie wyśmieje ( chociaż wiele osób mówi że jeżdżę świetnie) - kilka razy bałam się wyjść z domu do sklepu bo dużo osób się tam znajduje, np jak płacę za rachunek to nie spojrzę kasjerce w twarz/oczy. Głowę mam zawsze zwróconą w dół do podłogi -mam takie jakby nagłe ataki paniki, serce zaczyna szybko bić i boję się nie wiem czego. Tak jakby wszystkiego -nigdzie nie czuję się pewnie, boję się że każdy myśli o mnie coś złego jak się na mnie tylko popatrzy - wizyta gdziekolwiek u lekarza, w sklepie to dla mnie ogromny stres -huśtawki nastroju rzadko ale zdarza się i wydaję mi się że mogę wszystko a później nagle zamykam się od nowa w sobie i uważam się za nic -relacje z bliskimi się popsuły/ czuję się sama, niezrozumiana. Nie rozumieją dlaczego nic nie chce z nimi wspólnie robić - nie podejmuje kroków aby się rozwijać, ponieważ się boję, ciężki mi z kimkolwiek rozmawiać- bo wszystko wydaje się bez sensu -nawet nie wiem kim chce być, co tu robię, nie mam ani jednego celu ani marzeń. Staram się tylko wstać rano do pracy i wrócić. Tam odzyskuje siły, ze mój humor się poprawia. Może jest to przyczyną ze po pracy siedzę w domu i nie mam co robić. Ale tutaj tak niestety wygląda życie. Z jednej strony chcę coś robić ze sobą a z drugiej czuję się tak zmęczona i tak się boję, że pozostaje w tym marazmie. - mój związek również nie należy do udanych. Partner często mi ubliża, nie szanuje i obwinia za swoje wybrane decyzje życiowe. Teraz jest ze mną ponieważ jest mu łatwiej finansowo ale nie odejdzie- tak powiedział. -obgryzam paznokcie, jestem bardzo nerwowa, z błahych powodów wybucham. Ciągle muszę ruszać jak nie ręką to nogą- tak jakby to przynosiło ulgę Nie wiem czy miało to wpływ ale w gimnazjum byłam gnębiona, i w tym czasie nie dostałam wsparcia od mamy. Było wręcz odwrotnie. Ponadto moi rodzice są rozwiedzeni. Rozeszli się gdy miałam 15 lat. W tym okresie było bardzo dużo 'na mojej głowie'. Mama sobie nie radziła..Obecnie mieszkam z mamą. Przez 2 lata w pl mieszkałam sama, a siostrę wychowywałam przez rok (również sama- dostając wsparcie finansowe od mamy, gdyż chodziłam do szkoły jeszcze). Staram się sobie 'jakoś' pomóc m.in. przez kupowanie książek motywacyjnych, słuchanie muzyki, medytacji. Nic nie pomaga. Kiedyś byłam normalną, wesołą dziewczyną z wielkimi marzeniami, planami i z wielka ambicją. Proszę o radę czy potrzebuję psychologa czy psychiatry i na co to wygląda.
  20. Poczatekikoniec

    Zupełna pustka w emocjach

    Ja nie czuje już nic prócz bólu. Jestem w najgorszym miejscu w życiu w jakim mogę być i to tylko przez siebie. Nie ważne jak bardzo pomagają mi ludzie w około ja się nie nadaje do dalszej egzystencji. Jak bardzo łatwo życie by im się toczyło gdyby mnie nie było. Nie chcę już nic, nic mnie nie fascynuje, nie pcha do przodu. Moja egzystencja jest bezcelowa. Stałam się osobą której nienawidzę. Ja tylko pragnę nie istnieć. Mój charakter to najgorsze co w życiu spotkałam. Nigdy nie chciałabym znać takiej osoby jak ja a muszę żyć ze sobą. Mniej boję się śmierci niż perspektywy kontynuowania życia jako ktoś kim jestem. Najgorsze jest chyba to że nie jest to coś co jestem w stanie zmienić, bo nie są to małe wady charakteru a po prostu jego filary. To wszystko co jest bazą mojego charakteru i nieodzownym czynnikiem mnie jest zepsute i nie do naprawienia. Takie osoby jak ja nie nadają się do życia. Czuję się jak pod respiratorem, sztucznie podtrzymywana przy tej bezsensownej egzystencji. Ja już dawno umarłam, tu jest jedynie moje ciało, które i tak powoli zanika. Czemu nie można przyspieszyć tego procesu, skończyć ze łzami, problemami... Ze sobą. Czy naprawianie tak zniszczonej głęboko osoby ma jeszcze sens?
  21. Witam, mam 23 lata i odkąd pamiętam moja matka nadużywała alkoholu, była wybuchowa, niezwykle impulsywna, miała huśtawki emocjonalne, wiązała się z agresywnymi mężczyznami i wiele innych.. Nasz dom był pełen przemocy i awantur. Życie z nią było koszmarem. Nie szanowała siebie i innych. Często groziła, że się zabije, że czuje się samotna. Kłóciła się z przypadkowymi ludźmi na ulicy i w sklepach. Zawsze obwiniała wszystkich wokół siebie a najbardziej swoją matkę, z którą od zawsze miała kiepski kontakt. Ze znajomymi, którzy starali się jej pomóc zrywała kontakt i tak została jej tylko mała grupka znajomych z marginesu społecznego. Mama miała zawsze dużą kontrolę nade mną i zabraniała mówić o tym co się dzieje w domu. Okłamywała siebie, mnie, rodzinę i przyjaciół, ale mimo tego miałem z nią dobre relacje. Najgorszy kontakt z mamą był w momencie kiedy wchodziła w kolejny chory związek, wówczas nie liczyło się dla niej nic tylko ten facet z marginesu, który pił, bił i był bezrobotny. W tych chorych związkach potrafiła zrywać z nimi po kilka razy w tygodniu. Gdy partner odchodził na dobre mama przepraszała rodzinę i mnie, obwiniała się i płakała, często zaprzeczała niektórym wydarzeniom. Rodzina i ja zawsze wybaczaliśmy a po jakimś czasie było znów to samo. Gdy miałem 18 lat wszystko się nagle uspokoiło. Uwierzyliśmy, że jej po prostu przeszło. Niestety pół roku temu mama zaczęła znów pić, znalazła się w kolejnym patologicznym związku, zaniedbała pracę i znalazła się na dnie. W momencie gdy daliśmy jej znać, że przekroczyła wszelkie granice odwróciła się od nas. Na dzień dzisiejszy mieszkam za granicą a rodzina w tym samym mieście co ona. Jak możemy jej pomóc skoro ona udaje, że problemu nie ma i nie chce iść na terapię? Powtarza, że nie ma problemu i jest dorosła.
  22. Cześć, mam na imię Paweł, 23 lata, kawaler, bezrobotny. Problem pojawił się parę lat temu. Na początku nie wychodziłem z domu. Cały czas siedziałem w pokoju, grałem, oglądałem filmy, seriale. Z czasem zacząłem wychodzić, do sklepu, do rodziny. Ze znajomymi się nie spotykałem, bo ich nie miałem, lub sam nie chciałem. Jeździłem do szkoły do innego miasta, liceum zaoczne, skończyłem, lecz przy każdym wyjeździe dochodziły do tego narkotyki. Gdy przestałem jeździć, znów 24/7 w domu, komputer, telewizja. Przez jakiś czas nic nie brałem. Pracowałem ponad rok czasu, do końca kwietnia tego roku. Nie przedłużyli mi umowy ze względu na złamaną rękę. I znów się zaczęło. 2 miesiące wolnego, spotkałem starego znajomego. Wróciłem do codziennego picia alkoholu, narkotyki. Papierosy w przeciągu 2 lat zwiększyłem x2. Od jakiegoś czasu miewam również. zawroty głowy przy wyjściu na dwór, strach przed tym że stracę przytomność, duszności, nagły atak serca. Z problemem radzę sobie raz lepiej raz gorzej. Nie poddaje się, idę dalej, chociaż czasami miewam już tak że staje na chwilę, wchodzę do sklepu, zaczynam rzuć gumę. Co mogę zrobić żeby chociaż w miarę być normalnie funkcjonującym człowiekiem. Mam na myśli gdzie się udać, gdzie szukać pomocy. Z góry dziękuje.
  23. Mam 23 lata i odkąd pamiętam nie byłam optymistką. Wiele rzeczy sprawiało mi problemy emocjonalne, związki przerażały (głównie przez fizyczność, która mnie odrzuca). Staram się analizować swoje problemy, a przynajmniej je określać co bywa strasznie męczące. Każdego dnia prześladują mnie bardzo negatywne myśli, które ciężko wyłączyć. Odczuwam nieustający strach, spięcie. Często jestem przygnębiona, zmartwiona i przerażona przyszłością. Jestem sfrustrowana brakiem powodzeń – mam wysokie ambicje, których nie potrafię spełnić. Nie pamiętam kiedy ostatni raz odczuwałam ulgę lub spokój. Widzę w sobie w większości wady. Stresuje mnie wiele rzeczy, zwłaszcza opinia innych ludzi, mam wrażenie że jestem gorsza, znacznie gorzej sobie radzę niż osoby z mojego otoczenia. Dodatkowo nie ważę tyle ile bym chciała, mam cerę i włosy w kiepskim stanie pomimo że staram się o nie dbać, mimo leków, wizyt u specjalistów ciągle mam jakieś problemy, na tle osób, które są z mojego bliskiego otoczenia i wyglądają dobrze (pomimo niewielkiego wysiłku) czuję się okropnie, bardzo mnie to denerwuje, jest to dobijające i frustrujące. Każdego dnia przeraża mnie upływ czasu. Nie mogę się pogodzić z tym, że się starzeję i że wszyscy wokół również. Odczuwam presję czasu na każdym kroku. Nie widzę również sensu życia, które w końcu i tak się kończy a pod koniec wszyscy są słabi i nieustannie zastanawia mnie czy ludzie starsi czują frustracje i niespełnienie bo pomimo pracowania przez większość swego życia kończą sami i bez godnych warunków. (Nikomu o tym nie mówię, wstydzę się, mam wrażenie że to strasznie głupie co myślę a z drugiej strony mam takie dziwne odczucie-wrażenie, że jeśli komuś bym to powiedziała to by kogoś to dobiło- jakbym była jedyną osobą, która jest świadoma takich rzeczy-dziwaczne myślenie, którego nie mogę się wyzbyć..) Źle się czuję z tym że powinnam być dorosła, znaleźć pracę, zrobić prawo jazdy itp. Mam wrażenie że nie pasuję do otaczającej rzeczywistości i nikt mnie nie rozumie. Z drugiej strony nie chcę pasować, nie chcę być szarym mieszkańcem bloku z rodziną (bo dzieci wypada mieć) i kredytem i codziennie wracać z pracy i siadać przed tv.. Ciągle jestem zmęczona, bez energii i coraz bardziej dobija mnie i frustruje, że nie mam siły żeby poprawiać swoje umiejętności czy wykonywać obowiązki, dążyć do celów. Wydaje mi się, że mam też huśtawkę nastrojów/ emocjonalną ale głównie jeśli chodzi o negatywne rzeczy. Nie mam pewności siebie(jeśli chodzi o karierę, pod względem spotykania się z ludźmi kiedyś było znacznie gorzej- z 8 lat temu praktycznie nie miałam znajomych), mam wrażenie, że cokolwiek robię inni zrobiliby to lepiej i zostaliby docenieni a mi ciągle przydarza się pech mimo, że się staram. Nie poddaję się ale każde potknięcie strasznie mnie osłabia i wzmaga we mnie pełno kolejnych negatywnych emocji i utwierdza mnie w przekonaniu, że coś ze mną jest nie tak i tylko mi się nic nie udaje, że to właśnie JA zawsze mam pod górkę. Mam już dość wszystkiego i brak mi sił żeby ten stan przezwyciężyć. Nie potrafię sobie wmawiać że będzie dobrze i czerpać z tego sił. Każde niepowodzenie pcha mnie w kierunku negatywnych myśli, wątpliwości względem własnej osoby np. na studiach wydaje mi się że innych prace są bardziej doceniane od moich- zaczynałam myśleć, że się do tego nie nadaję i takie analizy są coraz bardziej skrupulatne, myślę że każdy oprócz mnie ma do tego większy talent, że z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu ja jestem w tym słaba i wszyscy wokół to widzą i tak myślą… Mam też problemy z nerwami. Łatwo się denerwuję. Mam wrażenie że wszystko w moim życiu już na tyle okazało się odbiegać od tego co chciałam osiągnąć i jak chciałam, żeby było, że nic mnie już nie potrafi cieszyć. Podsumowując mam problem z załamaniem, brakiem pewności siebie, wiary w swoje możliwości, strachem przed przyszłością oraz opinią innych ludzi, nie widzę sensu w życiu, nie chcę być dorosła i się tak zachowywać, prześladuje mnie strach egzystencjalny, jestem neurotyczką, emocjonalnie nie daję sobie rady z poziomem wrażliwości na wszystko jestem zmęczona i okropnie sfrustrowana moim życiem co również mnie przeraża bo myślę że będę całkowicie zgorzkniała jeśli niczego znaczącego w życiu nie osiągnę- lub ktoś nie poprawi mojego życia. Każdego dnia nawiedza mnie milion dziwnych i przytłaczających myśli. Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Co mi dolega? Co robić? Jak mam sobie radzić sama ze sobą. Proszę o pomoc.
  24. Witam, moim problemem jest nieradzenie sobie z emocjami. Bardzo łatwo staje się smutna i mam czarne myśli. Kiedy zdarzy się coś złego, nawet małe niepowodzenie w mojej głowie robi sie zupełny mętlik - logicznie umiem sobie powiedzieć ze wszytsko sie ułoży, ale w głowie pojawiają mi sie za dużo czarnych myśli nad którymi nie panuje i nie potrafię ich ignorować. Jako nastolatka miałam ten sam problem, który rozwiązywałam samookaleczeniem się. Wtedy czułam ze wszytskie emocje i myśli ze mnie wypływają i ogarniał mnie spokój. Jakoś zdołałam się z tym uporać, ale od niedawna znów się tak czuje. Mimo ze nie chce się zabić, to i tak myśle o śmierci, konsekwencjach, pogrzebie, tym ze nic nie osiągnę i nie jestem w stanie nad tym zapanować. Zazwyczaj takie stany mijały mi szybko, ale ostatnio nie jestem w stanie z nich wyjść i zaczynam wariować. Wszyscy mi mówią ze za bardzo się przejmuje, ale ja nie umiem się nie przejmować bo takie myślenie samo wchodzi mi do głowy, bez mojej intencji względem tego. Nagle w mojej głowie pojawia się 1000000 różnych myśli, każda negatywna. Chcialbym udać się do psychologa, ale nie wiem czy nie jest to zbyt blachy powód, bo nie chce sobie zrobić krzywdy tylko nie potrafię o tym nie myśleć. Tak jakby ktoś inny wkładał mi do głowy takie myślenie. nie wiem czy to co napisałam ma sens, ale prosiłabym o rady, nawet takie najmniejsze
  25. Dzień dobry Proszę o pomoc w sprawie mojej kobiety i naszego związku.Sprawa wygląda następująco,była z kimś przez 10 lat,z kimś kto bardzo ja skrzywdził,zawiódł i pozbawił wszystkiego co było dla niej ważne.Od pół roku jesteśmy razem,jednak ona wciąż myśli o tamtym,często mnie porównuje do n8wgi i często się na mnie złości.Nie wiem jak zmienić to wszystko,mówi że nie ma marzeń i pozytywnych myśli A gdy mówię że ja kocham ona mówi że j9e czuje nic,jak s0rawix by w końcu znów zaczęła żyć,wciąż mówi że nie chce żyć,że nie chce niczego od życia A ja nie mam już pomysły jak sprawić by była szczęśliwa.Ma wciąż depresję A wszystko co robię obraca w gniew.Gdy robię pranie,sprzątam albo jest to niedokładne według niej albo nie dbała.Nie wiem jak sprawić by w końcu zaczęła normalnie funkcjonować,by w końcu była szczęśliwa.Proaze o pomoc,ona ma straszne kompleksy typu jestem gruba i nic mi się nie chce.Kocham ja i chce spędzić z nią życie jednak po mały poddaje się bo nie potrafię żyć z tak opłakanym człowiekiem.Chce i jestem dla niej jednak ona sprawia że mi się nie chce już nic r9bic,proszę i błagam co zrobić by była szczęśliwa, byśmy my byli szczęśliwi.Po za tym mówi że nie kocha mnie tak bardzo i rozmawia z nim od czasu do czasu A to wywołuje kłótnie na tej płaszczyźnie.

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.