W ostatnich dniach w sieci krążyły zdjęcia Krzysztofa Stanowskiego (kandydat w wyborach prezydenckich 2025) z warszawskiego klubu go-go. W części ujęć mogło wyglądać, jakby pracownica klubu siedziała mu na kolanach. Sam Stanowski opublikował jednak stopklatki z innej perspektywy i wskazywał, że kobieta siedziała obok, a „efekt kolan” wynikał z kąta i kadru. To dobry pretekst, by porozmawiać nie tyle o samym człowieku (którego życia prywatnego nie znamy), ile o mechanizmach społecznych: jak powstaje „skandal”, czemu tak chętnie w niego wierzymy i dlaczego obraz — zwłaszcza pojedynczy — potrafi przejąć kontrolę nad naszymi ocenami.
Ludzkie poznanie działa szybko i ekonomicznie. W literaturze psychologicznej można natknąć się na stwierdzenie, że człowiek jest skąpcem poznawczym, ponieważ statystyczna osoba oszczędnie rozporządza energią w sytuacji wymagającej intelektualnego wysiłku sytuacji. Gdy widzi zdjęcie, mózg natychmiast, rozpoznaje układ ciał, dopasowuje go do znanych schematów („intymna sytuacja”, „prowokacja”, „kompromitacja”), buduje narrację przyczynowo-skutkową. Problem w tym, że zdjęcie jest dwuwymiarowym wycinkiem rzeczywistości. Perspektywa, ogniskowa i moment naciśnięcia migawki potrafią stworzyć złudne wrażenie odczytywane jednak jako fakt. Właśnie z tego powodu materiał z innego kąta bywa game-changerem — nie dlatego, że „ktoś nagle stał się święty”, lecz uwagi na to, iż zmieniły się dane wejściowe, na których mózg opiera wnioski. Ukazanie czegoś pod określonym kątem może być dla danej osoby korzystne lub niewygodne.
W sieci szczególnie dobrze rozchodzą się treści, które wywołują silne emocje: oburzenie, pogardę, szyderę, satysfakcję z „przyłapania”. To emocje wysokiej gotowości — pchają do reakcji, komentarza, udostępnienia. Z psychologicznego punktu widzenia „skandal” spełnia kilka funkcji: upraszcza świat („dobry vs zły”, „hipokryta vs demaskatorzy”), daje poczucie moralnej wyższości bez realnego kosztu i pozwala podbudować się, daje zastrzyk adrenaliny, buduje wspólnotę („my, którzy wiemy i oceniamy”). To nie znaczy, że krytyka zawsze jest zła. Chodzi o to, że w trybie oburzenia łatwo przejść od faktów do fantazji, a od oceny zachowania do odczłowieczania człowieka. Przestaje się odnosić do zachowania, a zaczyna personalnie atakować osobę - atak te nierzadko bywają liczne, skomasowane, okrutne, przez co trudno się przed nimi bronić, a jeszcze ciężej zrehabilitować się po ewentualnym błędzie (jeśli do takowego rzeczywiście doszło).
Ta historia świetnie pokazuje różnicę między: dowodem (co naprawdę widać i z ilu źródeł), interpretacją (co to ma znaczyć), konkluzją moralną (co o kimś „świadczy”). Gdy pojawiają się nowe informacje (np. stopklatki z innej perspektywy), zdrowy psychicznie proces to korekta wniosków. Ale internet często działa odwrotnie: raz przypięta etykieta („ten z klubu, ten od kolan”) zaczyna żyć własnym życiem, niezależnie od sprostowań, niezależnie od prawdy.
Wątek klubu go-go dotyka obszaru silnie obciążonego społecznym wstydem: sfery intymnej, „moralności publicznej”. Część reakcji wynika nie z troski o standardy, tylko z automatycznej potrzeby zawstydzania: „przyłapany = skompromitowany”. Warto tu rozdzielić kilka spraw: legalność i zgoda (to fundament), spójność z deklarowanymi wartościami (to może być przedmiotem debaty), stygmatyzowanie kobiet pracujących w takich miejscach (to często ukryty, a brutalny komponent komentarzy). Nawet jeśli ktoś nie popiera takich rozrywek, to publiczny lincz i insynuacje rzadko są „obroną wartości” — częściej są sportem kontaktowym.
Kilka prostych, rozsądnych zasad, które pozwolą zachować zdrowy dystans względem sytuacji, umiar w ocenie i optymalną dozę obiektywizmu:
Zatrzymaj reakcję
Emocja chce „kliknąć teraz”. Rozsądek potrzebuje czasu. Zwolnij tempo. Nie wyciągaj pochopnych wniosków. Nie płyń na fali reakcji wzburzonego tłumu online.
Oddziel pozory od faktów
„Na zdjęciu wygląda jak…” to nie to samo co „na pewno było…”. Według analiz MIT Media Lab prawda wymaga kilka razy więcej czasu aniżeli fake news, by dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.
Szukaj drugiej perspektywy
Dosłownie (inne ujęcia, kontekst), ale i metaforycznie: jak ta historia brzmi, gdyby dotyczyła kogoś, kogo lubisz? Zastanów się nad inną perspektywą, zwłaszcza gdy materiał, z którym się zapoznajesz, jest rażąco tendencyjny, jednostronny i nad wyraz emocjonujący bo pozbawiony cech obiektywizmu.
Nie udostępniaj insynuacji
Nawet z dopiskiem „nie wiem, ale…”. To nadal jest dystrybucja.
Pamiętaj o koszcie ubocznym
Skandale ranią nie tylko „bohatera”, ale też osoby trzecie (rodzinę, pracowników miejsca, przypadkowe osoby ze zdjęć).
Nierzadko służy do kompromitowania ludzi w celach politycznych, ale także do generowania ruchu na stronach internetowych (by wyświetlić więcej reklam). Zachowaj dystans, nie daj się złapać w clickbajtową sieć skandalizujących nagłówków. Nie daj się wykorzystać mediom do wygenerowania większych zysków dzięki większej liczbie wyświetleń reklam. Nie pozwól, by stało się to za cenę prawdy.
Najczęściej podmioty o poglądach lewicowych atakują podmioty o poglądach prawicowych i centrystów według schematu:
Treść wyrwana z kontekstu, ukazana tendencyjnie -> Jednostronna narracja wzbudzająca silne emocje, często całkiem pozbawiona cech obiektywizmu -> Dystrybucja skandalizujących treści do innych podmiotów o zbliżonych poglądach i wspólnych interesach celem wywołania internetowego samosądu, linczu online, zjawisk typowych dla tzw. kultury anulowania (cancel culture), dyskredytowania oponentów politycznych, generowania zysków z wyświetleń oraz budowania kapitału wizerunkowego (obraz tych dobrych, którzy demaskują tych złych)
Zdarza się, że internetowy samosąd, lincz online pojawia się zanim dana osoba zajęła stanowisko w sprawie. Przygotowanie się do obrony może chwilę zająć - dzień, dwa lub dłuższy okres. Przez ten czas lepiej wstrzymać się z osądem.
W tej sytuacji sednem nie jest to, czy ktoś był w klubie i jak dokładnie ułożyły się ciała w kadrze. Sednem jest to, jak łatwo pojedynczy obraz uruchamia maszynę pewności, pogardy i „wiedzy”, zanim pojawi się pełniejszy kontekst. A potem — jak trudno tę maszynę zatrzymać, nawet gdy kontekst już jest. I znana jest prawda. Jeśli mamy być „zrównoważeni i rozsądni”, to właśnie tu jest pole do ćwiczeń: w umiejętności powiedzenia sobie „nie wiem jeszcze” — zanim wydamy wyrok.
Rafał Marcin Olszak - psycholog online.