Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 43 wyników

  1. an1998

    rozstanie

    Jestem 20-letnią studentką. Przez ostatni rok akademicki mieszkałam z chłopakiem, z którym jestem ponad 3 lata. W związku układało nam się bardzo dobrze. Moje problemy zaczęły się gdy chłopak mnie okłamał, powiedział że idzie na mecz z kolegami, a tak naprawdę poszedł na domówkę do koleżanki. Na tej imprezie opił się i pocałowała go inna dziewczyna. Gdy się o tym dowiedziałam, zerwałam z nim. Uważam, że zdradził mnie i psychicznie, bo mnie okłamał, i fizycznie, bo nie protestował gdy tamta dziewczyna się do niego zbliżyła. Po 2 tygodniach jego starań i moich rozmów z rodziną postanowiłam dać mu ostatnią szansę. Zrezygnował z kontaktów ze znajomymi z którymi bawił się tamtej nocy, ponieważ od początku naszego związku sabotowali naszą relację, zazdrościli nam szczęścia i specjalnie nas skłócali i robili na złość albo jemu albo mi. Przez te 2 tygodnie rozstania pisał do mnie i dzwonił, prosił o szansę, było widać że się załamał. W międzyczasie pisał z różnymi ludźmi o tym co się między nami stało. Nie widziałam tych wiadomości, tylko sam powiedział mi że pisał. Zwierzał się znajomej którą ledwo zna, oraz swojemu kuzynowi który na poprawę humoru proponował mu imprezy, narkotyki i podryw, a może nawet i coś więcej... Wróciliśmy do siebie i jest teraz dla mnie bardzo dobry. Jednak ja nie wiem jak mam się wobec niego zachowywać. Co chwilę dowiaduje się, że pisał z kolejną osobą, dziewczyną, wiadomości pousuwał i twierdzi że nie pamięta dlaczego. Sama zadręczam się myślami o tym co mogło być w tych wiadomościach. Dobija mnie świadomość, że do mnie pisał że chce wrócić, a z kuzynem że chętnie pójdzie na imprezę kogoś poderwać... Rozmowy z nim nie pomagają, on mówi że wszystko rozumie, ale ostatnio i tak przyłapałam go na kolejnym kłamstwie. Potrzebuję porady co mam dalej zrobić. czy warto angażować się dalej w ten związek czy może lepiej odpuścić... cały czas czuję się obciążona jego zachowaniem podczas rozstania kiedy mnie skrzywdził. Boi się powiedzieć mi prawdę co było w tych wiadomościach, bo wie, że by mnie skrzywdziły... proszę o szybką pomoc.
  2. ANDREE-67

    Kłamstwo001

    Jesteśmy małżeństwem ponad 42 lata, przez ten czas uzbierało się dziesiątki niewyjaśnionych problemów. Żona chyba jest urodzoną kłamczuchą dlatego ja ciągle mam wątpliwości. Podam jeden z bardzo wcześnych przypadków. Wsiadamy do pociągu (z przedziałkami), idziemy w stronę końca, dziewczyna moja (wtedy panna chodziła do szkoły kolejowej) idzie przodem ja dwa trzy kroki z tyłu. Na wysokości czwartego przedziałku wchodzi dwóch mężczyzn młodych kolejowi uczniowie starsi. Idąc w stronę mojej dziewczyny zawiesił torbę na ramieniu i wyciągnął otwarte dłonie w stronę jej piersi i mówi oooo Krysia!. Ale spostrzegł że ten który idzie z tyły ( czyli ja) mogłem być z nią. Więc weszli do przedziałku, a my poszliśmy do następnego wagonu. Po wyjściu z pociągu zapytałem Krysię - KTO TO BYŁ - a ona bez zająknięcia odparła NIE WIEM PIERWSZY RAZ ICH NA OCZY WIDZIAŁAM. Po 40 latach pytałem powtórnie odp. JA NAPRAWDĘ NIE WIEM, BO JA NIE PATRZYŁAM NA ICH TWARZE. Zatem proszę o odpowiedź. czy to było możliwe. Dziękuję z zaufaniem Andrzej
  3. Witam, mam na imię Paweł, 23 lata, kawaler, od 2 lat bywam naprawdę zły, co najgorsze tłumię w sobie ten gniew. W głowię wyrzucam wszystko co mi leży na sercu, lecz nie przynosi to ulgi. Chciałbym powiedzieć to wszystko co w moim mniemaniu jest złe i to co ktoś robi źle lub nie robi tego we właściwy sposób "po mojej myśli". Boję się przełamać bo wiem, że potrafiłbym zranić te osoby, tyczy to się większości a może i wszystkich których znam, rodziny również. Po części radzę sobie z tym, ale jest naprawdę ciężko i wiem, że to dobrze nie wpływa na moje zdrowie. Chciałbym się dowiedzieć odnośnie metod pozbycia się gniewu.
  4. Mam 36 lat, odkąd jestem internowany w szpitalu psychiatrycznym nie umiem powiedzieć nie, gdy jeden z pacjentów prosi mnie o kawę, mam już tego dosyć, a sytuacja się powtarza, jego wymówką jest to, że jego mama mu zabiera pieniądze, mieszkam z nim w pokoju, boję się, że jeśli nie dam mu kawy to będę czuł się źle z tego powodu, to samo z Internetem, też chce ode mnie wyciągać i tytoń, bo widzi, że mam. Nie wiem co mam zrobić, żeby zrozumiał i zaakceptował fakt, że ma mieć wszystko swoje, to dotyczy również wszystkich innych pacjentów tego szpitala, że chcą coś i trzeba im dać, bo inaczej kradną albo się krzywo patrzą na mnie i robią przytyki. Nie wiem co mam zrobić, żeby nikomu nic nie dawać, bo nie chcę dawać i każdy powinien mieć swoje rzeczy. Proszę o pomoc.
  5. Paulinakakar

    Toksyczny związek

    Witam, jestem 19-letnią matką. Mam partnera 21 lat. Odkąd go znam, wiem że jest nadpobudliwy, często robił później myślał, ale teraz stał się prawdziwym potworem. W tym roku zmarła jego mama. Po jej śmierci zaczął dużo pić. Tłumaczył, że nie potrafi inaczej sobie z tym poradzić. Awanturowal się, zabierał samochód i jeździł pod wpływem alkoholu do swojej byłej. Twierdził, że nigdy mnie nie zdradził i kiedy wszystko wyszło na jaw, przestal utrzymywać z kontakt. Na jakiś czas wszystko było w porządku. Do czasu. Nie ma pracy, pije codziennie obraża mnie, popycha, szarpie. Raz nawet mnie kopnął, bo nie chciałam dac mu dziecka, bo był pijany. Traktuje mnie jak worek treningowy. Wszyscy mówią, żebym go zostawiła. Ze uloze sobie życie z kimś innym. Jednak boję się, że zostanę sama. Nie daje już rady. Staram się, żeby nie miał się do mnie o co przyczepić. Jednak w każdym moim ruchu widzi jakieś błędy. Przestałam w siebie wierzyć, przestałam akceptować siebie. Wszystko widzę w czarnych kolorach Co robić?
  6. olczita7

    Toksyczna matka

    Witam, mam 30 lat. Do 20 roku życia mieszkałam z rodzicami, później wyprowadziłam się na studia daleko od rodzinnej miejscowości. Od kiedy pamiętam w domu była gęsta atmosfera, wieczne fochy i humory mamy, od których zależał nastrój całej rodziny, w domu nigdy nie było alkoholu. Relacje rodziców to wg mnie jedna wielka kłótnia przeplatana nielicznymi dniami, kiedy zamienili ze sobą parę zdań. To od niej zależało gdzie pójdziemy, co zrobimy i jak mamy się zachowywać. Mama to kobieta pełna miłości i wsparcia, zawsze była przy nas kiedy było trzeba, ale jej chęć kontroli i obrażanie się kiedy tylko było coś nie po jej myśli była wykańczająca. Obraża się kiedy nie umiemy czytać w jej myślach, potrafi nie odzywać się po kilka tygodni. Wiecznie wszyscy musieli wchodzić jej w tyłek, żeby uzyskać jakaś informację, albo żeby poprawić jej humor. Uważam, że wyjazd uratował moje życie, jestem szczęśliwa i korzystam z każdej chwili, ona nie potrafi się z tym pogodzić. Wszystkich na siłę uszczęśliwia tak jak np. swoją mamę chodząc do niej codziennie, sprzątając robiąc zakupy, a babcia ciągle i tak twierdzi że jest sama, a mama to co robi, robi źle. Matka jest sfrustrowana, z ojcem nie rozmawia już w ogóle, piszą sobie kartki co jest do zrobienia w domu. Dzwonią do mnie z ojcem na zmianę żaląc się na siebie, że nie umieją ze sobą żyć. Dziś usłyszałam, że "ona Już nic mi nie powie nigdy" a ja mam żyć w tym swoim szczęściu, bo odcinam się od rodzinnych problemów, wywołując we mnie wyrzuty sumienia. Tato też święty nie jest, bo olał wszystkie obowiązki domowe, ma to gdzieś. Siostra choruje na nerwicę, ma małe dziecko więc mama pomaga też jej. Oczywiście na wiecznym fochu, że musi pomagać - ale robi, robi wszystko. Z siostrą też nie mam kontaktu, bo zarzuca mi wyjazd i posiadanie wszystkiego w czterech literach. Faktycznie odcięłam się trochę, ale dlatego, że nie chce żyć w takim smutku jak oni, jak moja siostra i mama. Jak im pomóc? Jak pomóc sobie, nie żyjąc we wiecznym poczuciu winy, niespełnienia wyobrażeń matki o tym jak ma wyglądać moje życie. Wyrzucam sobie, że nie jestem z nimi i nie mogę im pomóc, ale z drugiej strony wiem, że i tak bym im nie pomogła bo nie udało mi się tego zrobić przez 20 lat, a zniszczyłabym swoje obecne życie. Czy jestem egoistką? czy mogę dla nich coś zrobić?
  7. Potrzebuje pomocy ,bo mam już dosyć relacji z matka która wpływa negatywnie na moje życie i nauczyła mnie czasem bezradności życiowej i słabej samooceny. Mam dwójkę dzieci i widzę jak relacje i zachowanie mojej mamy wpływa na mojego starszego syna. Nie chce ,aby scenariusz powtórzył się co do mojej młodszej córki. Moja matka często ośmiesza się swoim zachowaniem,ocenia mnie,psuje atmosferę i ciągle żyje w poczuciu beznadziejności swojego zachowania. Wielokrotnie inne obce mi osoby zwracały mi uwagę na zachowanie mojej mamy. Jakbyście ją poznali to jak do rany przyłóż. Problem zaczyna się dopiero wtedy kiedy zaczyna coś nie grać np. ktoś zwróci jej uwagę, czy jest zmęczona i nie ma siły nad czymś się głowić potrafi w najlepszego wcześniej przyjaciela zrobić wroga. Potrafi z ludzi ,którzy narobili brudu tak jak mój brat zrobić niewiniątko,że są gorsi by wyjść z twarzą przed innymi. Nie każdy się na to nabiera.Zatruwa też relacje mojego brata,ale z racji tego ,że mój brat wyprowadził się do innego Państwa i ma w dupie jak sam powiedział więc nie ma takiej styczności z mamą.Chwila na skypie raz na bardzo długi czas mu wystarcza. A gdyby nie ja możliwe ,że by się z 6 lat nie odzywali,a teraz ja staję się wrogiem dla Niej jak zwrócę jej uwagę na pewne kwestie. Czasem chwali się niby jakie ona ma relacje z moim bratem,że wszystko wie,żebym się nie wtrącała. Ona załatwi to to ,a to tamto jemu.Syn ,który nie odwiedza matki bo nie ma czasu-wiecznie czasu i zmęczony od ponad dwóch a może trzech lat. Usprawiedliwia Go ,ze strach patrzeć jak niszczy jemu życie swoim zachowaniem . Mój brat nie był nigdy dla mnie prawdziwym bratem takim bratem przyjacielem. Nie ufam mu do końca, chociaż powiedzieliśmy sobie ,że mamy tylko siebie z całej tej pieprzonej rodzinki i dla Naszego dobra postarajmy się być dla Siebie mimo wszystko.Rodzina mojej mamy to sama nie wiem czy nie odzywa się bo odcieli się od mojej matki dla spokoju psychicznego,ale przez to pozrywali mosty ze mną. Czasami czuje się jakby zostawili mi ciężar mojej matki i sama muszę ten ciężar nosić. Czasami myślę ,że to zwrot wydarzeń za babcię-matkę mojej mamy,którą nie odwiedzam,bo nie chce pójść do ciotki u której teraz mieszka. Moja mama też zerwała kontakt z matka na dobre jakiś rok dwa lata,po czym jak nadarzyła się okazja-pogrzeb w rodzinie-odwiedziła matkę wmawiając mi ,że jej postępowanie jest/ było uzasadnione. Chciałabym odwiedzać babcię,ale tłumaczę sobie ma tak ciężki charakter,też fochna i jak ją bąk ugryzł nie dozniesienia,dalej tłumaczę sobie ,że ona nie poznaje ludzi i jest jej obojętne gdzie jest i z kim. Nie poznaje już ludzi. Zawsze nawzajem z ciotka-siostrą mojej matki i kolejna siostrą było wyciąganie brudów na wierzch ,raz dobra ta ,następnie tamta. Samo tak poszło. Teraz widzę co wyprawia moja mama i widzę ,że robi się coraz bardziej uciążliwa,czasami wydaje mi się,że gorsza od mojej babci. Nie wiem co zrobić,Kupiłam dom w okolicach mojej mamy i nie wiem czy sama tego chciałam czy dałam się namówić bardziej mojej mamie. Ogólnie jestem zadowolona z lokalizacji,ale .... No właśnie. Czy trzeba uciekać ,odizolować się. Czytam mądre rady wpisy o relacjach z których jasno wynika,że w mojej sytaucji większość ludzi nawet przez psychologów jej kierowana do zerwania relacji z toksyczna matką. Co zatem ,że wciąż się zastanawiam?Poczucie błędu,że też kiedyś taka będę i zostawiam matkę. Czasem,że jednak sobie nie poradzę.Może to że jednak to ze mna jest coś nie tak? Ze popełnię błąd odcinając się od tego wszystkiego ?Że będę żałować-tego ostatniego najbardziej się boję. Nie wiem od czego zacząć...Zacznę od tego ,że nie chce aby moje dzieci miały tak jak ja. Proszę pomóżcie. Mogłabym tak pisać i pisać,ale sytuacje ,zdarzenia wracają ,bolą,nie umiem właściwie odpyskować,obronić się. Z racji tego,że byłam prawie najmłodsza w rodzinie często moje zdanie się nie liczyło,bo co ja mogłam wiedzieć o życiu. Teraz nie wiem gdzie i komu naprawdę zawiniłam,komu mogę powiedzieć to czy tamto.Czasem mam wrażenie ,ze paplam wszystkim o tym samym,nie wiem co powinna jaka jest granica rozomowy z pewnymi osobami.Jak się zachować w relacjach z innymi osobami. Czasem czuje ,że się ośmieszam,że palne coś poza tym czuje jakbym to co mówiła było mało interesujące,żart mało śmieszny itp.. Nie wiem czasem czuje ,że mój iloraz jest naprawdę bardzo niski. Boję się odezwać,czasem się staram ,ale nie dokońca potrafie cos wymyślić na poczekaniu w relacjach w rozmowie z ludźmi by właściwie coś ująć w słowa ,nie walnąć gafy,a we mnie się wszystko gotuje. Boję się ,że wychowam dzieci na ciamajdy,mój syn już ma zaburzone relacje w kontaktach z rówieśnikami,nie ma przyjaciela,stałego kolegi,w ogóle jet problem ,a chciałby mieć.Widzę jak staje się ofiarą swojego zachowania,kozłem ofiarnym w klasie.Boi się odezwać a jak coś powie to ani to śmieszne ani nie trzyma się kupy. To straszne ,ale odnoszę wrażenie,że mam większy problem niż ja.Dużo czasu spędza z moją mamą i też mi się wydaje,że tutaj jest pies pogrzebany. Relacje z mężem dobre,ale mam wrażenie,że on przywykł do tego,mniej się przejmuje,a też nie jest człowiekiem co potrafiby tupnąć noga by wreście powiedzieć dość. Mama mi wydaje się źródłem kłopotów numer jeden,który wpływa na wszystko inne,ale może się myle.. Proszę o pomoc,bo nie wiem od czego zacząć.
  8. Niedostosowana.

    Witam :)

    Jestem dość młodą dziewczyną, lekko po dwudziestce i... świeżo po próbie samobójczej. Zarejestrowałam się tutaj, żeby móc z kimś porozmawiać, bo mimo wielu przyjaciół, którzy mnie wspierają i jestem im za to bardzo wdzięczna, czuję się trochę samotna z tym wszystkim. Wydaje mi się, że tylko ktoś, kto przeszedł coś podobnego będzie w stanie mnie w pełni zrozumieć i mam nadzieję, że uda mi się w tym miejscu znaleźć kogoś takiego
  9. Potrzebuje pomocy ,bo mam już dosyć relacji z matka która wpływa negatywnie na moje życie i nauczyła mnie czasem bezradności życiowej i słabej samooceny. Mam dwójkę dzieci i widzę jak relacje i zachowanie mojej mamy wpływa na mojego starszego syna. Nie chce ,aby scenariusz powtórzył się co do mojej młodszej córki. Moja matka często ośmiesza się swoim zachowaniem,ocenia mnie,psuje atmosferę i ciągle żyje w poczuciu beznadziejności swojego zachowania. Wielokrotnie inne obce mi osoby zwracały mi uwagę na zachowanie mojej mamy. Jakbyście ją poznali to jak do rany przyłóż. Problem zaczyna się dopiero wtedy kiedy zaczyna coś nie grać np. ktoś zwróci jej uwagę, czy jest zmęczona i nie ma siły nad czymś się głowić potrafi w najlepszego wcześniej przyjaciela zrobić wroga. Potrafi z ludzi ,którzy narobili brudu tak jak mój brat zrobić niewiniątko,że są gorsi by wyjść z twarzą przed innymi. Nie każdy się w to nabiera.Zatruwa też relacje mojego brata,ale z racji tego ,że mój brat wyprowdził się do innego Państwa i ma w dupie jak sam powiedział nie ma takiej styczności z mamą.Chwila na skypie raz na bardzo długi czas mu wystarcza. A gdyby nie ja możliwe ,że by się z 6 lat nie odzywali,a teraz jest jeszcze jej wrogiem w tej kwestii. Niby jakie ona ma relacje z moim bratem,że wszystko wie,żebym się nie wtrącała. Ona załatwi to to ,a to tamto jemu.Syn ,który nie odwiedza matki bo nie ma czasu,wiecznie czasu i zmęczony od ponad dwóch a może trzech lat. Usprawiedliwia Go ,ze strach patrzeć jak niszczy jemu życie swoim zachowaniem . Mój brat nie był nigdy dla mnie prawdziwym bratem takim bratem przyjacielem. Nie ufam mu do końca, chociaż powiedzieliśmy sobie ,że mamy tylko siebie z całej tej pieprzonej rodzinki i dla Naszego dobra postarajmy się być dla Siebie mimo wszystko.Rodzina mojej mamy to sama nie wiem czy nie odzywa się bo odcieli się od mojej matki dla spokoju psychicznego,ale przez to pozrywali mosty ze mną,Czasami czuje się jakby zostawili mi ciężar mojej matki i sama muszę ten ciężar nosić. Czasmi myśle ,że to zwrot wydarzeń za babcię-matkę mojej mamy,którą nie odwiedzam,bo nie chce pójśc do ciotki u której teraz mieszka.Moja mama też zerwała kontakt z matka na dobre jakiś rok dwa lata,po czym jak nadarzyła się okazja-pogrzeb w rodzinie-odwiedziała matkę. Chciałabym odwiedzać babcię,ale tłumaczę sobie miała tak cięzki charakter,też fochna i jak ją bąk ugryzł niedozniesienia,ale tłumaczę sobie ,że ona nie poznaje ludzi i jest jej obojętne gdzie jest i z kim. Zawsze nawzajem z ciotka-siostrą mojej matki i kolejna siostrą było wyciąganie brudów nawierzch,raz dobra ta ,następnie tamta. Samo tak poszło. Teraz widze co wyprawia moja mama i widzę ,że robi się coraz bardziej uciążliwa. Nie wiem co zrobić,Kupiłam dom w okolicach mojej mamy i nie wiem czy sama tego chciałam czy dałam się namówić bardziej mojej mamie.Ogolnie jestem zadowolona z lokalizacji,ale .... No właśnie. Czy trzeba uciekac ,odizolować się. Czytam mądre rady wpisy o relacjach z których jasno wynika,że w mojej sytaucji większość ludzi nawet przez psychologów jej kierowana do zerwania relacji z toksyczna matką. Co zatem ,że wciąż się zastanawiam?Poczucie błędu,że też kiedyś taka będę i zostawiam matkę. Czasem,że jednak sobie nie poradzę.Może to ze jednak to ze mna jest coś nie tak? Ze popełnie błąd odcinając się od tego wszystkiego ? Nie wiem od czego zacząć... Zacznę od tego ,że niechce aby moje dzieci miały tak jak ja.Prosze pomóżcie pOTR
  10. Witam. Mam 34 lata. Jestemy z zona malzenstwem od 3 lat, para od 8. Moja żona jest ode mnie 7 lat mlodsza. Od dluzszego czasu sie bardzo klocimy. Widze jak wielkimi krokami zbliza sie rozwod. I mam kilka pytan czy ktos mogł by mi wyjasnic czy to normalne zachowanie? Mianowicie pewnego dnia zobaczylem u zony w telefonie niepokojace wiadomosci. że kooresponduje z obcym mezczyzna od kilku miesiecy. i to do czasu bylo kilka razy dziennie. samego rana jak otworzyla oczy pisala, na kazdej przerwie w pracy. i wieczorem przed snem. a ostatnim miesiacem wychodzila z domu pod pretekstem spaceru i rozmawiala z nim przez telefon. Gdy sie o tym dowiedzialem i o tym jej powiedzialem to stwierdzila ze to normalne. Ja natomiast uwazam ze to zdrada psychiczna. ona ze nie. pisac z obcym mezczyzna jak sie spalo, co mu sie snilo... rozmawiac co kupil na zakupy?twierdzi ze to taki towarzysz do rozmow z ktorym moze sie smiac przez telefon a ze mna tylko sie kloci. Ja jestem ten ktory ma sluchac problemow dnia codziennego , żali pomagac w codziennych obowiazkach, a z obcym facetem sie smieje? I zatajanie tego faktu przede mna uwaza za sluszne. Przyczynil sie tez do tego moze fakt ze jestem chorobliwie zazdrosny. Albo jeszcze wiele innych czynnikow. Jednym punktem zapalnym byla sytuacja, w ktorej ona sobie postanowila ze adoptuje dziecko swojej siostry, ktora zostawila i wyjechala do innego miasta. a ja powiedzialem ze sie nie zgadzam bo chcialem dziecko zebysmy mieli nasze, urodzone z niej i ze mnie. z naszej krwi...cdn...
  11. ewala

    brak sił

    witam, jestem 38 letnia pracującą mezatka z nastoletnimi dziecmi. Mam dwie wersje kiedy pojawily sie u mnie problemy: pierwsza to gdy przekonalam obecnego meza do powrotu do mnie po zdradzie w wieku 19 lat (jestesmy od 1 klasy liceum wlasciwie razem czyli gdy mialam 16lat) a druga wersja to 3lata temu.. gdy calkowicie odsunelismy sie od siebie. Wtedy odkrylam filmiki porno na laptopie - wtedy pojawily sie sformulowania wobec mnie " stara jestes" wtedy odkrylam ze pali papierosy (co bylo zawsze niedopuszczalne w naszym zwiazku, nawet twierdzil ze jak kogos w domu przylapie na paleniu to wyzuci z domu. moj problem to brak diagnozy co mi jest - brak pomocy (maz nie rozumie co mi sie dzieje, na rodzine czy znajomych nie moge liczyc) szukalam pomocy u psychiatry - nie pomogło, bralam leki antydepresanty - nic nie wniosły; nie widze sensu zycia, fiksuje, dramatyzuje, panikuje, awanturuje sie, zwracam na siebie uwage ale bezkustecznie, wyolbrzymiam, roztrząsam przeszlosc, analizuje bieżace zwroty meza wobec mnie, chce kontrolowac go; nie ufam; nie mam wogole poczucia wartosci wlasnej; gdy cos nie tak jest w domu - nie jestem w stanie pracowac i funkcjonowac; potrzebuje ciaglej bliskosci i czulosci meza. NIe dam rady tak zyc, wiem ze musze cos zrobic ale nie moge znalezc osoby ktora mi pomoze (internet, wizyty u psychiatry, porady psychologiczne przez email - na razie nic nie wyszło), rozmawiam z mezem a raczej wybucham gdy juz nie wytrzymiuje, probuje tłumaczyc moje odczucia, zachowanie. Obecnie totalnie ulegam zeby tylko byl ze mna. Caly czas chce mu podobac sie; reaguje na kazdy jego zwrot: " popatrz jakie ma fajne ..." (kupuje bielizne, cwicze zeby mu sie podobac). Potrzebuje kogos kto mi powie ze pomoze - ze podniose sie z tego i moge jeszcze zyc
  12. Jestem 21 letnią kobietą. Studiuję. Dwa lata temu wyprowadziłam się z mojej małej miejscowości do dużego miasta, oddalonego o 150 km. Zamieszkałam z moim partnerem, z którym jestem w związku od 4 lat. Nie mamy dzieci. Mój partner pół roku temu miał ciężki wypadek, co bardzo mocno wpłynęło na siłę mojej psychiki. Jednak moim problemem jest relacja z mamą. W zasadzie problemy zaczęły się tuż po mojej maturze i potwierdzeniu wiadomości o moim wyjeździe na studia. Od zawsze kłóciłam się z mamą, jednak najboleśniej odczuwałam to właśnie wtedy. Moja mama jest osobą zamkniętą w sobie, często miewa napady, kiedy czuje się beznadziejna. Od zawsze była moją przyjaciółką, skarbnicą tajemnic, wiedziała o mnie wszystko. Bardzo polubiła i doceniła mojego partnera, pomimo przekonań nie przeszkadzało jej to, iż zamierzamy zamieszkać ze sobą przed ślubem. Jednak z miesiąca na miesiąc moja relacja z mamą stawała się coraz cięższa. Myślę, że decydującym w tej kwestii jest to, że nie mam rodzeństwa, a mój tato obecnie przebywa za granicą. Mama została sama. Mam wrażenie, że wini mnie o to. Szereg problemów począwszy od długów po jej samotność mocno odbija się na moich relacjach z partnerem. Przestałam cieszyć się cotygodniowymi przyjazdami do domu rodzinnego. Każdy rozpoczyna się strachem, o co tym razem moja mama będzie miała do mnie pretensje, a kończy się żalem, poczuciem winy, że znów zostawiam ją samą i echem słów, których chyba żadne dziecko nie chciałoby usłyszeć od rodzica. Myślę, że przez jej ciągłe pretensje oraz moją zależność finansową - z uwagi na ciężki kierunek studiów i chorobę partnera ciężko jest mi znaleźć dobrą pracę w ludzkich godzinach - ciężko jest mi podjąć całkowicie samodzielne życie. Sytuacja zmieniła się tuż po wypadku mojego partnera. Mama zaczęła mnie traktować jakbym nie potrafiła sobie poradzić w życiu. Przeszłam już naprawdę wiele i wiem, że jestem w stanie poradzić sobie w życiu, ale ona traktuje mnie jak dziecko. Zawsze była dla mnie wsparciem, a tymczasem, kiedy przyjeżdzam czasami z płaczem, bo zwyczajnie już nie radzę sobie z ciężarem cierpienia mojego partnera, ona zbywa mnie, mówiąc: "a co ja mam powiedzieć?". To strasznie boli. Mama ponadto neguje wszystkie moje decyzje. Nie pozwala mi samodzielnie zająć się domem, podważając wszystko, co robię i udowadniając, że nie potrafię, że ona wie lepiej, bo jest starsza. Ma pretensje, kiedy chcę spotkać się z jedyną przyjaciółką. Najgorszym jest chyba to, że zaczęła - mówiąc kolokwialnie - czepiać się mojego partnera - o wszystko. Nie mówi mu tego wprost, zazwyczaj po jego wyjeździe zaczyna mówić mi, że jest przemądrzały, że woli przebywać u swojego ojca, niż u niej, że krzyczy na mnie, kiedy się kłócimy - a przecież wszyscy ludzie w związkach czasami się kłócą -, usłyszałam nawet spekulacje na temat tego, czy faktycznie do siebie pasujemy. Jednocześnie potrafi poprosić go o pomoc i być wdzięczną, pochwalić go i docenić. Czuję, jakby urodziła mnie kobieta o dwóch osobowościach. Raz - docenia mnie i mojego partnera, a innym razem potrafi mnie karcić i stwarzać dziwne aluzje na temat tego, czy to aby na pewno dobry facet. Wczoraj przelała się czara goryczy. Zostałam obwiniona o jej depresję, o jej poświęcenie na moje wychowanie, o to, że nie pracowała, bo musiała mnie wychowywać i teraz nie potrafi dogadać się z ludźmi. Nie wiem, co mam zrobić. Opowiadam dużo mojemu partnerowi, który nie aprobuje zachowań mojej mamy. Nie wiem, czy mam słuchać mamy i zastanowić się nad moim związkiem, czy słuchać mojego partnera i odseparować nieco mamę od naszego życia. Jestem w rozsypce, rozżalona i sfrustrowana. Nie mam ochoty żyć, marzę o normalnych zdrowych relacjach między mną a moją mamą i między moją mamą a moim partnerem. Ta sytuacja ma ogromny wpływ na moje samopoczucie, powoli przestaję sobie radzić z wyrzutami sumienia, że zostawiłam mamę, a jednocześnie mam wrażenie, że ona celowo mną manipuluje, abym właśnie tak się czuła, rzuciła studia, rozstała się z partnerem i była na każde jej zawołanie. Czy powinnam rozmawiać o tym z moim partnerem? Czy powinnam posłuchać mamy i zastanowić się nad moim związkiem, choć ja niczego negatywnego w nim nie dostrzegam? Jak poradzić sobie z wpływem mamy na moje życie i decyzje? Jak uniezależnić się od niej i jej manipulacji, aby żadna ze stron nie ucierpiała? Czy to normalne, że widzę u niej zazdrość o to, że zaczynam układać sobie życie inaczej niż ona? Czy to normalne, że dopiero po dwóch latach życia z moim partnerem bez ślubu mama zaczyna mnie na ten ślub namawiać, a wręcz naciskać, popierając to argumentem: nie układa ci się w życiu, bo nie macie ślubu.? Czy moja mama jest chora? A może ma menopauzę? Pomocy, błagam.. Zapłakana i pozbawiona chęci do życia K.
  13. Witam, jestem aktualnie w 39 tygodniu ciąży z moim partnerem mieszkamy razem od około 9 miesięcy, sek w tym ze im bliżej porodu tym miedzy nami jesy gorzej. Chciałam wspomnieć ze zawsze byłam osoba wesoła, uśmiechnięta pełna optymizmu i czekałam na to co przyniesie każdy nowy dzien. Od momentu kiedy jestem z moim obecnym partnerem wszystko sie zmieniło. Zaczęło sie od krytyki od tego ze on wszystko wie najlepiej, ze ja nic nie potrafię, ze jestem leniwa, ze jak czegoś nie umiem to mam go słuchać i koniec kropka, pozniej doszły zdrada, albo jedna o ktorej rzekomo wiem chociaz on nigdy sie nie przyznał , na początku mu uwierzyłam i wybaczyłam bo sie zarzekał i był taki przekonujący ale teraz wiem ze sie pomyliłam, myślałam ze jak razem zamieszkamy wszystko zmieni sie na lepsze ale w rzeczywistości zmieniło sie na gorsze. Zobaczyłam ze ten człowiek jest nieludzki, ze myśli tylko o sobie, ze nawet to ze jestem w ciąży nie powstrzyma go przed robieniem mi awantur. Od początku ciąży zyje w ciągłym stresie, jestem poniżana, popychana, dochodzi do rękoczynów , ostatnio wyzwal mnie od szmat i dziwek i mowi ze to wszystko moja wina bo go prowokuje, ostatnio przez jego przepychanki nie mogłam chodzić, z wysiłku cos mi sie naciągnęlo i nie byłam w stanie normalnie funkcjonowac, najgorsze jest to w wiem w ejsy potworem a nada z nim mieszkam. W życiu nie myślałam ze bede tak głupia. On ciagle uważa ze wszystko jest moja wina, nie powiem E jestem święta, ale chyba nic nie usprawiedliwia przemocy wobec kobiety w ciąży, nie moge na niego liczyć kiedy jest zły tomgsubym ścięła rodzic musiałabym jechac do szpitala sama. Nie wiem co robić , tak mi zal mojego dziecka liczyłam ze po porodzie moze sie zmieni ale czy mozna wybaczyć komuś takie traktowanie ?! Nie chce w mną rozmawic, denerwuje go jak jesyem obok, jak o dotykam jak mowie i jesCze dochodzi przemoc. Powinnam o nim zapomnieć ale tez sie boje ze jak odejdę on zrobi mi z zycia piekło. Wolałabym zeby nie chciał mieć kontsktu z dzieckiem.
  14. Witam. Postaram się streścić. Zawsze miałam problem z teściową. Teść się mało odzywa. Zawsze kierowała w moją stronę złośliwe uwagi. Przed ślubem, że mam krótkie nóżki i jestem kurduplem. Po ślubie, ciąży wyrywała mi córkę, jak płakała, to mówiła, żeby poszła do mleczarni, czyli mnie. Mówiła, jak przytyłam po ciąży, że będę gruba, bo moja mama jest gruba, że jestem głupia. Na święta zaprosiła matkę dziewczyny brata mojego męża, mojej wcale. Tak samo po ślubie, na naszych poprawinach była tylko rodzina męża. Dowiadywałam się od osób trzecich, że chowam dziecko pod kloszem, bo nie pozwalam całować je w usta, że nie chcę przebywać z teściami, bo jak przyjeżdżam do nich co weekend, to idę na górę kąpać dziecko z mężem. W końcu wszystko we mnie pękło, kiedy usłyszałam, że cukrzyca, to nie choroba. Została mi po ciąży. Mąż zadzwonił do niej i powiedział, co o tym myślimy. Zadzwoniła do mnie z pretensją, że on na nią krzyczy, że ona jest teściówą, to zawsze będzie ta gorsza, że ona jest najgorsza. Wtedy coś we mnie pękło i powiedziałam, co myślę. Najpierw prosiłam o rozmowę nie przez telefon, ale atakowała coraz bardziej. Później były święta, również zostałam potraktowana jak śmieć. Mąż wstawił się w mojej obronie. To jego teraz też unikają. Obmowili nas przed całą rodziną. Teraz brat męża bierze ślub. Mąż chce pójść, pomimo, iż brat zaprosił go od niechcenia 7 dni przed terminem potwierdzenia zaproszenia. Dał mu zaproszenie przez próg. Czy powinnam pójść? Żeby mąż nie był odsunięty od rodziny?? Proszę o pomoc
  15. Witam. Od 19 lat jestem mężatka. Mam dwójkę prawie dorosłych dzieci. Prowadzę firmę, gdzie często zmagam się z trudnościami ale nie potrafię porozumieć się z mężem. Odkąd pamietam mąż zawsze mnie krytykował, nie podejmował żadnych decyzji a wszystkie które musiałam podjąć ja zawsze w jego ocenie były błędne. Kiedy w mojej firmie pojawił się kryzys i problemy finansowe powiedział ze jestem beznadziejna i na niczym się nie znam. Oczywiście jak były dobre czasy to nie mówił nic. Od kilku lat nie dostaje od męża choćby kwiatka z okazji moich urodzin czy imienin, twierdzi ze nie miał czasu kupic albo ze nie ma pieniędzy. Wszystko jest na mojej głowie. Jeśli mam inne zdanie jak mąż zawsze jest awantura wiec przestałam się wypowiadać przy nim. Ostatnio poszłam do fryzjera, nie było mnie jakieś 3-4 godziny i powiedział mi, ze pewnie gdzies byłam się ruch... bo przez ten czas to można zrobic przeszczep włosów. Próbowaliśmy terapii ale jak widać to nie działa. Chce się z tego uwolnić ale nie wiem jak, nie mam siły. On każda awanturę przerabia tak ze wmówi mi ze to moja wina i ze ja go zdenerwowałam dlatego on tak się zachowuje. Nie wiem czy to normalne? Może powinnam skorzystać z jakiejś terapii? Czy to jest toksyczny zwiazek, który powinnam skonzyc, czy To ja jestem nienormalną?
  16. Martyna1923

    Pomoc w rozstaniu

    Witam, poznałam jakiś czas temu w internecie 2 lata młodszego chłopaka. Od początku pisał do mnie rzeczy sugerujące, że liczy na dłuższą relację. Początkowo nie reagowałam na to, ale później postanowiłam dac mu szanse chociaż na wszystko patrzyłam z przymrużeniem oka. Nie uważam że relacje nawiazywane w internecie są poważne. Chłopak szybko sie zaangażował, zaczął pisać że mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Stwierdziłam, że rzuca po prostu słowa na wiatr, ale teraz okazuje sie, ze mówił wszystko poważnie. Dzisiaj przez cały dzień pisał mi, ze jest smutny i juz nie wytrzymuje ze swoją zazdrością, musi się jakoś wyżyć. Twierdzi, że jestem jego jedynym sensem życia i beze mnie nie ma po co żyć. Chciałabym skończyć tą znajomość, bo nie widzę w niej żadnej przyszłości. Po jego wiadomościach boje sie jednak, ze gdy zrobię to tak po prostu z dnia na dzień on tego nie wytrzyma i zrobi sobie krzywdę. Jak mam mu powiedzieć, że nie chce już z nim utrzymywać kontaktu? Dziękuję i pozdrawiam. Martyna, 19 lat.
  17. Witam, mam 23 lata i odkąd pamiętam moja matka nadużywała alkoholu, była wybuchowa, niezwykle impulsywna, miała huśtawki emocjonalne, wiązała się z agresywnymi mężczyznami i wiele innych.. Nasz dom był pełen przemocy i awantur. Życie z nią było koszmarem. Nie szanowała siebie i innych. Często groziła, że się zabije, że czuje się samotna. Kłóciła się z przypadkowymi ludźmi na ulicy i w sklepach. Zawsze obwiniała wszystkich wokół siebie a najbardziej swoją matkę, z którą od zawsze miała kiepski kontakt. Ze znajomymi, którzy starali się jej pomóc zrywała kontakt i tak została jej tylko mała grupka znajomych z marginesu społecznego. Mama miała zawsze dużą kontrolę nade mną i zabraniała mówić o tym co się dzieje w domu. Okłamywała siebie, mnie, rodzinę i przyjaciół, ale mimo tego miałem z nią dobre relacje. Najgorszy kontakt z mamą był w momencie kiedy wchodziła w kolejny chory związek, wówczas nie liczyło się dla niej nic tylko ten facet z marginesu, który pił, bił i był bezrobotny. W tych chorych związkach potrafiła zrywać z nimi po kilka razy w tygodniu. Gdy partner odchodził na dobre mama przepraszała rodzinę i mnie, obwiniała się i płakała, często zaprzeczała niektórym wydarzeniom. Rodzina i ja zawsze wybaczaliśmy a po jakimś czasie było znów to samo. Gdy miałem 18 lat wszystko się nagle uspokoiło. Uwierzyliśmy, że jej po prostu przeszło. Niestety pół roku temu mama zaczęła znów pić, znalazła się w kolejnym patologicznym związku, zaniedbała pracę i znalazła się na dnie. W momencie gdy daliśmy jej znać, że przekroczyła wszelkie granice odwróciła się od nas. Na dzień dzisiejszy mieszkam za granicą a rodzina w tym samym mieście co ona. Jak możemy jej pomóc skoro ona udaje, że problemu nie ma i nie chce iść na terapię? Powtarza, że nie ma problemu i jest dorosła.
  18. Dzień dobry, sprawę mam wybitnie skomplikowaną... Była nas trójka. Ja, mój chłopak i moja przyjaciółka. Żadne z nas zdrowe psychicznie. Mój chłopak okazał się być moją dziewczyną z depresją. Ja okazało się, mam borderline. Przyjaciółka niby z fobią społeczną. Chodzimy do jednej terapeutki, u mojej dziewczyny również podejrzewa bpd. Z moją dziewczyną byłam jedenaście lat, z przyjaciółką znam się nieco dłużej. Ja, jako border miałam często problem z zazdrością, szczególnie na początku związku, ale nauczyłam się nad tym panować. W trójkę zawsze byliśmy bardzo blisko, ufałam im, wiedziałam, że nic się między nimi nie wydarzy, tym bardziej, że przyjaciółka utrzymywała, że jest aromantyczna i aseksualna. Otoczenie zwracało mi uwagę, że pozwalam na zbyt wiele, ja natomiast odrzucałam od siebie te myśli, uważając się za toksycznie zazdrosną. Od stycznia zaczęli chodzić na terapię. W maju przyjaciółka napisała do mojej dziewczyny, że czuje do nas coś więcej - zarówno do mnie jak i do niej. Padła propozycja życia w trójkę, ale za moją zgodą. Niestety zanim dowiedziałam się o tym przez przypadek, w wiadomościach padały propozycje np. wspólnego całowania. Wściekłam się, powiedziałam, że nie ma mowy, na nic takiego się nie zgadzam. Zaproponowali, że nadal będziemy się przyjaźnić i nie będą robić rzeczy, na które na nie wyrażam zgody. Byłam u psychologa, która uświadomiła mi, że ta relacja nie jest zdrowa - przyjaciółka za bardzo się do nas przywiązała i znalazła sobie jakby drugich rodziców, wykorzystywała nas i nasze zaufanie. Kiedy im o tym powiedziałam, zaczęły się manipulacje z jej strony. Wmawiała jej, że jestem dla nich zła, że wszystko psuję, że trzymam go w klatce, że nadal jestem toksycznie zazdrosna a ja niestety dałam się "przyjaciółce" prowokować i reagowałam słowną agresją. Doszło do tego, że "przyjaciółka" wmawia jej, że ją zabiję, będę stalkować, kiedy napiła się u mnie ostatnio soku i zachciało jej się spać, wpadła w panikę, że dałam jej tabletkę gwałtu (gdzie nigdy nikomu nie robiłam takich rzeczy!). Moja dziewczyna będąc w tragicznej kondycji psychicznej, tego właśnie potrzebowała - za problem swojego cierpienia uznała nie chorobę, tylko mnie. Nie dostała jeszcze hormonów zmiany płci, ciągle jest w trakcie sporządzania opinii. Koniec końców, zdradziła mnie i odeszła do "przyjaciółki" Ja nadal ją kocham, staram się tłumaczyć, w jaki sposób działa "przyjaciółka", ale ona niestety jest zaślepiona i uzależniona o jej "pomocy". Nie mam pojęcia jak ją z tego wyrwać. Ona go niszczy. Chcę jej pomóc, chcę pomóc sobie, chcę abyśmy nadal były razem. Ona codziennie mówi co innego - raz, że nigdy mnie nie kochała, potem że kocha mnie nadal, następnie, że nie wie w ogóle czym jest miłość. Bardzo cierpię z powodu rozstania, była całym moim życiem, całą inspiracją i motywacją do działania, do leczenia. Nie wiem co mam zrobić, jak ją przekonać, że razem będziemy szczęśliwe? Jak wyrwać ją ze szponów manipulującej przyjaciółki...? Wszyscy dookoła mówią, że nie "nie jest mnie warta", że powinnam ją zostawić. Ale ja tak nie chcę - jest mi bardzo bliska, wiem, że jest zagubiona. Niestety w jej oczach, mimo moich starań jestem cały czas "tą złą" a przyjaciółka "tą ratującą". Kiedy jestem miła, uważa, że to ja manipuluję. Nie mam już pojęcia co zrobić, żebyśmy były szczęśliwe.
  19. Lullabypp

    Wszystko o dziwnosci

    Witam Proszę o pomoc. Jestem że swoją dziewczyną para od 6 miesięcy,wcześniej była z kimś przez 10 lat.Kto bardzo mocno ja zepsuł,przestała marzyć,mieć oczekiwania,wiele razy ja zawiódł,ona wciąż o nim myśli. Wciąż chce z nim rozmawiać i mówi m8 że to nic złego.Po tym związku jedynie co posiada to depresję i myśli samobójcze,biorąc również pod uwagę fakt że rodzina wypomina jej wagę,brak ćwiczeń.Pofraz się coraz bardziej w sferze nienawidzę siebie i nie chce nikogo i niczego w tym życiu.Jak mogę jej pomoc i pomoc przy okazji sobie by była że mną w 100%,by zaczęła żyć i marzyć ? Proszę o pomoc bo nie wiem co mam już robić
  20. Po śmieci męża chciałam chyba zbyt szybko zastąpić go i mieć normalne życie jak kiedyś tylko ze nie jestem sama mam 6 letnia córeczkę która jest dla mnie priorytetem ....chciałam żeby miała tatę tak jak inne dzieci i szczęśliwa rodzine jak dawniej dodam ze jej tato był cudownym człowiekiem przez 7 lat pokłóciliśmy się tylko 1 raz ..... oczywiście ze nie wymagałam tego od nowego związku kłótnia jest częścią życia akceptowana przezemnie po burzy zawsze wychodzi słońce ... ale do rzeczy Znalazlam kogoś kto pokochał moja córeczkę i byłam szczęśliwa przez moment szybko wzięliśmy ślub bo on już miał 37 lat i wiedział czego chce a ja naiwna myślałam ze to na mnie czekał i dlatego nigdy wcześniej się nie ożenił i nie miał dzieci bo taki mądry ..... no cóż jesteśmy po ślubie już 1,5 roku mówię już bo sama nie wiem jak to znoszę .... klocimy się 2 razy w tygodni po każdej kłótni zamyka się w sypialni na około 3 dni a gdy już wychodzi z niej udaje jak gdyby nic się nie stało ... tylko ze ja tak nie umiem ale jego to nie obchodzi ... jak mnie zrani nie zna słowa przepraszam ... a nawet jak je wypowie to szybko i niezrozumiale żeby mieć to już za sobą .... jego przeszłość nie istnieje żadnych zdjęć żadnej rozmowy na ten temat a tak najlepiej żebym nie miała tez przeszłości bo mówić mi nie wolno o niej ... mówi mi ze mam baypolar nawet nie wiem jak to się pisze ale z troski o siebie poszłam do psychologa bo tak jest zle ze myślałam ze może smierć męża a pozniej mamy mogła w jakiś sposób zmienić mnie albo skrzywdzić emocjonalnie .... niestety niczego takiego nie usłyszałam a z nim nie mogę pójść bo się nie zgadza ... Zawsze chciałam mieć rodzine to dla mnie był priorytet ... nie zdradzam nie mam tego w zwyczaju a ciagle jestem o to oskarżana ,mój telefon przeszukiwany moje kata w banku każe ma gps założyć żeby wiedzieć gdzie jestem ale ja tak nie lubię a gdzie tu zaufanie ... a przy tym co robi traci jeszcze moje do siebie ... szantażuje mnie moim dzieckiem , mówi ze jestem niewdzięczna , głupia ... prawie wogole już z nim nie rozmawiam bo boje się ... boje się ze zranię córeczkę jak odejdzie nie mogę mówić o pracy bo wszystkich facetów odbiera sexualnie do nie a koleżanki dziwki ... nie wiem czego mam się spodziewać jutro nie ... nie mogę się uśmiechać do ludzi ani z nimi rozmawiać bo mi mówi ze kogoś szukam nawet ubranie mu moje przeszkadza .... pracuje zarabiam na siebie i córeczkę obowiązki domowe tez do mnie należą a on mi każe być wdzięczny za to ze ze mną jest a co ze mną ... ? Czy ja gdzieś w tym wszystkim jestem ... siedze nocami i płacze modlę się rozmawiam do nieba bo do przyjaciół mi wstyd ze znów mi w życiu nie wyszło ... wiem ze to zły związek ale nie potrafię odejść bo moja coreczka nazywa jego tata a moje serce płacze ..,.
  21. Witajcie, mam na imię Natalia, mam 33 lata, jestem mama rocznej Emilki. Od 18 roku zycia (juz 15 lat) cierpie na zaburzenia odzywiania, przeplatane z depresja. Od kilku lat lat moja waga jest w normie (około 18 BMI). Wiele lat terapii, farmakoterapii, 2 pobyty w szpitalu. Obecnie sie nie leczę. brak mi czasu. Rewelacji nie ma, ale jakos sie trzymam. Ale nie o mnie tu chodzi. Zauważyłam że "przerzucam" na moje dziecko. Bardzo kontroluję jej jedzenie, stałe godziny posiłków, jakosc musi byc zawsze najlepsza, szału dostaję gdy ktoś inny da jej coś spoza listy rzeczy dla niej przeznaczonych.Gdy ona domaga sie czegos "ponadprogramowego" również bardzo sie denerwuję. Z wagi problemu zdałam sobie sprawę gdy ostatnio zważona straciła na wadze. Poczułam się tak jak wtedy gdy to ja chudłam. Boje sie ze wyrządze krzywde mojemu dziecku, staram sie nad soba panowac , ale zdaje sobie sprawę ze za chwile to ona będzie decydowała o tym co i kiedy je. czuje że bedzie tylko gorzej... Czego oczekuję? jakiejs złotej mysli, porady która trafi w sedno i da mi do myslenia
  22. Witam, mam 24 lata i jestem kobietą. Potrzebuje porady, wskazówki od osoby mającej doświadczenie i odpowiednie kwalifikacje. Sytuacja w której się znajduje trwa już od kilka lat, jednak ostatnio bardzo się ona nasiliła. Chodzi o bliską mi osobę. Jej sytuacja rodzinna, relacje z rodzicami w dzieciństwie były na złym poziomie. Były problemy z alkoholem, zdarzały się akty przemocy (bicie, wyzywanie, dzieci musiały uciec z domu). Ta osoba w obecnej chwili gdy tylko sięgnie po alkohol staje się zupełnie innym człowiekiem. Jesteśmy z sobą blisko, zawsze pomagam jej w tych chwilach jednak ostatnimi czasami, gdy tylko poziom alkoholu "zostanie przekroczony", osoba ta staje się agresywna w stosunku do innych osób oraz mnie. Zdarzało się, że zostałam uderzona, a złe słowa, obrazy, ranienie słowami - pojawiają się za każdym razem. Gdy tylko wytrzeźwieje wszystko jest w porządku, wiem że osoba ta nie chciała tego zrobić, i nie przejawia takich zachowań w stanie trzeźwości. Czy zdarzenia z przeszłości (dzieciństwa) mogą mieć taki wpływ na to jak ta osoba zachowuje się będąc pijana? Jak jej pomóc jeśli rozmowy, prośby nie skutkują? I wreszcie, jak ja powinnam się zachować jeśli po alkoholu jestem tak bardzo źle traktowana?
  23. Witam, Szukam pomocy dla mojego brata, lat 35. Od wielu lat cierpi on na mase roznych chorob i fizycznych (borelioza, zzsk) oraz psychicznych (depresja, nerwica). Moj brat nie ma przyjaciol, zony czy dziewczyny, mieszka z rodzicami, ktorzy sa bardzo toksyczni - mama ciagle krzyczy i wyzywa od najgorszych, tata jest uzalezniony od pornografii w internecie. W przeszlosci bardzo duzo sie klocili i tata bil mame, czego moj brat zawsze byl swiadkiem. Od urodzenia mial guza na glowie, ktorego operowano gdy skonczyl 18 lat, ale zanim to zrobiono, mial wiele zakazow- nie mogl bawic sie z rowiesnikami jak inni aby przypadkiem nie uderzyc sie w glowe i nie naruszyc guza. Dzieci w szkole zawsze sie z niego smialy. Gdy byl nasolatkiem, zawsze go przesladowali, gonili i chcieli bic bo nie moglo sie bronic. Gdy dorosl, probowal szukac pracy, ale zawsze mowil ze go wszystko boli i nie moze isc do pracy. Lekarze zdiagnozowali go jako hipohondryka, i porzez wiele wiele lat bral leki na depresje. Kilka lat temu moj brat sam postanowil zrobic sobie badania i wykryl borelioze oraz zzsk. Lekarze zmienili kurs leczenie i oprocz antydepresantow, przepisali mase antybiotykow. Jest na antybiotykach i antydepresantach juz wiele lat, ale nic nie dziala. Jest on w bardzo zlym stanie i psychicznym i fizycznym, ciagle pisze mi ze chce umrzec. Ja jestem coachem zdrowia i wiem ze jego nawyki zywieniowe (dieta bardzo uboga w skladniki odzywcze, duzo cukru, bialego chleba i niskiej jakosci wedlin) nie pomaga w zyskaniu sil do walki z chorobami a wrecz sprawia ze czuje sie gorzej. Do tego sytuacja w domu wplywa bardzo zle na jego stan psychiczny. Niestety, jako mlodsza siostra, nie mam sily przebicia. Nigdy nie mielismy silnej wiezi, on zawsze byl zazdrosny o mnie (byl jedynakiem do 7 roku zycia). Do tego, nie mieszkam w Polsce tylko w Meksyku i jedyna forma komunikacji to internet. Moj brat uwaza ze dieta to fanaberie i calkowicie nie wplywa to na jego zdrowie. Jakiekolwiek proby przekonania go do zmiany nawykow koncza sie klotnia - mowi mi ze jestem glupia i nic nie wiem, ze jego choroba jest nieuleczalna i nic mu nie pomoze. Do tego twierdzi, ze nie jest w stanie jest zdrowo, bo nie czuje sie na silach zeby gotowac a na miescie mozna kupic tylko fast foody. Uwazam, ze o jest auto sabotaz, ze on podswiadomie chce byc chory. Przyczyna moze byc to ze nigdy z nikim nie przerobil to co dzialo sie w domu, to jak zmarla babci a (z ktora byl bardzo blisko), to jak go przesladowali w szkole itp itd. Szukam pomocy osoby z zewnatrz, gdyz ja zbyt emocjonalnie do tego podchodze. Bylabym wdzieczna za jakakolwiek pomoc w tej sprawie. Pozdrawiam Joanna D.
  24. RandomGirl

    Samotność.

    Hej, mam 18 lat. Mój "problem" zaczął się właściwie kilka lat temu, może około 5, jednak będąc młodszą miałam nadzieję, że to przejdzie z wiekiem. Polega to na tym, że nie jestem w stanie zwlec się z łóżka, codziennie mam napady płaczu, czasami z konkretnego powodu, czasami z bezsilności. Nie widzę dosłownie w niczym sensu. Nie mam ochoty wychodzić z domu, widywać się z przyjaciółmi ( po za tym kiedy już to robię i tak wracam jeszcze bardziej nieszczęśliwa i samotna ). Przeraża mnie ta jedna pustka, którą najczęściej czuję. Mam przez to problemy z koncentracją w szkole, moje myśli odbiegają za każdym razem kiedy próbuję się na czymś skupić. Moja rodzina nie widzi żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, twierdzą, że wszystko sobie zmyśliłam i że nigdy nic mi się nie chce. Prawda jest jednak taka, że najmniejsze obowiązki sprawiają mi trudność. Nie jestem osobą leniwą, wręcz przeciwnie. Jednak czuję jakby moje ciało zawsze było splątane łańcuchami. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić o pomoc, ponieważ cała rodzina myśli o mnie tak jak Ci najbliżsi, przyjaciele nie rozumieją, nawet kiedy wprost proszę o pomoc. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
  25. Jestem 20-letnią studentką i odkąd pamiętam jestem typem introwertyka: dobrze się czuję w samotności, lubię ciszę, wystarcza mi tylko kilka najbliższych osób itp. Od pewnego czasu- 2, może 3 lat, zauważyłam u siebie, że szybko się ludźmi nudzę: bywają relacje, że z kimś się zaprzyjaźniam a po jakimś czasie- maksymalnie roku- jestem nimi zmęczona, nie mam ochoty dłużej utrzymywać znajomości a równocześnie brakuje mi odwagi, żeby to skończyć, bo czuję, że to wobec nich nie w porządku- nie zrobili nic złego i zachowują się wobec mnie dobrze, nie chcę ich ranić ani żeby pomyśleli, że od początku miałam w zamiarze ich "zostawić" jak tylko się do mnie przywiążą. Z tego powodu całe podtrzymywanie relacji z mojej strony jest wymuszane, na siłę, nie darzę żadnego z moich przyjaciół takimi uczuciami, jakimi oni deklarują, że darzą mnie- są mi niemal obojętni. Szukałam winy w nich, ale nie zrobili nic, co spowodowałoby zniwelowanie moich uczuć. Zawsze mi ma nich zależało i nagle te uczucia wygasły. Sama mam poczucie, że PRAGNĘ wszystkie te relacje zakończyć: z moją przyjaciółką od 4 lat, z moim przyjacielem i nową przyjaciółką, ale czuję też, że to nie byłoby dobre, bo może jednak powinnam się ogarnąć, odwzajemnić uczucia i brnąć w to dalej. Moje pytanie: czego to może być przyczyną, dlatego nagle tracę uczucia do drogich mi osób i co robić?

O nas

Psychologiczna i obyczajowa platforma Ocal Siebie oferuje treści psychologiczne, forum dyskusyjne monitorowane przez terapeutów oraz pomoc psychologów online. Gabinet zajmuje się sprawami takimi jak: diagnoza psychologiczna, leczenie depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania, terapia tzw. syndromu DDA, psychoterapia stresu pourazowego, terapia par, małżeństw i indywidualnych osób dorosłych.

Gabinet Ocal Siebie to centrum psychoterapii bez granic - platforma, na której bez względu na miejsce pobytu można uzyskać polskojęzyczną pomoc psychologiczną przez Internet!

Psychoterapia przez Internet

Na naszej platformie pracują polecani, skuteczni psychologowie i psychoterapeuci online, przez Skype. Oferują pomoc psychologiczną i terapię poznawczo-behawioralną. Psycholog online to rozwiązanie wygodne i skuteczne. W zespole Ocal Siebie pracują wykwalifikowani specjaliści, doświadczeni psycholodzy.

Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype

Porady psychologiczne przez Internet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.