Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 171 wyników

  1. Jestem 26letnia dziewczyną, na codzień normalną... troskliwą, kochającą i uczynną. Problem zaczyna się w momencie gdy przestaję panować nad zazdrością. Ufam mojej Partnerce(bo jest Aniołem a nie kobietą..) ale już 3x (przez rok bycia w związku) zrobiłam Jej krzywde..zarówno emocjonalną jak i doszło do rękoczynów. Dostalam poprzednimi razy szanse.. lecz to się znów powtorzyło. Zostawiła mnie. Kocham Ją nad życie i muszę odzyskać ten związek. Problem chyba leży w tym, że nad sobą nie panuję... jestem obsesyjnie zazdrosna o wszystko. O przeszłość, o meżczyznę mijanego na ulicy, o znajomych. Wtedy dostaję ataku paniki(szczegolnie po alkoholu) krzyczę, płaczę, uderzam pięściami we wszystko co jest wokół, mam ochotę w kłótniach targnąć się na życie itp. Gdy emocje opadają zazwyczaj nie pamiętam co się wydarzyło, czuję wielki strach, że stracę Ją bezpowrotnie i mam ochotę tylko leżeć i płakać. Totalnie zero sił do podatawowych życiowych czynnosci. Obecnie jestem zdeterminowana.. nie poddam się. Chciałbym znaleźć fachową pomoc, która być może pozwoli mi zrozumieć samą siebie a przede wszystkim(!) odzyskać Miłość mojego życia. I nigdy wiecej nie popełnić tak strasznego błędu. Czy jest coś co mogłabym zrobić?
  2. Niespokojna

    Żołza - Jędza

    Najgorszym moim problemem to nienawiść do samej siebie. Nie wiem od jak dawna jestem podejrzliwa, nieufna i źle nastawiona do ludzi. Nie pamiętam już jaka jest tego przyczyna ,że zmieniłam tak drastycznie się w stosunku do ludzi. Czasem gdy mam chwilę słabości siadam sobie na sofie i rozmyślam, o tym jak w danej chwili, czy sytuacji się zachowałam a jak mogłam to uczynić inaczej, zastanawiając się co ktoś sobie o mnie pomyśli. Mam potem wyrzuty sumienia, tak wielkie, ze obiecuje sobie, że następnym razem będzie lepiej, inaczej a w rzeczywistości jest tak jak zawsze -beznadziejnie. W sobie mam tyle złości i gniewu na sytuacje i ludzi których nawet nie znam... narastające myśli nie pozwalają mi nigdy wyluzować, zapomnieć, zachowywać się jak przystało na normalnego spokojnego człowieka. (podam przykład ; pojechałam z mężem i 7 miesięcznym synkiem do znajomych którzy od dawna Nas zapraszali, w drodze ustaliliśmy z mężem że jest już zbyt późno 18:30, by siedzieć u Nich bardzo długo , maksymalnie pół godziny, bo synka zdążyć wykąpać przed pójściem spać o 20:30. Dodatkowo mąż kupił winko, że razem po lampce wypijemy i więcej nie chce, bo jutro idzie do pracy. Gdy dotarliśmy na miejsce, od razu na wstępie znajomy wyciągnął wódkę na stół. Żadnego sprzeciwu nie słyszałam z ust męża. Gdy zobaczyłam jak pije jeden drink za drugim, narastała we mnie złość, żal i od razu poczułam wielką przykrość. Nie mogłam się nawet wyluzować, swobodnie rozmawiać, bo ciągle w głowie narastały różne myśli... widok uśmiechniętego męża, rozmawiającego ciągle o swojej pracy, bo dodam że znajomi z mężem pracują, poczułam się fatalnie, jak bym była zbędna. Po 20:00 powiedziałam do męża że pora wracać bo trzeba malutkiego wykąpać i że synek zaczął już ziewać i było widać zmęczenie w jego maleńkich oczkach, to oczywiście mąż jak to mąż " tak, tak zaraz idziemy..." cierpliwie zaczekałam 10 minut by dopił swój ostatni drink, który znajomy mu jeszcze nalał na odchodne.. z myślami pretensji na cały świat. Po upływie 10 minut mąż w końcu wstał i powiedział że jedziemy. Przy okazji gdy odprowadzali Nas do samochodu, zapraszali na imieniny w przyszły weekend, ja oczywiście starałam się wybrnąć z godnością i bez sprawiania przykrości, a mąż oczywiście palcem zaczął na mnie pokazywać i powtarzać " to od Niej zależy, to Ona rządzi...ja tam mogę przyjechać..." zrobiło mi się głupio, że stawia mnie jak zawsze w takich sytuacjach, że to ja wychodzę na zrzędliwą babę, która na wszystko mówi " NIE" a On jest milutkim znajomym zgadzającym się na wszystko. Wracając do domu samochodem myślałam, że rozerwie mi serce, łzy do oczu się cisnęły a w gardle czułam jak by kołek stał mi tak, że nie pozwala oddychać. Byłam tak strasznie na wszystkich zła, że nie wiedziałam jak się uspokoić. Po powrocie rozmawiałam z mężem o Jego zachowaniu i usłyszałam jak zawsze że tylko wszystko wyolbrzymiam niepotrzebnie, a to że palcem na mnie pokazuje, to tylko dlatego ,że to Ja rządzę w domu eh ) Nie wiem jak sobie z tym radzić, sądziłam że kiedyś z czasem mi to przejdzie a jest wręcz odwrotnie, nasila się to z każdym dniem, miesiącem, rokiem. Kiedyś byłam pogodną zabawną i wyluzowaną istotką, która każdemu wierzyła na słowo, póki nie przejechała się na własnej skórze, dziś nie potrafię obdarzyć nikogo zaufaniem.. Zastanawiam się jaka jest przyczyna , co zrobić by zmienić swoje zachowanie, ,myśli, jak radzić sobie z tymi emocjami ? Nie potrafię już siebie kontrolować, nie mam na to sił. Czy może ja robię coś źle ? Może faktycznie mam urojenia... Jak zmienić się na lepsze ?
  3. an1998

    rozstanie

    Jestem 20-letnią studentką. Przez ostatni rok akademicki mieszkałam z chłopakiem, z którym jestem ponad 3 lata. W związku układało nam się bardzo dobrze. Moje problemy zaczęły się gdy chłopak mnie okłamał, powiedział że idzie na mecz z kolegami, a tak naprawdę poszedł na domówkę do koleżanki. Na tej imprezie opił się i pocałowała go inna dziewczyna. Gdy się o tym dowiedziałam, zerwałam z nim. Uważam, że zdradził mnie i psychicznie, bo mnie okłamał, i fizycznie, bo nie protestował gdy tamta dziewczyna się do niego zbliżyła. Po 2 tygodniach jego starań i moich rozmów z rodziną postanowiłam dać mu ostatnią szansę. Zrezygnował z kontaktów ze znajomymi z którymi bawił się tamtej nocy, ponieważ od początku naszego związku sabotowali naszą relację, zazdrościli nam szczęścia i specjalnie nas skłócali i robili na złość albo jemu albo mi. Przez te 2 tygodnie rozstania pisał do mnie i dzwonił, prosił o szansę, było widać że się załamał. W międzyczasie pisał z różnymi ludźmi o tym co się między nami stało. Nie widziałam tych wiadomości, tylko sam powiedział mi że pisał. Zwierzał się znajomej którą ledwo zna, oraz swojemu kuzynowi który na poprawę humoru proponował mu imprezy, narkotyki i podryw, a może nawet i coś więcej... Wróciliśmy do siebie i jest teraz dla mnie bardzo dobry. Jednak ja nie wiem jak mam się wobec niego zachowywać. Co chwilę dowiaduje się, że pisał z kolejną osobą, dziewczyną, wiadomości pousuwał i twierdzi że nie pamięta dlaczego. Sama zadręczam się myślami o tym co mogło być w tych wiadomościach. Dobija mnie świadomość, że do mnie pisał że chce wrócić, a z kuzynem że chętnie pójdzie na imprezę kogoś poderwać... Rozmowy z nim nie pomagają, on mówi że wszystko rozumie, ale ostatnio i tak przyłapałam go na kolejnym kłamstwie. Potrzebuję porady co mam dalej zrobić. czy warto angażować się dalej w ten związek czy może lepiej odpuścić... cały czas czuję się obciążona jego zachowaniem podczas rozstania kiedy mnie skrzywdził. Boi się powiedzieć mi prawdę co było w tych wiadomościach, bo wie, że by mnie skrzywdziły... proszę o szybką pomoc.
  4. Kasia123

    Poronienie

    Jestem 25 letnia pracująca kobieta. Odkąd miesiąc temu poronilam nie mogę sobie poradzić z tym problemem, zamknęłam się na najbliższych, zrobiłam się bardziej skryta. Mój chłopak ciągle mi powtarza że już wszystko jest za nami i że musimy iść do przodu. A mi jest ciężko, ciągle wymyślam sobie jakieś zajęcia żeby tylko nie myśleć o tym wszystkim co się wydarzyło.
  5. Proszę o wsparcie! 29 lipca tego roku urodził się syn 1300g. Apgar 8,8,9,9. Poród spowodowany założeniem szwu przez lekarza. Był zdrowy silny. W trzeciej dobie stwierdzono zakażenie szpitalne gronkowcem. Antybiotyk to zwalczyl. W 6 dobie stwierdzono zakażenie najcięższą bakterią szpitalną klabsiella. Dziecko z dnia na dzień w coraz gorszym stanie. Od poczatku bylam przy dziecku calymi dniami przy inkubatorze. Widzialam wiele bledow lekarskich, pielegniarek i cierpienia synka. Mimo slabego juz serca wywalczylam dialize, ktora sie udala. Jednak godzine pozniej synkowi stanelo serduszko. Jak żyć że świadomością, że twoje dziecko by żyło gdyby nie błędy o zakażenie. Kolezanki z oddziału i ich dzieci też były narażone, ale ich dzieci żyją. Jak mam zająć się swoimi dziećmi, domem i mężem? Biorę leki i nic nie czuje i nie funkcjonuje wogole. Jak nie biorę to chce zniknąć. Jak mam myśleć nie wierząc w Boga?
  6. Witam, Mam problemy w związku już od jakiś ok. 2 lat, ale zawsze to jakoś było. Jest teraz długi weekend mój chłopak przyjechał do mnie, ale ja już nie ciesze sie tak jak zawsze. Od wczoraj siedzimy obok siebie ale jak wiem ze on najlepiej by ode mnie uciekł. Chcialam sie do niego zbliżyć ale jak zawsze mnie odrzucił. Przytulilam sie do niego w nocy dlatego bo inaczej nie potrafię ale ja też tego potrzebuje ... mój chłopak ma do mnie żal o wiele glupich rzeczy które zrobiłam (nie chodzi tu o zdradę). Były kłótnie, wybuchy złości, dużo niepotrzebnych słów. Ogólnie od 2 lat traktuje mnie jak koleżankę nie jak swoja partnerkę. Wczoraj była mała kłótnia o pieniądze, pomyliłam trase (jechaliśmy jego samochodem) powiedział "ciekawe kto odda mi za paliwo" zdenerwowałam sie i rzuciłam mu pieniądze, od tego sie zaczęło. Uważam ze z pewnych rzeczy sie nie żartuję bo on uważa ze to był żart. Nie będzie to już miły weekend, ja wiem że on już nie chce ze mna być dlatego mnie odrzuca cielesnie i nie ma między nami intymnych sytuacji. Dzisiaj jest napięta sytuacja bo ja już chyba odpuściłam. Nie mam siły już walczyć o niego chodz bardzo go kocham. Powinniśmy się rozstać skoro ja wiem ze on bardzo tego chce i tylko czeka kiedy ja to powiem ... :(?
  7. Niespokojna

    Samotność

    Witam mam 36 lat i jestem mężatką ( z poprzedniego związku mam dwóch synów 16 i 13 lat, z obecnego 7 miesięcznego synka ) Jestem żoną obecnego męża od niespełna roku, choć jesteśmy razem już prawie 8 lat. Mój problem to obsesyjna zazdrość, oraz osamotnienie. Nie potrafię z tym sobie poradzić. Podejrzewam męża na każdym kroku, że mnie zdradza, że kogoś ma itd. W mojej głowie powstają przeróżne sugestie, obrazy, myśli... wizje i wyobrażenia wszystkiego co złe i co może mieć związek z zdradą. Buzujące emocje które gromadzą się we mnie są nie do powtrzymania, kumulują się tak mocno, że gdy nie potrafię już ich trzymać w sobie wybucham i powstaje między nami kłótnia. Stałam się bardziej nerwowa, nie potrafię wyluzować i osłabić swoich negatywnych emocji oraz myśli. Kiedyś mąż miał więcej cierpliwości okazywał mi więcej czułości, zrozumienia, dawał ciepło i bliskość jaką potrzebowałam dziś tego nie ma. Stale się kłócimy o pierdoły i błahe rzeczy, oboje staliśmy się bardzo nerwowi. Gdy próbuje z mężem porozmawiać o tym co jest między nami, że coraz częściej nie rozumiemy swoich poglądów na życie, on patrzy na mnie jak bym wszystko wyolbrzymiała i mówi , że teraz okres jaki jest ( jego praca, choroba jego matki, która mieszka z bratem z nami, narastające problemy oraz chaos jaki panuje w domu) powoduje to, że ma wszystkiego dość i jest nerwowy, dlatego odbija się to na naszych relacjach. Sama nie wiem co o tym myśleć, czuję po prostu że monotonia oraz wypalenie "miłości uczucia" jakie kiedyś było między nami wygasło już dawno, mimo częstych moich prób uratowania naszych relacji czy próby powrotu do tego co było, nie dają skutku gdyż moje starania nie są doceniane. ( .." o do Tanga trzeba dwojga..") Mam ogromny żal w sobie , z którym nie radzę sobie, gdy patrzę na męża , czy myślami przywołuje wszystkie dobre wspomnienia łzy same do oczu się cisną. Wkurzam się, że dla niego najważniejsze są pieniądze, praca a potem cała reszta. Od jakiegoś czasu robi wszystko by jak najmniej spędzać czasu w domu. To nadgodziny w pracy a to remont w ogrodzie zawsze znajdzie cokolwiek do roboty, by tylko nie być w domu. Nie wiem czy dobrze to odbieram, ale w ten sposób to czuję. Jestem zmęczona, życiem, problemami, byciem tylko sprzątaczką, praczką, służącą, czy nawet kucharką... Chcę czuć znów że jestem Kochana...doceniana, a przede wszystkim chciałabym znów dla męża być atrakcyjną kobietą. Czasem myślę, że dla niego zbyt wiele poświęciłam... życie, znajomych, rodzinę, pracę. Tak bardzo Go Kocham, że nie wyobrażam sobie bym mogła oddychać bez Niego, jest moim uzależnieniem z którym sobie niestety nie radzę. Przez to wszystko stałam się wrakiem człowieka który nikomu nie ufa, czuje się samotny i pogrążony w swoim bólu zamkniętym głęboko na dnie swojej świadomości... Jak nauczyć się z tym żyć ?
  8. Witam, Moja dziewczyna postanowiła zakończyć nasz związek, ponieważ nie potrafi czuć tego co ja do niej czuje. Jesteśmy ze sobą kilka miesięcy, to ja pierwszy powiedziałem po krótkim czasie że ja kocham. Ona wtedy sie przestraszyła, zaczęła od tego uciekać. Powiedziała mi, że nie ma tego uczucia w niej. Ja to doskonale rozumiem, nie można kogoś pokochać z dnia na dzień. Pewno popełniłem błąd informując ją o moich uczuciach tak wcześnie, kiedy tak naprawde dopiero co sie poznawaliśmy. Ja jestem tego pewien, nic sie nie zmieniło. Dalej jej na mnie zależy, uwielbia mnie, tęskni za mną - to jej słowa. Nie jest pewna tej decyzji o rozstaniu, a dodatkowo boi się, że mnie straci na zawsze - bo ja wtedy znikne całkowicie z jej życia. Proponowałem jej - czas, który pokaże, który będzie działał na naszą korzyść, jeśli zaryzykuje. Wiem, że to uczucie jest w niej, ale jest przygniecione przez moje uczucia i jej strach. Chciałbym zapytać, czy mogę w jakiś sposób pomóc jej w odnajdywaniu tego uczucia, w tym, żeby znalazła to, na spokojnie - a nie z ustalonymi terminami (jeżeli do tej daty nic sie nie stanie, to ona rezygnuje). Żeby zaryzykowała. Żeby sie nie bała. Żeby ta blokada na uczucia zniknęła. Powiedziałem jej wprost, nie oczekuje, że od razu mnie będzie kochać. Nie wiem, co mogę zrobić, żeby to zrozumiała i chciała walczyć. Pragnę nadmienić, że z mojej strony to najdojrzalsze uczucie, jakie kiedykolwiek miałem. Nie chcę się z nią rozstawać. A ona, skoro nie jest tego pewna, też nie chce. Dziękuje za poradę.
  9. Aneta234

    Witam

    Witam was serdecznie Mam córeczkę co ma 15 miesięcy i jestem trochę zazdrosna o ojca , jak się zajmuje córką to ja zaczynam być zazdrosna a wiem, że nie powinnam bo to powód o szczęście radość:)
  10. Dzień dobry. Jestem studentką, mam 21 lat. Moim problemem, który towarzyszy mi od zawsze jest brak pewności siebie i zaniżona samoocena. Od kiedy pamiętam borykam się z różnorodnymi kompleksami (wydatny nos, skłonności do tycia, rzadkie włosy itp.) Przez niskie poczucie własnej wartości czuję się gorsza od innych, a w konsekwencji izoluję się od świata, unikam spotkań ze znajomymi. Mam wrażenie, że każdy, kto na mnie patrzy, zauważa moje wady, źle o mnie myśli, dlatego zamykam się w sobie i wolę żyć w swoim bezpiecznym azylu gdzie nikt mnie nie widzi. Ostatnio zauważyłam, że uczucie 'beznadziejności' nasila się u mnie znacznie po spotkaniach z koleżanką, z którą znam się od dzieciństwa i zawsze miałyśmy dobry kontakt. Zazwyczaj wyciągała mnie z domu i wprawiała w lepszy humor. Teraz, mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie. Gdy się spotykamy, ona wychwala się swoimi osiągnięciami, sukcesami. Opowiada o planowanych podróżach z chłopakiem, o tym jakie budzi zainteresowanie wśród płci przeciwnej (podoba się wielu chłopakom). Chwali się nowymi ubraniami. Jest szczupła i piękna. Nigdy nie słyszałam, aby miała jakiś problem. Zawsze była pewna siebie, ale teraz jest pewna siebie w sposób, który mnie irytuje. Wiem, że powinnam cieszyć się jej szczęściem, lecz zazdrość przejmuje górę. Po takim spotkaniu wracam do domu i płaczę w poduszkę. Zastanawiam się, dlaczego ona ma takie piękne życie, a ja ciągle muszę się zadręczać, nie mogę spojrzeć w lustro, bo nie podobam się sobie.. sobie i innym. Chciałabym to zmienić, lecz nie umiem. Co zrobić aby wyjść do ludzi? Czuć się piękną, chcianą? Co zrobić aby wychwalanie się koleżanki nie robiło na mnie wrażenia? Wiem, że taka zazdrość jest po prostu głupia, ale nie umiem nic z tym zrobić. Czuję się z tym bardzo źle.. Proszę o radę. Z góry dziękuję.
  11. Witam, Piszę tutaj, bo nie daję sobie rady z własnymi myślami. Ciężko mi to opisać tak, żeby było zrozumiałe, więc przejdę od razu do rzeczy. Jestem osobą DDA, wychowywałem się z ojcem alkoholikiem, którego stosunkowo niedawno udało mi się wraz z mamą eksmitować z domu. Od dziecka miałem problemy z logicznym myśleniem, podejmowaniem zaplanowanych działań, co skutkowało wieloma problemami związanymi z nauką, relacjami ze znajomymi, ogólnie zawsze odstawałem. Dzisiaj jako już w zasadzie dorosły człowiek ciężko mi jest odnaleźć się w rzeczywistości. Mieszkam z mamą, wszystkie rachunki płacę w zasadzie sam (mama ma dużo zobowiązań i wychodzi prawie na 0), praca jaką wykonuje jest pracą fizyczną, nie daje mi ona żadnej satysfakcji, zarobki są mocno przeciętne, szanse na rozwój prawie żadne a ludzie niby w porządku, ale bardzo przyziemni, czym bardzo mocno przesiąkłem przez 4 lata. Firma ta, dała mi dobitnie do zrozumienia, że nie ma żadnych szans na rozwój, podwyżkę w najbliższym czasie. Oprócz tego studiuje kierunek inżynieryjny, kierowałem się przy wyborze tylko perspektywami na przyszłość, w żaden sposób mnie nie kręci temat studiów. Przechodząc do meritum : Czuje się przytłoczony wydatkami jakie na mnie spadły co generuje strach przed utratą stabilizacji (zmianą pracy), w moim regionie to skakanie z jednego bagna w drugie, jedynie dojazd do większego miasta paredziesiąt km... jestem rozdarty pomiędzy wyborem a) zacisnąć zęby i trwać w tym co jest w tej chwili, skupiając uwagę tylko na ukończeniu studiów i rozwijaniu swoich umiejętności (kursy itd) lub b) zaryzykowac i spróbować czegoś innego. Wiem, że to z pozoru zero-jedynkowy problem, ale dla mnie, osoby która żyła wiele lat w stresie i niepewności, stabilność jaką mam w tej chwili daje ulgę, choć czuje stres i poczucie wstydu, że muszę pracować w takim charakterze, ponieważ wiem, że stać mnie na więcej. Boje się tego, że strace grunt pod nogami. ps. przepraszam jeżeli temat wydaje się chaotyczny. Proszę jedynie o rady.
  12. Od jakiegoś czasu miedzy mną a moim partnerem zaczeło się psuć (2 dni przed rozmową) chciałam to z nim przegadać. Podczas rozmowy dowiedziałam się, że On chce przerwy, zapytany czy mnie kocha bez zastanowienia mówił, że tak, ale że teraz kieruje się umyłsem a nie uczuciami. Podczas przerwy powiedział, że możemy mieć konakt, nie wyznaczył natomiast daty do kiedy ma trwać przerwa. Jesteśmy razem 6 miesięcy, nie wiem czego mam sie spodziwać, czy są szanse na uratowanie związku?
  13. Witam, mam 23 lata jestem mężatką i matką od 2,5 roku. Problem z którym się borykam jest mój mąż. Kilka lat temu był moim chłopakiem na początku było wszystko okey starał się był kochany. Po około pół roku zaczął się do mnie dobierać chciał uprawiać seks parę razy mu odmówiłam ale kolejnego razu i kilka następnych razów mu ulegałam .Kochaliśmy się bez zabezpieczenia teraz wiem że to było nieodpowiedzialne ale w tamtym czasie nie byłam tego świadoma. Ale stało się najgorsze wpadliśmy. Ja nie chciałam dzieci .A jemu to dziecko było obojętne. No ale potem rodzice się dowiedzieli i mówią raz dwa ślub bo oni panny z dzieckiem w domu nie chcą. I główny problem pojawił się po ślubie , zaczął rządzić pieniędzmi z kopert ślubnych mówił i mówi do tej pory co ja mam robić a czego nie robić..Nie mogę wyjść sama bo odrazu jest podejrzenie że go zdradzam nie mogę pojechać nigdzie zrobić zakupy bo ja ich nie potrafię robić według niego...Chciałam pójść do pracy wyrwać się z pustego domu to nie bo on mi na żłobek nie da ..Wszystko to trwa od ślubu na ślubie też wolał pójść do gości a ja sama na własnym ślubie patrzyłam jak inni są szczęśliwi a ja z brzuchem sama siedziałam ... Od kilku miesięcy bardzo źle się czuje jestem zmęczona nic mi się nie chce..opieka nad dzieckiem nie sprawia mi jakiejkolwiek radości...już nawet z domu mi się nie chce wychodzić bo po co skoro i tak nie mam do kogo...podczas seksu z nim teraz tez mu ulegam co by sie mnie nie czepiał i nie obrażał bez powodu bo mi może nie chccieć dać grosza na cokolwiek...czasami płacze po stosunki z nim bo ja tego nie chce a on mnie zmusza psychicznie...budzi we mnie obrzydzenie.. Nie radze sobie z tym problemem jestem tutaj sama z dala od rodziny . Uciekam w czat i rozmowy na nim z innymi ludźmi. Wydaje mi sie że ja go nie kocham, chciałabym coś w swoim życiu zrobić i żeby ktoś mnie kochał wspierał i dał nadzieje że będzie dobrze..a z moim mężem jest beznadziejnie..męczy mnie już to..nie wiem do kogo pójść po pomoc...
  14. Roro32

    Czesc

    Jestem 32 latkiem który od 19 roku życia zmaga się ze wszystkim tym co nazywamy chorobą psychiczną jestem na lekach nie szanuje słów przestaję kogoś Kochać nie szanuję słów chociaż nie wiele ich wypowiadam ..tych Dobrych konstruktywnych słów.
  15. Witam. Jestem 23 - letnią, świeżo upieczoną żoną: w lipcu pobraliśmy się z mężem, aktualnie mieszkamy w dużym mieście i snujemy plany na przyszłość. Pracuję w banku. Od prawie trzech tygodni nie kontaktowałam się z moją mamą, przez co naszły mnie przemyślenia na temat mojej przeszłości. Od tak piętnastego - szesnastego roku życia przechodziłam przez ciężką depresję, z czasem połączoną z silną fobią społeczną. Jestem już kilka lat po terapii, podczas której przyszła świadomość m.in. o tym, że wiele moich problemów było spowodowanych tak naprawdę szerokim zaniedbaniem moich rodziców. Mój tata nie uczestniczył w życiu rodzinnym - był odizolowany, skupiony tylko na pracy i czynnościach w domu, ani ja, ani moje rodzeństwo (dwójka braci oraz ja, jedyna córka, ta "środkowa") nie nawiązywaliśmy z nim relacji emocjonalnej. Sam miał też problemy z nerwicą, przeżył bardzo traumatycznie jako dziecko śmierć ojca (dziadek zmarł przez wybuch niewypału znalezionego w ogródku, nie miał rodzeństwa, zajmowała się nim tylko babcia). Mama natomiast była tą odpowiedzialną za wszystko - od finansów, przez posiłki, szkołę, nasze oceny, ubrania, wizyty u lekarzy, pozwolenia... wszystko. Mama przeniosła mnie na drugą klasę podstawówki do klasy integracyjnej, gdzie byłam wtedy jeszcze całkowicie zdrowa - na tle wszystkich innych dzieci byłam tą jedyną bez problemów. Żadnych urazów, ADHD, nerwicy, niepełnosprawności, którą miały inne dzieci. Mama po prostu stwierdziła, że z nikim nie dogaduję się w poprzedniej klasie i boję się wychowawczyni, więc tak będzie lepiej. Była w Radzie Rodziców, pochodzę z małego miasteczka, ma wtyki wszędzie z racji wysokiej pozycji, a pani dyrektor zależało na utrzymaniu klasy integracyjnej - gdzie brakowało kilku dzieci, aby klasa mogła pozostać. Zapełniłam lukę. Klasa była w oddzielnym budynku przeznaczonym tylko dla nas (mała kamienica obok szkoły, do której chodziliśmy tylko na WF i informatykę). Nie miałam kontaktu z innymi dziećmi, a te z mojej klasy nie chciały się ze mną kolegować przez to, że od nich odstawałam. Praktycznie rozmawiałam tylko z wychowawczynią. Potem odbierała mnie mama i wszystko robiła za nas - mimo swojej pracy. W domu nie mogłam nawet sama umyć naczyń, zetrzeć kurzy, swój pokój sprzątałam tylko w duecie z nią dwa razy w roku: grudzień i kwiecień. Nigdy nie chodziłam sama na pocztę, do sklepu, do lekarza, do urzędu czy innych miejsc. Z czasem też nie chcieli, bym gdziekolwiek wychodziła w nieznane im miejsca... pozostawała więc szkoła i dom, a ja na wszystko godziłam się - bo miałam w głowie wizję idealnych rodziców, którzy są szanowani w mieście i we wszystkim mają rację. Wtedy rozwinął się mój brak umiejętności społecznych, który bardzo przyczynił się do katastrofy. Klasa integracyjna rozpadła się pod koniec piątej klasy podstawówki: duża część osób wyjechała z rodzicami za granicę kraju. Nowa klasa - w dużym budynku pełnym nieznanych ludzi, w wszechobecnym hałasie i ogólnym chaosie, który był mi obcy i straszny - szybko zrozumiała, że coś jest ze mną nie tak i łatwo ze mnie zrobić kozła ofiarnego. Epicentrum nastąpiło, gdy dowiedzieli się, że w ogóle nie mam pojęcia o sprawach związanych z seksem, o których nie było w ogóle rozmów z rodzicami - były to główne powody do śmiechu i zaczepek. Do tego doszła babcia z początkami guza mózgu, który wtedy jeszcze nie był wykryty... zaczęła w moim domu wyzywać mnie bez powodu. Zaczęłam uciekać ze szkoły, płakać po kilka godzin dziennie, zaniedbywać naukę, w międzyczasie kombinowałam, jak uciec z tego piekła, które mnie spotkało... mam za sobą dwie próby samobójcze. Nigdy nie zapomnę napadu histerii w nocy, po którym obudziłam się z pomazanymi od wewnątrz całymi ramionami czarnym długopisem. Poznałam w tym czasie wielu wartościowych ludzi przez internet. Można powiedzieć, że zamiast uciec fizycznie, zrobiłam to psychicznie. Byli dla mnie tym bodźcem do walki o samą siebie. Mama w tym czasie dostała awans - została zastępcą dyrektora firmy, u taty nie zmieniło się nic, ale oboje wyłączyli się z mojego okresu dorastania, który okazał się tym najgorszym. Do tego stopnia, że do mojego wyjazdu na studia cztery lata temu i przez następne trzy lata od tego momentu nie wiedzieli nic. Jedyną osobą, która wiedziała, to moja ciocia - psycholog i terapeuta ds. uzależnień - która zabierała mnie do siebie niby na ploty i kawę/herbatę, ale potajemnie robiła ze mną sesje terapeutyczne. Nie chciałam mówić rodzicom - bałam się ich reakcji, jeszcze wtedy myślałam, że może ja to wszystko sobie ubzdurałam, że to nie ich wina, nie mogę ich przecież obwiniać. Nie wiem, czy fachowo można to nazwać syndromem wyparcia... Dojście do odpowiednich wniosków zajęło mi bardzo dużo czasu i wymagało pomocy. Z czasem przerodziło się to też w złość, pretensje, że wszystkiego, czego powinni mnie nauczyć, musiałam uczyć się sama. Że przez nich obu prawie straciłam życie. Z tymi pokładami wyjechałam na studia. Ten czas pozwolił mi odizolować się i zrozumieć rzeczy obiektywnie z różnych stron widzenia. Uspokoiłam się. Nadal jednak nie byłam w stanie porozmawiać o tym z mamą w cztery oczy, mimo że czułam, że muszę z nią rozliczyć przeszłość, inaczej każdy przyjazd do domu będzie wiązał się z cierpieniem. Dopiero rok temu udało mi się to zrobić... ale tylko listownie. Mama jednak nigdy nie poruszyła tematu listu. Przez dłuższy czas myślałam, czy ten aby na pewno dotarł. Z czasem zajęłam się ślubem, to były pierwsze grubsze decyzje i momenty, gdy kłóciłam się z nią, przeciwstawiałam i pokazywałam, że mam swoje zdanie - i nie jestem tą samą osobą, która zgodzi się z nią we wszystkim. Widziałam po niej, że przeżyła przez to pewien szok, zobaczyła zmianę, przyjęła to jak zwykle bez słowa - nigdy nie lubiła wyrzucać swojej negatywnej opinii. Niektórzy znajomi mówili mi, że był taki okres specyficzny, że gdy pytali ją o mnie, ciężko jej było odpowiadać, robiła to bardzo ogólnikowo i wydawało im się, że szklą jej się oczy. A było to mniej więcej w okolicy pierwszych decyzji o ślubie i - w teorii - okolicy, gdy powinna dostać list. Znalazłam go w jednym z jej notatników dopiero teraz, w lipcu, zaraz po ślubie. Znów poczułam złość - bo brak reakcji sam o niej jako osobie świadczy... ale też bezradność. Czy powinnam poruszyć z nią ten temat rozmową w cztery oczy? Czy powinnam do rozmowy zaciągnąć też tatę? Jak powinnam ją przeprowadzić, co powiedzieć, jak zachować się w takiej sytuacji? Czy po tylu latach - a minęło ich już z osiem...? - powinnam w ogóle to robić? Jak mam się do tego przygotować i czy w ogóle choć trochę się da? Z góry dziękuję za wszystkie udzielone podpowiedzi. Pozdrawiam, Agata
  16. Sephora89

    Zazdrość

    Witam. Chciałabym serdecznie prosić o poradę. Jestem w związku z wspaniałym mężczyzną od 3 lat. Niestety od czasu do czasu(najczesciej kiedy mam miesiaczke) miewam napady zazdrości. Jestem podejrzliwa i tworzę głupie teorie w głowie. Uważam że ma to związek z tym,że kilka lat temu byłam w związku z innym mezczyzna który zdradził mnie i bardzo to przeżyłam. Chciałabym prosić o poradę co w tej sytuacji powinnam zrobić. Mój obecny partner wie że poprzedni zwiazek zakończył się z powodu zdrady byłego partnera. Jest bardzo wyrozumiały i często tłumaczy mi to i owo. Ja wiem że robię źle podejrzewając go. Co powinnam zrobić by zapomnieć o tamtym złym doświadczeniu ? Dziękuję za odpowiedź!
  17. Witam, jestem kobietą mam 19lat.Od pewnego czasu mam zaburzenia nastroju. Są dni kiedy jest wszystko okej, a później następuje kilka dni w których mam niską samoocenę, wszystko krytykuję, jest mi źle, smutno, czuję się niepotrzebna. Nie mam myśli samobójczych ponieważ do tego bym się nie posunęła, ale często nadchodzą mnie myśli że lepiej byłoby gdybym nie żyła. Mam chłopaka z którym spotykam się od prawie roku, bardzo go kocham ale gdy mam takie ciężkie dni tworzę między nami złe relacje.jestem zła o to że wychodzi z kolegami.kiedys mielismy przez takie wyjścia wiele kłótni, ponieważ w towarzystwie palił trawkę a później mnie oklamywal, mówiąc że tego nie robił.cale szczęście od dawna jest już czysty ale gdy mam złe samopoczucie, przypomina mi się przeszłość z którą nie potrafię się pogodzić. Rozmawiamy wiele na ten temat, wspiera mnie cały czas ale mimo to nie do końca sobie z tym radzę. Zastanawiam się czy to może być związane z DDA, które stwierdzono u mojej starszej siostry.ja nie konsultowalam się ze specjalistą.nie wiem dlaczego nie umiem pogodzić się z przeszłością.Co mi może być? Jak mam sobie z tym poradzić? Bardzo proszę o opinię. Pozdrawiam.
  18. Vlouu

    Co mam robić?

    Witam, jestem 20 letnią dziewczyną. Około rok temu miałam wypadek. Mnie i mojego chłopaka potrącił samochód. Nie mieliśmy poważnych obrażeń, byliśmy jedynie mocno poobijani. Od tamtego czasu odnoszę wrażenie jakby wszystko się zmieniło... Nic mnie nie cieszy, co chwilę się czymś zamartwiam. Boje się tak na prawdę o wszystko. Stresuje się prawie każdą rzeczą. Ogarnął mnie ogromny pesymizm. W każdej nawet dobrej rzeczy doszukuje się czegoś złego, czegoś niedobrego. Przez ostatnie 2 miesiące odkąd rodzice kupili mi auto, abym miała czym w ogole jeździć stresuje się jeszcze bardziej. Dodam też, że auto nie należy do super sprawnych i jest to „stary zżęch", w którym co chwilę coś się psuje i oczywiście ja obwiniam się o wszystko, bo czuję jakby to wszystko co się dzieje złego wokół mnie było z mojej winy. Często mam takie momenty, że „łapie doła" tak bez powodu. I mam same złe myśli w głowie. Czasem mam nawet ochotę rozpłakać sie. Ciągle myślę o przyszłości, bo boje się o nią. Sama nie wiem dokładnie czego, ale czuję, że boje się o swoją/naszą przyszłość. Kolejna sprawą jest to, że mimo, że mój chłopak codziennie powtarza mi, że mnie kocha to ja nie czuje tego z jego strony. Ja nie wiem dlaczego tak się dzieje. To mnie jakoś przybija. Dodam też, że jesteśmy jeszcze na prawdę młodzi, a bardzo mało się kochamy. Kiedyś robiliśmy to częściej, a teraz to na prawdę rzadkość. Ja chciałabym częściej, ale on nie wykazuje żadnych chęci. Jesteśmy razem już prawie 4 lata. Mieszkamy razem od ponad roku. Od pewnego czasu czuję także, że jestem już gotowa na macierzyństwo. Rozmawiałam już o tym z chlopakiem, ale on nie chce jeszcze dzieci. I wydaje mi się, że przez długi czas jeszcze nie będzie chciał. A ja na prawdę czuję, że chciałabym dziecko. Bo ja uwielbiam dzieci, przy dzieciach czuję się dobrze. Wszystkie te rzeczy kumulują się tak na prawdę i czuję się z tym wszystkim źle. Sama nie wiem co mam już robić. W aptece kupuję sobie ziołowe lekarstwa na nerwy żeby jakoś się uspokoić, ale to nie zawsze przynosi rezultaty. Jestem tym wszystkim zmęczona. Nie radzę sobie. Do wszystkiego się zmuszam. Co mam robić?
  19. Przyjaźniłyśmy się z G. od 30 lat. Przeszłyśmy wszystko. Szkoły, studia, wspólne wakacje, nietrafionych facetów, śluby, pogrzeby, imprezy, bóle głowy i co tylko. 6 lat temu zmarło moje pierwsze dziecko. 4 lata temu posypało mi się małżeństwo (alkoholizm męża i jego wyprowadzka) i w tym samym czasie nagle zmarła moja mama. Usłyszałam wtedy od G. że "wreszcie skończy mi się high life". Będąc w żałobie puściłam te słowa mimo uszu. Od tego momentu G. zaczęła mnie unikać (teraz to widzę). Już nie byłam zapraszana na niegdyś wspólne imprezy urodzinowe, chrzciny jej dzieci, czy choćby głupiego grilla. Dzwoniłam ja do niej. Pytałam czy wszystko ok. Wyciągałam ją z domu czasem na kawę, na plac zabaw (nasze dzieci lubiły się). Przestawała w ogóle odbierać moje telefony. Tak na prawdę ostatnia dowiedziałam się o jej nowym biznesie. Była huczna impreza otwierająca działalność ale nie zostałam zaproszona. Na ulicy udaje, że mnie nie widzi i wymija mnie samochodem jakbym była trędowata. Zostałam sama. Czuje się opuszczona. Tu gdzie mieszkam, po wszystkich moich przejściach zostałam sama. Ona to wie i totalnie mnie olała kiedy jej potrzebowałam. Nie spodziewałam się takiego olania, opuszczenia od niej. Po dziecku, mężu i mamie straciłam jeszcze ją. Na prawdę nie wiem co jest grane. Pracuję, wychowuję dziecko i to mnie bardzo cieszy i motywuje. Jednak czuję taką samotność, taki ból w sercu, że ledwo piszę te słowa. Nienawidzę tej samotności cały czas naiwnie, jak pies, czekam aż ona zadzwoni. Ale wiem, że ona jest silna i ma gdzieś takich nieudaczników. Sama mi to napisała, że życzy mi poukładania sobie życia. Ono jest ułożone, jest przeciętne ale na Boga, nie zostawia się człowieka tylko dlatego, że miał bardzo bardzo ciężkie przeżycia w krótkim okresie czasu. Nie zrobiłabym jej nigdy czegoś takiego wiedząc, że jest sama. Co ja w zasadzie mogę jeszcze zrobić? Mam jej udowadniać, że jestem wystarczająco dobra i poukładana jak na jej wymogi?
  20. Mam 21 lat, studiuję, jestem z moim chłopakiem rok. "On" ma 33 lata, może to dlatego tak się dzieje... Ostatnim dużo się kłócimy. Nie będę się zaglebiac o co i z czyjej winy ale nie radzę sobie z tym. Cały czas płaczę, denerwuje się, krzyczę, zrywam z nim, jak już mam dość miewam źle myśli, nie chce sobie nic zrobić ale tak jakby zwrócić jego uwagę na siebie. Aby się zamartwil. Boję się że pewnego razu nie dam rady, naprawdę nalykam się tabletek.. Nigdy tsk się nie czułam, ostatni miesiąc jest straszny, cały czas płaczę. A jednak nie potrafię go zostawić, sama myśl mnie załamuje.. Uzależnilam się od niego pomimo tego co ostatnio mi robi czy jak?
  21. Jestem 30letnia kobieta od kilku lat mieszkajaca samotnie po za granicami polski. Mam bardzo dziwny i osobliwy problem. Kilka lat temu przelotnie poznalam mezczyzne, ktory byl rowniez na emirgracji w tym samym miescie. Na przestrzeni 2 lat parokrotnie widzialam go przelotem, kilka razy wywiazala sie miedzy name krociutka rozmowa. Naleze do osob, ktorym nigdy nikt sie nie podoba. Jednak nim sie zauroczylam nie znajac go. Naprawde mialam wrazenie ze ‘to ten’. Jakis czas pozniej udalo mi sie poznac jego imie i nazwisko. I tutaj zaczyna sie moj problem… Przez ponad 2 lata od momentu w ktorym widzialam go po raz ostatni, codziennie sledzilam go na wszystkich mediach spolecznosciowych. Wykreowalam nawet falszywe konta podajac sie za jego znajomych by miec dostep do jego informacji. Sledzilam w internecine jego przyjaciol i rodzine. Godzinami wpatrywalam sie w jego zdjecia. Nawet podczas urlopu i podrozy nie mogalm sie obyc bez sprawdzania co on aktualnie robi. Pierwsza rzecza jaka robilam wstajac rano to bylo sprawdzanie jego profilu. Caly czas mialam wrazenie, ze jeszcze sie kiedys spotkamy ponownie, on mnie pozna lepiej i pokocha… W moim wyobrazeniu on byl idealem mezczyzny dla mnie. Pare dni temu dowiedzialam sie, ze on bezpowrotenie wyjezdza i moj swiat sie zalamal. Przez kilka dni nie mialam sily wyjsc z lozka i lykalam tabletki uspokajajace by jakos to przetrwac. On byl jedyna rzecza dla ktorej wstawalam rano z lozka. Co gorsza ja zdaje sobie sprawe ze to jest niedorzeczna i glupia obsesja, ze to nie jest normalne. Probuje sobie to jakos racjonalnie wytlumaczyc, ale jednoczesnie bardzo cierpie i caly czas analizuje, ze w trakcie tych przelotnych spotkan kilka lat temu moglam zrobic cos wiecej. Przez przwie 4 lata zylam w urojeniach. Bardzo prosze o porade, jak moge z tego wyjsc…
  22. Cześć, jestem Marika i mam 18 lat Moim problemem jest to, że nigdy nie mogę znaleźć w sobie motywacji takiej na dłuższy etat, zawsze to moje zawzięcie gdy chciałam coś zmienić kończyło się dwa dni po podjęciu decyzji o pracy nad sobą. Szukałam motywacji wszędzie, zdjęcia z instagrama, wizja tego jak będzie w przyszłości, wsparcie bliskich, ale nic nie działało. Nie potrafię znaleźć w sobie siły ani motywacji do tego żeby w końcu się ogarnąć i coś w sobie zmienić, żeby móc poczuć się ze sobą lepiej. Druga sprawa to moja bardzo niska samoocena, czasami mam momenty kiedy sądzę, że ładnie układają mi się włosy albo, że dobrze w czymś wyglądam, ale ten stan trwa u mnie parę minut i znów wracam do użalania się nad sobą, boje się iść na basen, nie mogę się rozebrać przy innych bo czuje się jak świnia patrząc na swoje ciało, noszę męskie, duże koszulki żeby nie eksponowały wystającego brzucha i nienawidzę siebie za to jak wyglądam i jaka jestem, nie potrafię nawiązywać kontaktu z ludźmi, trudem jest dla mnie pójście do sklepu w którym nie znam kasjerek, zakupy, drogerie, fryzjerzy, lekarze to istny koszmar, zmiana szkoły jest okropna, nie potrafię do nikogo podejść i tak po prostu zgadać a jak już kogoś poznam to zachowuje się jak koleś przez co mam świadomość, że nigdy nie znajdę chłopaka, bo jaki debil chciałby być z grubym kolesiem? Jeśli tylko przyjaciele próbują mnie przekonać do tego żebym się tak łatwo nie poddawała to ja i tak stwierdzam, że to wszystko nie ma sensu i nawet nie chce próbować bo wiem, że to się nie uda. Do tego cały czas się wszystkim stresuje, i nie mogę przestać myśleć o złych rzeczach. Nie mogę niestety skorzystać z pomocy psychologa. Czy mój stan może być związany z traumatyczną przeszłością? Bo staram się o tym zapomnieć i wgl o tym ostatnio nie myślę.
  23. Witam, proszę o poradę, jesteśmy z mezem 2 lata po ślubie i 8 lat razem mamy roczną córkę, od czasu ciąży mąż zaczął pić ok 6 piw dziennie, po nich robi wyrzuty, obiecał poprawę po porodzie ale nic nie zrobił tylko było gorzej, nie pomagał przy dziecku, pił, zarzucal, że nie mam czasu dla niego, po 5 mies dowiedziałam się o zdradzie, do tej pory z nią pisze, z innymi też, twierdzi, że to przeze mnie bo jestem nie czuła, ale przecież cały czas jest nie wierny, teraz zarzuca na mnie winę za kogoś zachowanie, że nic nie robię, postanowiłam odejść, mieszka u mnie, wypił i chciał się wieszać, jego rodzice też się wystraszyli, w młodości miał takie myśli, chodzi do psychiatry i bierze leki, odstawil je tydzień temu, mam już dosyć. Jak mam to rozwiązać?
  24. Anita

    Leki a ssri

    Jestem kobieta i.mam 28 lat.Od 3 lat lecze się lekami na nerwice lekowa.Biorę mozarin i trittico.Mam bol zęba u dentysty brak miejsca...zawsze zazywam paracetamol.W aptece dali.mi ketonal active 50 mg ale nie do końca wierze im boje się go zażyć.Bo może kolidować ...Czy jest bezpieczny w Połączeniu z moimi lekami? Odnośnie znieczulenia u dentysty ponoć tez nie mogę bo nie wiadomo czy BD interakcja.A panicznie się tego boje...Mecze się z bólem bo.paracetamol słabo pomaga
  25. Paulinakakar

    Toksyczny związek

    Witam, jestem 19-letnią matką. Mam partnera 21 lat. Odkąd go znam, wiem że jest nadpobudliwy, często robił później myślał, ale teraz stał się prawdziwym potworem. W tym roku zmarła jego mama. Po jej śmierci zaczął dużo pić. Tłumaczył, że nie potrafi inaczej sobie z tym poradzić. Awanturowal się, zabierał samochód i jeździł pod wpływem alkoholu do swojej byłej. Twierdził, że nigdy mnie nie zdradził i kiedy wszystko wyszło na jaw, przestal utrzymywać z kontakt. Na jakiś czas wszystko było w porządku. Do czasu. Nie ma pracy, pije codziennie obraża mnie, popycha, szarpie. Raz nawet mnie kopnął, bo nie chciałam dac mu dziecka, bo był pijany. Traktuje mnie jak worek treningowy. Wszyscy mówią, żebym go zostawiła. Ze uloze sobie życie z kimś innym. Jednak boję się, że zostanę sama. Nie daje już rady. Staram się, żeby nie miał się do mnie o co przyczepić. Jednak w każdym moim ruchu widzi jakieś błędy. Przestałam w siebie wierzyć, przestałam akceptować siebie. Wszystko widzę w czarnych kolorach Co robić?

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.