Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 77 wyników

  1. Jestem 26letnia dziewczyną, na codzień normalną... troskliwą, kochającą i uczynną. Problem zaczyna się w momencie gdy przestaję panować nad zazdrością. Ufam mojej Partnerce(bo jest Aniołem a nie kobietą..) ale już 3x (przez rok bycia w związku) zrobiłam Jej krzywde..zarówno emocjonalną jak i doszło do rękoczynów. Dostalam poprzednimi razy szanse.. lecz to się znów powtorzyło. Zostawiła mnie. Kocham Ją nad życie i muszę odzyskać ten związek. Problem chyba leży w tym, że nad sobą nie panuję... jestem obsesyjnie zazdrosna o wszystko. O przeszłość, o meżczyznę mijanego na ulicy, o znajomych. Wtedy dostaję ataku paniki(szczegolnie po alkoholu) krzyczę, płaczę, uderzam pięściami we wszystko co jest wokół, mam ochotę w kłótniach targnąć się na życie itp. Gdy emocje opadają zazwyczaj nie pamiętam co się wydarzyło, czuję wielki strach, że stracę Ją bezpowrotnie i mam ochotę tylko leżeć i płakać. Totalnie zero sił do podatawowych życiowych czynnosci. Obecnie jestem zdeterminowana.. nie poddam się. Chciałbym znaleźć fachową pomoc, która być może pozwoli mi zrozumieć samą siebie a przede wszystkim(!) odzyskać Miłość mojego życia. I nigdy wiecej nie popełnić tak strasznego błędu. Czy jest coś co mogłabym zrobić?
  2. Witam, Piszę tutaj, bo nie daję sobie rady z własnymi myślami. Ciężko mi to opisać tak, żeby było zrozumiałe, więc przejdę od razu do rzeczy. Jestem osobą DDA, wychowywałem się z ojcem alkoholikiem, którego stosunkowo niedawno udało mi się wraz z mamą eksmitować z domu. Od dziecka miałem problemy z logicznym myśleniem, podejmowaniem zaplanowanych działań, co skutkowało wieloma problemami związanymi z nauką, relacjami ze znajomymi, ogólnie zawsze odstawałem. Dzisiaj jako już w zasadzie dorosły człowiek ciężko mi jest odnaleźć się w rzeczywistości. Mieszkam z mamą, wszystkie rachunki płacę w zasadzie sam (mama ma dużo zobowiązań i wychodzi prawie na 0), praca jaką wykonuje jest pracą fizyczną, nie daje mi ona żadnej satysfakcji, zarobki są mocno przeciętne, szanse na rozwój prawie żadne a ludzie niby w porządku, ale bardzo przyziemni, czym bardzo mocno przesiąkłem przez 4 lata. Firma ta, dała mi dobitnie do zrozumienia, że nie ma żadnych szans na rozwój, podwyżkę w najbliższym czasie. Oprócz tego studiuje kierunek inżynieryjny, kierowałem się przy wyborze tylko perspektywami na przyszłość, w żaden sposób mnie nie kręci temat studiów. Przechodząc do meritum : Czuje się przytłoczony wydatkami jakie na mnie spadły co generuje strach przed utratą stabilizacji (zmianą pracy), w moim regionie to skakanie z jednego bagna w drugie, jedynie dojazd do większego miasta paredziesiąt km... jestem rozdarty pomiędzy wyborem a) zacisnąć zęby i trwać w tym co jest w tej chwili, skupiając uwagę tylko na ukończeniu studiów i rozwijaniu swoich umiejętności (kursy itd) lub b) zaryzykowac i spróbować czegoś innego. Wiem, że to z pozoru zero-jedynkowy problem, ale dla mnie, osoby która żyła wiele lat w stresie i niepewności, stabilność jaką mam w tej chwili daje ulgę, choć czuje stres i poczucie wstydu, że muszę pracować w takim charakterze, ponieważ wiem, że stać mnie na więcej. Boje się tego, że strace grunt pod nogami. ps. przepraszam jeżeli temat wydaje się chaotyczny. Proszę jedynie o rady.
  3. Jestem bezrobotną kobietą stanu wolnego w wieku 27 lat. Od dwóch miesięcy, czyli od zakończeniu stażu bez przerwy chodzę zdołowana. Próbowałam rozmawiać z rodzicami i bratem, ale słyszę tylko, że wymyślam i przesadzam. Jestem przekonana, że do niczego się nie nadaję i dlatego żaden pracodawca nie odpowiada na moje aplikacje. Nie wiem co robić. Odkąd pamiętam rodzice faworyzowali mojego brata. Wszelkie moje sukcesy były w zasadzie niezauważane, w pewnym momencie przestałam się starać. Będąc w gimnazjum zaczęłam się ciąć żyletką - problemy w nauce, kłótnie z rodzicami i bratem. Kiedy moja mama się o tym dowiedziała niby zaczęła płakać, ale przy tym stwierdziła, że ona miała gorzej i się nie cięła.... Chciałam się zabić. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymywała była myśl, że rodzice po mojej śmierci będą mieli mi za złe, że narobiłam im problemów. Jakoś to przetrwałam. Niemal na każdym kroku byłam krytykowana przez najbliższych. Zaczęłam powoli zajadać smutki. Podczas studiów chciałam podjąć pracę, nim coś znalazłam usłyszałam od rodziców, że nie nadaję się nawet do sprzątania czy do pomocy w kuchni. Podczas kursu na prawo jazdy instruktor zaczął mnie molestować - ciągłe podteksty, dotykanie kolana, ręki, gdy się zbuntowałam zaczęła się ciągła krytyka. Rodzice na wieść o tym śmiali się, że dziadek chociaż sobie podotyka. Kurs ukończyłam bez zmiany ośrodka, bo uznałam, że jestem za głupia żeby gdzie indziej sobie poradzić. Po roku od ukończenia studiów znalazłam dorywczą pracę fizyczną, niestety podupadłam na zdrowiu, zwłaszcza, że waga rosła. W końcu trafiłam na roczny staż. Moja samoocena wzrosła, ale mama wciąż powtarzała, że staż z urzędu pracy to żaden powód do radości. Staż się skończył, oszczędności topnieją. Wszyscy naciskają i nie potrafią zrozumieć, że to nie moja wina, że nikt nie odpowiada na moje aplikacje. Mam zdiagnozowaną niedoczynność tarczy, Hashimoto i astmę. Wg rodziców astmę sobie wymyśliłam i nie dociera do nich, że mam napady duszności m.in. przez ich palenie papierosów. Jestem od pół roku na diecie (waga startowa to 92 kg przy 165cm wzrostu). Schudłam 10kg, ale znów zaczęłam zajadać stres i waga zaczęła rosnąć. Nie mam pracy, znów tyję, kłócę się z tatą, a u mamy niedawno zdiagnozowano początkowe stadium złośliwego raka piersi. Wstyd mi zgłosić się po pomoc, bo przed rodzicami tego nie ukryję, a tata na pewno stwierdzi, że jestem wariatką i zaczną się docinki. Całe życie słyszę, że do niczego się nie nadaję i już sama nie wiem czy to prawda. Nigdy nie miałam chłopaka, z jednej strony mnie to męczy, ale z drugiej uważam, że tak jest lepiej, bo szkoda żeby "ktoś się ze mną męczył" (słowa mojego taty, które teraz uważam za słuszne). Zwierzyłam się kilku osobom, ale za każdym razem miałam wyrzuty sumienia, że źle mówię o rodzinie. Boję się, że tym razem już nie wytrzymam i coś sobie zrobię. Proszę o poradę.
  4. Cześć, jestem Marika i mam 18 lat Moim problemem jest to, że nigdy nie mogę znaleźć w sobie motywacji takiej na dłuższy etat, zawsze to moje zawzięcie gdy chciałam coś zmienić kończyło się dwa dni po podjęciu decyzji o pracy nad sobą. Szukałam motywacji wszędzie, zdjęcia z instagrama, wizja tego jak będzie w przyszłości, wsparcie bliskich, ale nic nie działało. Nie potrafię znaleźć w sobie siły ani motywacji do tego żeby w końcu się ogarnąć i coś w sobie zmienić, żeby móc poczuć się ze sobą lepiej. Druga sprawa to moja bardzo niska samoocena, czasami mam momenty kiedy sądzę, że ładnie układają mi się włosy albo, że dobrze w czymś wyglądam, ale ten stan trwa u mnie parę minut i znów wracam do użalania się nad sobą, boje się iść na basen, nie mogę się rozebrać przy innych bo czuje się jak świnia patrząc na swoje ciało, noszę męskie, duże koszulki żeby nie eksponowały wystającego brzucha i nienawidzę siebie za to jak wyglądam i jaka jestem, nie potrafię nawiązywać kontaktu z ludźmi, trudem jest dla mnie pójście do sklepu w którym nie znam kasjerek, zakupy, drogerie, fryzjerzy, lekarze to istny koszmar, zmiana szkoły jest okropna, nie potrafię do nikogo podejść i tak po prostu zgadać a jak już kogoś poznam to zachowuje się jak koleś przez co mam świadomość, że nigdy nie znajdę chłopaka, bo jaki debil chciałby być z grubym kolesiem? Jeśli tylko przyjaciele próbują mnie przekonać do tego żebym się tak łatwo nie poddawała to ja i tak stwierdzam, że to wszystko nie ma sensu i nawet nie chce próbować bo wiem, że to się nie uda. Do tego cały czas się wszystkim stresuje, i nie mogę przestać myśleć o złych rzeczach. Nie mogę niestety skorzystać z pomocy psychologa. Czy mój stan może być związany z traumatyczną przeszłością? Bo staram się o tym zapomnieć i wgl o tym ostatnio nie myślę.
  5. Witam mam na imię Marta mam 30 lat .Mieszkam w Uk od 10 lat .Odkąd urodziłam dziecko 4 lata temu coś się dzieje ze mną mam huśtawki nastroju czesto placze sama nie wiem o co mi chodzi ,nie jestem już ta energiczna osoba nie mam ochoty nawet nigdzie wyjść czasem wogole nie mam ochoty na nic .Chcialabym zeby to wszystko wrocilo tak jak kiedys ,czemu tak się dzieje ?
  6. Anita

    Leki a ssri

    Jestem kobieta i.mam 28 lat.Od 3 lat lecze się lekami na nerwice lekowa.Biorę mozarin i trittico.Mam bol zęba u dentysty brak miejsca...zawsze zazywam paracetamol.W aptece dali.mi ketonal active 50 mg ale nie do końca wierze im boje się go zażyć.Bo może kolidować ...Czy jest bezpieczny w Połączeniu z moimi lekami? Odnośnie znieczulenia u dentysty ponoć tez nie mogę bo nie wiadomo czy BD interakcja.A panicznie się tego boje...Mecze się z bólem bo.paracetamol słabo pomaga
  7. Witam, mam 37 lat, jestem matką 3 dzieci, mężatka, mieszkamy w jednej kamienicy z moi mi rodzicami i mam mnóstwo problemów z którymi sobie kompletnie nie radzę.... wszystko mnie przerasta i nie wiem co robić.... Ale może zacznę od początku. Jesteśmy małżeństwem 10 lat i mamy 3 dzieci. Ja pracuje, mąż też, a w opiece nad dziećmi pomaga nam moja mama. Zaraz po ślubie zamieszkaliśmy tak jak pisałam wcześniej w mieszkaniu - kamienicy moich rodziców, który wyremontowaliśmy i tam jesteśmy do dziś dnia,mamy osobne wejście - to jest tak jakby obrębne mieszkanie tylko że malutkie, choć nie jest ono nasze na własność bo zapisane na siostre, która mieszka z rodzicami. Niestety od samego początku nie układały się relacje teściowie - zięć - a mój mąż, tzn, wybuchały kłótnie które często powodował niestety mój tata, niejednokrotnie ojciec miał jakieś uwagi - niekoniecznie słuszne na temat zachowania mojego męża, a ja... no cóż chowałam głowę w piasek, wiele razy nie reagowałam na to wszystko. Atmosfera ogólnie rzecz biorąc nie była za ciekawa po tych wszystkich kłótniach- wiele razy ojcice i mój mąż nie odzywali się do siebie, ale dodam tutaj jeszcze że mój mąż nie szanuje wogóle moich rodziców. Natomiast matka niejednokrtotnie próbowała łagodzić realacje obu tych Panów - jednak nie dawało to jakichkolwiek efektów. Ja ogólnie rzecz biorąc nie mam tez dobrych relacji z moim ojcem, tata jest toksycznym człowiekiem, niestety z braku laku musieliśmy tu zamieszkać. Wiem, że powinnam inaczej reagować na zachowania ojca wobez mojego męża ale czasu niestety nie cofne... Natomiast między mną a mężem również często wybuchały kłótnie - wiele razy oddawał mi obrączkę ślubną lub moją zabierał, to jest tylko jeden przykład końca tych kłótni-dodam tylko że zazwyczaj mąż podczas tych awantur był pod wpływem alkoholu. W ciągu tych 10 lat małżeństwa mąż niestety sięgał wiele razy po alkohol, za każdym razem mówiąc że pije przeze mnie. Wiele razy zostawiał mnie i dzieci - po prostu wychodził wieczorem lub w nocy zazwyczaj w piątki wieczorami gdy pił sam gdzieś w piwnicy ( bo tak wyglądał jego nałóg - picie w samotności w piwnicy), potem wracał jak gdyby nigdy nic zazwyczaj w niedziele, ani przepraszam ani nic tylko wieczne pretensje że to przezemnie.... maskara. W tamtym roku postanowilismy, że malujemy mieszkanie - jako że miałam urlop zabrałam się sama za malowanie - w trakcie remontu kolejna awantura - tym razem, że nie wstałam rano o godz. 5, bo zwyczajnie nie miałam sił po wcześniejszym ciężkim dniu i co zrobił mój mąż - przyjechał wieczorem po pracy wziął swoje rzeczy i zostawił całą robotę i mnie z dziećmi a sam poszedł w d..... twierdził że zrobił to specajlnie żebym zobaczyła ile on i jego robota znaczą, że bez niego ani rusz, bo niestety do końca remontu musiałam prosić o pomoc moją rodzinę. Po 2 miesiącach wrócił (właśnie mija rok od tamtego feralnego malowania) - ale czy coś sie zmieniło... chyba na gorsze - w domu nic nie robi - do pracy wychodzi o 5.00 rano wraca o 20.00 na pytanie gdzie tak długo się podziewa - odpowiada że nie moja sprawa.... powiedział, że nic nie będzie robił bo nikt nie docenia jego pracy... Zakupy codzienne, i te raz na jakis czas, odwóz i przwóz dzieci ze szkoły to moje zadanie, on właściwie nie ma żadnych obowiązków domowych. Jakieś 3 lata temu postanowilismy ,że będziemy się budować- rodzina duża, mało miejsca w tej kawalerce - niestety kolejna porażka - przy wybieraniu projektu kolejna kłótnia, kolejne ucieczki męża i w alkohol i w inny siwat, kolejne pretensje że to jego życie to moja wina, wyzwiska, brak szacunku. Ostatnio zagroziłam mu rozwodem, zaczął mnie straszyć że przyprowadzi MOPS i zabierze mi dzieci bo w takich warunkach mieszkalnych dzieci nie mogą normalnie funkcjonować...powiedział jeszcze że w razie rozwodu nie pozostawi na mnie suchej nitki, wynajmnie mecenasa i nie będzie orzeczenia o winie z jego strony. masakra jakaś.... W mężu nie mam żadnego wsparcia, żadnego poczucia bezpieczeństwa, żyje w ciągłym strachu co przyniesie nowy dzień z czym tym razem mąż wyskoczy, czym nie zaskoczy ucieczką czy tym razem czymś innym, żal mi jedynie dzieci, które kochają ojca bo jakby nie patrzeć oprócz tego ze pije i czasem mu coś "odbija" to jest nawet dobrym ojcem. proszę mi doradzic jak postapić z mężem, co robic dalej.... myslę nad tym rozwodem poważnie.....
  8. Witam, jestem tu nowa. Piszę bo nie wiem jak mam już sobie radzić ze sobą. Jestem 35-io letnią matką trzech synow (10l,6l i 10mies). Choruję na CHAD i DDA. Od tzech lat jestem w nowym związku, mieszkam z partnerem i moimi dwoma synami. Chłopcy są bardzo rozpuszczeni przez tatę, głośni i rozbrykani. Mó (obecnie już) mąż jest typem poukładanego sportowca. Dzieci w czasie tych 3 lat zdążyły się juz zmienić sdość mocno jednak wciąż są bardzo nniegrzeczni. Mimo to pracują nad soba, tzn. ja staram się żeby nad sobą pracowali. Oni w miarę możliwości wiekowych próbują bo zależy im na poprawnych relacjach z moim mężem. Mąż mó, jest bardzo zazdrosny o każdą minute jaką spędzam z dziećmi. Ostatni wyjazd na wakacje, gdzie spośród 200 dzieci skargi były codziennie tylko na moich pokazał, że nie ma chyba szans na zgodę. Mąż ręcz stwierdził, że ich nienawidzi. Powiedział im to w oczy. Przejęli się dość mocno i widać, że zaczęli pracować nad sobą (zobaczymy jak długo to potrwa). Jest jeszcze trzeci synek to dziecko moje i obecnego męża w którym on jest absolutnie zakochany. Wszystko to widzę, ze ma okropny wpływ na moje starsze dzieci a to boli mnie okropnie. Kocham wszystkich czterech całą sobą, bardzo staram się żeby żadnegu nie brakowało niczego w tym mnie tyko już nie mam siły na walkę ymiędy młotem a kowadłem. POMÓZCIE bo mam ochtę uciec lub zniknac ;(
  9. Jestem studentem w wieku 22 lat, moja sytuacja wygląda tak że od paru miesięcy miałem stresujący czas przez co zaczeły mi się śnić koszmary, pare dni temu podczas snu śniło mi się że ktoś umiera na moich oczach, bardzo się wierciłem(coś w rodzaju drgawek), pojawiły się łzy i atak paniki, moja dziewczyna się bardzo przestraszyła, w tym roku stało się to już trzeci raz, przez te miesiące czułem wewnętrzne zdenerwowanie, codziennie trzeba było mierzyć się z kolokwiami,spotkaniami itd, jak podołałem to było wporządku, jak wydarzyła się porażka to pare osób się denerwowało że za mało z siebie daje chociaż tak nie było, czułem że moja psychika działa na 110%, dodam że mieszkałem w akademiku w duzym miescie i bywało że nie byłem w samotności 2 tygodnie, czułem gniew i obojętność. Teraz są wakacje ale czuje skutki tego okresu, jestem mniej pewny siebie, bardziej zamknięty w sobie, śnią mi się koszmary. Chciałbym być otwarty, szczęśliwy, dumny z siebie, i poprostu odczuwać radość. Nie jestem w stanie określić co to jest, nie mam myśli samobójczych, ani depresji,
  10. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: męska depresja, depresja mężczyzny

    Depresja mężczyzny to poważny temat. Choćby dlatego, że rocznie kilka tysięcy Polaków podejmuje próby samobójcze zwieńczone tragicznym finałem. Również z tego powodu, że przytłaczająca większość mężczyzn nigdy nie udaje się po pomoc psychologa – m.in. nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie, chcą podtrzymać wizję samowystarczalności albo po prostu nie wierzą w skuteczność terapii i żadne wyniki badań ich nie przekonują. Geneza depresji czyli skąd wziął się na dysku „depresyjny program” Mówiąc o męskiej depresji warto moim zdaniem nade wszystko odwołać się do perspektywy ewolucyjnej. Zgodnie z tą teorią depresja nie jest bezsensowną przypadłością, która jak wysypka nęka człowieka, by złośliwie uprzykrzać mu życie. Psychologowie ewolucyjni utrzymują, że depresyjny nastrój w przeszłości skłaniał do powstrzymania się przed aktywnościami, które w danym okresie mogły nie być korzystne. Jeśli przychodziły chude lata albo wyjątkowo ciężkie czasy, człowiek „zwalniał obroty”, wycofywał się i dzięki temu nie marnował energii, zasobów, nie ogałacał spiżarni w okresie, kiedy zdecydowanie nie należało biesiadować ani nadwerężać budżetu, a o kobietach można było co najwyżej pomarzyć. Trzeba było oszczędzać siebie i zasoby, więc człowiek miał obniżony nastrój, mniejszą motywację do działania, niższy poziom libido, chował się w jaskini i przeczekiwał trudny czas. Nie był to stan przyjemny, ale zdawało to egzamin. Właśnie dlatego uważam, że mężczyzną w depresji powinna zaopiekować się psychoterapeutka – psycholog kobieta. Już sam fakt kontaktu z kobietą jest wyłamaniem się ze schematu, w którym często tkwią mężczyźni w depresji pozbawieni satysfakcjonujących relacji z płcią piękną. Oczywiście nie może to być pierwsza z brzegu magister psychologii. Ma to być taka kobieta psycholog, która ma zdrowy stosunek do czasu – nie spogląda ukradkiem na zegarek myśląc „byle do końca”, ale sensownie organizuje spotkania, by było jasne, co jest do zrobienia i mieściło się to w zaplanowanych 50-ciu minutach. Taka, która daje narzędzia do radzenia sobie z depresją, a nie tylko kiwa głową jak maskotka stawiana w starych autach na desce rozdzielczej. Taka, która umie wykorzystać swój kobiecy pierwiastek w sposób, który inspiruje mężczyznę do działania, a nie zawstydza go lub dodatkowo dołuje, gdy depresyjny smutek jednak nie pozwolił zrealizować pewnych celów. Stan ten dzisiaj określa się jako zaburzenie nastroju, zaburzenie depresyjne, epizod depresji i uznaje za chorobowy. Oczywiście istnieją inne teorie na temat genezy depresji, ale na potrzeby tego artykułu pozostańmy przy tej perspektywie. Przyjmijmy, że jest to dawno temu wgrany nam przez ewolucję do mózgu program, który aktywuje się pod wpływem określonych czynników – obecnie bardzo często całkiem nie w porę. Przyczyny depresji czyli co u mężczyzn uruchamia „depresyjny program” Jeśli by się dobrze przyjrzeć, dzisiejsze społeczeństwo i jego funkcjonowanie na wiele różnych sposobów stwarza warunki, które aktywują wspomniany „depresyjny program”. Wysoki poziom stresu, wszechobecna presja, nieadekwatne sprzeczne wymagania, niesprawiedliwy rozkład sił, nieustająca walka, nadmierne korzystanie lub wręcz uzależnienie od używek dla złagodzenia emocjonalnego bólu – to tylko niektóre czynniki. Na domiar złego mężczyźni od zarania dziejów, ale zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy wszystko toczy się w galopującym tempie na ekstremalnie wysokich obrotach, mają tendencję do skupiania się na hierarchii zamiast na życiu i własnych potrzebach. Wojna na drabinie społecznej wykańcza nawet najlepszych – ofiar stanowczo nie brakuje na każdym szczeblu, bo depresja nie oszczędza nikogo. Statystyczny mężczyzna trafia do pracy, w której za beznadziejne pieniądze jest eksploatowany do granic możliwości. Dużą część zarobionych pieniędzy oddaje w formie podatków, które są głównie dystrybuowane między innych ludzi – wobec niego obojętnych lub nawet wrogich. Grzęźnie w nie dającym satysfakcji małżeństwie lub monogamicznej relacji innego typu, na domiar złego zwykle po paru latach doświadczając dojmującego spadku pożądania do widywanej codziennie, nieskorej do intymnych urozmaiceń partnerki, która wiecznie czegoś od niego chce – często przy tym oferując niewiele w zamian. W akcie desperacji sięga po alkohol lub inne używki, które stanowią swoisty wentyl bezpieczeństwa, którym uchodzi gromadzone napięcie. Doświadcza poczucia niższej wartości stale będąc zestawianym i porównywanym przy różnych okazjach do lepiej zarabiających, o lepszym statusie społecznym. Ewentualnie sam się porównuje codziennie stojąc w korkach w swoim 15-letnim samochodzie, mijając kolejne bilbordy z twarzami wymuskanych celebrytów zarabiających miesięcznie za bieganie za piłką lub robienie z siebie wariata na wizji tyle, co on przez rok lub dwa. Czuje się jak w pułapce bez wyjścia, nie dostrzega perspektyw (które realnie rzecz biorąc nierzadko bywają bardzo trudne). Jeśli na dodatek za młodu był na tyle naiwny, by ożenić się i spłodzić dzieci, jest w potrzasku, ponieważ odchodząc lub będąc rzuconym przez roszczeniową małżonkę i tak będzie musiał na nią i odebrane mu potomstwo łożyć przez długie lata. Kobieta wychodząc z małżeństwa ma dzieci i systematyczne zastrzyki pieniędzy – mężczyzna jedynie długi i poczucie zawodu. A jeśli ośmieli się nie być trybikiem w tej machinie, czeka go więzienie. Zaś świat chce od niego coraz więcej i więcej, choć i tak już Polacy żyją około 7 lat krócej od Polek, natomiast zdecydowana większość dochodu państwa wytwarzana jest przez mężczyzn, zaś spożytkowywana przez płeć piękną. Biorąc to wszystko pod uwagę można powiedzieć, że to doprawdy jakiś cud, że depresję rozpoznaje się „tylko” u około 10% populacji, a polska Policja odnotowuje „jedynie” około 10 tys. prób samobójczych rocznie (z czego przytłaczającą większość podejmują mężczyźni). Jak widać, istnieje całe mnóstwo czynników, które mogą uruchomić „depresyjny program” i nierzadko robią to skutecznie (więcej o tym, co niszczy współczesnego mężczyznę, pisałem tutaj). W rezultacie mężczyźni wycofują się społecznie, przestają się rozwijać, załamują ręce bo nie mają już chęci uczestniczyć w wyścigu szczurów. Albo przestają widzieć sens w odgrywaniu roli trybiku bądź tracą siłę by dalej walić głową w mur. Ewentualnie by zaspokajać mające nieadekwatne oczekiwania kobiety tylko po to, by potem utknąć w monogamicznej pułapce drenującej ich portfele i zasoby energii życiowej w imię realizowania społecznych ideałów. Z małżonką przypominającą sobie o współżyciu jedynie wtedy, gdy przyjdzie jej do głowy spłodzenie kolejnego potomka. Nic dziwnego, że mężczyźni czują się oszukani przez „system”, mówią o funkcjonowaniu w „Matrix” i mają poczucie, że zostali zdradzeni przez społeczeństwo. Naprawdę niewiele potrzeba, by w takiej sytuacji uruchomił się „program”. Zwłaszcza, że w mediach ciągle słyszy się o kolejnych przywilejach dla kobiet, a na temat dyskryminacji mężczyzn i o kampaniach na ich rzecz prawie wcale, choć doświadczają nie mniejszych problemów. Mężczyzna chorujący na depresję NIE jest kimś, kto ma słaby charakter Wprost przeciwnie, może to być bardzo twardy facet, który jest w stanie wiele znieść, a przy tym ma oczy szeroko otwarte, jest świadom tego, jak źle się dzieje wokół, co może być dołujące, gdy analizuje się zbyt głęboko i długo. Być może to nawet nieuniknione, by przejść etap przygnębienia po uprzytomnieniu sobie pewnych spraw, ale na szczęście nie zawsze przybiera on postać aż kliniczną. Niestety, część mężczyzny uważa, że depresja to słabość charakteru lub jakiś rodzaj wydumanego wymysłu bądź wręcz zakamuflowana forma lenistwa. Abstrahując już od medycznej nomenklatury, która określa ten problem jako choroba, warto poważnie potraktować ten temat i gdy dostrzeże się sygnały działania „depresyjnego programu”, postarać się go wyłączyć lub przynajmniej ograniczyć do znośnych rozmiarów. Często trzeba „zaktualizować system”, zmienić pewne przekonania, pracować nad wykrywaniem tzw. automatycznych myśli i kwestionowaniem ich lub podjąć określone działania. Ma to miejsce podczas samodzielnej pracy nad sobą oraz w trakcie psychoterapii indywidualnej. Nierzadko warto mieć też wsparcie farmakologiczne, by łatwiej było zebrać siły na dezaktywację „programu”. Z tego względu należy skonsultować się z lekarzem psychiatrą oraz psychoterapeutą po dostrzeżeniu objawów depresji takich jak stany przygnębienia, rozdrażnienie, spadek motywacji, trudność w doświadczaniu radości i utrata zainteresowań, trudność w podejmowaniu decyzji, tendencje do izolowanie się od ludzi, nietypowo częste rozklejanie się, bezsenność, spadek apetytu lub zajadanie chandry, myśli o śmierci lub samobójstwie. Nie ma co się czaić, migać od wizyty u lekarza czy psychologa, bo to żadna ujma, że ma się uruchomiony „depresyjny program”, który po prostu trzeba wyłączyć stosując odpowiednie metody. Analogiczne jak w przypadku wirusa komputerowego, który usuwa się przy pomocy specjalnej aplikacji po to, by móc bezproblemowo działać. Mężczyzna w depresji – jak wybrać psycholog, psychoterapeutkę Niektóre psycholożki są zbyt zasadnicze, ę, ą, bątą, wchodząc w rolę eksperta w oprawkach za 3000 zł i garsonce o podobnej wartości, w dodatku kupionej przez nadzianego męża. Zdają się prowadzić terapię, aby się dowartościować, wywyższyć i nie siedzieć w domu. To nic, że gabinet opłaca im tatuś lub partner. Inne nie mają pomysłu na terapię, więc sesje z nimi są przegadane, niekonkretne (to tzw. dryf terapeutyczny). Zdarzają się też „mamuśki”, które z ogromną, przesadną empatią starają się zaopiekować klientem, co jest aż trudne do zniesienia, bo dorosły człowiek może poczuć się niezręcznie, gdy jest traktowany jak dziecko. Zdarzają się jednak na szczęście całkiem ogarnięte babki, które nie tylko mają dyplom, ale i odpowiednie podejście. Warto pamiętać, że stosunkowo rzadko zdarza się, że od razu trafi się na właściwą osobę, ewentualnie na człowieka, który pomoże we wszystkim – czasem trzeba po jakimś okresie zastąpić jednego specjalistę innym. Tak to wygląda w praktyce, bo poszczególni terapeuci mają swoje poglądy, preferują określone metody i podejścia teoretyczne, mają opanowane różne techniki lub są szczególnie dobrze rozeznani w zakresie leczenia wybranych dolegliwości i mają ukończone odpowiednie kursy na ten temat. Jeśli chodzi o leczenie depresji równie skuteczne są pomoc psychologiczna stacjonarnie, udzielana podczas sesji terapeutycznych w gabinecie oraz wsparcie psychologa online, w trakcie psychoterapii przez Skype. Choć istnieją poradnie, w których także z psychiatrą można porozmawiać przez Internet, warto w miarę możliwości udać się do lekarza osobiście. Niewykluczone zresztą, że zleci jakieś badania i tak czy owak trzeba będzie pofatygować się do placówki zdrowia. Mężczyznom cierpiącym na depresję przydaje się nierzadko również kontakt z doradcą zawodowym, by mogli lepiej planować karierę, dobrym (naprawdę sensownym) life i zawodowym coachem, by zwiększać jakość życia i optymalizować wydajność. Niektórzy mężczyźni chwalą sobie również kontakt z duchownymi, zwrócenie się do siły wyższej i odwołanie do wartości religijnych. Jeśli zaś chodzi o niesatysfakcjonujące relacje, czasami pomocna okazuje się terapia małżeńska, terapia dla par.
  11. Witam, jestem aktualnie w 39 tygodniu ciąży z moim partnerem mieszkamy razem od około 9 miesięcy, sek w tym ze im bliżej porodu tym miedzy nami jesy gorzej. Chciałam wspomnieć ze zawsze byłam osoba wesoła, uśmiechnięta pełna optymizmu i czekałam na to co przyniesie każdy nowy dzien. Od momentu kiedy jestem z moim obecnym partnerem wszystko sie zmieniło. Zaczęło sie od krytyki od tego ze on wszystko wie najlepiej, ze ja nic nie potrafię, ze jestem leniwa, ze jak czegoś nie umiem to mam go słuchać i koniec kropka, pozniej doszły zdrada, albo jedna o ktorej rzekomo wiem chociaz on nigdy sie nie przyznał , na początku mu uwierzyłam i wybaczyłam bo sie zarzekał i był taki przekonujący ale teraz wiem ze sie pomyliłam, myślałam ze jak razem zamieszkamy wszystko zmieni sie na lepsze ale w rzeczywistości zmieniło sie na gorsze. Zobaczyłam ze ten człowiek jest nieludzki, ze myśli tylko o sobie, ze nawet to ze jestem w ciąży nie powstrzyma go przed robieniem mi awantur. Od początku ciąży zyje w ciągłym stresie, jestem poniżana, popychana, dochodzi do rękoczynów , ostatnio wyzwal mnie od szmat i dziwek i mowi ze to wszystko moja wina bo go prowokuje, ostatnio przez jego przepychanki nie mogłam chodzić, z wysiłku cos mi sie naciągnęlo i nie byłam w stanie normalnie funkcjonowac, najgorsze jest to w wiem w ejsy potworem a nada z nim mieszkam. W życiu nie myślałam ze bede tak głupia. On ciagle uważa ze wszystko jest moja wina, nie powiem E jestem święta, ale chyba nic nie usprawiedliwia przemocy wobec kobiety w ciąży, nie moge na niego liczyć kiedy jest zły tomgsubym ścięła rodzic musiałabym jechac do szpitala sama. Nie wiem co robić , tak mi zal mojego dziecka liczyłam ze po porodzie moze sie zmieni ale czy mozna wybaczyć komuś takie traktowanie ?! Nie chce w mną rozmawic, denerwuje go jak jesyem obok, jak o dotykam jak mowie i jesCze dochodzi przemoc. Powinnam o nim zapomnieć ale tez sie boje ze jak odejdę on zrobi mi z zycia piekło. Wolałabym zeby nie chciał mieć kontsktu z dzieckiem.
  12. Witam, Mam 23 lata i jestem samotna matka 3 letniego chłopca, mieszkam za granica. Moje problemy emocjonalne zaczęły się około 2 lata temu od tamtej pory nie rozumiem samej siebie nie wiem czego chce co robić dalej, jak żyć samej ze sobą. Uważam się za nie lubiana i dziwna osobę nawet nie wiem od czego mam zacząć. Około 2 lat temu rozstałam się z ojcem mojego dziecka na oko byliśmy udana rodzina jednak on miał problemy z hazardem a między nami uczucie się wypaliło już jak byłam w ciąży byliśmy razem ze względu na dziecko, był dobrym ojcem ale nie partnerem. Gdy wróciłam do pracy poznałam faceta byl hindusem urodzonym i wychowanym w angli. Spotykaliśmy się uwielbiałam to jak się o mnie troszczył i to ile uwagi mi poświęcał, był bardzo dobrym facetem dawał mi to czego mój były nigdy nie był w stanie mi dać. Ojciec mojego dziecka nie chciał się wyprowadzić chociaż wiedział ze się już z kimś spotykamrobił problemy zastraszał i poniżał codziennie mi wmawiał ze jestem do niczego dzień w dzień mówił mi ze jestem okrutna matka bo nie chce być z ojcem dziecka, ze życzy mi żebym umarła itp. Ja znajdowałam wsparcie u mojego nowego partnera on mnie pocieszał , kochał mnie za to jaka byłam zawsze był przy mnie kiedy go potrzebowałam, nigdy nie oceniał zawsze wysłuchał i poradził. Aż po jakiś 6 miesiącach mój były wkoncu postanowił się wyprowadzić jednak dalej mnie zastraszał ze się zemści Ze nastawi dziecko przeciwko mnie i ze jestem nic nie wartym człowiekiem. Mam tutaj mało przyjaciol znajdowałam pocieszenie u mojego nowego partnera jednak nie zamieszkaliśmy razem mój były robił mi problemy nie pomagał przy dziecku powiedzial ze gdy zostawię obecnego partnera będzie mi pomagał ponieważ on się wstydzi ze matka jego dziecka poszła z ciemnoskórym. Syn tęsknił za ojcem, nie mogłam patrzyć jak dziecko tęskni a jego ojciec go olewa. Oczywiście wszyscy dookoła mówili ze to moja wina . Tak żyliśmy przez następny rok mój były mnie zastraszał i potępiał. Ja już sama nie wiedziałam co mam robić jak żyć, czego chce, czy robię dobrze. Nie czulam się szczęśliwa wszystko mnie przytłaczało dalej się spotykałam z moim nowym chłopakiem on był bardzo zakochany we mnie zawsze był przy mnie robił co mógł aby było nam dobrze. Jednak ja w głębi duszy wiedziałam ze to nie ma sensu ze go nie kocham, byłam wyczerpana moimi problemami nie potrafiłam być. Szczęśliwa . Zostawiłam go jakiś tydzień temu chłopak jest załamany ja tez mam dola. Czuje pustkę nie wiem czy dobrze zrobiłam sama nie wiem czego chce . W jednej chwili jestem szczęśliwa a za chwile smutna. Najgorsze jest to ze pracujemy razem . Boje się rozmawiać ludźmi bo zawsze powiem to czego nie chce w interakcji nie wiem ze nie chce tego mówić ale potem analizuje wszystko co powiedziałam i cZuje wstyd i lek. Boje się ze znowu kogoś zranię. Myśle ze jestem żałosna i niczego nie warta. Nie umiem nawiązywać nowych kontaktów przyjacielskich z ludźmi mam wrażenie ze ludzie mnie unikają albo gdy chwile porozmawiają ze mną to jyz nie chcą ze mną rozmawiać. Kiedyś byłam bardzo otwarta miałam dużo przyjaciół nie wiem co się dzieje. Czuje gniew za całe moje życie , Nie umiem sobie radzić ze złością mam napady ze bije się sama po głowie. Czuje bezradność sama nie wiem kim jestem i czego chce. Nie potrafię być szczęśliwa już od dłuższego czasu, wiem ze mój syn potrzebuje szczęśliwej i silnej mamy. Bardzo chce odzyskać sama siebie ale nie potrafię , czuje się winna i nic nie warta.
  13. agusia539

    Problem z matką

    Witam.Mam 34l.mam synka 6l.od półtora roku jestem w związku z nowym partnerem.Niestety moja matka mi to szczęście zakłóca.Jest osobą despotyczną i z podejrzeniem choroby psychicznej.Niestety nie chce się leczyć a wprost przeciwnie zatruwa mi życie.Mimo,że nie mieszkam z nią ona stara się rozwalić mi związek.Każdy partner z którym byłam był zły i ciągle coś jej przeszkadzało,ale teraz przechodzi samą siebie.Posunela się nawet do tego ,żeby wyrzucić nas z domu z synem żebym tylko poszła z nią mieszkać i żyła jak ona chce.Ja już nie mam siły do tego wszystkiego.Jestem zła na nią ale bardziej na ludzi którzy zamiast mi pomóc to poklepoja ją po ramieniu i przytakuja.Najłatwiej byłoby się wyprowadzić ale nie chce zostawiać domu w którym żyłam całe zycie,i wyremontowalam go.Przez to wszystko chodze struta i nerwowa.Nie wiem co mam robić żeby samej nie wpaść w chorobę.Pomocy.
  14. Witam. Mam 21 lat. Pracuje, studiuje zaocznie. Mam siostre - 12 lat. Mam problem i nie wiem juz co mam robić, nie radze sobie.. Mama jest w trakcie rozwodu z ojcem alkoholikiem. Nigdy nie pracowała, była całkiem zależna od niego. 3 lata temu dowiedziała się , ze ma zapalenie wątroby typu C na tle mieszanym. Duzo razy lezala w szpitalu od tamtego czasu. Ojciec pod wpływem alkoholu potrafił ja uderzyć, wyzywał ja od najgorszych, wmawial, ze jest nikim. Mama w końcu wzięła się w garść, zgłosiła wszystko na policje, wyprowadziła się. Jednak nie może sobie sama poradzić, wyciąga wszystkie zle wspomnienia z ojcem, płacze z samotności, nie może sobie poradzić z nerwami (nie je, wymiotuje, płacze co chwile, zamyka się, nie odbiera telefonów). Siostra nie potrafi zrozumieć problemu, ojciec ja przekupuje na swoją stronę , mamę stawia w najgorszym świetle przez co siostra nie chce mieszkać z mama. Ja juz się wyprowadzilam z narzeczonym. Mama przez płacz mówi, ze nie czuje potrzeby jedzenia, wychodzenia z łóżka.. Niekiedy w rozmowie zachowuje się jak 10 letnie dziecko... Od paru dni zauwazylam ze próbuje szukać pocieszenia w alkoholu (lampka wina) czego kategorycznie jej nie wolno przy chorobie... Nie wiem co mam robić. Prosilam ja by chodziła do psychologa jednak nadal to nie daje skutku.. Nie wiem jak z nią rozmawiać.. Blagam o pomoc
  15. Witam, Zbierałam się już od ponad dwóch lat aby ujawnić moje problemy, ponieważ bardzo przeszkadzają mi w normalnym funkcjonowaniu. Mam 22 lata, mieszkam za granicą z rodziną i narzeczonym - pracuję na pełen etat. Moje problemy zaczęły się w szkole średniej. Zamknęłam się na otoczenie, każda nowa sytuacja wywoływała i nadal wywołuje stres. Chodzę ciągle zmęczona, codziennie w dzień śpię, nie widzę sensu mojego bytu, nie chce nic robić- gdy tylko znajduję się po pracy w domu to leżę i albo płaczę albo właśnie śpię. Niejednokrotnie zdarza mi się przeleżeć cały weekend w łóżku, patrzeć w ścianę, płakać i nic nie mówić. Czasem już nie płaczę tylko zapadam w hibernację i patrzę pusto, nie odzywając się. Ciągle jestem smutna, nie wiem co ze sobą zrobić i przeradza się to w złości, w niemiłe odzywanie się do bliskich. Chcę żeby każdy zostawił mnie w spokoju. Najbardziej przeszkadza mi to ze nic mnie nie cieszy. Wszystko widzę negatywnie, nie próbuje nic zmienić w swoim życiu, ponieważ się boję a wiem że tych zmian potrzebuję. Pracuję jako sprzątaczka, umniejszyło to mojej wartości, ponieważ zawsze uważałam że jestem coś warta dla społeczeństwa z moim dobrym sercem- jestem BARDZO WRAŻLIWA- NIKOMU NIE ODMÓWIĘ POMOCY. A teraz się czuję jak kolejny numerek oby tylko zrobił normę. Problemy z jakimi się mierzę to np takie sytuacje jak: - boję się kierować samochodem bo wydaje mnie się że źle jeżdżę, że ktoś mnie wyśmieje ( chociaż wiele osób mówi że jeżdżę świetnie) - kilka razy bałam się wyjść z domu do sklepu bo dużo osób się tam znajduje, np jak płacę za rachunek to nie spojrzę kasjerce w twarz/oczy. Głowę mam zawsze zwróconą w dół do podłogi -mam takie jakby nagłe ataki paniki, serce zaczyna szybko bić i boję się nie wiem czego. Tak jakby wszystkiego -nigdzie nie czuję się pewnie, boję się że każdy myśli o mnie coś złego jak się na mnie tylko popatrzy - wizyta gdziekolwiek u lekarza, w sklepie to dla mnie ogromny stres -huśtawki nastroju rzadko ale zdarza się i wydaję mi się że mogę wszystko a później nagle zamykam się od nowa w sobie i uważam się za nic -relacje z bliskimi się popsuły/ czuję się sama, niezrozumiana. Nie rozumieją dlaczego nic nie chce z nimi wspólnie robić - nie podejmuje kroków aby się rozwijać, ponieważ się boję, ciężki mi z kimkolwiek rozmawiać- bo wszystko wydaje się bez sensu -nawet nie wiem kim chce być, co tu robię, nie mam ani jednego celu ani marzeń. Staram się tylko wstać rano do pracy i wrócić. Tam odzyskuje siły, ze mój humor się poprawia. Może jest to przyczyną ze po pracy siedzę w domu i nie mam co robić. Ale tutaj tak niestety wygląda życie. Z jednej strony chcę coś robić ze sobą a z drugiej czuję się tak zmęczona i tak się boję, że pozostaje w tym marazmie. - mój związek również nie należy do udanych. Partner często mi ubliża, nie szanuje i obwinia za swoje wybrane decyzje życiowe. Teraz jest ze mną ponieważ jest mu łatwiej finansowo ale nie odejdzie- tak powiedział. -obgryzam paznokcie, jestem bardzo nerwowa, z błahych powodów wybucham. Ciągle muszę ruszać jak nie ręką to nogą- tak jakby to przynosiło ulgę Nie wiem czy miało to wpływ ale w gimnazjum byłam gnębiona, i w tym czasie nie dostałam wsparcia od mamy. Było wręcz odwrotnie. Ponadto moi rodzice są rozwiedzeni. Rozeszli się gdy miałam 15 lat. W tym okresie było bardzo dużo 'na mojej głowie'. Mama sobie nie radziła..Obecnie mieszkam z mamą. Przez 2 lata w pl mieszkałam sama, a siostrę wychowywałam przez rok (również sama- dostając wsparcie finansowe od mamy, gdyż chodziłam do szkoły jeszcze). Staram się sobie 'jakoś' pomóc m.in. przez kupowanie książek motywacyjnych, słuchanie muzyki, medytacji. Nic nie pomaga. Kiedyś byłam normalną, wesołą dziewczyną z wielkimi marzeniami, planami i z wielka ambicją. Proszę o radę czy potrzebuję psychologa czy psychiatry i na co to wygląda.
  16. Aneta

    DDA a życie dorosłe.

    Jestem osobą, która wychowywała się w otoczeniu ludzi uzależnionych od alkoholu, czego wynikiem były awantury i agresywne zachowanie. Otoczenie można było nazwać turbulentnym. Nigdy wracając do domu nie wiedziałam co mogę w nim zastać. Teraz życie się zmieniło. Wjechałam z domu, osoby uzależnione teraz są trzeźwe wszystko się zmieniło, jednak odnoszę wrażenie, że to w jakim otoczeniu się wychowałam wpłynęło znacznie na moją dojrzałość emocjonalna. Jestem wrażliwa osobą bardzo towarzyską tylko powierzchownie. Nie potrafię nawiązywać z ludźmi relacji. Jednak gorszym problemem są zadania. Gdy mam przed sobą duże wyzwanie, zazwyczaj mnie ono przerasta. Nie dlatego, że nie nie mam kompetencji bądź jestem za mało inteligenta. Przytłacza mnie przerażenie. Wole odpuścić i skazać na klęskę niż podjąć działanie i się rozczarować. Gdy idzie coś bardzo dobrze i nagle pojawia się wyzwanie, które wymaga poświecenia i dużego rozczarowania. To ja przestaje się angażować. Tak jest z praca, gdy dostaje lepsze stanowisko, ze związkami, ze szkoła. Wydaje mi się, że specjalnie sabotuje własne zycie. Czy to jest zachowanie typowe dla DDA? Jak sobie rodzić z lękiem? Czy powinnam iść na terapie? A czy terapia jest w stanie zmienić nasze mechanizmy obronne nabyte w dzieciństwie? To że jestem świadoma tego co się dzieje, czy to jest szansą na zmianę zachowań zakorzenionych we mnie? Jak sobie do tej pory radze? Zmuszam się. Często przed okresami stresu, pije nespazmine lub jakies krople na walerianie. Staram się planowa spisywać wszystko co mam do zrobienia i robić to schematycznie krok po kroku. By nie czuć przytłoczenia zadaniem. Ale nie chce w ten sposób żyć. Czy syndrom to co się ze mną dzieje to wina mojego wychowania ? Czy może jestem leniwa? Może to wina zbyt wielkiej ambicji na życie i strachu poniesienia porażki ? Albo tego że dzisiejsza rzeczywistość wymaga od nas bycia idealnym, a życie nie jest idealne? Nie wiem czy mój problem wymaga porady psychologa czy to robienie z igły widły. Wiem jedynie, że to niszczy moje życie krok po kroku i muszę z tym zawalczyć, ponieważ nie mogę wymagać, że coś się zmieni bezczynnie czekając.
  17. Dzień dobry, Nie wiem czy da się moją sytuację opisać krótko, ale postaram się. Siedem lat temu leczyłam się na raka. W ostatniej fazie choroby byłam w ciąży. Dostałam wybór przerwania ciąży i ratowania siebie lub urodzenie dziecka, ale bez leczenia siebie(to tak ogólnie o tej sytuacji). Chorobę nowotworową bardzo długo ukrywałam przed innymi " wmawiając sobie że jestem zdrowa i nie przyjmuję tego do wiadomości" bo bardzo chciałam mieć dziecko. W tym czasie miałam już załamanie psychiczne czego też nie chciałam przyjąć do wiadomości oczywiście był już stan silnej depresji z silnymi zanikami pamięci. W końcu udałam się po leki na depresję żeby jakoś przetrwać, brałam je nie cały rok.Powiedziałam o chorobie będąc w ciąży bo w tym czasie miałam kłopot z panowaniem nad emocjami i to tylko kilu osobom, bo nie chciałam żeby się na de mną litowali. Na pójście do psychologa zdecydowałam się pod koniec ciąży bo zaczęłam się załamywać, ale już nie zdążyłam bo dziecko przyszło na świat. Po czterech miesiącach od porodu zdecydowałam się na zabieg. To też tak pokrótce. Po roku od zabiegu udałam się na psychoterapię, bo ciągle się załamywałam, ale nie byłam świadoma tego że po problemach z pamięcią mam luki w pamięci z przeszłości. Po terapii myślałam że jest dobrze ale kwestia kilku miesięcy pokazała że jest gorzej, miałam duże zaniki pamięci i koncentracji i byłam w stanie jakby otępienia. W późniejszym czasie okazało się że mam problemy z tarczycą i chorobę hashimoto. Po uzupełnieniu hormonów pamięć się poprawiła. Było dobrze do ubiegłego roku. Zgłosiłam się do lekarza po leki przeciwdepresyjne gdyż cierpię również na przedmiesiączkowe zaburzenia dysforyczne. W 2017/2018 rozpoczęłam studia, które są dla mnie bardzo stresujące, w kwietniu zmarła moja babcia która była jak matka bo była moja rodziną zastępczą. I to wywołało jeszcze większy stres. Mam ogromny problem z sytuacjami stresowymi. I tu moje pytanie. Czy przez te wszystkie przejścia mogłam mieć tak długi zanik pamięci , bo ostatnio przez np. zdjęcia z przeszłości które długo nie widziałam mam nagłe napływy zdarzeń z przeszłości nawet tych z ok 10 lat wstecz których nie pamiętałam. I mój stan psychiczny pogorszył się ponieważ zaczęłam je przeżywać jakby się zdarzyły wczoraj. Co bardzo utrudnia mi życie. Nawet bardzo. Mam problemy z zapamiętywaniem i koncentracją, bo te " rozpamiętywanie jest tak silne" . Co może być powodem częstych problemów z pamięcią?
  18. 2011

    Joanna

    Witam mam pytanie bo chodze do psychologa z dopsu I mam problem bo na kazdym spodkaniu naklania mnie do rozbicia rodzinny czy na tym polega Pomoc? Co moge zrobic w takiej sytuacji
  19. Witam.. Od pewnego czasu mam problem ze soba, czasem juz sobie z tym nie radze. Zaczelo sie w pracy, zaslablem, czulem ze odlatuje, prawie zemdlalem. Wpadlem w taki strach, ze myslalem ze zaraz umre. Przy tym wszystkim zaczelo mi strasznie bic serce, jakby mialo wyleciec. Takie kolatania serca mam juz jakis czas, czuje jakis strach, jestem ospaly, nie mam humoru, czuje sie bezsilny, lek ktory zawsze przychodzi niespodziewanie I serce zaczyna mi wtedy szybko bic bardzo dlugo..raz juz mialem taki napad ale mniejszy, ale niestety problem sie powtorzyl I to gorzej. Trafilem wtedy na pogotowie dali mi kroplowki, mialem badanie tomografii glowy, wszystko wyszlo okej. Zostawili mnie w szpitalu mialem robione echo serca, ekg , przeswietlenie klatki, zakladano mi holter, holter cisnieniowy, takze wszystko tez wyszlo dobrze. Dostalem skierowanie do kardiologa na miesieczny holter, ale nie jestem jakos do tego przekonany... boje sie ze jest jakas nerwica I juz nie wiem co robic..
  20. Witam, jestem dwudziestoletnim studentem, można powiedzieć, że "dopiero" zaczynam studiować, bo kończę pierwszy rok. Przechodząc do problemu, w ostatni wtorek doznałem silnego zwątpienia. Miewałem takie stany ale to były błahe drobnostki; szybko przychodziły i równie prędko odchodziły. Jednak tamten stan sprzed kilku dni różnił się stanowczo. Trwał praktycznie przez kilka godzin, w tym czasie zacząłem rozmyślać o moim pobycie na tych studiach. Doszło do mnie, że w pierwszym semestrze pałałem chęcią do nauki, a w obecnym ta chęć się zmniejszyła (ten semestr jest znacznie cięższy od poprzedniego, mamy również przedmioty do których ciężko się przygotować). Ogarnęło mnie coś w rodzaju smutku, że po prostu już nie dam rady. Zastanawiałem się czy po prostu tego wszystkiego nie rzucić i może nauczyć się jakiegoś zawodu. Obawiam się że odpadnę ze studiów i w tedy będzie kiszka, ale chyba gorszy stres mam, że nie dam sobie rady teraz i że będę musiał wsiąść warunek (już na pierwszym roku...) albo ogólnie nie zdam i będę musiał powtarzać cały rok. Ewentualnie, kiedy ukończę te studia to będę zwykłym szaraczkiem na rynku pracy (i całe pięć lat nauki na marne). Od siebie mogę jeszcze dodać, że nie mam zbyt dużej pewności siebie. Oprócz tego miałem jeszcze coś w rodzaju retrospekcji z życia, kiedy popełniałem błędy/coś mi nie wychodziło. Głupio się przyznać ale w pewnym momencie popłakałem się. Nie było to lamentowanie, tylko parę łez (dopiero w tedy poczułem ulgę oraz te myśli stopniowo się wyciszały, aż odeszły) Chciałbym się dowiedzieć, czy to są jakieś objawy wypalenia, czy po prostu brak wiary w swoje możliwości ? Jak mogę sobie z tym poradzić ? Z wcześniejszymi stanami nie przejmowałem się bo to były tylko przelotne myśli, które pojawiały się w trudniejszych chwilach.
  21. Witam. Jestem kobietą, mam 22 lat. We wrześniu spotkałam się z mężczyzną ( pan X, 23lat) z którym juz sie znalam. Wszystko jakoś sie tak potoczyło ze zaczęliśmy byc w związku. Poznał mnie ze swoją mama z która załapałam fajny kontakt. Byłam z nim szczęśliwa praktycznie codziennie sie widzieliśmy. Mój były facet (pan Y) dowiedział sie że jetsem z kimś, zaczął do mnie wypisywać jak to on mnie nie kocha itd. W listopadzie zdradziłam mojego mężczyznę Pana X z moim eks Panem Y. Nie wiem co ja wtedy miałam w głowie. No ale cóż stało się. Przyznałam się mojemu partnerowi(Panu X) że go zdradzilam. zerwał ze mną. Nie mogłam się z tego otrząsnąć. Bardzo wspierała mnie mama Pana X, potem z panem X kontakt się urwał. A Pan Y zrobił to co miał zrobić i wyjechal za granicę. Chciałam zrujnowac panu Y życie za to że zepsuł poniekąd mój związek. Więc odezwałam sie do Pana Y. Przyjechał do mnie, ponad 500 km mial do mnie. I przez praktycznie 3 tygodnie siedział u mnie i przez to stracił pracę. Byłam zadowolona skoro on mi zrujnowal życie to dlaczego ja tego nie miałam zrobić? Teraz wiem ze to był błąd, było to jakoś w styczniu. Potem po miesiącu spotkalam sie z panem Y raczej myślę ze to było tak z "nudów" żeby czas szybciej zleciał. I to wiem ze tez byl błąd. Parę dni temu zadzwonił do mnie Pan X z wielkimi pretensjami że przeze mnie nie ma kontaktu ze swoją mama i wgl. Że mój eks Pan Y pokazał wszystkie smsy Panu X bo się bał. Pokazał wszystko co do niego pisałam po to żeby nie dostać po twarzy. I podejrzewam że pokazał wszystko tylko dlatego że wie ze ja z nim nie będę i żebym nie była z Panem X. No i do rzeczy przez telefon Pan X wielkie pretensje do mnie w końcu sie rozlaczylam i nie odbieralam. Zaczął pisać do mnie ze pójdzie na policje ze niby ja nekalam jego mame i jakieś takie głupoty zaczął pisać. Po paru minutach napisal mi ze ma ch*jowa zagrywkę. Żebym przyjechała przytulila go ze tęskni za mna kocha mnie nie moze o mnie zapomnieć i nie chce żebym ja zapomniała o nim. Pojechałam do niego i Pan X mimo iz był w domu nie otworzył mi drzwi nie odebrał ode mnie telefonu nie odpisal na sms i do tej pory zero kontaku. Ogólnie ja już sobie z tym nie radzę. Wszystko jest dla mnie zbyt skomplikowane. Mimo iż mam stała pracę dom coraz częściej myślę o ucieczce stąd. Pan Y ogólnie bardzo potrafi manipulować ludźmi... Wiem ze powinnam zapomnieć o Panu X alr nie potrafię.
  22. Witam.Mam 22 lata. Pracuje i jestem studentką. Zawsze miałam trudny i wybuchowy charakter odziedziczony po ojcu. Do tej pory mamy kiepskie relacje bo zawsze dużo wymagał dużo krzyczal i mówił przykrych słów. Mimo to jest dobrym ojcem. Jednak to jak się do mnie odnosił teraz skutkuje tym że nie potrafię byc dla niego dobra. Ale tak naprawdę najbardziej uciążliwe jest dla mnie brak pewności siebie. Wiem że to ma przełożenie na inne kwestie np. Na to że nie potrafię się otworzyć przy innych ludziach szczególnie nowo poznanych. Mój partner poznając mnie ze swoimi znajomymi lub rodzina twierdzi że siedzę naburmuszona. On za to jest dusza towarzystwa i rodzina i przyjaciele go uwielbiają. Czasem myślę że jestem zazdrosna o to że to on jest w centrum. Parner chciałby żebym była bardziej uśmiechnięta i mniej narzekała. W rozmowach szybko się unosze. Ostatnio często robię mu na złość i prowokuje kłótnie. Mimo że wiem że jest wspaniały dobry i bardzo pracowity to denerwuje mnie to np że pomaga innym ciągle i całymi dniami pracuje. Sama nie mam tyle zajęć i może dlatego mnie to denerwuje. Nie mam też takich bliskich relacji z rodziną. Moim problemem jest też stres przed czymś nowym nieznanym. On proponując mi wyjście gdzieś mówi że ja nigdy nie jestem zadowolona i często słyszy że nie chce. Przez brak pewności siebie widzę że też mam chorobliwa zazdrość nawet o rodzinę. Staram się tego nie pokazywać aż tak i nie mówić ale w srodku gotuję się we mnie. Ostatnio coraz gorzej się to pogłębia bo on odczuje ode mnie zmiany a ja czuję że nie potrafię podołać. Zamiast przyjechać do niego uśmiechnięta i rozmawiac z ludźmi to często wolę być neutralna i się nie odzywać. Chciałabym zauważać jakieś pozytywne aspekty w życiu i wiecej się cieszyć. Zależy mi żeby się wyluzowac bo widzę że chce przestrzegać ciągle wszystkiego żeby nie wyjść na kogoś złego i nie pokazać że robię coś źle i staram się robić to co wypada. Proszę o jakąkolwiek poradę jak mam sobie poradzić ze złością, a także z pewnością siebie. Chcę żeby ludzie odbierali mnie pozytywnie.
  23. Poradzenie sobie z poczuciem, które pojawia się w odpowiedzi na doświadczenie krzywdy, nie jest zadaniem łatwym, ale możliwym i godnym wysiłku. Artykuł wyjaśnia na czym polega ten proces i dlaczego warto się w niego zaangażować. Egzystencja z poczuciem krzywdy Ludzie niekiedy idą przez życie niejako po śladach wyznaczonych przez krzywdy doznane w przeszłości. Ludzki los płynie natenczas korytem psychicznych blizn. Teraźniejszość rozwija się w cieniu minionych zranień. I choć nie jest to podróż donikąd, bo żadna taką nie jest, to jednak nie towarzyszy jej głębokie poczucie sensu. Ciężar doświadczeń zdaje się przytłaczający, przemierzanie kolejnych tygodni, miesięcy i lat nie dystansuje od bólu, a na horyzoncie nie widać ukojenia. Człowiek jest w ruchu, ale tak naprawdę pozostaje zatrzaśnięty w swoim cierpieniu, które odpuszcza mu tylko na chwilę, by nawracając dokuczać ze wzmożoną siłą. Nieprzepracowane poczucie krzywdy pozostaje aktualnym problemem niezależnie od tego, ile czasu minęło od zranienia. Problemem, który domaga się podjęcia kroków zaradczych i działań naprawczych. Problem zaprzeczania doznanej krzywdzie Niekiedy poczucie krzywdy bywa niejako zamrożone nawet przez bardzo długi okres czasu. Nie znaczy to bynajmniej, że doświadczenia krzywdy nie było – poszkodowany po prostu nie dopuszcza do siebie takiej wizji. Przyjęcie jej do wiadomości i uznanie, że zostało się ofiarą nie jest z różnych względów sprawą łatwą. Dla jednych to problem, ponieważ w ich odczuciu oznacza przyznanie, iż nie byli wystarczająco silni. Innych przeraża perspektywa ponownego przeżycia cierpienia, które towarzyszy przyglądaniu się zranieniom i określaniu szkód. Potrzeba odwagi, by uznać, iż coś głęboko dotknęło oraz aby spojrzeć w oczy własnym demonom. Potrzeba determinacji, żeby chcieć zmierzyć się z trudnym procesem kojenia poczucia krzywdy. Potrzeba szczerości, by wskazać, kto był sprawcą, a nierzadko bywa to niesłychanie trudne. Ciężko jest powiedzieć „zraniła mnie matka”, „skrzywdził mnie ojciec”, „żona spowodowała moje cierpienie”, „mąż zadał mi ból”. Stwierdzenia takie podważają iluzję porządku osobistego danego człowieka. Rzecz w tym, że ta iluzja i tak musi zostać pokonana, bo krzywda burzy wewnętrzny ład i stawia przed koniecznością budowania go od nowa. Trzeba będzie poukładać pewne pojęcia od początku, skoro zranienie nadeszło ze strony tych, którzy powinni być wsparciem. Kiedy podpora przestaje pełnić swoją funkcję, zapada się wewnętrzny świat. Naprawa tego stanu rzeczy to wyzwanie i słusznie jawi się jako trudny proces. Jest on jednak konieczny, więc unikanie go odwleka to, co niezbędne, i wydłuża całą historię cierpienia. Sens uzmysłowienia sobie poczucia krzywdy Dopiero po świadomym uzmysłowieniu sobie poczucia krzywdy następuje głęboka refleksja nad doznanymi zranieniami i określanie poniesionych strat. Poczucie krzywdy pozwala je oszacować tak samo jak ból pozwala rozpoznać miejsce, w którym ciało choruje. Temu właśnie służy to poczucie – między innymi pozwala się zorientować, co w człowieku zostało naruszone podczas doświadczenia krzywdy. Oszukiwanie samego siebie, że krzywdy nie było, jest w istocie życiem w kłamstwie. Ponura maskarada może być na tyle przekonująca, że człowiek sam zaczyna w nią wierzyć. Wtedy problemy życiowe i kłopoty w relacjach, które są następstwem krzywdy, jawią się jako niezrozumiałe albo upatruje się ich przyczyn w niewłaściwych czynnikach. A skoro tak, trudniej jest tym trudnościom zapobiegać. Stają się nieodłączną częścią teraźniejszego bytu danej osoby, choć ich prawdziwe powody pozostają ukryte i mają korzenie sięgające do momentu, gdy zaistniało doświadczenie krzywdy. Żyje się we mgle stale wracając do tych samych miejsc, w których nieodmiennie czeka na człowieka cierpienie. Nie mając wiedzy o motywach i mechanizmach problematycznego postępowania trudniej jest schodzić ze śladów wiodących do emocjonalnego bólu. Z poczuciem krzywdy można także starać się po prostu egzystować. Da się z nim żyć. Wtedy jednak człowiek ma tendencje do tego, by się znieczulać, bo nawracający ból bywa bardzo dokuczliwy. Skłania to do nałogów oraz do silnych, dramatycznych przeżyć, którymi osoba stara się zagłuszyć echa zranień. Znieczulenie niekiedy oznacza w praktyce nieczułość, niewrażliwość, obojętność, a nawet sadyzm lub samoudręczenie. Człowiek otumaniony tak naprawdę nadal pragnie coś czuć – może wobec tego sięgać po drastyczne rozwiązania, które krzywdzą jego lub innych, tak czy inaczej skazując go na poczucie osamotnienia. Oszacowanie strat po doświadczeniu krzywdy Nie ma mowy o radykalnym akceptowaniu przeszłości lub odpuszczeniu win, jeśli właściwie nie wie się, co stara się uznać lub co i komu darować. Właśnie dlatego tak istotne jest rzetelne rozstrzygnięcie, jakie zostały spowodowane szkody. Można je pogrupować w trzy kategorie. Pierwsza kategoria to straty, czyli wszystko to, czego w wyniku doświadczenia krzywdy człowiek został pozbawiony. Druga kategoria to ciężar, czyli bagaż, który w następstwie doświadczenia krzywdy dana osoba ze sobą niesie. Trzecia kategoria to rozstrój, czyli pomieszanie pojęć, utrata punktów odniesienia, a zatem chaos, który powstał w wyniku zburzenia wewnętrznego ładu, porządku osobistego danego człowieka w rezultacie doświadczenia krzywdy. Konsekwencje doświadczenia krzywdy w dzieciństwie Dorosłych Dzieci Alkoholików Dzieci, które były świadkami przemocy małżeńskiej lub, co gorsza, same były ofiarami jakiejś formy przemocy (na przykład fizycznej lub psychicznej) częściej w przyszłości doświadczają problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Z większą dozą prawdopodobieństwa takie dzieci już jako dorosłe osoby będą sięgały po używki oraz same stosowały przemoc wobec własnych partnerów życiowych. Część osób, które były w dzieciństwie świadkami lub ofiarami jakiejś formy przemocy mogły także jako dzieci doświadczać wzmożonego niepokoju, złego samopoczucia, depresji, miewać koszmary senne, samemu wobec siebie stosować przemoc, a także doświadczać fizjologicznych dolegliwości, będących objawem silnego stresu. Następstwa długo trwającego okresu krzywdzenia U części osób, które żyły w środowisku pełnym przemocy przez dłuższy czas, mogą pojawić się bardzo poważne problemy psychologiczne takie jak: ostra reakcja na stres, zespół stresu pourazowego (PTSD), zaburzenia adaptacyjne, depresja i inne. Trudności te wystąpić mogą zwłaszcza u osób, które są na nie genetycznie podatne. Szczególnie dolegliwe bywają następstwa przewlekle niezaspokajanych potrzeb dziecka, które są dla niego krytycznie ważne. Brak wystarczającej dozy właściwie wyrażanej miłości rodzicielskiej skutkuje trwałym deficytem w tym kontekście. Osoba może czuć się niekochana, nie akceptować siebie, nie darzyć samej siebie miłością własną albo – gdy więź z rodzicami była niewłaściwa – wchodzić w krzywdzące relacje i nie wychodzić z nich pomimo złego traktowania i braku perspektyw poprawy. U niektórych kobiet dochodzi do wykształcenia mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie, które dodatkowo podsycane są opisanymi dalej trudnościami w zakresie samokontroli i uciekania w fantazje. Nie liczenie się z granicami, odrębnością bądź prywatnością dziecka oraz brak poszanowania dla jego autonomii może spowodować, że trudno mu w przyszłości będzie odkryć i zaakceptować własną indywidualność oraz podejmować suwerenne decyzje. Natomiast całkowite zlekceważenie wyznaczania dziecku pewnych granic, przyzwalanie by „wychowywało się samo” może z kolei sprawić, że stanie się nadmiernie niezależne w stopniu utrudniającym mu tworzenie zgodnych, partnerskich relacji z innymi osobami. Dorosłe Dziecko Alkoholika może żyć z głębokim przeświadczeniem o własnej niekompetencji i przez to przyjmować bierną postawę wobec problemów. Jeśli dziecko nie ma poczucia, że spełnia wymagania rodziców, bo są oni wiecznie zajęci własnymi sprawami lub narzucają mu nierealne standardy, by zrekompensować sobie własne porażki, ono w końcu przyjmuje, że zawiodło rodziców, nie jest wystarczająco dobre. Dziecko wychowujące się w nękanej przez problem alkoholowy rodzinie, która funkcjonuje odmiennie w zależności od tego, czy rodzic pił czy jest trzeźwy, może mieć trudność ze zdefiniowaniem własnej tożsamości. Skoro wszystkie zasady zmieniają się jak w kalejdoskopie, a środowisko permanentnie lub okresowo pogrążone jest w chaosie, dziecku trudno się w tym wszystkim połapać. Ciężko odnaleźć samego siebie dorastając w warunkach bezplanowości – w zamęcie, w którym nic nie jest pewne. Niektórym Dorosłym Dzieciom Alkoholików ten nieład tak wchodzi w krew, że stale egzystują w dramacie – idą przez życie mimowolnie siejąc w nim ferment. W rodzinie, w której występuje problem alkoholowy, potrzeby dziecka mogą być traktowane jako mniej ważne. Niepisaną i sztywną zarazem regułą jest, że dziecku nie wolno stwarzać problemów, by nie pogarszać już i tak ciężkiej sytuacji. Nie wolno zatem zakłócać spokoju wyrażając emocje ani zawracać głowy swoimi oczekiwaniami chociaż są to przecież w istocie prawa każdego małego człowieka. Nic więc dziwnego, że tak wielu Dorosłym Dzieciom Alkoholików niezwykle trudno jest mówić o swoich uczuciach i potrzebach, co ze zrozumiałych względów nie ułatwia im budowania satysfakcjonujących relacji. Znoszenie skrajnie trudnych sytuacji, które mogą występować w rodzinach dysfunkcyjnych, wywiera na dziecku ogromną presję, by udawało, że nic się nie dzieje. Rzeczy nie do zniesienia trzeba przecież jakoś wytrzymać, by przeżyć. Zablokowane przeżycia emocjonalne odbijają się jednak na funkcjonowaniu człowieka w jakiś sposób znajdując w końcu prędzej czy później ujście. Czasami wytrenowana w ten sposób zdolność blokowania przeżyć staje się nawykiem, przez co Dorosłe Dzieci Alkoholików mogą tolerować niebywałe obciążenia – przynajmniej do czasu, aż blokady w jakimś punkcie pękną. Emocje nigdy nie przechodzą bez echa. O ile dziecko ma pewien wpływ na siebie, wie co się z nim dzieje i może w jakiś sposób kierować sobą, w przyszłości raczej również będzie zdolne do normalnej dozy samokontroli. W rodzinie z problemem alkoholowym działania nie zawsze prowadzą do tych samych skutków i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. To jak życie przy tykającej bombie, która w każdej chwili może wybuchnąć. Aby odnaleźć się w takich warunkach trzeba się niesłychanie (jak na możliwości dziecka) kontrolować. A kiedy już dochodzi do zapłonu, następuje totalny chaos, po którym pijący rodzic nierzadko znowu narzuca sobie i otoczeniu żelazną dyscyplinę na pewien, trudny do oszacowania czas. W rezultacie Dorosłe Dzieci Alkoholików miewają różne problemy z kontrolą – sztywnieją, gdy jest okazja do luzu, zwłaszcza w intymnych relacjach kontrolują nadmiernie i są przesadnie odpowiedzialne, by nie czuć niepokoju bądź uciekają w fantazje albo mają ogromną trudność z zachowaniem samokontroli. Ta ostatnia ewentualność czyni je szczególnie podatnymi na nałogi. Warunki uporania się z poczuciem krzywdy Kojenie poczucia krzywdy często przypomina ciężką przeprawę. Można próbować radzić sobie z tym w pojedynkę, ale zdecydowanie lepiej mieć wsparcie. Zwłaszcza specjalisty wykwalifikowanego w niesieniu pomocy psychologicznej. Najpierw należy zadbać o to, by ustało doświadczenie krzywdy, i zatroszczyć się o bezpieczeństwo poszkodowanej osoby. Czasami ludzie są ranieni całymi latami. Uporanie się z poczuciem krzywdy, wynikającym z minionych doświadczeń, musi zostać poprzedzone rozwiązaniem bieżących bolesnych spraw. W następnej kolejności można przystąpić do nadrabiania zaległości w zakresie tego, czego człowiek został pozbawiony. Jeśli nie jest to możliwe, konieczne jest określenie sposobów radzenia sobie z własnymi deficytami. W zależności od rodzaju ubytków, potrzebne może okazać się również odżałowanie tego, co człowiek stracił przez doświadczenie krzywdy, ponieważ po niektórych zranieniach musi nastąpić żałoba. Zasadne może okazać się również skontaktowanie się z innymi, niż smutek i żal, emocjami takimi jak poczucie bezradności, lęk czy gniew, oraz rozplątanie nie dających spokoju węzłów poczucia winy i wstydu. Proces ten ma służyć wentylacji tych emocji, ale i opanowaniu umiejętności radzenia sobie z nimi w konstruktywny, bezpieczny sposób, oraz asertywnego wyrażania ich. Poza tym pomaga w odzyskaniu łączności z samym sobą, z własnymi potrzebami. Bardzo istotna jest też nauka umiejętności, których nie opanowało się w następstwie krzywdy polegającej na zaniechaniu lub zaniedbaniu, gdy rodzic nie przekazał ich swojemu dziecku. Nie mniej ważna jest nauka radykalnego akceptowania, co jest praktyką, lekcją do stałego przerabiania, a nie jednorazowym aktem, i pozwala dostrzegać oraz uznawać stan faktyczny zamiast spostrzegać go przez pryzmat poczucia zranienia lub z pozycji ofiary. Kolejną sprawą jest rozpoznanie ciężaru krzywdy i odpowiednie z nim postępowanie. Zależnie od formy takiego bagażu konieczne są różne strategie radzenia sobie z nim. Czasami są nim destrukcyjne przekonania, które trzeba przepracować. Ewentualnie problematyczne schematy funkcjonowania wymagające korekty lub zastąpienia innymi. Mogą to być dolegliwości, z którymi trzeba nauczyć się żyć lub problemy psychiczne bądź zaburzenia, które należy leczyć. Może to być balast negatywnych myśli o sobie i własnym życiu, którego trzeba się pozbyć, żeby zrobić miejsce dla nowych zapatrywań na swój temat w celu odzyskania poczucia własnej wartości. Często nieodzowne jest poszukiwanie nowych interpretacji na temat przeszłości, w tym całego kontekstu doświadczenia krzywdy, a nawet jej samej. Radzenie sobie z ciężarem w określonych przypadkach może polegać na praktyce uważności w celu na przykład ograniczenia „emocjonalnych wstrząsów wtórnych”, pojawiających się w odpowiedzi na nawracanie wspomnień krzywdy. I wreszcie koniecznym jest zwieńczenie poprzednich kroków czyli odzyskanie wewnętrznego ładu. Regulacja wywróconych do góry nogami lub poustawianych w poprzek znaczeń. Przyjęcie systemu wartości, który pozwala nadać życiu sens. Odnalezienie siebie poprzez: ograniczenie chaosu, wyznaczanie granic, oddzielenie przeszłości od teraźniejszości, pragnień od potrzeb, kaprysów od celów, życzeń od możliwości, planów od marzeń, ograniczeń od wad. Zależnie od obranego systemu wartości człowiek dokonuje też ostatecznej decyzji o tym, w jaki sposób będzie odpuszczał winy sprawcom swojego cierpienia. Określi również nową, spójną narrację osobistą, która nada egzystencji konkretny kierunek i głębokie znaczenie, a dzięki temu ułatwi satysfakcjonujące spożytkowanie reszty czasu, jaki został mu dany. Obserwuj mój fanpejdż. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  24. RandomGirl

    Samotność.

    Hej, mam 18 lat. Mój "problem" zaczął się właściwie kilka lat temu, może około 5, jednak będąc młodszą miałam nadzieję, że to przejdzie z wiekiem. Polega to na tym, że nie jestem w stanie zwlec się z łóżka, codziennie mam napady płaczu, czasami z konkretnego powodu, czasami z bezsilności. Nie widzę dosłownie w niczym sensu. Nie mam ochoty wychodzić z domu, widywać się z przyjaciółmi ( po za tym kiedy już to robię i tak wracam jeszcze bardziej nieszczęśliwa i samotna ). Przeraża mnie ta jedna pustka, którą najczęściej czuję. Mam przez to problemy z koncentracją w szkole, moje myśli odbiegają za każdym razem kiedy próbuję się na czymś skupić. Moja rodzina nie widzi żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, twierdzą, że wszystko sobie zmyśliłam i że nigdy nic mi się nie chce. Prawda jest jednak taka, że najmniejsze obowiązki sprawiają mi trudność. Nie jestem osobą leniwą, wręcz przeciwnie. Jednak czuję jakby moje ciało zawsze było splątane łańcuchami. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić o pomoc, ponieważ cała rodzina myśli o mnie tak jak Ci najbliżsi, przyjaciele nie rozumieją, nawet kiedy wprost proszę o pomoc. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
  25. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online radzi jak zmniejszyć stres

    Czym jest stres i jaką pełni funkcję Stres jest odpowiedzią organizmu na perspektywę wyzwania spostrzeganego jako przekraczające potencjał danej osoby. Jeśli jest adekwatny, spełnia pożyteczną funkcję, mobilizując do działania w należytym stopniu i przez odpowiedni czas. Innymi słowy to dzięki stresowi człowiek ma szansę stanąć na wysokości zadania, które uznaje na wyzwanie. Ta reakcja mobilizuje dostępne danej osobie zasoby po to, by jak najlepiej poradziła sobie z sytuacją. Problematyczny, nieadekwatny lub zbyt długo trwający stres Gdy reakcja jest niewystarczająca, człowiek może zlekceważyć sprawę, podejść do tematu z pobłażaniem i w rezultacie nie być wystarczająco zmobilizowanym. Najgorszy scenariusz ma miejsce jednak zazwyczaj wtedy, gdy poziom przeżywanego stresu jest zbyt wysoki, a zwłaszcza, gdy dzieje się tak ciągle lub ten stan rzeczy utrzymuje się przez zbyt długi czas. Wtedy mogą wystąpić „skutki uboczne stresu” określane bardziej fachowo jako objawy nadmiernego stresu. Zapamiętaj: stres nie jest złym zjawiskiem. O ile nie przekracza „dozwolonych norm”, jest z reguły przydatny, pełni pożyteczne funkcje i sprawdza się jak należy. Stawia człowieka do pionu, by lepiej podołał wyzwaniom codzienności. Problematyczny staje się wówczas, gdy jest nieadekwatny – dalece niewystarczający, a szczególnie gdy jest zbyt ostry lub zbyt wysoki przez nadmiernie długi czas. Jak ograniczyć poziom stresu Co można zrobić, aby ograniczyć stres do optymalnego poziomu, który jest odpowiedni do podołania sytuacji bez nadmiernego eksploatowania się? Popracuj nad samooceną Jeśli spostrzegasz siebie jako osobę niekompetentną, która nie jest w stanie radzić sobie z trudnościami, jakie przynosi życie, to prawdopodobnie możesz często doświadczać nadmiernego stresu. Człowiek mający siebie za osobę nieporadną może reagować stresem w obliczu sytuacji, z którymi obiektywnie ma duże szanse sobie poradzić. Dzieje się tak tylko dlatego, że nie ufa własnym możliwościom, nie wierzy we własne siły. Nad samooceną i poczuciem własnej wartości można pracować podczas psychoterapii – także kontaktując się z dobrym psychologiem online, przez Skype. Ogranicz zbędne stresory Jednym z rozwiązań jest ograniczenie stresorów, czyli czynników wywołujących stres. Tymi czynnikami mogą być pewne sytuacje, interakcje z różnymi osobami, a także problematyczne strategie radzenia sobie z okolicznościami czy wadliwy sposób myślenia o nich. Zilustrujmy to przykładami. Mając dzień wolny w tygodniu mogę zdecydować się na robienie dużych zakupów właśnie wtedy, a konkretnie przed południem tego dnia zamiast w weekendy. Dzięki takiej zmianie strategii postępowania oszczędzam sobie nerwów podczas stania w korkach przy centrach handlowych, w trakcie szukania miejsca na obleganych parkingach czy przebywania w diabelnie zatłoczonych miejscach. Zamiast odwlekać konieczny do zrealizowania projekt mogę zająć się nim w porę i stosując strategię małych kroków stopniowo go wykonywać. Dzięki temu najprawdopodobniej uporam się z nim w terminie. Ponadto uniknę niepotrzebnego stresu, który płynąłby ze świadomości, że odwlekam to, co nieuniknione i pogarszam w ten sposób swoje położenie, bo skracam dostępną ilość czasu na jego realizację. Innymi słowy niekiedy unikanie stresora polega na tym, że przestaje się unikać niezbędnej do wykonania czynności, by perspektywa jej realizacji nie wisiała nad człowiekiem i nie rzucała cienia na jego bieżące funkcjonowania. Zamiast wściekać się na stanie w korkach złorzecząc na innych kierowców i wytykając wszelkie błędy infrastrukturze drogowej w Polsce, mogę zmienić swój sposób myślenia. Mogę postarać się stosować radykalną akceptację, trenować uważność w trakcie powolnego sunięcia jezdnią. Mogę również zmienić sposób radzenia sobie. Zamiast wrzeszczeć, walić w kierownicę, trąbić, mogę słuchać audiobooka używając jednocześnie nawigacji, która będzie mi wyznaczać najszybszą trasę w miarę możliwości omijającą zatory na drodze. Mogę postarać się zmienić strategię postępowania. Jeżeli bardzo stresuje mnie wykonywanie wszystkiego w pośpiechu rano przed szkołą czy pracą, mogę wcześniej kłaść się spać po to, by wstawać przed czasem i móc przygotowywać się w wolniejszym tempie, bez napięcia. Trudno być ostoją spokoju znajdując się obok tornada. Ograniczenie kontaktu z ludźmi wywołującymi zamęt bywa bardzo ważne. Dlatego mogę zdecydować się na zakończenie znajomości z osobami, które mają na mnie zły wpływ, prowokują chaos we własnym życiu i potem mnie tym obciążają, ewentualnie swoim niefajnym zachowaniem narażają mnie na niepotrzebne zdenerwowanie. Mogę też zmniejszyć częstotliwość kontaktów z osobami, które nie umieją asertywnie wyrażać emocji i przez to pogarszają moje samopoczucie. Przestań produkować autostres Szacuje się, że kilkadziesiąt procent stresu, jakiego doświadcza człowiek, to tak zwany autostres czyli stres, który ludzie sami sobie produkują na własne życzenie poprzez szkodliwy sposób myślenia. Jeśli na przykład jakiś kierowca zajeżdża mi drogę, mogę pomyśleć, że zrobił to specjalnie żeby sprawić mi przykrość i popisać się przede mną swoim drogim autem. W rezultacie poczuję się bardzo spięty, a może nawet rozgniewam się. Myślenie takie cechują zniekształcenia poznawcze (doszukiwanie się okropieństw, czytanie w myślach). Mogę jednak postarać się pomyśleć o tym w mniej stresujący sposób, interpretując sytuację zgoła inaczej. Mógłbym chociażby stwierdzić, że to nic nowego, w końcu w godzinach szczytu takie akcje są na porządku dziennym i najlepszy sposób żeby się z tym uporać to przejść przez to bez szwanku. Nadal nie będę całkowicie wyluzowany, bo przecież ktoś stworzył zagrożenie na drodze, ale przynajmniej nie mam o kilkadziesiąt procent więcej stresu wyprodukowanego samodzielnie, bez potrzeby. Jeśli ktoś chciałby zagłębić się w tematykę redukcji stresu poprzez zmianę sposobu myślenia może skontaktować się z psychologiem online, rozważyć psychoterapię. Praktykuj czynności zmniejszające podatność na stres oraz łagodzące jego objawy Istnieją czynności, które mogą łagodzić objawy stresu, który już wystąpił, a także generalnie zmniejszać podatność na jego konsekwencje w przyszłości. Przykładem może być praktykowanie uważności, ćwiczenie radykalnej akceptacji, trening głębokiego relaksowania się, systematyczne wykonywanie ćwiczeń aerobowych, dieta antystresowa, odpowiednia higiena snu czy stosowanie technik, które pozwalają diametralnie zmniejszyć poziom stresu w trudnych sytuacjach. Metody redukcji stresu to częstokroć zdecydowanie więcej niż jakieś triki czy sztuczki do stosowania na co dzień. Choć istnieją również takie metody, to jednak zdecydowanie ważniejsza bywa głęboka praca nad swoim sposobem myślenia, nad własnymi przekonaniami i rozwijanie kompetencji niezbędnych do lepszego radzenia sobie. Dlatego warto by osoby doświadczające nadmiernego stresu oraz długo trwającego rozdrażnienia i często mające gniewny nastrój rozpatrzyły psychoterapię indywidualną. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.