Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 87 wyników

  1. Witam. Swojego (byłego) partnera poznałam w lutym tamtego roku. Od początku była między nami chemia. Czyste obustronne zakochanie. Dziennie dzien dobry i dobranoc... spotkania i weekendy, a to u niego a to u mnie. Po ok 4miesiącach poznalismy swoich rodziców. Wspolne wakacje. Mój luby ma dziecko z którym mam cudowny kontakt. Mowi mi ze kocha i przytula, całuje. Mama małej tez mnie lubi choć się nie znamy. Ogólnie było bardzo fajnie. Kryzys przyszedł po moich urodzinach w listopadzie. Wpadlam w jakies doly.. ciagle niezadowolona i marudna. Tydzien sie nieodzywal po czym przyjechal ze musimy nad tym pracowac. Ale moj stan sie pogarszal. Praca bardzo zle na mnie dzialala. Odwalilam kilka glupich akcji o scen. Wkurzyl sie i po sylwestrze zerwal. Poszlam do psychologa bo widzialam problem. Po poltora miesiaca wrocil. Poczatek marca byl dla mnie cudowny. To byly rewelacyjne dwa miesiace. On sie staral wprowadzac zmiany, ktore obiecywal i ja nad sobą pracowałam. Od poczatku powrotu zagadywal o wspolnym mieszkaniu. Na poczatku tylko odpowiadalam cos tam na ten temat. Z czasem zaczelam o tym myslec. Aby nie byc ciagle w dole uczylam sie niemieckiego by zmienic miejsce pracy. Zmiana tego miejsca umozliwilaby szybsze zamieszkanie razem. Przed majowka chial isc na rower wiec zaproponowalam mu aby kumpla zaprosil i niech sobie jada. Mial cala sobote z kumplami. Przyszla majowka. Organizowalismy grilla. Zaprosil swoich rodzicow i siostre z rodzina. Dzien przed grillem mama sie wygadala ze ich tez zaprosil (chyba to miala byc niespodzianka dla mnie). Dla mnie to byl bardzo powazny i wazny krok w naszej relacji bo zapoznanie rodzicow to jednak cos poważnego. Mowil szwagrowi ze jest lepiej ze jest zmiana... jest ok. Ogolnie majowke spedzilsimy w domu. Spacer po okolicy.. jeden dzien znowu mowil o rowerze wiec powiedzialam ze ma isc na rower ja sobie ide pospacerowac. I tak zrobilismy. W sobote oznajmil ze w niedziele pojedzie z kumplem na rower. Wkurzylam sie bo my ciagle w domu a tu z kim innym gdzies jedzie. Jak male dziecko walnelam focha. Wieczorem wiedzial ze cos jest nie tak wiec sie do mnie przytulil. Odpuscilam... kochalismy sie. Ale rano wstalam wkurzona bo wiedzialam ze mnie odstawi i sobie pojedzie. Po majowce dostalam sie do nowego miejsca pracy. Ogolnie nasza relacja byla potem troche "sucha". Odwiedzialam go w czwartek... bylo milo, pogadalismy, kochalismy sie namietnie. Od soboty sie znowu cos popsulo. Ja juz mialam w glowie obraz ze on to skonczy. I w srode wyslal mi sms... smsa uwierzycie?! A w esie stek bzdur... ze nic sie nie zmienilo. Ze tlamsze jego hobby. Od zawsze mowi ze nie umie okazywac uczuc a tu mnie zarzuca ze moja postawa odpycham ludzi i jak ma mi okazac uczucia...ze zabieram mu energie zyciowa i nie moze ze mna mieszkac. Jego siostra i moja mama mowia ze dostalam sie do nowej pracy... ze mielismy zamieszkac razem. I chyba sie wystraszyl. To facet, ktory w poprzednim zwiazku sporo wycierpial. I twierdzi ze sobie z tym poradzil. A ja uwazam ze jednak nie. Nie wiem co robic  mam 31lat niebawem 32... on 35
  2. Jestem w zwiazku z mezczyzna od 3 lat (ja mam 28 lat, on 32). Jest to osoba, ktora ma traumy z dziecinstwa (matka zwiazala sie z zonatym mezczyzna, wiedzac ze ten nie pozostawi rodziny. Wychowal sie w przekonaiu ze ojciec ma inna rodzine a dla nich jest tylko na pare dni w tygodniu. Jednak otaczali go miloscia, nie bylo w domu ani awantur, ani alkoholu, ani przemocy. Matka w pewnym momencie opuscila go na rok, wyjechala za granice do pracy co tez bylo dla niego przezyciem. Kiedy wyprowadzili sie oboje za granice, po jakims czasie doszla do niech smutna wiadomosc ze jego ojciec zmarl w wypadku samochodowym. Do tej pory ma zal do matki o swoje dziecinstwo i nienawidzi ojca). Po roku znajomosci wyjawil mi, ze byl uzalezniony od narkotykow - mieszkajac wczesniej w Hiszpanii. Twierdzil, ze juz to rozdzial zamkniety. Bylam pewna, ze w Polsce jest oddalony od tego srodowiska i nie bedzie szukal tego swinstwa. Niestety, po 1,5 roku wspolnego zycia podczas wyjazdu do Hiszpanii znowu powocil do nalogu. Punktem zapalnym byla mala sprzeczka. Byl to dla mnie cios. Przez jakis czas nie moglam mu przebaczyc. Staralam sie namowic na terapie, ale ze wzgledow pienieznych ostatecznie nie doszlo do skutku. Przyznal sie do bledu, nie byl w stanie wytlumaczyc co go sklonilo, ale twierdzil ze teraz jest juz pewien ze do tego nie wroci. Niestety po zaledwie 4 miesiacach, rowniez po klotni i w Polsce potrafil zdobyc narkotyk. Gdy wrocil w nocy do domu zaczal plakac, przepraszac mnie, uzalac sie nad soba ze ma problem z nalogiem, ze nie potrafi nad tym zapanowac. Sytuacja byla dramatyczna poniewaz zaczal mowic, ze musi zniknac z mojego zycia, ze tylko przez niego cierpie i ze ze soba skonczy. Nie wiedzialam jak zareagowac, bylam zla, chcialam uciec od niego ale balam sie ze sobie zrobi krzywde. Przyznal sie w koncu ze ma problem i pojdzie na terapie. Tak tez sie stalo. Jednak ja po calym zajsciu nie jestem w stanie mu tego wybaczyc. Boje sie kolejnego zawodu. Wiem, ze powinnam go wspierac podczas terapii jednak nie widze juz nas jako szczesliwej pary. Za duzo razy mnie zawiodl. Od tej nocy minal miesiac. Wciaz chodzi na terapie jednak nie potrafi sobie poradzic z tym ze podjelam decyzje o rozstaniu. Jest nerwowy, pije alkohol praktycznie codziennie, raz krzyczy, wyrzuca mi ze juz go nie kocham, ze pewnie mam juz kogos, potem nagle zmienia sie i zaczyna plakac i blagac zebym go nie porzucala, wychodzi z domu i mowi ze juz nigdy nie wroci, po czym wraca po 10 minutach. Nie radzi sobie zupelnie a ja nie wiem jak reagowac. Boje sie ze moze psychicznie nie wytrzymac i zrobic sobie krzywde. Jest bardzo niestabiliny emocjonalnie. W jaki sposob mam reagowac gdy wychodzi z domu, czy go na sile zatrzymywac czy pozwolic zeby ochlonal sam? Chcialabym tez zeby nie przerywal terapii i walczyl o siebie.
  3. Sagittarius

    Co o nim myśleć?

    Witam. Swojego (byłego) partnera poznałam w lutym tamtego roku. Od początku była między nami chemia. Czyste obustronne zakochanie. Dziennie dzien dobry i dobranoc... spotkania i weekendy, a to u niego a to u mnie. Po ok 4miesiącach poznalismy swoich rodziców. Wspolne wakacje. Mój luby ma dziecko z którym mam cudowny kontakt. Mowi mi ze kocha i przytula, całuje. Mama małej tez mnie lubi choć się nie znamy. Ogólnie było bardzo fajnie. Kryzys przyszedł po moich urodzinach w listopadzie. Wpadlam w jakies doly.. ciagle niezadowolona i marudna. Tydzien sie nieodzywal po czym przyjechal ze musimy nad tym pracowac. Ale moj stan sie pogarszal. Praca bardzo zle na mnie dzialala. Odwalilam kilka glupich akcji o scen. Wkurzyl sie i po sylwestrze zerwal. Poszlam do psychologa bo widzialam problem. Po poltora miesiaca wrocil. Poczatek marca byl dla mnie cudowny. To byly rewelacyjne dwa miesiace. On sie staral wprowadzac zmiany, ktore obiecywal i ja nad sobą pracowałam. Od poczatku powrotu zagadywal o wspolnym mieszkaniu. Na poczatku tylko odpowiadalam cos tam na ten temat. Z czasem zaczelam o tym myslec. Aby nie byc ciagle w dole uczylam sie niemieckiego by zmienic miejsce pracy. Zmiana tego miejsca umozliwilaby szybsze zamieszkanie razem. Przed majowka chial isc na rower wiec zaproponowalam mu aby kumpla zaprosil i niech sobie jada. Mial cala sobote z kumplami. Przyszla majowka. Organizowalismy grilla. Zaprosil swoich rodzicow i siostre z rodzina. Dzien przed grillem mama sie wygadala ze ich tez zaprosil (chyba to miala byc niespodzianka dla mnie). Dla mnie to byl bardzo powazny i wazny krok w naszej relacji bo zapoznanie rodzicow to jednak cos poważnego. Mowil szwagrowi ze jest lepiej ze jest zmiana... jest ok. Ogolnie majowke spedzilsimy w domu. Spacer po okolicy.. jeden dzien znowu mowil o rowerze wiec powiedzialam ze ma isc na rower ja sobie ide pospacerowac. I tak zrobilismy. W sobote oznajmil ze w niedziele pojedzie z kumplem na rower. Wkurzylam sie bo my ciagle w domu a tu z kim innym gdzies jedzie. Jak male dziecko walnelam focha. Wieczorem wiedzial ze cos jest nie tak wiec sie do mnie przytulil. Odpuscilam... kochalismy sie. Ale rano wstalam wkurzona bo wiedzialam ze mnie odstawi i sobie pojedzie. Po majowce dostalam sie do nowego miejsca pracy. Ogolnie nasza relacja byla potem troche "sucha". Odwiedzialam go w czwartek... bylo milo, pogadalismy, kochalismy sie namietnie. Od soboty sie znowu cos popsulo. Ja juz mialam w glowie obraz ze on to skonczy. I w srode wyslal mi sms... smsa uwierzycie?! A w esie stek bzdur... ze nic sie nie zmienilo. Ze tlamsze jego hobby. Od zawsze mowi ze nie umie okazywac uczuc a tu mnie zarzuca ze moja postawa odpycham ludzi i jak ma mi okazac uczucia...ze zabieram mu energie zyciowa i nie moze ze mna mieszkac. Jego siostra i moja mama mowia ze dostalam sie do nowej pracy... ze mielismy zamieszkac razem. I chyba sie wystraszyl. To facet, ktory w poprzednim zwiazku sporo wycierpial. I twierdzi ze sobie z tym poradzil. A ja uwazam ze jednak nie. Nie wiem co robic mam 31lat niebawem 32... on 35
  4. Diffident

    Życiowa stagnacja

    Jakoś "funkcjonuje" o ile można to tak nazwać.... bo z domu wychodzę jedynie do pracy(której mam już dość, bo pierwsza lepsza osoba "zabrana" z ulicy może ją wykonywać) + jakieś tam obowiązki(zakupy, wizyta u lekarza itd). Ja już mam tego wszystkiego dość i naprawdę nie wiem od czego zacząć żeby przerwać ciąg powtarzających się zdarzeń. Praca - dom . praca- dom -> pc > konsola i tak w kółko. Każda sfera mojego życia jest na zerowym poziomie. Stałem się bardziej nerwowy, więcej rzeczy mnie drażni(w szczególności dyskusje na poziomie podstawówki osób z którymi muszę pracować -> pracuję jako operator produkcji z 0 możliwością na zmianę stanowiska) + nabawiłem się IBS czasami mam takie "ataki" że szukam jakiejkolwiek opcji żeby zostać w domu i nie iść do pracy. Najlepsze jest to,że osoby z gorszym wykształceniem zajmują lepsze stanowiska....... Nie wysyłam nigdzie CV bo mam 0 doświadczenie(teraz 2.5 roku jako operator produkcji... to mogę sobie wpisać w CV) i przerwane studia w CV -> zrezygnowałem na 3 roku, bo nie wyrabiałem już psychicznie + wpadłem w wielki "dołek" po rozstaniu z dziewczyną(było to 4 lata temu) o powrocie na studia nawet nie myślę głównie przez zbyt duża ilość materiału do nadrobienia i dodatkowych przedmiotów(zresztą kierunek, który wybrałem był nie trafiony) + rok wyjęty życia i tak po tym wszystkim wylądowałem w pracy na produkcji jako zwykły robol i żeby zarobić 2500 zł na rękę muszę przepracować 1 weekend -> sam nie wiem czy to dużo czy mało, bo mam 0 porównanie z innymi pracami -> nie licząc jakiś tam śmieciówek z poprzednich lat typu pomocnik magazyniera albo pracownik ochrony(nie wpisuję tego do CV bo pracowałem krótko ok 2-3 tygodnie). Ciężko mi dostrzec jakieś pozytywne cechy charakteru.Może, to że kiedyś lubiłem pomagać innym tak bezinteresownie(dużo osób, to wykorzystało).Nie wiem co mam napisać naprawdę.... Kiedyś interesowałem się motoryzacją -> bardzo lubiłem oglądać programy o budowaniu motocykli, z uśmiechem na twarzy oglądałem serial "Synowie Anarchii" i kiedyś nawet marzyłem o motocyklu....Co chciałbym osiągnąć? chciałbym w końcu zacząć żyć tak jak inni..... mieć grupę znajomych z którymi mógłbym wyskoczyć w weekend do pubu, zajmować lepsze stanowisko w pracy mieć wreszcie jakiś szacunek innych, a nie być pośmiewiskiem tak jak zawsze... nie wiem... mam za dużą pustkę w głowie i zbyt duży mętlik żeby wszystko sobie poukładać i nie przekładać niczego na później tylko coś zmienić.. Nie tak miało to wszystko wyglądać zresztą kiedyś mówiłem, że nigdy nie będę pracować na produkcji...... Teraz mam 27 lat jestem samotny, mieszkam z rodzicami(staram się im pomagać bo są już w podeszłym wieku) i mogę określić się mianem nieudacznika i życiowego zera z zerową perspektywą na jakąkolwiek zmianę. Wszystko i wszyscy poszli/idą do przodu...... a u mnie jest tak samo i mam tego dość........
  5. Karolina Ka

    Zagubiona

    Mam 25 lat, jesteśmy z mężem 1.5 roku po ślubie cywilnym. Przed zawarciem związku małżeńskiego byliśmy parą 7 lat z przerwa w trakcie po której zdaliśmy sobie sprawę że chcemy być ze sobą już zawsze. Oświadczył mi się prawie rok później zaszłam w ciążę. Wzięliśmy ślub cywilny. Gdy byłam w 6-7 miesiącu ciąży, losowo trafiłam na jego historię z laptopa. Było tam niemało przeglądanych stron nie tyle pornograficznych ale i anonsów erotycznych jak i różnych dziwnych ofert pań oddających się. Poddałam się spokojnej rozmowie z nim przyznał się do oglądania lecz zarzekał się że nic nie poczynił w tym kierunku obiecał że nigdy się to nie powtórzy. Dodam że czułam się psychicznie zdradzona. Po tym czasie moje zaufanie do niego wynosiło 0. 5 miesięcy później byliśmy na weselu ja jako młoda mama 2 miesięcznego dziecka nie wyglądałam jeszcze jak modelka ale na moje oko dobrze wyglądałam. Podczas wesela bardzo namiętnie rozmawial i tańczył z jedną dziewczyna, ja wycofałam się zebrałam rzeczy i wróciłam do domu zapłakana. Zabolalo mnie to, widziałam że mają się ku sobie. Mimo tego że znów odbyliśmy rozmowę o zastrzegłam że jeszcze jedna tego typu sytuacja i odchodzę on przejął się i zrozumiał. Ale ja nadal nie mogę tego wymazać. Ciągle mi się zdaję że ogląda jakieś strony (od tego czasu incydentu nie przeglądam jego historii) oraz że przyglądanie kobietom na ulicy. Jakoś nie umiem sobie poradzić być szczęśliwa. Rozumiem każdy ma swoje słabości popełnia błędy. Ale ja nie mogę uwierzyć w siebie zaufać znów z tego powodu czuję że popadam w depresję. Co zrobić by znów czuć się szczęśliwa pełna życia?
  6. Witam, mam 29 lat. Byliśmy razem 2,5 roku. Prawie dwa miesiące temu rozstałam się z partnerem. Zwykła kłótnia spowodowana stresem, śmiertelnym wypadkiem mojej koleżanki oraz moimi problemami ginekologicznymi. Pękłam, popłakałam się i trzasnęłam drzwiami. Kłóciliśmy się wcześniej o małe i duże rzeczy ale zawsze znajdowaliśmy drogę do siebie. Ten rok zaczął się wspaniale. Cudowny sylwester, plany by zamieszkać razem, partner sam ochoczo rozmawiał z moimi i swoimi rodzicami o ślubie, wnukach etc. Trzasnęłam drzwiami ze łzami o oczach ze słowami że dłużej tak nie mogę = pocałowałam go namiętnie i wróciłam do rodziców. Na następny dzień normalnie rozmawialiśmy, napisałam pierwsza jak mija dzień. Wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze dopóki nie zaproponowałam wyjazdu na co usłyszałam "przecież mnie zostawiłaś - nigdzie nie jadę". Trafiło mnie to jak piorunem, od razu pojechałam do niego - był przybity, zimny, zamknięty w sobie. Wytłumaczyłam mu co było powodem mojego zachowania. Niestety z czasem okazało się, że wiele osób z rodziny i znajomych "ruszyło na ratunek" by przekonać go, że nie łatwo się poddawać. Nasze rozmowy wyglądały różnie - raz mnie atakował, starał się za wszelką cenę zniechęcić, mówił przykre rzeczy. Kilka dni później rozmawialiśmy normalnie, mówił co się u niego działo etc. Spotkaliśmy się - powiedział, że dla niego to koniec. Popłakałam się i powiedziałam, że nie mogę mieć z nim kontaktu, że dla mnie to za trudne i jeśli zmieni zdanie niech się do mnie odezwie. Nie minęło 15 minut po spotkaniu gdy do mnie napisał, że się martwi o mnie wspominając chwilę które w naszym związku były dla niego cudowne. Potem przez kilka dni starałam się go błagać przez wiadomości o zmianę zdania nie odpisywał. Reagował tylko na neutralne wiadomości jak minął dzień albo co robił. Jego najlepszy przyjaciel skontaktował się ze mną mówiąc, że nie wszystko stracone przez co desperacko starałam się odzyskać go jeszcze bardziej. Odpuściłam na ponad tydzień , zero wiadomości - po czym zaproponowałam rozmowę o ile jest na nią gotów, zgodził się porozmawiać ale żadne z nas nie zadzwoniło. 2 dni później napisałam że zadzwonię o dokładnej godzinie. Rozmowa była ciężka, od pierwszego słowa czułam, że jest wrogo nastawiony jakby ta rozmowa była dla niego karą - był zimny, hardy, nieugięty - przeciwieństwo człowieka którego znałam. Ostatnio nie układało nam się w łóżku ze względu na leki które przyjmowałam i całą sytuację którą opisałam wyżej. Wykrzyczał mi, że łóżko służyło tylko do spania, że jest popieprzony, że wszystkie jego związki kończą się tak samo , że nic ode mnie nie chce. Starałam się jakoś z nim rozmawiać ale za każdym razem przechodził do ataku. Napisałam do niego w półtora tygodnia później w zeszłą niedzielę w sumie pod wpływem ludzi którzy twierdzili, że od dawna kogoś miał - zapewnił mnie, że nigdy mnie nie zdradził, nawet o tym nie pomyślał, ale nie zmieni tego co myślę. W odpowiedzi napisałam , że nigdy nie wątpiłam w jego wierność aczkolwiek nie poznaje człowieka którym jest teraz. Że tak łatwo w niepamięć poszły wszystkie jego słowa, obietnice i czy nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji jakie one niosły? Od tamtej pory kompletna cisza... Nie radzę sobie z tą sytuacją, mam za dużo niewiadomych albo podświadomie sama się ich doszukuje. Wiem, ze to mężczyzna mojego życia. Mam wrażenie , że się pogubił ale boje się, że nie odnajdzie się w porę....
  7. Jestem 20-letnią studentką i odkąd pamiętam jestem typem introwertyka: dobrze się czuję w samotności, lubię ciszę, wystarcza mi tylko kilka najbliższych osób itp. Od pewnego czasu- 2, może 3 lat, zauważyłam u siebie, że szybko się ludźmi nudzę: bywają relacje, że z kimś się zaprzyjaźniam a po jakimś czasie- maksymalnie roku- jestem nimi zmęczona, nie mam ochoty dłużej utrzymywać znajomości a równocześnie brakuje mi odwagi, żeby to skończyć, bo czuję, że to wobec nich nie w porządku- nie zrobili nic złego i zachowują się wobec mnie dobrze, nie chcę ich ranić ani żeby pomyśleli, że od początku miałam w zamiarze ich "zostawić" jak tylko się do mnie przywiążą. Z tego powodu całe podtrzymywanie relacji z mojej strony jest wymuszane, na siłę, nie darzę żadnego z moich przyjaciół takimi uczuciami, jakimi oni deklarują, że darzą mnie- są mi niemal obojętni. Szukałam winy w nich, ale nie zrobili nic, co spowodowałoby zniwelowanie moich uczuć. Zawsze mi ma nich zależało i nagle te uczucia wygasły. Sama mam poczucie, że PRAGNĘ wszystkie te relacje zakończyć: z moją przyjaciółką od 4 lat, z moim przyjacielem i nową przyjaciółką, ale czuję też, że to nie byłoby dobre, bo może jednak powinnam się ogarnąć, odwzajemnić uczucia i brnąć w to dalej. Moje pytanie: czego to może być przyczyną, dlatego nagle tracę uczucia do drogich mi osób i co robić?
  8. Katarzyna12345

    Strach przed życiem

    Niedługo kończe 30 lat. Od 18 lat choruję na cukrzycę typ 1. W szkole miałam dość przykre doświadczenia w związku ze swoja chorobą. Dzieciaki były zainteresowane na początku a później gdy się przyzwyczaiły do moich zastrzyków zaczeły się ode mnie odsuwać. Pamiętam jak mama mojej koleżanki rzucała mi zaszyty z lekcjami swojej córki przez ogrodzenie bo chyba bała się pojejść i zarazić tą cukrzycą. Z biegiem czasu zaczynam zauważać że to nie choroba była problemem lecz moja osoba. Być może moje dzieciństwo nie dostarczyło mi zainteresowania moją osobą i stad mój problem. Nie radzę sobie z komunikacją międzyludzką dlatego jestem cicha niezauważalna i słaba psychicznie. Nie potrafię nawiązać kontaktu z obcymi ludźmi. Nie lubię opowiadać o sobie bo nawet nie wiem co mówić. Brak mi pewności siebie w najbłachszych sytacjach. Np boję się rozmawiać przez tel bo nie wiem czy to co mówie druga osoba zrozumie i wyłuszczy wątek który poruszam. Zauważyłam również że te same kwestie poruszane przeze mnie i przez inna osobe są nie zauważalne przez potencjalnych odbiorców. Po prostu jakby nikt nie rozumiał albo nie chciał słyszeć co ja mówię może mój ton głosu jest jakiś nie taki nie zrozumiały wielokrotnie chciałam się zapisać do psychologa ale nie wiem co mu powiedzieć jak do niego pójdę. W 2014 roku pochowałam oboje rodziców babcie i psa. Za dużo jak dla mnie na raz. Najbardziej przeżyłam śmierć mamy bo chorowała ponad rok a ja codziennie patrzyłam jak gaśnie w oczach. przestała wstawać z łózka aż w końcu przestała oddychać 😞 (byłam przy tym) Strach towarzyszy mi od wielu lat wręcz od małego. Chciałabym zrobić prawo jazdy ale boję się nawet zapisać na kurs bo wiem że nie zdam testów a sam egzamin przeraża mnie tak że zapominam jak się nazywam. Podjęcie jakiejkolwiek ważnej decyzji niezależnie czego dotyczy wywołuje u mnie zimne poty aż zaczynam się jąkać i nie wiem co mówię 😥
  9. Po prawie roku od stwierdzenia u mnie zaburzeń lękowych i leczeniu psychiatrycznym i terapeutycznym, mój stan znacznie się pogorszył. Zaczęłam się bać o siebie i samej siebie więc zgłosiłam się do szpitala psychiatrycznego. Spędziłam w nim 2 miesiące. Wyszłam na początku tego miesiąca. Mój stan znów się pogarsza. Moje wizyty u psychiatry i psychologa ciągle przepadają. Nie mam z kim porozmawiać. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale mam dość wszystkiego. Nie mam siły żyć. Chciałabym wrócić do szpitala ale nie mogę z różnych przyczyn. Nie umiem się pozbierać bo pobycie w szpitalu, nie potrafię wrócić do swojego życia i żyć, cieszyć się nim. Wszystko mnie przytłacza i męczy. Już nie wiem co ze sobą robić...
  10. Witam, postaram się przedstawić swoja sytuację od początku. Gdy miałam 2 lata rodzice rozstali się, mama zawsze uważała że kobieta bez mężczyzny jest gorsza. Jestem jedynaczką, choć mama ma męża, ojczym pojawił się gdy miałam 10 lat.To miły ciepły człowiek, są razem do dziś. Pierwszą miłość poznałam podczas rekolekcji oazowych. Zakochałam się bardzo, ale on chciał częściej się spotykać, a póżniej zaczął myśleć o zakonie i jakoś nasze drogi się rozeszły. Mama nie pozwalała mi na kontakt z nim bo był starszy o 5 lat, mieszkał 160 km ode mnie a ja bałam sie sama coś zdecydować i postawić na swoim.Później poznałam fajnego chłopaka, ale znów daleko....380km i znów mama...zabroniła. W rezultacie wyszłam za mąż za kolegę z mojej miejscowości. To fajny i dobry chłopak, ale nie było tego czegoś. Przez lata byłam samotna. Urodziłam córkę, zbudowaliśmy dom, obok teściów i żyłam, a raczej wegetowałam. Były miłe chwile, ale...nigdy nie mogłam sama podjąć żadnej decyzji. On...wojskowy...wiedział wszystko lepiej, codziennie byłam u mamy, która też wiedziała lepiej.Doszło do tego że zostawiałam teściowej klucze od domu gdy wychodziłam i mówiłam gdzie idę. On ciągle poza domem, lata byłam sama z córką.Wbijał mnie w poczucie, ze źle wyglądam, jestem blondynką, on woli czarne, jestem za gruba, za chuda...zależy kiedy coś mówił. Dochodziło do tego, że kilkakrotnie w ciagu dnia myłam i układałam włosy, jak natrętna idiotka, bo czułam się źle ze sobą.Pewnego dnia zadzwonił telefon i męski głos powiedział...pani maż kogoś ma. Przyznał to, powiedział, że się zakochał, a ja wpadłam w panikę co dalej. Po miesiącu oprzytomniał i stwierdził, ze jednak dom jest tu i chce być z nami. Ja czułam ze jestem w klatce, bez wyjścia, bo...dom obok teściów, nie mam gdzie iść, tu jest bezpieczeństwo i stabilizacja, mimo, ze sama całe zycie pracuje w urzędzie. Nie przyznałam się mamie co się stało, nie dowiedział się nigdy nikt poza teściową która podsłuchała rozmowę. Później córka zaczęła buntować się w stos. do taty i są tygodnie ze ze sobą nie rozmawiają. Zgodziłam się i wrócił, ale...znów zaczęłam czuć się niepewnie i...zażądałam przeprowadzki. Zgodził się, sprzedaliśmy dom szwagrowi a sami kupiliśmy działkę by w rok się przeprowadzić. Niedaleko, ale "na swoje", a nie przy teściach.Myślałam że to da mi poczucie pewności, będę wreszcie dorosła. I wtedy...gdy już mury stały odezwał się on...miłość z oazy. Zwykła wiadomość...co u ciebie i zaczęła się nasza przyjaźń. Nadal mieszka tam gdzie mieszkał, miał żonę, później był w kolejnym związku, ma 3 dzieci i...tęskni za mną całe życie. Ma wszystkie moje listy, wszystkie kartki i zdjęcia, ma więcej wspomnień niż ja. Nie pamiętam tego co on, nie wiem dlaczego? Dlaczego nie pamiętam że spędziliśmy razem sylwestra? Jak opowiada o tym to coś mi pojawia się, ale ogólnie pamiętam tylko ze on istniał, nic więcej. Poszłam na strych odkopałam listy...i uświadomiłam sobie jak mnie kochał. Mówi, ze kocha nadal, że ciągle mnie szuka i nie może już beze mnie żyć. Sprawił, ze poczułam się ładna, mądra, że zaczęłam sama podejmować decyzję, choćby wybranie lodów, co kiedys graniczyło z cudem. On cierpliwie czeka, aż wybiorę pierwsza, bo zazwyczaj mówie...to samo proszę, ale nie, on nie pozwala na to.To on mówi...przeciez wiesz i napewno dobrze zdecydujesz, to on mówi...spokojnie, nic się nie dzieje jak coś mi sie nie uda, a nie wyzywa od idiotek... A ja...nie wiem co robić, jestem jak rozbity dzban. Przy nim czuję się na właściwym miejscu, śmieję się i płaczę, on mnie wspiera, rozmawia ze mną...nauczył mnie rozmawiać, bo nigdy z nikim nie rozmawiałam. On uważa że jestem zdominowana przez mamę i męża, i chyba ma rację, boje się wszystkiego, boje się odmawiać, zawsze na wszystko się zgadzam, zawsze i wszędzie, nie odmawiam nawet w pracy czy sąsiadom w pomocy.Cokolwiek...ja się zgadzam. Teraz przeprowadziłam się do wymarzonego domu i....siedzę i płaczę, nie śpię , nie jem, nie mogę oddychać, najchętniej przespałabym cały dzień. Nie wiem co się dzieje. Mąż krzyczy że mnie umieści gdzieś w zakładzie bo nie po to pracował żebym ja wydziwiała, a on...przyjechał by pobyć ze mną, zabrać mnie na spacer, porozmawiać, pozwolić się wypłakać. I nie chodzi tu o intymność, a o przyjaźń. Boje się zmiany swojego życia, boje się wziąć odpowiedzialność za swoje życie, boje się podjęcia każdej decyzji. Nie umiem sama butów kupić bo nie wiem na które się zdecydować. I teraz boje się, ze to znów moja ucieczka. I że za jakiś czas znów poczuje ze to nie to....błagam...co robić, jak żyć by znów umieć być.Czasem chciałabym uciec, nic nie czuć.... Jestem jedynaczka, nie mam z kim porozmawiać, moja mama nic nie wie, uważa mojego męża za cud świata a ja czuje się taka samotna i bezsilna. Dziś maż oznajmił że jedzie z kolegami na męski wypad a ja mam się ogarnąć i posprzątać po przeprowadzce, tylko, że ja...nie wiem jak wstać. Co jest ze mną nie tak?
  11. Impresja

    ciągły strach.

    Witam, postaram się opisać wszystko jak najlepiej, choć jest tego wiele.. Mam 26 lat, jestem kobietą. Czasem wydaję mi się, że ciężko mnie zniszczyć, a sporadycznie wydaję się sobie krucha, popękana. Zaczęło się od dzieciństwa, ojciec alkoholik, głód, strach, wstyd. Obrazy kiedy on próbuje wejść do domu, kopie w drzwi.. nikt nam nie pomógł. Potem ucieczka, jego złamane obietnice, że dziś przyjedzie bo przecież tak mu zależy na nas - smutek i rozczarowanie. Kontaktu z nim nie mam wiele lat, przyzwyczaiłam się do braku ojca. Matka zagubiona w swojej rozpaczy.. jej depresja, potem zajęła się swoich życiem, nie winię jej za to! cieszę się!. Jedyne o co mam żal to jej kiepskie w skutkach zabawy w psychologa.. Potem przyszedł czas na siostrę - depresja i anoreksja, jej psychotropy. Strach, że się zabiję. Uciekła - pomogło. Odetchnęłam, bo ułożyła sobie życie. Ale ta każda mała wielka sprawa wciąż we mnie tkwi. Epizod 3 - czas na mnie. Ten rozdział brzmi: prawdziwe piekło. Ja i moja wciąż niezniszczona wiara w ludzi.. Wciąż ślepo bałam się, że ktoś mnie zostawi. Ubzdurałam sobie jedną osobę i panicznie bałam się porzucenia.. Takie patologiczne "bądź ze mną zawsze". Choć wciąż czułam, że coś jest nie tak, szamotałam się z miejsca na miejsce, z kąta w kąt. Uciekałam przed sobą i trafiłam na zło. Byłam poza Polską(daleko mnie wyrzuciło), sama. Znalazł mnie i zmusił do uwierzenia, że jest ideałem. Gdzieś podświadomość krzyczała do mnie, że wszystko jest nie tak! Ja głupia owieczka, tak bardzo ślepa, jak zawsze oddałam się w całości.. więc zaczął się koszmar. Na początku jedno zdanie i zwykłe "cześć" od znajomego. Awantura. Wyzwiska. Wiedziałam, że tak nie powinno być, ale wciąż ślepo wierzyłam, że coś ze mną nie tak, bo wszyscy mnie zostawiają. Później wyzwiska i bicie było normalnością. Nasłuchałam się tyle, że byłam wrakiem. Wzbierał we mnie żal i również agresja! to przerażające.. Byłam śledzona, zabrano mi telefon, kartę, pieniądze. Każdy mój ruch... on wiedział wszystko. Wokół nas było pełno ludzi.. wszyscy udawali że nie widzą. Mnie łysiejącej choć nie do końca wiem czy mi nie wyrwał tych włosów bo szarpał często, z podkrążonymi oczami (nie widać było siniaków, bił cwanie). Pluł na mnie, wyzywał od kur**. Zaszłam w ciąże (przez seks od przymusu, było mi wszystko jedno).. wyzywał gorzej, mówił ze to nie jego dziecko (musicie myśleć ze to absurdalne, wtedy nawet nie mogłam spojrzeć na innego faceta, wciąż patrzyłam w podłogę, bałam się). Coś we mnie pękło, chciałam uciec, miałam siłę dla siebie i dziecka. Dowiedział się oczywiście, groził mi, że mnie zabije, przykładał nóż do brzucha. Krwawiłam ze stresu, lekarz- dziecko martwe. Kazali mi chodzić z martwym dzieckiem dwa tygodnie - bo mój organizm ma poronić sam. Nie dało się - czyszczenie. Po szpitalu jjuż wiedziałam że nie dam rady dłużej.. że po prostu nie dam rady. Ostatnia próba, ukradłam(swój) telefon, zamknęłam się w łazience z nożem. Przez chwile wahałam się czy po prostu ze soba nie skończyć. Nie!Zadzwoniłam.. wpadłam w taką histerię ze nie mogłam prosić o pomoc. Udało się. Uratowali mnie... Minęło sporo czasu.. Zaczynam czuć się bezpiecznie. Mam kochającego faceta. On wie wszystko, wiem, że mnie nie skrzywdzi. Ale wciąż jest strach.. widze te nieodwracalne zmiany. Obracam się za siebie gdy ktoś jest zbyt blisko. Wiecej się stresuję. Gdy nagle coś spadnie, albo ktoś krzyknie głośniej serce mi łupie. Boję się coraz większej ilości rzeczy, których nigdy się nie bałam. Jednego dnia jest idealnie, drugiego cała fala goryczy i przerażenia wraca. To wszystko wciąż wraca. Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Chciałabym być po prostu... normalna.. mieć zwykłe problemy..
  12. Witam, Mam na imię Karolina. Mój chłopak, od około 5 lat zmaga się z depresją. Nie mam pojęcia już co robić... Poznaliśmy się około dwa lata temu, wtedy jeszcze nie było po nim widać, że jest chory. Dopiero po około trzech miesiącach przyznał mi się, że choruje na depresję. w lipcu zeszłego roku mieliśmy małą sprzeczkę i właściwie od tamtego czasu jest z nim gorzej... Jest apatyczny, anhedoniczny, ma zaburzenia snu (nadmierną senność), jest otępiały, bez sił do normalnego funkcjonowania, bardzo często nachodzą go myśli samobójcze, które jak sam mi opisuje słyszy jako głosy. Wydaje mi się, że ma problem z zaakceptowaniem własnego ciała, ponieważ odchudza się mimo że jak dla mnie nie musi a mówi mi, że dzięki temu się lepiej czuje.Są okresy kiedy czuje się dobrze lub w miarę dobrze ale częściej czuje się obojętnie lub bardzo źle. Czasami ma natłok różnych myśli, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Potrafi myśleć o 10 rzeczach naraz, jego myśli są często nieuporządkowane. Zdarza się, że gdy rozmawiamy na dany temat, szybko zmienia go na inny bo chce o wszystkich swoich myślach mi powiedzieć żeby nie zapomnieć. Ma duże problemy z pamięcią, często nie pamięta co robił dzień wcześniej. Ciągle mi powtarza, że nic nie czuje, ani radości ani smutku, wszystko raczej jest mu obojętne. Często miewa problemy z koncentracją. Kiedy czuje się źle to ma problemy z logiczną wypowiedzią, sensownym układaniem zdań, a gdy czuje się lepiej potrafi długo mówić skacząc z tematu na temat lub ciągle opowiadać o jednej rzeczy. Ma bardzo kiepskie kontakty z rodzicami, całą winę za to jaki jest zrzuca na nich i ich jak dla mnie i dla niego zły sposób wychowywania dzieci. Jako dziecko był często bity, bo przecież jak dziecko dostanie pasem to się nauczy... Bardzo często dochodzi do awantur między nim a jego matką. Matka po nim ciągle krzyczy, poniża go i chyba nie wykazuje specjalnych chęci żeby mu pomóc w walce z tą chorobą. W marcu tego roku poranił sobie lekko nadgarstek nożem, a potem sam twierdził, że nie wiedział właściwie co robi... Od lipca zeszłego roku leczy się psychiatrycznie, a końcem marca został skierowany na całodobowy oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, po czym końcem kwietnia został z niego wypisany. Tam jego chorobę zdiagnozowano jako jako zaburzenia paranoidalno- depresyjne F20.0. Teraz chodzi na terapię na oddziale dziennym. Mimo pobytu w szpitalu, przeprowadzki do mnie i chodzenia na tą terapię nadal nie jest z nim dobrze i ma myśli samobójcze. Nie mam pojęcia co robić..., jak z nim rozmawiać? Często podkreśla, że tylko ja go trzymam przy życiu i gdyby mnie nie poznał to już dawno by ze sobą skończył... Nie ukrywam, że wszystko to jest dla mnie obciążające i mam nawracające problemy ze snem... Czy wysłać go ponownie do szpitala na oddział zamknięty, mimo że źle się tam czuje i sobie wmówił że taki rozwiązanie mu nie pomoże a tylko pogorszy sprawę? Czy jednak poczekać na efekty tej terapii dziennej? Dodatkowo jest obciążony genetycznie, ponieważ jego ojciec jest schizofrenikiem... Myślałam, że jak się wyprowadzi od rodziców to jemu to pomoże, ale chyba jednak nie... Boję się, że w końcu nie wytrzyma i sobie coś zrobi... Błagam proszę o pomoc lub jakąś poradę!
  13. Witam. Moja sprawa przedstawia się następująco. Mam 31 lat, żona 26. Ja mam dobrze płatną pracę jednak z dala od domu, żona natomiast studiuje zaocznie tylko w weekendy. Wracam do niej co 2 tygodnie akurat na weekend, kiedy ona najczęściej do godzin wieczornych dni spędza w szkole. Ona mieszka ze współlokatorami we wspólnym mieszkaniu ja po prostu zostaję u niej te dwa dni i z powrotem wyjeżdżam na delegację. Żyjemy nadzieją, że po zakończeniu ostatniego roku studiów i miejmy nadzieję zmiany miejsca mojej pracy na coś bliżej domu zmniejszy się napięcie, które między nami narasta. Nie zmienia to jednak faktu, że nie po trafię i nie lubię mówić o swoich uczuciach, problemach i zaśmiecać głowy mojej żony swoimi "głupotami" ponieważ na pewno ma masę swoich własnych. Po drugie, marnowanie i tak małej ilości czasu razem na rozmowy na temat problemów potrafią przyprawić mnie o depresję i złość ponieważ "po co wracać tyle czasu, żeby zamiast spędzić dzień przyjemnie użalamy się nad sobą". Po trzecie czasami takie powroty polegały bardziej na pomocy żonie z projektami niż na wspólnym spędzaniu czasu. Co także przyprawiało mnie o nerwicę. I szukanie prostszego rozwiązania mojej frustracji czyli korespondencja z inną kobietą. Może problem by nie miał miejsca gdybym potrafił powiedzieć co mnie gryzie, czego oczekuję i zapewniać o mojej miłości nie tylko przez pomoc i przez zarabianie pieniędzy ale przez zwykłe powiedzenie "kocham cię", jednak panicznie boję się żalić żonie z moich bolączek. Jak otworzyć się bardziej i nabrać odwagi do mówienia o takich rzeczach i szukanie wspólnych rozwiązań dla dobra naszego małżeństwa.
  14. Witam. Nie wiedziałam w jakiej kategorii umieścić mój post, dlatego wybrałam opcje inne. Jestem 22-letnią kobietą, od jakiegoś czasu miewam sytuacje, które zaczynają zmieniać moje myślenie, że może jednak mam jakieś poważniejsze problemy. Przede wszystkim chciałabym opisać najważniejszy... Jestem w szczęśliwym związku, bardzo kocham mojego mężczyzne i nie wyobrazam sobie bez niego zycia. Jednak kłotnie zdarzaja sie jak u kazdego...I wtedy pojawia sie problem, ja odrazu reaguje lzami, bol psychiczny podczas naszej klotni jest nie do zniesienia. Czasem potrafie plakac godzinami ale najgorsze jest w tym to, ze mam ochote robic sobie krzywde. Nie wytrzymuje emocjonalnie takich sytuacji, mam mysli aby wziac cos ostrego i siebie skrzwydzić, nie umiem sobie z tym radzić, nie wiem co robic i boje sie, ze kiedys emocje tak mna zawladną, ze nie opanuje tego i faktycznie doprowadze do czegos, do czego nie chce doprowadzić. Chcialabym rowniez wspomniec, ze jestem bardzo wrazliwa i dosc wstydliwą osoba i takze mi to przeszkadza w zyciu. Boje sie nowej pracy, boje sie ludzi, rozmowy z nimi...Nie potrafie sie komus postawic, odezwac jak ktoś zachowuje sie w stosunku do mnie tak jak nie powiniem. Zawsze reaguje lzami i nie mam odwagi w sobie. Zazwyczaj widze swoje zycie w ciemnych barwach, bywaja dni, ze jestem naprawde szczesliwa i wierze, ze bedzie dobrze i bede miala cudowna przyszlosc z ukochanym ale wiekszosc dni to jest smutek i czarne mysli... Ciagle chodze smutna, bez humoru nie potrafie sie cieszyc zyciem. Ciagle mysle o czyms, co doprowadza mnie do placzu, co psuje mi dzien. Nie chce juz plakac, chce nauczyc sie myslec pozytywnie i cieszyc sie chwila, bo jestem zdrowa mam rodzine i kochajacego chlopaka ale nie potrafie. Boje sie, ze nie bede miala dobrej przyszlosci, ze nie bedzie mnie stac na mieszkanie, ze przez to nie bede miala dzieci bo trzeba im zapewnic godne warunki i ciagle bede mieszkac z rodzicami,ze bedzie brakowalo nam ciagle pieniedzy, ze zycie nie bedzie stabilne i pewne. Boje sie, ze dostaje depresji, czesto siedze sama i placze i pytam Boga czemu jestem takim czlowiekiem, dlaczego musze taka byc, ze ja juz nie chce tak zyc, ze boli mnie zycie, ze nie mam sily. Moze z drugiej strony to wszystko nie wyglada tak zle ale ja naprawde sie mecze i jest mi bardzo ciezko...Moj chlopak bardzo mnie wspiera we wszystkim ale mimo jego wsparcia ja nie potrafie zmienic swojego myslenia, swoich emocji, to wszystko jest nade mną...Bardzo prosze o pomoc, o porade. Czy powinnam zglosic sie do psychologa? Czy mam problem czy sobie wmawiam? Jak zmienic swoje myslenie i sie cieszyc zyciem, a nie ciagle plakac?
  15. Tytuł: Byłam w związku z facetem przez 8msc i mieszkaliśmy razem Pytanie: Byłam w związku z facetem przez 8msc i mieszkaliśmy razem. Przez caly ten czas zostalam wykonczona psychicznie. Nie szanował, zle traktowal (nie bił), zdradzal ,psychicznie wysiadlam. potrafil zaamknac mnie w domu nie zostawiajac klucza... Byly momenty w ktorych chciałam sobie cos zrobic psychicznie tego nie wytrzymujac. Codziennie placze bo juz nie daje sobie rady z tym wszystkim jak bylam traktowana. Jest to facet o 19 lat starszy odemnie. Nie raz chcialam pojsc do psychologa ale jst mi wstyd ze pozwolilam tak sie traktowac. w ten sposob. Dajac sie zmuszac do niektorych rzeczy, których nie chciałam, teraz tego zaluje ale nie potrafie sobie wybaczyc że jednak dalam sie zmusić. przez cały związek plakalam, dostalam nerwicy żołądka, nabawiłam się torbiela na jajniku. Nerwy mnie wykonczyły. Nie wiem totalnie co mam ze sobą zrobić czasami Życ się odechciewa. Mialam spokoj, Lecz od pewnego czasu zaczął prawie codziennie przyjezdzac na moje podworku (do mojego brata) ale ja nie potrafie nawet znieść jego widoku pod domem. Wszystko wraca wtedy mam ochote skoczyc z mostu. Siadam i płacze. W nocy nie spie. Prosilam wiele razy zeby nie przyjeżdzał bo boje sie o własne zdrowie juz. Nie wiem juz co mam robić. Nie mam siły. Czasami żyć mi sie odechciewa... Czytałam na temat zakazu zblizania sie zeby [przestal przyjezdzac pod dom.... ale ponoć na zakaz zblizania on musiał by mnie nękac wypisywac wydzwaniac. Prosze o pomoc co moge zrobić. Wiele by tu pisać co przeżylam jako dziewczyna w wieku 22 lat. Az wstyd mi sie przyznać...
  16. Mam 29 lat, wyższe wykształcenie, dobrze płatną pracę. Jestem zdrowy, wysportowany, raczej przystojny. Mój problem polega na tym, że z jakiegoś powodu zawsze unikałem stosunku z kobietami. Uroiło mi się w głowie, że muszę poznać tę jedyną. Mój pierwszy raz przeżyłem w wieku 25 lat, z dziewczyną którą naprawdę kochałem. Niestety to był straszny niewypał. Brak wystarczającej erekcji... Zraziłem się tak bardzo, że następne próby kończyły się również klapą.. Oboje kochaliśmy się do tego stop, że przetrwaliśmy ze sobą przez ponad dwa lata mimo tego, że ani razu nie było w tym czasie udanego seksu. Załamałem się.. Już nie jesteśmy razem. Ja nadal nie mogę się pozbierać. Panicznie unikam seksu z kobietami. Nie potrafię się przełamać, boję sie, że się nie uda. Cały czas myślę, że straciłem najlepsze lata życia jeżeli chodzi o seks.. Najgorsze jest to, że zaczynam się oswajać powoli z myslą, że już niegdy więcej tego nie zrobię. Do tego dochodzą kompleksy... "A może mam za małego, może za chudego, itd."
  17. Jestem 26 letnia mężatką. mamy 9 miesiecznego synka. Problem polega na tym : jak wrocic sie do bliskosci intymnej? Jestem bardzo wstydliwa osoba.. wszystko zaczelo sie od tego ze szybko zaszlam w ciazy ..mialam straszna toksykoze i do 6 miesiaca nawet zapach meza to była masakra. I z kochaniem od 4 miesiaca to skaczylo sie. Potem gdy toksykoza przeszla ja calkiem nie chcialam tego i bylo strasznie i niewygodnie kochac sie... tak wyszlo ze nie kochaliśmy sie.( choc mąż moglby po duzo razy dziennie.. i dlatego byli klutnie.. nie mogłam siebie zmuszac do tego.. to ma być przyjemnosc a nie przymus... ) po porodzie nie moglam kochac sie gdzies jeszcze z 4 miesiace bo mnie bolalo, i bylo strasznie.. po prostu psychologicznie nie bylam gotowa. Gdy juz malutkiemu bylo z 5 miesiecy juz byłam gotowa, ale.. sypiamy w oddzielnych pokojach bo ja spie z dzieckiem bo nadal karmię pierscia i nie mam siły po 5 razy w nocy wstawac i wyciagiwac jego z łóżeczka itd. Dlatego śpię razem z nim. Chcialam przysunac lozeczko do lozka meza i tak spac. Ale miedzy lozkiem a lozeczkiem wielka dziura.. poprosiłam aby maz cos z tym zrobil... ale on powiedzial ze nie bo niechce z dzieckiem w jednym pokoju spac bo bedzie jego obudzal(nie bedzie mogl oglądać telewizji), a ja bede zloscić się na niego... malutkiemu juz 9 miesięcy .. nie sypiamy razem z półtora roku.. caly czas maz zlosci sie ze nie kochamy sie.. jak ja moge isc I kochac sie z nim kiedy po bliskosci on mi jest jako przyjaciel tylko.., jak mu wyjasnic to ze potrzebuje najpierw byc bardziej bliska z nim.. A my calkiem nie spedzamy razem czasu... on wiecznie pracuje I zajmuje sie swoim hobbi a rodzine ma na 3 miejscu.. ja juz nie mam sil poprostu..juz mysle o rozwodzie.. A malzenstwem jestesmy tylko rok.. ja nie moge poprostu wejsc do jego pokoju i powiedziec wyjeb mnie.. przed malzenstwem bylismy tylko 3 miesiace razem. Maz ma 35 lat. I on jest strasznym egoista na pierwsze miejsce stawi to do my potrzeba czego mu nie zrobiono.. ja juz nie daje rady.. mam na glowie 2 pietrowy dom, dziecko gotowanie, sprzatanie.. A on wiecznie nie zadowolony...jak mnie wreszcie wrocic bliskosc intymna?
  18. Mitsuru

    Porażka życiowa

    Jestem bezrobotnym mężczyzną w wieku 25 lat mam problemy ze znalezieniem pracy uważam że jest to spowodowane tym że nie jestem w niczym dobry. Na duchu podnosiła mnie tylko dziewczyna z którą byłem od niedawna lecz kochałem ją już 7 lat myślałem że jesteśmy szczęśliwi ale dzisiaj dowiedziałem się że między nami koniec. Jestem porażką życiową nie umiem znaleźć pracy a jak już jakaś cudem się trafi nie potrafię jej utrzymać mam nadwagę niezbyt ciekawy wygląd ogólnie nie widzę w sobie dobrych cech. Wszystkie rzeczy które przynosiły mi przyjemność wychodziły źle co spowodowało że mnie już nie cieszą. Jedna rzecz jaka dawała mi szczęście to była moja dziewczyna a teraz nie mam już nawet tego nie wiem co robić chce się zmienić by na nią zasługiwać ale boje się że jestem zbyt beznadziejnym człowiekiem by być szczęśliwy.,
  19. Potrzebuję rady może wsparcia sama nie wiem.Mąż zaprzyjaźnil się w pracy z koleżanką w sumie wspólną a żona jego kolegi. Przez problemy rodzinne zaczął pić ale bardziej po kryjomu i zaczął się jej zwierzac przypadkowo odkryłam w telefonie sms itp nic rażącego ale miłego mi tak nigdy nie pisał Były kłótnie awantury ale nic to nie dało mówiłam prosiłam ale co tam on tylko ja lubi i będzie z nią gadał. Ona narzeka tylko na męża i życie a on słucha i czasem po alkoholu mi mówi a na trzeźwo nigdy tylko zarzuca mi że go inwigliuje i skąd wiem takie rzeczy że go osaczylam nie ma rodziny ja dobrze zarabiam mam wszystko a on jest nieszczęśliwy a ona go rozumie bo jej mąż jest nie halo nieudacznikiem itp ale jest z nim bo dziecii i chce kupić dom a on nie chce raz szczęśliwa a raz nie. Ja mam dość tego mówię mu ze jak chce utrzymać małżeństwo to musi skończyc albo ograniczyć ta znajomość do minimum bo tyle głupot mi powiedział że już mnie irytuje ta pani że mam wrażenie że bardzo zabiega o nią a ja zostałam odstawiona . Ona strasznie się mnie bo wie od moje męża że ja coś podejrzewam i nie podoba mi się to pisanie sms ów i kontakty telefoniczne poza pracą. Około 3 miesięcy temu podsłuchalam jego rozmowę przypadkiem po tym jak dzień wcześniej znów się klocilismy o nią. Najpierw rozmawiało o pracy potem o jej mężu następnie o tym że go wczoraj wkurzył i musiał się napić a później ona wypytywala coś o swoją figurę jakby miała kompleksy on ją zapewniał że wszystko jest ok z nią. Następnie ona zadzwoniła raz jeszcze upewnić się czy ja coś nie przeczytałam może coś słyszałam i dlaczego pousuwalismy cześć komunikatorow czy nie przez nią..... A przez nią tylko mój mąż zapewnil ja zeby spała spokojnie że ja nic nie wiem i nie mogłam nic przeczytac ponieważ nie mam wglądu nigdzie. Uciekam spod drzwi po usłyszenia tych rewelacji uspokoilam się a wieczorem zapytałam wprost czy rozmawiali kłamał jak z nut wtedy powiedziałam że koniec małżeństwa kłamstwa że stałam 20 minut pod drzwiami i przytoczylam mu każdy szczegół z rozmowy i z długo to tolerowałam ale wiecej nie będę chce rozwodu i że chętnie porozmawiam z jej mężem. Wystraszl się na maksa ja się nie poddawalam długo błaga przepraszam że on jest winny ona nie za kilka dni powiedział jej podobno w pracy ze słyszałam ich rozmowy Dla mnie ona jest skończona pousuwalam ja ze wsztkiego on zmienił się przestał pić zaczął być miły czuły tylko irytuje mnie fakt że ja często mu wypominam że ona jest tak samo winna bo skoro tak chce utrzymac małżeństwo swoje to po co się pomimo obaw angażowala dalej jemu mówię że może iść jak chce zapamięta na całe życie przez kogo rozwalił małżeństwo. On chce ratować wszystko rzekomo urwał kontakt żebym nic głupiego nie zrobiła nic nie powiedziała temu mężowi jej, ani jej bo zniszcze ich małżeństwo a on wyjdzie na idiote. Wczoraj nawet weszliśmy na siebie w restauracji tylko ja poszłam zamawiać a mój mąż podszedł do nich żeby głupio nie wyglądało ona odrazu skierowała się do wyjścia jej mąż spojrzał na mnie ale ja się tylko ironicznie uśmiechnęłam. Po czym powiedziałam swojemu że chce wszystko ukryć i robi idiote że mnie i tamtej męża udając świetnego kolegę a ona aż zzieleniala i poszła do drzwi. Proszę mi powiedzieć co ze mną nie tak jak się powinnam zachować jak kiedyś ja lub ich spotkam chce żeby ona żyła w niepewności co wiem w poczuciu wstydu że jednak słabo jej wyszło dbanie o swoje dobre imię a mój mąż ja oklamal. Czemu mój mąż tak się domaga żebym nic nie zrobiła i nie powiedziała. Czy to jest w porządku. Czy mówić jej cześć czy cokolwiek jej powiedzieć lub napisać
  20. Bezgraniczniezakochany

    Depresja żony?

    Witam z moją partnerką jestem prawie od 4 lat dokładnie czerwiec 2014, od kad ją poznałem świata poza mną nie widziała, jej rodzina niegdy mnie nie trafiła że względu sam nie wiem na co a ona uciekała z domu po to żeby się ze mną spotykać. Sprobowalismy dziecka ale po 3 miesiącach poronila. Troszkę się zalamalismy ale wspieralismy się i zawsze było ok, po kilku tyg od tego wydarzenia coś mnie tknelo żeby zobaczyć z kim pisze na Facebooku i zobaczyłem że są to jacyś faceci i wcale nie były to normalne rozmowy... Chciałem ja rzucić ale przysiegala że nigdy mnie nie zdradziła i żebym dał jej szansę, dałem powiedziałem jej jednak ze będzie trudno odzyskać mi zaufanie do niej, ona mówiła że zrobi wszystko żeby to odbudować, ale od tamtej pory byłem o nią na każdym kroku chorobliwie zazdrosny, nie wierzyłem że jest wobec mnie szczera. Staraliśmy się o drugie dziecko, urodziła synka w grudniu 2015, świat zupełnie się odwrócił i wiedziałem dla kogo chce poświęcić resztę swojego życia, to ona i nasze dziecko z zupełna wzajemnością, oświadczyłem jej się, wzięliśmy ślub w kwietniu 2016 całe nasze życie było usłane różami ale od początku 2017 roku cos zaczęło się dziać między nami, widziałem że coś jest nie tak ale nie mogłem domyślić się co byłem głupi wyprowadziła się w czerwcu do babci ale w sumie tylko na weekend i wróciła powiedziała że daje mi szansę bo wszystkiego jej zakazywalem. Odkąd wróciła starałem się bardzo ale sam w sobie czułem że nie do końca, ale może dlatego że nie czułem tego odwzajemnienia u niej. Prosiła mnie o drugie dziecko ale ja nie godzilem się mówiąc że chce poczekać do wakacji 2018 żebyśmy się jakoś ustabilizowali, tak naprawdę chciałem poprostu przekonać się czy ona naprawdę chcę tego dziecka, jednak gdy zobaczyłem że to dobre rozwiązanie powiedziałem jej ze chce jakieś 3 może 4 miesiące temu ona stwierdzila że jej się odechciało. Od miesiąca może dłużej coś we mnie się zmieniło zacząłem dostrzegać co robiłem źle zacząłem to naprawiać już z pełnym oddaniem, poprosiłem ja o wizytę u psychologa, który stwierdził u niej depresję i zapisał leki, dodam że jakis czas przed tym jak się poznaliśmy umarła jej mama, ojca nie miała po czym podjęła próbę samobójcza zakończona miesięcznym pobytem w psychiatryku, za depresję obwinia mnie bo twierdzi że ja doprowadzilem do tego że teraz jest chora. Od oswiadczyn przez dłuższy czas miałem dobre relacje z jej babcia jednak odkąd zostawiła mnie na ten weekend wszystko znowu się popsuło i jej babcia mnie nie tolerowala... W piątek tydzień temu wróciłem z pracy a ona stwierdziła że chce sobie przemyśleć czy chce jeszcze ze mną być czy zateskni i poprosiła żebym zawiozl ja do drugiej babci gdzie nigdy nie było żadnych problemów, zgodziłem się i chyba to był mój błąd kiedy kazała po siebie przyjechać w niedzielę ucieszyła się że jestem jednak to były tylko pozory... Powiedziała że porozmawiamy poważnie w domu, kiedy do niego weszliśmy zamieniła się w kogoś totalnie nie znanego nigdy przeze mnie, powiedziała że mnie nie nie kocha że to koniec że nie chce już iść ze mną przez życie że przemyslała sobie wszystko i nie będzie więcej udawać. Zapytałem czy mnie zdradziła najpierw mówiła że nie ale powiedziałem że chyba skoro chce rozwodu to może chociaż byłaby że mną szczera... Po kilku rozmowach uświadomiła mi że zdradziła mnie kiedy byłem w domu a ona poszła się przejść po kłótni, ale powiedziała że w trakcie stosunku przerwała wszystko i wróciła do mnie bo nie było jej z tym dobrze, jak czas później pojechała do babci z chwilą tego pierwszego rozstania. Na dobitke usłyszałem od niej słowa których nikt nie chciałby usłyszeć, że ślub był tylko dlatego że mieliśmy dziecko i że babcia powiedziała że nam nie pomoże jak będziemy żyli bez, że dziecko chciała dlatego że chciała mieć kogoś kto zawsze będzie ją kochał, ze akurat ja się przytrafiłem wtedy kiedy go chciała, położyła obrączke i pierścionek zaręczynowy na stole powiedziała że śpimy osobno dzisiaj oznajmiła mi jeszcze ze od 2 miesięcy pisze z jakimś innym facetem i chyba jemu chce dać szanse chociaż nigdy się z nim nie spotkała i nie znała oprócz snapchata:(( jednak mieszka jeszcze ze mną bo szuka pracy i mieszkania żeby się wyprowadzić, ja się z tego cieszę i staram jak Cholera żeby zmieniła zdanie widzę jakieś tam efekty ale tylko takie że przed wczoraj spędziliśmy trochę więcej czasu że sobą w samochodzie uznała że skoro trzymam rękę na jej kolanie to niech tak bedzie, chociaż wcale jej to nie odpowiada, wczoraj po powrocie z pracy oznajmilem jej ze rzuciłem pracę dla niej o co mnie prosiła od dłuższego czasu, wieczorem zjedliśmy lody obejrzeliśmy film no i w trakcie kiedy zacząłem ją dotykać pojawił się jakiś błysk zaczęliśmy uprawiać seks i to bez większego oporu,. Po wszystkim siedzieliśmy jeszcze dłuższy czas uśmiechają się do mnie, dzisiaj była znowu u psychiatry kazał jej brać nadal tabletki proponowałem jej terapię małżeńska nie godzila się bo mówi że to nic nie zmieni ale jeszcze pomyśli, sam nawet zapisałem się do psychiatry wizytę mam dopiero za 2 tygodnie. Po powrocie do domu było wszystko jakby ok przytulem ją siedziała mi na kolanach trzymała moja rękę smialismy się dotykał ją tu i ówdzie i nie sprawiało jej to żadnego problemu jednak nadal śpimy w nocy osobno i nadal mówi że raczej decyzji nie zmieni jednak jakieś tam szansę jeszcze mam ale nikłe. Najbardziej dobija mnie fakt że ona wychodzi codziennie wieczorem na dwór żeby porozmawiac z tym facetem przez telefon codziennie snapuje z nim gdy tylko nie widzę nie spotyka się tego jestem pewny, mamy teraz syn w domu bo zaczęliśmy remont kuchni na który zdecydowaliśmy się dzień przed jej wyjazdem na rozmyślania o naszym związku, kupę długów, przez to wszystko odechciewa mi się żyć i mam ochotę się poddać ale wiem że ją kocham, że kocham nasze dziecko i dotarło do mnie co tracę możliwe że na zawsze ale sam już nie wiem co jest słuszne w tym wszystkim dodam że powiedziałem że szanuje jej decyzję ale nigdy się z nią nie pogodze, wybaczylem zdradę, na co ona powiedziała że ona nie zasługuje na drugą szansę a mi już jej nie chce dawać i że boi mi się zaufać że coś się we mnie zmieniło że nie będę już o nią tak zazdrosny i powiem że zmieniło bo w pewnym sensie ta zdrada uświadomiła mi że nad niczym w życiu nie mamy kontroli, powiedziałem jej co do niej czuje i że chce nadal drugiego dziecka i nie przestanę walczyć o nas bo dom i rodzina to to co jest najważniejsze i cały czas wspominam o tej terapii małżeńskiej Błagam pomóżcie mi działać za nim będzie za późno
  21. Mam 20 lat i nie potrafię poradzić sobie z paniką. Dwa lata temu poszłam ze znajomymi "na piwo", zakończenie roku szkolnego, poszliśmy do baru. Wszystko było dobrze, dopóki nie przesadziliśmy z alkoholem. Upiłam się. Nagle zaczęłam płakać, nie wiem dlaczego, nie rozumiem tego. Mówiłam, że boję się taty (alkoholik), że nie chce tu być. Pamiętałam wszystko, ale nie umiałam nad sobą zapanować. Od tamtego czasu przystopowałam z alkoholem. Za każdym razem gdy piłam ze znajomymi kończyło się tak samo, moim wybuchem emocji. Na moich urodzinach, po alkoholu zaczęłam zwierzać się koledze, na szczęście w porę odciągnęła mnie przyjaciółka, płakałam. Dwa dni temu spotkałam się ze znajomym, trochę alkoholu i ta sama sytuacja, płacz, panika, nie wiadomo skąd i dlaczego. Gdy chciał się do mnie zbliżyć, zaczęłam krzyczeć, że nie chcę, ale on nic złego nie robił, teraz nawet nie wiem jak z nim rozmawiać i czy w ogóle poruszać ten temat. Czy ze mną wszystko jest ok? Czy zawsze po alkoholu lub podczas zbliżenia z facetem, będę panikować i płakać?
  22. Witam. Mam 28 lat. Nie radzę sobie z codziennością po rozstaniu dlatego chciałabym o tym opowiedzieć i może uzyskać jakąś poradę. Otóż... Byłam w związku 4 lata. Na początku wiadomo: miód, super się dogadywaliśmy, wspólny czas i plany. Po 3 latach zamieszkaliśmy razem. Na początku też było ok, później zaczęło się sypać: nie dogadywaliśmy się, często się kłóciliśmy o głupie rzeczy i to głównie po alkoholu. W końcu doszło do tego, że łączyło nas wspólne mieszkanie i nic poza tym. Przynajmniej z jego strony, ponieważ ja go kochałam bardzo. Kiedy powiedział, że chciałby się ze mną rozstać nie mogłam w to uwierzyć, chciałam to ratować, jakoś próbować to uratować. Niestety w jeden dzień wszystko się skończyło. A mianowicie... On gdzieś wyszedł, ja siedziałam w domu i wieczorem moja mama zadzwoniła do niego i kazała mu się ode mnie odwalić - przynajmniej tak mi powiedziała, że powiedziała to jemu. Mój były napisał mi tylko, że jeszcze tego samego dnia mam się spakować i wynieść, że to koniec. Pisałam do niego, dzwoniłam i chciałam porozmawiać, ale on już nie chciał mnie widzieć. Wyniosłam się z mieszkania i tyle go widziałam. Niestety. Z mama nie rozmawiałam na ten temat bo ona uważa, że dobrze zrobiła. Mój problem polega na tym, że nie wiem jak mam dalej żyć. Jak mam funkcjonować w otoczeniu mojej mamy po czymś takim? W dodatku robię głupie rzeczy po alkoholu - opowiadam pierdoły, płaczę po kątach, umawiam się z różnymi facetami, niekiedy z zajętymi i ich prowokuje do kontaktu ze mną. Nie chce tak funkcjonować bo nie tym rzecz polega, ale nie wiem jak sobie poradzić z samotnością, nadmierną ilością czasu i brakiem wolnych znajomych (większość moich znajomych to ludzie mający swoje rodziny i nie mają czasu tak jak kiedyś). Proszę o jakąś poradę albo o skierowanie do kogoś bo nie wiem co mam zrobić...
  23. Witam, mam 28 lat. Jestem osobą nieśmiałą w relacjach damsko-męskich. Od dłuższego czasu, a praktycznie od zawsze jestem sama. Najpierw studia, potem praca wypełniały mi pustkę spowodowaną brakiem bliskiej osoby. Od dłuższego czasu obserwowałam pewnego chłopaka, jednak nigdy nie miałam śmiałości się do niego się odezwać. Ostatnio, pomimo swojej wstydliwości odważyłam się napisać do Niego. Poznaliśmy się. Okazał się być mężczyzną takim o jakim marzyłam i jakiego wyobrażałam sobie na kandydata na idealnego męża. Po niecałym miesiącu bliższej znajomości stwierdził, iż szuka kogoś bardziej ekstrawertycznego. Stało się to po wspólnym wyjściu z Jego znajomymi (ich wpływ?). Były wspólne plany dotyczące spędzania wolnego czasu i zaproszenia na imprezy rodzinne. Pozostał mi smutek, pustka i ogromne poczucie winy, że nie wykorzystałam danej mi szansy. Mam poczucie, że poprzez swoje zachowanie nie pokazałam jak bardzo mi na Nim zależy. Starałam się być bardziej odważna i śmiała, ale chyba mi nie wyszło... Mam wrażenie, że w relacjach damsko-męskich moja nieśmiałość przerasta mnie i nie jestem w stanie nad nią zapanować. Pomimo, że od rozstania minął tydzień cały czas o Nim myślę i nie mogę sobie darować niewykorzystanej szansy. Dodatkowo dołuje mnie zaproszenie na wesele mojej przyjaciółki na które nie mam z kim iść. Nic mi się nie chce robić, wykonuje tylko czynności które muszę. Praca zawodowa przestała sprawiać mi przyjemność. Rano i wieczorem nachodzi mnie straszny smutek, zdarza mi się, że płaczę. Nie wiem jak sobie poradzić... Z góry dziękuję za pomoc
  24. Mam 64 lata. Za sobą: doskonałą pracę, szereg publikacji o sztuce, uznanie (dość hermetycznego) środowiska artystycznego. Przed sobą: kolejne publikacje, sukcesy zawodowe, długie spacery z psem, samotność w kolejnym (pozornie udanym) związku. W dwóch poprzednich małżeństwach pełniłam rolę osoby silnej, zaradnej, dającej oparcie mężczyźnie. Po śmierci pierwszego męża obiecywałam sobie, że wreszcie będę kruchą, subtelną "blondynką", uroczą, naiwną i nieporadną jak dziecko. Wybierając kolejnego partnera popełniłam te same błędy, co poprzednio. znowu byłam silna, odpowiedzialna, zaradna... Oba moje małżeństwa zakończyły się śmiercią partnerów (pierwszy był chory na epilepsję i zginął w wypadku, w pracy, drugi był alkoholikiem, doskonałym wiolonczelistą, ale w związku talent i pozycja zawodowa nie stanowią wielkiego atutu). Swoje "nietrafione" wybory (pytanie, czy były to wybory, czy raczej wyraz determinacji osoby, która sprawdza się tylko w jednej, przypisanej w dzieciństwie roli?) tak, więc owe "wybory" umiałam sobie wyjaśnić, usprawiedliwiając się sama przed sobą wygodnym stereotypem. Jestem silna przyciągam zatem słabsze osobowości, mój "body language" jest czytelny i jednoznaczny "do bólu". Przed 10 laty zdecydowałam się na kolejny związek. Wybrałam człowieka, który oczekiwał pomocy i wsparcia. Obiektywnie jestem idealną żoną, godzącą pasje naukowe, karierę z dbałością o dom i męża, który doskonale się spełnia w narzuconej przeze mnie roli. Co prawda, gdy wyjeżdżam na kongresy i konferencje naukowe - radzi sam sobie doskonale, perfekcyjnie dba o swoje potrzeby i (jak mawiają ironicznie znajomi) staje się nagle energiczny, pełen wigoru i życia "jak młody bóg". Wyjeżdżam zatem dość często, mając emeryturę - współpracuję z kilkoma periodykami, wykładam na uniwersytecie, nocami piszę, maluję, przygotowuję kolejne wystąpienia na konferencje. Mój świat nie przestaje być jednak "mężo-centryczny". Telefonuję często z trasy by spytać, co robi, jak się czuje, czy wyprowadził psa, czy wziął leki (ma nadciśnienie i cukrzycę). Coraz częściej czuję się zmęczona, zaniedbywana przez partnera, a nade wszystko - samotna. Mam wielu przyjaciół, znajomych i nikt nie podejrzewa, że pod maską eleganckiego makijażu ukrywam umiejętnie smutek. Gram nadal swoją rolę dojrzałej intelektualistki, osoby "szczęśliwej i spełnionej". I byłby to zapewne interesujący literacki temat, tyle tylko, że pisanie o sobie samej wymaga nadmiernego ekshibicjonizmu, szczerości, na którą zwyczajnie mnie nie stać.
  25. Witam. Wiem, że potrzebuję pomocy, zbieram się już do tego bardzo długo. Dzisiaj jednak postanowiłam że zrobię ten pierwszy krok i zarejestruje się na tej stronie. Od dłuższego czasu nic mnie nie cieszy. Mimo że moje życie jest jak w bajce. Nie czuję żadnych emocji tylko zmęczenie i smutek. Często chce mi się płakać a moja twarz wygląda na zmęczona. Bardzo często się zawieszam. Patrzę gdzieś bez sensu i tak jakby odplywam, gdy się orientuję to nie wiem nawet ile czasu to trwało. Proszę mi powiedzieć co ze mną się dzieje? Dlaczego wciąż jestem zmęczona, senna i zwyczajnie smutna? Czy to są objawy depresji? Jak mam sobie z tym radzić? Czy potrzebuje konsultacji?

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×